Reklama
Recenzja POCO F4 GT - fot. Tabletowo.pl

Recenzja POCO F4 GT – dla każdego czy tylko dla graczy?

Co tym razem ma do zaoferowania marka, która swego czasu nazywana była przez wielu królem opłacalności? POCO F4 GT nie kryje się ze swoimi zamiarami. To smartfon skierowany głównie do graczy. Czy jednak „zwykły” użytkownik także znajdzie w tym urządzeniu coś dla siebie? Sprawdźmy to!

Reklama

Dywersyfikacja półki cenowej

Trzeba przyznać, że sporo zmieniło się od momentu, w którym zadebiutował pierwszy smartfon z linii Pocophone. Firma (przynajmniej w teorii) stała się samodzielnym bytem po rozbracie z Xiaomi, a marka wypełniła niemalże wszystkie półki cenowe na rynku. Modele budżetowe, średniopółkowe czy, jak omawiany dziś POCO F4 GT, flagowiec z krwi i kości. Nic dziwnego, że to właśnie te ostatnie wymienione produkty wzbudzają największe zainteresowanie, skoro w korzeniach firmy zapisana jest wysoka wydajność. To jednak nie wszystko. Oprócz topowych podzespołów, POCO od samego początku starało się mocno atakować agresywną polityką cenową.

Zacznijmy więc klasycznie od specyfikacji naszego dzisiejszego bohatera. Oto, co znajduje się we wnętrzu POCO F4 GT:

ModelPOCO F4 GT
Opcje kolorystyczneCzarna (Stealth Black), Srebrna (Knight Silver)
Wymiary i waga162,5 x 76,7 x 8,5 mm, 210 g
Ekran6,67 cala, AMOLED 120 Hz, 1080 x 2400, 395 ppi
ProcesorQualcomm Snapdragon 8 Gen 1 (4 nm)
GrafikaAdreno 730
RAM12 GB
Pamięć wewnętrzna256 GB
Aparatyfront: 20 Mpix, f/2.4
tył:
główny 64 Mpix, f/1.9
ultraszeroki 8 Mpix, f/2.2, 120 stopni ze stałym focusem
makro 2 Mpix, f/2.4
Zaplecze komunikacyjneBluetooth 5.2, A2DP, LE, Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac/6, dual-band, Wi-Fi Direct, hotspot, A-GPS, GLONASS, BDS, GALILEO, QZSS, NFC
Audiogłośniki stereo,
Wodoszczelnośćbrak deklarowanej
PortyUSB typu C 2.0
GSMdual SIM
Ładowanie przewodowe120 W
Ładowanie bezprzewodowebrak
Bateria4700 mAh
SystemAndroid 12, MIUI 13
Zawartość pudełkasmartfon, silikonowe etui, ładowarka 120 W, Kabel USB-A – USB-C, szpilka do wyciągania tacki SIM, dokumentacja
Cenatestowana wersja 12/256 – 3499 złotych, 8/128 – 2999 złotych
Zestaw sprzedażowy POCO F4 GT (fot. Tabletowo.pl)

Cóż, już na pierwszy rzut oka jest flagowo. Na pokładzie znalazło się miejsce dla najsilniejszej jednostki Qualcomma czy też obsługi 120 W ładowania po kablu (i ładowarki w zestawie!).

Da się też zauważyć pewne cięcia, jak brak teleobiektywu czy indukcji, ale sztuka zrobienia dobrego urządzenia w atrakcyjnej cenie to często umiejętność znajdowania kompromisów. Na temat ceny przyjdzie jeszcze jednak nam porozmawiać w dalszej części recenzji.

Design, jakość wykonania i komfort korzystania – Marian, tu jest jakby gamingowo…

Są smartfony gamingowe tylko z nazwy. Mam wrażenie, że często producenci starają się unikać zbyt agresywnego designu, który jest tak często kojarzony z jakimikolwiek sprzętami reklamowanymi hasłami „dla graczy”. Powody takiego rozwiązania są oczywiste. Osoby niekoniecznie zainteresowane tą stroną urządzenia kupują je sobie z uwagi na wysoką wydajność, a subtelne dodatki sprawiają, że i ci, którzy szukają gamingowego zacięcia, znajdą coś dla siebie.

