Samsung Galaxy S26 FE był hucznie zapowiadany, ale szybko okazało się, że producent nie wysilił się specjalnie przy jego projekcie, niemal w całości kopiując poprzednika z 2025 roku. Jaki wobec tego jest nowy smartfon, będący pomostem pomiędzy średniakami a topową serią Galaxy S26? Sprawdziłem to.
Spędziłem dwa tygodnie z Samsungiem Galaxy S26 FE. Jak dobry jest to smartfon?
Samsung Galaxy S26 FE to nowy model podstawowy spod znaku Galaxy S26, teoretycznie stanowiący obniżony próg wejścia do flagowej serii Galaxy. Teoretycznie, ponieważ jego cena wcale nie należy do niskich. Miałem okazję przez dwa tygodnie przekonywać się o tym, czy jest ona uzasadniona. Zaraz podzielę się swoimi spostrzeżeniami, ale najpierw niechaj tradycji stanie się zadość – spójrzmy, jak telefon ten przedstawia się na papierze…
Specyfikacja Samsunga Galaxy S26 FE:
- płaski wyświetlacz Dynamic AMOLED 2X o przekątnej 6,7 cala, rozdzielczości 2340×1080 pikseli, częstotliwości odświeżania 120 Hz i jasności do 1900 nitów, pokryty szkłem Corning Gorilla Glass Victus+,
- 10-rdzeniowy procesor Samsung Exynos 2500 (3 nm; do 3,3 GHz),
- 8 GB RAM i 128 GB pamięci na pliki typu UFS 3.1 (w wariantach 256 / 512 GB – UFS 4.0),
- aparat główny 50 Mpix (f/1.8) z OIS + ultraszerokokątny 12 Mpix (f/2.2) + teleobiektyw 8 Mpix (f/2.4) z OIS i 3-krotnym zoomem optycznym,
- aparat przedni 12 Mpix (f/2.2),
- głośniki stereo,
- akumulator o pojemności 4900 mAh, ładowanie do 45 W + ładowanie bezprzewodowe do 15 W,
- łączność Wi-Fi 6E, Bluetooth 5.4, 5G i NFC,
- GPS/GLONASS/BeiDou/Galileo/QZSS,
- złącze USB 2.0 typu C,
- 2 x nanoSIM + eSIM,
- system operacyjny Android 17 (z One UI 9),
- wymiary 161,6 x 76,9 x 7,4 mm i waga 193 g,
- pyło- i wodoodporność w klasie IP68.
Smartfon występuje w trzech wersjach kolorystycznych (jasnozielonej – którą widzisz na zdjęciach, a także czarnej i niebieskiej) oraz w tyluż konfiguracjach pamięciowych: zawsze ma 8 GB RAM, ale pamięci masowej może być 128 GB, 256 GB lub 512 GB. Ja w testach miałem ten pierwszy wariant, którego cena wynosi 3489 złotych (pozostałe dwa kosztują, odpowiednio, 3899 złotych i 4799 złotych).
Samsung Galaxy S26 FE (8/128 GB)
Patrząc na samą specyfikację, cena wydaje się mocno przesadzona. Jest zresztą zauważalnie wyższa niż w przypadku Galaxy S25 FE – poprzednia generacja startowała z poziomu 3199 złotych (za wariant ze 128 GB pamięci masowej).
Tymczasem pod względem technicznym zmieniło się niewiele – procesor zaliczył niewielki progres (Exynos 2400 został zastąpiony przez Exynosa 2500), system został zaktualizowany do Androida 17, a akumulator teraz jest krzemowo-węglowy, ale jego pojemność pozostała taka sama.
Zanim przejdę do omówienia samego urządzenia wspomnę jeszcze, że w pudełku – poza smartfonem, kabelkiem, kluczykiem do tacki SIM i dokumentacją – niczego ekstra nie znajdziesz. Brak ładowarki jest oczywisty, ale nie ma też ochronnego etui ani żadnych dodatkowych akcesoriów.


