Laptopy gamingowe w swojej różnorodności są świetnym wyborem dla tych, którzy chcieliby cieszyć się cyfrową rozrywką bez konieczności przyspawania się do biurka z monitorem. Sprawdzam, na ile zadowalający jest w takiej roli notebook Acer Nitro V 17 AI. I czy byłbym w stanie rozprawić się na nim z ogromnym backlogiem zaległych gier.
W czasach, kiedy zakup komputera stacjonarnego do gier wymaga przewartościowania swoich celów życiowych i potwierdzenia zdolności kredytowej, łaskawym okiem spoglądamy w kierunku laptopów gamingowych, których ceny nie muszą być wyrażane pięciocyfrowo. Zwłaszcza, gdy jesteśmy w stanie zaakceptować, że nasza maszyna nie będzie wykręcać 200 klatek na sekundę w najnowszych tytułach, ale swobodnie je odpali w dobrej rozdzielczości i zaoferuje płynną rozgrywkę.
Grupa docelowa takiego sprzętu jest mocno zróżnicowana. Jedni są skłonni poświęcić jakość wykonania na rzecz wyższej wydajności. Inni z kolei nie wyobrażają sobie, żeby gamingowy laptop nie miał podświetlenia RGB i mieniącego się kolorami tęczy emblematu ulubionego producenta. Są też i wyznawcy filozofii „wszystko albo nic” – oni wrócą z marketu z najdroższym modelem z wszystkimi możliwymi bajerami, i to w najwyższej konfiguracji. Zobaczmy, komu mógłby podpasować Acer Nitro V 17 AI.
Specyfikacja Acer Nitro V 17 AI
| Ekran | 17,3 cala, 2560 x 1440 pikseli (WQHD), matowy IPS, 165 Hz, format 16:9, jasność 300 nitów, pokrycie barw 100% DCI-P3 |
| CPU | AMD Ryzen AI 7 350, 8 rdzeni, 16 wątków, 2.00 – 5.00 GHz, 24 MB cache, 4 nm |
| GPU | wbudowany układ AMD Radeon 860M, dedykowany układ NVIDIA GeForce RTX 5060 Laptop GPU (8 GB GDDR7, TGP do 95 W) |
| RAM | 64 GB, DDR5, Dual Channel |
| Pamięć wewnętrzna | 2 TB SSD M.2 PCIe 4.0 x4 NVMe |
| Wi-Fi/LAN | Wi-Fi 6E LAN 1 Gb/s |
| Bluetooth | 5.3 |
| Porty | 3x USB 3.2 Gen. 1 1x USB Typu-C (z DisplayPort i Power Delivery) 1x HDMI 2.1 1x Czytnik kart pamięci microSD 1x RJ-45 (LAN) 1x wyjście słuchawkowe 1x Kensington Lock |
| Kamera | Full HD z Windows Hello |
| Klawiatura | z blokiem numerycznym, 4 stopnie podświetlenia |
| Audio | głośniki stereo, 2x mikrofon |
| Akumulator | 76 Wh + ładowarka 135 W |
| Wymiary | 400 x 275 x 24 mm |
| Waga | 2,71 kg |
Testowana wersja została wyposażona w 64 GB RAM i dysk SSD 2 TB. Dostępne są jednak także niższe konfiguracje, nawet z 16 GB RAM i dyskiem 512 GB.
Acer Nitro V 17 AI
Pierwsze wrażenia
Acer nie pozostawia żadnych złudzeń. Już pierwszy rzut oka na obudowę upewnia nas, że mamy do czynienia ze sprzętem dla graczy. Czarny, surowy plastik to coś, z czego tego typu urządzenia są znane. Zresztą, nocą, w ciemnym pokoju, wszystkie laptopy są czarne.


Gamingowa marka Nitro zaznacza swoją obecność niemalże na każdym zewnętrznym elemencie: mamy błyszczące (acz niepodświetlane) logo na pokrywie, podobne, acz mniejsze zaraz pod panelem wyświetlacza, a także dwa wytłoczenia “N” obok miejsca spoczynku prawego nadgarstka i na spodzie obudowy.
Żeby tego było mało, dorzucono jeszcze dwie wytłaczane frazy <<<VICTORY STARTS HERE>>> zarówno pod klawiszami kierunkowymi na klawiaturze, jak i na spodzie. Czerstwy przekaz, ale ponownie: to właściwie kwintesencja gamingu, tu nie ma miejsca na wstyd.
Zresztą, kto z gamingowym dwukilogramowym laptopem idzie pracować do stylowej kawiarenki, by przy sojowym latte dopieszczać prezentacje marketingowe do korpo? Ten czarny kloc nie był projektowany po to, żeby przyciągać spojrzenia.