W tej kwestii inżynierowie POCO F4 GT nie silili się na półśrodki. Tutaj widać już na pierwszy rzut oka, z czym mamy do czynienia. Urządzenie jest dostępne w trzech wersjach kolorystycznych: czarnej, srebrnej i żółtej, przy czym tylko te dwie pierwsze są dostępne w krajowej dystrybucji. Mi do testów przypadł wariant Knight Silver, na którym gamingowe zacięcie jest chyba najlepiej widoczne.

Na pewno POCO F4 GT nie można odmówić gamingowego charakteru (fot. Tabletowo.pl)

Plecki urządzenia wypełnione zostały przeróżnymi kanciastymi i podłużnymi kształtami, które mienią się w różnych odcieniach szarości. Niemalże całość, poza niewielkimi błyszczącymi fragmentami, jest matowa, dzięki czemu nie tak łatwo „upiększyć” urządzenie za pomocą naszych odcisków palców. Coś za coś, gdyż taka faktura jest bardzo śliska i o wypadek nie łatwo.

Ważnym elementem tyłu urządzenia jest z pozoru zwykła, prostokątna wyspa aparatów z zaoblonymi krawędziami. Skrywa ona trzy różne obiektywy, a także… „lampkę do gier RGB”, jak nazywa ją sam producent.

Co jednak najistotniejsze, może ona pełnić funkcję rozbudowanej diody powiadomień. Potrafi informować o połączeniach przychodzących, SMS-ach, naładowaniu baterii czy dodawać szpanu w trakcie grania. Świetnie, że producenci pomyśleli także o zastosowaniu takiego gadżetu na co dzień. Jestem ogromnym fanem tego rozwiązania i jako posiadacz iPhone’a mogę spojrzeć w kierunku POCO F4 GT z zazdrością.

A nawiązując do iPhone’a, to fani stylistyki firmy z Cupertino, z pewnością docenią kanciastą ramkę urządzenia. Zapewnia ona bardzo dobry i pewny chwyt smartfona. Sama wygoda (choć cenna) nie jest jednym powodem. Na prawej krawędzi telefonu znajdziemy dwa aktywne triggery, które wysuwamy za pomocą suwaków umieszczonych tuż obok. Co ciekawe, mają także inne zastosowanie niż tylko growe.

Możemy przypisać im kilka wybranych przez projektantów działań. Jest w tym włączenie trybu cichego, a więc można powiedzieć, że dość naokoło doczekaliśmy się zaimplementowania czegoś na wzór rozwiązania znanego z iPhonów czy też do niedawna także w OnePlusa. Na temat samego działania triggerów wypowiem się nieco szerzej w dziale poświęconym wydajności, ale już teraz mogę dodać, że są naprawdę dobre.

Aktywne triggery wysuwamy za pomocą dwóch osobnych suwaków (fot. Tabletowo.pl)

Nieco bliżej prawego triggera, a co za tym idzie górnej krawędzi, po prawej stronie znalazło się także miejsce dla włącznika i jednocześnie czytnika linii papilarnych. Nie jestem pewien czy to wada mojego egzemplarza, ale rusza się on nieco na boki, wydając przy tym delikatny dźwięk. Patrząc jednak na to, że wszystkie przyciski, włącznie z triggerami, potrafią się nieco chylić, pewnie w istocie tak jest. Lubię rozwiązanie zakładające umieszczenie czytnika właśnie na ramie urządzenia, ale moje zastrzeżenie w tym wypadku skierowane jest do jego wysokości. Powinien być nieco wyżej, choć zakładam, że może to być wymuszone obecnością suwaków aktywujących dodatkowy przycisk.