Solidny, estetyczny i… nudny – taki jest Samsung Galaxy S26 FE
Na pierwszy rzut oka Samsung Galaxy S26 FE wygląda niemal zupełnie tak samo jak poprzednik (i jego poprzednik, i poprzednik poprzednika też) – zasadniczo dobrze, choć nie będę ukrywał, że ten (powielany od lat) dizajn zdążył mi się już przejeść. Niemniej trudno byłoby nazwać ten telefon brzydkim – co to, to nie.
Trudno też zarzucić mu coś pod względem jakości wykonania: konstrukcja wydaje się solidna, a elementy – odpowiednio spasowane (no, może poza tacką SIM, która zamiast licować się z resztą obudowy wchodzi głębiej, co może i jest detalem, ale jakoś tak estetycznie psuje mi postrzeganie całości).
Tacka – skoro już o niej wspomniałem – znajduje się na dolnej krawędzi, obok mikrofonu, gniazda USB-C i głośnika. U góry ulokowano kolejny mikrofon, lewa krawędź jest całkowicie gładka, a na prawej umieszczone zostały tylko trzy przyciski: zasilania i do regulacji głośności. Żadnych dodatkowych elementów nie ma.





Cała rama została wykonana ze stopu aluminium, a plecki – pokryte szkłem, tworzącym płaską, błyszczącą taflę, która – niestety – dość łatwo się brudzi. W lewym górnym rogu umieszczona została wyspa fotograficzna w kształcie pigułki (to zauważalna zmiana, bo wcześniej obiektywy były trzema odrębnymi wyspami). Jest umieszczona asymetrycznie i dość mocno wystaje, przez co trudno jest korzystać z leżącego na plecach telefonu, jako że przy każdym tapnięciu buja się na boki.
No ale nie oszukujmy się – zdecydowanie częściej z telefonu korzysta się, trzymając go po prostu w dłoni. Tymczasem Samsung Galaxy S26 FE jest naprawdę poręczny i przyjemny w dotyku. Pod tym względem nie mam absolutnie żadnych uwag.
Wyświetlacz – niezmiennie – robi dobre wrażenie
Wyświetlacz tego smartfona nie zmienił się w stosunku do poprzedniej generacji, ale w żadnym razie nie traktuj tego w kategorii zarzutu. To wciąż fenomenalny panel i na dobrą sprawę niewiele można mu zarzucić (może mógłby oferować nieco wyższy poziom jasności, ale przy 1900 nitów trzeba naprawdę ostrego słońca, żeby ekran stał się nieczytelny – szczególnie że automatyczna regulacja działa jak najbardziej prawidłowo).

Jeśli chodzi o podstawy, to jest to 6,7-calowy panel Dynamic AMOLED 2X o rozdzielczości Full HD+ i adaptacyjnym odświeżaniu o częstotliwości dochodzącej do 120 Hz. Nic nieprzeciętnego, ale jakość obrazu stoi na bardzo wysokim poziomie. Jest klarowny i kontrastowy, kąty widzenia – odpowiednio szerokie, a kolory są nasycone i intensywne (w razie czego zaś można zmienić ich profil na bardziej naturalny, jeśli ktoś tak woli).
Skoro już przy tym jesteśmy, dostępne ustawienia pozwalają również skonfigurować balans bieli, rozmiar i styl czcionki oraz skalę interfejsu, a także wybrać spośród jasnego i ciemnego trybu (ewentualnie ustalając też harmonogram automatycznego przełączania się pomiędzy nimi).
Nie zabrakło także trybu Always on Display (AoD). Samsung umożliwia wybranie, kiedy dokładnie ma się wyświetlać ten wygaszacz. Może być aktywny zawsze albo też pojawiać się w określonych godzinach, wyłącznie w ciemności lub po dotknięciu albo uruchamiać się dla nowych powiadomień. Mnogość wyboru w tym kontekście warto docenić i tylko szkoda, że niezbyt da się ten element spersonalizować – jedyna opcja polega na tym, czy na ekranie ma być widoczny Now bar, czy też nie.












