Z czym kojarzą Wam się smartfony z serii Galaxy A? Mi, przede wszystkim, z przystępną ceną. Stąd też, jeszcze zanim sprawdziłam cenę Galaxy A27 5G, który trafił do mnie na testy, chciałam zatytułować ten tekst: Jest tanio? Jest tanio. Jest dobrze? Jest tanio. Po czym spojrzałam na cenę. Wcale tanio nie jest. To może chociaż jest dobrze?
Strasznie trudna jest ta niższa półka
Kiedyś były piękne czasy, w których przedstawiciele serii Galaxy A2X kosztowali poniżej tysiąca złotych. Później się wzięło i skiepściło – zwłaszcza teraz, gdy na rynku jest ogromny problem z ciągle drogimi pamięciami i trudno jest producentom utrzymać ceny na zeszłorocznym czy jeszcze wcześniejszym poziomie.
Odbija się to na nas niezależnie od segmentu, na jaki patrzymy. I – tak – na tanich smartfonach też. A Samsung Galaxy A27 5G jest tego idealnym przykładem. Za wariant 6/128 w dniu premiery musieliśmy zapłacić 1529 złotych (8/256 – 1919 złotych). Na szczęście minęło kilka tygodni i ceny znacznie spadły – za 6/128 zapłacimy teraz 1199 złotych, a za 8/256 – 1549 złotych.
Tak sobie rozmyślam i nie zdziwię się, jeśli w przyszłym roku Samsung zrezygnuje z przedstawicieli serii Galaxy A2X, by nieco bardziej zróżnicować swoją ofertę. Jest Galaxy A1X, Galaxy A3X i Galaxy A5X – w całej tej mieszance Galaxy A2X zdaje się być doczepiony na siłę, biorąc pod uwagę, że debiutuje później i ma wyższą cenę.
Najpierw sprawdźmy najważniejsze różnice pomiędzy Galaxy A27 a Galaxy A37, które sprowadzają się do:
- procesora: Qualcomm Snapdragon 6 Gen 3 vs Exynos 1480,
- mocy ładowania: 25 W vs 45 W,
- rozdzielczości ultraszerokiego kąta: 5 Mpix vs 8 Mpix,
- umieszczenia czytnika linii papilarnych: we włączniku na boku vs w ekranie,
- rozszerzenie pamięci: Galaxy A27 ma slot kart microSD, w Galaxy A37 go brak,
- wymiarów: 162,4×78,2×7,8 mm vs 162,9×78,2×7,4 mm,
- wagi: 200 g vs 196 g,
- odporności na wodę: IP64 vs IP68.
A zatem jest tego całkiem sporo. Dorzućmy do tego cenę Samsunga Galaxy A37 5G… Tak, w dniu premiery Galaxy A27, Galaxy A37 był tańszy – kosztował 1499 złotych (też 6/128 oczywiście). Wyższy model z rodziny w niższej cenie. Paradoks spowodowany wcześniejszą premierą – kilka miesięcy (premiera Galaxy A37 była w marcu, natomiast Galaxy A27 zadebiutował w czerwcu 2026) pozwoliło mu stanieć z poziomu 1869 złotych. Sens kupowania Galaxy A27 chwilę po jego premierze był dyskusyjny, żeby nie powiedzieć, że nie było go w ogóle.
Na szczęście teraz ta proporcja się odpowiednio odmieniła – Galaxy A27 startuje z poziomu 1199 złotych. a Galaxy A37 wciąż kosztuje tyle samo – od 1499 złotych.
Samsung Galaxy A27 5G 6/128 GB
Po przydługim wstępie – czas na recenzję Samsunga Galaxy A27 5G.
Specyfikacja Samsunga Galaxy A27 5G:
- płaski wyświetlacz Super AMOLED o przekątnej 6,7”, rozdzielczości 2340×1080 pikseli, częstotliwości odświeżania do 120 Hz, pokryty Gorilla Glass Victus+,
- procesor Qualcomm Snapdragon 6 Gen 3,
- 6 GB RAM,
- 128 GB pamięci wewnętrznej,
- aparat główny 50 Mpix (f/1.8) z OIS + ultraszerokokątny 5 Mpix (f/2.2) + makro 2 Mpix (f/2.4),
- aparat przedni: 12 Mpix f/2.2,
- 5G, dual SIM,
- Bluetooth 5.1,
- WiFi 5,
- GPS,
- slot kart microSD,
- USB typu C 2.0,
- akumulator o pojemności 5000 mAh, ładowanie 25 W,
- wymiary: 162,4×78,2×7,8 mm,
- waga: 200 g,
- IP64.