Klapa wyświetlacza jest osadzona na solidnych zawiasach. Podczas otwierania/zamykania czuć opór, a raz ustawiona, nie chybocze się. Pokrywa nie sprawia jednak wrażenia specjalnie solidnej – przy nacisku dłonią ugina się. Szczęśliwie naciskanie na pokrywę laptopa nie leży w codziennej rutynie gracza.
Zestaw portów to spory atut urządzenia, a ich rozmieszczenie jest przemyślane. Patrząc od frontu, po lewej stronie mamy do dyspozycji gniazdo słuchawkowe, miejsce na karty microSD, USB oraz opcję podłączenia kabla RJ-45. Ten ostatni port ma nawet ruchomą, sprężynową zaślepkę – przydatny detal. Po prawej stronie widzimy diody sygnalizujące działanie i ładowanie, a także dwa gniazda USB. Jest jeszcze tył podstawy obudowy, gdzie znajdują się gniazda USB-C, HDMI oraz ładowania. To rozwiązanie znane z wielu laptopów gamingowych – kable, które często są wpięte niemal na stałe, nie przeszkadzają na biurku. Ma to sens i trzeba chwalić takie pomysły.
Na spodzie mamy jeszcze kratownice głośników, kratki wentylatorów, a także gumowane stopki zapobiegające ślizganiu się obudowy po blatach. Spełniają swoją rolę, ale kurz klei się do nich jak sto pięćdziesiąt.






Ekran dla gracza, nie dla kinomana
Acera Nitro V 17 AI wyposażono w matrycę IPS o rozdzielczości 2560 x 1440 pikseli oraz matową powłokę. Częstotliwość odświeżania, w zależności od trybu zarządzanego przez oprogramowanie, może sięgać 165 Hz. To świetne wieści dla osób, które spędzą z tym ekranem długie godziny. Kąty widzenia są bardzo dobre, a kolorystyka i dynamika obrazu jak na taki typ wyświetlacza – w pełni satysfakcjonujące.
Konstruktorzy tego modelu nie sięgali po wyświetlacze najwyższej jakości, stąd Acer nie może pochwalić się doskonałą czernią czy kontrastem jak w wypadku paneli OLED. Ekran nie jest wybitnie jasny – to jednak dobre 300 nitów, wystarczające do grania również w ciągu dnia, o ile słońce nie pada bezpośrednio na matrycę. Szkoda, że nie mamy HDR, choć przy tym typie ekranu podejrzewam, że szału by nie robił.
Bolączki technologii IPS dają się we znaki głównie w nocy, gdy na ekranie ma pojawić się czarna plansza lub gdy oglądamy film z czarnymi pasami u góry i dołu kadru. Proporcje ekranu nieco niwelują ten problem, ale nie ma co zaczarowywać rzeczywistości – wycieki światła istnieją i są znaczne. Na tyle, żeby zwracać na siebie uwagę we wspomnianych scenariuszach, a nawet gdy w grze znajdujemy się w wybitnie ciemnej lokacji. Za to minusik.



Słowo o kamerze i dźwięku – widać zabory
Kamera Full HD to w laptopach gamingowych ciekawostka, jako że nieraz widzieliśmy już w podobnych konstrukcjach kamerki 720p. Znakomicie, że w tym wypadku postawiono na nieco lepszy komponent, wspierający logowanie twarzą Windows Hello. Po uruchomieniu komputera dostęp do systemu operacyjnego jest błyskawiczny. Znakomicie!
Sama jakość obrazu z kamery nie stoi jednak na wysokim poziomie. Jest raczej poprawnie, ale – umówmy się – jeśli najdzie nas szalony pomysł streamowania rozgrywki z podglądem na naszą twarz, lepiej doposażyć się w osobne akcesoria.



Za emisję dźwięku odpowiadają głośniki stereo. Całkiem dobrze umiejscowiono ich kratownice – znajdują się na spodzie, ale nie przylegają do powierzchni, gdy laptop leży na blacie biurka. Dzięki temu emisja dźwięków nie jest zakłócana. Wręcz przeciwnie – odbicie od powierzchni nadaje muzyce i odgłosom niespodziewanej przestrzeni. Całkiem możliwe, że to z powodu dobrego zestrojenia przez DTS:X, którego nienachalny logotyp znajduje się nad klawiszem zasilania.


