Rok 2026 jest – w pewnym sensie – przełomowy, bo klienci poszukujący maksymalnie bezkompromisowych fotosmartfonów wreszcie zyskali możliwość kupienia w oficjalnej polskiej dystrybucji kolejnych dwóch, kluczowych dla tego segmentu urządzeń – Vivo X300 Ultra oraz Oppo Find X9 Ultra. Recenzja tego pierwszego również (wkrótce) pojawi się na Tabletowo, natomiast dziś, po miesiącu testów i zrobieniu bagatela kilkuset zdjęć, na tapet bierzemy Oppo Find X9 Ultra. Czy wszystko poszło dokładnie tak, jak powinno?
Specyfikacja techniczna Oppo Find X9 Ultra:
- płaski wyświetlacz AMOLED LTPO o przekątnej 6,82″, rozdzielczość 3168×1440 pikseli, adaptacyjna częstotliwość odświeżania 1-120 Hz, maksymalna do 144 Hz, jasność szczytowa do 3600 nitów (HBM 1800 nitów), minimalna 1 nit, Dolby Vision,
- ośmiordzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5 (3 nm, do 4.6 GHz) z GPU Adreno 840,
- 12 GB RAM LPDDR5X,
- 512 GB pamięci wewnętrznej UFS 4.1,
- Android 16 z ColorOS 16,
- aparat główny 200 Mpix (matryca LYT-901, 1/1.12″, f/1.5, 23 mm, OIS) + ultraszerokokątny 50 Mpix (1/1.95″, f/2.0, 14 mm, AF) + teleobiektyw 200 Mpix (zoom optyczny 3x, 1/1.28″, f/2.2, OIS, makro) + teleobiektyw 50 Mpix (zoom optyczny 10x, 1/2.75″, f/3.5, 230 mm, OIS) + sensor rejestracji kolorów True Color (24 kanały widmowe, 15 EV),
- przedni aparat 50 Mpix (1/2.75″, f/2.4, 90°, AF),
- WiFi 7 (802.11be), 2.4 + 5 + 6 GHz, 2×2 MIMO,
- 5G, VoLTE i WiFi Calling, eSIM,
- dualSIM (2x nanoSIM / nanoSIM + eSIM / 2x eSIM),
- Bluetooth 6.0 z kodekami audio SBC, AAC, aptX Adaptive, LDAC, LHDC 5.0,
- NFC,
- GPS, GLONASS, BDS, Galileo, Beidou, QZSS, NavIC,
- głośniki stereo, bioniczny silnik haptyczny,
- ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych w ekranie,
- USB-C (USB 3.2 Gen 1),
- akumulator krzemowo-węglowy o pojemności 7050 mAh, ładowanie przewodowe 100 W (55 W PD PPS) + indukcyjne 50 W + zwrotne bezprzewodowe,
- wymiary: 163,16×76,97×9,1 mm,
- waga: 236 g,
- IP66, IP68, IP69.
Cena Oppo Find X9 Ultra na chwilę publikacji recenzji to 7399 złotych za jedyną obecną na polskim rynku konfigurację pamięciową 12/512 GB. Dostępne są dwa warianty kolorystyczne – pomarańczowy (Canyon Orange) oraz czarny (Tundra Umber), przy czym ten drugi jest stylizowany na wygląd aparatu fotograficznego.
Chęć dokupienia telekonwertera Oppo Hasselblad 300 mm Explorer wiąże się z wydatkiem rzędu 1999 złotych.
Oppo Find X9 Ultra

To zdecydowanie nie jest filigranowy smartfon
Nie da się ukryć, że już po pierwszym wzięciu w dłoń czujemy, że Oppo Find X9 Ultra to bardzo masywny smartfon. Jasne, za tą masywnością kryje się też kapitalna solidność konstrukcji, ale – generalnie – jest to po prostu urządzenie o pokaźnych gabarytach.
Ściślej ujmując, Oppo Find X9 Ultra mierzy 163,16×76,97×9,1 mm przy wadze 236 g. I, o ile wysokość możemy pominąć, bo jest ona względnie standardowa, tak najbardziej odczuwamy tu tą dość sporą szerokość i grubość oraz oczywiście wagę. Dla porównania, Xiaomi 17 Ultra jest o niemal 20 g lżejszy i prawie milimetr smuklejszy, zaś Vivo X300 Ultra ma podobną wagę, ale mniejszą grubość (8,19 vs 9,1 mm).
Całościowo, nie mogę odmówić mu świetnej jakości wykonania. W przypadku testowanego, czarnego wariantu Tundra Umber, na bryłę Oppo Find X9 Ultra składa się płaska tafla szkła Gorilla Glass Victus 2 na ekranie, aluminiowa płaska rama (z subtelnymi szlifami krawędzi) oraz wypłaszczony tył zbudowany z połączenia skóry i aluminium.
No właśnie, plecki to zdecydowanie najciekawszy element designu Oppo Find X9 Ultra. Wersja Tundra Umber stylizowana jest bowiem na wygląd klasycznego aparatu fotograficznego marki Hasselblad.