Kończąc już temat wyświetlacza zwrócę tylko uwagę na to, że – szkoda! – nie jest on otoczony symetryczną ramką (jak u wyżej plasujących się braci). Zamiast tego dolna krawędź jest szersza.
System to as w rękawie smartfona Galaxy S26 FE
Płynnie przejdźmy teraz do systemu – Samsung Galaxy S26 FE to jeden z pierwszych smartfonów wyposażonych w One UI 9, dla którego bazę stanowi Android 17. Pod względem wizualnym nie doszło do żadnych rewolucyjnych zmian – estetyka nadal stoi na bardzo wysokim poziomie, a równocześnie jest na tyle zachowawcza, by przypaść do gustu prawie każdemu.
Zgodnie z aktualnymi trendami w obrębie interfejsu dominują zaokrąglenia i półprzezroczystości. Całość wygląda schludnie i po prostu przyjemnie dla oka. Docenić wypada też uporządkowanie elementów (choć niektórych ustawień trzeba się naszukać, a niektórych nie ma wcale – nie rozumiem, dlaczego Samsung nadal nie dodał możliwości wyciszenia migawki aparatu bez konieczności wyłączania wszystkich dźwięków systemowych).
Na plus zasługuje również stabilne i płynne działanie interfejsu, a przechodzeniu tu i tam towarzyszą animacje, które potęgują efekt wysokiej dynamiki. Podoba mi się też to, że w wielu miejscach mamy pod ręką wyszukiwarkę, co znacząco ułatwia odnalezienie tego, czego się szuka, niezależnie od tego, czy jest to informacja w sieci, aplikacja czy ustawienie.








Tym, co napawa Samsunga szczególną dumą, jest pakiet Galaxy AI, czyli zestaw praktycznych funkcji wykorzystujących sztuczną inteligencję. Pierwsze skrzypce – niezmiennie – grają tu Now Bar i Now Brief. Pierwszy to pasek informacyjny dający szybki dostęp do powiadomień aktualizowanych w czasie rzeczywistym. Drugi natomiast jest widżetem, będącym czymś w rodzaju osobistego asystenta. Podsuwa kluczowe informacje w danym momencie i podsumowuje dzień. Przestrzeń tę można spersonalizować, dodając do niej elementy, które dla nas konkretnie mogą okazać się najbardziej praktyczne.
Galaxy AI to także między innymi Asystent połączeń (umożliwiający tłumaczenie rozmowy telefonicznej na żywo), Asystent pisania (pozwalający na edytowanie i korygowanie tekstu lub zmianę jego stylu) czy Asystent notatek (który automatycznie formatuje zapiski), jak również Kreatywne studio, czyli nic innego jak generator treści multimedialnych na podstawie promptów oraz Asystent zdjęć pozwalający edytować obrazy na wiele różnych sposobów.
Większość tych funkcji działa naprawdę dobrze – szczególnie doceniam zmianę stylu tekstu proponowaną przez Asystenta pisania oraz edytor zdjęć, który szerzej omawiam w sekcji poświęconej aparatowi. Najgorsze wrażenie zrobił na mnie natomiast Asystent notatek, który wydaje mi się strasznie nieudolny.








