Recenzja Huawei Nova Y70. Niska półka, niskie wymagania?

Ostatnio miałam okazję testować Xiaomi Redmi 10c, którego cena wynosi 799 złotych. Dziś mam dla Was recenzję Huawei Nova Y70 – modelu o zaledwie sto złotych droższego. Jak sprawdza się na co dzień? Czy można na nim polegać?

Reklama

Specyfikacja Huawei Nova Y70:

  • wyświetlacz LCD FullView o przekątnej 6,75” i rozdzielczości 1600×720 pikseli, 60 Hz,
  • ośmiordzeniowy procesor MediaTek Helio G35 z IMG PowerVR GE8320,
  • 4 GB RAM,
  • 128 GB pamięci wewnętrznej,
  • Android z EMUI 12 (z HMS, bez GMS),
  • główny 48 Mpix f/1.8, ultraszerokokątny 5 Mpix f/2.2 i czujnik głębi 2 Mpix f/2.4,
  • aparat przedni 8 Mpix f/2.0,
  • LTE,
  • hybrydowy dual SIM,
  • NFC,
  • Bluetooth 5.1,
  • WiFi 802.11 b/g/n, 2,4 GHz,
  • GPS, AGPS, Glonass, BeiDou, Galileo, QZSS,
  • slot kart microSD,
  • USB typu C,
  • 3.5 mm jack audio,
  • akumulator o pojemności 6000 mAh, ładowanie 22,5 W,
  • wymiary: 168,3 x 77,7 x 8,98 mm,
  • waga: 199 g.

Cena Huawei Nova Y70 w momencie publikacji recenzji: 899 złotych. W zestawie sprzedażowym jest etui, ładowarka 22,5 W i oczywiście telefon.

Huawei Nova Y70

Wzornictwo, jakość wykonania

Zacznę od tego, że Huawei Nova Y70 jest ładny – błyszcząca obudowa, zwłaszcza w testowanym przeze mnie błękitno-granatowo-srebrnym wariancie (oficjalnie jest to niebieski, a są jeszcze: biały i czarny), wygląda naprawdę przyjemnie i nie zdziwię się, jeśli znajdzie swoich zwolenników. Obudowa mieni się w zależności od kąta padania światła i potrafi być raz jaśniejsza, raz ciemniesza. To zdecydowanie ma swój urok.

Nie jest jednak tak, że podoba mi się tu wszystko. Błyszczące tworzywo sztuczne może i prezentuje się nieźle, ale w dotyku jest bardzo śliskie (przez co potrafi “uciekać” z płaskich powierzchni) i zbiera odciski palców na potęgę, przez co trudno jest utrzymać je w czystości. 

Dodatkowo jakość wykonania jest tylko dobra – nie trzeba użyć wcale dużo siły, by sprawdzić uginanie się ekranu pod palcami, co może też wskazywać na niezbyt sztywny korpus. Próby wyginania go w rękach kończą się jednak fiaskiem, więc może jestem po prostu przewrażliwiona. Faktem jest jednak, że pod względem samej jakości to przywołany przeze mnie na wstępie Redmi 10c przekonał mnie do siebie bardziej.

Nova Y70 jest bardzo dużym smartfonem – korzystanie z niego jedną dłonią wymaga przyzwyczajenia i nieco gimnastyki; o ile jeszcze w miarę łatwo jest sięgnąć do drugiego rzędu ikon od góry, tak do pierwszego… dużo trudniej. Dodatkowo, swoje też waży – prawie 200 gramów jest odczuwalne, zwłaszcza rozmawiając przez telefon, trzymając go przy uchu ramieniem, jednocześnie próbując gotując obiad… taaak, zdarzyło się i tak, gdy żadnych słuchawek nie było w pobliżu ;)

Sprawdźmy, co tam na krawędziach słychać. Na prawym boku mamy przyciski regulacji głośności, wystające ponad poziom obudowy, a także włącznik ze zintegrowanym czytnikiem linii papilarnych, który to z kolei osadzony jest w niewielkim wgłębieniu. Skaner odcisków palców działa wzorowo – nie przypominam sobie sytuacji, w której coś poszłoby nie tak. Jest szybki i bezproblemowy.

