Recenzja CAT S75 – przyszłość „na przemysłowo”

CAT S52 był cienki jak na smartfon o podwyższonej wytrzymałości. CAT S62 oferował kamerę termowizyjną. CAT S75 stawia na coś zupełnie innego – łączność satelitarną. Jak nowy produkt z logo amerykańskiej korporacji sprawuje się w codziennych warunkach?

Łączność to podstawa

Mówiąc o uzależnieniu od internetu lub szeroko pojętej łączności telefonicznej najprędzej wyobrażamy sobie nastolatka, który musi bez przerwy udostępniać wpisy w mediach społecznościowych i wysyłać wiadomości do znajomych o każdej porze. Prawda jest jednak taka, że trudno mówić o nałogu, kiedy dwie powyższe technologie stały się dla nas po prostu pewnego rodzaju potrzebą.

Tak, jak człowiek potrzebuje dachu nad głową i mieć co jeść, tak bycie w zasięgu telefoniczno-internetowym jest wymogiem do poprawnego funkcjonowania na co dzień. Szybki i łatwy kontakt ze schorowanym członkiem rodziny, wyszukanie numeru alarmowego do służb ratowniczych na wakacjach, znajdowanie poradników typu „co zrobić w razie zatrucia środkiem x”. Przykłady można mnożyć, ale wiecie do czego zmierzam – bycie w zasięgu to podstawowa potrzeba, która w dzisiejszych czasach powinna być zapewniona.

Nie zawsze jest to jednak możliwe. Infrastruktura związana z łącznością nie może sięgać wszędzie. Co w takiej sytuacji należałoby zrobić? Specjaliści wykorzystują w tym celu telefony satelitarne. Te jednak różnią się od najpopularniejszych we współczesnym świecie smartfonów. A gdyby tak spróbować pogodzić jedno z drugim? Taki właśnie próbuje być CAT S75.

fot. Katarzyna Pura | Tabletowo.pl

CAT S75 – specyfikacja techniczna

ModelS75
Ekran6,58″, LCD Full HD+, 120 Hz, Gorilla Glass Victus
CPUMediaTek Dimensity 930
GPUIMG BXM-8-256
RAM6 GB
Pamięć wewnętrzna128 GB
System operacyjnyAndroid 12
Aparaty z tyługłówny: 50 Mpix, f/1.8, PDAF; ultraszerokokątny: 8 Mpix, f/2.2; makro: 2 Mpix, f/2.4
Aparat z przodu8 Mpix, f/2.0
Bateria5000 mAh, maksymalna moc ładowania 15, ładowanie bezprzewodowe 15 W
5Gtak
Gniazdo ładowaniaUSB Typ-C, 2.0, OTG
microSDtak
DualSIMtak, hybrydowy
3,5mm jack audiotak
Głośnikitak, stereo
Wymiary171 x 80 x 11,9 mm
Waga268 g
WodoszczelnośćIP68 i IP69K
Sugerowana cena detaliczna2999 złotych

Styl industrialny

Smartfon odporny na trudne warunki zazwyczaj oznacza, że mamy do czynienia z jedną z dwóch opcji – albo wybieramy specjalne etui, które obniża atrakcyjność urządzenia, albo decydujemy się na wzmocnione urządzenie, zazwyczaj o podobnej urodzie lub przestarzałej stylistyce. Na szczęście w zeszłorocznym modelu S53 widać było przebłyski zmian – w końcu pojawiło się wcięcie na aparat. W przypadku S75 projektantom znowu udało się delikatnie podgonić względem standardów w branży.

Patrząc od strony pleców jedynym archaizmem, jaki tam znajdziemy, jest moduł czytnika linii papilarnych. Bez niego sprzęt prezentuje się dość współcześnie – z dużym logo u dołu, lekko wystającą wyspą na aparaty i dwoma diodami LED. Szkoda, że matowej powłoki nie trzeba prosić dwa razy, aby od używania pojawiły się na niej odciski palców.

fot. Katarzyna Pura | Tabletowo.pl


Plecki bardzo łagodnie zaokrąglają się na ramkę, dzięki czemu telefon nie prezentuje się niczym cegła budowlana. Odnoszę też wrażenie, że krawędzie boczne są delikatnie bardziej chropowate, co z pewnością poprawia chwyt, co w urządzeniu tego typu jest całkowicie zrozumiałe.

