Lubię, gdy testowany przeze mnie sprzęt ma chociażby jedną cechę, którą potrafi się wyróżnić na tle konkurencyjnych urządzeń. Dokładnie takie są Soundcore Liberty 5 Pro, bo – poza tym, że to po prostu na wielu polach kompletne słuchawki TWS – mają też w sobie coś wyjątkowego, stanowiącego nie tylko bajer, ale i przydatne rozwiązanie.
Specyfikacja techniczna Soundcore Liberty 5 Pro:
- audio: przetworniki dynamiczne ∅9,2 mm z membranami papierowo-wełnianymi, pasmo przenoszenia 20 Hz – 40 kHz, personalizacja dźwięku HearID 5.0, algorytm AI Sound Enhancement, Dolby Atmos, Hi-Res Audio Wireless (24-bit/96 kHz),
- konstrukcja: dokanałowe prawdziwie bezprzewodowe (true wireless),
- procesor Anker Thus AI,
- aktywna redukcja szumów Adaptive ANC 4.0 z AI, tryb transparentny,
- 8 mikrofonów MEMS + 2 czujniki przewodnictwa kostnego łącznie (po 5 czujników na słuchawkę),
- łączność: Bluetooth 6.1, kodeki SBC, AAC i LDAC, tryb multipoint, etui Bluetooth 6.0,
- wyświetlacz TFT o przekątnej 0,96 cala wbudowany w etui ładujące,
- bateria: do 6,5 h z włączonym ANC, do 28 h łącznie z etui, ładowanie USB-C i indukcyjne,
- waga słuchawek 5,5 g (jedna),
- odporność: IP55 (słuchawki),
- obsługa aplikacji Soundcore i Google Fast Pair.
Cena Soundcore Liberty 5 Pro w momencie publikacji recenzji wynosi 699 złotych. Słuchawki dostępne są w czterech wersjach kolorystycznych: białej, czarnej, niebieskiej i różowej.
Soundcore Liberty 5 Pro

Charakterystyczna konstrukcja, schludne wzornictwo
Od pewnego czasu należąca do Ankera marka Soundcore relatywnie konsekwentnie trzyma się swojej linii designu, a nowe Soundcore Liberty 5 Pro są tego bardzo dobrym przykładem. Mamy tu bowiem do czynienia z obecnością elementów charakterystycznych dla innych słuchawek marki, ale jednocześnie nie zabrakło sporego powiewu świeżości.
Pochwalić już od wstępu mogę ogólną jakość wykonania. W zasadzie niemal w całości postawiono na tworzywa sztuczne, jednak nie sprawiają one wrażenia tandetnych. Zdecydowanie można powiedzieć, że Liberty 5 Pro zbudowane są bardzo solidnie.
Zaczynając od etui ładującego, trzeba przyznać, że nie należy ono do wybitnie kompaktowych. Jego bryła to prostopadłościan na planie kwadratu, przy czym nie ma mowy o ostrych krawędzich, bowiem w zasadzie każda z nich jest zaoblona. Wieczko otwiera się w charakterystyczny dla słuchawek Soundcore sposób, zatem nie na zawiasie, a poprzez przesunięcie palcem w przód, co – w gruncie rzeczy – stanowi ciekawe i wygodne rozwiązanie.
Na środku wieczka znalazło się srebrne, połyskujące logo, natomiast z tyłu umieszczono port USB-C i przycisk parowania (tudzież resetu). Na ściętym ukośnie froncie ulokowany został znak rozpoznawczy tego modelu – niemal 1-calowy dotykowy ekran otoczony czarną ramą. Do jego funkcji wrócimy jednak za moment. Dodatkowo, muszę przyznać, że w przypadku białego wariantu fajnie prezentuje się też perłowe, subtelnie mieniące się wykończenie etui z zewnątrz.