Lewy bok smartfonu skrywa w sobie jedynie gniazdo kart SIM (2x nanoSIM lub nanoSIM + microSD). Na górnej krawędzi znajdziemy jedynie mikrofon, natomiast na dolnej – drugi mikrofon, 3.5 mm jacka audio, USB typu C oraz głośnik. A skoro już o nim mowa, to powiem dość brutalnie, że na jego temat nie ma się co rozwodzić – jest, bo jest, gra, bo gra, ale to tyle.

Na koniec tej sekcji dodam jeszcze, że Huawei Nova Y70 nie jest wodoszczelny, więc warto na niego uważać zwłaszcza na wakacjach nad wodą czy na piaszczystych plażach.

Wyświetlacz i rozpoznawanie twarzy

Specjalnie wyżej nie wspominałam o przedniej tafli Nova Y70, bo aż się prosi, by rozwinąć ten wątek właśnie wokół wyświetlacza. Dosłownie. Wszystko bowiem rozchodzi się o to, że producent zastosował tu podwójną ramkę (nic nowego w tanich urządzeniach).

Ekran sam w sobie został otoczony czarną ramką, wokół której znajdziemy kolejną czarną ramkę, będącą elementem okalającym taflę wyświetlacza i łączącym go z obudową. W efekcie screen to body ratio nie jest najmocniejszą stroną tego modelu, ale też prawdą jest, że nikt tego od niego nie oczekuje. No, może poza samym producentem, który nazywa go dumnie “FullView”.

Przedni panel Nova Y70 skrywa w sobie niewielkie wcięcie w centralnej części ekranu, tuż pod górną krawędzią. Przyzwyczajenie się do jego obecności nie przysparza problemów i szybko można o nim zapomnieć. Oczywiście wewnątrz niego umieszczony jest przedni aparat, który odpowiada nie tylko za robienie zdjęć, ale też rozpoznawanie twarzy.

Huawei Nova Y70

Jak się słusznie domyślacie, choćby na podstawie ceny telefonu, rozwiązanie to jest oparte wyłącznie na przednim aparacie, co oznacza, że jego bezpieczeństwo można poddać w wątpliwość (jak wszystkie tego typu konstrukcje, które nie działają w oparciu o skan przestrzenny).

W rzeczywistości jednak nie udało mi się oszukać go zdjęciem, a samo działanie rozpoznawania twarzy jest poprawne, choć… w moim przypadku dużo szybciej radził sobie czytnik linii papilarnych (zanim wybudzi się i odblokuje ekran mija krótsza lub dłuższa chwila – zwłaszcza wieczorami ta druga).

Sam wyświetlacz to typowy LCD – z całym inwentarzem jego zalet i wad. W przypadku Huawei Nova Y70 mamy do czynienia z panelem o przekątnej 6,75”, rozdzielczości 1600×720 pikseli oraz częstotliwości odświeżania 60 Hz.

Ostatniego parametru nie będę się czepiać, bo w tej półce cenowej trudno o cokolwiek więcej – 90 Hz zdarza się raczej rzadko, ale jednak. Więcej uwagi warto poświęcić rozdzielczości, która przy tej wielkości wyświetlacza przekłada się na zagęszczenie pikseli na cal na poziomie 260 punktów. 

Co to w rzeczywistości oznacza? Że dopóki nie uświadomicie sobie, że czcionki są lekko poszarpane, podobnie jak krawędzie ikon (wybaczcie, mogłam Wam tego nie pisać), to pewnie nawet nie zauważycie, że coś mogłoby być lepiej. Aż się prosi o zastosowanie rozdzielczości Full HD+, zwłaszcza, że konkurencja w podobnej półce cenowej może się nią pochwalić.

Czy coś oprócz tego poprawiłabym w ekranie Nova Y70? Patrząc przez pryzmat ceny, a nie doświadczenia związanego z dużo droższymi telefonami, popracowałabym nieco nad kontrastem i jasnością maksymalną, która w pełnym słońcu aż się prosi o dodatkowe podbicie. Zaskakująco pozytywnie natomiast sprawuje się jasność minimalna, która w nocy nie razi. Sam czujnik światła z kolei działa bardzo dobrze, a kąty widzenia są całkiem w porządku – sporo lepsze, niż można się spodziewać.

