Pod telewizorem trzymam aktualnie wszystkie najważniejsze rynkowo konsole, a gdzieś w szufladach znajdzie się też u mnie kilka tych nieco bardziej niszowych lub starszych sprzętów do grania. Z tego powodu absolutnie kluczową kwestią przy doborze słuchawek jest dla mnie ich uniwersalność i bezproblemowa kompatybilność z jak największą liczbą platform. I wszystko wskazuje na to, że właśnie wpadło w moje ręce urządzenie pod tym względem wręcz idealne. Zapraszam na recenzję słuchawek SteelSeries Arctis Nova Pro Omni.
Pudełko, specyfikacja i cena
Zestaw sprzedażowy SteelSeries Arctis Nova Pro Omni wypada całkiem „na bogato”. Wewnątrz kartonu, oprócz głównego dania w postaci samych słuchawek, producent dorzuca nam aż dwie baterie, dedykowaną stację Arctis Nova Pro Omni GameHub, dwa kable USB-C do USB-A, opcjonalny pop-filtr na mikrofon oraz minimalistyczny woreczek transportowy.
Do pełni szczęścia zabrakło mi niestety tylko jednego – kabla audio minijack 3.5 mm. Słuchawki te obsługują ten analogowy standard łączności, co potrafi być szalenie przydatne w przypadku podpinania ich do starszych lub bardziej niszowych urządzeń – ale do tego wątku jeszcze za chwilę wrócimy.
Specyfikacja SteelSeries Arctis Nova Pro Omni:
- przetworniki: Niestandardowe 40 mm z magnesem neodymowym (Hi-Res),
- pasmo przenoszenia słuchawek: 10 Hz – 40 000 Hz,
- impedancja: 38 Ω,
- czułość słuchawek: 98 dB,
- redukcja szumów: Aktywna (ANC) + wyciszenie pasywne,
- transmisja: bezprzewodowa (radiowa 2,4 GHz przez stację GameHub / Bluetooth 5.3) + przewodowa (audio jack 3,5 mm),
- przetwarzanie dźwięku: 96 kHz / 24 bit,
- obsługiwane kodeki: SBC, LC3, LC3+,
- pasmo przenoszenia mikrofonu: 50 Hz – 16 000 Hz,
- czułość mikrofonu: -40 dB,
- waga: 339 g.


Model Arctis Nova Pro Omni dostępny jest na rynku w trzech wariantach kolorystycznych: klasycznym czarnym, niebieskim oraz testowanym przeze mnie białym. Za tak bogate wyposażenie w pudełku przyjdzie nam jednak odpowiednio zapłacić – oficjalna cena tego zestawu słuchawkowego wynosi 1699 złotych.
SteelSeries Arctis Nova Pro Omni
Design i wygoda noszenia
SteelSeries nie wymyśla koła na nowo – wizualnie Arctis Nova Pro Omni idealnie wpasowują się w dobrze znany język stylistyczny tego producenta. Słuchawki w żadnym stopniu nie krzyczą na tle pozostałych modeli w portfolio firmy, co w mojej opinii nie jest absolutnie niczym złym. Mnie do testów przypadł wariant biały, który subiektywnie uważam za najmniej ciekawy z całego trio. Prywatnie postawiłbym raczej na niebieski (ze względu na świetny wygląd) lub klasyczny czarny (ze względów czysto praktycznych).
Na lewej muszli umieszczono pokrętło głośności, włącznik (pełniący jednocześnie funkcję zmiany trybu ANC) oraz dwustopniowy przycisk wyciszania mikrofonu. Po tej samej stronie ukryto wysuwany z obudowy mikrofon i klasyczny port audio jack 3,5 mm.
Co niezwykle ciekawe, pod odczepianym magnetycznie plastikowym wieczkiem z logo producenta schowano port USB-C służący do ładowania. Taka decyzja, chowanie tak kluczowego złącza, może na pierwszy rzut oka wydawać się nieco kontrowersyjna, ale – spokojnie – za chwilę wszystko się wyjaśni.

