Gdy firma Baseus, znana przede wszystkim z produkcji akcesoriów do ładowania, po raz pierwszy zaprezentowała swoje nowe słuchawki z linii Inspire, tworzone w kooperacji z marką Bose, już wtedy spodziewałem się, że mogą namieszać na rynku. Po miesiącu testów nausznego modelu Baseus Inspire XH1 wiem, że – faktycznie – są to jedne z najlepszych słuchawek w swoim segmencie i tak na dobrą sprawę niemal niczego im nie brakuje.
Specyfikacja techniczna Baseus Inspire XH1:
- audio: przetworniki dynamiczne ∅35 mm, pasmo przenoszenia 20 Hz – 40 kHz, strojenie Sound by Bose, Hi-Res Audio Wireless (24-bit/96 kHz), dźwięk przestrzenny Dolby Audio, algorytmy SuperBass 3.0 i SuperBalance 3.0, personalizacja dźwięku SoundFit,
- konstrukcja: nauszna zamknięta,
- adaptacyjna aktywna redukcja szumów (ANC), tryb transparent,
- 5 mikrofonów łącznie, w tym do rozmów z redukcją hałasów AI,
- łączność: Bluetooth 6.1, kodeki SBC, AAC i LDAC, tryb multipoint,
- bateria: do 65 h pracy z włączonym ANC (do 100 h z wyłączonym), ładowanie USB-C,
- wymiary: 205×167×80 mm,
- waga: 275 g,
- obsługa aplikacji Baseus.
Oficjalna, premierowa cena słuchawek Baseus Inspire XH1, wynosiła 549 złotych. Celowo używam tu jednak czasu przeszłego, bo w chwili obecnej można je kupić jeszcze taniej, nawet za 349 złotych.
Dostępne są cztery warianty kolorystyczne – czarny (Cosmic Black), beżowy (Starlight Off-White), niebieski (Twilight Blue) oraz pomarańczowy (Sunset Coral), przy czym dwa ostatnie kosztują już standardowe 549 złotych.
Baseus Inspire XH1

Pierwsze wrażenie – ależ one są ładne!
Tak, to była moja autentyczna reakcja w momencie, gdy rozpakowałem i wyjąłem z pudełka Baseus Inspire XH1. Śmiało mogę stwierdzić, że to jedne z najładniejszych słuchawek nausznych, z jakimi miałem do czynienia w ostatnich latach.
Wpływ na to ma w dużej mierze nie tyle sam ich design, co ta absolutnie świetna, niebieska wersja kolorystyczna (przy okazji fajnie korelująca z barwami Tabletowo ;)). Sprawia ona, że słuchawki te zdecydowanie przyciągają wzrok i w zasadzie kogo bym nie spytał, każdy zgodnie stwierdzał, że wyglądają wprost kapitalnie.
Generalnie, pod kątem wzornictwa i konstrukcji, Baseus Inspire XH1 naprawdę nie mają się czego wstydzić, nawet na tle droższych modeli konkurencji. I, oczywiście, w większości mamy tutaj do czynienia z tworzywami sztucznymi, bowiem wykonano z nich praktycznie całe muszle, ale tworzywa te są bardzo dobrej jakości. Nic tutaj nie trzeszczy, nie sprawia wrażenia tandetnego i nie budzi obaw o trwałość.
Muszle słuchawek zostały zbudowane z dwóch rodzajów materiału – frontowa część wyglądem (w dotyku trochę też) imituje zmatowiony metal, delikatnie się mieni i mieści logo Baseus na środku. Na krawędziach tych elementów znalazły się mikrofony, porty oraz przyciski. Na lewym nauszniku ulokowano złącza USB-C i Jack 3,5 mm, a także przycisk zasilania (służący też do parowania) oraz zmiany trybów ANC. Po prawej stronie natomiast znajdziemy klawisz sterowania odtwarzaniem i podwójny do regulacji głośności. Dalszą część muszli wykonano już z bardziej zwykłego, ale wciąż dobrze sprasowanego plastiku.





