Samsung Galaxy S26
Samsung Galaxy S26 - fot. Wojciech Kulik | Tabletowo.pl

Recenzja Samsunga Galaxy S26. Czy (teraz) warto go kupić?

Od premiery smartfona Samsung Galaxy S26 minęło już osiem miesięcy, ale wciąż pozostaje jednym z najmocniejszych kandydatów dla osób zainteresowanych kompaktowym flagowcem. Czy warto go kupić po takim czasie? Spędziłem z nim kilka tygodni, by się o tym przekonać.

Test Samsunga Galaxy S26 po kilku miesiącach od premiery

W lutym 2026 roku, kiedy smartfon Samsung Galaxy S26 debiutował w sprzedaży, jego ceny rozpoczynały się od 4499 złotych. Przyzwyczailiśmy się do tego, że z czasem urządzenia tanieją, ale z tylko sobie znanych powodów południowokoreański producent zdecydował się na… podwyżkę.

W październiku 2026 roku w życie weszła zmiana, zgodnie z którą sugerowana cena Samsunga Galaxy S26 wynosi 4899 złotych. Tego typu pomysły zostawię jednak z boku, bo realnie da się kupić ten model za zdecydowanie mniejsze pieniądze – już za 4199 złotych.

Gdzie kupić?

Samsung Galaxy S26

ok. 4199 zł
(Przybliżona cena z dnia: 21 października 2026)
Zawiera linki afiliacyjne.

Wydając tyle, w pudełku nie znajdziesz zbyt wielu elementów. Poza samym telefonem producent włożył do środka jedynie przewód do ładowania, kluczyk do tacki SIM i dokumenty. Brak kostki jest całkowicie zrozumiały, ale szkoda, że nie ma co liczyć także na etui.

Kluczowe jest, oczywiście, samo urządzenie. Na dobry początek rzućmy więc okiem na to, co konkretnie ma do zaoferowania. Tak się prezentuje…

Specyfikacja Samsunga Galaxy S26:

  • płaski wyświetlacz Dynamic AMOLED 2X o przekątnej 6,3 cala, rozdzielczości 2340×1080 pikseli, adaptacyjnej częstotliwości odświeżania 1-120 Hz i jasności do 2600 nitów, pokryty szkłem Corning Gorilla Glass Victus 2,
  • 10-rdzeniowy procesor Samsung Exynos 2600 (2 nm; do 3,8 GHz),
  • 12 GB RAM (LPDDR5X) i 256 GB pamięci na pliki typu UFS 4.1 (opcjonalnie: 512 GB),
  • aparat główny 50 Mpix (f/1.8) z OIS + ultraszerokokątny 12 Mpix (f/2.2) + teleobiektyw 10 Mpix (f/2.4) z OIS i 3-krotnym zoomem optycznym,
  • aparat przedni 12 Mpix (f/2.2),
  • głośniki stereo,
  • akumulator o pojemności 4300 mAh, ładowanie do 25 W + ładowanie bezprzewodowe do 10 W,
  • łączność Wi-Fi 7, Bluetooth 5.4, 5G i NFC,
  • GPS/GLONASS/BeiDou/Galileo/QZSS,
  • złącze USB 3.2 Gen 1 typu C,
  • 2 x nanoSIM + eSIM,
  • system operacyjny Android 17 (z One UI 9),
  • wymiary 149,6 x 71,7 x 7,2 mm i waga 167 g,
  • pyło- i wodoodporność w klasie IP68.

Kompaktowy flagowiec bez udziwnień

Samsung Galaxy S26 jest smartfonem zaprojektowanym bez większych udziwnień – nie ma na bokach ani żadnych dodatkowych przycisków, ani tajemniczych elementów. Lewa krawędź jest całkowicie gładka, na prawej zaś rozlokowane zostały guziki do regulacji głośności i zasilania (pełniący także funkcję aktywatora funkcji AI).

Z kolei górna krawędź zawiera dwa otwory (jeden służy do wentylacji, drugi skrywa w sobie mikrofon). Drugi mikrofon, razem z głośnikiem, portem USB-C i tacką na karty SIM, znajduje się na dole.

Smartfon niczym też nie zaskakuje, jeśli chodzi o tył. Samsung zdążył nas już przyzwyczaić do widoku trzech ułożonych wertykalnie obiektywów w lewym górnym rogu, a to, że zyskały teraz tło w postaci wyspy w kształcie pigułki, niewiele tak naprawdę zmienia. Jest estetycznie, ale przy tym dość nudno. Plusem bez wątpienia jest matowe wykończenie, które dobrze się prezentuje i nie zbiera zbyt wielu odcisków.