Galaxy A27 to ładny telefon
Właściwie na pierwszy rzut oka, patrząc na Galaxy A27, Galaxy A37 i Galaxy A57, można je ze sobą pomylić. Tylny panel każdego z nich wygląda wręcz prawie tak samo (wprawne oko dostrzeże, że Galaxy A27 ma dodatkową czarną ramkę wokół pionowej wyspy aparatów) i chroniony jest Gorilla Glass Victus+. Zresztą, aktualnie wszystkie smartfony Samsunga nawiązują do tego wzornictwa. Jedni stwierdzą, że to fajnie, inni będą z tym dyskutować.
Ale o ile patrząc na te średniaki z tyłu zdecydowanie można je ze sobą pomylić, tak już zestawiając je ze sobą przodem jest to nieco trudniejsze. Nieco, bo Galaxy A57 ma zauważalnie smuklejsze ramki wokół ekranu, a te w Galaxy A37 zdają się być takie same jak w Galaxy A27. Czyli dość spore.
Część osób pewnie nawet nie zwróci na to uwagi, ale z kronikarskiego obowiązku warto odnotować, że te ramki wokół ekranu nie należą do najcieńszych – a ta pod ekranem makabrycznie rzuca się w oczy. Oczywiście – dla wielu nie będzie miało to żadnego znaczenia, ale moim zadaniem jest zwrócenie na takie rzeczy Waszej uwagi.




Dodam jeszcze, że ramka w Galaxy A27 jest plastikowa, a cała konstrukcja spełnia normę odporności na wodę zgodnie z IP64 (wyższe modele z serii A mogą się pochwalić też wyższą odpornością – IP68).
Oczywiście, jak przystało na dzisiejszy standard, mamy do czynienia z dużym telefonem, co zdecydowanie warto podkreślić. Duży, bo aż 6,7-calowy wyświetlacz, przełożył się w tym przypadku na wymiary 162,4×78,2×7,8 mm i wagę wynoszącą równo 200 g. Do manewrowania jedną ręką trzeba się przyzwyczaić, podobnie jak do tego, że (błyszcząca) obudowa jest dość śliska.
Przy okazji warto wspomnieć, że łapie też odciski palców, ale nie są szczególnie uciążliwe – zwłaszcza w różowej wersji kolorystycznej, która przypadła mi w udziale do testów. Ramka z kolei jest matowa i nie ukrywam, że bardzo mi się ten fakt podoba (nie lubię błyszczących, nic na to nie poradzę).
Aha, i na dolnej krawędzi jest głośnik. Jeden. Mono. Już sam fakt, że Samsung montuje w jakimkolwiek swoim smartfonie pojedynczy głośnik, zasługuje na naganę. To przecież nawet tanie chińczyki mają głośniki stereofoniczne… Nie gra też przesadnie głośno, ani dobrze. Ot, jest.




Wyświetlacz
Gdybym miała wymienić jedną niepodważalną zaletę wszystkich aktualnych smartfonów Samsunga, z całą pewnością byłby to wyświetlacz Super AMOLED. Nie ma aktualnie żadnego konsumenckiego telefonu Galaxy, który miałby zły ekran i Galaxy A27 nie jest niechlubnym wyjątkiem. Jego ekran jest świetny.
Co najważniejsze, względem poprzedniego modelu, Galaxy A26, tutaj Samsung wreszcie zrezygnował ze stosowania przedniej kamerki w kształcie łezki (Infinity-U) na rzecz standardowego, okrągłego otworu (Infinity-O). To jedno zagranie pozwoliło Galaxy A27 wyjść z grona tych najgorzej wyglądających tanich smartfonów.

Należałoby jeszcze dodać, że Samsung Galaxy A27 ma płaski wyświetlacz Super AMOLED o przekątnej 6,7”, rozdzielczości 2340×1080 pikseli i częstotliwości odświeżania do 120 Hz – nie da się jej ustawić na sztywno, ani tym bardziej nie jest to panel LTPO, który odświeżałby się od 1 Hz.
Co jednak nie podlega żadnej dyskusji, panel ten i tak, jak na klasę sprzętu, jest świetny. Oferuje bardzo dobre kąty widzenia, kolorom trudno cokolwiek zarzucić, a i jasność jest zupełnie niezła, choć nie nastawiajcie się, że w pełnym, ostrym słońcu, będzie coś widać – przyda się zrobienie daszku jedną ręką. Czujnik światła reaguje bezproblemowo i skutecznie obniża / podwyższa jasność, gdy jest taka potrzeba.
Jak się pewnie domyślacie, telefon ten nie obsługuje Always on Display. Trochę szkoda, że AoD zarezerwowane jest dla droższych modeli Samsunga, ale pozostaje to odnotować i przejść nad tym do porządku dziennego.