Na prawej słuchawce znajdziemy już nieco mniej elementów: diodę informującą o statusie urządzenia, przycisk dedykowany łączności Bluetooth oraz kolejną niespodziankę ukrytą pod magnetyczną klapką – wymienną baterię. Całą obudowę dyskretnie usiano również maskownicami dodatkowych mikrofonów, które odpowiadają między innymi za system aktywnej redukcji szumów (ANC). Warto zaznaczyć, że same nauszniki możemy w razie potrzeby łatwo i błyskawicznie wymienić, ponieważ są mocowane na wygodne zatrzaski, a nie są przyklejone na stałe.
Tych słuchawek z pewnością nie nazwałbym pancernymi. Biorąc je do rąk czuć ogólną „plastikowość” konstrukcji. I choć znajdziemy tu też metalowe akcenty (głównie sam pałąk), a plastik zdecydowanie nie należy do najtańszych, to sprzęt nie daje poczucia niezniszczalnej bryły.
Zupełnie mi to jednak nie przeszkadza. Tego typu słuchawki traktuję jako sprzęt w pełni stacjonarny, domowy, którego praktycznie w ogóle nie wynoszę poza swoje cztery kąty. Zazwyczaj po prostu bezpiecznie wiszą obok komputera, więc nie grożą im trudy świata zewnętrznego. Nie oczekuję od nich podobnej, pancernej wytrzymałości, jakiej wymagam od moich mobilnych słuchawek do muzyki.






Dzięki zastosowaniu takich, a nie innych materiałów, sprzęt SteelSeries jest naprawdę lekki. Może nie jest to absolutny, rynkowy rekord wagi piórkowej, ale zaledwie 339 g to wynik bardzo zadowalający. Słuchawki leżą świetnie, są niezwykle wygodne, a elastyczny pałąk pewnie utrzymuje je na głowie.
Oczywiście dzięki ruchomym elementom muszli oraz specjalnej, regulowanej opasce pod pałąkiem, możemy idealnie dopasować ich rozmiar do własnych potrzeb. W kwestii samej wygody i ergonomii użytkowania – nie mam temu sprzętowi absolutnie nic do zarzucenia.
Na koniec muszę jeszcze wspomnieć o dołączonym do zestawu etui… a właściwie materiałowym woreczku. Nie traktowałbym go jako poważnego zabezpieczenia w transporcie, bo zapewnia on bardzo niski poziom ochrony. Fajnie, że w ogóle znalazł się w pudełku i nie musimy dokupować go osobno, ale bądźmy szczerzy: w sprzęcie za niemal 1700 złotych producent mógłby pokusić się o dorzucenie porządnego, sztywnego pokrowca.

Stacja Arctis Nova Pro Omni GameHub
Oprócz samych słuchawek, w opakowaniu znajdziemy również dedykowaną stację Arctis Nova Pro Omni GameHub. To sprytne urządzenie, które bez problemu mieści się w dłoni, a jego główną rolą jest komunikacja z headsetem za pośrednictwem szybkiego pasma 2,4 GHz.
Wystarczy, że to małe pudełeczko podłączymy do naszego PC lub konsoli (o samej kompatybilności opowiem szerzej za chwilę) za pomocą jednego z trzech portów USB-C. Co ważne, złącze to zapewnia nie tylko stabilną łączność, ale też od razu zasila samego GameHuba.
Pomiędzy podłączonymi platformami możemy przełączać się, używając dużego, wygodnego pokrętła na froncie, które pełni dodatkowo funkcję przycisku. Daje nam to błyskawiczny dostęp do całego wachlarza dodatkowych opcji, a to, co akurat wybieramy, wyraźnie widzimy na wbudowanym ekranie OLED.
W zależności od tego, z jakiego sprzętu akurat korzystamy, zestaw dostępnych funkcji może się nieco różnić – nie każda konsola natywnie obsługuje chociażby balans pomiędzy głównym dźwiękiem z gry a czatem głosowym.
Oczywiście te najbardziej podstawowe parametry, takie jak ogólny poziom głośności, aktywne źródło dźwięku czy tryby działania ANC, możemy modyfikować całkowicie niezależnie od tego, do czego w danej chwili GameHub jest podpięty.