Konstrukcja telefonu może i nie jest szczególnie zmyślna, ale jednego odmówić jej zdecydowanie nie mogę. Samsung Galaxy S26 to bardzo wygodny sprzęt. Jest smukły, lekki i poręczny, dzięki czemu bez problemu mieści się w kieszeni i… dłoni, nawet jeśli ta ostatnia nie należy do największych. Szkoda, że tak kompaktowych smartfonów jest ostatnio straszliwie mało.

Kompaktowość wynika tu przede wszystkim z tego, że producent postawił na stosunkowo nieduży wyświetlacz, otoczony w dodatku smukłą i symetryczną ramką. A skoro już o ekranie mowa…

Samsung Galaxy S26 ma (stosunkowo) mały, ale topowy wyświetlacz

Można tego było oczekiwać i nikt nie powinien być zawiedziony. Smartfon Samsung Galaxy S26 został wyposażony w wyświetlacz godny flagowca. Konkretnie mamy tu panel Dynamic AMOLED 2X o przekątnej 6,3 cala, rozdzielczości Full HD+ i częstotliwości odświeżania, która na bieżąco dostosowuje się do sytuacji, obejmując zakres od 1 do 120 Hz.

Trudno mi powiedzieć cokolwiek złego na temat tego wyświetlacza. Wspominałem już, że rozmiar jest świetny, ale równie dobra jest jakość, jaką oferuje ten panel. Kolory są żywe, kontrast wysoki, a szczegółowość i dynamika stoją na najwyższym poziomie.

Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to maksymalna jasność, która sięga 2600 nitów. W naprawdę słoneczne dni widoczność nie jest tak dobra, jak mogłaby być, ale to margines (a może i margines marginesu).

Samsung Galaxy S26
Samsung Galaxy S26 – fot. Wojciech Kulik | Tabletowo.pl

Oczywiście, co nieco można sobie poustawiać, dostosowując parametry obrazu do własnych preferencji. W Ustawieniach wybierzesz między innymi płynność ruchu (adaptacyjną lub stabilną), profil kolorów (naturalny lub żywy, a w tym drugim przypadku możesz też wyregulować balans bieli i nasycenie) oraz rozmiar czcionki i poszczególnych elementów interfejsu. Nie jest to bardzo szeroka paleta opcji, ale w zupełności wystarcza, by telefon wyglądał tak, jak sobie tego życzymy.

Samsung Galaxy S26 pozwala także skorzystać z trybu Always on Display (AoD). Domyślnie wyświetla się tylko po dotknięciu ekranu, ale może też pozostawać aktywny cały czas lub pojawiać się zgodnie z wcześniej ustalonym harmonogramem.

Na tym ekranie dobrze przegląda się internet, wygodnie scrolluje aplikacje i całkiem przyjemnie ogląda się filmy wszelkiej maści, szczególnie że…

Głośniki grają nieźle

Smartfon dysponuje głośnikami stereo, które naprawdę dobrze wypadają w akcji. Basy są całkiem przyjemne i wyczuwalne, a i wokale nie pozostawiają wiele do życzenia. Podczas słuchania wywiadów i podcastów jest świetnie, nieco gorzej przy słuchaniu muzyki, choć nie powiedziałbym, że tragicznie.

Przy takim rozmiarze nie ma co liczyć na głębię i szeroką scenę, ale i tak jest dobrze. Doceniam też wysoki poziom głośności maksymalnej, dzięki czemu da się komfortowo słuchać podcastu na przykład podczas zmywania naczyń.

Nie uświadczyłem również żadnych trudności ze zrozumieniem swoich rozmówców podczas połączeń telefonicznych, a i oni nie narzekali na jakość mikrofonu w Samsungu.

Samsung Galaxy S26
Samsung Galaxy S26 – fot. Wojciech Kulik | Tabletowo.pl

Samsung Galaxy S26 ma już Androida 17

W dniu premiery Samsung Galaxy S26 miał na pokładzie system Android 16, ale zdążył już doczekać się aktualizacji do Siedemnastki, wraz z nakładką One UI 9.0. Ta ostatnia stanowi udaną ewolucję tego, do czego producent z Korei Południowej przyzwyczaja nas od lat.