Summa summarum dźwięk jest po prostu akceptowalny. Dziękować niebiosom, że przy maksymalnej głośności ponad 80 decybeli nie słychać żadnego charczenia ani obudowa nie wpada w wibracje. Średnica niestety świdruje mózg, więc co z tego, że tony wysokie i niskie są oddzielone, skoro serce odtwarzanego utworu jest kaleczone. Zdecydowanie lepiej skorzystać z wyjścia audio i założyć słuchawki lub podpiąć głośniki.

Touchpad, klawiatura i oprogramowanie dodatkowe
Gładzik i klawiatura są przyjemne w użytkowaniu. Touchpad nie jest może zbyt duży, ale spełnia swoją funkcję, włącznie z obsługą domyślnych gestów Windows 11. W większości wypadków w ogóle nie potrzebowałem myszki, by obsługiwać sprzęt i chętnie wracałem do gładzika, a to już o czymś świadczy.
Keycapy klawiatury są wystarczająco duże, by pisać bezwzwrokowo. Pokryto je matową, miłą w dotyku farbą. Oznaczenia są wyraźne, a podświetlenie równe. Nie zmienimy jego koloru (to zawsze będzie pomarańczowy), ale da się modyfikować jego natężenie, w aż 4 stopniach. Szkoda, że oprogramowanie nie pamięta, jaką moc podświetlenia ustawiliśmy przed wyłączeniem urządzenia. Po ponownym uruchomieniu klawiatura zawsze świeci na max.
Klawiatura zawiera kilka dodatków. Oddzielony od całej reszty jest na przykład klawisz zmiany trybów pracy. Wspominam, że to jedyny klawisz, który zmienia kolor po naciśnięciu ;) Z kolei górny rząd, oprócz tradycyjnych klawiszy funkcyjnych, ma też drugi tryb działania, dzięki czemu łatwo da się zarządzać głośnością czy skorzystać ze skrótów sterowania multimediami.
Zaraz obok klawiszy kierunkowych znajdujemy dedykowany klawisz Copilot (aha! to dlatego w nazwie mamy “AI”), a nad sekcją numeryczną pojawił się inny – z symbolem serii Nitro. Po jego naciśnięciu uruchamia się narzędzie NitroSense.






Ten przydatny program to klasyczny asystent gracza, monitorujący i zarządzający pracą podzespołów. Można w nim określić zachowanie komputera (np. czy ma dynamicznie przełączać się między zintegrowanym a dedykowanym układem graficznym), a nawet zmienić ekran startowy na logo Tabletowo ;P
Widać, że bazowy software Acerów nie jest zbyt często aktualizowany – NitroSense wygląda tak samo od lat. W panelu aplikacji znajduje się skrót do apki Planet9, z której nie skorzystamy, bo jest wycofywana z końcem 2026 roku. Po co więc preinstalować ją na urządzeniu, a nawet dodawać skrót do niej na pasku zadań w Windowsie? Ot, zagadka.





Acer ma dodatkowo oprogramowanie Purifed View i Purified Voice jako komplementarne dla kamery i mikrofonów. Zadaniem tych programów jest poprawa jakości obrazu z aparatu oraz dźwięku podczas widokonferencji i komunikacji głosowej. To ten sam kawałek kodu, co w innych laptopach tego producenta i z moich doświadczeń wynika, że lepiej te opcje wyłączyć – zwykle zamiast ulepszać doświadczenia, to je psuje (na przykład w Discordzie czy Zoomie).
Wydajność i kultura pracy
Wydawałoby się, że jak dotąd, to ciut za dużo narzekam, bo prawie w każdym aspekcie, któremu się przyglądałem, znajdowałem coś, za co należałoby Acerowi ująć punkty. Ale wierzcie mi: to, do czego Nitro A 17 AI został stworzony, robi doskonale.
Rzućmy okiem na kilka testów syntetycznych. Przeprowadziłem je w trybie wydajności, oczywiście z podpiętym zasilaniem.