Mniej więcej w jednej trzeciej wysokości tylny panel przedzielony jest metalową wstawką. Na krótszym fragmencie ulokowano logo Oppo, a na dłuższym Hasselblad (oba są metalowe), przy czym są one naniesione w sposób sugerujący nam trzymanie smartfona w poziomie – tak jak aparatu.
U góry znalazła się kolosalna wyspa z aparatami. Jest ona dwustopniowa – szkło pokrywające oczka ma lekko kanciasty kształt, podczas gdy umieszczony niżej metalowy pierścień jest całkowicie okrągły. Brzeg pierścienia jest prążkowany (niczym obiektyw aparatu), zaś w miejscu styku z pleckami dodano delikatny, pomarańczowy akcent. W lewym górnym rogu tyłu znalazła się dioda doświetlająca.

Ekran – jak już nadmieniłem – jest płaski, otaczają go bardzo wąskie, symetryczne ramki i od wyjęcia z pudełka pokryto go fabrycznie naklejoną folią ochronną. Jest ona bardzo dobrze dopasowana, przez co dobrze sprawdzi się przynajmniej przez jakiś czas, przy czym – niestety – dość szybko zaczyna zbierać rysy.
Na ramie dzieje się dużo, bowiem mamy tutaj łącznie dwa nadprogramowe przyciski. Po lewej stronie ulokowano niewielki, konfigurowalny przycisk Snap Key. Działa on w zasadzie identycznie jak ten, który możemy spotkać w OnePlusie 15 (tam nazwano go Plus Key). Może wywoływać przypisane przez nas czynności, na przykład: wyciszyć dzwonek, aktywować tryb nie przeszkadzać, uruchomić aparat, włączyć latarkę czy dyktafon.








Z prawej znajdziemy klawisze głośności i zasilania oraz pomarańczową płytkę będącą przyciskiem aparatu. U góry znalazła się jedynie maskownica głośnika i mikrofonu, natomiast na dole mamy slot kart SIM, gniazdo USB-C oraz drugi głośnik.
Wypada jeszcze wspomnieć, że całość konstrukcji oferuje klasy pyło- i wodoszczelności IP66, IP68 oraz IP69.




Przycisk aparatu
Kilka słów należy się również tej wyraźnie zaakcentowanej, bo pomarańczowej płytce, która znalazła się u dołu prawej krawędzi. No właśnie, w przeciwieństwie do przycisku aparatu w iPhone’ach, nie jest to fizyczny klawisz, a płytka dotykowa z sygnałami haptycznymi.
Mimo że jest to płytka, nie reaguje ona na losowe dotknięcia, a wyłącznie na mocniej zaakcentowane wciśnięcia, na które odpowiada wibracją. Pierwszą funkcją tego przycisku jest szybkie uruchamianie aparatu – możemy go włączyć w dowolnym momencie, także z zablokowanego telefonu, przy czym, aby to zrobić, musimy wykonać dwukrotne mocne kliknięcie.
Z poziomu inferfejsu aparatu płytka ta reaguje zarówno na dotknięcia, jak i przesunięcia palcem. Delikatne naciśnięcie może spowodować zablokowanie ostrości (domyślnie jest to nieaktywne), a mocne wywołuje spust migawki, czyli zrobienie zdjęcia lub rozpoczęcie nagrywania. Przesuwając po nim palec dokonujemy z kolei płynnego przybliżania i oddalania.
I, generalnie, nie mam żadnych zarzutów co do intuicyjności i działania tegoż przycisku, ale – jednocześnie – muszę przyznać, że nie korzystałem z niego przesadnie często. W moim odczuciu bowiem każde użycie go do zrobienia zdjęcia powoduje delikatne poruszenie telefonem, co raczej nie jest pożądane.