System jest estetyczny, przejrzysty i dynamiczny, a pod względem funkcjonalności nie brakuje mu właściwie niczego. Dobrze przemyślany układ poszczególnych opcji sprawia ponadto, że z obsługą tego telefonu poradzi sobie właściwie każdy – niezależnie od tego, jak bardzo (lub mało) jest doświadczony w tematach technologicznych. Pomocna jest też wszechobecność wyszukiwarki.

W kontekście funkcjonalności nie można też pominąć pakietu Galaxy AI. Sztuczna inteligencja pomaga w ogarnianiu planu dnia (poprzez Now Bar i Now Brief), umożliwia tłumaczenie rozmowy telefonicznej na żywo, ułatwia pisanie i korektę tekstu oraz formatowanie notatek, a także generuje treści multimedialne na podstawie promptów.

Wszystkie te funkcje działają całkiem przyzwoicie, choć jest to już drugi testowany przeze mnie Samsung z One UI 9.0 i trudno mi oprzeć się wrażeniu, że z większości tych narzędzi na co dzień po prostu się nie korzysta. Fajnie, że są, ale nie wydaje mi się, by było się nad czym rozpisywać.

Jedynym zastosowaniem sztucznej inteligencji, nad którym naprawdę warto się pochylić, jest prosta, a przy tym efektowna edycja zdjęć. Pakiet Galaxy AI zawiera funkcje umożliwiające zmianę stylu fotografii, usuwanie niechcianych obiektów z kadru oraz generowanie treści. Niedawno testowałem to wszystko w modelu Galaxy S26 FE – odsyłam do jego recenzji, jeśli chcesz zobaczyć, jak wypada to w praktyce.

Jeśli zaś chodzi o to, co aktualizacja do One UI 9.0 zmieniła w Galaxy S26, to są to przede wszystkim: szersze opcje personalizacji, wyższy poziom ochrony przed cyberzagrożeniami oraz funkcja My FanCam, która automatycznie śledzi osobę na nagranym materiale wideo i kadruje film w taki sposób, by znajdowała się ona w centrum kadru – to nowość, która zadebiutowała wraz z Samsungiem Galaxy Z Fold 8 i Samsungiem Galaxy Z Fold 8 Ultra.

Samsung Galaxy S26
Samsung Galaxy S26 – fot. Wojciech Kulik | Tabletowo.pl

Procesor robi dobrą robotę

Sercem smartfona jest 10-rdzeniowy procesor Samsung Exynos 2600 o taktowaniu sięgającym 3,8 GHz. Jest to jeden z pierwszych chipsetów na rynku wykonany w litografii 2 nm, której zawdzięcza zarówno wysoką wydajność, jak i energooszczędność – do tej drugiej jeszcze dojdę, ale na razie skupmy się na płynności działania oferowanej przez Galaxy S26.

Otóż jest ona… pierwszorzędna. Smartfon działa bardzo płynnie, nawet przy wielu uruchomionych aplikacjach i przy dużym obciążeniu. Poszczególne programy i narzędzia uruchamiają się błyskawicznie, a przechodzenie pomiędzy nimi odbywa się wyjątkowo dynamicznie. Przykładowo aparat jest gotowy do użycia mniej więcej w ciągu sekundy (góra dwóch, jeśli rozpoczynamy od całkowicie wygaszonego ekranu).

Nie bez znaczenia w tym kontekście jest również to, że producent postawił na szybką pamięć masową (UFS 4.1) oraz RAM typu LPDDR5X. Na dobrą sprawę nie ma tu więc elementu, który mógłby realnie dławić wydajność. To widać. I czuć.

Standardowo poddałem też smartfon serii testów syntetycznych. Niestety, z AnTuTu nie chciał współpracować, ale udało mi się go sprawdzić w aplikacjach 3DMark, Geekbench 7 i CPDT. Oto wyniki, jakie wykręcił:

  • 3DMark:
    • Steel Nomad Light: 3152
    • Steel Nomad Light Unlimited: 3097
    • Solar Bay: 13283
    • Solar Bay Unlimited: 13454
    • Solar Bay Extreme: 1960
    • Solar Bay Extreme Unlimited: 1624
  • Geekbench 7:
    • CPU (Single-Core): 2471
    • CPU (Multi-Core): 10031
    • GPU (OpenCL): 19685
    • GPU (Vulkan): 17098
  • CPDT:
    • Zapis sekwencyjny: ~940 MB/s
    • Odczyt sekwencyjny: ~1,88 GB/s
    • Losowy zapis: ~80 MB/s
    • Losowy odczyt: ~40 MB/s
    • Kopia pamięci: ~21 GB/s

No i jeszcze screeny dokumentujące wykonane testy:

Exynos 2600 zapewnia smartfonowi Samsung Galaxy S26 bardzo wysoką wydajność, ale żeby nie było tak kolorowo – ma też tendencję do nagrzewania się. Przy intensywniejszym korzystaniu potrafi stać się naprawdę gorący. Raz zauważyłem to podczas robienia zdjęć – mniej więcej po kwadransie zaczął być nieprzyjemnie ciepły w dotyku. Gorący zrobił się też, kiedy słuchałem muzyki na Spotify. Minęło może z pół godziny, kiedy poczułem wręcz potrzebę, by wyjąć go z kieszeni.

