Google Pixel 11 Pro XL

Recenzja Google Pixel 11 Pro XL. Nuda, która ma sens

Są smartfony, które potrafią czymś zaskoczyć lub zachwycić i wówczas to z tego względu korzystanie z nich staje się miłym doświadczeniem. Są jednak i takie, które w zasadzie niczym nie zaskakują, a mimo to mają w sobie to „coś”, co sprawia, że koniec końców użytkowanie ich jest – po prostu – przyjemne. Pixel 11 Pro XL zdecydowanie zalicza się do tej drugiej grupy urządzeń, bo – choć nie jest idealny – umie wkupić się w łaski.

Specyfikacja techniczna Google Pixel 11 Pro XL:

  • wyświetlacz Super Actua LTPO OLED o przekątnej 6,8″ i rozdzielczości 2992×1344 pikseli, adaptacyjna częstotliwość odświeżania 1-120 Hz, jasność szczytowa do 3600 nitów, jasność HDR do 2400 nitów, HDR, 24-bit, Gorilla Glass Victus 2,
  • procesor Google Tensor G6 z koprocesorem zabezpieczeń Titan M3,
  • 16 GB RAM,
  • 512 GB pamięci wewnętrznej Zoned UFS,
  • system Android 17, siedmioletnie wsparcie w postaci aktualizacji dużych i małych,
  • aparat główny 50 Mpix (1/1.3″, f/1.68, Octa PD, OIS) + ultraszerokokątny 48 Mpix (f/1.7, 123°, 1/2.51″, autofocus, Quad PD) + teleobiektyw 48 Mpix (zoom optyczny 5x, 1/1.95″, f/2.8, Quad PD, OIS), LDAF,
  • przedni aparat 42 Mpix (f/2.2, 103°, AF, Dual PD),
  • WiFi 7 (802.11be), 2.4+5+6 GHz, 2×2 MIMO,
  • 5G, VoLTE i WiFi Calling, eSIM,
  • dualSIM (nanoSIM + eSIM),
  • Bluetooth 6.0, kodeki audio SBC, AAC, aptX HD, LDAC,
  • NFC,
  • GPS (Dual Band), GLONASS, Galileo,
  • łączność Thread,
  • głośniki stereo z dźwiękiem przestrzennym,
  • ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych w ekranie,
  • dioda LED HiLight na wyspie aparatów,
  • USB-C (USB 3.2),
  • akumulator o pojemności 5115 mAh, ładowanie przewodowe PPS 45 W + magnetyczne Pixelsnap (Qi 2.2) 25 W,
  • wymiary: 162,7×76,5×8,5 mm,
  • waga: 226 g,
  • IP68.

Cena Google Pixela 11 Pro XL na chwilę publikacji recenzji wynosi od 6149 złotych za podstawową konfigurację 12/256 GB. Dostępne są również warianty 16/512 GB oraz 16/1 TB kosztujące, kolejno, 6699 złotych i 7849 złotych. Wersje kolorystyczne są cztery – czarny matowy (Obsydian), błękitny (Jasnoszary), różowy (Miedziany róż) i zielony (Szałwiowy).

W oficjalnej polskiej dystrybucji smartfon dostępny jest w Google Store, sieci sklepów Media Expert oraz u dwóch operatorów: Play i T-Mobile.

Wypada jeszcze przypomnieć, że do 1 września można skorzystać z premierowych ofert promocyjnych, o których szerzej pisałem w materiale z okazji premiery serii Pixel 11.

Gdzie kupić?

Google Pixel 11 Pro XL

ok. 6149 zł
(Przybliżona cena z dnia: 19 sierpnia 2026)
Zawiera linki afiliacyjne.
Google Pixel 11 Pro XL

Podobny nie zawsze znaczy taki sam

Nowe Pixele 11 to już trzecia generacja smartfonów Google (począwszy od Pixeli 9), która kontynuuje zbliżoną do siebie linię projektową. W efekcie, konstrukcyjnie Pixel 11 Pro XL bardzo, bardzo mocno przypomina swoich poprzedników, czyli Pixela 9 Pro XL oraz Pixela 10 Pro XL i – poza innymi wersjami kolorystycznymi – przynosi w zasadzie tylko jedną, ewidentnie widoczną zmianę. Ale po kolei.