Wyświetlacz z najwyższej półki
Już patrząc na suche parametry możemy domyślić się, że wyświetlacz zastosowany w Oppo Find X9 Ultra to prawdziwy top topów w smartfonach. Ten 6,82-calowy panel AMOLED LTPO oferuje rozdzielczość 3168×1440 pikseli, czyli QHD+, częstotliwość odświeżania do 144 Hz (adaptacyjne w zakresie 1-120 Hz), jasność maksymalną do 3600 nitów i minimalną na poziomie 1 nit. Dopełnia go próbkowanie dotyku do 300 Hz i wsparcie dla Dolby Vision.
I tak jak solidny jest na papierze, tak samo rewelacyjny jest w realnym użytkowaniu. Nie znalazłem w zasadzie choćby jednego aspektu, do którego mógłbym się przyczepić. Kąty widzenia są świetne, wyświetlana kolorystyka idealnie nasycona, rozdzielczość wysoka, jasność minimalna pozwala na wygodne korzystanie po zmroku, a szczytowa daje bardzo dobrą czytelność nawet w mocnym, czerwcowym słońcu. Automatyczna regulacja jasności reaguje szybko, ale bez nagłych skoków.
Poza wysoką jakością oraz godnymi parametrami nie zabrakło tu również Always On Display. Jak przyzwyczaiła nas już większość flagowców, AoD w Oppo Find X9 Ultra może pokazywać się w trybie pełnoekranowym, a więc z przygaszoną tapetą ekranu blokady, jak również na czarnym tle. Ustawić możemy mu stałe wyświetlanie, w ustalonym harmonogramie lub tylko przez pewien czas po naszym kontakcie z telefonem.

Ustawienia poświęcone ekranowi zdecydowanie należą do tych dość mocno rozbudowanych. Tym, co oczywiste, jest możliwość zmiany trybu wyświetlania kolorów między trzema opcjami – standardowe, naturalne i jaskrawe, a także korekcja temperatury barwowej.
Możemy też zmienić rozdzielczość ekranu (domyślnie włączona jest niższa, 1080p), częstotliwość odświeżania oraz włączyć funkcje dodatkowe w postaci korekcji kolorów na wideo (konwersja SDR do HDR) i zwiększania ostrości obrazu.
Na koniec dodam coś, co – przy okazji – będzie istotną informacją także w kwestii później omawianego czasu pracy. Przez większość czasu korzystałem z Oppo Find X9 Ultra z ustawioną pełną rozdzielczością ekranu, czyli QHD+ oraz – oczywiście – adaptacyjnym odświeżaniem.












Wydajność, że mucha nie siada
Jeśli za pracę danego urządzenia odpowiada najnowszy, topowy procesor ze stajni Qualcomma, to w zasadzie od razu wiemy, czego możemy się po nim spodziewać. Oppo Find X9 Ultra napędza Snapdragon 8 Elite Gen 5 (3 nm, do 4.6 GHz) z grafiką Adreno 840 w kooperacji z 12 GB RAM LPDDR5X oraz 512 GB pamięci wewnętrznej UFS 4.1.
Nie będzie zatem żadnym zaskoczeniem, jeśli powiem, że Find X9 Ultra działa po prostu świetnie i nie da się na niego narzekać, niezależnie od tego, jakie zadanie przed nim postawimy.
Odpalanie aplikacji? Błyskawiczne. Płynność oprogramowania? Nienaganna. Telefon pozostaje stuprocentowo responsywny także, gdy zaczynamy obciążać go bardzo intensywnym korzystaniem z aparatu, bo nawet wtedy nie da się tu dostrzec żadnych spowolnień czy przycinek.













I pewnie część z Was przyczepi się tutaj, że niektórzy z konkurentów (jak chociażby Xiaomi 17 Ultra) oferuje już po 16 GB RAM, natomiast – będąc zupełnie szczerym – Oppo Find X9 Ultra wciąż bez zarzutów spisuje się w kwestii przechowywania aplikacji w tle. Sporadycznie jakaś z ostatnich apek ubije się nieco szybciej (zwykle po korzystaniu z aparatu), ale nie jest to ani uciążliwe, ani zbyt częste.
A co z kulturą pracy? Jest dobrze, choć jednocześnie nie powiedziałbym, że idealnie. Podczas typowego, umiarkowanie obciążającego użytkowania, pokroju przeglądania internetu czy oglądania filmów, Oppo Find X9 Ultra pozostaje raczej chłodny, ewentualnie letni po dłuższej chwili.
Większy wzrost temperatury odczuwalny jest podczas dłuższego korzystania z telefonu na transmisji 5G, a jeszcze trochę cieplejszy robi się, gdy zaczynamy robić więcej zdjęć lub nagrywać wideo. Wówczas, plecki i rama urządzenia potrafią stać się wyraźnie ciepłe, acz – uspokajam – absolutnie nie zdarzyło mi się, by stał się zbyt gorący i przekraczał granicę komfortu użytkowania.

