Recenzja Oppo Reno 7 5G. Konkurencja czeka tuż za rogiem

Oficjalna premiera serii Oppo Reno 7 miała miejsce pod koniec listopada. Dość długo przyszło nam czekać na premierę poszczególnych modeli w Polsce, ale już od jakiegoś czasu można u nas zdobyć Reno 7 Lite, Reno 7 i Reno 7 5G. Dziś przed Wami recenzja ostatniego z nich.

Reklama

Specyfikacja Oppo Reno 7 5G:

  • wyświetlacz AMOLED 6,43″ 2400×1080, 90 Hz, AMOLED, HDR10+, Gorilla Glass 5,
  • procesor MediaTek Dimensity 900 z ARM Mali-G68 MC4,
  • 8 GB RAM,
  • 256 GB pamięci wewnętrznej UFS 2.2,
  • aparat główny 64 Mpix (1/2″, f/1.7) + ultraszerokokątny 8 Mpix (119°, f/2.25) + makro 2 Mpix (f/2.4),
  • Android 11 z ColorOS 12,
  • 5G,
  • dual SIM,
  • NFC,
  • WiFi 6,
  • Bluetooth 5.2,
  • GPS, BDS, GLONASS, GALILEO, QZSS,
  • USB typu C,
  • slot kart microSD,
  • 3.5 mm jack audio,
  • akumulator o pojemności 4500 mAh, ładowanie SuperVooc 65 W,
  • wymiary: 161x71x7,8 mm,
  • waga: 173 g.

Cena Oppo Reno 7 5G w momencie publikacji recenzji: ok. 2699 złotych

Oppo Reno 7 5G

Wzornictwo

Nie do końca rozumiem, co tu właściwie zaszło. Pamiętacie, jak wyglądał Reno 6 5G? Był to smarfton z płaskim ekranem i na płasko ściętymi krawędziami, które na myśl przywoływały iPhone’a. Patrzę na Reno 7 5G i nie widzę w nim następcy podstawowej szóstki, a – jeśli już – to modelu Reno 6 Pro 5G

Wszystko za sprawą tego, że po płaskich krawędziach pozostały wyłącznie wspomnienia. Te (krawędzie, nie wspomnienia) znajdziemy za to… w podstawowym modelu Reno 7 (i Reno 7 Lite). To z kolei oznacza, że – podobnie, jak w przypadku realme i modeli realme 9 oraz realme 9 5G, mamy do czynienia z dwoma urządzeniami o podobnej nazwie. Te – wydawać by się mogło – różnią się tylko obsługiwaną generacją sieci komórkowej, lecz… nic bardziej mylnego – różnic jest więcej, w tym ta w wyglądzie.

No dobrze, ale właściwie moje rozważania sobie, a Wasze zainteresowanie tematem pewnie niewielkie – bo raczej tylko osoby bardziej siedzące w światku tech w ogóle narzekają na tego typu kwestie. I nie ma w tym nic dziwnego – w końcu to nasze zadanie uświadamiać Wam, jaka jest sytuacja na rynku.

Przechodząc już jednak do samego wzornictwa Oppo Reno 7 5G, jestem rozdarta w jego ocenie. Wszystko za sprawą tego, że podobają mi się jego plecki, ale strasznie, ale to strasznie nie pasują do niego – moim zdaniem – błyszczące, plastikowe ramki wokół. Nie jestem w stanie ich przeboleć. Nie podobają mi się i nic na to nie poradzę – wyglądają wybitnie tandetnie i tanio. W ogóle do mnie nie przemawiają. Być może właśnie dlatego w zestawie z telefonem znajdziemy etui z mlecznymi krawędziami, pod którymi tego błyszczącego plastiku po prostu nie widać…? ;)

Krawędzie krawędziami, ale sama obudowa może się podobać. Wszystko dzięki kolejnej generacji powłoki Reno Glow, która sprawia, że Reno 7 5G mieni się na przeróżne kolory. W zależności od kąta padania światła potrafi być niebieski, fioletowy czy – co dość nieoczywiste – brzoskwiniowy. Z całą pewnością nie jest nudny. Co to, to nie.

Na prawym boku mamy włącznik, po środku którego jest niewielki, zielony akcent wizualny. Na lewym natomiast znajdziemy szufladę na dwie karty nanoSIM i microSD (standardowy dual SIM, a nie hybrydowy – eureka!) oraz rozdzielone od siebie przyciski głośności. Wszystkie są dość płaskie i ledwo wystają ponad poziom obudowy – trzeba się do tego przyzwyczaić.

