W przeciwieństwie do 2025 roku, kiedy to Samsung postanowił zaprezentować aż dwa składane smartfony z poziomym zawiasem, tegoroczna linia ma tylko jednego reprezentanta – model Galaxy Z Flip 8. Czy w tym przypadku poprzeczka została ponownie podniesiona czy może Koreańczycy spoczęli na laurach?
Ewolucja to fakt
Ewolucja – proces zachodzący w przyrodzie na przestrzeni wielu pokoleń, polegający na zmianach budowy organizmów i powstawaniu nowych Encyklopedia PWN
Choć opisane powyżej zjawisko przypisuje się biologii, ewolucję widać również w innych aspektach życia – sztuce, społeczeństwie czy technologii. Choć metody stosowane przez artystów/ludzi/firmy mogą być różne, to cel jest jeden – przetrwać w nieustannie zmieniającym się środowisku.
Od lat powtarzam sobie, że chcąc szukać rzeczy prawdziwie nowych i widocznie ewoluujących w świecie urządzeń mobilnych, wystarczy spojrzeć na składane smartfony. Regularne zmiany sprawiały, że właściciele modelu poprzedniej generacji szybko mogli poczuć się, jakby nosili w kieszeni sprzęt z zupełnie innej epoki.
Czy Samsung Galaxy Z Flip 8 ponownie sprawi, że na inne składaki spojrzycie jak na „dinozaury”?
Specyfikacja Samsunga Galaxy Z Flip 8
| Ekran wewnętrzny | 6,9″ Dynamic AMOLED 2X, 2520×1080 pikseli, 1-120 Hz |
| Ekran zewnętrzny | 4,1″ Super AMOLED, 1048×948 pikseli, 120 Hz, |
| CPU | Exynos 2600 |
| GPU | Xclipse 960 |
| RAM | 12 GB |
| Pamięć wewnętrzna | 256/512 GB |
| System | Android 17, OneUI 9 |
| Aparat #1 | główny, 50 Mpix |
| Aparat #2 | ultraszerokokątny, 12 Mpix |
| Aparat wewnętrzny | 10 Mpix |
| Akumulator | 4300 mAh |
| Łączność | Wi-Fi 7, 5G, Bluetooth 5.4, GPS, NFC |
| eSIM | tak |
| microSD | brak |
| Audio | stereo |
| Wymiary | złożony: 85,7 x 75,4 x 13,1 mm rozłożony: 166,9 x 75,4 x 6,1 mm |
| Waga | 180 g |
| Odporność | IP48, Armor Aluminium |
Pierwsze wrażenia
Korea Południowa musi być oazą skromności – trudno nie wysnuć takiego wniosku przy pierwszym kontakcie z urządzeniami Samsunga. Małe pudełko, oprócz papierów, zawiera w sobie absolutne minimum potrzebne do obsługi urządzenia. Telefon i kabel – resztę przecież każdy może kupić w dowolnym momencie i zgodnie z osobistymi preferencjami co do personalizacji.
Skoro nie ma co analizować w kwestii zawartości zestawu sprzedażowego – przejdźmy do samego telefonu. Odkąd w modelu Galaxy Z Flip 7 Koreańczykom udało się objąć ekranem niemalże całą górną pokrywę urządzenia można było spodziewać się, że teraz gigant może skupić się na odchudzaniu i wyszczuplaniu konstrukcji. Choć na pierwszy rzut oka nowy model nie różni się niczym od poprzednika, jest on od niego o 8 gramów lżejszy. W kwestii wymiarów można mówić natomiast o 6 mm mniej w pozycji złożonej i o 4 mm mniej po rozłożeniu. Składak prezentuje się w tej postaci jak alternatywa dla Samsunga Galaxy S25 Edge – tyle że bardziej elastyczna i z bruzdą na ekranie.





Choć nie miałem okazji trzymać w rękach Galaxy Z Flip 7, mogę Wam to wynagrodzić porównaniem zawiasu z Motorolą Razr 70. Choć Motka może pochwalić się mechanizmem wykorzystującym w konstrukcji tytan, co ma wpłynąć pozytywnie na wytrzymałość, o tyle Galaxy Z Flip 8 robi kapitalne wrażenie swoją „płaskością”. Głębokość załamania nawet po kilku tygodniach intensywnego otwierania i zamykania pozostaje na niskim poziomie, co przy szybkich ruchach i gestach sprawia, że bruzda jest niemalże niewyczuwalna. Również od strony estetycznej jest o wiele mniej kątów, pod którymi Samsung mocno zdradza swoją „składakowatość”.
O pozostałych szczegółach budowy smartfona nie ma się co przesadnie rozpisywać. Gniazdo USB-C jest tam, gdzie powinno być, a na górnej sekcji umieszczono slot na kartę SIM (po lewej) oraz przyciski (po prawej) – przy czym guzik zasilania ze skanerem linii papilarnych w moim przypadku zawsze wymagał lekkiej korekty chwytu, do czego trzeba się na dłuższą metę przyzwyczaić.
Całość to natomiast elegancki projekt kropka w kropkę przypominający poprzednika – z matową ramką oraz dolną połową plecków, w moim przypadku białą, i nadającą fajny kontrast z błyszczącą górą z wyświetlaczem.