Tym, co pozostało niezmienne, są użyte materiały i sama jakość wykonania. Pixel 11 Pro XL został zbudowany z dwóch płaskich tafli szkła Gorilla Glass Victus 2, które spaja aluminiowa, w dużej mierze płaska rama. Ponownie mamy tu zatem do czynienia z bryłą niczym sztabka. Całość sprawia przy tym absolutnie świetne wrażenie – konstrukcja jest solidna, nienagannie spasowana, a i wizualnie naprawdę może się podobać. I mi się podoba, nawet bardzo.

Wiecie już, że szkło na ekranie jest płaskie. Dodać muszę jeszcze natomiast, że panel wyświetlacza otaczają symetryczne, choć – będąc szczerym – nieprzesadnie smukłe ramki i w zasadzie większość konkurencyjnych flagowców wygląda pod tym kątem lepiej. Nieco większy jest też centralnie ulokowany otwór z przednim aparatem. Bynajmniej nie uważam, by stanowiło to w jakimkolwiek stopniu istotną wadę.

Tylny panel ponownie – jak w poprzednikach – pokryto matową powłoką. Ma ona naprawdę świetne, bo miłe w dotyku wykończenie, które nie ślizga się w dłoniach i – przynajmniej w zielonym wariancie – niemal wcale nie gromadzi odcisków palców. Na matowej tafli połyskuje umieszczone na środku, lustrzane logo Google.

Przeprojektowany element stanowi natomiast wyspa aparatów. Sam kształt i pozycja zostały zachowane, zatem jest ona podłużna, ulokowana poziomo na prawie całej szerokości plecków i ma zaoblone krawędzie. Odświeżono jednak jej wygląd, bowiem pozbyto się metalowego przedłużenia obok obiektywów na rzecz jednej tafli szkła pokrywającej całość wyspy. Samo jej obramowanie wykonano z połyskującego tak jak ramka aluminium.

Na wysepce znajduje się nowy element w postaci wielokolorowej diody HiLight, która jest zintegrowana z lampą błyskową i ma umożliwiać interakcję z telefonem bez patrzenia na ekran.

Niestety, oferuje ona – przynajmniej na razie – tylko dwie funkcje, a mianowicie pokazuje kolorową animację podczas rozmowy z Gemini oraz świeci, gdy dzwonią do nas ulubione kontakty. Uważam, że trochę zmarnowano potencjał tego rozwiązania ograniczając je do tak wąskiej ilości funkcji. Warto wspomnieć, że zniknął stąd obecny w poprzednikach sensor do pomiaru temperatury.

Rama znów jest wykończona na wysoki połysk, wręcz lustrzana. Z jednej strony bardzo podoba mi się to rozwiązanie, bo jest efektowne i eleganckie, z drugiej jednak, jest ono niepraktyczne, gdyż gromadzi niebagatelne ilości smug oraz odcisków palców.

Rozmieszczenie slotów i przycisków wypada identycznie co w poprzedniej generacji. Na górnej krawędzi ulokowano slot na kartę nanoSIM, a na dolnej maskownice mikrofonów i głośnika oraz gniazdo USB-C. Po lewej stronie jest pusto, z prawej zaś mamy – typowe dla Pixeli – odwrócone rozlokowanie klawiszy, zatem u góry znajduje się krótki przycisk wybudzania, a pod nim ten dłuższy, do regulacji głośności.

Wyświetlacz

Pixel 11 Pro XL został uzbrojony w ekran Super Actua LTPO OLED o przekątnej 6,8 cala, rozdzielczości 2992×1344 pikseli i z adaptacyjnym odświeżaniem w zakresie 1-120 Hz. Szczytowa jasność panelu trochę urosła i wynosi do 3600 nitów (3300 w poprzedniku), zaś w treściach HDR świeci on do 2400 nitów.

Kilka recenzji wstecz pisałem, że omawianie wyświetlaczy obecnych smartfonów, a zwłaszcza flagowych, jest wyjątkowo monotonną czynnością, bo naprawdę trudno już napotkać zły ekran. Tak samo jest i tutaj – Pixel 11 Pro XL ma bez wątpienia wprost fantastyczny wyświetlacz, dokładnie taki, jakiego można oczekiwać od flagowca.