W praktyce to rozwiązanie sprawdza się wprost rewelacyjnie. Pomimo dość kompaktowych wymiarów tej skrzyneczki, codzienne korzystanie z niej to czysta przyjemność. Pokrętło stawia precyzyjny opór, gumowa podstawa sprawia, że GameHub świetnie trzyma się blatu i nie „jeździ” po biurku, a ekranik pozostaje wzorowo czytelny.
To wszystko autentycznie zachęcało mnie do fizycznej interakcji z tą stacją. I choć w teorii lwią część tych funkcji można obsłużyć „w locie” przyciskami na samych nausznikach, to w praktyce i tak znacznie częściej łapałem się na tym, że wolałem sięgnąć ręką do GameHuba – to po prostu szalenie wygodne i na swój sposób satysfakcjonujące.
Warto również pochwalić fakt, że stacja SteelSeries to pełnoprawne urządzenie typu „plug & play”. Działa dosłownie natychmiast po kablowym wpięciu do dowolnej, kompatybilnej maszyny. Jeśli nie zależy nam na zaawansowanym grzebaniu w ustawieniach, nie musimy instalować żadnego dodatkowego oprogramowania.
Jedyne, czego w omawianej tu „kostce” mi realnie brakuje, to dodatkowy fizyczny przycisk „wstecz”. Jego obecność drastycznie ułatwiłaby i przyspieszyła nawigację po systemowym menu. Obecnie, by cofnąć się o krok, zmuszeni jesteśmy do dłuższego przytrzymywania wciśniętego pokrętła, co potrafi wytrącić z rytmu i nie jest ani przesadnie wygodne, ani intuicyjne.



Gdybym miał narzekać i doszukiwać się wad nieco na siłę, mógłbym wspomnieć o braku w zestawie jakiegoś miniaturowego „dongla” USB-C – małego wtyku dublującego bezprzewodowe łącze 2,4 GHz, który byłby skierowany stricte do urządzeń mobilnych, takich jak przenośne konsole, smartfony czy tablety. To jednak naprawdę doszukiwanie się wad na siłę, bo koniec końców słuchawki te natywnie obsługują również technologię Bluetooth, co w stu procentach rozwiązuje kwestię parowania z „mobilkami” bez konieczności noszenia ze sobą adapterów. A skoro już przy temacie łączności i kompatybilności jesteśmy…
Funkcjonalność i kompatybilność
Jeśli chodzi o kompatybilność, to trudno znaleźć sprzęt, który z Arctis Nova Pro Omni by nie współpracował. Pora na wyliczankę – oto urządzenia, z którymi udało mi się połączyć recenzowane słuchawki.
Połączenie bezprzewodowe przez stację Arctis Nova Pro Omni GameHub i kabel USB:
- PC (Windows 11),
- Xbox Series S,
- PlayStation 5,
- Nintendo Switch 2 (stacja dokująca),
- Nintendo Switch (stacja dokująca),
- Macbook Air M5,
- Steam Deck (zarówno bezpośrednio do konsoli poprzez USB-C, jak i poprzez oficjalny i nieoficjalny dock),
- iPad Air M1,
- smartfon z Androidem (w tym przypadku Motorola Razr 70 Ultra),
- Gogle VR Meta Quest 2 i 3.
Gdyby tego było mało, słuchawki te mogą również działać jak klasyczne słuchawki Bluetooth, co w przypadku chociażby konsol mobilnych, może być najwygodniejszym sposobem łączności.
Połączenie bezprzewodowe Bluetooth:
- PC (Windows 11),
- Nintendo Switch 2 (konsola przenośna),
- Nintendo Switch (konsola przenośna),
- Macbook Air M5,
- Steam Deck,
- iPad Air M1,
- smartfon z Androidem (ponownie Motorola Razr 70 Ultra),
- Gogle VR Meta Quest 2 i 3.