Wyświetlacze i jakość audio
Sekcja ekranowa w tym roku nie została w żaden sposób rozwinięta. Mamy tu więc wewnętrzny panel OLED LTPO o przekątnej 6,9 cala, rozdzielczości 2520×1080 pikseli, płynną częstotliwością odświeżania od 1 do 120 Hz, HDR 10+ oraz jasność siegającą 2600 nitów. Na zewnątrz pojawia się natomiast 4,1-calowy wyświetlacz Super Amoled o odświeżaniu 120 Hz (bez LTPO), również osiągający jasność 2600 nitów i obsługujący standard HDR10+.
W praktyce oba ekrany spełniają swoje zadanie. Kolory są żywe, treść pozostaje czytelna w pełnym słońcu, a fani oglądania seriali czy filmów docenią szerokie proporcje 21:9 na wewnętrznym panelu.
Szkoda tylko, że w oprogramowaniu nie zaszły żadne większe zmiany. Od strony personalizacji nadal mamy możliwość wybrania kilku predefiniowanych ustawień, jak i możliwość pobawienia się suwakami „RGB” oraz nasycenia samodzielnie.
Czując się rozpieszczony prostotą obsługi zewnętrznego wyświetlacza w bazowym modelu Razr 70 oraz bajerami pokroju trybu namiotowego zaskoczyło mnie, że aby korzystać z aplikacji spoza zweryfikowanej bańki Samsunga trzeba wyposażyć się w jedną, niepreinstalowaną aplikację „MultiStar”, a o zawsze odpalonym zegarku przy częściowo rozchylonym ekranie trzeba będzie pomarzyć.









Aby nie kończyć tego fragmentu pesymistycznym akcentem czuję obowiązek pochwalenia smartfona za zastosowane głośniki. Nie wiem, co specjalistom z Korei udało się umieścić w środku, ale tak solidny, soczysty bas w telefonach, to prawdziwa rzadkość.
Na szczęście równocześnie nie zapomniano tutaj o średnich i wysokich partiach, więc zamiast charakterystyki głośnika dla młodzieży, Galaxy Z Flip 8 oferuje możliwość doświadczenia dźwięku klasy premium – jak na tak zgrabne urządzenie mobilne.
Dodatkowym smaczkiem jest nie tylko wsparcie technologii Dolby Atmos, ale także wbudowana funkcja equalizera czy możliwość automatyzacji odtwarzania dźwięków z wybranych aplikacji za pomocą innego źródła.






Wydajność
Pierwsze dni z nowym składakiem Samsunga nieco mnie zaskoczyły. W końcu chipset Exynos 2600 jest już z nami od jakiegoś czasu i gigant nie powinien mieć nic do ukrycia – takie przynajmniej miałem skojarzenie w momencie, w którym system uniemożliwiał mi instalację popularnych benchmarków. Czyżby zaszła tu jakaś warta zatajenia zmiana?
Na szczęście zamiast snuć teorie spiskowe poczekałem kilka dni i Geekbench 6 oraz 3D Mark otworzyły przede mną swój interfejs. Koniec końców mogę więc Was teraz na spokojnie zalać falą zrzutów ekranu zaznajomić z wynikami z testów syntetycznych:






