Pałąk w całości został pokryty skórą proteinową, przy czym spodnia część (ta w miejscu styku pałąka z głową) pod tym materiałem ma jeszcze miękką piankę. Po lewej stronie, bliżej muszli, wyżłobiono logo Sound by Bose. Nie zabrakło tu oczywiście płynnej regulacji długości na obu końcach. Co miło zaskakuje, cały element łączący muszle z pałąkiem wykonano z metalu.
Poduszki wokółuszne zostały zbudowane z pianki pokrytej – tak, jak pałąk – skórą proteinową. Są one miękkie i przyjemne w dotyku. Ponarzekać mogę natomiast na to, że padów nie da się zdemontować, zatem ich wymiana nie jest tu – niestety – możliwa.
Co istotne i fajne zarazem, konstrukcja słuchawek składa się na dwa sposoby. Muszle mogą bowiem zostać przekręcone na płasko (i w taki sposób lokujemy je w futerale) lub złożone do wewnątrz – wtedy zajmują one znacznie mniej miejsca. To dobre szczególnie, gdy w danym momencie nie mamy miejsca, by zabrać ze sobą całe etui.


A skoro już o tym mowa, to dobry moment, by wspomnieć, że w zestawie z Baseus Inspire XH1 otrzymujemy bardzo solidny, usztywniony pokrowiec zamykany na zamek błyskawiczny. Na jego górze naniesiono logotypy Baseus oraz Sound by Bose.
Całościowo, ma on fajną, płócienną fakturę z zewnątrz oraz miękkie wykończenie w środku, słuchawki wkładamy do niego na płasko. Z kolei w jego górnej części ulokowano kieszonkę, w której możemy umieścić przewody USB-C i Jack 3,5 mm, które oczywiście także są w zestawie sprzedażowym.



Wygoda i ergonomia użytkowania
Za każdym razem przy okazji recenzji słuchawek nausznych powtarzam się, że nie należę do wielkich zwolenników takich konstrukcji i, mając wybór, prywatnie zawsze sięgam po pchełki typu TWS. Niemniej jednak, przyznaję, na przestrzeni ostatniego czasu udało mi się w dużej mierze przekonać do modeli nausznych, a Baseus Inspire XH1 nie wyłamały się z tego schematu. Ba, wprost przeciwnie.
Z racji omawianej już, relatywnie niewielkiej i lekkiej konstrukcji, słuchawki leżą na głowie naprawdę bardzo dobrze. W trakcie miesiąca testów korzystałem z nich zarówno przez krótsze chwile, mniej więcej do około godziny, jak i podczas podróży pociągiem czy wieczornego słuchania, nierzadko nawet po trzy godziny ciągiem. W każdym z tych scenariuszy Baseus Inspire XH1 spisywały się nad wyraz dobrze.
Słuchawki dobrze się układają, nie odczuwamy ich ciężaru, nie uciskają nazbyt mocno ani na czubku głowy, ani też w okolicach uszu. Poduszki wokółuszne są miękkie i przylegają w punkt, nie czułem uwierania, a jednocześnie pasywna izolacja wciąż pozostawała na świetnym poziomie.
W zasadzie jedyny istotniejszy problem stanowi odczuwanie ciepła i lekkie pocenie miejsca styku poduszek z uszami po dłuższym użytkowaniu, ale jest to coś absolutnie typowego dla słuchawek, których pady wykonane są ze skóropodobnego materiału.