Wydajność i działanie na co dzień
Do testów Samsunga Galaxy A27 przystąpiłam tuż po zakończeniu chwilowej przygody z Oppo Find X9 Ultra i dużo dłuższej z Vivo X300 Ultra (tak, to było jeszcze w lipcu, na długo przed premierą Samsunga Galaxy Z Fold 8). Moi redakcyjni koledzy śmiali się, że ta przesiadka będzie bolała. Cóż, nie da się ukryć, że zmiana flagowca na smartfon z niższej półki zawsze będzie odczuwalna. Ku mojemu zaskoczeniu dość szybko przyzwyczaiłam się do nowej rzeczywistości.
Schodząc na ziemię muszę odnotować, że na smartfon do 1500 złotych zazwyczaj decydują się osoby, które wcześniej korzystały z modelu z podobnej półki cenowej. Wiedzą zatem, choćby mniej-więcej, czego mogą oczekiwać po działaniu tak wycenionego sprzętu. Ja też wiedziałam. Pytanie czy Galaxy A27 mnie zaskoczył czy rozczarował?









Myślę, że nie ma tu mowy ani o jednym, ani o drugim. Spodziewałam się, że będzie to smartfon, który wymaga uzbrojenia się w ogrom cierpliwości i dokładnie z tym mam do czynienia. Każde tapnięcie w ekran nie skutkuje natychmiastową reakcją telefonu – na nią trzeba chwilę poczekać. Animacje też nie są najpłynniejsze.
Po czym jeszcze można odczuć, że mamy do czynienia z telefonem z niższej półki? Na przykład po działaniu Circle to search – czasem trzeba poczekać kilka chwil, zanim na ekranie pojawi się możliwość zaznaczenia tego, co nas interesuje. Widać to też chcąc zwiększyć rozdzielczość zrobionego screenshota – kółko potrafi kręcić się tak długo, że za pierwszym razem myślałam, że wręcz telefon się zawiesił (a on tylko długo myślał).
Oczywiście, po kilku dniach można nauczyć się funkcjonować z tak wolno działającym systemem. Ja sama, zamiast wyprzedzać swoje ruchy o kilka do przodu, musiałam zwolnić i dostosować tempo działania do smartfona.

Bo to nie jest tak, że Galaxy A27 się zawiesza. Nie. On po prostu działa dość powolnie, czego trzeba mieć świadomość. Na wszystko trzeba moment poczekać – na otwarcie aplikacji, wysunięcie się klawiatury czy zrobienie screenshota. Zdarzają się jednak też zaskakujące odchyły od normy, kiedy telefon pracuje zaskakująco szybko, przy czym nie można traktować tego jako normy.
Zresztą, wystarczy rzut oka na testy syntetyczne i wyniki, jakie w tych benchmarkach uzyskuje Snapdragon 6 Gen 3 (dla przypomnienia, to procek, który zadebiutował w 2024 roku):
- AnTuTu: 785525
- GeekBench 6:
- single core: 902
- multi core: 2494
- OpenCL: 2257
- Vulkan: 3728
- 3DMark:
- Wild Life: 3226
- Wild Life Extreme: 892
- Wild Life Stress Test: 3427 / 3362 / 98,1%
- Wild Life Extreme Stress Test: 911 / 902 / 99%
Szybkość pamięci – tu UFS 3.1 – przetestowałam w CPDT (środkowy z trzech pomiarów):
- szybkość ciągłego zapisu danych: 387,9 MB/s,
- szybkość ciągłego odczytu danych: 957,7 MB/s,
- szybkość losowego zapisu danych: 18,4 MB/s,
- szybkość losowego odczytu danych: 16,8 MB/s,
- kopiowanie pamięci: 3,90 GB/s.











