Tablet Huawei MatePad Air + akcesoria
Huawei MatePad Air (fot. Piotr Bukański)

Recenzja Huawei MatePad Air. Właściwie dla kogo jest ten tablet?

Huawei porządkuje swoje tabletowe portfolio i robi to dosłownie. Zamiast numerków i przydomków, których przez lata trzeba było uczyć się na pamięć, dostajemy prosty podział na pięć „rodzin”: MatePad SE, czyli coś w rodzaju wersji lite do domu i dla dzieci, podstawowy MatePad, kompaktowy MatePad Mini, smukły MatePad Air oraz MatePad Pro, który jest perłą w koronie tej listy. Nazwa ma od razu mówić, czego można się po sprzęcie spodziewać i przyznam, że po latach tłumaczenia Wam, czym właściwie różni się MatePad 11.5 S od MatePad 12 X, jestem tej zmianie bardzo przychylny.

MatePad Air jest pierwszym przedstawicielem tego nowego podejścia do nazewnictwa, jaki trafił do mnie na testy, a przy okazji pierwszym, w którym Huawei zszedł z matowym OLED-em poniżej serii Pro. Warto dodać, żeby była jasność, że połączenie panelu OLED z powłoką PaperMatte znamy od dawna, choćby z MatePada Pro 13.2 czy MatePada Pro 12.2 2025. Nowe jest to, że ten typ ekranu trafił wreszcie do modelu spoza najwyższej półki.

Na papierze wygląda to naprawdę dobrze. Mamy tutaj ekran o przekątnej 12,2 cala, rozdzielczości 2800 × 1840, odświeżaniu do 144 Hz, jasności szczytowej 1200 nitów i kontraście 2000000:1. Do tego dochodzi 509 g wagi przy 5,3 mm grubości i całkiem sensowne akcesoria.

Jest jednak druga strona medalu i nazywa się cena. Za Huawei MatePad 12 X, którego testowałem pod koniec zeszłego roku, Huawei życzył sobie 2499 złotych z pełnym kompletem akcesoriów (z rysikiem i klawiaturą). Tutaj mówimy o kwotach (bez promocji na start, o której za chwilę) od 3499 do 3999 złotych, zależnie od wariantu.

Czy warto? Sprawdźmy.

Specyfikacja Huawei MatePad Air

ModelHuawei MatePad Air
Ekran12,2″, OLED PaperMatte, 2800 × 1840 pikseli, 30–144 Hz, 1200 nitów, kontrast 2 000 000:1, 16,7 mln kolorów (P3), proporcje 3:2, 92% powierzchni frontu, certyfikaty TÜV Rheinland Full Care Display 3.0 i SGS Low Visual Fatigue A+ 3.0 Premium Performance
CPUKirin T93C (8 rdzeni)
GPUMaleoon 935B
RAM12 GB lub 8 GB (+ 8 GB pamięci wirtualnej)
Pamięć wbudowana256 GB (brak microSD)
Aparat z tyłu50 Mpix
Aparat z przodu12 Mpix
Bateria10100 mAh, ładowanie przewodowe 66 W
ŁącznośćWi-Fi 7, Bluetooth 5.2, NearLink, USB-C
Wymiary270 × 183 × 5,3 mm
Wagaok. 509 g
SystemHarmonyOS 4.3
Audio6 głośników, HUAWEI Sound, 2 mikrofony
AkcesoriaHUAWEI Smart Magnetic Keyboard, HUAWEI M-Pencil Pro
Cenaod 3499 do 3999 złotych

Promocje na start

Do wyboru są cztery zestawy. Wersja 12/256 GB w kolorze niebieskim z klawiaturą i rysikiem M-Pencil Pro kosztuje 3999 złotych, ta sama konfiguracja bez rysika dostępna jest za 3799 złotych, ale wyłącznie na huawei.pl.

Wariant 8/256 GB w kolorze niebieskim lub różowym, również z klawiaturą i rysikiem, wyceniono na 3799 złotych, a najtańszy zestaw, czyli 8/256 GB w bieli, z samą klawiaturą, na 3499 złotych.

Do tego dochodzą jednak rabaty. W sprzedaży premierowej od 18 sierpnia do 5 października cena spada o 500 złotych.