W zasadzie pod każdym względem wypada on nienagannie. Kąty widzenia są bez zarzutów, jasność minimalna odpowiednio niska, a szczytowa nie sprawia problemów i daje bardzo dobrą czytelność także w mocnym, letnim słońcu. Kolorystyka prezentowana przez ekran jest intensywnie żywa, ale w żadnym stopniu nie przesycona.

Google Pixel 11 Pro XL

Przechodząc do ustawień ekranu możemy przede wszystkim przełączyć się między dwoma trybami wyświetlania barw – adaptacyjne (domyślnie włączone) lub naturalne, a także zmienić rozdzielczość ekranu (fabrycznie ustawiona jest obniżona do 1080p) oraz wyłączyć odświeżanie 120 Hz.

Wisienką na torcie jest Always On Display – tutaj pod nazwą Zawsze aktywny wyświetlacz. AoD może być pokazywane z przygaszoną tapetą lub bez niej, czyli sam zegar i informacje na czarnym tle.

Niestety, nadal nie mamy możliwość ustawienia czasu wyświetlania. W efekcie, AoD pokazuje się przez cały czas, chyba że aktywujemy tryb Pora snu – wówczas ekran pozostaje wygaszony aż do jego wyłączenia.

Wydajność, czyli cyferki kontra rzeczywistość

Sercem nowych Pixeli jest procesor Google Tensor G6 kooperujący z dodatkowym, nowym układem zabezpieczeń Titan M3, a wspomaga je – w testowym wariancie – 16 GB RAM i 512 GB pamięci masowej Zoned UFS.

Niestety, z racji tego, że smartfon został udostępniony mi przedpremierowo na – najprawdopodobniej – wczesnym oprogramowaniu, ma on na ten moment zablokowaną możliwość zainstalowania i wykonania większości benchmarków. Toteż, udało mi się zrobić tylko AnTuTu oraz test pamięci CPDT, których wyniki oczywiście wrzucam poniżej.

Wydajność Pixeli to temat dość kontrowersyjny. Głównym tego powodem jest fakt, że pod względem suchej mocy obliczeniowej odstają one od reszty flagowców na rynku. Istotnie, nowy Tensor G6 został usprawniony i jest wydajniejszy oraz bardziej energooszczędny od poprzednika. Wystarczy jednak rzut oka na AnTuTu, by zobaczyć, że jego wynik jest o około połowę gorszy od chociażby topowego Snapdragona 8 Elite Gen 5.

Sęk w tym, że te cyferki nijak mają się do tego, jak Pixel 11 Pro XL działa na co dzień. A działa naprawdę świetnie. Uruchamianie aplikacji odbywa się bardzo szybko, a interfejs systemu przez cały czas pozostaje w pełni płynny.

Przez cały okres testów nie dostrzegłem żadnych zadyszek, spowolnień czy przycięć, nawet gdy intensywnie korzystałem z aparatu czy szybko przerzucałem się między wieloma aplikacjami. Bez zająknięcia mogę powiedzieć, że pod tym względem jest to po prostu flagowy poziom.

Narzekać nie pozwala również kultura pracy, która – w moim odczuciu – została najbardziej odczuwalnie poprawiona względem poprzednika, bowiem Pixel 11 Pro XL nagrzewa się jeszcze rzadziej. W zasadzie jedynymi scenariuszami, w których czułem, że telefon robi się cieplejszy, było dłuższe, intensywne korzystanie z niego z użyciem internetu 5G, ewentualnie nagrywanie wideo. Nawet podczas robienia sporej ilości zdjęć temperatura nie rosła jakoś znacząco.

Jednak nawet w tych dwóch wspomnianych scenariuszach nie były to wzrosty temperatury tak duże, bym mógł powiedzieć, że telefon mocniej grzeje w dłonie. Był on wówczas raptem delikatnie cieplejszy na pleckach – tuż pod wyspą aparatów.

Google Pixel 11 Pro XL

Oprogramowanie

Jak przystało na Pixela, mamy do czynienia z najnowszym systemem Android 17 z dobrze znanym, niemal całkowicie czystym androidowym interfejsem. Google obiecuje długie, siedmioletnie wsparcie w zakresie aktualizacji do nowych wersji systemu, poprawek zabezpieczeń oraz tzw. pakietów Pixel Drop, czyli cyklicznych aktualizacji wprowadzających nowe funkcje.