Biometria i opcje łączności

Jak na współczesny telefon przystało, Samsung Galaxy S26 oferuje dwie formy zabezpieczeń biometrycznych. Umożliwia zalogowanie się do systemu poprzez rozpoznawanie twarzy lub skan linii papilarnych. Regularnie korzystałem z obu tych rozwiązań i – niestety – tylko jedno z nich działa świetnie.

Mam tu na myśli odczyt linii papilarnych – ultradźwiękowy skaner zainstalowany w tym modelu działa bez zarzutu. Błyskawicznie rejestruje odcisk palca, który w dodatku nie musi być idealnie suchy. Nie uświadczyłem żadnych nieprawidłowości. Nie do końca podoba mi się jego lokalizacja (jest dość wysoko nad dolną krawędzią), ale nie jest to nic, do czego nie można by się przyzwyczaić.

Zdecydowanie słabiej działa rozpoznawanie twarzy. Nie dość, że jest wolne, to jeszcze do tego zawodne. Nawet przy bardzo dobrym oświetleniu zdarzało się, że smartfon nie chciał mnie wpuścić do środka. Nie udało mi się zweryfikować, z czego wynikają jego problemy, bo wydaje się to działać całkowicie losowo. Na marginesie dodam, że nie jest to pierwszy model z tej serii, w którym doświadczyłem takiego problemu (w Galaxy S26 FE było tak samo).

Szybko wspomnę jeszcze, że smartfon dysponuje kompletem współczesnych standardów łączności: mamy do dyspozycji 5G, Wi-Fi 7, Bluetooth 5.4 i NFC. Pojedynczy port USB typu C reprezentuje natomiast standard USB 3.2 Gen 1, co dla części osób może mieć niemałe znaczenie. Wszystko działa jak należy.

Czas pracy jest zaskakująco dobry

Uważam, że umieszczanie akumulatora o pojemności 4300 mAh w smartfonie z 2026 roku to żenada. Konkurencja potrafi instalować w swoich modelach blisko dwa razy pojemniejsze ogniwa i myślę, że najwyższy czas, by Samsung zaczął ją gonić.

Mimo to muszę przyznać, że jak na tak niewielką pojemność, realny czas pracy wykręcany przez Samsunga Galaxy S26 jest naprawdę przyzwoity. W mieszanym cyklu (czyli przy korzystaniu trochę z Wi-Fi, a trochę z 5G) rozładowanie go od rana do wieczora graniczy z cudem, a po przełączeniu na samą łączność komórkową nadal jest to niełatwe zadanie.

Smartfon spokojnie jest w stanie osiągnąć SoT (czas włączonego ekranu) na poziomie 6-8 godzin. Wiele zależy, oczywiście, od tego, z jakich aplikacji korzystasz, ale ani Facebook, ani Spotify, ani gry nie zdołały znacząco zredukować jego wytrzymałości.

Realnie oznacza to, że Samsung Galaxy S26 jest w stanie działać cały dzień z dala od gniazdka, a przy normalnym korzystaniu nierzadko okaże się, że na koniec dnia ma jeszcze 30-40%, więc spokojnie wytrzyma do połowy kolejnego.

Myślę, że tak dobre wyniki są zasługą zastosowania energooszczędnego procesora, stosunkowo niewielkiego wyświetlacza oraz dobrej optymalizacji One UI. Chociaż mam pewne wątpliwości co do ostatniego z wymienionych punktów. Głównie dlatego, że Galaxy S26 potrafi zużyć sporo energii wtedy, gdy teoretycznie nie jest używany, czyli w nocy. Po pobudce miał o 4-5 punktów procentowych mniej niż gdy kładłem się spać (i to niezależnie od tego, czy aktywne pozostawały wszystkie moduły, czy też tylko Wi-Fi). To akurat słabe.