Tablet Huawei MatePad Air + akcesoria
Huawei MatePad Air – fot. Piotr Bukański | Tabletowo.pl

Jakość wykonania i pierwsze wrażenia. Huawei nie eksperymentuje

Trafiła do mnie niebieska wersja kolorystyczna i przyznam, że po wyjęciu z pudełka nie miałem żadnego „o wow”. Pomyślałem raczej, że gdzieś to już widziałem. I nie jest to zarzut w stronę chińskiego producenta. „Efekt wow” pojawił się na mojej twarzy dopiero kiedy Kasia uświadomiła mi, że to niebieski, bo dla mnie ten kolor był na tyle jasny, że byłem przekonany, że to właśnie biała wersja (musicie uwierzyć, że do tej pory nie miałem problemów z kolorami :)).

Huawei od kilku generacji konsekwentnie trzyma się tego samego języka projektowego i MatePad Air wygląda bardzo podobnie do MatePada 12 X, którego testowałem pod koniec zeszłego roku. Jedyną istotną i widoczną na pierwszy rzut oka różnicą są ramki wokół ekranu. Są one tutaj zauważalnie smuklejsze i całość po prostu prezentuje się lepiej. Zaokrąglone narożniki to zresztą element, za który tej serii kibicuję od dawna.

Jak już wiecie, niebieska wersja nie jest jedyną, na którą zdecydował się producent. Tablet dostępny jest też w kolorze białym i różowym, a Huawei chwali się wykończeniem powstałym z użyciem naturalnej miki, tej samej, która trafia do lakierów samochodowych. Na żywo jakoś specjalnie się to nie wyróżnia, ale trzeba oddać, że obudowa nie ślizga się w dłoniach i przesadnie nie zbiera odcisków palców.

W materiałach prasowych czytam o „eleganckiej, metalowej obudowie”, a egzemplarz, z którego korzystam, organoleptycznie sprawia wrażenie plecków wykonanych raczej z tworzywa sztucznego. Nie zmienia to faktu, że wykonanie stoi na bardzo wysokim poziomie. Nic nie skrzypi, nic się nie ugina, nie ma tu żadnych luzów ani miejsc, w których dałoby się wyczuć, że coś zostało zrobione po łebkach. Dotyczy to zarówno samego tabletu, jak i akcesoriów.

Jeśli chodzi o gabaryty, MatePad Air waży 509 g przy 5,3 mm grubości. Dla porównania, testowany przeze mnie kilka tygodni wcześniej Honor MagicPad 4 może się pochwalić wartościami, odpowiednio, 450 g i 4,8 mm. W codziennym użytkowaniu tej różnicy wagowej zupełnie nie czuć i nadal jest to sprzęt, który potrafi zaskoczyć smukłością. Jak na tak duży wyświetlacz wypada naprawdę świetnie.

Wyspa aparatu lekko wystaje, ale nie jest to kłopotliwe. Korzystałem z tabletu w etui z klawiaturą, a wtedy całość leży płasko i można na niej spokojnie pisać rysikiem. Rozmieszczenie przycisków i portu USB-C również nie budzi zastrzeżeń, zwłaszcza w orientacji poziomej.

Czy da się z tego urządzenia korzystać trzymając go w rękach? Da się, tylko po pewnym czasie po prostu przestaje to być wygodne i nie ma to wielkiego związku z wagą, a z rozmiarem. Dwanaście cali trzymane w jednej dłoni zawsze w końcu da o sobie znać. Na szczęście podstawka w etui świetnie się sprawdza.

Znowu ten matowy ekran. I znowu nie mogę przestać się nim zachwycać

W recenzji MatePada 12 X 2025 napisałem, że matowy ekran uzależnia. Podtrzymuję to zdanie w całości.

Na co dzień korzystam z tabletu Oppo Pad Neo z klasycznym, błyszczącym ekranem. Za każdym razem, kiedy po dłuższej sesji z MatePadem sięgam po niego, łapię się na myśli jak w ogóle da się z tego korzystać.

Największą zaletą PaperMatte pozostaje zachowanie w mocnym świetle. Testowałem tablet m.in. na ławce w parku i w tramwaju w drodze do pracy. W obu przypadkach da się na nim komfortowo pracować albo oglądać treści. Będąc precyzyjnym warto podkreślić, że to nie jest tylko zasługa deklarowanych 1200 nitów, bo ta jasność szczytowa nie jest jakoś szczególnie zachwycająca. To zasługa matowej powłoki, która po prostu pożera odbicia.

Teraz kwestia, która teoretycznie powinna być tu największą zmianą, a która wymaga dłuższego wyjaśnienia. To mój pierwszy kontakt z powłoką PaperMatte nałożoną na panel OLED, bo wcześniej miałem do czynienia wyłącznie z matowym LCD. Spodziewałem się skoku i, muszę być szczery, tego skoku nie doznałem. Owszem, czerń jest czernią i kontrast robi swoje, ale powłoka rozprasza obraz na tyle, że efekt „wow”, którego można się spodziewać po ekranie OLED, zostaje mocno przygaszony.