Jeśli siedzisz w ekosystemie Samsunga, to funkcje te są Ci pewnie dobrze znane. W One UI 9 pojawiło się też jednak kilka nowości, związanych przede wszystkim z aparatem. To między innymi Super stabilne wideo z blokadą poziomą – pod tą nazwą kryje się funkcja, której zadanie polega na utrzymywaniu poziomu poprzez redukcję drgań i rozpoznawanie obiektów.
Skoro już jesteśmy przy rozpoznawaniu obiektów – nie można też pominąć funkcji My FanCam, która umożliwia utrzymywanie danej osoby w centrum kadru, śledząc jej ruchy. Na wzmiankę zasługuje też funkcja Usuwania dźwięku z wideo, która skutecznie eliminuje niechciane zakłócenia, takie jak hałasy i szumy w tle.
Biometria rozczarowuje, łączność jest OK, a za głośnik daję plusik
Jak na współczesny smartfon przystało, Samsung Galaxy S26 FE oferuje dwie formy zabezpieczeń biometrycznych. Przykro mi to pisać, ale mam uwagi do obu.
Czytnik linii papilarnych opiera się na technologii optycznej i potrzebuje chwili, by zweryfikować tożsamość użytkownika. Zasadniczo nie miałbym z tym problemu, gdyby nie fakt, że mówimy o smartfonie za 3500 złotych. Chciałoby się mieć tutaj ultradźwiękowy skaner, zapewniający błyskawiczne logowanie. Ogólnie jednak, pomimo że wolno, to działa to prawidłowo.
Niestety gorzej działa odblokowywanie telefonu poprzez rozpoznawanie twarzy. Dopóki jest idealnie jasno – nie ma problemu, wystarczy jednak nawet nie wieczór, a późne popołudnie, by Samsung Galaxy S26 FE miał problem z rozpoznaniem, że ja to ja. Smartfon okazał się pod tym względem naprawdę wybredny. W jasnym otoczeniu radzi sobie jednak dobrze, a okulary nie stanowią dla tej funkcji problemu.








Jeśli chodzi o opcje łączności, producent postawił na sprawdzony zestaw – z siecią możemy łączyć się przez 5G lub Wi-Fi 6E, z innymi urządzeniami przez Bluetooth 5.4, a do tego dochodzi moduł NFC umożliwiający dokonywanie płatności zbliżeniowych. Z żadnym z tych elementów nie doświadczyłem problemów – wszystko działa jak należy. Podobnie GPS – pozycjonowanie jest szybkie i precyzyjne.
Zanim przejdę do kluczowego komponentu, jakim jest procesor, wspomnę jeszcze o głośnikach. Samsung zdecydował się na utworzenie systemu stereo poprzez połączenie dużego głośnika na dole i głośniczka do rozmów na górze. Ewidentnie słychać, że ten drugi jest słabszy, ale w codziennych zastosowaniach zupełnie to nie przeszkadza.
Głośniki grają głośno i czysto. Nie oferują może szczególnie bogatego brzmienia, ale zapewniają jak najbardziej komfortowe warunki do oglądania filmów, słuchania podcastów czy prowadzenia rozmów głosowych. Raczej nie polecałbym tego smartfona do słuchania muzyki na głos, ale mimo to zdecydowanie oceniam ten aspekt na plus.
Warto też wspomnieć o obsłudze dźwięku przestrzennego w formacie Dolby Atmos i o 9-pasmowym korektorze, pozwalającym dopasować brzmienie do własnych potrzeb (istnieje również możliwość wybrania jednego z gotowych trybów).
Jak w akcji radzi sobie procesor Exynos 2500?
Jedną z nielicznych zmian, na jakie zdecydował się Samsung w tej generacji, jest przejście z Exynosa 2400 na nowszy procesor Exynos 2500 – ten sam, który w ubiegłym roku trafił do składanego Samsunga Galaxy Z Flip 7, a nie Exynos 2600, który napędza tegoroczne modele Galaxy S26 i Galaxy S26+. Jest więc lepiej, ale nie tak dobrze, jak mogłoby być.
Podczas normalnego użytkowania nie uświadczyłem jednak żadnych problemów z wydajnością. Samsung Galaxy S26 FE działa bardzo płynnie i to nawet wtedy, gdy korzysta się z wielu aplikacji naraz i przeskakuje się między nimi co chwila.
Aplikacje uruchamiają się szybko, przewijanie jest płynne, a nawet przy nieco większym obciążeniu smartfon potrafi zapewnić zadowalające warunki do działania. Standardowo sprawdziłem go też w popularnych benchmarkach i oto jakie wyniki udało mu się wykręcić:
- AnTuTu (v11): 2703935
- CPU: 900460
- GPU: 983100
- MEM: 370615
- UX: 449760
- Geekbench 7:
- CPU Single-Core: 2107
- CPU Multi-Core: 7617
- GPU (OpenCL): 7013
- GPU (Vulkan): 16484
- 3DMark (v2.7):
- Solar Bay: 11084
- Solar Bay Extreme: 1214
- Wild Life: Maxed Out!
- Wild Life Extreme: 5250
- CPDT:
- Zapis sekwencyjny: ~780 MB/s
- Odczyt sekwencyjny: ~1,25 GB/s
- Losowy zapis: ~30 MB/s
- Losowy odczyt: ~25 MB/s
- Kopia pamięci: ~22 GB/s
Wygląda na to, że Exynos 2500 osiąga w benchmarkach minimalnie lepsze wyniki niż Exynos 2400.