Praktyka zebrana zarówno na podstawie pracy samego systemu, jak i za pomocą obciążania SoC, nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z szybkim sprzętem.
Animacje nakładki nigdy nie łapały zadyszki, a wybrane gry śmigały na maksymalnych ustawieniach aż miło. Niestety, ceną, jaką trzeba zapłacić w tym przypadku, jest kultura termiczna Galaxy Z Flip 8. Smartfon przy dłuższej sesji przewijania treści zaczyna być odczuwalnie ciepły, natomiast 15-20 minut grania wystarczy, aby nie tylko przetestować limit gorąca generowanego przez chipset, ale też żeby sprawdzić, jaką temperaturę wytrzymają palce opierające się na szkle zewnętrznego ekranu oraz aluminiowej ramce.
Co ciekawe, intuicja podpowiedziała mi, aby po testach pod obciążeniem sprawdzić, jak się mają pomiary wg. aplikacji do rzeczywistości. Okazało się, że tam, gdzie 3D Mark po teście obciążeniowym sugerował ok. 37∘C, punktowo wycelowany pirometr sugerował temperaturę wyższą o nawet 7∘C. Nie doszukiwałbym się tutaj działań Samsunga w złej wierze, jednak warto mieć to na uwadze, patrząc na powyższe zrzuty ekranu.
Kultura termiczna Galaxy Z Flip 8 nie powinna Wam jednak przesłaniać faktu, że to także świetny sprzęt do mobilnych gier. Ostatnio stosowana przeze mnie rotacja w postaci kilku wybranych gier sugeruje, że trudno jest znaleźć coś, z czym smartfon nie poradziłby sobie na najwyższych ustawieniach. Jeżeli gra pozwala na podciągniecie liczby klatek do 120, choć oprawa trąci nieco myszką jak W Titan Quest, to zarówno CPU, jak i GPU, da sobie radę. W przypadku nowszych tytułów, pokroju Zenless Zone Zero, stabilne 60 fps-ów również nie będzie problemem.

OneUI 9 w praktyce
Nie mogło być inaczej – Samsung Galaxy Z Flip 8 startuje z najświeższą iteracją autorskiego rozwiązania w kwestii nakładki systemowej na Androida, czyli w skrócie z One UI 9 na pokładzie, opartym na Androidzie 17.
W związku z faktem, że nowa iteracja nie wnosi rewolucyjnych zmian, warto przyjrzeć się temu, co już oferuje „dziewiątka” i gdzie pokuszono się o ewolucję. Warto zacząć od wyliczenia możliwości Galaxy AI, na które składa się m.in.:
- tłumacz połączeń telefonicznych,
- asystent pisania generujący tekst i nanoszący poprawki,
- edytor zdjęć wraz z „magiczną gumką”,
- transkrypcja oraz podsumowywanie nagrań z dyktafonu,
- generatywna AI dla grafik,
- text-to-speech oraz tłumaczenie stron w przeglądarce Samsung Internet.
Jak przystało na szanującego się producenta, wszystkie funkcje w pełni działają w języku polskim.
Stosownego rozwinięcia doczekały się natomiast rozwiązania Now Nudge – inteligentne sugestie działań wyłapujące kontekst z ekranu oraz Now Brief, czyli kontekstowe podsumowanie informacji z wybranych źródeł. Nowością w kwestiach bezpieczeństwa jest natomiast wymuszenie przywrócenia smartfona do ustawień fabrycznych po 13 nieudanych próbach odblokowania urządzenia.













Zgodnie z aktualną polityką, Samsung Galaxy Z Flip 8 ma gwarantowanych 7 lat aktualizacji systemu oraz łatek bezpieczeństwa.
Łączność i zabezpieczenia
Z początku Samsung Galaxy Z Flip 8 zaoferował mi mało przyjemny epizod związany z problemami z połączeniem. Nie udało mi się ustalić przyczyny problemu, jednak objawy i środki zaradcze były dość jasne – po jakimś czasie smartfon pokazywał znak zasięgu, a ja stosowałem starożytną metodę na „wyłącz/włącz”, która działała bezbłędnie za każdym razem.
Po czasie – lub może bardziej precyzyjnie, po którejś aktualizacji – problem sam się rozwiązał i nigdy nie wrócił. Poza tym, ani ja ani moi rozmówcy nie zauważyli, aby urządzenie sprawiało problemy z jakością połączenia czy głośnością mikrofonu/głośnika.
Wi-Fi 7 i Bluetooth 5.4 nie przysporzyły natomiast żadnego, nawet najmniejszego problemu. Szkoda, że w przypadku tego ostatniego Samsung nie czuje potrzeby stosowania w swoich urządzeniach kodeków aptX Lossless oraz LHDC.
Jak na składany smartfon przystało, główną osią zabezpieczeń jest czytnik linii papilarnych umieszczony pod przyciskiem zasilania. Szczęśliwie mistrzostwo w tej technologii osiągnęliśmy już dawno, więc i tutaj skaner radzi sobie błyskawicznie po przyłożeniu palca. Podobnie jak w poprzednich modelach, rejestracja odcisku odbywa się nie za pomocą wielokrotnego przykładania palca do skanera, ale do „miziania” przycisku – bez jego odrywania.
Jeżeli jednak wiecie, że pozycja guzika jest niewystarczająco intuicyjna i nie przeszkadza Wam niższa siła zabezpieczenia, możecie skorzystać z odblokowywania urządzenia rozpoznawaniem twarzy. Całość oparta jest wyłącznie na odczycie z kamerki – bez modułów TOF czy podczerwieni.
Co najważniejsze, taka forma blokady działa zarówno z aparatem wewnętrznym, jak i zewnętrznym, więc oba ekrany mogą być w ten sposób odblokowane, a sam proces przebiega na tyle szybko, że nie widać między oczkami różnicy w działaniu.