Podobnie zresztą sytuacja ma się na drugiej krawędzi. Tutaj znalazło się miejsce dla jednego, dużego przycisku głośności, który też jest zaskakująco nisko i, przynajmniej mi, wiele zajęło przyzwyczajenie się do jego pozycji. Uważam też, że dobrze zrobiłoby jego rozdzielenie, gdyż tak dość łatwo o pomyłkę. Tuż obok, oprócz tacki na karty SIM, wciśnięto także jeden z trzech mikrofonów. Producent wspomina o gamingowych doświadczeniach w trakcie rozgrywki, ułatwiających komunikację.

Co poza tym? Na dole, oprócz wejścia USB-C, znalazł się także głośnik stereo, który umieszczono w linii prostej z takim samym głośnikiem w górnej części ramki, przez co urządzenie nie może narzekać na brak balansu w swoim udźwiękowieniu.

Na froncie jest już praktycznie zupełnie klasycznie. Spory, 6,67-calowy ekran, który pokryty jest szkłem Gorilla Glass Victus. Niewielkie oczko do samopsytrków znalazło się zaś symetrycznie w górnej części wyświetlacza. Same ramki ekranu są zaś średniej wielkości, ale ich symetryczność sprawia, że dużo łatwiej jest je zgubić w trakcie pochłaniania treści.

Mówi się, że o gustach się nie dyskutuje. Mi POCO F4 GT z wyglądu całkiem się podoba, pomimo faktu, że nie przepadam za gamginowym sprzętem. Nie będę ukrywał, że do całości sprzętu trzeba się przyzwyczaić. Na początku trudno było mi wziąć do ręki urządzenie bez przypadkowego kliku w dziwnie umieszczone przyciski czy bez niezamierzonego wysuwania triggerów. Z czasem jednak było tylko lepiej, a ogólne wrażenia, płynące z komfortu korzystania, uznaję za pozytywne.

Urządzenie nie należy do najmniejszych, ani też najlżejszych. 210 gramów to spora waga i, podobnie jak układ przycisków, wymaga na początku przyzwyczajenia.

Ekran POCO F4 GT idealnie nadaje się do pochłaniania treści (fot. Tabletowo.pl)

Wyświetlacz – AMOLED z jedną wadą

W kwestii wyświetlacza producenci postawili na znane połącznie. AMOLED i 120 Hz chodzą w parze bardzo często we wskazanym budżecie. Nie ma tutaj mowy o technologii LTPO, co nie znaczy, że ekran w POCO F4 GT jest zły.

Wręcz przeciwnie, jestem przekonany, że lwia część użytkowników będzie z niego bardzo zadowolona. Kolory są bardzo wyraziste i wręcz wypływają z wyświetlacza. W domyślnym ustawieniu są one bliższe raczej zimnym tonom, jednakże nic nie stoi na przeszkodzie zmiany tego w ustawieniach, aby bardziej odpowiadało naszym osobistym preferencjom. Jest wsparcie dla HDR10+, jest też, jak już wspominałem, aż 120 Hz odświeżanie i tutaj pojawia się pewien zarzut.

Jesteśmy skazani na dobór automatyczny lub na sztywny wybór pomiędzy 60 lub 120 Hz. Ogromna szkoda, że nie pojawiła się wartość pośrednia. Mógłby być to świetny sposób na oszczędzenie nieco baterii, a ta, niestety, już zdradzę, nie należy do wytrzymujących najdłużej pomimo swojej niemałej pojemności.

Odnośnie pozytywów muszę pochwalić natomiast jasność maksymalną, jak i minimalną. Czy w pełnym słońcu, czy w środku nocy, POCO F4 GT zdaje egzamin.

W pełnym słońcu nie będziemy mieli problemów z czytaniem nawet najdrobniejszego tekstu (fot. Tabletowo.pl)

Oprogramowanie – możliwości – TAK, stabilność – NIE

Zawsze mam problem, kiedy przychodzi do oceny nakładki MIUI. Z jednej strony naprawdę lubię tę stylistkę, mieszającą pomysły stricte Androidowe z iOS. Mnogość możliwości i po chwili przyzwyczajenia do tego, co gdzie znaleźć (bo opcji jest aż tak dużo), czuję się jak w domu. Z drugiej strony są software’owe humorki i pewne niedociągnięcia.