Huawei MatePad Air

Rozpisuję się o tym tak dokładnie, bo moje wrażenia rozjeżdżają się z tym, co o matowych OLED-ach Huawei pisali u nas Kasia i Kuba. Kasia w recenzji MatePada Pro 12.2 2025 nie kryła, że po prostu lubi ten ekran, głównie za czytelność w słońcu i brak odblasków. Kuba przy MatePadzie Pro 13.2 napisał wprost, że przez cały okres testów próbował znaleźć w tym wyświetlaczu chociaż jeden słaby punkt i mu się nie udało. Ja przy MatePadzie Air takich emocji nie mam.

Wydaje mi się, że odpowiedzi trzeba szukać w samym panelu. Huawei w żadnym miejscu nie nazywa ekranu MatePada Air Tandem OLED-em, jak przy Pro 12.2, ani Flexible OLED-em, jak przy MatePadzie Pro 13.2. Widać to też w liczbach, bo jasność szczytowa wynosi tu 1200 nitów, podczas gdy w Pro 12.2 deklaruje 2000. To nadal bardzo dobry wyświetlacz i nie chciałbym, żeby zabrzmiało inaczej. Ale jeśli spodziewacie się dokładnie tego samego, co w serii Pro, warto wiedzieć, że mówimy o innych doznaniach.

Za to Huawei tradycyjnie daje sporo swobody w dopasowaniu kolorów. Do wyboru mamy tryb Normalne i Wyraziste, regulację temperatury barwowej, a także automatyczne dostosowanie przestrzeni barw do wyświetlanych treści. Korzystałem z ustawień naturalnych z włączonym dopasowaniem tonów do oświetlenia otoczenia i sprawdzało się to bardzo dobrze. Kto woli mocniej nasycone barwy, ustawi to jednym kliknięciem.

Odświeżanie 144 Hz czuć przede wszystkim przy przewijaniu treści i w grach. Warto jednak dodać, że domyślnie działa tu tryb dynamiczny, który przeskakuje między częstotliwościami. Jeśli chcemy mieć 144 Hz na sztywno, trzeba to wymusić w ustawieniach, wybierając profil wysoki. Jest też opcja standardowa, czyli 60 Hz.

Automatyczna regulacja jasności działa naprawdę dobrze i szybko reaguje na zmiany oświetlenia. Mam jednak jeden konkretny zarzut i to najpoważniejszy, jaki mam wobec tego ekranu. W kompletnej ciemności MatePad Air po prostu za mocno świeci. Nawet po ręcznym zjechaniu suwakiem na sam dół skali potrafi razić w oczy. W porównaniu z innymi tabletami czy smartfonami, które testowałem, jest to naprawdę odczuwalne. Liczę, że da się to naprawić aktualizacją, bo póki co przy wieczornym czytaniu w łóżku bywa to męczące.

Proporcje 3:2 to detal, który łatwo przeoczyć w tabelce, a w praktyce robi sporo dobrego. To format zbliżony do jednej strony dużej książki, więc w pionie praca z tekstem jest wyjątkowo wygodna. W poziomie również nie ma się do czego przyczepić.

Huawei zadbał też o komfort wzroku. Tryb ochrony wzroku dostosowuje się na tyle płynnie, że potrafi się o nim zapomnieć na cały dzień, a poziom filtra i harmonogram działania możemy ustawić sami. Ciekawszy jest tryb e-książki, w którym możemy wybrać między wyświetlaniem czarno-białym a kolorowym, mocno przy tym stonowanym. Korzystałem głównie z tego pierwszego, przeglądając długie pliki PDF, i naprawdę robi robotę. Znowu odbijam się od tego samego, że to właśnie połączenie trybów z matową powłoką sprawia, że wzrok męczy się nieporównywalnie mniej.

Ramki mają tylko 4,6 mm szerokości, więc warto wspomnieć, że nie miałem ani razu problemu z przypadkowym dotknięciem ekranu. Można pewnie złapać tablet i nic się nie dzieje.

Jak gra nowy tablet Huawei? Głośno, ale bez cudów

Zestaw sześciu głośników z technologią Huawei Sound robi przede wszystkim jedno wrażenie, a mianowicie takie, że jest głośno. Kiedy leżymy na kanapie i oglądamy Netflixa, w zupełności wystarcza połowa skali.