Oprogramowanie
Od wyjęcia z pudełka, Oppo Find X9 Ultra pracuje pod kontrolą Androida 16 z nakładką ColorOS 16.
Nie będę jednak kusić się tutaj o bardzo rozbudowane opisy funkcji oraz warstwy wizualnej z bardzo prozaicznej przyczyny – obecny tu ColorOS 16 jest bliźniaczo podobny do interfejsów OxygenOS 16 i Realme UI 6, które dość szeroko omawiałem chociażby w recenzjach OnePlusa 15 czy Realme GT 8 Pro.
W dużym skrócie powiem tylko, że jest to – po prostu – bardzo udana nakładka systemowa. Nie brak tu dużej ilości funkcji dodatkowych, rozbudowanych opcji personalizacji, całość jest dobrze zoptymalizowana, przyjemna dla oka i relatywnie łatwa w obsłudze. Nie ma też problemów z docieraniem powiadomień na czas.
Dla Oppo Find X9 Ultra przewidziano 5 lat wsparcia w zakresie nowych wersji systemu Android oraz 6 lat dostarczania poprawek bezpieczeństwa. To dobry wynik, choć warto mieć na uwadze, że niektórzy producenci dają już 7 lat wsparcia.







Smartfon został też wyposażony w rozwiązania sztucznej inteligencji Oppo AI, przy czym tutaj znów muszę wspomnieć, że w zasadzie wszystkie są takie same, jak w dwóch wspomnianych wyżej modelach OnePlusa oraz Realme i dokładnie tak samo działają.
Mamy tu zatem integrację z Google Gemini i funkcję Circle to search, zaszyty w galerii edytor zdjęć AI pozwalający m.in. usuwać elementy ze zdjęć, transkrypcję i podsumowywanie nagrań z dyktafonu, a Pisanie AI umożliwia poprawianie pisowni oraz generowanie tekstów na podstawie komendy.
Jest również Mind Space, czyli specjalna przestrzeń do zapisywania notatek, wspomnień czy nawet nagrań głosowych z użyciem tego, co w danym momencie widzimy na wyświetlaczu. Co fajne, gdy wywołamy Mind Space (gestem przesunięcia trzema palcami w górę lub przyciskiem Snap Key), potrafi rozpoznawać widoczne na ekranie daty wydarzeń (np. koncertów) i sugerować nam ich dodanie do kalendarza.
















Zaplecze komunikacyjne
Na pokładzie Oppo Find X9 Ultra znalazły się absolutnie wszystkie najnowsze obecnie moduły łączności. Do dyspozycji mamy 5G z dual SIM i eSIM, trzyzakresowe WiFi 7, Bluetooth 6.0 z kodekami SBC, AAC, aptX Adaptive, LDAC, LHDC 5.0, a także wszelkie technologie pozycjonowania GPS oraz NFC.
Przez cały miesiąc testów z telefonu korzystałem w domu i poza nim, często także w trakcie podróży. Żaden z wymienionych modułów komunikacji nie zawiódł mnie dosłownie ani razu, w żadnej sytuacji.
Modem 5G łapał zasięg w pełni poprawnie, smartfon oferował wysoką jakość połączeń (także przez VoLTE i WiFi Calling), a prędkości internetu były całkowicie zadowalające. WiFi działało bez szwanku i wykorzystywało przepustowość mojej sieci, Bluetooth nienagannie łączył się ze słuchawkami, a GPS lokalizował szybko, precyzyjnie i nie gubił pozycji. Problemów nie sprawiało również NFC podczas płatności Google Pay.

