Recenzja gry XIII. Naprawdę udany remake kultowej strzelanki

XIII - ekran tytułowy

XIII - ekran tytułowy

XIII - grafika promocyjna
DATA PREMIERY
13 września 2022
PRODUCENT
PlayMagic / Tower Five
WYDAWCA
CENEGA
CENA
119 zł (PC), 159 zł (PlayStation 4, PlayStation 5, Xbox One, Xbox Series X|S, Nintendo Switch)
GRALIŚMY NA
PlayStation 5

Rzadko dzieje się tak, że ci sami twórcy mogą ponownie spróbować stworzyć remake jednego dzieła. Wyjątkowy przypadek gry XIII pokazuje, że błędy zdarzają się wszystkim, a najlepiej uczyć się bezpośrednio z porażek. Komiksowe dzieło przebyło naprawdę długą drogę, by dziś stać jedną ze zdecydowanie lepszych strzelanek dla pojedynczego gracza.

Zawiła historia trzynastki

Nie bez powodu wspomniałem na początku o komiksie. XIII to belgijska powieść graficzna, wydana oryginalnie po francusku w roku 1984. Żeby było zabawniej, w 2003 roku ta doczekała się adaptacji w formie gry na komputery PC oraz konsole PlayStation 2, Xbox, a także Nintendo GameCube, wyprodukowanej przez paryski oddział Ubisoftu. Choć strzelanka spotkała się z bardzo ciepłymi opiniami graczy i recenzentów, nie sprzedała się tak dobrze, by kiedykolwiek później wracać do tematu – aż do 2019 roku.

To właśnie wtedy Microids – kolejny wydawca z Francji – ogłosił, że powstaje remake kultowej wówczas XIII na ówcześnie wiodące platformy – komputery PC, PlayStation 4, Xbox One i Nintendo Switch. Niecały rok później z niedowierzaniem patrzyłem na tę katastrofę. 40/100 – taka średnia punktów na Metacritic nie przychodzi bez niczego. W 2020 roku XIII ukazało się w fatalnym stanie technicznym, całkowicie rujnując ten nietypowy powrót z zaświatów.

Tylko właśnie, gdzie wiele studiów zostawiłoby temat za sobą, ekipy PlayMagic oraz Tower Five posypały głowę popiołem i przystąpiły do poprawiania gry. Efekt jest piorunujący – niecałe dwa lata później, na rynku pojawia się poprawione wydanie XIII, goszczące teraz również na PlayStation 5 oraz Xbox Series X|S, z darmową aktualizacją dla posiadaczy poprzedniej wersji.

To wydarzenie po raz kolejny podpowiada, że nic nie nagrodzi gracza tak, jak jego własna cierpliwość. W obecnym stanie, XIII to naprawdę pozytywne i zaskakujące doświadczenie – nawet, gdy nie znamy oryginalnej produkcji z 2003 roku.

Prawdziwie szpiegowska intryga

Po bolesnej pobudce na plaży z amnezją i pomocy od pięknej ratowniczki, główny bohater dość szybko odkrywa potężne niebezpieczeństwo. Po pierwsze, jest poszukiwany przez FBI za zabójstwo prezydenta Stanów Zjednoczonych. Mało tego, gonią go inne bandziory, niepowiązane już z organami ścigania. Jedynymi wskazówkami są wojskowe ubranie oraz tajemniczy tatuaż z rzymską trzynastką. Czy znajdzie się choć jedna osoba, która uwierzy w niewinność protagonisty?

Sama historia imponuje, choć obciąża ją sposób narracji znany z gier na PlayStation 2. Pomimo odświeżenia warstwy graficznej, dialogi wypadają już dzisiaj blado – troszeczkę brakuje im dramatyzmu, który urealniłby wydarzenia pokazywane na ekranie. Muszę jednak przyznać, że motyw amnezji i stopniowego przypominania sobie wcześniejszych wydarzeń wypadł całkiem świetnie. U podstaw jest to ciekawa, szpiegowska opowieść, obnażająca niezdrowe ambicje i korupcję władzy.