Największą bolączką Exynosa 2500 tak naprawdę nie jest wydajność (bo ta stoi na dobrym poziomie), a to, że nie potrzebuje dużego obciążenia, by solidnie się nagrzać. Wystarczy parę minut nagrywania wideo, kwadrans w Spotify czy chwila intensywniejszego scrollowania w przeglądarce, by plecki smartfona stały się wyczuwalnie cieplejsze.
Samsung zadbał ponoć o delikatne ulepszenia w obszarze zarządzania termicznego, ale ewidentnie okazały się niewystarczające. To nie jest kultura pracy, jakiej oczekiwałbym od smartfona tej klasy. Skoro zaś jesteśmy już przy tym, co nie jest tak dobre, jak być powinno, to przejdźmy do akumulatora…
Czas pracy jest akceptowalny, choć chciałoby się czegoś więcej
Pomimo przejścia na technologię krzemowo-węglowych akumulatorów, Samsung po raz kolejny proponuje nam smartfon z ogniwem o pojemności 4900 mAh – w czasach, gdy konkurencja oferuje 6000, 7000 czy nawet 8000 mAh. Trudno znaleźć mi inne słowo na określenie tego niż słabo.
W efekcie czas pracy nie jest szczególnie zachwycający, choć uczciwie trzeba też przyznać, że Exynos 2500 jest na tyle energooszczędnym chipsetem, że raczej trudno jest rozładować akumulator od rana do wieczora. Przy korzystaniu z samego 5G cały jeden lub nawet półtora dnia to jak najbardziej osiągalny rezultat, w cyklach mieszanych zaś (5G + Wi-Fi) da się wykręcić od półtora do dwóch dni.
Oczywiście wiele zależy od tego, jak konkretnie korzysta się z telefonu. Dla mnie typowy dzień oznacza SoT na poziomie 3-4 godzin i podane wyżej wartości odnoszą się właśnie do takiego poziomu użytkowania. Najbardziej zabójcze dla baterii okazywały się: przeglądarka Chrome na 5G, aparat, Discord oraz (nawet działający w tle) Spotify.










Warto też zauważyć, że procesy w tle nie są szczególnie energożerne, co najpewniej jest efektem zoptymalizowanego zarządzania tym elementem przez One UI. Krótko mówiąc: kiedy telefon leży na blacie i nie jest używany, poziom naładowania spada bardzo powolutku.
Jeśli chodzi o uzupełnianie energii, to (podobnie jak poprzednik) Samsung Galaxy S26 FE obsługuje szybkie ładowanie z mocą 45 W. To też nie jest wynik na miarę chińskiej konkurencji, ale przy tak mało pojemnym ogniwie nie ma tragedii. Realnie pełne ładowanie zajmuje nieco ponad godzinę.
Dodatkowo smartfon obsługuje również ładowanie bezprzewodowe, ale ze względu na niewielką moc (maksymalnie 15 W), jest to opcja średnio praktyczna.