Porównując z poprzednią generacją, czyli Liberty 4 Pro, praktycznie całkowicie przeprojektowano bryłę samych słuchawek. Są one przede wszystkim znacznie większe, choć sama waga pozostała identyczna – jedna słuchawka waży dokładnie 5,5 grama. Ich konstrukcja jest jednak teraz bardziej masywna, a składają się na nią dwa elementy.
Po pierwsze, mamy tu dość duży, obły i lekko zakrzywiony pionowy trzpień. W białym wariancie kolorystycznym jest on od frontu srebrny i wpół matowy (mocniej mieni się tylko logo marki). Na jego spodzie znalazła się maskownica z częścią mikrofonów, zaś na górze mocowana na zatrzaski silikonowa płetwa, która była już obecna w modelu Soundcore Liberty Buds. Występuje ona w trzech rozmiarach – 0, 1 (domyślny) oraz 2.
Drugi element to ulokowany u góry trzpienia opłowowy, niewielki element stanowiący już to, co faktycznie umieszczamy w naszych uszach. Przy tym, na jego zakończeniu, czyli tulejce, montowane są silikonowe nakładki dokanałowe (w pięciu rozmiarach, od XXS do L). W tym miejscu zabrakło też czujników wykrywających założenie oraz dodatkowych mikrofonów.


Wygoda użytkowania i ergonomia
Z fragmentu powyżej wiecie już, że Soundcore Liberty 5 Pro nie mają konstrukcji o wybitnie małych gabarytach. Ważniejsze jest jednak to, że zostały one na tyle sensownie zaprojektowane, że – koniec końców – leżą w uszach naprawdę bardzo dobrze, a może nawet i świetnie.
Kluczem do sukcesu jest tutaj fakt, że o ile przymocowany frontalnie trzpień jest duży i obły, to nie ma on większego kontaktu z małżowiną. Z kolei ten element, który umieszczamy w uchu, ma już relatywnie niewielkie rozmiary oraz wyprofilowany kształt. Zresztą, niska waga też pozytywnie wpływa na ergonomię.
W efekcie, Soundcore Liberty 5 Pro zdecydowanie należą do kategorii wygodnych słuchawek. Nie powodowały one w moich uszach dyskomfortu nie tylko podczas krótkiego użytkowania, ale i znacznie dłuższego, nawet przeszło dwugodzinnego słuchania. Tylko raz, przy korzystaniu przez bagatela cztery godziny, odczuwałem ucisk w górze muszli małżowiny, tzw. conchy. Wówczas, remedium było po prostu wyjęcie słuchawek z uszu na raptem minutę lub dwie.
Przy tym, słuchawki leżą w uszach bardzo pewnie i stabilnie. Wpływ na to mają wspomniane przy omawianiu konstrukcji silikonowe płetwy na górze, które – istotnie – przytrzymują lekko słuchawkę o wgłębienie w małżowinie. Dosłownie nigdy nie miałem sytuacji, w której Liberty 5 Pro chciałyby samoczynnie wypaść mi z uszu.


Łączność, obsługiwane kodeki
Soundcore Liberty 5 Pro wykorzystują interfejs Bluetooth 6.1 z obsługą kodeków SBC, AAC oraz LDAC, a dzięki temu ostatniemu oferują dźwięk o rozdzielczości 24-bit/96 kHz. Z kolei etui ładujące do komunikacji (głównie na potrzeby sterowania przez ekran) wyposażono w moduł Bluetooth 6.0.
Słuchawki spędziły w moich testach niemal miesiąc, a przez ten czas miałem sposobność łączyć je z kilkoma różnymi urządzeniami. W miażdżącej większości przypadków nie miałem problemów ze stabilnością połączenia. Zaledwie parę razy odnotowałem lekkie zakłócenia objawiające się krótkotrwałymi szarpnięciami odtwarzania. Nie było to jednak wybitnie uciążliwe i sytuacje te mogę policzyć na palcach jednej ręki.
Zasięg był bardzo poprawny i pozwalał mi na swobodne poruszanie się w obrębie mieszkania nie nosząc telefonu ze sobą. Kłopotów nie przyprawiała też latencja, gdyż była ona na tyle mała, że oglądanie wideo nie było obarczone rażącym brakiem synchronizacji obrazu z dźwiękiem.
Tutaj dochodzimy do kwestii, w której Soundcore Liberty 5 Pro w pewien sposób wyróżniają się na tle większości konkurencji. Słuchawki oferują bowiem łączność multipoint, umożliwiającą jednoczesne połączenie aż trzech urządzeń, a nie dwóch, jak ma to miejsce z reguły. Podobną opcję możemy znaleźć w zasadzie tylko w Technics EAH-AZ100.
Jest jednak jeden haczyk. Dostępne są dwa tryby działania i decydując się na multipoint na trzy urządzenia tracimy możliwość korzystania z kodeku LDAC. Bez problemu można go jednak używać, gdy wybierzemy klasyczną opcję połączenia z dwoma urządzeniami.