Łączność
Baseus Inspire XH1 zostały wyposażone w łączność bezprzewodową Bluetooth 6.1, zatem – co warto podkreślić – mamy do czynienia z najnowszą obecnie dostępną wersją Bluetootha. Słuchawki obsługują kodeki SBC, AAC oraz LDAC, a za sprawą tego ostatniego oferują na urządzeniach z Androidem dźwięk o wysokiej rozdzielczości 24-bit/96 kHz przy przepływności do 990 kb/s.
W trakcie testów miałem sposobność łączyć słuchawki z kilkoma różnymi urządzeniami, zarówno smartfonami, jak i tabletami. Niezależnie od wybranego sprzętu, przez cały czas nie miałem – dosłownie – żadnych problemów z połączeniem. Było ono zawsze stabilne, a zasięg odpowiednio duży (mogłem swobodnie poruszać się w obrębie mieszkania), przez co odtwarzanie odbywało się bez zakłóceń. Przy tym, nie odnotowałem też rażących opóźnień, dzięki czemu oglądanie wideo z użyciem słuchawek nie stanowiło problemu.
Na pokładzie nie zabrakło trybu multipoint, dzięki któremu Baseus Inspire XH1 mogą łączyć się z dwoma urządzeniami w tym samym czasie. Działa on w pełni bezproblemowo, także wtedy, gdy oba urządzenia korzystają z kodeku LDAC.
Poza łącznością Bluetooth, słuchawki można podłączyć do urządzenia również przewodowo, przy czym nie da się wykorzystać do tego przewodu USB-C jako połączenie cyfrowe, a jedynie analogowy, klasyczny Jack 3,5 mm. Trochę szkoda.

Co pozwala nam zrobić aplikacja Baseus?
Jak to już zwykle bywa, dobrej klasy słuchawki bezprzewodowe łączą się z aplikacjami, które umożliwiają dostosowanie ich ustawień. Dokładnie tak samo jest w przypadku Baseus Inspire XH1.
By wykorzystać pełnię potencjału omawianych słuchawek, zdecydowanie warto pobrać aplikację Baseus, która dostępna jest oczywiście na Androida w Google Play oraz na iOS w App Store. Zanim jednak przejdę do omówienia tego, co faktycznie potrafi, muszę niestety trochę ponarzekać.
Choć raczej przez większość czasu jej działanie było stabilne, tak miewała swoje gorsze momenty. Trzykrotnie zdarzyło się bowiem, że mimo nawiązania połączenia słuchawek ze smartfonem, aplikacja w żaden sposób ich nie wykrywała i – co za tym idzie – nie pozwalała mi zarządzać opcjami, bo były one wyszarzone.
Nie pomagały wówczas żadne próby ponownego łączenia słuchawek, restartu aplikacji czy nawet powtórna jej instalacja. Problem ten co prawda znikał samoczynnie po upływie krótkiego czasu i nie wracał nazbyt często, niemniej jednak zdarzał się i potrafił wówczas irytować. Zwłaszcza, że działo się to losowo, niezależnie od modelu smartfona, na którym w danym momencie miałem zainstalowaną aplikację.







No dobrze, wróćmy do funkcji. W ogólnym rozrachunku, aplikacja Baseus oferuje naprawdę sporo. Interfejs jest relatywnie prosty w obsłudze, schludny i w całości spolszczony, choć te tłumaczenia w niektórych miejscach pozostawiają troszeczkę do życzenia. Całość opiera się w zasadzie o jeden ekran, na którym rozmieszczono kafelki przenoszące nas do konkretnych funkcji.
To, co najważniejsze, znalazło się na samej górze. Tuż pod grafiką przedstawiającą słuchawki ulokowano informację o stanie naładowania i połączeniu, a tuż pod – przełączniki do zmiany trybów redukcji hałasu wraz z dodatkowymi ustawieniami ANC. Niżej możemy natomiast włączyć opcję dźwięku przestrzennego Dolby Audio.
Idąc dalej, istotny kafelek stanowi equalizer. Do dyspozycji mamy siedem gotowych presetów (w tym fabryczny nazwany Sound by Bose) oraz opcję stworzenia i zapisania własnych, bazując na 8-zakresowym korektorze graficznym. W sekcji ustawienia dźwięku mamy możliwość włączenia algorytmu wzmocnienia basu, trybu niskich opóźnień, a także Hi-Res Audio, czyli kodeku LDAC.
Jest również sekcja poświęcona trybowi multipoint, w której możemy nie tylko go aktywować, ale i zarządzać listą wszystkich sparowanych i aktualnie połączonych urządzeń.