Huawei chwali się dynamicznym podbiciem basu i o 167% mocniejszymi niskimi tonami niż w iPadzie Air. Niskie tony rzeczywiście tu są i jest ich zauważalnie więcej niż w standardowych głośnikach tabletowych, ale nie ma co się oszukiwać. To nadal nie jest żadna przepaść. Fizyki nie da się oszukać i w obudowie o grubości 5,3 mm prawdziwego basu nikt nie zmieści.

Do ok. 80% skali brzmienie jest po prostu dobre. Powyżej zaczyna się psuć. Niskie tony potrafią momentami buczeć, tony średnie są w porządku, choć mogłyby być bardziej wyraziste, a na wysokich robi się nieprzyjemnie. Nie są to klasyczne przestery, bo dźwięk nie wypada poza skalę, ale na maksymalnej głośności słucha się tego zwyczajnie źle.

Przy filmach wypada to świetnie, przy muzyce już nieco gorzej. Za to jako sprzęt do słuchania radia w kuchni czy podcastów podczas sprzątania mieszkania sprawdza się znakomicie. Jest głośny, a jakość jest na tyle dobra, że nie kłuje w uszy.

Mikrofony nie zawodzą. To oczywiście nie są przetworniki, na których nagracie podcast, ale do Teamsa, Google Meet czy dowolnego innego komunikatora w zupełności wystarczą.

Wydajność. Może i nie jest flagowo, ale za to wystarczająco

Za działanie MatePada Air odpowiada procesor Kirin T93C wspierany przez 12 GB pamięci RAM i 256 GB pamięci wewnętrznej. Do tego dochodzi możliwość rozszerzenia z wykorzystaniem pamięci wirtualnej o kolejne 8 GB.

Same wyniki testów syntetycznych nie powalają i za chwilę do nich przejdę. Najważniejsze jest jednak to, że przez ponad dwa tygodnie nie trafiłem na ani jedno zacięcie, zamulenie czy zamknięcie aplikacji w tle. System jest bardzo dobrze zoptymalizowany.

W multitaskingu realnie korzystałem z trzech okien jednocześnie (przeglądarka, notatki i pływające okienko z filmem na YouTube). Ekran jest na tyle duży, że da się na tym pracować dokładnie tak jak na laptopie.

Próbowałem też rzeczy cięższych. Montowałem materiały w CapCucie, w tym w 4K, i renderowanie szło w miarę szybko jak na urządzenie mobilne. Były to krótkie formy, rolki, ale sprzęt zrobił dokładnie to, czego od niego oczekiwałem.

Z grami również nie miał problemu. Odpaliłem Call of Duty: Mobile, Asphalt Legends i Diablo Immortal. Call of Duty: Mobile z powodzeniem działało na ustawieniach grafiki „very high” i frame rate ustawionym na maksa. Podobnie wymaksować wskaźniki udało mi się w Asphalt Legends. Jedynie w Diablo Immortal nie udało się wyjść na tryb Ultra. Wszystkie tytuły działały jednak bez zarzutu, nawet przy dłuższej rozgrywce.

Jeśli chodzi o temperatury, w codziennym użytkowaniu w ogóle nie czułem, by tablet się nadmiernie nagrzewał. Przy dłuższym obciążeniu obudowa potrafi zrobić się lekko ciepła w górnej części, ale jest to na tyle akceptowalne, że nie przeszkadza nawet podczas trzymania tabletu w dłoniach. A że najczęściej korzystałem z niego w etui z klawiaturą, dla mnie temat praktycznie nie istniał.

Benchmarki

Tradycyjnie sekcja dla tych, którzy kochają cyferki.

W GeekBench 6 tablet uzyskał 1071 punktów w teście jednego rdzenia i 4153 punkty w teście wielordzeniowym. W testach GPU wynik OpenCL to 4554 punkty, a Vulkan 2205 punktów, przy czym ten drugi warto opatrzyć gwiazdką, bo aplikacja zgłosiła, że część zadań nie przeszła walidacji i otrzymała zero punktów.

W PC Mark Work 3.1 Performance urządzenie osiągnęło 9771 punktów. Wyniki cząstkowe wyglądają następująco:

  • Web Browsing: 7617,
  • Video Editing: 6414,
  • Writing: 11122,
  • Photo Editing: 21406,
  • Data Manipulation: 7655.

W benchmarku 3DMark rezultaty przedstawiają się tak:

  • Wild Life: 5423 punkty (średnio 32,48 kl./s),
  • Wild Life Extreme: 1876 punktów (średnio 11,24 kl./s),
  • Wild Life Stress Test: 7565 / 5430, stabilność 71,8%,
  • Wild Life Extreme Stress Test: 1889 / 1846, stabilność 97,7%.