W ustawieniach ekranu znajdziemy tryb kolorów, dzięki czemu wybierzemy między normalnymi a wyrazistymi, jak również możliwość dostosowania temperatury barwowej – możemy wybrać spośród domyślnej, ciepłej lub zimnej, jak również dostosować ją z pomocą okręgu.

Domyślnie na ekranie naklejona jest folia ochronna, która bardzo dobrze sprawdza się w swojej roli i, dopóki nie zacznie się odklejać, polecam ją zachować. Niestety, ma jedną wadę – szybko się palcuje.

Brak GMS – czy to duży problem w tanim smartfonie?

Tak naprawdę najtrudniejsze pytanie, jakie musimy sobie postawić przy okazji Huawei Nova Y70, to czy w przypadku taniego smartfonu ma znaczenie obecność usług Google lub ich brak. I wiecie co? Odnoszę wrażenie, że – niestety – nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. 

Wiem natomiast, że wszelkie aplikacje, których nie ma domyślnie w AppGallery, można pobrać w bardzo prosty sposób, przeklikują się… przez AppGallery. Wiem, to brzmi bez sensu, ale w rzeczywistości AppGallery jest miejscem, które niejako agreguje różne źródła aplikacji – autorski sklep Huawei, ale też usługi pozwalające pobierać apki z apk. I choć może nie brzmi to jak najbardziej bezpieczny sposób pozyskiwania programów, to jednak na jednym z kroków (oczywiście przed kliknięciem “zainstaluj”) sprawdzane są zagrożenia związane z instalacją danej aplikacji.

W rzeczywistości okazuje się zatem, że pozyskanie aplikacji, które nas interesują, wcale nie jest takie trudne – ba, zostało to uproszczone do minimum. Inna rzecz, że niektóre mogą po prostu nie działać, wymagając do działania GMS, czyli Google Mobile Services (jak np. Orlen Pay), a inne – przez wzgląd na brak GSM – mogą nie wyświetlać powiadomień (jak np. Discord).

Brak obsługi usług Google ma też oczywiście inne konsekwencje – nie skorzystacie z opcji autouzupełniania haseł, nie zapłacicie przez Google Pay, nie będziecie mieć możliwości automatycznego logowania się za pomocą konta Google w usługach czy też zabraknie Wam kontaktów, jeśli macie je zapisane na koncie Google i nie przeniesiecie ich z innego telefonu.

Brak aplikacji Google można obejść również w inny sposób – instalując, teraz już bezpośrednio z AppGallery, aplikację Gspace, o której sporo pisałam już przy okazji testów Huawei Nova 9

Huawei Nova Y70 działa w oparciu o ośmiordzeniowy procesor MediaTek Helio G35 z IMG PowerVR GE8320 i 4 GB RAM, a także system Android z nakładką EMUI 12 i poprawkami bezpieczeństwa z maja (nad tym warto by było popracować). Jak to połączenie sprawdza się na co dzień?

Cóż, szybko nie jest. Powiedziałabym nawet, że jest dość powolnie i leniwie, przy czym paradoksalnie kultura pracy nie jest zła. I nie myślcie wcale, że te dwie rzeczy się wykluczają. Aplikacje otwierają się całkiem sprawnie, a tak naprawdę najczęściej najdłużej musimy poczekać na przeładowanie strony, którą mamy zapisaną jako skrót na ekranie głównym (ja tak mam np. z logowaniem do portalu czy poczty). 

Benchmarki: 

  • Geekbench 5:
    • single core: 297
    • multi core: 1353
  • 3DBench: 
    • Wild Life: 564
    • Wild Life Extreme: 153
    • Sling Shot: 1495
    • Sling Shot Extreme: 1101

Jeśli chodzi o gry, z prostymi tytułami Nova Y70 sobie poradzi. Bardziej wymagające albo będą mniej lub bardziej przycinać, albo maksymalnie schodzić z detali – może być różnie. Kwestia jeszcze kompatybilności poszczególnych tytułów z HMS – nie jestem jednak w stanie powiedzieć, które gry mogą nie działać przez brak GMS – trzeba by to było sprawdzić ręcznie.