Prawie nie udało mi się więc znaleźć w domu nowoczesnego sprzętu, którego nie byłbym w stanie obsłużyć za pomocą dołączonych do zestawu akcesoriów bądź technologii Bluetooth. No właśnie, prawie. Jedynym gadżetem, który do końca opierał się uniwersalności produktu SteelSeries, była… przenośna konsolka play.date.
To jednak sprzęt na tyle specyficzny i niszowy, że nie biorę tego oporu jako realnej wady w moim ostatecznym zestawieniu. Dodam tylko dla jasności, że ostatecznie i tak wygrałem to starcie – podłączyłem play.date do słuchawek w staromodny sposób: przewodowo, za pomocą własnego kabla audio minijack 3,5 mm.
Tym bardziej więc szkoda, że producent poskąpił takiego kabla i nie wrzucił go do opakowania. I, jasne, pewnie wiele osób powie, że to żaden problem, bo prawie każdy z nas ma taki „kabelek” rzucony gdzieś w szufladzie, ale… umówmy się: mówimy tu o sprzęcie wycenionym na 1699 złotych.
W tej klasie cenowej oczekuję jednak kompletnego i zamkniętego ekosystemu kabli prosto z pudełka. Tym bardziej, że stacja GameHub ma na obudowie również fizyczne porty audio jack – jeden odpowiedzialny za wyjście (Line Out), a drugi za wejście dźwięku (Line In).

Wspomniane porty dają świetną możliwość wpuszczenia dodatkowego sygnału do słuchawek i natychmiastowego zmiksowania go z dźwiękiem z głównego źródła. W ekstremalnym scenariuszu sprzęt pozwala na jednoczesne połączenie aż 4 niezależnych źródeł: USB-1 + USB-2 (lub USB-3) + Bluetooth + wejście liniowe. Złącze wyjściowe z kolei rewelacyjnie nada się do wyprowadzenia gotowego miksu audio chociażby prosto na stream.
Z tak zaawansowanych funkcji akurat podczas testów nie korzystałem, ale sam kabel często ratowałby mi skórę w prostszych scenariuszach. Zwłaszcza że po kablu słuchawki mogą działać całkowicie pasywnie. To genialna deska ratunku w sytuacji, gdy nagle rozładują nam się wszystkie baterie zasilające Arctis Nova Pro Omni… choć w teorii, w przypadku tego modelu, jest to scenariusz praktycznie niemożliwy do zrealizowania.
„Nieskończony” czas pracy
Stacja Arctis Nova Pro Omni GameHub kryje w sobie jeszcze jedną, ciekawą funkcję – służy ona jako ładowarka dodatkowej baterii do słuchawek. Na prawym boku urządzenia znajdziemy dedykowaną szczelinę na akumulator (drugie ogniwo jest dołączone do zestawu), który możemy w tym miejscu nie tylko ładować, ale i po prostu wygodnie przechowywać.
To jedna z absolutnie najważniejszych cech tego sprzętu, oferująca nam coś, co producent szumnie nazywa „nieograniczoną żywotnością baterii” – i muszę przyznać, że coś w tym jest.

Gdy bateria w słuchawkach zaczyna domagać się prądu, w stacji czeka już na nas druga, naładowana w 100%. Sama ich podmiana trwa dosłownie 10 sekund, gdy tylko nabierzemy w tym odrobiny wprawy. W praktyce sprawiło to, że całkowicie zapomniałem o irytującym obowiązku ładowania headsetu.
Proces ten jest tak wygodny, szybki i bezproblemowy, że bardzo łatwo wchodzi w nawyk. Rzeczywiście gwarantuje on możliwość ciągłego, nieprzerwanego używania sprzętu, bez robienia sobie wymuszonych przerw na zasilanie czy awaryjnego wiązania się kablem.
Aktualny stan akumulatora umiejscowionego w nauszniku, jak i tego dokującego w bazie, możemy na bieżąco podglądać na ekranie GameHuba. Pełne naładowanie baterii w stacji trwa wprawdzie kilka godzin, ale nie stanowi to absolutnie żadnego problemu. Przy minimalnej organizacji (o co tutaj naprawdę nietrudno), zapasowe ogniwo i tak spędzi w stacji dokującej kilka dni, zanim zdoła rozładować się jego „siostra” pracująca w naszych słuchawkach.
W krytycznej sytuacji, gdybyśmy z jakiegoś powodu zdołali przypadkowo rozładować oba ogniwa naraz, słuchawki możemy podratować klasycznie, poprzez ukryty port USB-C. Zaledwie 15 minut pod kablem wystarczy na około 4 godziny grania, a w tym samym czasie nasza druga bateria zdąży solidnie podładować się w stacji.