Zabezpieczenia biometryczne
Jak przystało na ultraflagowy smartfon w 2026 roku, Oppo Find X9 Ultra oferuje najlepszy możliwy, ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych, który został zatopiony – oczywiście – w wyświetlaczu. Ma on wprost świetną pozycję – jest ulokowany dość wysoko, ale na tyle, by podczas trzymania telefonu kciuk komfortowo lądował w polu skanera.
Co jednak jeszcze ważniejsze, działanie czytnika wypada wprost fantastycznie. Wykazuje się on kapitalną bezbłędnością, bowiem podczas całych testów może z trzy razy przydarzyły mi się pojedyncze niepowodzenia w odblokowaniu. Sam odczyt naszych odcisków odbywa się piekielnie szybko, dosłownie w ułamku sekundy, nawet jeśli tylko lekko muśniemy opuszkiem okręg skanera. Wybitnie trudno tu narzekać.

Jeśli natomiast ktoś woli używać twarzy zamiast palców, to naturalnie Oppo Find X9 Ultra oferuje również funkcję rozpoznawania twarzy. Działa ono w oparciu o skanowanie 2D wykonywane przez przedni aparat (tylko Honor Magic 8 Pro może pochwalić się skanem 3D).
Muszę jednak przyznać, że mimo to, samo rozpoznawanie twarzy działa bardzo sprawnie. W odpowiednio oświetlonym otoczeniu, weryfikacja rys twarzy następuje szybko, zwłaszcza po aktywacji funkcji pomijania ekranu blokady. Przy słabszym oświetleniu (mniejszej ilości światła padającej na twarz), proces odblokowania spowalnia, ale często potrafi dojść do skutku.





Głośniki i haptyka
Głośniki są naturalnie dwa. Jeden znajdziemy na górze i ma on podwójny wylot (nad ekranem i mniejszy na ramie), drugi na dolnej krawędzi, tuż obok złącza USB. Grają one równo, wybrzmiewają w zasadzie całkowicie symetrycznie. Ich moc oraz donośność wypadają świetnie – z reguły wystarcza pułap 50-60%, a nawet na najwyższych poziomach nie słychać żadnych nieczystości czy wypłaszczenia dźwięku.
Brzmieniowo również jest bardzo dobrze, acz tu chyba jednak postawiłbym Find X9 Ultra – dosłownie – oczko niżej od Xiaomi 17 Ultra czy iPhone’a 17 Pro. Basu jest naprawdę sporo, ale wspomniane modele wypadają w tym aspekcie trochę lepiej, przy czym płasko absolutnie tu nie jest. Niskie tony mają swoją odpowiednią moc i pozycję, słychać nawet całkiem niezłą głębię.
No właśnie – świetnie wypada generowanie głębi i przestrzenności dźwięku, co – finalnie – bardzo uprzyjemnia nam odbiór dźwięku. Poza tym, środkowe partie dźwięku i wokale (czy też głosy w filmach) są rozdzielcze oraz bardzo dobrze wyeksponowane. Nie brakuje też bliskich tonów wysokich.

Oprogramowanie dotyczące audio co prawda nie oferuje wsparcia dla dźwięku Dolby Atmos (trochę szkoda), ale w zamian zaimplementowano autorską technologię dźwięku O-Reality. Są tu dwa predefiniowane ustawienia – inteligentne, immersyjny dźwięk 3D i wierność, a także niestandardowy equalizer.
Trudno nie wspomnieć też o absolutnie rewelacyjnej haptyce, za którą ma odpowiadać specjalny, bioniczny silnik haptyczny. Wibracje w Oppo Find X9 Ultra są zróżnicowane (inne dla różnych powiadomień) i już domyślnie mają odpowiednią siłę, dzięki czemu dobrze czujemy je także w kieszeni.
Poza tym, odpowiedzi haptyczne (zwane O-Haptics) zaszyto w wielu miejscach systemu, co uprzyjemnia korzystanie z urządzenia. Co więcej, w ustawieniach możemy zmienić rodzaj i intensywność tych wibracji.