Na temat samych możliwości MIUI 13 rozwodzić się nie będę, gdyż to zostało przemielone w naszych recenzjach niejeden raz, a POCO dokłada od siebie tak naprawdę tylko nieco inaczej wyglądający launcher. Główne hasła, używane przez producenta przy reklamowaniu trzynastej odsłony systemu, to szybkość i bezpieczeństwo.

W istocie nie sposób mi zarzucić niczego w kwestii atrakcyjności i płynności animacji, jeśli tylko nie natrafimy akurat na wspomniane wcześniej humorki. Dodając do tego takie przyjemności, jak animowane tapety (zwane jako super tapety), tapety codzienne, zmieniające się na ekranie odblokowywania, czy też całą gamę estetycznych widgetów, jest naprawdę przyjemnie.

Niestety, czkawka zdarzała się mi stosunkowo często. Szczególnie, kiedy choć jedna aplikacja w tle była bardziej wymagająca. Zawieszki przy przechodzeniu do widoku uruchomionych programów czy przy ściąganiu paska potrafiły się zdarzyć. Niestety, w dalszym ciągu jednym z najczęstszych problemów są znikające lub mocno opóźnione powiadomienia.

Wydajność – wnętrzności rozgrzane do czerwoności

Sercem gamingowego potwora nie mogła zostać inna jednostka aniżeli flagowy układ Qualcomma – Snapdragon 8 Gen 1. Większość zapewne wie, z czym wiązała się obecność tego chipu w wydanych niedawno smartfonach. Rewelacyjna wydajność, ale też spore problemy z odprowadzaniem ciepła, o czym pisała chociażby Kasia w recenzji Xiaomi 12. Od premiery procesora minęło już kilka dobrych miesięcy, czy sytuacja uległa poprawie?

Nie jest tak źle, jak było jeszcze chwilę temu w smartfonach z tymi właśnie układami, ale w dalszym ciągu odrobinę dłuższa, bardziej wymagająca sesja z POCO F4 GT, potrafi rozgrzać go do bardzo wysokich temperatur. Zimą może i będzie można uznać to za „ficzer”, latem jednak nie tyle mocno irytuje, co wzbudza zrozumiałe wątpliwości odnośnie żywotności sprzętu i jego wydajności w przyszłości.

Granie w ścigałki niczym na padzie? Jestem na tak! (fot. Tabletowo.pl)

To, czego nie mogę odmówić POCO F4 GT, to fakt, że drzemie w nim ogromna moc. Każda gra, jaką odpaliłem na smartfonie, działała idealnie i płynie. CoD Mobile, PUBG czy Asphalt nawet w najbardziej wymagających momentach nie zrobiły na smartfonie większego wrażenia.

Od razu powiem, że nie jestem fanem mobilnego gamingu, może za wyjątkiem usług pokroju Xbox Game Cloud, gdzie po podpięciu pada, smartfon służy jako mały, kompaktowy ekran. Uczciwie przyznam, że aktywne triggery zrobiły jednak na mnie ogromne wrażenie i przyjemność z sesji growych porównałbym do wrażeń płynących niegdyś z PSP czy Nintendo Swticha. Urządzenie zmienia się w małą, bardzo wydajną konsolkę. Celowanie niczym na padzie? Żaden problem! Przyśpieszanie i wbijanie hamulca w podłogę? Dla POCO F4 GT to żaden kłopot. Jeśli już grać na smartfonie, to właśnie w taki sposób, jaki umożliwia to urządzenie.

Niestety, tak długo, jak triggery zachwycają, tak w dalszym ciągu odprowadzanie ciepła jest problemem. Nie jest źle o tyle, że w moim egzemplarzu najbardziej nagrzewał się obszar w pobliżu wyspy aparatów, a więc miejsce, które teoretycznie w dużej mierze pozostawać będzie poza naszym zasięgiem, o ile tylko trzymamy urządzenie w pozycji horyzontalnej, czyli takiej, kiedy korzystamy z aktywnych, wysuwanych przycisków. W wertykalnej zaś, ciepło będzie trafiać idealnie na nasze opuszki.