Nie będę ukrywać – czuję się tutaj jak w domu. Całościowo, system jest nienagannie zoptymalizowany, interfejs wygląda estetycznie, schludnie oraz jest łatwy w obsłudze.

I, jasne, z jednej strony można narzekać, że system w Pixelach jest uboższy od tego, co oferują nakładki producentów pod kątem funkcji dodatkowych (bo faktycznie tak jest). Z drugiej jednak, w tej prostocie jest coś, co sprawia, że – koniec końców – ze smartfona korzysta się po prostu bardzo przyjemnie.

Google chwali się, że Pixele 11 zostały zoptymalizowane pod kątem Gemini Intelligence, mającego stanowić wyższy poziom integracji sztucznej inteligencji z urządzeniem. Toteż, nie jest żadnym zaskoczeniem, że na pokładzie znalazły się właśnie funkcje napędzane przez AI.

W dużej mierze jednak mamy tutaj w zasadzie wszystko to, co było już obecne w zeszłorocznych modelach czy też pojawiło się w ramach aktualizacji do Androida 17 dla poprzednich Pixeli.

Korzystać możemy tu – między innymi – z rozbudowanego edytora zdjęć, pozwalającego chociażby usuwać i przenosić elementy ze zdjęć, wybierać najlepsze ujęcie, usuwać rozmycie oraz dodawać portretowy efekt bokeh. Usprawniono też pisanie głosowe tak, by samo usuwało zbędne wtrącenia i zająknięcia, a także ulepszono działanie funkcji Circle to search przy korzystaniu z aparatu. Z kolei Gemini może wyszukiwać informacje – na przykład – w Gmailu lub Kalendarzu Google, gdy zapytamy go o nasze plany na dany dzień lub o godzinę odjazdu pociągu.

Jest też funkcja automatycznego montażu wideo przy wykorzystaniu pojedynczych ujęć, w ramach której sztuczna inteligencja sama odpowiednio przycina je i skleja w całość. Działa ona jednak z problemami, bowiem przygotowane w taki sposób filmy gubią klatki, zacinają się, a dodatkowo po zapisaniu zakopują się głęboko w galerii. Co istotne, nie jestem w tym problemie osamotniony i ewidentnie rozwiązanie to wymaga dopracowania.

Niestety – to, co najlepsze w Gemini Intelligence, ominęło nasz kraj i całą Unię Europejską. Konkretniej, najbardziej ubolewam nad funkcją rozpoznawania kontekstu z ekranu i lokalizacji oraz sugerowania wykonania z pomocą Gemini danych czynności, na przykład wpisania wydarzenia do kalendarza, sprawdzenia planu lotu lub rezerwacji stolika w restauracji czy sprawdzenia menu w miejscu, w którym aktualnie jesteśmy.

Zaplecze komunikacyjne

Pixel 11 Pro XL ma na swoim pokładzie wszystkie kluczowe moduły służące do komunikacji w najnowszych obecnie używanych standardach. Oferuje trzyzakresowe WiFi 7 (2.4, 5 i 6 GHz), modem 5G z VoLTE i VoWiFi, Bluetooth 6.0 z kodekami SBC, AAC, aptX HD i LDAC, GPS, NFC, UWB oraz komunikację Thread.

Urządzenie oferuje wsparcie dla wirtualnych kart eSIM oraz trybu dualSIM, przy czym w slocie znajduje się miejsce tylko na jedną fizyczną kartę nanoSIM. Może być też użyta tylko jedna eSIM, zatem jedyną opcją, by skorzystać z dwóch kart, jest użycie jednej plastikowej nanoSIM i jednej wirtualnej eSIM.

Najważniejsze jest w tym wszystkim to, że – niezależnie od scenariusza użytkowania – Pixel 11 Pro XL nie sprawiał mi istotnych problemów z łącznością. Co prawda sporadycznie zdarzało się, że przełączał się na LTE w miejscach, gdzie inne telefony bez problemu korzystają z 5G, jednak z reguły dość szybko się reflektował i końcowo nie wpływało to na komfort korzystania z sieci.

Poza tym, wszelkie połączenia głosowe były dobrej jakości, prędkości internetu po WiFi i 5G w pełni zadowalające, a i wszystkie pozostałe moduły nie pozwalały mi narzekać na swoje działanie.