Producent deklaruje maksymalnie aż 60 godzin pracy na dwóch bateriach, co w teorii oznacza, że jedna powinna wystarczyć na około 30 godzin działania. Zaznaczmy jednak, że to scenariusz skrajnie ekonomicznego użytkowania. Gdy odpalimy ANC i zaczniemy jednocześnie korzystać z Bluetooth oraz bezprzewodowego pasma 2,4 GHz, wynik jednego ogniwa spadnie raczej w okolice 20 godzin.
Ja w swoim trybie użytkowania wymieniałem baterię średnio raz w tygodniu. Choć dla kogoś przyzwyczajonego do wbudowanych na stałe akumulatorów może to brzmieć uciążliwie, jeszcze raz podkreślę: ten proces zajmuje 10 sekund i jest na swój sposób… satysfakcjonujący. A może to po prostu odzywa się moje osobiste zamiłowanie do gadżetów z wymiennymi elementami ;)
Jakość dźwięku
Muszę Wam zdradzić, że recenzowanie sprzętu opierającego się głównie na aspektach audio nie należy do moich ulubionych rodzajów publicystyki. O ile dźwięk jako taki jest dla mnie szalenie ważny – wszak muzyka, filmy czy gry wideo to istotna część mojego życia – o tyle przelewanie na papier technikaliów i czysto subiektywnych odczuć akustycznych bywa dla mnie po prostu trudne. Niemniej jednak warto czasem wyjść ze swojej strefy komfortu, tym bardziej, gdy robi się to przy okazji testów takiego sprzętu jak Arctis Nova Pro Omni.

Najnowsze słuchawki SteelSeries trzymają bowiem bardzo wysoki poziom, serwując brzmienie, które całkowicie zrywa z przeraźliwie nudnym, rynkowym standardem „gamingowego” audio. Większość headsetów dedykowanych graczom próbuje maskować swoje niedoskonałości akustyczne potężnym, wręcz przesadnie “dudniącym” basem, który zalewa wszystkie pozostałe dźwięki.
W przypadku Nova Pro Omni jest inaczej, widać, że osoby odpowiedzialne za ich tworzenie znały umiar. Niskie tony są tu co prawda odpowiednio mocne, głębokie i mięsiste (jak na słuchawki gamingowe przystało), ale nie zagłuszają przy tym całej reszty – a to coś, co wyróżnia te droższe urządzenia od tańszych.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje tu dźwięk przestrzenny. Scena, jaką te słuchawki budują wokół naszej głowy, jest niesamowicie szeroka i naturalna. W strzelankach sieciowych pozycjonowanie przeciwników to czysta przyjemność – namierzenie tego, skąd dokładnie nadchodzi wróg, nie sprawia absolutnie żadnego problemu.
W Forzie Horizon 6, w której to spędziłem w ostatnich tygodniach naprawdę sporo czasu, ryk silników w Nova Pro Omni to czysta poezja – aż trudno wracać do wbudowanych głośników telewizora po takich doświadczeniach na słuchawkach.



Kolejna kwestia, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, to dynamika i zapas mocy tego zestawu słuchawkowego. Wiele konkurencyjnych headsetów przy głośniejszych, bardziej widowiskowych scenach, zaczyna tracić “czystość”, a dźwięk zlewa się w jedną kakofonię. Tutaj, niezależnie od tego, czy na ekranie mamy akurat potężną eksplozję, czy ryk wysokoobrotowych silników, przetworniki SteelSeries radzą sobie wzorowo.
Chyba jedyne, do czego mógłbym się tu przyczepić, to do maksymalnej głośności – ta w większości przypadków wydaje mi się na styk i w niektórych grach, wolałbym delikatnie podbić głośność, co niestety nie jest możliwe.
Oczywiście powyższa ocena jakości dźwięku dotyczy głównie „ogólnego” grania tych słuchawek, a także ich zachowania w naturalnym środowisku, czyli w grach wideo. Nie oznacza to jednak, że sprzęt wypada blado przy muzyce czy filmach – tu również Arctis Nova Pro Omni trzymają solidny poziom.
Jasne, nie mają startu do dedykowanych słuchawek muzycznych w podobnej kwocie, ale ta zasada działa przecież w obie strony. Jeśli więc przede wszystkim gracie, a słuchanie muzyki czy pochłanianie seriali to dla Was czynność poboczna, testowane SteelSeries z pewnością nie zawiodą Was w żadnym z tych scenariuszy.
ANC i mikrofony
Aktywną redukcję szumów określiłbym mianem symbolicznej – ANC jest, choć tak na dobrą sprawę jego działanie nie jest przesadnie odczuwalne. Z pewnością nie jest to poziom odcięcia znany z droższych, typowo muzycznych nauszników Sony czy Apple, do których bezpośrednio testowany model porównywałem.
Całościowo jednak izolacja od świata zewnętrznego stoi na akceptowalnym poziomie, a to dlatego, że słuchawki mogą pochwalić się już całkiem skutecznym wyciszeniem pasywnym, wynikającym z ich świetnego dopasowania do naszej głowy.