Na górnej krawędzi umieszczono jedynie mikrofon, natomiast na dolnej – drugi mikrofon, 3.5 mm jacka audio, USB typu C oraz głośnik… niestety, mono. Ale tu niech wypowie się Kuba ;)

Pomimo tego, że Reno 7 5G jest wyposażony w głośnik mono, dźwięk nie jest aż taki zły, jak mogłoby się wydawać na początku. Audio, które wydobywa się z pojedynczego głośnika, jest w miarę donośne. Wysokie i średnie tony ujdą, ale o basie zapomnijmy. Momentami mam jednak wrażenie, że dźwięk jest lekko przytłumiony / niewyraźny. Nie mam pojęcia, z czego to wynika, ale tak już ten model ma. Jak na telefon w tej cenie to niestety nie jest najlepiej. Takie audio widziałbym w sprzęcie za ok. 1,5-2 tys. 

Oppo Reno 7 5G

Wyświetlacz

Najważniejsze informacje na temat ekranu Oppo Reno 7 5G to:

  • jest płaski,
  • jest wykonany w technologii AMOLED,
  • ma przekątną 6,43″ i rozdzielczość 2400×1080 pikseli,
  • jego częstotliwość odświeżania to 90 Hz,
  • wspiera HDR 10+,
  • jest chroniony Gorilla Glass 5,
  • w lewym górnym rogu ma wcięcie na przedni aparat,
  • fabrycznie ma założoną folię ochronną.

W rzeczywistości okazuje się, że ekran Reno 7 5G jest całkiem fajnie skalibrowany – już po wyjęciu z pudełka charakteryzuje się bardzo dobrym odwzorowaniem bieli, balans nie jest przesunięty przesadnie ani w stronę chłodnych kolorów, ani ciepłych. Co ciekawe, mam na myśli domyślnie ustawiony tryb “żywy”. Po przejściu w “naturalny”, kolory automatycznie zmieniają się na wyblakłe i dużo mniej wyraziste, na czym cierpi obraz w odbiorze. Dodam jeszcze, że w ustawieniach można zmieniać temperaturę kolorów ekranu według swoich potrzeb. Nieco brakuje mu kontrastu, ale w ogólnym rozrachunku jest OK.

Jasność wyświetlacza, zarówno maksymalna, jak i minimalna, spisuje się bardzo dobrze – nie miałam problemów z korzystaniem z niego ani w ciągu dnia (pomijając pełne słońce w upalne dni – tu bywało gorzej), ani wieczorami czy też nocą. Automatyczna regulacja działa w większości przypadków w porządku, ale miejscami z opóźnieniem reaguje na zmianę światła otoczenia.

Always on Display znajdziemy w Reno 7 5G jako “ekran zawsze aktywny”. AoD może działać w trybie oszczędzania energii, czyli przez kilka sekund po poruszeniu telefonem, w trybie ciągłym lub według ustalonego harmonogramu. Co mi się bardzo spodobało, to fakt, że AoD możemy spersonalizować w większym stopniu niż w sporej części smartfonów konkurencji, łącznie z tak zwanym konturowym portretem, który wygląda… świetnie!

Dodam jeszcze tylko, że Always on Display wyświetla na wyłączonym ekranie takie rzeczy, jak: godzina, data, dzień tygodnia, stan naładowania baterii oraz ikony aplikacji, z których mamy oczekujące powiadomienia.

Oppo Reno 7 5G

Działanie

Niektórzy, słysząc “Mediatek”, od razu zamykają się na smartfon, który w procesor tej marki jest wyposażony. Prawda jest jednak taka, że o ile jeszcze kilka lat temu jednostki MediaTeka nie bez powodu owiane były złą sławą, tak teraz coraz trudniej powiedzieć na ich temat cokolwiek złego. I Oppo Reno 7 5G jest tego bardzo dobrym przykładem – kultura pracy stoi tu na naprawdę dobrym poziomie. 