Mniej zrozumiały jest dla mnie natomiast dłuższy bok po prawej stronie. Umieszczenie przycisku zasilania dość wysoko i nad sterowaniem głośnością sprawia, że do końca testów trudno mi było obsługiwać sprzęt jedną ręką – palec zwyczajnie nie jest w stanie dosięgnąć przycisku, aby ręcznie zgasić ekran.

Ponadto sam guzik mocno giba się na boki, jednak przy takim odchyleniu wcale nie dochodzi do zarejestrowania kliknięcia. Albo wciśniecie guzik po środku, albo wcale. Na lewym dłuższym boku podobnie na boki wygina się programowalny przycisk, jednak tego używa się zdecydowanie rzadziej niż guzika zasilania.

Nad nim znajduje się specjalna pyłoszczelna klapka zasłaniająca tackę na karty. Górna część ramki to domena przycisku SOS, na dole natomiast znajdziemy dwie maskownice głośników oraz gniazdo USB-C.

Z przodu CAT S75 mamy ogromny rant, który dodatkowo chroni urządzanie przed uszkodzeniami ekranu. U góry „łezka”, u dołu to już nie bródka, a pełnoprawna broda – czyli stylistycznie mamy do czynienia z robotnikiem, który uderzył się w palec.

Fani diód powiadomienia mają powody do zadowolenia – w lewym górnym rogu znajduje się światełko LED, które poinformuje Was o słabym stanie baterii czy o nieodczytanej wiadomości w jednym z trzech kolorów – czerwonym, niebieskim lub zielonym.

Co do zawartości pudełka – w środku czeka na nas karta SIM do łączności satelitarnej, smartfon i kabel do ładowania urządzenia.

fot. Katarzyna Pura | Tabletowo.pl

Koniec końców S75… podoba mi się. Choć nie przypomina on telefonu zawsze wychodzącego zwycięsko po uderzeniu o beton, to taki konformistyczny styl może przekonać do siebie ludzi, którzy nie chcą, żeby ich telefon do zadań specjalnych wyglądał zupełnie inaczej niż prywatny P30 Pro. Szkoda tylko, że przycisk zasilania oraz programowalny psują wrażenie solidnej konstrukcji.

Czysty Android, choć nie zawsze płynny

Decydując się na nowy smartfon CAT-a otrzymujemy niemal czystego Androida 12 (producent obiecuje aktualizacje aż do „czternastki”) na pokładzie. Jedynymi aplikacjami, jakie znajdziemy w świeżo skonfigurowanym urządzeniu, to ta odpowiedzialna za łączność satelitarną oraz „Toolbox” – agregat aplikacji opracowanych w większości przez Caterpillara. Wśród nich znajdziemy aplikacje push-to-talk na krótki zasięg, wypożyczalnie sprzętu, konfigurator łyżek do koparek czy aplikację służącą do zamawiania serwisanta i wiele innych.

Niestety, część odnośników nie działa, część apek nie działa w Polsce, a te, które można pobrać, odstraszają koślawym automatycznym tłumaczeniem. Prezentuje się to co najmniej średnio, a w najgorszym przypadku – lekceważąco.

Co do samej pracy urządzenia – nie mam większych uwag. Układ MediaTek Dimensity 930, którego pamiętam z Motoroli moto g73 5G – podczas przewijania stron, uruchamiania aplikacji i przeskakiwania pomiędzy nimi działał w miarę płynnie – od wielkiego dzwonu widać było czasami delikatną zadyszkę.

Szkoda, że ta płynność za każdym razem była poddawana w wątpliwość przez ekran wpisywania PIN-u. Dlaczego zawsze przy wpisywaniu hasła wyglądało to tak, jakby nagle system zaczynał pracować w 15 klatkach na sekundę, zapewne pozostanie zagadką. Podoba mi się za to programowalny przycisk, który można używać do aktywacji funkcji push-to-talk, ale też ustawić po swojemu – pod podwójne kliknięcie lub dłuższe przytrzymanie.