Jeśli chodzi o wyciszenie hałasów otoczenia przez mikrofon, producent dumnie chwali się w broszurach marketingowymi frazesami typu: „Wycisza do 96% hałasów otoczenia. Technologia jest tak potężna, że słychać Cię wyraźnie nawet przy helikopterze”. Niestety, mój prywatny helikopter wraz z odrzutowcem akurat znajdowały się w rutynowym przeglądzie technicznym podczas trwania tych testów, przez co nie mogłem zweryfikować akurat tego konkretnego scenariusza testowego. Sprawdziłem jednak, jak mikrofon radzi sobie w bezpośrednim sąsiedztwie dość głośnych wentylatorów pokojowych – lato bowiem w ostatnich dniach uderzyło ze zdwojoną siłą.
I muszę przyznać, że mikrofon w Arctis Nova Pro Omni jest więcej niż zadowalający. Nie jest to może sprzęt, który profesjonalnie wykorzystacie do nagrywania podcastu w studyjnej jakości, ale w swojej klasie prezentuje się powyżej oczekiwań.
Moi rozmówcy – zarówno podczas sieciowych potyczek, jak i w trakcie pracy zdalnej na komunikatorach – od razu zauważali znaczącą poprawę jakości mojego głosu względem moich kilkuletnich już słuchawek. Co kluczowe, nikt nie skarżył się na docierające do nich dźwięki tła, pomimo tego, że warunki do rozmowy po mojej stronie bywały niekiedy dalekie od idealnych.
Oprogramowanie
W kwestii oprogramowania SteelSeries oddaje w nasze ręce aż dwie aplikacje: mobilną Arctis Companion (na systemy Android i iOS) oraz desktopową GG + Engine (skierowaną do użytkowników PC i macOS).
Prywatnie nie jestem fanem żadnej z nich. Nie dlatego, że są źle zaprojektowane – po prostu jako technologiczny minimalistyczny ortodoks nie znoszę instalowania dodatkowego oprogramowania do urządzeń peryferyjnych. Wolę konfigurację natywną i to, co sprzęt oferuje sam w sobie, a w tym przypadku stacja GameHub zapewnia już dużą część podstawowych funkcjonalności.
Na potrzeby recenzji musiałem jednak schować swoje uprzedzenia do kieszeni i oto moje wnioski. Mobilna aplikacja Arctis Companion oferuje stosunkowo niewiele: podstawowy equalizer, opcję zmiany intensywności ANC oraz trybu “przezroczystości”, a także bazowe ustawienia mikrofonu.
Z ciekawszych rzeczy – z poziomu smartfona możemy przypisać osobne profile korektora dla łączności Bluetooth oraz dla połączenia 2,4 GHz, co w przypadku tego drugiego daje nam dostęp do technologii SONAR.