Co pozwala zrobić wyświetlacz w etui?
Dla formalności przypomnę, że Soundcore Liberty 5 Pro zostały wyposażone w umieszczony na przedniej krawędzi wyświetlacz TFT o przekątnej 0,96 cala. Jego obsługa odbywa się poprzez dotyk, a konkretniej dotknięcia oraz przesunięcia palcem w każdym z kierunków.
Interfejs na ekranie wybudzamy poprzez dotknięcie, przy czym startowo wyświetla on tylko stan naładowania słuchawek i etui. By móc przełączać opcje, najpierw trzeba dokonać odblokowania poprzez przesunięcie palcem w górę, co stanowi zabezpieczenie przed przypadkowym przełączaniem funkcji.
Ponowne dotknięcie powoduje natomiast pokazanie szczegółowego, procentowego poziomu baterii. Aby przejść do ustawień, przeciągamy palcem po ekranie w dół – wówczas zyskujemy dostęp do menu.

A co konkretnie możemy zrobić wykorzystując wyświetlacz?
Przełączać tryby redukcji hałasu (dla ANC można nawet zmieniać poziom wygłuszenia), zmieniać ustawienia korektora dźwięku (do wyboru cztery z gotowych i nasz własny, zapisany wcześniej w apce preset), włączyć dźwięk Dolby Atmos, aktywować funkcję Easy Chat oraz sterować aparatem z połączonego telefonu.
Jest też opcja szukania słuchawek dźwiękiem, jak również wywołania trybu parowania, przy czym wówczas słuchawki muszą być w etui, a wieczko otwarte.





Zabrakło mi tu natomiast choćby uproszczonego sterowania bieżącym odtwarzaniem i głośnością, choć można poniekąd zrzucić to na obecność zbyt małego wyświetlacza. Obie te funkcje zarezerwowano dla droższych Soundcore Liberty 5 Pro Max, które mają większy, bo 1,78-calowy ekran AMOLED.
I, generalnie, całościowo stanowi to naprawdę fajny dodatek, będący nietuzinkowym uzupełnieniem opcji zarządzania i sterowania słuchawkami. Przyznaję, że – ku mojemu zaskoczeniu – faktycznie dość często sięgałem do tego wyświetlacza, by szybko zmienić tryb ANC lub sprawdzić dokładny stan naładowania słuchawek, ewentualnie wzbudzić parowanie.
Wypada mi tu wspomnieć o jeszcze jednej kwestii. Z raczej oczywistych względów, zarządzanie większością ustawień możliwe jest tylko, gdy słuchawki znajdują się poza etui. Jeśli są one zamknięte wewnątrz (i niepołączone z żadnym urządzeniem), można jedynie podejrzeć poziomy baterii.





Aplikacja Soundcore
Czymże byłyby współczesne słuchawki, gdyby nie towarzysząca im aplikacja. W przypadku Soundcore Liberty 5 Pro nosi ona nazwę Soundcore (co za przypadek) i możemy ją pobrać z Google Play oraz App Store. Wersje na oba systemy są ze sobą zbieżne funkcjonalnie, nie licząc oczywistego braku ustawień związanych z kodekiem LDAC w wersji na iOS, który wsparcia dlatego kodeku nie ma.
O ogólnych wrażeniach z apki Soundcore szerzej wspominałem w nie tak dawnej recenzji słuchawek Soundcore Liberty Buds. W przypadku modelu Liberty 5 Pro, trzon aplikacji i jej interfejs pozostaje oczywiście taki sam, natomiast – siłą rzeczy – mamy tu parę dodatkowych elementów związanych stricte z funkcjami tych konkretnych słuchawek.
Dla formalności szybko tylko powiem, że – generalnie – nie mam zastrzeżeń co do działania aplikacji. Interfejs wygląda estetycznie, jest relatywnie prosty w obsłudze, a poszczególne elementy i funkcje są logicznie rozlokowane. Nie brakuje tu też języka polskiego, przy czym wciąż jakość niektórych tłumaczeń pozostawia nieco do życzenia. Oczekiwałbym na tym polu poprawy, bo to w zasadzie mój jedyny zarzut w tej materii.
Nie będziemy omawiać tutaj absolutnie każdego elementu apki i pojedynczych opcji, bo trwałoby to zdecydowanie zbyt długo. Wszystko znajdziecie natomiast na załączonych zrzutach. Jeśli chodzi o te najważniejsze opcje, to – bez zaskoczenia – na ekranie głównym mamy podgląd poziomu baterii, wszelkie przełączniki trybów ANC oraz sekcję korektora dźwięku i paneli dotykowych.
