W kwestii pamięciowej, producent oferuje dwie wersje. 8/128 za 2999 złotych i 12/256 za 3499 złotych. Ja miałem przyjemność testować tą drugą, choć muszę powiedzieć, że w sytuacji, kiedy tylko ktoś nie potrzebuje aż 256 GB pamięci na telefonie (nie można jej rozbudować za pomocą karty microSD), powinien śmiało wybrać tą tańszą. Różnica w wydajności będzie marginalna, a 500 złotych pozostanie w naszej kieszeni, co w dzisiejszych czasach jest momentami na wagę złota. Obie wersje obsługują interfejs UFS 3.1 i pamięć LPDDR5.

Na koniec tej sekcji, dla zainteresowanych wyniki z najpopularniejszych testerów wydajności, w tym z AnTuTu:

Czas pracy i ładowanie – i w jednym i w drugim jak błyskawica

POCO F4 GT obsługuje ładowanie 120 W po kablu i jest to jedyny sposób, w jaki możemy naładować nasz smartfon. Miejsce dla indukcji niestety się tu nie znalazło. Producent chwali się, że pełen cykl ładowania 4700 mAh baterii w smartfonie zajmuje tylko 17 minut. Moje testy potwierdzają tą tezę, z drobnym zastrzeżeniem, że wyniki wahały się od 17 do 20 minut z hakiem. Wydaje mi się, że zależało to w dużej mierze od temperatury urządzenia w momencie rozpoczęcia procesu ładowania. Bądźmy jednak szczerzy, przy tak błyskawicznym procesie, kilkadziesiąt sekund w jedną czy drugą stronę, nie zrobi nikomu większej różnicy.

Niestety, szkoda, że sprawy tak kolorowo nie mają się w przypadku czasu pracy. Połączenie intensywnego użytkowania, wraz z sygnałem sieci LTE/5G, skutkuje czasem pracy na poziomie 3-4 godzin SoT (Screen-on-Time). W łagodniejszym scenariuszu, kiedy ograniczamy się sporadycznie do social mediów, wyciągniemy z urządzenia maksymalnie 7,5 godziny. Rewelacji niestety nie ma, a to wszystko w domyślnym, automatycznym ustawianiu częstotliwości odświeżania ekranu.

Może i można powiedzieć, że błyskawiczne ładowanie jest swego rodzaju rekompensatą, jednakże nie zawsze mamy możliwość podpięcia urządzenia do gniazdka i w tym momencie jesteśmy skazani na to, ile smartfon rzeczywiście jest w stanie wytrzymać.

Warto też dodać, że ładowarka nie należy do najporęczniejszych, jest nie tylko dość spora, ale i stosunkowo sporo waży. Kabel ładujący też jest o tyle nietypowy, że jego końcówka ma kształt litery „L” co ma umożliwiać bardziej komfortowe granie w trakcie ładowania. Trudno mi się rozwodzić na wygodą takiego rozwiązania, gdyż nie jestem mobilnym graczem, ale na pewno trzeba mieć na uwadze kompatybilność takiego rozwiązania chociażby z uchwytami samochodowymi na smartfon.

Biometria i łączność – jedno małe „ale”

Jak już wspomniałem we wstępie, opisując budowę urządzenia, POCO F4 GT jest wyposażony w czytnik linii papilarnych umieszczony na prawym boku ramy w przycisku odpowiadającym za zasilanie. O dość jego niefortunnej pozycji już zdążyłem napomknąć, to, że nieco rusza się na boki także, a jak wygląda jego działanie? Powiedziałbym, że w 90 procentach jest bardzo dobrze. Urządzenie odblokowuje się szybko i sprawnie, a brak animacji potęguje jeszcze bardziej uczucie prędkości.