I tu jedna rzecz, którą wypada wyjaśnić, bo na pierwszy rzut oka te 71,8% stabilności w Wild Life Stress Test wygląda fatalnie. Wygląda jednak na to, że nie jest to efekt throttlingu. Test zaczął się od okolic 5450 punktów, a w kolejnych pętlach wynik zaczął rosnąć, dochodząc do 7565 punktów pod koniec. Innymi słowy, tablet nie tracił mocy pod obciążeniem, tylko dopiero się rozkręcał. Wersja Extreme, w której obciążenie jest równe od pierwszej sekundy, pokazuje 97,7% stabilności i to jest wynik, który mówi tu więcej.

HarmonyOS 4.3 i życie bez Google

Na pokładzie znalazł się HarmonyOS w wersji 4.3.0.101. Najnowsza aktualizacja przyszła zresztą w trakcie moich testów. Nie będę się nad samym interfejsem rozwodził, bo moje wrażenia pokrywają się z tym, co pisałem przy MatePadzie 12 X. System działa płynnie, animacje są gładkie, reakcja na dotyk natychmiastowa, a zarządzanie pamięcią niemal wzorowe.

Największe pytanie przy każdym tablecie tej marki brzmi jednak tak samo, czyli jak wygląda życie bez usług Google? Tym razem odpowiem krótko, bo to już nie mój pierwszy raz. Poszło błyskawicznie. Korzystam z GBoxa, który konfiguruje się dosłownie w kilka minut i daje pełny dostęp do aplikacji Google. Szczerze mówiąc, w urządzeniu takim jak tablet, gdzie nie płacimy za usługi i nie logujemy się do wszystkiego jak w telefonie, przestało to już być dla mnie jakkolwiek uciążliwe.

Warto też odnotować, że AppGallery wyraźnie się rozrosło. Sporo aplikacji można dziś pobrać bezpośrednio ze sklepu Huawei, bez sięgania po GBoxa czy GSpace i naprawdę jest tego całkiem sporo.

Aplikacja Huawei Notatki działa dobrze i do notowania w zupełności wystarcza. Jest jednak funkcja, którą producent eksponuje w materiałach prasowych, a której na moim egzemplarzu po prostu nie udało mi się uruchomić – równoległe nagrywanie dźwięku zsynchronizowane z pisaniem notatek. To akurat rzecz, która przy nagraniach czy wykładach potrafiłaby zrobić różnicę, więc szkoda.

Na tablecie zainstalowana jest również apka GoPaint z ponad setką pędzli. Sprawdziłem pobieżnie, że działa, ale nie rysuję, więc nie będę udawał, że mam kompetencje, by wypowiadać się o tym profesjonalnie.

Osobny akapit należy się WPS Office w wersji, którą Huawei reklamuje jako „PC-level”. Z klawiaturą i myszką wypada to całkiem nieźle i da się na tym realnie pracować nad tekstem. Ale przekładanie tego jeden do jednego na wersję komputerową to jednak zbyt duże uproszczenie.

Na koniec dwie rzeczy na minus. Po pierwsze, Huawei nadal nie ma odpowiednika Trybu PC, który znam z tabletów Lenovo czy Honora. Po drugie, brakuje jakiejkolwiek konkretnej deklaracji dotyczącej długości wsparcia aktualizacyjnego. Przy sprzęcie za blisko cztery tysiące złotych to informacja, którą chciałbym zobaczyć czarno na białym.

Klawiatura, mysz i rysik. Blisko laptopa, ale nadal nieco brakuje

Dołączana do każdego zestawu Huawei Smart Magnetic Keyboard waży 308 g i jest jednym z mocniejszych punktów całego kompletu. Klawisze są praktycznie pełnowymiarowe, mają nakładki o wymiarach 16,5 × 16,5 mm i skok 1,5 mm, a układ jest typowy dla kompaktowych laptopów, więc nie trzeba się do niczego przyzwyczajać.

Pisze się na niej bardzo dobrze. Działają skróty klawiszowe, znalazło się tu też miejsce na dedykowane przyciski funkcyjne. Klawiatura łączy się z tabletem stykami POGO i korzysta z technologii NearLink, więc nie musimy się bawić w parowanie po Bluetooth ani jej ładować.

Etui pozwala ustawić tablet na płasko albo oprzeć go w dwóch punktach podparcia. W zupełności wystarcza to zarówno przy pisaniu, jak i przy oglądaniu wideo, a całość zachowuje stabilność nawet postawiona na kolanach.

Razem z tabletem zestaw waży około 817 g. Gdy spojrzy się na to z perspektywy klasycznego laptopa, wypada świetnie, więc można wrzucić go do plecaka bez zastanowienia.