Korektor dźwięku ulokowano w bloku HearID. Sekcja ta została nieco przeprojektowana i pokuszę się o stwierdzenie, że wizualnie prezentuje się teraz lepiej, choć – nie wiedzieć czemu – wykastrowano ją z większości gotowych presetów brzmienia. Teraz, do dyspozycji mamy ich dziewięć, a tak na dobrą sprawę pięć, bo cztery mają nazwę Custom, ale nie można ich edytować, a ich strojenie jest wypłaszczone.
Jest również opcja dodania własnego ustawienia przy wykorzystaniu 8-pasmowego equalizera w zakresie od 100 Hz do 12.8 kHz. Drugą możliwością jest sztandarowe rozwiązanie marki Soundcore, czyli test preferencji HearID, który polega na kilkukrotnym wyborze preferowanego brzmienia pomiędzy opcjami A i B. Po ukończeniu generowany jest nasz własny profil dźwięku wraz z graficznym przedstawieniem jego parametrów.
W tej sekcji dostępne są również opcje dźwięku przestrzennego Dolby Audio (zoptymalizowane pod kątem Dolby Atmos) oraz AI Sound Enhancement, czyli podnoszenia jakości dźwięku z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Oba nie mogą być jednak aktywne, gdy korzystamy z kodeksu LDAC.
Tutaj muszę wspomnieć, że w trakcie testów pojawiła się aktualizacja dodająca do equalizera dodatkowy preset Soundcore Balanced, który z góry stał się domyślnie włączonym, zamiast wcześniejszego (nadal dostępnego) Soundcore Signature. O tym, jak wpłynęło to na brzmienie, opowiem później.
Jest również bazujący na sztucznej inteligencji asystent głosowy Anka, o którym szerzej wspomniałem w teście Liberty Buds oraz sterowanie głosowe (ponad 20 komend, m.in. przewijanie utworów). Niestety, to ostatnie nie oferuje obsługi języka polskiego.












Sterowanie gestami dotykowymi
Jak większość modeli TWS na rynku, Souncore Liberty 5 Pro zostały wyposażone w panele dotykowe zintegrowane z frontami słuchawek. W interakcje z nimi wchodzimy poprzez dotknięcia, przytrzymania oraz przeciągnięcie palcem w górę lub w dół. Co również istotne, większość akcji możemy samodzielnie zdefiniować korzystając z poświęconej temu sekcji w aplikacji.
Na fabrycznych, domyślnych ustawieniach, panele pozwalają nam dokonać takich oto czynności:
- jednokrotne dotknięcie: brak ustawienia,
- dwukrotne dotknięcie: lewa – następny utwór, prawa – odtwórz/wstrzymaj,
- trzykrotnie dotknięcie: brak ustawienia,
- przytrzymanie palca: zmiana trybów ANC (redukcja hałasu/tryb przezroczysty),
- przesunięcie palcem w górę/w dół: regulacja głośności (+/-).
I, w ogólnym rozrachunku, nie mam zarzutów co do działania paneli dotykowych. Ich czułość stoi na bardzo dobrym poziomie, dzięki czemu poprawnie odczytują wykonaną przez nas liczbę dotknięć. Błędy były rzadkimi sytuacjami, a przy tym też nie zdarzało mi się, by panele reagowały na dotyk omyłkowo, podczas – na przykład – poprawiania słuchawek w uszach.
Jak zdążyłem nadmienić kilka sekcji wcześniej, są tu również sensory monitorujące obecność słuchawek w uszach. Ich responsywność również nie pozwala narzekać, a jeśli ktoś nie lubi z nich korzystać, to da się je wyłączyć w apce.