Co w pozostałych 10 procentach? Z uwagi na nietypową budowę urządzenia, bardzo często przy sięganiu po smartfon będziemy przypadkiem dotykać płytki koniuszkiem palca, co może spowodować, że kilka przypadkowych nieudanych prób zablokuje do niego dostęp i będziemy musieli skorzystać z alternatywnej formy zabezpieczenia.

Dioda umieszczona w wyspie aparatów może informować nas o nadchodzącym połączeniu, powiadomieniu czy też poziomie naładowania baterii (fot. Tabletowo.pl)

Są to oczywiście: klasyczny pin czy rysowanie wzoru na 9-punktowej planszy lub odblokowywanie za pomocą skanera twarzy. To ostatnie rozwiązanie nie należy do najbezpieczniejszych, gdyż nie jest to skan przestrzenny. Działa on jednak mimo to sprawnie, a i żadne sztuczki nie przyczyniły się do jego oszukania.

Nad kwestiami komunikacyjnymi nie ma się co przesadnie rozpisywać. Jest wszystko, czego możemy oczekiwać. Od obsługi sieci najnowszej generacji, Wi-Fi 6, Bluetooth 5.2, na NFC i porcie podczerwieni kończąc. Urządzenie jest także dual-SIM-em na dwie karty nano. Jest też oczywiście 5G z pokryciem wszystkich pasm, stosowanych przez rodzimych operatorów sieci (1, 3, 5, 7, 8, 20, 28, 38, 40, 41, 77, 78 SA/NSA/Sub6).

Jakość audio – tak niewiele do perfekcji

Szkoda, szkoda, szkoda! W tej sekcji zabrakło naprawdę niewiele do ideału. POCO F4 GT wyposażony został w cztery głośniki stereo, które zostały umieszczone w jednej linii na górnej i dolnej krawędzi urządzenia. Przynosi to doskonały efekt balansu, dzięki czemu słuchanie piosenek czy oglądanie seriali bez słuchawek (nie róbcie tego w komunikacji miejskiej!) jest przyjemnością porównywalną z urządzeniami dedykowanymi stricte do takich przyjemności.

Głośność minimalna, jak i maksymalna, są zadowalające, nie słychać żadnych trzasków, a bass jest wyraźne wyczuwalny, a jednocześnie nieprzesadzony.

Głośniki są świetne, ale czemu nie znalazło się miejsce dla złącza słuchawkowego?! (fot. Tabletowo.pl)

Żeby nie było tak idealnie, niestety, nie znalazło się miejsce dla złącza słuchawkowego. Jest to dla mnie o tyle zaskakujące, gdyż mając na uwadze sprzęt stricte dla graczy, ważny powinien być brak jakichkolwiek opóźnień, które są powiązane z rozwiązaniami bezprzewodowymi.

W przypadku słuchawek Bluetooth nie zauważyłem niczego niepokojącego, moje Sony WF-C500 grały dokładnie tak samo, jak w połączeniu z iPhonem 12, czyli doskonale. Nie napotkałem na żaden problem z połączeniem.

W przypadku jakości rozmów, była ona przez cały okres testów w pełni zadowalająca. Podobnie mogę się wypowiedzieć o VoWiFi i VoLTE, które są na pokładzie i, jeśli tylko wasza sieć zapewnia wsparcie, można z nich bez problemu skorzystać.

Zaplecze fotograficzne – „not great, not terrible”

Pod względem fotografii, zestaw obiektywów w POCO F4 GT nie zaskakuje. Z tyłu mamy do czynienia z trzema oczkami, a na froncie z jednym:

  • moduł główny 64 Mpix, f/1.9, 1/1.73″, 0.8µm,
  • moduł ultraszerokokątny 8 Mpix, f/2.2 o polu widzenia 120˚,
  • moduł makro 2 Mpix, f/2.4,
  • moduł przedni 20 Mpix, f/2.4, 1/2.0″, 0.8 µm.

Co martwi po pierwszym spojrzeniu w specyfikację? Brak OIS, mała rozdzielczość aparatu ultraszerokokątnego i zbędny dodatek w postaci 2 Mpix do makro.