Powyższe cyferki są ciut niższe niż można by się spodziewać po RTX 5090, ale wciąż bardzo dobre przy tym TGP (do 95 W) i – co najważniejsze – powtarzalne. Na uwagę zasługują dobre wyniki stress testów potwierdzone osobistymi wrażeniami.
Sprzęt jest bardzo dobrze zaprojektowany pod kątem odprowadzania ciepła z nagrzanych podzespołów. Dwa wentylatory wiedzą, kiedy się włączyć, a kiedy “siedzieć cicho”. Wypluwają powietrze głównie za ekran, do tyłu, więc nawet, gdy gramy przy klawiaturze, nie jest ono pompowane wprost na nasze dłonie – i to nawet podczas korzystania z myszki.
Laptop swobodnie wytrzymuje długie, wymagające sesje gamingowe i nie traci przez ten czas na wydajności. Sprawdziłem to podczas letnich upałów w mieszkaniu bez klimatyzacji. Byłem wręcz zdziwiony, jak dobrze Acer znosił takie traktowanie. Bez problemu zarwiemy przy nim nockę na ogrywaniu nowych tytułów.
Podstawa nagrzewa się głównie od spodu lub w górnych częściach klawiatury, więc jeśli nie trzymamy laptopa na kolanach, nawet nie zorientujemy się, że temperatury wzrosły. No, chyba że zerkamy na wykresy NitroSense albo… jesteśmy wyposażeni w uszy. Bo tak, jak to w wypadku laptopów gamingowych bywa, wentylatory (tutaj zwłaszcza w najwyższym trybie turbo) potrafią szumieć niczym las podczas regularnego deszczu – to jakieś 50 dB.
Nie da się w ten sposób używać notebooka bez wpływu na przyjemność z grania. Zwłaszcza, jeśli przechodzimy jakiś spokojniejszy, cichy etap w grze lub skradamy się postacią po ciemku – a tu wentylatory wybijają nas z klimatu. Wtedy ratują nas już tylko słuchawki, albo oddelegowanie laptopa w kąt pokoju i podłączenie się do telewizora przez HDMI. Zaznaczę, że nie zrobiłem żadnej z tych rzeczy, co dowodzi, że się da, albo że lubię cierpieć.

W kwestii działań związanych z AI – cóż, działa, jak widać na załączonym obrazku. Oczywiście najbardziej sztuczna inteligencja interesuje nas w kontekście gier i ich wydajności. Także przechodzimy płynnie do tematu…
Acer Nitro V 17 AI kontra 30 gier
Postanowiłem zabrać się do testów “na poważnie” (jeśli w ogóle u mnie istnieje coś takiego), bo choć nie odpalałem dodatkowych aplikacji mierzących wydajność w grach, to odnotowałem wartości FPS w ponad 30 produkcjach. Są wśród nich zarówno tytuły nowsze, jak i starsze. Zabłąkało się tu nawet jakieś MMORPG.
Death Stranding
Trekking po Stanach Zjednoczonych z paczkami na plecach to bardzo przyjemne doświadczenie. Majestatyczne okolice w połączeniu z długimi pieszymi wędrówkami przy akompaniamencie utworów Low Roar to jedno z najbardziej odprężających dziwactw, jakie zaserwował nam Hideo Kojima w ostatnich latach. Przy wymaksowaniu wszystkich ustawień graficznych otrzymujemy spacer w 130 kl./s.




GTA V Enhanced
Wielu zna Los Santos lepiej niż własną kieszeń. Wersja Enhanced oferuje poprawioną grafikę, którą na Nitro V 17 AI można docenić w 190 kl./s. Możliwe, że są gracze, którzy będą chcieli odświeżyć sobie ten tytuł jeszcze przed premierą GTA VI.





Need For Speed Heat
Ostatnie “nidforspidy” nie wywołują już takich emocji jak kiedyś, ale karty graficzne nigdy nie miały lekko, jeśli chodzi o tę serię. W tym wypadku śmiganie po ulicach i okolicach Palm City inspirowanym Miami, odbywa się w jakości ultra przy stabilnych 90 kl./s.



Star Wars Jedi – Upadły Zakon
“Rudy w kosmosie” nie miał łatwego dzieciństwa – zwłaszcza od czasu Rozkazu 66, którego efektem była eksterminacja niemalże wszystkich mistrzów Jedi. Teraz rozbija się po różnych planetach i łoi wielkie żaby po głowach. Wszystko na epickich ustawieniach Mocy, w 140 kl./s.




The Outer Worlds i The Outer Worlds 2
Te dowcipne science-fiction są godne polecenia dla każdego fana dzieł Obsidianu. Protagonista pakuje się w największą kabałę w tej części galaktyki, a potem jest jeszcze zabawniej. Szok, z jak wielu tarapatów można się wyłgać, inwestując w perswazję. Albo w dużą maczugę, uderzając doń w czyjś nieosłonięty kaskiem czajnik. Przy jakościowym DLSS w części drugiej migamy się od odpowiedzialności w 100 kl./s.









