Toyota Mirai (fot. Toyota)

Samochody wodorowe to nie jest przyszłość, jak niektórzy twierdzili

Jeśli liczysz, że w przyszłości zamienisz samochód spalinowy na wodorowy, nie mam dobrych informacji. Najpewniej wybierzesz jednak bateryjnego elektryka.

Samochody wodorowe nie są i najpewniej nie będą rewolucją

Jeszcze niedawno mogliśmy spotkać się z opiniami, że samochody elektryczne to tylko chwilowa, przejściowa moda. Miały być pomostem pomiędzy spalinową a wodorową motoryzacją. Cóż, coraz mniej wskazuje na spełnienie się tych przepowiedni. Przyszłość będzie bowiem należeć do aut elektrycznych, które energię czerpią z akumulatorów zlokalizowanych w podłodze.

Nie trzeba nawet śledzić branży, aby dojść do takich wniosków. Wystarczy spojrzeć na to, co jeździ po ulicach. Samochody wodorowe to naprawdę egzotyczny widok na polskich, europejskich i też światowych drogach. BEV-ów, czyli bateryjnych elektryków, jest natomiast coraz więcej. Jeszcze w niektórych miastach, takich jak Warszawa, można spotkać wodorową Toyotę lub Hyundaia, ale w innych miejscach tego typu pojazdów niemal nie ma.

Jeśli chodzi o dane, w 2025 roku globalna sprzedaż aut wodorowych wyniosła zaledwie 16 tys., a elektryków w samej Europie sprzedało się 2,9 mln sztuk. Do tego dochodzi 8,1 mln w Chinach, 1,2 mln w USA oraz 1,5 mln w pozostałych regionach. Co więcej, w ciągu dwóch miesięcy w Polsce sprzedaje się więcej elektryków niż globalnie aut wodorowych.

Rejestracje samochodów elektrycznych w Polsce kwiecień 2026
źródło: IBRM Samar

Wypada jeszcze podać najnowsze dane IBRM Samar dotyczące Polski. W kwietniu tego roku sprzedaż samochodów wodorowych, czyli FCEV-ów, wyniosła dokładne 0. W tym samym czasie Polacy kupili 11414 bateryjnych elektryków.

A może właśnie teraz mamy do czynienia z okresem przejściowym, w którym klienci wybierają BEV-y? Zdecydowanie nie, bowiem auta wodorowe już są na rynku, ale po prostu zbytnio nikt ich nie chce. Ponadto cała wodorowa rewolucja nawet dobrze się nie rozpoczęła, a już się kończy – stacje wodorowe, ze względu na niskie zainteresowanie, zamykane są w Austrii, a niemiecka sieć stacji tankowania wodoru zamknęła 22 punkty, które były przystosowane do samochodów osobowych. W tym samym czasie ładowarki aut elektrycznych wyrastają jak grzyby po deszczu.

Niska popularność samochodów wodorowych mnie nie dziwi

Samochody elektryczne w ostatnich latach rozwijają się w szaleńczym tempie. Tymczasem w świecie aut wodorowych dzieje się niewiele – wciąż na pokładzie muszą znajdować się wielkie zbiorniki wodoru, aby zapewnić sensowny zasięg. Nadal tankowanie wodoru jest czynnością upierdliwą i wymagającą więcej logistyki niż w przypadku benzyny i diesla. Natomiast jakiejkolwiek rewolucji nie widać.

Toyota Mirai test
fot. Mateusz Budzeń | Tabletowo.pl

Miałem okazję spędzić kilka dni z Toyotą Mirai i czułem się, jakbym był na początku istnienia motoryzacji. Najbliższa stacja wodoru około 100 km od mojego domu, a sam proces tankowania – ze względu na występujące błędy – zajął wiele minut, podczas których musiałem kilkukrotnie wysiadać z samochodu, aby całość zaczynać od nowa. Do tego w środku było ciasno przez wspomniane zbiorniki, a jakakolwiek dalsza podróż odpadała ze względu na bardzo skromną sieć stacji tankowania.

Nie widzę przyszłości dla wodoru w autach osobowych. Może sprawdzi się w określonych warunkach w transporcie. Na nic więcej nie liczę.