Od strony benchmarków ponownie pojawił się problem z brakiem bibliotek Vulkan, ale nie zauważyłem, żeby wpłynęło to na jakość i stabilność zabawy w Genshin Impact, Pokemon GO czy Call of Duty Mobile. Pierwszy z tytułów, tradycyjnie używany przeze mnie do sprawdzenia możliwości graficznych smartfona, po wczytaniu mapy świata działał płynnie przy średnich ustawieniach z wyłączonym motion blur.

Pomimo tego, ze CAT S75 działał w miarę płynnie i odpalał popularne tytuły mobilne, spodziewałem się po nim czegoś więcej niż 6 GB RAM-u, 128 GB miejsca na dane i układu Dimensity 930. Doskonale zdaję sobie sprawę, że technologia satelitarna czy testy pod kątem odporności swoje kosztują, jednak przegrywać „na papierze” specyfikacją z urządzeniem za 1500 złotych również nie jest dobrą ścieżką.

Co tu robi LCD?

Większość specyfikacji wyświetlacza w S75 nie powinna nikogo zaskoczyć. Mamy niewyróżniającą się przekątną 6,58 cala, typową w tej cenie rozdzielczość Full HD+ i normalną częstotliwość odświeżania 120 Hz.

Zaskakujące może się natomiast okazać wykorzystanie ekranu LCD zamiast panelu OLED. Dlaczego CAT postawił na technologię, która z każdym rokiem pojawia się w co raz tańszych smartfonach? Jedyne, co mi do głowy przychodzi, to cena oraz odporność.

fot. Katarzyna Pura | Tabletowo.pl

Pierwszego zagadanienia nie muszę tłumaczyć. W drugim przypadku – być może z jakiegoś powodu konstrukcje LCD o wiele lepiej znoszą upadki z wysokości i inne niesprzyjające warunki, na które może zostać wystawiony S75, a CAT nie chciał kompromisu w tej kwestii.

Jeżeli nie oczekujecie jednak, że smartfon, którego głównym zadaniem będzie przetrwanie w trudnych warunkach, musi mieć cudowny kontrast i żywe kolory w wyświetlaczu, to podobnie, jak ja, nie zwrócicie większej uwagi na brak OLED-owego panelu, choć wolałbym, aby czytelność w słońcu S75 była lepsza.

Musi być głośno

Gdybym należał do grupy, w jaką celuje CAT modelem S75, najprawdopodobniej powiedziałbym, że w kwestii audio zależy mi na donośnym głośniku, który usłyszymy w każdych warunkach. Okazuje się, producent lekko przekrocza takie oczekiwania.

Smartfon wyposażono bowiem w zestaw stereo, który gra tak samo mocno u góry, jak i u dołu. A gra naprawdę mocno. Przy maksymalnej głośności dźwięk jest tak silny, że wibracje można odczuć na całej obudowie. Choć w takiej sytuacji raczej trudno mówić o czystym dźwięku z bliska i solidnym basie, który nawet w tak dużej obudowie nie jest w stanie wybrzmieć, to przynajmniej w domu nie musicie już szukać głośniczka Bluetooth – S75 zagra równie donośnie jak akcesorium za 100-200 złotych.

fot. Katarzyna Pura | Tabletowo.pl

Bezpieczny jak w 2013

Jednym z bardziej archaicznych elementów stylistyczno-technologicznych w CAT S75 jest obecność czytnika odcisków palców z tyłu obudowy. W droższych smartfonach przeszliśmy do rozwiązań montowanych pod ekranem, natomiast telefony do 1000 złotych stosują już skaner na bocznym przycisku zasilania. Wybaczyłbym tę staroświeckość firmie, gdyby nie dwie kwestie – grupy docelowej i skuteczności modułu.