Clair Obscur: Expedition 33
Perełka. Podczas The Game Awards 2025 tytuł ten triumfował w 9 kategoriach, ustanawiając rekord liczby zdobytych nagród podczas jednej gali. Wydawałoby się, że turowa walka to przeżytek, ale jak widać wystarczy mieć pomysł, dobrą fabułę i kompozytora muzyki, żeby gracze znów mieli radochę z podążania ku nieuknionemu. W ustawieniach epickich, DLSS 4 pomaga wyciągnąć ponad 60 kl.s.





Microsoft Flight Simulator 2024
To jedyny symulator w stawce (nie, Death Stranding się nie kwalifikuje), ale musiał się tu znaleźć, bo przecież sky is not the limit! Przy pociągnięciu ogromnej wajhy ustawień graficznych na ultra i włączeniu DLSS, przestworza można przemierzać w 100 kl./s. Trzeba tylko pamiętać o stabilnym połączeniu internetowym. Inaczej nam się chmury będą wykrzaczać.



Sea of Thieves: 2026 Edition
Jakość mityczna i 110 kl./s. Na morzu tak buja, że dłuższe rejsy wśród osób szczególnie wrażliwych powodują nudności. To chyba jedyna gra, w której nie słychać wentylatorów Nitro A17 AI, bo tam morze też szumi. Nawet nie trzeba przykładać ucha do muszli.



Age of Empires 4
Seria gier strategicznych, która obrosła w legendę. Ponieważ nie było sensu odpalać części drugiej, nie stanowiącej wyzwania dla układów graficznych obliczających siatki trójkątów, mamy “czwórkę”, w której przy płynnych 70 kl./s zmienimy epokę na wyższą i najedziemy wrogi obóz. Setką łuczników na słoniach, bo czemu nie.



Starfield
O “gwiezdnym polu” zrobiło się już cicho, ale ja dopiero wsiąkam w tę historię. Będę sobie latał od planety do planety i oglądał widoczki z włączonym DLSS w 70 kl./s. Jakoś mi lepiej wchodzi niż No Man’s Sky, choć tam w ustawieniach ultra można farmić minerały w 120 kl./s.




Forza Horizon 6
Najmłodsza gra w stawce, “ścigałka” totalna. Piękne japońskie pejzaże, szybkie samochody i całe mnóstwo funkcji graficznych do modyfikowania. Dostępna pamięć GeForce’a i DLSS pozwala na płynne śmiganie po drogach w 60-70 kl/s. na ustawieniach Ultra lub Wysokich z włączonym ray tracingiem. Ten festiwal na pewno będzie należał do udanych. Spójrzcie – w Toyocie zrobiłem tablicę rejestracyjną Tabletowo!







W każdym z przypadków tytuł odpalany był w natywnej rozdzielczości ekranu 2560 x 1140 pikseli oraz w możliwie najwyższych ustawieniach graficznych, z (gdzie się dało) ray tracingiem na poziomie średnim. Jeśli tylko dana gra obsługiwała DLSS, włączałem ten tryb od razu, ustawiając na tryb Jakość – przecież w tej serii układów graficznych grzechem jest nie korzystać z DLSS 4. Jeśli jakaś gra w tabelce ma zaznaczone „nie” przy DLSS, oznacza to, że nie obsługuje tej technologii (lub nie znalazłem odpowiadającego jej przełącznika). Poniżej pełna lista odpalonych tytułów.
| Gra | Czy najwyższe ustawienia graficzne? | Czy DLSS? | Kl./s |
| Age of Empires 4 | tak | nie | 70 |
| Assassin’s Creed Origins | tak | nie | 80 |
| Battlefield 1 | tak | nie | 120 |
| Clair Obscur: Expedition 33 | tak | tak | 60 |
| Control | tak | tak | 60 |
| Deathloop | tak | tak | 150 |
| Death Stranding | tak | tak | 130 |
| Dragon Age Inkwizycja | tak | nie | 100 |
| Dying Light | tak | nie | 60 |
| Forza Horizon 6 | nie (Ultra) | tak | 70 |
| GTA V Enhanced | tak | tak | 190 |
| Halo 4 (Master Chief Collection) | tak | nie | 260 |
| Mafia: Definitive Edition | tak | nie | 70 |
| Marvel’s Guardians of the Galaxy | tak | tak | 70 |
| Marvel’s Midnight Suns | tak | nie | 100 |
| Mass Effect Edycja Legendarna | tak | nie | 220 |
| Microsoft Flight Simulator 2024 | tak | tak | 100 |
| NFS Heat | tak | nie | 90 |
| No Man’s Sky | tak | nie | 120 |
| PRAY | tak | nie | 140 |
| Resident Evil Village | tak | nie | 90 |
| Rocket League | tak | nie | 230 |
| Sea of Thieves: 2026 Edition | tak | nie | 110 |
| Skate | tak | nie | 70 |
| Star Wars Battlefront 2 | tak | nie | 130 |
| Star Wars Jedi – Upadły Zakon | tak | nie | 140 |
| Star Wars: The Old Republic | tak | tak | 160 |
| Starfield | tak | nie | 70 |
| The Callisto Protocol | tak | nie | 130 |
| The Outer Worlds | tak | tak | 90 |
| The Outer Worlds 2 | tak | tak | 100 |
A poniżej zrzuty ekranu z gier, których nie ująłem wcześniej w opisie:






















































