Netflix, smartfon, logo
(źródło: Muaaz | Pexels)

Netflix chciał być alternatywą. Teraz stanie się swoim własnym wrogiem

Niełatwo jest utrzymać uwagę subskrybentów w dzisiejszych czasach. Zmieniająca się oferta i ceny sprawiają, że nawet gigantyczny Netflix widzi oznaki spadającego zaangażowania. Próba odwrócenia sytuacji brzmi na swój sposób kuriozalnie.

Netflix w 2026 roku

Dla polskich abonentów Netflixa, 2026 rok to przede wszystkim godzenie się z kolejną podwyżką, która nastąpiła w maju. Nie oznacza to jednak, że platforma skupia się wyłącznie na zwiększaniu zysków poprzez wyższe koszty subskrypcji. Wiemy, że gigant eksperymentuje ze sztuczną inteligencją w zakresie generowania animacji, a pod koniec czerwca 2026 roku pojawiły się informacje o możliwości przypisywania unikalnych e-maili do poszczególnych profili w ramach jednego planu.

Ciekawym ruchem okazało się zainwestowanie w telewizję linearną. Od czerwca 2026 roku użytkownica Netflixa we Francji otrzymali dostęp do kilku kanałów, w których znajdują się nie tylko filmy i seriale, ale także treści informacyjne czy sportowe. Gigant VOD łączy siły z tradycyjną konsumpcją – ciekawe założenie, prawda?

„Linearny” Netflix w drodze?

Według Wall Street Journal, platforma rozważa dodanie do oferty kanałów typu always-on dedykowanych konkretnym formatom i filmom. Całość przypominałaby amerykańskie rozwiązania pokroju Tubi czy Pluto TV – z tą różnicą, że obie opcje są realizowane za darmo, a ukrytym kosztem są pojawiające się przerwy na reklamy. Tymczasem – jak część z Was kojarzy – Netflix oferuje opcję oglądania treści przeplatanych krótkimi spotami, jednak jest to płatny plan (swoją drogą, Netflix z reklamami pojawi się w Polsce w 2027 roku).

Innym pomysłem, rozważanym przez giganta, jest możliwość sprzedaży zestawów z innymi platformami streamingowymi. Podobne rozwiązanie wdrożono już m.in. w Apple TV czy Prime Video, gdzie za dopłatą można uzyskać dostęp do biblioteki Crunchyroll czy SkyShowtime.

Powyższe informacje są w pewien sposób powiązane z niedawno opublikowanym raportem, w którym Netflix próbuje rozwiązać zagadkę, dlaczego drugie sezony seriali notują znaczący spadek oglądalności. Decyzje o wprowadzeniu dodatkowych subskrypcji czy linearne kanały miałyby być sposobem na przywrócenie zaangażowania użytkowników.

Z jednej strony jestem w stanie wyobrazić sobie, że Netflix wprowadziłby kanały gatunkowe, gdzie fani np. kryminałów lub historii dla nastolatków mogliby mieć podsuwane nowe propozycje seriali bez dodatkowych kliknięć. Z drugiej strony, „czerwone N” stałoby się czymś więcej niż własnym wrogiem – w końcu platformy streamingowe miały być alternatywą dla telewizji rządzonej przez harmonogramy i ograniczony dostęp do filmów.

Zamiast tego, Netflix zamieniłby się w karykaturę samego siebie. W końcu gdyby ktoś powiedział mi, że przyszłością platform streamingowych jest płacenie (co prawda w najniższym planie, ale jednak) za dostęp do filmów i seriali przeplatanych reklamami i opieranie się na „ramówce”, to w życiu bym w to nie uwierzył.

Pozostaje tylko czekać, aż w ramach „przywracania zaangażowania” gigant wróci do dystrybucji treści na DVD. Szósty sezon Stranger Things tylko na kasecie VHS dorzucanej do najdroższego abonamentu? Chyba nic mnie na tym rynku już nie zdziwi.