Google Pixel 11 Pro XL

Zabezpieczenia biometryczne

Główną formę blokady dostępu do urządzenia stanowi ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych zintegrowany z wyświetlaczem. Jego ulokowanie jest – rzekłbym – w punkt, bo nie jest on ani za nisko, ani za wysoko, przez co palec ląduje na nim intuicyjnie.

A z racji, że jest to skaner ultradźwiękowy, działa absolutnie wzorowo. Odblokowanie następuje dosłownie w mgnieniu oka, już po lekkim, nawet niekoniecznie dokładnym muśnięciu opuszkiem pola czytnika. Przy tym, praktycznie nie występują błędy. Na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, w których (podczas dwóch tygodni testów) musiałem ponowić przyłożenie palca.

Druga forma to oczywiście rozpoznawanie twarzy, które do swojego działania wykorzystuje przednią kamerkę, a zatem nie jest to skan 3D jak w iPhone’ach czy Honorze Magic 8 Pro. Niemniej jednak system dopuszcza używanie go jako nie tylko blokady urządzenia, ale i dostępu do aplikacji.

Bez zaskoczenia, sprawność działania tej metody blokady zależy w dużej mierze od ilości światła. W dobrym oświetleniu rozpoznanie twarzy i odblokowanie następuje wprost błyskawicznie, a możemy to jeszcze przyśpieszyć włączając pomijanie ekranu blokady. Gdy robi się ciemniej, proces się wydłuża, ale – jednocześnie – nie zdarzyło mi się, by zakończył się niepowodzeniem.

Głośniki i haptyka znowu są świetne

Poza świetnym ekranem, wrażenia multimedialne dopełnia obecność dwóch głośników w układzie stereo – jeden na dolnej ramce, drugi na krawędzi nad ekranem. Jest to więc zupełnie standardowa konfiguracja.

Co istotne, głośniki są bardzo donośne, a przy tym grają czysto nawet po osiągnięciu maksymalnego poziomu głośności, choć z reguły i tak zupełnie wystarczała mi około połowa. Dźwięk z obu głośników wydobywa się w pełni symetrycznie (rozkład 50:50), co przynosi niewątpliwy pozytyw w postaci większej immersyjności dźwięku.

Jeśli chodzi o samo brzmienie, na to również trudno mi wybitnie mocno narzekać. Miło byłoby usłyszeć jeszcze trochę więcej masywności w dole, ale i tak ten bas jest tutaj naprawdę całkiem dobrze słyszalny. Wybija się również bliski środek, dobrze wysunięte głosy i czyste wysokie tony. Zupełnie nieźle wypada też generowanie przestrzenności i głębi dźwięku.

A skoro już o tym mowa, wypada mi wspomnieć, że Pixel 11 Pro XL został wyposażony w funkcję dźwięku przestrzennego, którą aktywujemy w ustawieniach. Nie jest to jednak Dolby Atmos, a autorskie rozwiązanie Google, obsługiwane przez głośniki, słuchawki przewodowe i Bluetooth. Jednak poza tym, nie znajdziemy tu – niestety – dodatkowych ustawień dźwięku.

Kapitalnie działają odpowiedzi haptyczne. Niezmiennie uważam, że wibracje w Pixelach są jednymi z najlepszych na rynku, a Pixel 11 Pro XL tylko to potwierdza. Haptyka jest doskonałej jakości, świetnie zróżnicowana, odpowiednio mocna i dodatkowo obecna w różnych miejscach interfejsu.

Google Pixel 11 Pro XL

Czas pracy Pixela 11 Pro XL

Pixel 11 Pro XL zasilany jest przez akumulator o pojemności 5115 mAh, zatem – co intrygujące – jest on odrobinkę mniejszy od poprzednika, bowiem bateria Pixela 10 Pro XL miała równe 5200 mAh. Trzeba zatem przyznać, że jest to marginalna różnica, zwłaszcza, że Google chwali się o 20% lepszą energooszczędnością samego procesora.