Huawei Nova Y70

Zaplecze komunikacyjne

Huawei Nova Y70 pod względem zastosowanych modułów łączności nie zaskakuje w żaden sposób – jest podstawowo i nie ma co liczyć na 5G. 

Do naszej dyspozycji jest sieć LTE (z którą nie ma najmniejszych problemów), Bluetooth 5.1 (podobnie – nie ma na co narzekać), GPS (z coraz lepszymi mapami Petal, do czego zaraz przejdę), NFC (bez płatności Google Pay, ale najprawdopodobniej można to obejść korzystając z Curve – muszę wreszcie ogarnąć konto ;)) oraz WiFi jednozakresowe – tylko 2,4 GHz. To oznacza, że niestety trudno będzie mu wykorzystać pełny potencjał łącza – na moim gigabitowym łączu, Nova Y70 wyciągał prędkości na poziomie ok. 105 Mbps pobierania.

Jakość rozmów stoi na bardzo dobrym poziomie. Dopóki głośnik do rozmów trzymamy przy uchu, wszystko jest OK – nie pozwólcie jednak, by telefon zmienił położenie, bo wtedy będzie trudniej. Rozmówcy słyszeli mnie bardzo dobrze, ja ich też – nie mam zastrzeżeń.

Fajnie patrzeć na rozwój Petal Maps

Wracając jednak jeszcze do Petal Maps. Rozwojowi tych map przyglądam się właściwie od początku ich dostępności w sklepie AppGallery, gdy apka została pobrana przez mniej niż siedem tysięcy osób (aktualnie ma 900 milionów !!! instalacji). Od tamtego czasu minęły niecałe dwa lata, a program zaliczył tak ogromny skok jakościowy, że pewnie znowu na rocznicę wydania przyjrzę się mu ponownie.

Wszystko dlatego, że – względem mojej poprzedniej przygody z Mapami Petal – znów pojawiło się sporo udogodnień. Przede wszystkim asystent pasa ruchu, który podpowiada, którym pasem powinniśmy się poruszać, gdy zbliżamy się do skrzyżowania. Do tego mamy do dyspozycji pasek postępu trasy z zaznaczeniem wzmożonego ruchu (odpowiednio kolorami: zielony, żółty, czerwony – w zależności od przejezdności, niewielkich zastojów czy korków). Pojawił się też kompas, dzięki któremu “kieruj się na południe” (tak, wiem, to nie te mapy :D) zyskuje nowego wymiaru.

Oczywiście nie obyło się bez mniejszych wpadek, ale dopóki prowadzimy auto z głową, a nie ufamy ślepo nawigacji, wszystko jest ok.

A sam Nova Y70 podczas nawigowania spisuje się poprawnie – nie ma problemu z wyznaczaniem trasy, prowadzeniem nawigacji do celu czy odnajdywaniem się dynamicznie, gdy z jakiegoś powodu zjadę z pierwotnej trasy.

Testowane urządzenie jest wyposażone w 128 GB pamięci wewnętrznej, z czego do wykorzystania użytkownikowi zostaje ok. 106 GB. Pamięć można rozszerzyć z użyciem karty microSD, ale kosztem jednej karty nanoSIM.

Jeśli chodzi o samą szybkość pamięci wbudowanej, oto, jakie wyniki otrzymałam w testach CPDT:

  • szybkość ciągłego zapisu danych: 85,02 MB/s,
  • szybkość ciągłego odczytu danych: 410,57 MB/s,
  • szybkość losowego zapisu danych: 35,33 MB/s,
  • szybkość losowego odczytu danych: 15,12 MB/s
  • kopiowanie pamięci: 3,76 GB/s.
Huawei Nova Y70

Akumulator – czas pracy i ładowania

Niewątpliwie największej zalety Huawei Nova Y70 należy upatrywać w akumulatorze, którego pojemność wynosi 6000 mAh.

Jest to smartfon, który będziecie ładować średnio co dwa, a może nawet trzy dni, działając na WiFi. W moich rękach wyciągnięcie dwóch dni nie było żadnym wyzwaniem, z czego SoT wynosił ok. 8-9 godzin. Na LTE jest nieco gorzej, wieczorem pierwszego dnia SoT potrafił wskazywać 4,5 godziny, z rezerwą baterii w postaci 1/3 baterii.