Akumulator oraz czas pracy
Przez lata największym odstraszaczem przeciętnego użytkownika od składanego urządzenia był ich wrodzony talent do niewytrzymywania nawet jednego dnia na jednym ładowaniu. Na szczęście co roku Samsung oraz inni producenci powiększali pojemność ogniw, a szansa na akceptowalny czas pracy rosła.
W tym roku doszło jednak do powtórki z Galaxy Z Flip 4/Galaxy Z Flip 5 (gdzie oba modele miały 3700 mAh) i gigant nie zdecydował się na większą baterię – do dyspozycji użytkownika oddano więc 4300 mAh, które z kompatybilną ładowarką ładuje się maksymalnie z mocą 25 W.
Zaczynając od najbardziej drastycznych scenariuszy, czyli pracy w trybie domyślnym i z wysokim SoT, wynoszącym od 6 do prawie 8 godzin, smartfon i tak wytrzymywał cały dzień na jednym ładowaniu, choć po 15 godzinach od odpięcia telefonu od kabla widmo podłączenia do ładowarki krążyło nad nim nieubłaganie. Kiedy jednak Galaxy Z Flip 8 ma wyłączone AoD i częściej leży na blacie niż jest używany, można wywalczyć ponad dwa dni ciągłej pracy.


























Samsung domyślnie nie kojarzy się z ultraszybkim ładowaniem i nie inaczej jest w przypadku nowego Flipa. 25 W w trybie przewodowym oznacza, że przy jednocyfrowym stanie baterii, „setkę” zobaczycie dopiero między 70-80 minutą ładowania. Indukcja o mocy 15 W czy wolne ładowarki jeszcze bardziej wydłużą czas oczekiwania na załadowanie ogniwa do pełna.

Fotografia, czyli jakie zdjęcia robi Samsung Galaxy Z Flip 8?
Samsung od dawna przyzwyczaja nas do tego, że regularne aktualizacje aparatów nie należą do jego specjalizacji. Parametry aparatów sięgają zatem czasów modelu Galaxy Z Flip 6 i oznaczają dostęp do głównego oczka 50 Mpix, ultraszerokiego kąta 12 Mpix oraz wewnętrznej kamery 10 Mpix. Różnice może zatem tutaj zrobić wyłącznie soft w postaci wygodniejszej domyślnej aplikacji, nowe tryby czy poprawione algorytmy.






























Zaczynając na razie od możliwości głównego aparatu widać, że po spojrzeniu na zdjęcia powyżej nikomu nie wyrwie czterech liter. Fotografie charakteryzują się mocno neutralną kolorystyką (chyba, że skorzystamy z jedynego wyróżnionego filtra pt. „Jedzenie”), szczegóły pierwszego planu są dobrze wyeksponowane, a dalszy plan odcina się subtelnym, widocznym bokeh.
Ze względu na to, że Samsung przy dwóch obiektywach preferuje ścieżkę szerszej perspektywy zamiast długiej ogniskowej zoom operuje na głównym aparacie i sięga maksymalnie do x10. Patrząc jednak na „akwarele” widoczne przy krańcowych wartościach, najlepsze efekty uzyskuje się mniej więcej do czterokrotnego przybliżenia.












Na tym etapie można płynnie przejść do ultraszerokokątnego oczka, jednak matryca o rozdzielczości 12 Mpix to coś trudnego do uzasadnienia w smartfonie z 2026 roku za taką kwotę.
Szersze pole widzenia okupione jest mniejszą szczegółowością, zwłaszcza w sytuacji, kiedy ilość światła występującego w kadrze maleje. Pocieszający jest natomiast fakt, że zdjęcia nie odbiegają kolorystyką od tego, co powstaje z pomocą głównego aparatu.