Trzeba jednak otwarcie powiedzieć, że XIII często odlatuje w kierunku mocnej fikcji politycznej. Wyciąganie historycznych organizacji rasistowskich, całkowita zmiana tożsamości czy nawet groźba zagłady nuklearnej. Takie sytuacje sprawiają, że scenariusz śledzi się tak dobrze, jak typowy film sensacyjny z przełomu lat 80. i 90. Wbrew pozorom, to jest komplement – w połączeniu z niesamowitym tempem rozgrywki, trzynastka stała się idealną dla mnie mieszanką chaosu.

Wystarczy wcisnąć i wybuchniesz, nie ze śmiechu! (fot. Szymon Baliński | Tabletowo)

Jaką grą jest XIII?

XIII to nic innego, jak rasowa strzelanka z perspektywy pierwszej osoby, zawierająca drobne elementy gry szpiegowskiej. Drobne, ponieważ spośród 34 etapów gry, być może w dwóch naprawdę musiałem przekradać się na paluszkach. Choć eliminowanie wrogów z taktycznej kuszy jest satysfakcjonujące, chamskie wejście z karabinem dawało zazwyczaj lepsze rezultaty – alarmów w lokacjach jest niewiele, a i łatwo namierzyć wrogów, którzy ku nich zmierzają.

Tylko chwileczkę, bo nieco wyprzedzam fakty. Jedną z najważniejszych cech XIII jest niewątpliwie charakterystyczny cel-shading, nadający opowieści komiksowego charakteru. Typowa rozgrywka strzelanki jest więc uzupełniana przez ramki odtwarzające wydarzenia w tle lub za drzwiami, onomatopeje towarzyszące odgłosom chodzenia, strzałów czy wybuchów, ale też osobne przerywniki filmowe, dopełniające ten szpiegowski festiwal.

Co jednak dla mnie jest szczególne w trzynastce, to niewątpliwie zawrotne tempo rozgrywki. Główna opowieść została podzielona na cztery rozdziały, w których uświadczymy mniejsze etapy, trwające średnio po 15-20 minut. Cała gra to więc nic innego, jak sześć godzin solidnej, interkontynentalnej jatki ze złowrogimi agentami.

Tytuł ukończyłem na domyślnie zalecanym, średnim poziomie trudności. Trochę żałuję, że nie porwałem się na najwyższy stopień zaawansowania gry, ponieważ była dla mnie zdecydowania zbyt łatwa. Sam często i intensywnie strzelam w Fortnite, więc XIII wcale nie musi być dla Was tak prostą przechadzką.

A naprawdę jest czym postrzelać – pistolety, karabiny, snajperki, kusze, bazooki – obsługa każdej z tych broni to niesamowita, ogłupiająca wręcz przyjemność. Rzadko można natrafić na pomieszczenie, w którym nie czekałaby grupka wrogów głodnych ołowiu. Dawno już nie grałem w strzelankę, która daje graczowi tak wielkie poczucie sprawczości. Choć zdobyte bronie nie przenoszą się między etapami, nawet na pojedynczym poziomie łatwo zbudować arsenał, którym aż miło żonglować.

Miłym dodatkiem są też elementy eksploracyjne. Buszowanie po dodatkowych pomieszczeniach może dać na przykład więcej strzał, fantastycznych do czyszczenia pokoi taktyczną kuszą. To również opcja na znalezienia punktów zdrowia, tarczy czy wreszcie bonusowych trofeów, potrzebnych do kompletu osiągnięć na konsolach.

Eksploracja etapów to jednak nie tylko znajdźki. To również korzystanie ze szpiegowskich gadżetów – linki z hakiem oraz zaczepki na tyrolkę. Ostatnich kilka lat w branży gier to przecież moda właśnie na linkę z hakiem, a XIII to chyba najbardziej realistyczne zastosowanie tego urządzenia. Podoba mi się koncepcja dwóch przycisków do regulacji rozwinięcia linii i gałki bujające głównym bohaterem.