Na koniec jeszcze słówko o ładowaniu. Zupełnie nie przystając do obecnych czasów (ale znajdując usprawiedliwienie w koszmarnie małej pojemności akumulatora) Samsung Galaxy S26 obsługuje ładowanie przewodowe z mocą maksymalnie 25 W i bezprzewodowe do 10 W. W tym pierwszym przypadku na uzupełnienie energii od 5 do 100% trzeba przeznaczyć trochę ponad godzinę.

Samsung Galaxy S26
Samsung Galaxy S26 – fot. Wojciech Kulik | Tabletowo.pl

Jakie zdjęcia robi Samsung Galaxy S26?

Samsung Galaxy S26 ma bardzo dobry zestaw aparatów. Na papierze może nie prezentować się wyjątkowo imponująco (szczególnie gdy bierze się pod uwagę tylko suche liczby), realnie jednak jest w stanie zaoferować wysoką jakość zdjęć i nagrań. Może nie na poziomie flagowych fotosmartfonów (czy nawet swojego wypasionego brata – mam tu na myśli Samsunga Galaxy S26 Ultra), ale oczko wyżej niż typowe średniaki.

Południowokoreański producent postawił w dodatku na dość wszechstronny zestaw, dzięki czemu aparat dobrze sprawdza się w różnych warunkach i sytuacjach. Mamy tu konkretnie główny sensor 50 Mpix z szerokokątnym obiektywem f/1.8, ultraszerokokątny moduł 12 Mpix (f/2.2) oraz teleobiektyw 10 Mpix (f/2.4) oferujący 3-krotny zoom optyczny. Pierwszy i trzeci odznaczają się w dodatku optyczną stabilizacją obrazu (OIS).

Jeśli chodzi o główny aparat, oferuje wysoką szczegółowość i niezłe ostrzenie oraz całkiem szeroką rozpiętość tonalną i wiernie odwzorowane kolory. Ponownie: nie jest to poziom fotosmartfona, ale zwykłym zjadaczom chleba powinien wystarczyć w zupełności. Przy dobrym oświetleniu efekty są więcej niż zadowalające, a w pochmurne dni – i tak niezłe. Poniżej przykładowe fotki:

Bardzo dobrze – w moim odczuciu – radzi sobie także teleobiektyw, oferujący 3-krotny zoom optyczny. Wyraźnie inaczej przetwarza kolory niż główny, ale efekty jak najbardziej mogą się podobać. Rzuć okiem na poniższe przykłady:

Teleobiektyw bardzo dobrze wypada również w trybie portretowym. Hela i Plamka zgodziły się zapozować i chociaż zawsze są dla mnie cudowne, to uważam, że na tych zdjęciach wyszły szczególnie uroczo. (Oczywiście, otrzymały stosowane wynagrodzenie w smaczkach ;)).

O ile jednak do 3x mamy zoom bez strat i trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia do ostrości, to powyżej tego poziomu robi się nieco gorzej. Przybliżenie 20- i 30-krotne (to maks) cechują się już wyraźnie niższą jakością (ratowaną trochę przez automatycznie wchodzące do gry AI). Spójrz:

W galerii powyżej w akcji zobaczyć można też moduł ultraszerokokątny, którego możliwości lepiej widać jednak poniżej. Element ten często jest bolączką smartfonów z pogranicza średniej i wysokiej półki – w Galaxy S26 też nie jest wybitny, chociaż w moim odczuciu i tak radzi sobie całkiem nieźle i pozwala zrobić ładne zdjęcia. Dowody? Proszę bardzo:

Tymczasem rzućmy jeszcze okiem na możliwości Samsunga Galaxy S26 po zmroku. Smartfon automatycznie uruchamia tryb nocny i całkiem dobrze radzi sobie w nim ze światłem i wyciąganiem detali. Ponownie: nie jest wybitny, ale w większości przypadków powinien okazać się wystarczająco dobry (no, może poza zoomem przekraczającym poziom 3x).

Z przodu smartfon ma kolejny aparat o rozdzielczości 12 Mpix (f/2.2). Do prawidłowego działania potrzebuje dobrego oświetlenia, ale w ogólnym rozrachunku do szybkiego selfika jest w sam raz. Efekt bokeh prezentuje się niczego sobie, a możliwość poszerzenia kąta to przydatna funkcja, szczególnie przy zdjęciach grupowych.

Na koniec jeszcze słówko o możliwościach związanych z nagrywaniem filmów. Samsung Galaxy S26 oferuje rejestrowanie wideo w jakości do 8K/30fps lub 4K/60fps, a dodatkowo pozwala skorzystać z trybów slow motion: do 4K/120fps lub FHD/240fps. Nie mam absolutnie żadnych uwag co do płynności i ostrości nagrań, a i kolory są naprawdę niezłe.