Czas pracy Oppo Find X9 Ultra
Za zasilanie Oppo Find X9 Ultra odpowiada akumulator krzemowo-węglowy o pojemności 7050 mAh, co śmiało możemy uznać za sporą wartość. A jak przekłada się to realny na czas pracy? Powiedziałbym, że jest bardzo dobrze, choć – jak zawsze – wszystko zależy od sposobu korzystania.
Przy umiarkowanie intensywnym użytkowaniu, Oppo Find X9 Ultra potrafił wytrzymać nawet półtorej doby bez ładowania – odłączony rano, rozładowywał się dopiero około godziny 17:00 następnego dnia. Łączny czas na włączonym ekranie oscylował wówczas w okolicy 7-8, a nawet 9 godzin.
Co jednak ważne, nawet gdy katowałem go wyraźnie mocniej lub – na przykład – przez cały dzień był używany na danych mobilnych, Find X9 Ultra i tak nie wymagał ładowania wcześniej niż po północy. Zwykle jednak, około 1:00 w nocy wciąż miał jeszcze blisko 30% zapasu baterii. Całkowite rozładowanie go przed północą było dla mnie w zasadzie niemożliwe, nawet po całym dniu na 5G.
Skoro już częściowo wspomniałem o czasie na włączonym ekranie, wypada rozszerzyć nieco ten wątek. W cyklach mieszanych, z przeważającym użyciem WiFi, spokojnie osiągałem zazwyczaj 7-8 godzin SoT. Gdy użycia mobilnej transmisji danych było więcej, mogłem liczyć na około 5,5-6 godzin, a w cyklu wyłącznie na 5G było to już nieco ponad 4 godziny.



















Oppo Find X9 Ultra naładujemy przewodowo z mocą 100 W, przy czym osiągalna jest ona tylko z dedykowaną ładowarką SuperVOOC. Przy wykorzystaniu uniwersalnych adapterów Power Delivery uzyskiwalna jest moc 55 W.
I, korzystając właśnie z takiego uniwersalnego zasilacza, po pierwszych 30 minutach udało mi się osiągnąć 62%, natomiast pełne naładowanie zajęło dokładnie 55 minut. Jest zatem zupełnie nieźle.



Na pokładzie nie mogło oczywiście zabraknąć również ładowania indukcyjnego o mocy 50 W oraz zwrotnego bezprzewodowego udostępniania energii.
Jakie zdjęcia robi Oppo Find X9 Ultra?
A teraz zapnijcie pasy, bo tutaj zdecydowanie jest o czym opowiadać. Na początku warto przypomnieć, jak prezentuje się specyfikacja techniczna aparatu Oppo Find X9 Ultra. Obiektywy są nie trzy (jak u konkurentów), a cztery:
- główny 200 Mpix (matryca LYT-901, 1/1.12″, f/1.5, 23 mm, OIS),
- ultraszerokokątny 50 Mpix (1/1.95″, f/2.0, 14 mm, AF),
- teleobiektyw 200 Mpix (zoom optyczny 3x, 1/1.28″, f/2.2, 70 mm, OIS, makro),
- teleobiektyw 50 Mpix (zoom optyczny 10x, 1/2.75″, f/3.5, 230 mm, OIS).
Dodatkowo, wspomaga je sensor rejestracji kolorów z 24 kanałami widmowymi (15 EV). Całość powstała w kooperacji z marką Hasselblad, a samo Oppo nazywa obecny tu zestaw systemem aparatów LUMO.
Jeśli chodzi o aplikację aparatu, ta jest rozbudowana, ale pozostaje prosta w obsłudze. Trybów foto jest mnóstwo, część z nich została wyciągnięta na dolny pasek, a pozostałe znajdziemy przesuwając go do końca w prawo. Wszelkie ustawienia ulokowano z kolei na górze – możemy tu zmienić szybko EV i przejść do reszty opcji, których również jest bardzo dużo.
Na wstępie wypada jeszcze wspomnieć, że domyślnie, w trybie auto, Oppo Find X9 Ultra robi zdjęcia w wysokiej rozdzielczości, przy czym jest ona samoczynnie dostosowywana także do warunków i scenerii. W efekcie, zazwyczaj są one wykonywane w 26 Mpix, a nieco rzadziej w standardowych 12 Mpix.








Raczej nikogo nie zdziwi, że to powiem – Oppo Find X9 Ultra oferuje fantastyczne możliwości fotograficzne. Generalnie, zdjęcia nim wykonywane cechują się intensywną, ale rozsądną, wciąż nie przesyconą kolorystyką, detalami na wysokim poziomie, świetną rozpiętością tonalną oraz bardzo dobrą plastyką obrazu.
Aparat główny skrywa bardzo dużą matrycę Sony LYT-901 sparowaną z jasnym obiektywem z przysłoną o wartości f/1.5. W przeciwieństwie do Vivo X300 Ultra, w którym oczko główne ma 35 mm, tutaj postawiono na standardowy ekwiwalent ogniskowej 23 mm.
W dzień oczko główne prezentuje znakomitą jakość. Zdjęcia mają kapitalną szczegółowość, bardzo skuteczny HDR, a rozmycie tła za pierwszym planem prezentuje się rewelacyjnie. Jak to jednak zwykle bywa przy tak dużych sensorach, gdy chcemy zrobić fotkę podchodząc zbyt blisko do obiektu, zdarza się, że ostrość albo się gubi, albo jest skupiona tylko w jednym punkcie.


