Jakie zdjęcia robi Samsung Galaxy S26 FE?
Lenistwo Samsunga objawiło się też w kontekście systemu fotograficznego, ponieważ mamy do czynienia z dokładnie takim samym zestawem aparatów, jak u poprzednika, który też zresztą nie zaliczył pod tym kątem progresu względem swojego poprzednika. Krótko mówiąc: mamy tu zaplecze, które pamięta jeszcze rok 2024 i model Galaxy S24 FE, przynajmniej jeśli chodzi o tył.
W głównej roli występuje zatem sensor 50 Mpix z obiektywem f/1.8 oferującym optyczną stabilizację obrazu (OIS). Towarzyszą mu dwa oczka: ultraszerokokątne 12 Mpix (f/2.2) oraz teleobiektyw 8 Mpix (f/2.4) pozwalający osiągnąć 3-krotny zoom optyczny. I chociaż Samsung postarał się o pewne usprawnienia w obrębie softu, to pewnych technologicznych ograniczeń się nie przeskoczy i efekty są równie zadowalające (lub niezadowalające), co w poprzednich generacjach modeli z dopiskiem FE.
Główny aparat robi naprawdę niezłe zdjęcia – szczególnie przy sprzyjających warunkach oświetleniowych. Kolory są intensywne, kontrast wysoki, a i szczegółowość nie pozostawia wiele do życzenia. HDR cechuje się wysoką precyzją, a ostrość przeważnie łapana jest prawidłowo (przeważnie, ponieważ przy wielu walczących o uwagę obiektach Galaxy potrafi się nieco pogubić).
Intensywność kolorów jest bardzo wysoka, co można uznać zarówno za plus, jak i za minus – w zależności od tego, jakie ma się preferencje. Ogólnie jednak o większe zarzuty byłoby trudno.
































Całkiem nieźle w akcji radzi sobie także moduł ultraszerokokątny. Wprawdzie kontrast jest wyraźnie niższy, podobnie jak szczegółowość, ale ogólnie nie jest źle. Raczej nie używałbym go na co dzień, ale wtedy, kiedy jest potrzebny, dobrze wywiązuje się ze swojego zadania.








No i jest też teleobiektyw, ale cechujący się rozdzielczością jedynie 8 Mpix. Nie jest to potwór, który może walczyć jak równy z równym z chińską konkurencją czy też bratem z dopiskiem Ultra. Rozdzielczości ewidentnie brakuje, szczególnie przy zbliżeniu od 10x w górę, a maksymalnie osiągnąć możemy 30-krotny zoom cyfrowy.
Jeśli chodzi o zoom optyczny, sięga on poziomu 3x i rzeczywiście do tego momentu można oczekiwać wysokiej szczegółowości i nie najgorszej plastyki. Dobrze widać to zresztą na przykładowych zdjęciach poniżej:


















Dorzucam jeszcze kilka zdjęć wykonanych teleobiektywem w 3-krotnym zbliżeniu optycznym:












A jak aparaty radzą sobie po zmroku? Ano też całkiem nieźle. Tryb nocny aktywuje się automatycznie i smartfon sam też dobiera poziom jego intensywności (przede wszystkim czas naświetlania). Efekty nie pozostawiają wiele do życzenia – to oczywiste, że szczegółowość i kontrast nie są tak dobre, jak za dnia, ale i tak muszę przyznać, że jest w porządku.


















Nieco gorzej w nocy spisuje się obiektyw ultraszerokokątny – rozpiętość tonalna i szczegółowość mocno cierpią:








Podobnie ma się sprawa, jeśli chodzi o zoom, choć przy w miarę dobrym oświetleniu (patrz: trzecia seria) trudno mi cokolwiek zarzucić, kiedy pamiętam, że mówimy o sensorze cechującym się rozdzielczością 8 Mpix.





















Jedynym aparatem, który faktycznie przeszedł istotną zmianę z generacji na generację, jest ten zainstalowany z przodu. Nadal cechuje się rozdzielczością 12 Mpix, ale obiektyw ma teraz nieco szerszy kąt widzenia, co sprzyja robieniu zdjęć grupowych z ręki. Co do samej jakości – jest OK.