Na koniec pozwoliłem sobie zostawić funkcję SoundFit, bowiem należy jej się parę słów więcej. Pozwala ona na dostosowanie, a bardziej skorygowanie brzmienia słuchawek, poprzez wykonanie testu słuchu. By to zrobić, warto znajdować się w cichym miejscu, bowiem cała procedura opiera się o odtwarzanie szumu oraz pikania o różnych częstotliwościach.
Test wykonywany jest najpierw na lewe, a następnie prawe ucho. Naszym zadaniem jest uważne słuchanie i przytrzymywanie palca na przycisku na ekranie w momencie, gdy twierdzimy, że słyszymy dźwięk pikania. Jest on odtwarzany przez chwilę, po której zmienia się rodzaj (czyli i częstotliwość) tego dźwięku.
Po zakończeniu, aplikacja generuje wykres obrazujący, które z zakresów częstotliwości słyszymy lepiej, a które gorzej. Te gorsze są podbijane przez algorytmy, byśmy mogli słyszeć je lepiej. Oprócz tego, możemy dostosować, czy personalizacja ma być słabsza, zalecana czy bogatsza, jak również ustawić jej poziom wykorzystując suwak.
Jeśli natomiast nie chcemy wykonywać testu, aplikacja może oszacować słuch na podstawie roku urodzenia. Nie będzie to jednak stanowić tak precyzyjnej personalizacji, jak ta na podstawie testu.












Sterowanie funkcjami z poziomu słuchawek
Z części poświęconej konstrukcji wiecie już, że Baseus Inspire XH1 zostały wyposażone w cztery przyciski, a każdy z nich odpowiada za inne kwestie. Korzysta się z nich intuicyjnie, klik jest wyczuwalny, ale mógłby być nieco bardziej miękki, bowiem dość mocno słyszymy w uszach każde pojedyncze naciśnięcie.
Znajdujący się na lewej muszli przycisk z kropką po krótkim przytrzymaniu włącza i wyłącza słuchawki, natomiast gdy naciśniemy go dłużej, słuchawki przejdą w tryb parowania z nowym urządzeniem. Obok niego umieszczono klawisz ANC – każde jego kliknięcie to zmiana trybu pomiędzy redukcją hałasów, transparentnością lub całkowicie wyłączonym.
Po prawej stronie umieszczono wyraźnie dłuższy, bo podwójny przycisk góra/dół. Pojedyncze naciśnięcia zmieniają głośność – w dół ciszej, w górę głośniej. Gdy przytrzymujemy go dłużej przewijamy utwory – wówczas kliknięcie dołu przeskakuje do następnego utworu, a w górę do poprzedniego.

Drugi, krótszy klawisz na prawej muszli, odpowiada za odtwarzanie i rozmowy. Jedno kliknięcie powoduje wstrzymanie lub wznowienie odtwarzania i odebranie połączenia, natomiast jeśli naciśniemy go podczas rozmowy, spowoduje to zakończenie połączenia. Oprócz tego, ma on programowalne funkcje dwukrotne i trzykrotne naciśnięcie oraz przytrzymanie.
Możemy je dostosować w aplikacji, natomiast domyślnie te opcje wyglądają tak:
- jednokrotne naciśnięcie: wstrzymanie/wnowienie odtwarzania, odebranie/zakończenie połączenia,
- dwukrotne naciśnięcie: dźwięk przestrzenny Dolby,
- trzykrotne naciśnięcie: tryb niskich opóźnień,
- długie przytrzymanie: asystent głosowy, odrzucenie połączenia.
Tym, czego mi tutaj zabrakło, jest czujnik założenia. Oznacza to, że słuchawki nie potrafią wykrywać czy są na naszej głowie, zatem jeśli je zdejmiemy, odtwarzanie nie zostanie wstrzymane. Szkoda, ale jednocześnie nie zamierzam karcić za to jakoś wybitnie mocno, bo – dla przykładu – wyraźnie droższe Nothing Headphone (a) także takowego czujnika nie mają.