Za jego pracę odpowiada procesor MediaTek Dimensity 900 z ARM Mali-G68 MC4 oraz 8 GB RAM. Takie połączenie sprawia, że mamy do czynienia ze smartfonem, który działa szybko i stabilnie – serio, można być zaskoczonym, jak pozytywnie radzi sobie Reno 7 5G w codziennym użytkowaniu. Warto mieć też na uwadze, że na taki odbiór smartfona wpływa też ekran, którego częstotliwość odświeżania to 90 Hz – to także jego zasługa, że całość wygląda naprawdę płynnie.

Jako ciekawostkę mogę dodać fakt, że Oppo Reno 7 5G w codziennym użytkowaniu – w ogólnym rozrachunku – oceniam lepiej od Samsunga Galaxy A53 5G (standardowo kosztującego 2099 złotych, ale często lądującego na promocjach), którego wyniki w testach syntetycznych są dosłownie minimalnie niższe. To też jednak już teraz pokazuje, że Oppo poszalało z wyceną swojego modelu.

Benchmarki:

  • Geekbench 5:
    • single core: 702
    • multi core: 2157
  • 3DMark:
    • Sling Shot: 4645
    • Sling Shot Extreme – OpenGL ES 3.1: 3638
    • Wild Life: 2010

Testy obciążeniowe:

  • Wild Life Stress Test: 2028 / 98,8%
  • Wild Life Extreme Stress Test: 595 / 99,7%

W testach obciążeniowych Reno 7 5G radzi sobie bardzo dobrze, zachowując wyniki na stabilnym poziomie przez wszystkich dwadzieścia pętli. Nie ma mowy o nagrzewaniu się obudowy czy throttlingu – zastosowane podzespoły to średnia półka, a wyniki wyłącznie to potwierdzają.

Jedyna rzecz, której nie rozumiem, to obecność na pokładzie smartfona Androida w wersji 11, zwłaszcza, że wersja nakładki – ColorOS 12 – sugerowałaby wyższą edycję systemu (kuriozalne jest to, że tańszy Reno 7 bez 5G ma Androida 12…). Na szczęście same łatki bezpieczeństwa są całkiem aktualne, bo datowane na 5 czerwca (a zatem poślizg zaledwie miesięczny – nie jest źle).

Na temat samego oprogramowania ColorOS nie będę się rozpisywać, bo zdaje się, że już niejednokrotnie zrobiliśmy to w poprzednich recenzjach i tekstach na temat Oppo. Warta wspomnienia jest natomiast personalizacja dosłownie wszystkiego, co tylko chcemy – grzebiąc głębiej w ustawieniach możemy ustawić pod siebie właściwie każdy element wizualny systemu, a to niewątpliwie cieszy.

Pod względem zastosowanych modułów łączności, jest tu wszystko, czego należy oczekiwać po smartfonie z tej półki cenowej w drugiej połowie 2022 roku. A zatem: 5G, NFC, WiFi 6, Bluetooth 5.2 oraz GPS. Żaden z nich nie przysporzył problemów podczas testów. Z kolei sama jakość rozmów telefonicznych była w porządku, choć nie pogardziłabym nieco głośniejszym głośnikiem.

W teście CPDT otrzymałam następujące wyniki:

  • szybkość ciągłego zapisu danych: 421,77 MB/s,
  • szybkość ciągłego odczytu danych: 542,54 MB/s,
  • szybkość losowego zapisu danych: 30,18 MB/s,
  • szybkość losowego odczytu danych: 13,70 MB/s
  • kopiowanie pamięci: 5,58 GB/s.

Co ważne, niezależnie od tego, że pamięci wewnętrznej otrzymujemy dużo, bo aż 256 GB, możemy ją rozbudować slotem kart microSD, w dodatku jednocześnie korzystając z dwóch kart nanoSIM – niewielu producentów pamięta, że implementacja takiego rozwiązania to fajny ukłon w stronę klientów, którzy lubią przetrzymywać archiwa zdjęć na karcie i muszą mieć dwa numery telefonów.

Palcem i twarzą

Czytnik linii papilarnych został umieszczony nieco powyżej dolnej krawędzi ekranu. Działa bardzo dobrze, dopóki pamiętamy, że palec należy rzeczywiście przyłożyć do tafli wyświetlacza, a nie wyłącznie dotknąć – wtedy nie zadziała. Odblokowywanie dostępu do urządzenia jest szybkie i bezproblemowe.