I, w zasadzie, osiągane przeze mnie wyniki są bardzo zbliżone do tych, które uzyskiwałem na ubiegłorocznym modelu. Pixel 11 Pro XL pozwalał mi więc na zupełnie komfortowe użytkowanie przez cały intensywny dzień do późnego wieczora, a przy mniejszej intensywności korzystania potrafił skończyć dzień mając jeszcze nawet do 40% naładowania.

Niemniej jednak, w moich testach nigdy nie udało mi się osiągnąć więcej niż jednego dnia z dala od ładowarki. Realnie, Pixel 11 Pro XL odłączony rano wytrzymywał mniej więcej do 22:30-00:30, a gdy użytkowanie było rzeczywiście intensywniejsze, lub był to dzień na 5G, wówczas prosił o prąd najwcześniej około 21:00.

Czas na włączonym ekranie, czyli potocznie ujmując SoT (Screen on Time), oscylował w okolicach 5 godzin przy przeważającym wykorzystaniu mobilnej transmisji danych 5G, od 5,5 do 6 h w cyklu mieszanym i od 6,5 do 7 h, gdy więcej było użycia WiFi. Są to zatem zupełnie solidne wyniki, choć oczywiście chciałoby się więcej.

Smartfon obsługuje ładowanie przewodowe o mocy 45 W przy użyciu zgodnego zasilacza w standardzie PD PPS. Przy tym, najszybsze ładowanie dostępne ma być z użyciem oryginalnego adaptera Google, dla którego deklarowane jest osiągnięcie 75% w 30 minut.

Korzystając z mojej uniwersalnej ładowarki Ankera 140 W, począwszy od 1%, pierwsze 50% uzyskałem po upływie równo 20 minut, a po 30 minutach na wskaźniku było 67%. Na pełne naładowanie musiałem czekać około 72-74 minuty. Nie ma tragedii.

Pixel 11 Pro XL doczekał się wsparcia dla szybszego ładowania magnetycznego Pixelsnap. Jest ono kompatybilne ze standardem Qi2.2 i oferuje moc do 25 W, podczas gdy w modelach Pixel 10 było to Qi2 do 15 W.

Google Pixel 11 Pro XL

Aparat – jakie zdjęcia robi Pixel 11 Pro XL?

Gdyby spojrzeć wyłącznie na rozdzielczości oczek, można by powiedzieć, że zestaw aparatów w nowym Pixelu 11 Pro XL nie zmienił się względem poprzednika. W rzeczywistości jednak Google dokonało dwóch względnie istotnych modyfikacji.

Aparaty znów są trzy – główny ma 50 Mpix i bazuje na nowej matrycy, przy czym i tak ma ona identyczną wielkość 1/1.3″, przysłonę f/1.68 oraz optyczną stabilizację obrazu. Ultraszeroki kąt to jednostka 48 Mpix (f/2.2) z polem widzenia 123° i autofocusem. Nowy jest jeszcze teleobiektyw – wciąż ma rozdzielczość 48 Mpix i oferuje 5-krotny zoom optyczny oraz OIS, ale korzysta z większego sensora 1/1.95″ (w poprzedniku był 1/2.55″).

No dobrze, jak więc wyglądają zdjęcia zrobione Pixelem 11 Pro XL? W gruncie rzeczy – po prostu – bardzo dobrze, jednakowoż – będąc szczerym – nie dostrzegam kolosalnej różnicy względem zeszłorocznego modelu, a do topowych obecnie fotosmartfonów, niestety, sporo mu brakuje.

Nie zmienia to jednak faktu, że fotki te znajdą swoich zwolenników, bo naprawdę potrafią się podobać, niekiedy nawet bardzo. Otrzymujemy tutaj zupełnie niezłą plastykę obrazu, relatywnie nasyconą (dość umiarkowanie) kolorystykę, bardzo dobrą rozpiętość tonalną i bardzo skuteczny HDR.

Główny obiektyw oferuje wysoką szczegółowość obrazka i celny autofocus, który dobrze radzi sobie także z relatywnie bliska, bowiem brak tutaj nader agresywnego przełączania na tryb makro, co akurat uległo poprawie względem poprzednika. Przy tym, już po wyostrzeniu na obiekt bardzo dobrze prezentuje się efekt bokeh, czyli rozmycie tła.