Czas pracy to duży atut Baseus Inspire XH1
Jak obiecuje Baseus, słuchawki Inspire XH1 mają być w stanie pracować do 65 godzin na jednym naładowaniu przy włączonym ANC, natomiast wyłączenie redukcji hałasów ma wydłużać ten czas aż do 100 godzin.
Praktycznie przez cały okres testów ze słuchawek korzystałem z aktywną redukcją szumów lub trybem transparentnym oraz włączonym kodekiem LDAC. To ostatnie sprawia, że uzyskiwane przeze mnie wyniki są nieco niższe niż deklaracje producenta, choć nie jakoś przesadnie bardzo.
I, generalnie, Baseus Inspire XH1 to słuchawki trudne do rozładowania, ale to oczywiście zdecydowanie pozytywna cecha. Przy użytkowaniu po co najmniej dwie godziny dziennie, często nawet znacznie, znacznie dłużej, od momentu pierwszego użycia przy 100% naładowania do rozładowania do poziomu 10% potrzebowałem aż 17 dni. To naprawdę świetny wynik.
Gdyby chcieć w przybliżeniu zsumować wszystkie dni użytkowania podczas takiego pełnego cyklu, można powiedzieć, że udało mi się uzyskać czas pracy na poziomie około 58-60 godzin. Biorąc pod uwagę wyższą prądożerność kodeku LDAC, uznaję to za wynik adekwatnie bliski temu obiecywanemu.
Ładowanie słuchawek odbywa się poprzez USB-C i, aby uzupełnić ich baterię do pełna z pułapu około 10%, potrzebujemy mniej więcej dwie godziny z hakiem. Patrząc przez pryzmat czasu pracy oraz częstotliwości ładowania, jest to jak najbardziej akceptowalne.

Efektywność działania ANC i tryb transparencji
Jak przystało na porządne słuchawki bezprzewodowe, Baseus Inspire XH1 oferują mechanizm adaptacyjnej aktywnej redukcji szumów. Producent chwali się, że jej działanie jest czteropoziomowe, analizuje otoczenie do 384 tysięcy razy na sekundę i rzekomo ma izolować do 48 dB hałasów. Jak więc sprawdza się to w boju? Pokuszę się o stwierdzenie, że lepiej niż się spodziewałem rozpoczynając testy.
Zacznę jednak od tego, że ANC może działać na trzy sposoby – w trybie zmiennym, czyli adaptacyjnie dostosowującym się do warunków otoczenia, czterech trybach sytuacyjnych (w pomieszczeniu, na zewnątrz, komunikacyjny, podróżowanie) oraz w trybie ręcznym, z pięciostopniową regulacją mocy. Wedle moich obserwacji, zdecydowanie najbardziej efektywny jest tryb zmienny lub ręczny, przy ustawieniu maksymalnego poziomu.
I, w ogólnym rozrachunku, ANC w Baseus Inspire XH1 działa naprawdę bardzo dobrze jak na reprezentowany segment cenowy. Jak to zwykle bywa, im niższe i bardziej jednostajne dźwięki (odgłosy silnika w komunikacji, pociągu czy szum klimatyzacji), tym są one lepiej wygłuszane. Dzięki temu, w połączeniu z bardzo dobrą izolacją pasywną i włączoną muzyką, możemy realnie niemal całkowicie odciąć się od świata podczas podróży transportem publicznym.
Dobrze wypada też izolowanie niejednostajnego hałasu przejeżdżających aut na ruchliwej ulicy w pobliżu oraz stukania w klawiaturę – słyszymy je o solidną połowę ciszej. Nieco gorzej jest, gdy do akcji wkraczają wysokie dźwięki, bo już – na przykład – głośne rozmowy współpasażerów czy tłok centrum handlowego potrafi odrobinę bardziej przebijać się do uszu. Przy tym, wciąż słychać, że są one wyciszone i stają się znacznie mniej uciążliwe.