Jak przedstawia się rzeczywistość? Jest w porządku, ale nic ponadto. Zestaw ma swoje mocniejsze i słabsze strony. Z pewnością znajdą się na rynku lepsze foto-smartfony, jednakże POCO F4 GT prezentuje całkiem przyzwoitą formę na tle całej konkurencji w tym przedziale cenowym.

POCO F4 GT zdjęcie
Za dnia POCO F4 GT potrafi złapać naprawdę ładne ujęcia (fot. Tabletowo.pl)

Zacznijmy od ujęcia za dnia. Te są zdecydowanie najlepsze, jeśli chodzi o fotograficzne doświadczenia, płynące z nowego POCO. Odpowiednia ilość szczegółów, dobra saturacja i balans bieli, a do tego niewiele szumów, także na zdjęciach robionych wewnątrz budynków.

Domyślnie aparat działa bez HDR (nawet w automacie, jest to dość zaskakujące) i bez trybu AI, który podbija nieco kolory. Używanie tego drugiego raczej odradzam, chyba, że ktoś lubi bardzo jaskrawe barwy, które już normalnie są moim zdaniem ciut odrobinę zbyt podbite.

Tryb portretowy czasem potrafi pogubić się w kwestii detekcji tła, ale dzieje się to głównie w bardziej wymagających warunkach. Niemniej jednak, aparat główny radzi sobie dobrze i w ogólnym rozrachunku produkuje naprawdę przyjemne zdjęcia.

W przypadku ultraszerokiego kąta, objawiają się bolączki małego sensora. Choć ujęcia za dnia są niezłe, widać różnicę w stosunku do obiektywu głównego. Mniejsza ilość szczegółów, obecność szumów i gorsza kalibracja barw.

Nie ma teleobiektywu, więc jakikolwiek zoom to tak naprawdę crop z matrycy głównej. Aplikacja aparatu proponuje co prawda dedykowanym przyciskiem 2-krotne powiększenie, jednakże rezultaty są raczej przeciętne. Zdjęcia nadadzą się do podziwiania na małym ekranie lub do social mediów, ale bliższa inspekcja ukazuje sporo szumów i dość przeciętną ilość detali. Dalsze powiększanie na dobrą sprawę mija się z celem.

Żałuję, że w POCO nie zastosowano 5 Mpix oczka do macro z autofocusem, które widywaliśmy jakiś czas temu w smartfonach Xiaomi. Szczerze przyznam, że i tak jak na tylko 2 Mpix zdjęcia są znośne, co nie zmienia faktu, że to w gruncie rzeczy tylko ciekawostka.

Nocą wszystko zależy od naświetlenia. Jeśli aparat zdoła znaleźć wystarczające ilości światła, potrafi wyprodukować zaskakująco przyjemne ujęcia, które potrafią zaskoczyć bardzo przyjemnymi kolorami i niezłą szczegółowością. Dość dziwi fakt, że algorytm ma tendencję do skręcania raczej w zimne, aniżeli cieplejsze tony. Mowa oczywiście o obiektywie głównym, gdyż bez zaskoczenia ultraszeroki kąt poddaje się raczej bez walki, podobnie jak cyfrowy zoom.

Tryb nocny zmienia nieco oblicze fotografowanych miejsc. Na pierwszy rzut oka widać znacznie wyraźniejsze wyostrzanie. Agresywna redukcja szumów wpływa zaś na nieco mniejszą ilość szczegółów. Tryb co prawda możemy wywołać także przy obiektywie ultraszerokim i przy powiększaniu, ale poprawa o ile jest widoczna na danym zdjęciu, jest raczej niewielka.

Aparat do selfie radzi sobie bardzo znośnie. Polecam jednak na samym wstępie włączyć HDR, aby uniknąć przepalonego, białego nieba. Zdjęcia może nie powalają szczegółami, ale rozpiętość tonalna i niezły balans bieli sprawiają, że przyjemnie przegląda się fotografie z galerii.