Ah, dodam jeszcze, że Samsung Galaxy A27 się nie grzeje. W sumie tu nawet nie ma co się grzać, ale warto o tym wspomnieć i tak :)
Co ważne, i co stanowi ogromną zaletę smartfonów Samsunga również z tej półki cenowej, producent przewiduje do 6 lat aktualizacji – zarówno dużych, systemowych, jak i łatek bezpieczeństwa. Podczas testów telefon dostał jedną aktualizację – mimo to ma zabezpieczenia datowane na lipiec 2026 (jest druga połowa sierpnia).
Jeśli chodzi o oprogramowanie, oczywiście, mamy tu One UI w wersji 8.5 z niewielką dawką AI, którą tutaj producent nazywa Awesome Intelligence. Do naszej dyspozycji są: gumka do usuwania obiektów, sugestie dotyczące edytowania zdjęć, filtry niestandardowe, wybór AI, odczytaj na głos oraz transkrypcja głosu.
Ostatnia opcja jest chyba najciekawsza i stanowi nawiązanie do nowości, które zostały wprowadzone przy okazji premiery Samsunga Galaxy S26 Ultra. W ustawieniach możemy bowiem włączyć bezpośrednią pocztę głosową, na której dzwoniące do nas osoby mogą zostawiać wiadomości, a my możemy to zobaczyć w formie tekstowej.











Zaplecze komunikacyjne
Jak sama nazwa wskazuje, Samsung Galaxy A27 5G obsługuje sieć najnowszej generacji i nie ma z tym najmniejszych problemów. Co ważne, jest tu też dual SIM, co oznacza, że jednocześnie możemy korzystać z dwóch fizycznych kart SIM. Specjalnie to podkreślam, bo telefon nie obsługuje eSIM.
Do działania zastosowanych w Galaxy A27 modułów w większości nie mam zastrzeżeń. Przywołać mogę tylko jedną sytuację, w której odczułam, że Galaxy A27 ma nieco słabszą antenę WiFi (a przy okazji też w starszym standardzie – WiFi 5) względem droższych smartfonów.
Po chwilowym wyłączeniu prądu telefon nie był w stanie szybko podłączyć się do sieci bezprzewodowej, informując, że jakość połączenia jest słaba – podczas gdy np. na laptopie to samo WiFi w tej samej chwili śmigało bez problemu. Kilka minut później wszystko wróciło do normy.
Jakość rozmów telefonicznych jest w porządku.


Zabezpieczenia biometryczne
Bez zaskoczenia: Galaxy A27 oferuje dwa sposoby odblokowania dostępu do telefonu – czytnik linii papilarnych zintegrowany z włącznikiem umieszczonym na prawej krawędzi oraz rozpoznawanie twarzy. I teraz tak…
Do działania czytnika linii papilarnych mam pewne zastrzeżenia. Zacznę jednak od tego, że może pracować w jednym z dwóch scenariuszy – albo zawsze (gdzie wystarczy tylko go dotknąć), albo tylko po wciśnięciu. To oczywiście wyłącznie od nas zależy, po którą opcję sięgniemy, ale zdecydowanie polecam drugą z nich.




Przez dłuższy czas korzystałam z zawsze włączonego skanera odcisków palców i irytowało mnie to, że nigdy nie wiedziałam czy nie trafiłam w niego, źle przyłożyłam palec czy jeszcze nie wiadomo co innego – bo po prostu nie reagował na każdą próbę odblokowania. Zdecydowanie bardziej polecam zatem najpierw nacisnąć przycisk i po prostu zostawić na nim palec – wtedy rozwiązanie to działa o wiele skuteczniej.
Rozpoznawanie twarzy, ku mojemu zdziwieniu, działa jeszcze bardziej zawodnie – bardzo duża część prób, niezależnie od oświetlenia, kończyła się komunikatem niezgodna twarz. Inna rzecz, że skoro sięgając po telefon i tak kciuk ląduje na włączniku i może od razu go odblokować, sens korzystania z przedniej kamerki zdaje się być dyskusyjny.

Czas pracy Samsunga Galaxy A27
Telefony z niższej półki generalnie znane są z tego, że o ich czas pracy nie trzeba się martwić. Co więcej, to właśnie w tym segmencie pojawia się sporo smartfonów z akumulatorami o ogromnej pojemności. W Samsungu Galaxy A27 ogniwo jest spore, ale powiedziałabym, że standardowe – 5000 mAh. Na jaki czas pracy pozwala?
W moich rękach Galaxy A27 działał dzień, gdy był to dzień roboczy, w którym sięgałam po telefon częściej, lub spokojniejszy weekend. Podczas typowego korzystania z niego w trybie mieszanym (dużo WiFi, nieco 5G), wieczorem SoT dochodził do 6 godzin (lub 5 godzin, ale z zapasem kilkunastu procent), z kolei w weekend na samym WiFi było to ok. 5 godzin rozłożone na dwa dni.









Niestety, pod względem obsługiwanej mocy ładowania testowy sprzęt nie ma się czym pochwalić – to tylko 25 W. W efekcie pełne naładowanie trwa ok. 1,5 godziny.
Oczywiście o wsparciu dla ładowania indukcyjnego nie ma tu mowy.