Czas pracy
Z pewnością Acer Nitro V 17 AI nie został stworzony do bicia rekordów czasu pracy. Zwykła praca biurowa z podświetleniem ekranu 100% i wyłączonym podświetleniem klawiatury wysysa energię z akumulatora w 3 godziny 45 min.
Efekt pustej baterii uzyskamy też po prostu grając. Ponieważ karta graficzna ma TDP do 95 W, pożera energię dość chciwie. Wystarczy 1 godzina 15 minut, żeby laptop błagał o ładowarkę. Nie będąc podłączonym do gniazdka tracimy możliwość korzystania z trybu Turbo, który nakazuje ciągłą pracę wentylatorów. Ale – spokojnie – tryb Wydajności wystarczająco daje sobie radę, przy czym na zasilaniu bateryjnym, w zależności od gry, trzeba liczyć ~20 kl/s. w dół.
Co zabawne, w trybie stacjonarnym adapter nie nadąża z ładowaniem akumulatora podczas gry. Po 2 godzinach grania wskaźnik naładowania baterii spada do 60%, a po 3,5h – do 50%. Nie udało mi się wyssać z laptopa całej energii grając “po kablu”, ale teoretycznie byłoby to możliwe.
Podsumowanie
Ocena laptopa Acer Nitro V 17 AI przychodzi mi z łatwością. Użytkowałem już różne notebooki tego producenta, miałem do czynienia z gamingowymi maszynami konkurencji, widziałem rzeczy, o których wam, ludziom, nawet się nie śniło (“płonące okręty szturmowe w konstelacji Oriona…”). W tym wypadku można śmiało powiedzieć, że to konstrukcyjnie chyba jeden z najbardziej udanych Nitro z serii. Owszem, ma wady, ale nie nazwałbym ich bolączkami. Nieprzydatne preinstalowane aplikacje? Są. Takie sobie głośniki? Są. Szumiące wentylatory? Są. Ładowarka o nieco zbyt niskiej mocy? Jest.
Lista skarg i zażaleń jest krótka, bo pamiętając o przeznaczeniu sprzętu, żadna z wad nie jest decydująca, a konkurencja w tym samym przedziale cenowym wcale nie radzi sobie lepiej. W testowanym Acerze komponenty są do siebie bardzo dobrze dobrane, a system chłodzący po prostu daje sobie z nimi radę i stabilizuje pracujące w pocie czoła CPU i GPU. Nie występują przeciążenia, a temperatury? Ciepełko jest, ale żaden plastik się nie topi, a z wylotów powietrza nie czuć zapachu palonego krzemu.


W większości gier można swobodnie ustawić detale na wysokie lub ultra i cieszyć się płynną rozgrywką. Zmieniając rozdzielczość do Full HD da się nawet pokusić się o zwiększenie FPS – gdyby komuś się chciało. Mi się nie chciało, bo całkiem przyjemnie obserwuje się efekty pracy RTX 5060 w QHD, a DLSS 4 robi różnicę.
Jedyną barierą może być cena, bo w testowanej wersji Acer Nitro V 17 AI kosztuje blisko 9 tysięcy złotych. Wystarczy jednak pójść na drobne ustępstwa – na przykład wybrać wersję z 32 GB RAM i dyskiem 1 TB, żeby cena zaczęła przypominać bardziej rozsądne ~7200 złotych za nówkę sztukę. I to jest coś, na co już można sobie pozwolić, szukając stabilnie działającej maszynki do grania.