Aby zamknąć kwestię zwyczajnych fotografii z zewnętrznych aparatów, pozostaje tylko podrzucić jeszcze kilka scenerii z pełnym zakresem możliwych przybliżeń:




















Osobną kwestią są zdjęcia nocne i warto napisać tu nieco więcej zdań. Zamiast dedykowanego trybu w aplikacji, kiedy oprogramowanie uzna, że najwyższy czas na zastosowanie dłuższego czasu naświetlania i algorytmów, w rogu podglądu pojawia się dedykowana ikona. Co ciekawe, nie jest to zwyczajny przycisk do włączenia i wyłączenia trybu – w zależności od warunków do wyboru są dwie opcje.
Pierwsza ma oferować kompromis w kwestii czasu naświetlania, gdzie najmniejszą wartością jest „A” minimalnie wydłużające okres. Druga opcja zakłada najdłuższy warty podtrzymania w danym kadrze czas (w moim przypadku rekordem nocnym było siedem sekund).
Jakość fotografii prezentuje się tylko OK. W przypadku ultraszerokiego kąta widać lekkie winietowanie w narożnikach, ale fotografie starają się zachować szczegółowość przypominającą tą z głównego aparatu. Nie ma tutaj agresywnych algorytmów podkręcających linie i detale – co akurat traktuję jako zaletę.
































Pozostała jeszcze kwestia portretów i wideo. Jak to bywa w przypadku składaków, do selfie można wykorzystać zarówno zewnętrzny, jak i wewnętrzny aparat, i wszyscy dobrze wiemy, który z nich najlepiej nadaje się do tego zadania. Jak na sprzęt z wyższej półki przystało, aparat radzi sobie nie tylko z ludzką sylwetką, ale też z innymi obiektami przy odcinaniu tła.























Możliwości wideo warto podzielić na dwie warstwy. Pierwsza – tradycyjna – umożliwia nagrywanie maksymalnie w 4K oraz 60 klatkach na sekundę i, co najważniejsze, pozwala na przełączanie się pomiędzy obiektywami. Druga to tryby z dodatkową stabilizacją obrazu. Tutaj maksimum dla telefonu to QHD i 30 fps-ów, bez względu na to, czy wybierzemy „zwyczajną” stabilizację czy w połączeniu z blokadą poziomą.
Jakość materiałów można ocenić na zadowalającą – szczegółowość obrazu oraz czystość dźwięków zebranych przez mikrofon ani nie prezentuje się poniżej oczekiwań, ale też nie wyznacza żadnych nowych standardów w swojej kategorii.


Podsumowanie
Większość rozdziałów tej recenzji miała swoje „ale” – wyświetlacze są piękne i jasne, ale rywale przegonili je w kwestii parametrów; SoC oferuje ogrom mocy, ale pod obciążeniem grzeje się niemiłosiernie, aparaty zewnętrzne, służące również za kamery do selfie, wciąż sprawiają masę frajdy, ale za taką cenę nie przystoi mieć ultraszerokiego kąta 12 Mpix.
Wszystkie te minusy składają się na jeden, wymieniony już w tytule „problem” – Galaxy Z Flip 8 ma zdecydowanie za mało zmian względem poprzednika, aby się nim zachwycać. Dzięki lżejszej i cieńszej konstrukcji oraz wykorzystanym materiałom, smartfon prezentuje się jak sprzęt z najwyższej półki – ale konkursów na najlepszy smartfon nie wygrywa się wyłącznie przed jury specjalizującym się w designie.
Z jednej strony zbieżność z Motorolą Razr 70 w kwestii małej liczby zmian w porównaniu z zeszłorocznym modelem sprawiła, że zadałem sobie pytanie „czy to już jest ten moment, kiedy składaki docierają do ściany możliwości i ich rozwój będzie równie powolny co tradycyjnych smartfonów?”
Z drugiej strony czuję, że w składkach wciąż tkwi niewykorzystany potencjał. Choć Oppo Find N3 Flip zaprezentował trzy aparaty na zewnątrz, to Samsung nie zdecydował się póki co na podobne rozwiązanie z ekranem pokrywającym cały front. A może to najwyższy czas na to, aby gigant przygotował „Fan Edition” z prawdziwego zdarzenia? „Galaxy Z Flip 7 FE” i „rozsądna cena” niekoniecznie szły ze sobą w parze, więc i tu nie spodziewałbym się czegoś odwrotnego.
Nie przedłużając. Samsung Galaxy Flip 8 to świetne urządzenie – pod warunkiem, że będzie to Wasz pierwszy składany smartfon i nie zastępuje on ultraflagowych konstrukcji z trzema solidnymi aparatami. Dla osób już posiadających kilkuletniego składaka, przesiadka dla kilku gramów i milimetrów w pasie mniej za wyższą cenę jest natomiast mocno dyskusyjna.