Dla uzupełnienia jeszcze kilka zdjęć w pionie:












Ultraszeroki kąt to słabszy, ale nie jeszcze nie słaby obiektyw. Jemu również nie brakuje szczegółowości (choć jest ona nieco niższa), a zdjęcia są wyraźne praktycznie w całym polu kadru. Odnoszę jednak wrażenie, że czasem zdarza mu się rozmijać z kolorystyką z pozostałych trzech aparatów.
Tym, co wyróżnia Oppo Find X9 Ultra, są dwa teleobiektywy – z dość typowym, 3-krotnym zoomem, a także większym, 10-krotnym zbliżeniem optycznym, stanowiącym obecnie wręcz ewenement na rynku smartfonów. Oba rewelacyjnie sprawdzają się podczas robienia zdjęć krajobrazowych, rejestrując przy tym bardzo dużo detali. Nie da się jednak ukryć, że to właśnie oczko 3x daje wrażenie tego bardziej szczegółowego.
I, pokuszę się tutaj o stwierdzenie, że Oppo Find X9 Ultra to na ten moment najlepszy aparat w smartfonie w aspekcie jakości zoomu. Świetną jakość uzyskujemy robiąc zdjęcia z użyciem oczek 3x i 10x, ale nie musimy się tutaj bać także pośrednich wartości, bo nie wiążą się one z dużą utratą detali. W efekcie, wciąż bardzo dobrze wyglądają fotki ustrzelone – na przykład – na zbliżeniach 6x czy 20x.
Maksymalne dostępne zbliżenie wynosi 120x, przy czym jest ono wspierane (a jakże) przez algorytmy sztucznej inteligencji, które dorysowują brakujące detale i odszumiają kadr, co – bez zaskoczenia – potrafi wyglądać zbyt sztucznie. Niemniej jednak, jeszcze do około 30-krotnego przybliżenia jesteśmy w stanie uzyskać naprawdę zupełnie zadowalające zdjęcia bez nadmiernego przesycenia AI.








































Ale oczywiście obecne tu teleobiektywy spisują się nie tylko podczas zdjęć krajobrazów, ale również do fotek przedmiotów. Przy czym zdecydowanie najlepiej w tym aspekcie sprawdza się oczko z 3-krotnym zoomem, bowiem oferuje lepiej radzi sobie z łapaniem ostrości na mniejszych obiektach i zachowuje więcej detali.
W przypadku, gdy chcemy użyć obiektywu 10x, oprogramowanie często usilnie włącza tryb makro, tym samym przełączając się na aparat 3x. Możemy to oczywiście wyłączyć klikając ikonę pojawiającą się przy podglądzie, ale wówczas, jeśli przedmiot jest zbyt blisko, obiektyw 10x czasem nie jest w stanie na nim odpowiednio wyostrzyć.
Niemniej jednak, mam – dosłownie – masę zdjęć obiektowych zrobionych Oppo Find X9 Ultra, które wyglądają świetnie, między innymi za sprawą kapitalnie prezentującego się efektu bokeh i wspomnianej już ilości detali.
























Skoro fotki w dzień już zrobiliśmy, to teraz pora przejść do tych wykonanych po zmroku. Tutaj do akcji wkracza – rzecz jasna – tryb nocny, który włącza się automatycznie, gdy oprogramowanie uzna to za odpowiednie (widzimy wówczas stosowną ikonę przy podglądzie), ale jeśli chcemy, możemy go też wymusić ręcznie.
W ogólnym rozrachunku, zdjęcia nocne prezentują się bardzo dobrze, niekiedy nawet świetnie. Mam jednak wrażenie, że to właśnie po zmroku najbardziej uwidaczniają się słabości obiektywu ultraszerokokątnego względem pozostałych oczek. Potrafią być tu bowiem widoczne zaszumienia oraz flary w okolicach źródeł światła, np. latarni ulicznych.
W pozostałych kwestiach nie mam jednak przesadnie czego się czepiać. Zdjęcia nie są sztucznie rozjaśnione – to, co ma być ciemne, pozostaje ciemne, a wszelkiego rodzaju budynki, oświetlone uliczki czy neony są odpowiednio wyeksponowane.
