Czas pracy Soundcore Liberty 5 Pro
Według oficjalnych zapewnień producenta, akumulatory zasilające Soundcore Liberty 5 Pro mają umożliwiać do 6,5 godziny odtwarzania na jednym naładowaniu przy włączonym mechanizmie ANC. Doładowania w etui powinny natomiast sprawić, że łączny czas pracy ma wynosić do 28 godzin. Tyle tylko, że są to wyniki obiecywane z wykorzystaniem standardowego kodeku AAC, a użycie LDAC skraca ten czas. Jak bardzo? Ano, dość mocno.
Przez zdecydowaną większość czasu poświęconego na testy Soundcore Liberty 5 Pro korzystałem ze smartfonów z Androidem, przez co – siłą rzeczy – decydowałem się na kodek LDAC dla jak najlepszych wrażeń dźwiękowych. W takim scenariuszu, po trzech godzinach słuchania stan naładowania spadał do 30-35%, a kolejna godzina powodowała zejście już do poniżej 20%. Łącznie udało mi się uzyskać wynik nieco poniżej pięciu godzin, zatem o co najmniej półtorej mniej niż obietnice Ankera.
Etui ładujące pozwalało mi na maksymalnie czterokrotne uzupełnienie baterii słuchawek do pełna, przez co finalny czas pracy z etui oscylował w okolicach 23-24 godzin. Jest zatem całkiem nieźle, ale – jednocześnie – zdecydowanie mogłoby być lepiej.
Przy relatywnie umiarkowanym użytkowaniu (po 2-3 godziny dziennie), spokojnie mogłem korzystać z całego kompletu do tygodnia bez ładowania futerału.
Soundcore Liberty 5 Pro naładujemy zarówno wykorzystując przewód USB-C, jak też indukcyjne, zgodnie ze standardem Qi. Uzupełnienie baterii w etui i słuchawkach zajmuje około 90-100 minut.

Jakość rozmów
Ten aspekt można uznać za swego rodzaju wyróżnik Soundcore Liberty 5 Pro. Wyposażono je bowiem łącznie w aż dziesięć mikrofonów, po pięć na słuchawkę. Cztery to klasyczne mikrofony MEMS, piąty to sensor przewodnictwa kostnego. Sprzęgają je oczywiście algorytmy izolacji głosu i redukcji hałasów otoczeni.
Wedle zapewnień, taki zestaw ma pozwolić na wyraźne prowadzenie rozmów w wielu warunkach i to nawet mówiąc szeptem. Marka chwali się też, że Liberty 5 Pro uzyskały certyfikat Guinness World Records w kategorii najwyższej czystości mowy w słuchawkach TWS. Jak zatem wypada to w praktyce?
Powiedziałbym, że bardzo dobrze, choć mimo wszystko do brylujących w tej kwestii Huawei FreeBuds Pro 5 trochę jednak brakuje. Wszystko zależy też oczywiście od scenariusza użycia. W relatywnie cichym otoczeniu – istotnie – jakość rozmów jest świetna. Rozmówcy słyszeli mnie wręcz stuprocentowo czysto i wyraźnie, także wtedy, gdy – nie chcąc przeszkadzać innym w otoczeniu – mówiłem ewidentnie ciszej.
Z hałasami w otoczeniu bywa różnie. Te raczej umiarkowane, pokroju gwaru w kawiarni, centrum handlowym czy pociągu, są izolowane bardzo dobrze i zwykle wcale nie przebijają się ponad głos. Jeśli jednak zaczyna robić się jeszcze głośniej, np. przy ruchliwej ulicy, na peronie czy w rozklekotanym autobusie, algorytmy walczą, by odciąć niepożądane dźwięki. Zwykle im się to udaje, ale reperkusją tego jest zniekształcenie naszego głosu, które dość często powodowało, że musiałem powtarzać co mówiłem. Podobnie wygląda to podczas spaceru w bardzo wietrzny dzień.