Jeśli zaś chodzi o nagrywanie wideo, Samsung Galaxy S26 FE oferuje jakość do 8K/30fps, a jeśli priorytetem jest płynność, to w 4K można liczyć na 60 klatek na sekundę. Filmy potrafią wyglądać dobrze, a nawet bardzo dobrze. W tym kontekście Samsung wykonał kawał dobrej roboty.
Choćby słowem warto też wspomnieć o dodatkowych funkcjach, takich jak możliwość równoczesnego nagrywania z przodu i z tyłu czy też tryb super stabilny z blokadą poziomu. Po aktywacji tego ostatniego, kamera sama utrzymuje poziom, redukując drgania i przekrzywienia – nie jest to może poziom gimbalowy, ale w codziennych sytuacjach działa lepiej niż dobrze.
Galaxy AI w służbie fotografii (i kreatywności)
Samsung pozwala też na wygodną edycję zdjęć przy użyciu sztucznej inteligencji. Wśród funkcji dostępnych w ramach pakietu Galaxy AI znajduje się zamiana stylu – efekty nierzadko są naprawdę dobre, poniżej wrzucam garść przykładowych realizacji:












AI w Samsungu Galaxy S26 FE umożliwia również usuwanie niechcianych obiektów ze zdjęć oraz ich przenoszenie. Jedno i drugie działa jak najbardziej zadowalająco. Poniżej kilka przykładów:












Najgorzej działa natomiast funkcja Utwórz, służąca do edycji i generowania treści na podstawie promptów. Niby AI wykonuje polecenia i spełnia prośby, ale nie odznacza się przy tym szczególnym sprytem.
Gdy poprosiłem o fontannę w kształcie łabędzia otrzymałem łabędzia na fontannie. Gdy chciałem, by na tory wjechał tramwaj, tramwaj – owszem – się pojawił – ale wykolejony (a przynajmniej jadący w poprzek). Gdy poprosiłem o dodanie ciasteczek obok napojów, zostały po prostu wysypane na stół. Gdy chciałem stworzyć plenerową scenę przed Teatrem Śląskim, ludzie rozsiedli się tyłem do sceny, a Seat Leon po rozszerzeniu obszaru grafiki zamienił się w beemwicę (ale to akurat i tak wyszło całkiem nieźle xD). Zdarzają mu się dobre momenty – za przykład niech posłuży kosmiczna kreacja zamykająca poniższą galerię:
















Podsumowanie
Ten smartfon nie ma tak naprawdę jakichś rażących wad. Poza jedną: ceną. Już poprzednik był za drogi jak na swoje możliwości – w tej generacji możliwości wcale się nie zwiększyły, za to cena a i owszem.

Tak naprawdę to, że cena poszła do góry, jest całkowicie zrozumiałe dla każdego, kto interesuje się branżą technologiczną. Szkoda jednak, że Samsung wykazał się takim lenistwem i nie zaproponował czegoś więcej, co przeciętnemu użytkownikowi pozwoliłoby łagodniejszym okiem spojrzeć na tę podwyżkę.
Szczególnie że jest pole do poprawy. Samsung przeszedł na technologię krzemowo-węglowych akumulatorów, więc spokojnie mógł zaproponować ogniwo o większej pojemności i wydłużyć w ten sposób czas pracy. Albo – dajmy na to – zaoferować szybsze ładowanie. Chciałoby się też lepszych aparatów dodatkowych (bo do głównego trudno mieć zastrzeżenia). Może efektywniejsze chłodzenie (ale tak naprawdę) albo ultradźwiękowy skaner linii papilarnych w miejsce optycznego…?
Ostatecznie jednak moją rolą nie jest sugerowanie czegokolwiek producentowi, lecz ocena tego, co sam wykombinował. Tymczasem nieszczególnie się natrudził i wyszedł mu smartfon, który – owszem – jest dobry, ale jak na tę cenę: zdecydowanie niewystarczająco.
Gdybym miał dziś do wydania 3500 złotych na smartfon, kupiłbym Xiaomi 17T albo Poco F9 Pro. Miałbym bardziej wypasiony sprzęt, a wydałbym mniej i jeszcze mógłbym zabrać żonę na jakąś fajną kolację, bez trudu mieszcząc się w budżecie. W tej cenie mógłbym też kupić Poco F9 Ultra, który całkowicie deklasuje propozycję Samsunga. Alternatywnie mógłbym trochę dołożyć – mniej niż 500 złotych – i kupić flagowca: Motorolę Signature, Xiaomi 17 czy ubiegłoroczny model Galaxy S25 Ultra.