Jest jednak jedna rzecz, która wypada nie do końca tak, jak powinna. Jeśli przemieszczamy się komunikacją miejską, włączone ANC potrafi powodować czasem zakłócenia i pojedyncze trzaski, w momencie, gdy autobus – na przykład – wjedzie w jakąś nierówność na drodze. Co prawda nie występuje to zawsze, ale może czasem odrobinę zirytować.
Jeśli chodzi o wietrzne warunki, w aplikacji znalazł się dedykowany tryb redukcji szumów wiatru i zdecydowanie warto go włączyć, bo faktycznie wnosi on trochę do izolacji intensywniejszego wiatru. Bo, o ile lżejsze podmuchy już przy standardowej redukcji hałasów zwykle nie przebijają się w żadnym stopniu przez barierę ANC, tak mocny wiatr potrafi powodować lekkie trzeszczenie w uszach. Gdy aktywujemy wspomnianą redukcję szumów wiatru, istotnie trzaski mikrofonów stają się mniej uciążliwe.
Przeciwwagę dla aktywnej redukcji szumów stanowi tryb transparentny, czyli ten, którego zadaniem jest wtłaczanie dźwięków otoczenia do słuchawek poprzez mikrofony. Nie oferuje on żadnej regulacji natężenia, ale jego działanie jest po prostu dobre.
Dźwięk w trybie przejrzystości jest w większości sytuacji wystarczająco dobrze zrozumiały i tyczy się to także głosu osób. Ponarzekać mogę natomiast, że słychać szumy, a całość sprawia wrażenie przytłumionej. Niemniej jednak, nie jest to jeszcze poziom przytłumienia powodujący dużą niewyraźność dźwięku.

Jakość rozmów
Baseus Inspire XH1 zostały wyposażone w pięć mikrofonów, które służą nie tylko do działania aktywnej redukcji hałasów, ale i rozmów telefonicznych. Są one wspomagane algorytmami AI, mającymi izolować głos od dźwięków zewnętrznych.
Standardowo, podczas testów miałem okazję przeprowadzić z Inspire XH1 na uszach co najmniej kilka rozmów, zarówno tych w domowym zaciszu, jak też poza domem, w trudniejszych dla mikrofonów warunkach.
I, nie jest dla mnie najmniejszym zaskoczeniem, że w cichym otoczeniu, jakość rozmów jest bardzo, bardzo dobra. Rozmówcy w żadnym stopniu nie narzekali na sposób słyszenia mnie oraz rozumienie wszystkich wypowiadanych przeze mnie słów, także wtedy, gdy mówiłem bardziej ściszonym głosem.
W sytuacji, gdy w tle głosu pojawiał się hałas, na przykład w komunikacji miejskiej, pociągu czy w pobliżu ulicy, Baseus Inspire XH1 radziły sobie zaskakująco dobrze. Zastosowane tu algorytmy rzeczywiście starają się celnie wycinać niepożądane dźwięki, przy czym czasem dzieje się to kosztem zniekształcenia barwy głosu. Wówczas, staje się ono tym bardziej intensywne, im trudniejszy hałas musi zostać wyizolowany.

Jakość dźwięku i brzmienie, czyli jak to jest z tym Sound by Bose?
Jak zawsze, na koniec ta w zasadzie najistotniejsza kwestia – dźwięk. Jego reprodukcją zajmują się przetworniki dynamiczne o średnicy 35 milimetrów, a ich brzmienie – jak szczyci się Baseus – zostało dostrojone przez inżynierów z doskonale znanej w świecie audio marki Bose. Sygnowanie to jest dla nas sporą obietnicą wysokiej jakości dźwięku i – co najważniejsze – obietnica ta nie pozostaje bez pokrycia.
Brzmienie Baseus Inspire XH1 określiłbym mianem dynamicznego, przystępnego w odbiorze i relatywnie zbliżonego do rozrywkowej sygnatury, ale absolutnie nie zalanego dudniącym basem. Całościowo, jest naprawdę bardzo dobrze i pokuszę się o stwierdzenie, że Inspire XH1 grają znacznie lepiej, niż wskazuje na to półka cenowa.
Bas jest wyraźnie zaakcentowany, ale nie góruje nad całokształtem dźwięku (chyba, że dany utwór tego wymaga), nie zamula go i – co ciekawe – mam wrażenie, że bardziej wysunięte są tutaj najniższe, subbasowe partie, aniżeli środkowy midbas. Daje to niekiedy wręcz fajne poczucie słuchania muzyki na zestawie kina domowego z pomrukującym nam obok subwooferem.
W efekcie, niskie tony są energiczne, a jednocześnie pozostają trzymane w ryzach – potrafią zarówno szybko i mocno zaatakować, jak też wyraźnie przycichnąć na rzecz innych składowych pasma, wybrzmiewając raczej w ich tle.