Aktywna redukcja hałasów, tryb adaptacyjny i transparentny
Na pokładzie znalazła się aktywna redukcja szumów Adaptive ANC 4.0 wspomagana sztuczną inteligencją napędzaną przez obecny w słuchawkach autorski procesor Anker Thus AI. Co więcej, poza samym ANC, wdrożno tu również tryb adaptacyjny, ale o nim za moment.
Zacznę jednak od tego, że ANC w Soundcore Liberty 5 Pro działa w trzech trybach – manualnym, z pięciostopnową regulacją oraz w dwóch trybach sytuacyjnych oznaczonych ikonami samolotu i samochodu. W moich testach najskuteczniejszy był z reguły manualny przy maksymalnym ustawieniu, ewentualnie ten z samochodem.
Jeśli chodzi o samą aktywną redukcję hałasów, działa ona bardzo dobrze, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że rewelacyjnie, przynajmniej w znacznej większości warunków.
Bez zaskoczenia, jednymi z takich warunków są hałasy składające się z niskich, jednostajnych dźwięków. Szum klimatyzacji, odgłos jadącego pociągu czy silnika autobusu to dla ANC w Liberty 5 Pro bułka z masłem. Dźwięki te wycinane są w bardzo, bardzo znaczącym stopniu i nawet, jeśli nie mamy włączonej muzyki, słyszymy je co najmniej o około 70% ciszej.
Jednak wcale nie oznacza to, że w pozostałych warunkach jest jakoś wyjątkowo gorzej. Także i niejednostajnie, nieco wyższe dźwięki, potrafią być dobrze izolowane, zwłaszcza w trybie manualnym. Wówczas, czy to przejeżdżające po ulicy samochody, stukot klawiatury czy gwar rozmów, są wyciszane przynajmniej o połowę.

W kwestii wiatru, marka Soundcore przygotowała tutaj dedykowany tryb Wind Noise Reduction, który może być aktywny zarówno przy ANC, jak i przy przezroczystości. I zdecydowanie polecam go włączyć, bo rzeczywiście spisuje się on bardzo skutecznie. Bez niego nawet umiarkowanie silne podmuchy powodują trzask mikrofonów, z nim jedynie naprawdę bardzo silny wiatr jest w stanie lekko się przebić.
Tryb transparentny nie oferuje żadnych dodatkowych ustawień czy regulacji – może być tylko włączony lub wyłączony. Niemniej jednak, sprawdza się on po prostu dobrze. Dźwięki brzmią naturalnie, głosy są w pełni zrozumiałe, a całkowita głośność stoi na bardzo dobrym poziomie. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie słyszalne szumy.
Trzeci jest tryb adaptacyjny, którego zasada działania jest relatywnie zbliżona do tego, co oferują chociażby AirPods Pro 3. Jest on zatem czymś pomiędzy ANC i trybem transparentnym, przy czym to algorytmy decydują, który z nich ma być aktualnie aktywny i w jakim natężeniu, zależnie od warunków otoczenia.
I, muszę przyznać, że tryb adaptacyjny rzeczywiście spisuje się zupełnie dobrze. W większości przypadków celnie dopasowuje swoje ustawienia i – na przykład – w hałaśliwej komunikacji miejskiej bardziej podbija efekt tłumienia, w sklepie jest on nieco mniejszy, a już w domowym zaciszu mocniej przechodzi w tryb transparentny.
Wspomnę jeszcze, że słuchawki oferują wykrywanie rozmów i gdy tylko rozpoznają, że zaczęliśmy coś mówić, automatycznie przerzucają się z redukcji hałasów do trybu przezroczystości. Funkcja ta działa z reguły celnie, choć zdarza się, że reaguje np. już na samo chrząknięcie.