A SONAR to bez wątpienia najciekawsza i najważniejsza funkcja w całym ekosystemie SteelSeries. W wielkim skrócie: to wirtualny mikser dźwięku oraz system zaawansowanego przetwarzania audio, który wyciska z tych słuchawek absolutne maksimum.
Dla mnie kluczowa okazała się bezobsługowość tego rozwiązania. Zamiast żmudnego, ręcznego przestawiania suwaków w klasycznym korektorze graficznym, Sonar oferuje potężną bazę gotowych profili dźwiękowych, przygotowanych we współpracy z samymi deweloperami gier. Jeśli nie chcecie marnować czasu na konfigurację, po prostu wybieracie z listy profil dedykowany konkretnemu tytułowi – i gotowe.
W strzelankach kroki przeciwników stają się nagle wyraźniejsze, a w grach wyścigowych ryk silników zyskuje niesamowitą głębię. Oczywiście nie każdy tytuł na rynku ma własny, dedykowany profil. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by znaleźć grę z podobnego gatunku i zaadaptować jej ustawienia.
Sam, grając w niewspieraną oficjalnie przez SONAR szóstą Forzę, uruchomiłem profil przygotowany dla Forza Horizon 5 – rezultat był znakomity. W momencie pisania tej recenzji SONAR oferuje aż 354 gotowe profile dla przeróżnych gier.





W desktopowej aplikacji GG + Engine znajdziemy dokładnie te same funkcje, co na smartfonie, choć oczywiście wzbogacone o jeszcze głębsze opcje personalizacji. Na ogromny minus zaliczam jednak fakt, że producent zmusza nas do założenia konta i logowania się w usłudze SteelSeries, aby w ogóle móc aktywować system SONAR na komputerze… a przynajmniej w teorii, bo uparte osoby mogą to obejść omijając klikania w konkretne miejsca aplikacji.
Co ciekawe, w aplikacji mobilnej takiego przymusu nie ma. To dziwne, niekonsekwentne i przede wszystkim antykonsumenckie podejście. Wymaganie ode mnie posiadania kolejnego profilu w nieinteresującym mnie kompletnie portalu to coś, czego w dzisiejszej technologii potwornie nie lubię.

Podsumowanie
Biorąc to wszystko w całość, wniosek mam jeden: SteelSeries Arctis Nova Pro Omni to słuchawki po prostu kompletne. Trudno znaleźć tu jakiekolwiek znaczące potknięcia konstrukcyjne czy w oprogramowaniu. W każdym elemencie czuć wieloletnie doświadczenie producenta w projektowaniu sprzętu dla graczy, a finalnym efektem jest jeden z najlepszych zestaw słuchawkowy na rynku.
Model ten cenię przede wszystkim za jego uniwersalność. Jako osoba, która na co dzień wręcz żongluje platformami do grania, bardzo doceniam święty spokój w kwestii kompatybilności. Komfort polegający na tym, że nie muszę się o nic martwić, tylko po prostu ekspresowo przepinam lekką stację do innej konsoli lub błyskawicznie przełączam się na wszechstronny Bluetooth, jest dla mnie na wagę złota. Co najważniejsze, producent nie osiągnął tej wielozadaniowości kosztem brzmienia.
Pod względem akustycznym Arctis Nova Pro Omni to sprzęt wybitny, od którego w tym segmencie trudno oczekiwać czegokolwiek więcej. To samo tyczy się mikrofonu, który bez problemu plasuje się w ścisłej rynkowej czołówce w tej kategorii.
Genialnym dodatkiem okazała się również druga bateria w zestawie i system jej ekspresowej wymiany – początkowo obawiałem się, że będzie to jedynie marketingowy bajer, a w praktyce okazało się to jedną z najważniejszych funkcji tego modelu.
No dobrze, ale czy kwota rzędu 1700 złotych to dużo? Bez dwóch zdań tak. Trudno nie odnieść wrażenia lekkiego absurdu, kiedy do konsoli pokroju Xbox Series S podłączamy akcesorium… droższe od samego urządzenia do grania. Nie uważam jednak paradoksalnie, żeby SteelSeries przesadziło z wyceną. To produkt absolutnie flagowy, bezkompromisowy i niezwykle trudno o lepszą alternatywę w świecie gamingowych peryferiów.
Patrząc też przez pryzmat tego, jak długo i bezawaryjnie służą starsze modele tego producenta u mnie czy u moich znajomych (mój prywatny headset tej marki ma już ponad 6 lat i wciąż działa świetnie), zaryzykuję stwierdzenie, że Arctis Nova Pro Omni to po prostu inwestycja na lata. I to inwestycja wyjątkowo udana, jeśli tylko cenicie sobie bezkompromisową jakość dźwięku podczas cyfrowej rozrywki.