Ultraszeroki kąt to dobre oczko, ale nie pozbawione wad. Na plus odnotowuję, że ilość detali stoi na niemal tak dobrym poziomie, jak z głównego obiektywu i nie uwidaczniają się nieostrości w kadrze, także przy krawędziach. Problemem dość często jest rozjeżdżająca się spójność kolorystyczna względem dwóch pozostałych aparatów.

Teleobiektyw oferuje 5-krotne zbliżenie optyczne i – siłą rzeczy – 10-krotne hybrydowe, określane mianem bezstratnego. Fotki zrobione bezpośrednio z 5x wyglądają co najmniej bardzo dobrze, nie brakuje na nich detali, a i zbieżność barw z głównym oczkiem prezentuje się dobrze. Zresztą, dużej utraty szczegółów nie widać również przy zdjęciach z 10x.

Względem Pixela 10 Pro XL podniesiono wartość maksymalnego zoomu ze 100x do 120x, przy czym – oczywiście – w dalszym ciągu dopalany jest on przez AI, która aktywuje się od 30-krotnego zbliżenia. I, o ile przy nieskomplikowanych elementach sztuczna inteligencja umie sobie poradzić (choć i tak wygląda to niekiedy zbyt nienaturalnie), tak jeśli w kadrze znajdują się drobniejsze napisy, algorytmy zaczynają konfabulować i przekształcają je w niezrozumiałe szlaczki. Wypada to podobnie jak w poprzedniku.

A jak to wygląda po zmroku? Przede wszystkim doceniam, że tryb nocny nie działa zbyt agresywnie, nie rozjaśnia nadmiernie scenerii i jeśli – na przykład – niebo jest realnie bardzo ciemne, to takie też pozostaje na zdjęciu. Trudno mi jednak oprzeć się wrażeniu, że algorytmy powinny lepiej radzić sobie ze źródłami światła i neonami, które niekiedy potrafią być ewidentnie zbyt jasne.

Odnotowuję jednak, że pojawiają się czasem odbicia światła i flary, najpewniej powstające na szkle obiektywu, które potrafią uwidaczniać się, gdy próbujemy zrobić zdjęcie nieco bardziej pod kątem od dołu. Poza tym, nie mogę nad wyraz mocno narzekać na zdjęcia nocne z Pixela 11 Pro XL – wyglądają zupełnie dobrze.

Na wstępie wspomniałem, że Pixel 11 Pro XL robi bardzo dobre zdjęcia, ale wypada słabiej w porównaniu z innymi smartfonami, dla których fotografia to ich żywioł. I, z racji tego, że pod ręką mam Vivo X300 Pro, którego aktywnie użytkuję (wszystkie moje zdjęcia sprzętu do recenzji robię właśnie nim), pokusiłem się o małe porównanie.

Na pierwszy ogień zdjęcia z głównego obiektywu i fotki obiektowe zrobione oczkiem telefoto. Tym, co od razu rzuca się w oczy, jest diametralnie różne podejście do kolorystyki – Vivo X300 Pro robi zdjęcia bardziej nasycone, jeszcze nie przesycone, ale poniekąd przyjemniejsze dla oka. Lepiej wygląda tu efekt bokeh, widać też wyższą szczegółowość i lepszą ostrość, zwłaszcza na mniejszych obiektach.

W kwestii zoomu znów lepszy okazuje się Vivo X300 Pro. O ile Pixel 11 Pro XL oferuje większą wartość zbliżenia optycznego (5x vs 3.5x), tak zdjęcia z X300 Pro mają lepszą szczegółowość (chociażby za sprawą wyższej rozdzielczości i większej matrycy) i są jeszcze bardziej spójne kolorystycznie z pozostałymi obiektywami.

Różnicę widać też w podejściu do ulepszania fotek zrobionych z dużym przybliżeniem. Tu i tu w grę wchodzą algorytmy AI, natomiast te w X300 Pro są mniej agresywne, co przynosi lepsze efekty, bo – na przykład – napisy nie zamieniają się w szlaczki.

Jeśli natomiast chodzi o porównanie zdjęć w nocy, to tutaj widzimy przede wszystkim, że Vivo X300 Pro znacznie lepiej radzi sobie z jasnymi punktami w kadrze. Wszelkie neony, szyldy i źródła światła na zdjęciach z Pixela w porównaniu z Vivo są mniej czytelne, a niekiedy wręcz przepalone.