Powolność tego procesu sprawia, że rzeczywiście można poczuć się jak amerykański szpieg. Podobnie działa ogłuszanie wrogów jednym ciosem, włamywanie się do drzwi z dość umownymi animacjami czy też przystawianie broni do głów zakładnikom – tu przewaga jest o tyle ciekawa, że taki kompan bardzo pomaga w ucieczkach. Dopóki nie odwrócisz się plecami do adwersarzy, ci nie strzelą z obawy o niewinną ofiarę. W taki sposób zdecydowanie łatwo o spokojną ewakuację. Takie rozwiązania pokazują, jak tytuł z rodowodem w 2003 roku, może być dalej tak świeży i grywalny jednocześnie.

Tempo to jedna z mocniejszych stron XIII. W ciągu sześciu godzin rozgrywki, naprawdę nie mogłem narzekać na nudę (fot. Szymon Baliński | Tabletowo)

Osiem na szynach

Przyznam szczerze, z XIII bawiłem się przez jeden dzień tak dobrze, że zdążyłem na chwilę zapomnieć o skandalu z pierwszą próbą odświeżenia tej gry. Mając na uwadze 6 godzin podstawowej rozgrywki oraz solidną regrywalność przez wyższy poziom trudności, łatwo mi polecić ten zakup nawet w pełnej cenie. Szpiegowska intryga – pomimo przestarzałych technik narracyjnych – naprawdę bawi, a tytuł jest wypełniony akcją tak po brzegi, że niedowierzałem iż tak szybko płynie mi czas z wydawnictwem Microids.

Dlaczego więc zaledwie osiem na szynach? Przede wszystkim, pojedynki z bossami są żenująco łatwe, jak na fabularną wagę tych starć. Wystarczy tylko wziąć do ręki najbardziej wydajną broń, podejść do bossa i wystrzelać magazynki aż padnie. Drugim problemem – dość kluczowym dla posiadaczy konsol PlayStation 5 – jest brak wsparcia dla adaptacyjnych triggerów kontrolera Dual Sense. Wibracje pojawiają się tylko, gdy gracz oberwie. To oznacza, że świetny model strzelania ściera się z brakiem fizycznych wrażeń, które poprawiłyby jakość zabawy z XIII.

Na koniec też mała szpilka, czyli brak polskiej wersji językowej. Wydawca nie postarał się nawet o napisy. Szkoda – ja sobie poradzę, ale nie wszyscy znają angielski tak dobrze, nawet w 2022 roku.

Pozostaje więc zadać pytanie – dlaczego nie dało się zrobić tak świetnego odświeżenia od razu? Dwa lata od oryginalnej premiery, remake XIII nie zawodzi. Naprawdę polecam, szczególnie na konsolach obecnej generacji – mamy stabilne 60 kl./s. oraz 4K, a trudno sobie wyobrazić tak szybką strzelankę w innej konfiguracji.

Jest to klasyk, który chciałem kiedyś nadrobić, jeszcze jak moją główną konsolą było PlayStation 2. Dlatego tym bardziej się cieszę, że remake został doprowadzony do należytego stanu.

XIII - ekran tytułowy
Recenzja gry XIII. Naprawdę udany remake kultowej strzelanki
Zalety
nietuzinkowa, szpiegowska opowieść, będąca świetną adaptacją komiksu
oryginalna oprawa w stylistyce cel-shading
fantastyczne tempo rozgrywki
no i jej czas, tytuł nie ma szans się znudzić
wachlarz broni, który daje niezastąpione poczucie sprawczości
realistyczna linka z hakiem
Wady
techniki narracyjne oraz dialogi, które przypominają o rodowodzie gry z 2003 roku
zbyt łatwi wrogowie i bossowie
brak wsparcia dla dodatkowych funkcji kontrolera Dual Sense
brak polskiej wersji językowej gry
8
Ocena
Exit mobile version