Odkąd uruchomiłam opcję rozpoznawania twarzy, zainteresowałam się opcją wybudzania ekranu po wzięciu telefonu do ręki – wtedy szybciej można skorzystać z weryfikacji naszego wizerunku. W większości przypadków wybudzanie faktycznie następowało, po czym rzeczywiście rozpoznawanie twarzy było szybkie. Zdarzały się jednak sporadyczne przypadki, kiedy ekran się nie wybudził, w efekcie czego musiałam wykonywać dodatkowy krok w postaci podświetlenia ekranu (np. wciśnięciem włącznika).

Rozpoznawanie twarzy, oparte jedynie na przedniej kamerce, jest mniej bezpieczne niż skaner odcisków palców, jednocześnie muszę zaznaczyć, że nie udało mi się go oszukać zdjęciem.

Odcisk palca możemy wykorzystać do blokady aplikacji i prywatnego sejfu – dokładnie tak samo jest w przypadku rozpoznawania twarzy.

Czas pracy – długi, ładowania – krótki

Oppo Reno 7 5G to smartfon mający zaledwie 7,8 mm grubości, a mimo to udało się producentowi zastosować spore ogniwo – mamy tu bowiem akumulator o pojemności 4500 mAh. Na co dzień sprawdza się bardzo dobrze – jestem wręcz przekonana, że będziecie z jego czasu pracy zadowoleni.

Właściwie niezależnie od tego, co robiłam na smartfonie, ten dotrzymywał mi kroku do końca dnia, mając późnym wieczorem jeszcze spory zapas energii. Na WiFi widywałam nawet 40-50% zapasu (z SoT na poziomie 3-5 h), na danych komórkowych – 20-30% (3,5-4 h SoT). 

Ciągnąć cykl baterii na WiFi drugi dzień, dobiłam raz nawet do w pół do 18, mając SoT na poziomie 6,5 h. Nieźle! Z innych statystyk – tylko raz udało mi się rozładować Reno 7 5G przed 22, kiedy to SoT dobił do 8 godzin, ale sporo z tego czasu służył jako nawigacja samochodowa.

65-Watowa ładowarka pozwala naładować Reno 7 5G od 2% do 93% w dokładnie 28 minut, natomiast pełny cykl ładowania trwa ok. 37 minut. Telefon, niestety, nie wspiera ładowania indukcyjnego.

Po zdjęciach spodziewałam się więcej

O jakości zdjęć, serwowanych przy pomocy Oppo Reno 7 5G, mogę pisać sporo. Ogólnie jednak muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś więcej. Momentami wręcz byłam rozczarowana tym, jak często zdjęcia ruchomych obiektów były rozmazane (czego winy należy upatrywać głównie w braku OIS, czyli optycznej stabilizacji obrazu) czy jak kiepsko radzi sobie smartfon z fotografowaniem, gdy światła dziennego czy też sztucznego zaczyna brakować.

Przełączając się na ultraszeroki kąt (0,6x), w oczy rzuca się gigantyczna wręcz różnica pomiędzy balansem bieli względem głównego aparatu. Jasne, nie jest to nic nowego, zwłaszcza w smartfonach, które trudno nazwać flagowcami, ale taki rozjazd w odwzorowaniu barw jest aż zaskakująco mocny. Cierpi na tym również szczegółowość i sama ostrość zdjęć.

Aplikacja aparatu zachęca, by korzystać z 2-krotnego zoomu (który jeszcze daje akceptowalne rezultaty), ale maksymalnie dostępny jest 20-krotny, którego jednak nie polecam używać – szumy, brak ostrości i szczegółowości to główne zarzuty w jego kierunku.

Tryb portretowy w testowanym przeze mnie egzemplarzu działa co najmniej dziwnie. Raz, że aktywuje się w wyjątkowo sporej odległości, co mnie dość mocno zaskoczyło, a dwa – nie oferuje podglądu robionego zdjęcia z zastosowanym odcięciem od tła lub tylko częściowy, w dodatku często taki, który nie pokrywa się z późniejszym zdjęciem wynikowym (nie pamiętam, bym w ostatnim czasie spotkała się z podobnym rozwiązaniem). Wygląda to, jak niedopracowany algorytm, który działa marnie. A czasem… w ogóle.