Uważam, że Samsung Galaxy S26 jak najbardziej nadaje się do nagrywania filmików nie tylko na poziomie amatorskim, ale i półprofesjonalnym. Szczególnie że poza ogólnie dobrą jakością oferuje również świetną stabilizację obrazu – ma nawet imponujący tryb ultra stabilny, w którym skutecznie utrzymuje poziom (nie jest to absolutna nowość, ale niezmiennie robi duże wrażenie).

Samsung Galaxy S26
Samsung Galaxy S26 – fot. Wojciech Kulik | Tabletowo.pl

Podsumowanie

Samsung Galaxy S26 nie jest tanim smartfonem, a sugerowana cena, ustalona na poziomie 4899 złotych, brzmi dla mnie jak nieśmieszny żart. Jeśli jednak faktycznie uda Ci się go dorwać taniej (szczególnie poniżej 4000 złotych), to wtedy – moim zdaniem – tak, warto go kupić. Na pewno będzie lepszym wyborem niż Samsung Galaxy S26 FE, który wcale nie jest dużo tańszy.

Bohater tej recenzji nie jest jednak bezkonkurencyjny. W podobnej cenie można kupić Vivo X300 FE, który dysponuje ekranem AMOLED o zbliżonej przekątnej (6,31 cala), a do tego bardziej imponującymi aparatami i akumulatorem o pojemności aż 6500 mAh. Jest też (jak najbardziej godny polecenia) Google Pixel 11 Pro, mający jednak podobne minusy do opisywanego Samsunga.

Jeśli zaś to nie rozmiar ekranu jest dla Ciebie priorytetem, lecz długi czas pracy, wysoka wydajność i niezłe możliwości fotograficzne to w tej samej lub niższej cenie znajdziesz sporo interesujących modeli, takich jak Realme GT 8 Pro, Motorola Signature czy Xiaomi 17T Pro.

Na korzyść Samsunga przemawiają przede wszystkim: niespotykanie poręczna konstrukcja, pierwszorzędna płynność, wyśmienity ekran, dobry (choć nie wybitny) zestaw aparatów i świetny One UI 9.

Niestety, smartfon ma też swoje niedoskonałości, a największą z nich niezaprzeczalnie jest akumulator o koszmarnie niskiej pojemności. Naprawdę – 4300 mAh w 2026 roku to kpina. Jasne, energooszczędny procesor i dobra optymalizacja systemu sprawiły, że wystarcza to przeważnie na cały dzień pracy, ale w realiach, kiedy coraz częściej przekraczana jest bariera 7000 mAh, Samsung powinien się wstydzić.

Przy tak małej pojemności aż tak nie przeszkadza też maksymalna moc ładowania wynosząca 25 W, ale obiektywnie rzecz biorąc ten parametr też brzmi w dzisiejszych czasach śmiesznie. Kłopotliwe może być w dodatku nadmierne nagrzewanie się urządzenia.

Ubogi zestaw sprzedażowy to mój kolejny zarzut. Kupujesz telefon za ponad cztery (a Samsung chciałby wręcz, by robić to za blisko pięć) tysięcy, a w pudełku odnajdujesz tylko urządzenie, dokumenty i kabelek. Choć może i tak powinniśmy się cieszyć, bo producent z Korei doszedł niedawno do wniosku, że nawet o kabelku nabywcy powinni zapomnieć.

Cieszmy się z małych rzeczy – szczególnie że małe może być całkiem fajne, tak jak Galaxy S26.

Samsung Galaxy S26
Recenzja Samsunga Galaxy S26. Czy (teraz) warto go kupić?
Zalety
wyjątkowo poręczna konstrukcja,
wyśmienity ekran Dynamic AMOLED 2X,
bezbłędne i ultrapłynne działanie na co dzień,
świetny One UI 9,
szybki i sprawny skaner linii papilarnych,
niezłe głośniki,
dobry zestaw aparatów,
przyzwoity czas pracy...
Wady
...ale akumulator o pojemności 4300 mAh (!) to i mimo wszystko kpina,
maksymalna moc ładowania to tylko 25 W,
rozpoznawanie twarzy działa tak sobie,
tendencja do nagrzewania się,
ubogi zestaw sprzedażowy,
(nowa) sugerowana cena to nieśmieszny żart.
8.1
Ocena