Zaczynając od drugiego zagadnienia – czytnik zapisuje odcisk naszego palca bardzo szybko i wybudza telefon w mgnieniu oka. Telefon rzadko prosi nas o poprawienie przyłożonego palca i zmianę położenie lub kąta, pod którym go przykładamy. Daje to wrażenie, że moduł jest bardzo skuteczny i w mig łapie wszystkie potrzebne informacje. Jest zupełnie odwrotnie.

Choć nie mierzyłem każdej próby wybudzenia, skuteczność czytnika oceniam w przybliżeniu na 20%. Na pięć podejść do odblokowania smartfona zanim ten poprosi nas o PIN, czytnik działa czasami za trzecim, czwartym razem. Często próba wybudzenia S75 w ten sposób i tak kończyła się przekroczeniem liczby podejść i trzeba było wpisywać kod.

Próbowałem usuwać i dodawać odciski nie tylko z zazwyczaj używanego przeze mnie palca wskazującego. Efekt jak zawsze ten sam – szybkie przypisanie, a później problemy z wybudzeniem.

fot. Katarzyna Pura | Tabletowo.pl

A co z grupą docelową? Zakładamy, że urządzenie faktycznie skierowane jest do ludzi, którzy używają smartfonów w trudnych warunkach. Śmiało można wtedy zasugerować, że podróżnik wspinający się zimą na szczyt czy pracownik stawiający maszty gdzieś na odludziu będzie korzystał z rękawiczek. Czy w tej sytuacji będzie je za każdym razem zdejmował, żeby odblokować telefon? Możliwe, że prędzej zdecyduje się na mniej bezpieczną metodę odblokowania twarzą lub po prostu wpisze PIN.

Do czego zmierzam? Trzeba było wywalić czytnik linii papilarnych. W ten sposób producent mógł obniżyć cenę, dodać kamerę z przodu do lepszej identyfikacji twarzą lub zainwestować w inny układ mobilny. Każde rozwiązanie byłoby lepsze niż złe wrażenie, jakie za sobą pozostawia moduł w S75.

Praca na baterii to strefa domysłów

Od samego początku testów, oprócz czytnika linii papilarnych, męczył mnie jeszcze jeden aspekt urządzenia – praca na baterii. I nie chodziło wcale o to, że akumulator 5000 mAh jest za mały, albo że spodziewałem się więcej niż 15 W szybkiego ładowania, w tym bezprzewodowegoo. S75 przerosła sekcja z wykresem i analizą zużycia baterii przez aplikacje.

Jak widzicie na zrzutach ekranu poniżej, „Dane o wykorzystaniu baterii są przybliżone i nie są mierzone podczas ładowania telefonu”. Żadnych wskaźników procentowego udziału poszczególnych aplikacji. Myślałem że zmieni się to po 1-2 dniach używania, ale niestety do końca testów musiałem polegać na skrupulatnym robieniu screenshotów przed i po ładowaniu, zwłaszcza że odmierzanie czasu od odpięcia od ładowarki również wariowało – smartfonpo kilku godzinach odpięcia od ładowarki i używania potrafił stwierdzić, że odłączyłem go 30 minut temu.

Używając telefonu sporadycznie i z odpalonym przez większość czasu Wi-Fi mogłem bez problemu ugrać 3 dni bez szukania źródła ładowania. Nigdy też nie zdarzyło mi się, nawet przy łączności 4G i długim SoT, abym musiał smartfon ładować tego samego dnia po odpięciu go od ładowarki rano. Można zatem założyć, że cykl baterii będzie w przypadku standardowego użytkownika wyglądał tak: jednocyfrowy stan baterii – ładowanie przez ~3 godziny do 100% – 2 dni pracy – ładowanie itd.

Łączność satelitarna na pokładzie

Bluetooth nie sprawiał problemów z parowaniem i jakością połączenia. Obudowa nie przeszkadza w korzystaniu z NFC. Jakość połączneń (T-Mobile) zarówno po stronie słuchającego, jak i rozmówcy, sprawowała się w porządku. Działania 5G w moim planie nie mogłem sprawdzić. Skoro oczywistości mamy za sobą możemy przejść do mięska, czyli łączności satelitarnej.