Screenów zbyt wiele nie załączam, bo z jakiegoś powodu większość wygląda podobnie, jak te, które tu są – SoT wynoszący kilka minut. Wszystko przez to, że oprogramowanie zeruje SoT o północy, a nie wraz z podłączeniem ładowarki do telefonu, jak ma to miejsce standardowo. A oczywiście kto by pamiętał, by odpowiednio wcześnie zrobić screeny… ;)

Smartfon obsługuje ładowanie 22,5 W. Od zera do pełna ładuje się nieco ponad 2,5 godziny.

Huawei Nova Y70

Aparat

Huawei Nova Y70 został wyposażony w aparat główny 48 Mpix f/1.8, ultraszerokokątny 5 Mpix f/2.2 i czujnik głębi 2 Mpix f/2.4. Obiektywy dumnie prezentują się na dość znacznie wystającej ponad poziom obudowy wysepce – a jak spisują się w swojej roli? Będę krytyczna – kiepsko.

Z całą pewnością aparat Nova Y70 nie zostanie moim ulubionym. Wszystko za sprawą tego, że oferowana przez niego jakość jest, jak się można spodziewać po cenie, mocno przeciętna, żeby nie powiedzieć, że momentami po prostu słaba.

Zacznijmy od grzechu głównego tego aparatu – bardzo niska szczegółowość i momentami problemy z ostrością, czemu zresztą trudno się dziwić ze względu na brak OIS (optycznej stabilizacji obrazu). Do tego dochodzi fakt, że kolory są dość wyprane – od razu rzuca się w oczy, że brakuje im nasycenia i większej głębi (niezależnie czy z włączonym AI, czy bez), a także wąska przestrzeń tonalna, przez co kolory potrafią się ze sobą zlewać (zwłaszcza jaśniejsze odcienie). 

Gdy to ostatnie połączymy z niską szczegółowością wyjdzie nam, że mój kot ma zamiast sierści białą plamę… tak, takie zdjęcia też się zdarzały. Zoom… maksymalny to 6-krotny, ale korzystać z niego nie warto – sztuka współczesna wita.

Co ciekawe jednak, gdy dopisze nam szczęście i odpowiednio duża ilość światła, najlepiej naturalnego, jesteśmy w stanie uzyskać całkiem fajnie wyglądający efekt rozmycia tła (bokeh).

W nocy bywa różnie. Dopóki jest sporo sztucznego światła, tryb nocny potrafi zaskoczyć. Im go mniej, tym zaczyna się robić ciekawiej. Jeśli próbujemy sfotografować coś na pierwszym planie, jest spora szansa, że ostrość zostanie z tyłu (dosłownie ;)). Widać też mocne mechanizmy wyostrzające, przez co otrzymujemy sporo szumów. Z całą pewnością nocne zdjęcia pod pewnymi względami wyglądają lepiej niż te z automatu, ale nie można powiedzieć, by były dobre.

Fotografując #szeroko w nocy… oh, wait, darujcie sobie to. Nie warto próbować, bo w ultraszerokim kącie nie ma do dyspozycji trybu nocnego, a w automacie efekty są wręcz tragiczne.

Ultraszeroki kąt za dnia z kolei pozwala złapać więcej przestrzeni w kadrze, kosztem balansu bieli versus główny obiektyw, jak również – dodatkowo – jeszcze mniejszej ilości detali i szczegółowości. Do tego stopnia, że momentami obraz jest wręcz rozmyty, można dostrzec tak zwane “mydło”. Ale wciąż uważam, że fajnie, że w ogóle jest!

Trochę nie rozumiem obecności czujnika głębi, który wygląda, jakby… za nic nie odpowiadał. Zdjęcia zrobione w trybie portretowym wyglądają praktycznie tak samo, jak te z trybu automatycznego. Dodatkowo nie ma możliwości wyboru stopnia rozmycia tła, a jedynie same efekty (typu okręgi, serca, dyski) czy stopień zastosowania “makijażu” (w skali od 0 do 10).