W klawiaturze nadal nie ma touchpada. To chyba trzeci tablet z rzędu, przy którym muszę o tym pisać. Tym razem Huawei częściowo rozwiązał problem, dorzucając mi do testów mysz Wireless Mouse Light Edition i przyznaję, ona faktycznie robi robotę (przy czym sprzedawana jest osobno). Z myszką korzystanie z MatePada Air jako zamiennika laptopa staje się dużo wygodniejsze, bo w ogóle nie musimy dotykać ekranu.

Tylko że to oznacza jedno urządzenie więcej do noszenia. Touchpad wbudowany w klawiaturę byłby pewnie odrobinę mniej wygodny, bo trzeba by przy tej szerokości poświęcić trochę miejsca na klawisze, ale byłby po prostu praktyczniejszy. I gdyby do tego doszedł jeszcze Tryb PC, dopiero wtedy potencjał tych akcesoriów zostałby wykorzystany w pełni.

Przejdźmy do rysika. M-Pencil Pro obsługuje 16000 poziomów nacisku, korzysta z NearLink i mocuje się magnetycznie do krawędzi obudowy, gdzie jednocześnie ładuje się bezprzewodowo. Nowością jest przesuwanie palcem po korpusie rysika, które służy do przewijania stron i slajdów. Brzmi jak niepotrzbny gadżet, ale działa naprawdę spoko, głównie dlatego, że pracując rysikiem nie musimy się od niego odrywać, żeby przewinąć treść.

Pisanie po powłoce PaperMatte to nadal ta sama przewaga, o której pisałem przy MatePadzie 12 X. Nie jest to oczywiście uczucie identyczne z pisaniem po prawdziwym papierze, ale na pewno bardzo do niego zbliżone i wciąż nie znam w tablecie nic lepszego.

Jest jeden niuans. Magnes trzyma rysik solidnie, ale w plecaku potrafi się zgubić, więc po podróży tramwajem dość regularnie musiałem go szukać między rzeczami.

Czas pracy i ładowanie

Akumulator ma pojemność 10100 mAh, a w połączeniu z optymalizacją HarmonyOS daje to naprawdę solidne rezultaty.

W moim mieszanym cyklu testów, obejmującym pracę z tekstem, notatki, oglądanie wideo i cięższe zadania pokroju montażu, MatePad Air wyciągał od 9 do 12 godzin na włączonym ekranie. Jednego dnia licznik pokazał 10 godzin i 36 minut przy 9% pozostałej baterii, a w teście PC Mark Work 3.1 battery life wynik wyniósł 11 godzin i 29 minut.

I tu tradycyjny już komentarz, który pojawiał się w moich poprzednich recenzjach tabletów Huawei. HarmonyOS każdej doby resetuje licznik czasu na włączonym ekranie, więc wrzucanie tu zrzutów z poszczególnych dni mija się z celem. Niestety, musicie mi w tej kwestii uwierzyć na słowo, dorzucam tylko wynik z PC Marka i jeden dzień, w którym udało mi się w ciagu doby rozładować baterię.

Jak to wygląda na co dzień w praktyce? Jeśli założymy, że wieczorem oglądamy dwie godziny serialu, spokojnie wychodzi 5-6 dni bez ładowarki. Zużycie energii w stanie czuwania jest praktycznie niezauważalne, o ile zamkniemy aplikacje działające w tle.

Ładowanie odbywa się przewodowo z mocą do 66 W. Korzystając z dołączonej do testowego zestawu kostki Huawei, pełne naładowanie zajmowało mi godzinę i piętnaście minut. Podpinając własną, nieco słabszą ładowarkę 60 W, czas ten wydłużał się do półtorej godziny. Tablet nie nagrzewa się przy tym w żaden niepokojący sposób.

Huawei MatePad Air
Huawei MatePad Air – fot. Piotr Bukański | Tabletowo.pl

Aparaty, łączność i drobiazgi, których brakuje

Tablet to nie smartfon, więc o aparatach można krótko. MatePad Air ma z tyłu aparat 50 Mpix, a z przodu 12 Mpix.

Ten pierwszy najlepiej sprawdza się w roli skanera dokumentów i do tego w zupełności wystarcza. Zasada jest dokładnie ta sama, co przy MatePadzie 12 X, który tez oferował 50 Mpix sensor. Im gorsze światło, tym gorsze zdjęcie. Do pracy z dokumentami czy szybkiego sfotografowania kartki wypada jednak zupełnie w porządku.