Brytyjski Bullit, firma zajmująca się opracowywaniem wytrzymałych urządzeń dla Caterpillara, Motoroli czy Land Rovera, od dwóch lat współpracowała z MediaTekiem, Focus Point International oraz Skylo, aby stworzyć oprogramowanie oraz komponenty zapewniające komunikację tekstową OTT (over-the-top). Jak całość wygląda w praktyce?

W każdym pudełku znajduje się plastik z nadrukowanym kodem ICCID oraz kartą SIM dedykowaną pierwszemu slotowi na tacce. Niestety, jest to równiez gniazdo na kartę microSD, a satelitarny SIM nie zadziała w drugiej ramce, przez co mamy ograniczony wybór – albo więcej pamięci, albo łączność satelitarna. Z pomocą kodu QR lub wejścia na stronę Bullitta rejestrujemy nasz numer, wybieramy ewentualny plan usługi i w zasadzie jesteśmy gotowi do działania.

Na broszurkach, jakie otrzymałem, przewidziane są cztery subskrypcje (każdy z nich oferuje również 12 miesięcy usługi SOS Assist za darmo na start):

Skoro już wiemy, jaki plan spełni nasze wymagania, jest on wykupiony i mamy już wszystko zarejestrowane, możemy przejść do używania łączności satelitarnej. W aplikacji możemy skorzystać z czterech funkcji – wysyłania wiadomości, meldowania się, śledzenia oraz SOS. Do odebrania wiadomości wysłanej z pomocą satelity nie jest wymagana aplikacja ani drugi telefon z funkcjami satelitarnymi – treść po przekazaniu „na orbitę” ląduje ponownie na komunikacji naziemnej i może zostać doręczona na inny numer telefonu.

Zameldowanie maksymalnie przyspiesza możliwość przesłania wybranej przez nas osobie informacji o naszym położeniu. Wystarczy po kliknięciu w ikonę przesunąć palcem w górę, a predefiniowana wiadomość wraz z naszym dokładnym położeniem zostaje przesłana dalej.

Lokalizacja jest podana w formie załącznika, który możemy uruchomić w aplikacjach nawigujących (Mapy Google, Petal itp.). Śledzenie to jeszcze nieudostępniona publicznie funkcja pozwalająca na wysyłanie koordynatów do wirtualnej mapy w ustalonym przez nas interwale. Asysta SOS łączy w przypadku nawiązania połączenia z zewnętrznym centrum ratunkowym FocusPoint International.

Uprzejmie zatem donoszę, że łączność satelitarna… działa. Zgodnie z instrukcją wymaga, aby CAT S75 znajdował się z dala od obiektów, które mogą zakłócać sygnał (drzewa, budynki, itp.) i na połączenie czeka się kilka dłuższych chwil, jednak kiedy tylko ikonka sygnału zaświeci się na zielono, nie ma takiej otwartej przestrzeni na świecie, z której nie moglibyście wysłać wiadomości o Waszym położeniu lub poinformować bliskich, że w trakcie wspinaczki na odludziu w trudnych warunkach jesteście cali i zdrowi.

fot. Katarzyna Pura | Tabletowo.pl

To nie jest technologia pokroju nowoczesnych sensorów aparatów czy potężnego układu mobilnego, gdzie od razu możemy zakrzyknąć „łał” patrząc na zdjęcia czy jakość grafiki w grze mobilnej. To rozwiązanie, które dba o komfort i bezpieczeństwo tych, którzy nie są w zasięgu łączności naziemnej ze względu na wykonywany zawód lub hobby. Dziś te osoby używają drogich telefonów satelitarnych, ale – kto wie – czy za kilka lat nie zaczną się przerzucać na urządzenia pokroju CAT S75.