Do zdjęć selfie przeznaczono aparat o sporej rozdzielczości 42 Mpix z polem widzenia 103°, przysłoną f/2.2 i autofocusem.

Oferuje on w gruncie rzeczy naprawdę bardzo dobrą jakość, zachowuje dużą szczegółowość, zbliżony do naturalnego koloryt skóry, dobrą ostrość we właściwym miejscu, a przy tym nie przepala nieba i innych jasnych elementów za pierwszym planem.

W zakresie nagrywania filmów, Pixel 11 Pro XL oferuje kręcenie w rozdzielczości 8K w 30 klatkach na sekundę lub 4K w 60 kl./s. W obu przypadkach można używać wszystkich trzech obiektywów i przełączać się między nimi podczas nagrywania, natomiast przy 4K zyskujemy dodatkowo możliwość nagrania w 10-bit HDR.

I, generalnie, wideo z Pixela 11 Pro XL wygląda nieźle, ale nie obyło się bez nieprzystających do ceny wpadek. Kolorystyka nagrań jest zbliżona do tej ze zdjęć, a więc nasycona, ale umiarkowanie, a reakcja na zmiany ekspozycji jest dobra. Problemy są natomiast dwa – po pierwsze, stabilizacja obrazu, która przy już odrobinę bardziej dynamicznych ruchach zaczyna ewidentnie szarpać.

Po drugie, nieco leniwe bywa łapanie ostrości na obiektach, które pojawiają się w kadrze, choć gdy już zostanie ona wychwycona, to raczej utrzymuje się we właściwym miejscu. Zdarzyło mi się jednak, że autofocus nadmiernie skakał, gdy przemieszczałem się podczas nagrywania.

Tutaj jeszcze wideo nagrane w trudniejszych warunkach oświetleniowych, w którym najbardziej uwypuklają się problemy z płynnością działania stabilizacji obrazu:

Podsumowanie

Pixel 11 Pro XL to w gruncie rzeczy naprawdę bardzo dobry smartfon, który potrafi do siebie przekonać prostotą i ogólną poprawnością, bo wszystko jest tutaj co najmniej dobre, ale jednocześnie raczej trudno nazwać go najlepszym w jakimkolwiek aspekcie. Nie obyło się też bez pojedynczych wpadek.

Dużo jest aspektów, w których – mimo że wypadają bardzo dobrze – konkurencja potrafi być lepsza. Wydajność, choć na co dzień nie sprawia problemów, to patrząc na suchą moc wciąż odstaje od konkurencji. Aparat, choć robi naprawdę bardzo dobre zdjęcia, w starciu z konkurencją radzi sobie gorzej. Bateria, choć zapewnia cały dzień pracy, to jednak są smartfony, które oferują lepszy czas pracy.

Jednocześnie, trudno nie wspomnieć o fakcie wzrostu cen o około 400 złotych względem poprzednika, braku części (i to tych najciekawszych) funkcji Gemini Intelligence w Unii Europejskiej czy pewnych problemów z nagrywaniem wideo.

Konkludując, Pixel 11 Pro XL to – w moim odczuciu – ten typ smartfona, który ma być po prostu bardzo solidnym wyborem na lata użytkowania, ale nie zamierza uparcie ścigać się z konkurencją. Jeśli nie masz wyśrubowanych wymagań co do którejś z wymienionych chwilę wcześniej kwestii, bez wahania Pixel 11 Pro XL Cię zadowoli i dostarczy nie lada przyjemności z korzystania.

Google Pixel 11 Pro XL
Recenzja Google Pixel 11 Pro XL. Nuda, która ma sens
Zalety
świetny wyświetlacz
nienaganna wydajność i kultura pracy na co dzień
w ogólnym rozrachunku bardzo dobry aparat
bardzo dobre głośniki i haptyka
dobry czas pracy
magnetyczne ładowanie Pixelsnap
długie, siedmioletnie wsparcie aktualizacyjne
wzorowa jakość wykonania
Wady
sucha wydajność w testach wciąż pozostawia trochę do życzenia
spora część funkcji Gemini Intelligence niedostępna w UE
błyszcząca rama jest efektowna, ale brudzi się niemiłosiernie
ceny wyższe niż rok temu
kulejąca stabilizacja obrazu w wideo
8.5
Ocena