Kamerka do wideorozmów przy dobrym oświetleniu daje naprawdę dobrą jakość obrazu. Gdy światła jest mniej, pojawia się ziarno, ale nadal da się z tego korzystać bez wstydu.

Jest natomiast jedna rzecz, która mnie tu autentycznie zdziwiła. Mając 50-megapikselowy sensor z tyłu, możemy nagrywać maksymalnie w 1080p przy 30 klatkach na sekundę. Drugim i jedynym alternatywnym trybem jest 720p, również w 30 klatkach. Nie mamy tu żadnej możliwości zmiany klatkażu. Przy zdjęciach do dyspozycji są proporcje 4:3, 1:1 oraz 16:9.

Jeśli chodzi o łączność, na pokładzie mamy Wi-Fi 7, Bluetooth 5.2 i NearLink. Nie dysponuję routerem Wi-Fi 7, więc nie sprawdzę, ile ten moduł potrafi wyciągnąć w docelowych warunkach. Bluetooth działa jak należy, pary ze słuchawkami trzymają się stabilnie, a opóźnienia są niewielkie.

Na koniec kilka rzeczy, których w MatePadzie Air nie znajdziemy. Nie ma czytnika linii papilarnych, ale przyznam, że akurat za nim nie tęsknię, bo odblokowywanie twarzą działa szybko i bezbłędnie. Nie ma również slotu na kartę microSD i to jest brak, który w moich recenzjach zawsze będzie minusem. Biznesowo decyzję rozumiem, ale z perspektywy użytkownika, który ma do dyspozycji 256 GB i nic więcej, jest to zwyczajnie niezrozumiałe. Zabrakło też złącza audio 3,5 mm oraz obsługi kart SIM i eSIM, więc poza domem jesteśmy zdani na hotspot ze smartfona albo publiczne Wi-Fi.

Huawei MatePad Air
Huawei MatePad Air – fot. Piotr Bukański | Tabletowo.pl

Podsumowanie, czyli dla kogo jest Huawei MatePad Air?

Jeśli miałbym wskazać jedną rzecz, dla której warto zainteresować się tym tabletem, byłby to ekran. To zdecydowanie największa zaleta MatePada Air i powód, dla którego sam bym go kupił. Zaraz za nim plasują się akcesoria, bo klawiatura i rysik naprawdę dużo tu wnoszą. Można powiedzieć, że nie jako dodatek, tylko jako realne rozszerzenie możliwości sprzętu.

Przez ponad dwa tygodnie starałem się, żeby MatePad Air zastąpił mi laptopa i w wielu sytuacjach okazało się to możliwe. Pracowałem na nim z tekstem, robiłem notatki, montowałem krótkie materiały wideo, jeździłem z nim do pracy, na uczelnię i do studia radiowego, gdzie służył mi za ekran do czytania scenariuszy. W każdym z tych zastosowań spisywał się dobrze.

Ale odpowiedź na pytanie, czy realnie zastąpi laptopa, jest bardziej zniuansowana. Do pracy z tekstem, myślę, że spokojnie tak. Do zadań bardziej skomplikowanych już nie, i to nie z winy wydajności, tylko dlatego, że pewnych programów po prostu nie da się na to urządzenie wgrać. Tryb PC, którego Huawei wciąż nie oferuje, na pewno by tu pomógł i rozszerzył te możliwości. Bez niego mam wrażenie, że część potencjału dołączonych akcesoriów zostaje niewykorzystana.

Do listy zarzutów dorzucam brak touchpada w klawiaturze, ekran, który w kompletnej ciemności świeci zbyt mocno nawet na minimalnej jasności, niedziałające u mnie nagrywanie zsynchronizowane z notatkami, wideo ograniczone do 1080p przy 30 klatkach oraz brak microSD, eSIM i złącza 3,5 mm.

Pozostaje jeszcze cena. Od 3499 do 3999 złotych, zależnie od wariantu, choć rabaty premierowe potrafią ściągnąć z tego 500 złotych. To kwota, przy której trudno mówić o okazji.

Komu więc polecam MatePada Air? Myślę, że to tablet, z którego dobrze korzystałoby się praktycznie każdemu. Rzecz w tym, czy każdy chce i może wydać na tablet tyle pieniędzy.

I tu robi się niewygodnie, bo zanim odpowiecie sobie na to pytanie, warto zajrzeć do zeszłorocznego MatePada Pro 12.2. Ten sam rozmiar ekranu, ta sama rozdzielczość i te same 144 Hz, ale w wersji Tandem OLED o jasności 2000 nitów, do tego dwa razy więcej pamięci wewnętrznej i klawiatura, w której jest gładzik. Zestaw z rysikiem i klawiaturą kosztuje dziś około 3600 złotych, czyli mniej niż regularna cena MatePada Air w porównywalnej konfiguracji. Dopiero rabat premierowy odwraca tę proporcję, ale tylko o niecałe dwieście złotych.