Fotografia na 6… z 10

Aby oszczędzić Wam przewijania na górę strony powtórzę w tym miejscu specyfikację aparatów CAT S75:

Jeżeli tylko macie stabilną rękę (brak EIS czy OIS) oraz częściej celujecie w zdjęcia skupione na obiekcie niż na bogate krajobrazy, powinniście być zadowoleni. Przy odpowiednich warunkach oświetlenia fotografie tworzą naturalne, nieprzesadzone kolory, a daleki plan przyjemne rozmycie. Gdy jednak próbujemy zmierzyć się z trudniejszymi warunkami (dużo światła i cieni, sporo detali i szeroki plan), wtedy aparat główny już tak nie imponuje:

Karygodna jest za to jakość przybliżenia. Próbując sobie przypomnieć słaby zoom zerknąłem na zdjęcia testowanego w tym roku Samsunga Galaxy A54 5G, gdzie przy dziesięciokrotnych zbliżeniach jakość zdjęć była marna, ale jeszcze przy x4 jakoś się to broniło. Co robi CAT S75 przy zoomie, możecie zobaczyć poniżej:

Nie wiem, czy to kwestia wyparcia, ale nie przypominam sobie, aby smartfon robił aż tak złe zdjęcia z głównego aparatu już przy dwukrotnym przybliżeniu. Z każdą sekundą, którą spędzam na pełnym podglądzie zdjęć z zoomem x5, dziwi mnie, jak to możliwe, żeby to wyglądało tak strasznie. Równie źle jest przy zabawie fotografią nocną:

O ile bowiem jeszcze w chwilę po zachodzie słońca tryb nocny trochę dłużej przytrzymywał czas otwarcia migawki i pozwalał rozjaśnić delikatnie zdjęcia i pozbyć się szumów, to już w głęboką noc dedykowany tryb nie radzi sobie tak, jak bym tego oczekiwał po smartfonie za 3000 złotych. Niska jakość, wszechobecny szumy i słabe zarządzanie czasem otwarcia migawki to jest poziom, jakiego nie kojarzę z telefonów za 1000-1300 złotych.

Wygląda więc na to, że zoom i nocne ujęcia to najgorsze elementy związane z zestawem aparatów, o których po prostu trzeba zapomnieć. Co się tyczy kamerki makro 2 Mpix, można z góry zakładać, że zdjęcia będą oferowały zdjęcia o większych szumach i mniej żywą kolorystykę niż główne oczko:

Do odhaczenia został jeszcze aparat ultraszerokokątny z rozdzielczością 8 Mpix. Ponownie nie czuję się zaskoczony – spodziewałem się mniejszej szczegółowości względem głównego oczka i aberracji chromatycznych. I tak się właśnie stało:

Jeżeli będziecie potrzebowali skorzystać z przedniej kamery i nie wymagacie od tego elementu wyposażenia zbyt dużo, 12 Mpix z przodu S75 powinno Wam wystarczyć do okazjonalnego selfie. Zgodnie z panującymi trendami nie zabrakło możliwości dostosowania rozmycia tła w celach artystycznych:

Chciałbym w tym miejscu zakończyć sekcję związaną z aparatami, ale pozostało jeszcze kwestia wideo. Ponownie czuję się rozczarowany, bo jedyne opcje, jakie znajdziemy w aplikacji, to… 720p i 1080p w 30 kl./s. Brak nagrywania w 1080p i 60 kl./s przy takiej cenie wygląda naprawdę źle.

Testu odporności nie będzie

Równie ważnym elementem S75 jest jego wytrzymałość. Konstrukcja telefonu jest wodo- i pyłoszczelna i jest w stanie pracować przez 35 minut na głębokości 5 metrów pod wodą. Dodatkowo norma wojskowa MIL-SPEC-810H zapewnia, że urządzenie jest odporne na wstrząs termiczny a całość ma wytrzymać upadek do 1,8 m na stalową powierzchnię. Dlaczego więc w teście nie znajdziecie żadnego potwierdzenia zapewnień z papieru?

Ponieważ S75 przeszłoby te testy bez problemu. Pete Cunningham, wiceprezes ds. produktów w Bullitt Group zapytany przeze mnie na briefingu prasowym o badanie wytrzymałości urządzenia z lekkim rozbawieniem uznał, że można to zrobić pod warunkiem, że trzymamy się parametrów podanych w specyfikacji.