Tony średnie są delikatnie ocieplone w barwie, ale jeszcze nie nazwałbym ich ewidentnie ciepłymi. Koniec końców, są one usadowione blisko i mają bardzo dobrą rozdzielczość – detali nie brakuje, jest ich całkiem dużo, zaś wokale są bardzo dobrze wyeksponowane i relatywnie naturalne. Góra pasma oferuje dość dobrą ekspozycję, nie jest przytłumiona przez dół i środek, a przy tym nie brzmi zbyt ostro czy sykliwie.
A co ze sceną dźwiękową? Nie mam wrażenia ani przesadnej ciasnoty, ani też oszałamiającej obszerności sceny. Jest więc – rzekłbym – dość kameralnie, ale relatywnie trójwymiarowo (choć głównie słychać rozciągnięcie w szerokości), nie brakuje niezłego napowietrzenia i separacji instrumentów.
Słuchawki zostały wyposażone w technologię dźwięku przestrzennego Dolby Audio (nie Atmos), którą aktywujemy w aplikacji, co zresztą mogliście już zobaczyć na zrzutach ekranu nieco wcześniej. Po jego włączeniu, dźwięk faktycznie zyskuje trochę głębi, zwłaszcza przez podbicie niskich tonów, ale w zamian powoduje lekkie rozmycie detali. Do słuchania muzyki osobiście wolałem mieć go wyłączonego.

Podsumowanie – no to jakie są Baseus Inspire XH1?
Baseus Inspire XH1 to jedne z najfajniejszych słuchawek nausznych, z jakimi miałem do czynienia w ostatnim czasie, zwłaszcza patrząc przez pryzmat tego, że są one naprawdę korzystnie wycenione. Stosunek ceny do jakości jest wprost książkowy – marce udało się pokazać, że bardzo solidnie wyposażone słuchawki nie muszą być w cenie liczonej w tysiącach.
Jakość dźwięku jest zaskakująca, brzmienie angażujące, aktywna redukcja szumów bardzo skuteczna w większości scenariuszy, a czas pracy na baterii wypada dosłownie rewelacyjnie. Całości dopełnia świetne wzornictwo (ten kolor!), konstrukcja solidna i składana na dwa sposoby oraz bardzo dobra ergonomia użytkowania czy – wreszcie – fajne, usztywnione etui w zestawie. Nie zabrakło nawet kodeku LDAC, łączności multipoint i dość rozbudowanej aplikacji.
Napotkałem też parę potknięć, przy czym nie są one czymś bezwzględnie rażącym. Szkoda, że poduszki wokółuszne są niewymienne, słuchawki nie mają czujnika wykrywającego założenie i nie pozwalają na przewodowe odtwarzanie bezpośrednio przez USB-C. Aplikacja także wymaga dopracowania, bo zdarzają się jej problemy ze stabilnością, co nieco popsuło jej odbiór w moich oczach.
Już za pierwotną cenę 549 złotych Baseus Inspire XH1 są w pełni broniącymi się, świetnymi słuchawkami. Ich atrakcyjność rośnie jeszcze bardziej, gdy spojrzymy, że w chwili obecnej można je kupić w promocjach nawet o 200 złotych taniej, zależnie od wariantu kolorystycznego.
Tak czy siak, w obu przypadkach mogę je z czystym sumieniem polecić.