Jeśli więc zależy Wam przede wszystkim na ekranie OLED, wydajności wystarczającej do montażu wideo i kompletnym zestawie akcesoriów w pudełku, MatePad Air jest dobrym wyborem. Uczciwie muszę jednak dodać, że w gamie samego Huawei jest dziś sprzęt, który za porównywalne pieniądze daje po prostu więcej.

Jeśli natomiast nie potrzebujecie ani szczególnej wydajności, ani OLED-a, o wiele rozsądniejszym rozwiązaniem z gamy Huawei pozostaje zeszłoroczny MatePad 12 X. Jest dużo, dużo tańszy, a w codziennym użytkowaniu oferuje naprawdę bardzo zbliżone wrażenia z tym samym matowym ekranem, który jest tu przecież głównym bohaterem.

Jakieś alternatywy?

Oczywiście, i pierwsza nasuwa się sama. Huawei MatePad 12 X 2025 to sprzęt, który dziś kosztuje wyraźnie mniej niż premierowe 2499 złotych (jego aktualna cena to dokładnie 1899 złotych), a oferuje matowy ekran PaperMatte, klawiaturę i rysik M-Pencil Pro w zestawie. Traci na typie panelu i wydajności, ale w codziennym użytkowaniu różnica jest mniejsza, niż sugerowałaby różnica w cenie.

Jeszcze ciekawiej robi się przy zeszłorocznym Huawei MatePad Pro 12.2. To ten sam rozmiar i ta sama rozdzielczość ekranu, ale panel wykonano w technologii Tandem OLED o jasności szczytowej 2000 nitów. Do tego dochodzi 512 GB pamięci wewnętrznej i klawiatura z gładzikiem, którego w zestawie MatePada Air po prostu nie ma. Komplet z rysikiem i klawiaturą kupimy dziś za około 3600 złotych.

Jeśli nie chcecie rezygnować z usług Google, warto spojrzeć na Samsunga Galaxy Tab S11. Dostajemy pełnego Androida, rysik S Pen w komplecie, tryb DeX, który robi dokładnie to, czego brakuje w HarmonyOS, oraz długą deklarację wsparcia aktualizacyjnego. Cena jest porównywalna z MatePadem Air.

Z propozycji czysto wydajnościowych sensownie wypadają OnePlus Pad 3 i Xiaomi Pad 7 Pro. Oba oferują mocniejsze podzespoły za mniejsze pieniądze, ale w obu przypadkach mówimy o panelach LCD i o braku matowej powłoki, czyli tego, co w MatePadzie Air jest najważniejsze.

Wreszcie, jeśli matowy ekran to Wasz jedyny priorytet, a moc obliczeniowa schodzi na dalszy plan, zerknijcie na Lenovo Idea Tab Pro Matte albo na TCL Nxtpaper 14. To zdecydowanie tańsze propozycje, które realizują tę samą ideę w prostszy sposób.

Odsyłam Was również do naszego rankingu najlepszych tabletów.

Tablet Huawei MatePad Air + akcesoria
Recenzja Huawei MatePad Air. Właściwie dla kogo jest ten tablet?
Zalety
świetny matowy ekran OLED PaperMatte 12,2″ z odświeżaniem 144 Hz
doskonała czytelność w pełnym słońcu i niemal całkowity brak refleksów
tryb e-książki i ochrony wzroku, które realnie odciążają wzrok
naturalne wrażenie pisania rysikiem M-Pencil Pro
bardzo dobra jakość wykonania przy 509 g i 5,3 mm grubości
klawiatura i rysik w zestawie, do tego świetnie się na niej pisze
proporcje 3:2 znakomite do pracy z tekstem
długi czas pracy na baterii i szybkie ładowanie 66 W
głośny zestaw sześciu głośników, świetny do filmów
Wady
brak touchpada w klawiaturze
brak odpowiednika Trybu PC
ekran świeci zbyt mocno przy minimalnej jasności w ciemności
brak obsługi kart microSD, eSIM oraz wariantu z modemem LTE/5G
nagrywanie wideo tylko w 1080p przy 30 kl./s, mimo aparatu 50 Mpix
brak deklaracji długości wsparcia aktualizacyjnego
brak usług Google (konieczność korzystania z GBoxa lub GSpace)
brak złącza audio 3,5 mm
cena
7.5
Ocena