Przedni aparat ma wysoką rozdzielczość i szeroki kąt widzenia (50 Mpix, 1/2.75″, f/2.4, 90°), a powstające z niego selfie bezdyskusyjnie prezentują się bardzo dobrze. Nie brakuje na nich szczegółowości, ostrość jest ustawiona w odpowiedni sposób, jasne punkty nie są przepalone, natomiast koloryt skóry pozostaje bliski naturalnemu.








W kwestii wideo również mamy solidne wyposażenie. Oppo Find X9 Ultra pozwala na nagrywanie w rozdzielczości 8K przy 30 klatkach na sekundę lub 4K do 120 klatek na sekundę. W obu przypadkach jednak nie możemy wykorzystać ultraszerokiego kąta. Pełen zakres ogniskowych zyskujemy decydując się na jakość 4K 60 kl./s. Nie zabrakło też HDR w formacie Dolby Vision.
Jeśli chodzi o jakość nagrywanych filmów, jest ona naprawdę bardzo dobra, niemalże świetna. Stabilizacja obrazu działa szalenie płynnie i nawet przy dynamicznych ruchach obraz nie zamienia się w roztrzęsioną galaretkę, reakcja na zmianę ekspozycji jest wręcz bezbłędna, zaś autofocus funkcjonuje celnie i szybko. Detali nie brakuje, a kolorystyka w domyślnym trybie jest miła dla oka.
Przyczepić mogę się w zasadzie tylko do jednej rzeczy – płynności zmiany obiektywów. Niezależnie od tego, czy zmieniamy je skokowo czy zbliżamy płynnie na suwaku i tak możemy dostrzec lekkie szarpnięcia w chwili, gdy następuje przejście między obiektywami.
Wypada jeszcze wspomnieć, że Oppo Find X9 Ultra oferuje też dodatkowy tryb Wideo Pro, który umożliwia rejestrowanie w profilu Log z opcją wyboru jednego z pięciu preinstalowanych LUT-ów (m.in. Rec. 709 i HDR HLG) lub zaimportowania własnych.
Oprócz tego, w trybie Wideo Pro możemy przełączyć się na ustawienia manualne, co pozwala wówczas na ręczną zmianę parametrów, takich jak chociażby ostrość, balans bieli, ISO czy migawki. Nie brakuje tu zatem w zasadzie niczego, czego moglibyśmy oczekiwać.

Podsumowanie
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Oppo Find X9 Ultra to świetny, na wskroś kompletny smartfon. Oferuje on bowiem nie tylko jeden z bezwzględnie najlepszych aparatów na rynku, ale i w zasadzie nic nie brakuje mu w pozostałych kluczowych aspektach.
Poza aparatem, który był już tutaj odmieniany przez wszystkie przypadki, wyróżnić można doskonały ekran, świetną wydajność, bardzo solidny czas pracy na baterii w parze z obsługą 100-watowego ładowania, bardzo dobre głośniki i kapitalne wibracje oraz dopracowaną nakładkę systemową.
Można się tu poczepiać, że bryła jest bardzo masywna, a wyspa aparatów monstrualna, ale w gruncie rzeczy jest to coś, do czego raczej takie fotosmartfony nas już przyzwyczaiły. Za wadę uznaję też fakt, że pełną moc ładowania osiągniemy tylko na dedykowanej ładowarce, której w zestawie (z wiadomych względów) brak.
Jeden z istotniejszych problemów stanowi niestety cena. Kosztując 7399 złotych, Oppo Find X9 Ultra to w chwili obecnej jeden z najdroższych smartfonów dostępnych na rynku, choć trzeba uczciwie przyznać, że i tak jest dużo tańszy od Vivo X300 Ultra, który wyceniony jest jeszcze drożej, bo na 8499 złotych.
Niemniej jednak, sprawia to, że nie jest to smartfon dla każdego, a faktycznie dla tych, którzy potrzebują aż tak bardzo uzbrojonego aparatu i możliwości fotograficzne stawiają wręcz ponad wszystko. No i są w stanie wydać tak dużą kwotę.