Jakość dźwięku i brzmienie Soundcore Liberty 5 Pro
Poprzednie modele flagowych słuchawek Soundcore szczyciły się obecnością podwójnych przetworników (wcześniej armatury i dynamika, później dwóch dynamików) usadowionych w architekturze koaksjalnej, czyli współosiowo. Soundcore Liberty 5 Pro porzuciły to rozwiązanie na rzecz klasycznych, pojedynczych przetworników o średnicy 9,2 mm z membranami papierowo-wełnianymi.
Przyznaję, że początkowo brzmienie Soundcore Liberty 5 Pro mnie nie urzekło, a wręcz trochę rozczarowało. Strojenie na domyślnych ustawieniach (preset Soundcore Signature) było zbyt ciepłe i przepełnione basem, który przytłumiał środek i górę, a niekiedy wręcz ewidentnie dudnił. Brzmiały one wówczas trochę bez polotu, jak przeciętne słuchawki dla fanów wszechobecnego basu.
Sytuację diametralnie zmieniła aktualizacja oprogramowania, dodająca preset Soundcore Balanced, który stał się wówczas domyślnym. Powoduje on znaczne ujarzmienie i wycofanie niskich tonów na rzecz lepszego wyeksponowania średnicy oraz sopranów, tym samym zmniejszając wrażenie zbyt ciepłej barwy. Zresztą, ten sam efekt uzyskujemy wybierając jedno z ustawień Custom lub manualny equalizer.
Oceniając zatem brzmienie na korektorze, który obecnie stanowi domyślny, czyli Soundcore Balanced, słuchawki grają naprawdę dobrze. Jest bardzo rozrywkowo, angażująco, wręcz mięsiście i ciepło, ale jeszcze nie zamulająco.

Bas wciąż jest dość mocno wyeksponowany, ma dużą energię, ale już nie dudni i fajnie schodzi w partie subbasu. Nie da się jednak ukryć, że sprawia on, iż całość ma ciepłą barwę. Tony średnie są dość bliskie (zdecydowanie bliższe niż pierwotnie), mają bardzo dobrą rozdzielczość i sporo detali, zaś wokale są nieco wygładzone, ale odpowiednio wysunięte do przodu. Góra wybrzmiewa łagodnie, nie kłuje sybilantami, a przy tym wciąż pozostaje odpowiednio obecna.
Jeśli chodzi o scenę dźwiękową, absolutnie nie należy ona do nadmiernie ciasnych, choć jednocześnie nie mogę określić jej mianem szalenie dużej. Słyszymy tu głównie szerokość i nieco głębi, separacja instrumentów jest dobra, podobnie jak napowietrzenie.
W ogólnym rozrachunku, brzmienie Soundcore Liberty 5 Pro oceniam pozytywnie. Niemniej jednak, jeśli chodzi o aspekty techniczne, czyli chociażby rozdzielczość dźwięku czy muzykalność, strojenie to wypada gorzej od wspominanych już Huawei FreeBuds Pro 5, AirPods Pro 3 czy Technics EAH-AZ100.

Podsumowanie – jakie są Soundcore Liberty 5 Pro?
Soundcore Liberty 5 Pro to – w gruncie rzeczy – naprawdę bardzo dobre słuchawki TWS, z których przez ostatni miesiąc korzystało mi się po prostu przyjemnie. Zdecydowanie nie brakuje im atutów, ale jest też coś, na co mogę trochę pomarudzić.
Skuteczność ANC stoi na świetnym poziomie, pozostałe tryby również wypadają dobrze, słuchawki są dobrze zbudowane i bardzo wygodne, a ogólna jakość rozmów jest bardzo wysoka. Atut stanowi też kodek LDAC, tryb multipoint na trzy urządzenia, funkcjonalna apka oraz ekran w etui ładującym, który faktycznie potrafi się przydać.
Brzmienie po ostatniej aktualizacji (tudzież na płaskim korektorze) wypada naprawdę solidnie, jest angażujące i rozrywkowe. No bo właśnie… do tej pory słuchawki Soundcore Liberty Pro były raczej dedykowane tym, którzy od dźwięku oczekują nieco większej techniczności. Strojenie Liberty 5 Pro prezentuje inne podejście, nastawione bardziej na typowych konsumentów. Czy to źle? Niekoniecznie, choć ja osobiście mam przez to lekki niedosyt.
Jeśli chodzi o ewidentnie wady, czas pracy z LDAC odstaje od obietnic, aplikacja nadal wymaga poprawienia tłumaczeń, no i szkoda, że etui nie jest nieco mniejsze.
Koniec końców jednak, podtrzymuję, że na wielu polach Soundcore Liberty 5 Pro zaskakują pozytywnie i – jeśli szukacie słuchawek, które się czymś wyróżniają, a przy czym niekoniecznie należycie do melomanów – to zdecydowanie się tutaj nie zawiedziecie.