Przedni aparat (8 Mpix f/2.0) to podstawowa jednostka, po której również nie ma się co spodziewać fenomenalnych rezultatów. Mimo wszystko jednak w trybie automatycznym potrafi strzelić zupełnie przyzwoitą fotkę. W trybie portretowym natomiast całkiem nieźle radzi sobie z odcięciem osoby od tła, dopóki nie zaczniemy czepiać się szczegółów w postaci zostawionej ostrej części między tułowiem a ramieniem czy rozmytych końcówek włosów. Warto też dodać, że niebo lubi się w tym trybie prześwietlać.

O nagrywaniu wideo musicie wiedzieć, że:

  • maksymalna dostępna jakość to Full HD 60 kl./s. w przypadku głównego aparatu i Full HD 30 kl./s. w przypadku przedniego,
  • nagrywanie wideo ultraszerokim kątem dostępne jest w Full HD 30 kl./s. Podczas nagrywania można przełączać się na główny obiektyw,
  • maksymalny dostępny zoom to 6x,
  • efekty upiększania dostępne są wyłącznie w HD (720p),
  • filtrów można używać tylko w 30 kl./s.,
  • jakość nagrywanego wideo jest bardzo kiepska zarówno za dnia, jak i nocą (choć nocą, wiadomo, jest jeszcze gorzej). Łapanie ostrości na obiekcie trwa momentami zbyt długo (a czasem ostrość po prostu potrafi się gubić), odwzorowanie kolorów kuleje, podobnie jak stabilizacja.
Huawei Nova Y70

Podsumowanie

Jeszcze rok czy dwa lata temu w tej cenie dostalibyśmy ciekawsze propozycje. Poco X3 NFC, Samsung Galaxy M31s, Xiaomi Redmi Note 9 Pro, vivo Y70 – to tylko niektóre z modeli, które wtedy walczyły o palmę tego najlepszego wyboru do 1000 złotych.

A teraz? No dobra, znajdą się perełki. Taki Samsung Galaxy A32 (Super AMOLED, czytnik w ekranie), Xiaomi Redmi Note 11 (AMOLED, Snapdragon 680), moto G42 (OLED) czy vivo y33s (8 GB RAM) prezentują się zupełnie fajne, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że każdy z nich oferuje rozdzielczość ekranu Full HD+.

To oznacza, że Huawei Nova Y70 nie będzie miał łatwego żywotu na rynku. Spora konkurencja, mająca lepsze ekrany i nieco bardziej wydajne podzespoły, a nade wszystko GMS, w cenie zaledwie o sto złotych wyższej. Mam świadomość, że kupując smartfon do tysiąca złotych, ta stówka robi sporą różnicę, ale sami wiecie, że czasem lepiej dopłacić.

Na koniec dodam jeszcze, że w lipcu obowiązywała oferta przedsprzedażowa, w ramach której można było dostać gratis opaskę Huawei Band 7 o wartości ok. 249 złotych. Aktualnie promocja albo została przedłużona, albo ponowiona. A zatem, jeśli będziecie chcieli kupić Nova Y70, koniecznie szukajcie opcji ze smartbandem za darmo (czy też za złotówkę – w zależności od sklepu). Z tego, co dostrzegłam, w wybranych sklepach promocja trwa do połowy sierpnia.

A teraz pomyślcie, że Nova Y70 dostępny jest za 699 złotych, ale bez gratisu. I robi się naprawdę fajna oferta. Kto wie… może na Back to school? ;) Nie traktujcie tego w żaden sposób wiążąco – wyłącznie głośno myślę.

Huawei Nova Y70
Recenzja Huawei Nova Y70. Niska półka, niskie wymagania?
Zalety
czas pracy
sprawny czytnik linii papilarnych
ultraszeroki kąt
mieniąca się obudowa, która może się podobać
3.5 mm jack audio
rozwój AppGallery i Map Petal
dual SIM (ale hybrydowy)
Wady / braki
ekran tylko HD+
jakość zdjęć z ultraszerokiego kąta i z zoomem
kiepski głośnik mono
wolne ładowanie
brak GMS
jednozakresowe WiFi
6.8
Ocena