Portretowe także są niezłe, wykrywanie krawędzi mam wrażenie działa nawet nieco lepiej niż w obiektywie głównym, ale przez brak HDR, białe niebo w słoneczny dzień będzie musiało nas zadowolić. Nocą jest mocno przeciętnie, sytuacji nie ratuje tryb nocny.

W kwestii wideo, POCO F4 GT nagrywa maksymalnie w rozdzielczości 4K przy 60 klatkach na sekundę. Urządzenie nie ma się czego wstydzić pod kątem jakości rejestrowanego obrazu. Dużo detali, rzeczywiście odwzorowane kolory i świetna elektroniczna stabilizacja przynoszą iście flagowe doznanie. Nawet przy mniejszej ilości światła efekty są całkiem przyzwoite. Zaczyna pojawiać się szum, ale jego ilość nie jest jeszcze przytłaczająca.

Niestety, jest i łyżka dziegciu w tej beczce miodu. Nie ma przełączania między obiektywami, gdyż ultraszeroki kąt pozwala nagrywać tylko w 1080p i przy raptem 30 klatkach, oferując przy tym dużo gorszą jakość z uwagi na sporo szumu, wyprane kolory i znacznie ciemniejszy obraz.

Dla lubiących zabawę nie zabrakło kilku dodatkowych trybów jak: kolonowanie, dual-video, panorama, dłuższa ekspozycja czy garść innych różnorakich filtrów. Jest też oczywiście profesjonalny tryb do fotografowania, umożliwiający cykanie zdjęć w pełnych 64 Mpix.

Podsumowanie – ciekawa propozycja dla każdego świadomego użytkownika

Podsumowując, wydaje mi się, że nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie postawione na początku tekstu. Czy POCO F4 GT to smartfon dla każdego czy tylko dla graczy? Jest to z pewnością urządzenie ciekawe, które oferuje kilka unikatowych rozwiązań z których z założenia najwięcej będą czerpać gracze, jednakże część z nich, jak dioda na wyspie aparatów czy nawet aktywne przyciski, mogą być tak skonfigurowane, aby pomagać także na co dzień, a nie tylko przy sesjach gamingowych.

Uważam więc, że jest to doskonała propozycja dla osoby, która będzie świadoma wszystkich korzyści, zalet, jak i nieco słabszych stron urządzenia. Jeśli tylko nie przeszkadza nam nieco agresywny design, POCO F4 GT w swojej cenie (a szczególnie w tańszej wersji) powinno zainteresować spore grono odbiorców.

Mi z najnowszego smartfona „Króla opłacalności” korzystało się bardzo przyjemnie. Kilka rozwiązań z przyjemnością przeniósłbym do swojego urządzenia, z którego korzystam prywatnie. Cieszy mnie fakt, że na dość ospałym rynku smartfonów, możemy znaleźć model wyróżniający się czymś innym, aniżeli kątem zginania elastycznego ekranu.

Dajcie znać w komentarzach, co Wy sądzicie na temat POCO F4 GT. Bierzecie go pod uwagę w kategorii „mój przyszły smartfon”? Sekcja należy do Was!

Recenzja POCO F4 GT - fot. Tabletowo.pl
Recenzja POCO F4 GT – dla każdego czy tylko dla graczy?
Zalety
ultraszybkie 120 W ładowanie przewodowe
jakość zdjęć za dnia z aparatu głównego
kompletny zestaw sprzedażowy (ładowarka + podstawowe etui)
bardzo dobry wyświetlacz
wysoka wydajność
znakomite głośniki stereo
aktywne triggery i dioda LED, które można wykorzystać także i poza grami
świetna jakość wideo z obiektywu głównego
Wady
brak ładowania indukcyjnego
czas pracy na baterii mógłby być nieco lepszy
potrafi się potwornie nagrzać podczas obciążenia
brak złącza słuchawkowego
MIUI i jego humory
pełne zaplecze komunikacyjne (w tym dioda podczerwieni)
układy przycisków wymagają przyzwyczajenia
8.1
Ocena