A jakie zdjęcia robi Samsung Galaxy A27?
Zazwyczaj staram się rozwijać sekcję fotograficzną do granic możliwości, bo wiem, jak bardzo istotna jest jakość zdjęć w dzisiejszych czasach. W przypadku Samsunga Galaxy A27 ograniczę się do minimum, bo tu tak na dobrą sprawę nie ma o czym za bardzo mówić.
Na pokładzie Galaxy A27 znajdziemy aparat główny 50 Mpix (f/1.8) z OIS, ultraszerokokątny 5 Mpix (f/2.2) i makro 2 Mpix (f/2.4). Jak się pewnie domyślacie – tylko pierwszy z nich jest użyteczny, choć i to słowo użyte jest przeze mnie raczej na wyrost.
I to nie jest tak, że miałam od tego sprzętu jakieś horrendalnie wysokie oczekiwania – nie, zdaję sobie sprawę, że to telefon za nieco ponad tysiąc złotych.








































Jak mogliście zobaczyć, największy zarzut, jaki można mieć w kierunku głównego aparatu, to kolory, które z reguły są dość wyblakłe. Nie ma tu tego – wręcz typowego dla Samsunga w swoim czasie – nasycenia barw. Rozpiętość tonalna jest marna, HDR nie wyrabia, a i szczegółowość pozostawia wiele do życzenia. Na plus natomiast można mu zaliczyć ładne rozmycie tła za fotografowanym na pierwszym planie obiektem i ogólną ostrość kadrów w dobrym świetle.
Maksymalny dostępny zoom jest 10-krotny, ale nie ma najmniejszego sensu po niego sięgać. Przypomina raczej obrazy malowane akwarelą niż zdjęcia. Jako pocieszenie dodam, że 2-krotny zoom potrafi pozytywnie zaskoczyć. Czasem ;)



























Tego samego, niestety, nie mogę powiedzieć o aparacie ultraszerokokątnym, który – względem głównego aparatu – traci mnóstwo detali. I zdecydowanie też widać rozjazd balansu bieli pomiędzy nimi.
A skoro w dzień główny aparat radzi sobie mocno średnio, na pewno wiecie, że oznacza to, że nocą czy w gorszych warunkach oświetleniowych jest jeszcze gorzej – można więc powiedzieć, że dochodzi do ściany. W dość dobrze lub umiarkowanie doświetlonym wnętrzu potrafi jeszcze wyciągnąć całkiem klimatyczny kadr, ale na zewnątrz agresywne algorytmy odszumiające bezlitośnie zjadają detale, a neony czy światła lubią być przepalone.













Przednim aparatem zrobimy poprawne zdjęcia, ale nic ponad to.



Jeśli chodzi o wideo, maksymalnie nagramy je w 4K 30 FPS głównym aparatem (ale tylko nim, aby skorzystać z ultraszerokiego kąta trzeba zejść do Full HD, ale też 30 FPS), a przednim w Full HD 30 FPS. To rozczarowujące, że tylko główny aparat jest w stanie nagrywać w 1080 60 kl./s. Tak samo jednak i jakość jest rozczarowująca – o ile kręcąc statycznie jest jeszcze jakkolwiek OK, tak w ruchu nie dość, że stabilizacja mocno kuleje, to i kolory, ostrość czy ilość detali… nie pozostawiają złudzeń, że mamy do czynienia z tanim telefonem.

Podsumowanie
Powiedziałabym tak: trudne się wylosowało. Gdy zaczynałam testy Samsunga Galaxy A27 w połowie lipca, jego cena startowała z poziomu 1529 złotych. Złapałam się wtedy za głowę, poużywałam i… przesiadłam się na Galaxy Z Folda 8. Ale wreszcie do niego wróciłam i okazało się, że zdążył stanieć. I to całkiem sporo – do 1199 złotych. Przy czym to wciąż, moim zdaniem, nie jest cena, za którą warto go kupić.
Tak, wiem, to samograj, który będzie się sprzedawał tak czy siak – u operatorów. Ale jeśli ktoś potrzebuje nowego telefonu za ok. 1200 złotych i chce go kupić w sklepie, to ma całkiem szeroki wybór wśród produktów konkurencji – z większymi akumulatorami, szybszym ładowaniem, dwukrotnie większą ilością pamięci, lepszymi aparatami… Osobiście patrzyłabym w stronę takich modeli, jak np. Xiaomi Redmi Note 15 czy Oppo A6 Pro.