Nie byłoby to zatem w porządku, jeżeli nagle testowałbym rzucanie S75 o betonową ścianę, upadek z 2 metrów na drewno czy zanurzanie go na 5,1 metra na więcej niż 35 minut – testowałbym telefon w nieprzewidzianych przez producenta warunkach i utrudniał pracę tym, którzy dostaną smartfon do testów po mnie.

fot. Bartosz Kaja | Tabletowo.pl

Jeżeli mielibyśmy sprawdzić w ramach specjalnej akcji CAT-a S75 do momentu, kiedy ten wyzionie ducha, wtedy taki test miałby więcej sensu. Wtedy z chęcią porzucałbym telefonem na odległość, wrzucił go do gorącej zupy lub sprawdził czy przetrwa przejechanie kołami samochodu. W obecnej sytuacji obraz wytrzymałości urządzenia byłby trochę zakłamany. Na pewno szkło Gorilla Glass Victus w S75 nie łapie rys od noszenia w jednej kieszeni razem z kluczami.

Podsumowanie

Po raz pierwszy poczułem się zmęczony testowaniem smartfona. Staram się bowiem zawsze wyciągnąć jakieś plusy urządzenia na wierzch i ewentualnie zbagatelizować pewne pomniejsze problemy.

Samsung Galaxy A54 5G mógł się podobać, oferował odporność IP67 oraz całkiem niezłe aparaty, choć nie powalał czasem pracy na baterii czy wynikami w grach. OPPO Reno 8T, pomimo niezbyt mocnego układu mobilnego i szybkoniszczącej się folii na ekranie, miał fajne plecki i aparat mikroskopowy. Motorola moto g73 5G za 1500 złotych oferowała 5G, płynną nakładkę myUX i kompletny zestaw z ładowarką i kablem zasilającym.

CAT S75 natomiast irytował czytnikiem linii papilarnych, który zmuszał do wpisywania PIN-u (i przy okazji widocznie przycinał wtedy na ekranie blokady), beznadziejnym zoomem i trybem nocnym, problemami ze sprawdzeniem, co najbardziej pożera kolejne procenty baterii czy ładowanie do pełna przez 3 godziny. Zalety? Sprawia wrażenie niezniszczalnego i pozwala na wykorzystanie łączności satelitarnej.

fot. Bartosz Kaja | Tabletowo.pl

Co bym zrobił, gdybym był osobą decyzyjną, odpowiedzialną za projekt urządzenia? Wywalił aparat makro 2 Mpix, skaner odcisków palców i kabel ładujący, spróbował dopasować do smartfona wyświetlacz o częstotliwości odświeżania 90 Hz i zszedł z podstawową ceną urządzenia do ok. 2500 złotych. Wtedy nie wahałbym się podnieść urządzeniu oceny o cały punkt w górę.

Nie można CAT S75 odmówić rewolucyjności. Poniżej 3000 złotych otrzymujemy sprzęt, który z pewnością spodoba się osobom, które na co dzień potrzebują telefonu wyposażonego w łączność satelitarną, jednak chcieliby połączyć to z funkcjami typowego smartfona. Dla nich z pewnością taki sprzęt mógłby nawet wyłapać w ocenie „dziewiątkę”. Patrząc jednak na całokształt to za dużo tutaj potknięć, których być może dało się uniknąć.

Recenzja CAT S75 – przyszłość „na przemysłowo”
Zalety
Nie wygląda jak typowy smartfon nastawiony na wytrzymałość
(niemal) Czysty Android
Łączność satelitarna!
Certyfikat IP68 i IP69K
Wady
kapryśny czytnik linii papilarnych
tylko 6 GB RAM-u i 128 GB pamięci wewnętrznej
beznadziejny zoom aparatu głównego i zdjęcia nocne
brak gniazda minijack 3,5 mm
maksymalna moc ładowania tylko 15 W
problemy z podglądem szczegółów dot. baterii
część aplikacji dostępnych w "Toolbox" jest niedostępna lub nieprzetłumaczona
wrzucenie karty microSD oznacza, że nie możemy korzystać z łączności satelitarnej
7
Ocena
Exit mobile version