Tryb nocny rozjaśnia zdjęcia, ale momentami w aż tak dziwny sposób, że zatraca pierwotny obraz danej sceny. Dobrze natomiast radzi sobie z prześwietleniami spowodowanymi sztucznymi źródłami światła, jak lampy uliczne czy oświetlenie budynków. W ultraszerokim kącie tryb nocny również jest dostępny, ale niewiele może pomóc, próbując wyciągnąć zdjęcie z praktycznie ciemnej plamy (z którą mamy do czynienia w trybie automatycznym).

O makro, pozwólcie, rozpisywać się nie będę:

Przedni aparat ma taką przypadłość, że lubi przepalać jasne tło – czyli np. niebo, gdy ustawiony jest HDR auto. Co ciekawe, przełączając się na tryb portretowy, zarys chmur (tych, których nie widać w automacie) jest widoczny. Sama jakość jest poprawna – do wrzucenia na social media ok.

Jeśli chodzi o wideo, najważniejsze zdają się być następujące kwestie:

  • maksymalna dostępna jakość to 4K 30 fps (brak 4K 60 fps),
  • nagrywając w maksymalnej jakości nie ma możliwości przełączania się na ultraszeroki kąt, a maksymalny zoom to 10x,
  • ultraszerokim kątem możemy nagrywać maksymalnie w Full HD 30 fps, wtedy jednak również jest niemożliwe przełączanie się na główny aparat ani zoomowanie,
  • dostępny jest tryb ultrastabilizacji (ale tylko w Full HD 60 fps), który jednak zawęża kąt widzenia aparatu podczas nagrywania,
  • co ciekawe, w 720p 30 fps dostępny jest tryb nagrywania portretowego, czyli z wycięciem sylwetki z tła – działa to zaskakująco nieźle, ale z ubytkiem dla jakości. Podobny tryb dostępny jest z poziomu przedniego aparatu,
  • przedni aparat nagrywa maksymalnie w Full HD,
  • ogólna jakość nagrywanego materiału jest poprawna, ale im mniej światła, tym widać gorsze odwzorowanie kolorów i spadający poziom detali. Sama stabilizacja również prosi się o poprawkę, ale bez OIS trudno oczekiwać czegokolwiek więcej.
Oppo Reno 7 5G

Podsumowanie

Problemem Reno 7 5G, choć… nie, zacznijmy to zdanie od początku. Problemem Oppo (ogółem) jest zbyt droga premierowa wycena urządzeń – jakie by one nie były. Reno 7 5G pojawił się w sprzedaży w Polsce pod koniec kwietnia w cenie wynoszącej 2699 złotych. Jeśli uważnie przeczytaliście niniejszy test, wiecie doskonale, że aktualnie cena kształtuje się na dokładnie tym samym poziomie. Dla producenta to zupełnie dobrze (im dłużej utrzyma się cena tym przecież lepiej), ale jednocześnie źle – mając wybór (a ten jest ogromny!) klient może skierować swe kroki ku konkurencji.

Jeśli koniecznie chcecie kupić coś ze stajni Oppo, być może warto skierować swoje zainteresowanie i pieniądze ku poprzednikowi – Reno 6 5G, który aktualnie kosztuje ok. 2049 złotych, a tak na dobrą sprawę niewiele się różni względem siódemki (głównie wyglądem i detalami w specyfikacji).

Za podobne lub nawet mniejsze pieniądze można kupić np. OnePlusa Nord 2T 5G (2499 złotych) z ekranem o tej samej przekątnej czy nieco większe – Xiaomi Mi 11i ze Snapdragonem 888 za 2399 złotych czy Motorolę Edge 20 Pro ze Snapdragon 870 i IP52 za 2799 złotych lub też… smartfona Apple, iPhone’a 11 za ok. 2599 złotych.

Sam Oppo Reno 7 5G jest fajnym smartfonem, ale nie wiem czy to wystarczy, gdy konkurencja jest tak duża i dobra.

Recenzja Oppo Reno 7 5G. Konkurencja czeka tuż za rogiem
Zalety
ekran AMOLED 90 Hz
kultura pracy
256 GB pamięci
rozbudowane oprogramowanie z możliwością sporej personalizacji
czas pracy
szybkie ładowanie
3.5 mm jack audio
slot kart microSD, który nie wyklucza korzystania z 2x nanoSIM
Wady
Android 11 (zamiast 12)
brak OIS i ogólna jakość zdjęć w różnych warunkach
głośnik mono
pamięć tylko UFS 2.2
brak nagrywania wideo 4K 60 fps
zbyt wysoka wycena
7
Ocena