Reklama
Range Rover Sport
(fot. Range Rover)

Nowy Range Rover Sport – widziałem na żywo SUV-a z funkcją znaną ze słuchawek Apple

Świeżo zaprezentowany Range Rover Sport na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie tylko faceliftingu swojego poprzednika, ale należy mieć na uwadze, że wprowadzonych nowości jest całkiem sporo. Dotyczy to również technologii, która znalazła się na pokładzie tego dużego i drogiego SUV-a.

Reklama

Zmian jest dużo, ale…

Jak już przed chwilą wspomniałem, nowy Range Rover Sport nie od razu zdradza, że jest zupełnie nową generacją. Oczywiście zmiany widać na zewnątrz, ale nie są one na tyle duże, aby przy pierwszym spojrzeniu być pewnym, że to już trzecie wcielenie tego SUV-a.

Niekoniecznie jest to jednak wada – poprzednik, mimo obecności na rynku od 2013 roku, nadal prezentuje świeżo i nie widać zbytnio po nim upływu prawie 10 lat. Oczywiście nieznacznie pomaga mu modernizacja wyglądu, która pojawiła się po drodze, ale nawet bez niej mielibyśmy do czynienia z wciąż dobrze wyglądającym samochodem.

Range Rover Sport
(fot. Range Rover)

Skoro więc poprzednia bryła wygląda dobrze, to po co przeprowadzać rewolucję, która niekoniecznie może zostać dobrze przyjęta przez potencjalnych klientów. Najwidoczniej właśnie z takiego założenia wyszli projektanci i w nowym Range Rover Sport zdecydowali się tylko na odświeżenie zewnętrznego designu. Otrzymamy efekt jak najbardziej może się podobać, aczkolwiek uważam, że wcześniejsza generacja miała trochę ładniejszy tył.

Największe różnice widać w środku, który stał się bardziej minimalistyczny, a deskę rozdzielczą zdominował naprawdę spory ekran. Tutaj faktycznie czuć bardziej futurystyczne podejście, ale nie mamy niepotrzebnej przesady.

Range Rover Sport
(fot. Range Rover)

Zmian jest naprawdę sporo, ale – nie licząc wnętrza – niekoniecznie są one widoczne na pierwszy rzut oka. Producent chwali się chociażby architekturą MLA-Flex, której integralna stabilność zapewnia nawet o 35% większą sztywność skrętną względem poprzednika, co jak najbardziej powinno przełożyć się na lepsze właściwości jezdne. Niestety, nie miałem jeszcze okazji tego sprawdzić – prezentacja była statyczna, a na pierwsze jazdy testowe będę musiał trochę poczekać.

Widoczna elektryfikacja

Zaletą nowej architektury jest lepsze przystosowanie samochodu do elektryfikacji. Range Rover Sport w każdej wersji silnikowej oferuje mniejszy lub większy stopień elektryfikacji. Obecnie dostępne są napędy wykorzystujące miękką hybrydę lub wersje PHEV, a w planach jest wprowadzenie modelu w pełni elektrycznego w 2024 roku.

Oferta silników przedstawia się następująco:

  • P530 – 4.4, 8 cylindrów w układzie V, hybryda MHEV, 530 KM, 750 Nm,
  • P510e – 3.0, 6 cylindrów, hybryda PHEV, 510 KM, 700 Nm,
  • P440e – 3.0, 6 cylindrów, hybryda PHEV, 440 KM, 620 Nm,
  • P400 – 3.0, 6 cylindrów, hybryda MHEV, 400 KM, 550 Nm,
  • D250 (diesel) – 3.0, 6 cylindrów, hybryda MHEV, 249 KM, 600 Nm,
  • D300 (diesel) – 3.0, 6 cylindrów, hybryda MHEV, 300 KM, 650 Nm,
  • D350 (diesel) – 3.0, 6 cylindrów, hybryda MHEV, 350 KM, 700 Nm.
Range Rover Sport
(fot. Mateusz Budzeń, Tabletowo.pl)

W przypadku obu hybryd plug-in otrzymujemy silnik elektryczny o mocy 142 KM i akumulator o pojemności 38,2 kWh (31,8 kWh netto), co – zależnie od warunków -pozwala przejechać do 113 km według WLTP. Co ciekawe, producent podaje tutaj również bardziej realny wynik, który ma wynosić 88 km tylko na prądzie.

Dobrze prezentuje się również maksymalna moc ładowania obsługiwana przez wersje P510e i P440e. Wynosi ona bowiem 50 kW, co jest bardzo dobrym wynikiem jak na PHEV-a i pozwala naładować akumulator od 0 do 80% w czasie poniżej godziny.

Jazda w trudnych warunkach powinna być wyjątkowo łatwa

Śmiem twierdzić, że większość właścicieli modelu Range Rover Sport nie zdecyduje się wjechać w trudniejszy teren. Mimo tego, w przeciwieństwie do wielu SUV-ów, jak najbardziej możemy tutaj mówić o dobrych właściwościach terenowych. Oczywiście dobrych jak na samochód, który celuje w podobną grupę odbiorców, jak Audi czy BMW.

Co więcej, rozwiązania z zakresu jazdy autonomicznej dostępne są nie tylko na autostradach czy w mieście, ale również, gdy zjedziemy z publicznych dróg.

Inteligentny napęd na wszystkie koła (iAWD), w połączeniu z systemem Adaptive Off-Road Cruise Control, pomaga kierowcy nawigować w trudnym terenie, utrzymując stały postęp zgodnie z warunkami podłoża. System inteligentnie dostosowuje prędkość, co pozwala kierowcy skupić się tylko na prowadzeniu, bez dotykania pedału przyspieszenia.

System infotainment zapowiada się całkiem dobrze

Trudno ocenić system infotainment mając z nim kontakt przez kilka minut i to bez obsługi podczas prowadzenia, ale Pivi Pro z pewnością robi dobre pierwsze wrażenie. Do dyspozycji kierowcy, a także pasażera z przodu, oddany został centralnie umieszczony, 13,1-calowy wyświetlacz.

Interfejs jest naprawdę prosty, a najważniejsze funkcje (nawigacja, odtwarzacz muzyki, telefon) znajdują się na pierwszym planie. Przełączanie się pomiędzy nimi jest wygodne i szybkie. Domowy ekran składa się z interaktywnych, sporych kafelków, mających w założeniach dostarczać tylko najważniejsze dane.

Obsługa wydaje się być intuicyjna. Mam nadzieję, że podobnie jest w przypadku głębiej zaszytych ustawień, związanych zarówno z samym oprogramowaniem, jak i całym samochodem. Oczywiście nie zabrakło wsparcia dla Android Auto i Apple CarPlay, a także aktualizacji OTA.

Mimo iż obsługa opiera się głównie na dotykowym ekranie, to Brytyjczycy nie zapomnieli o kilku fizycznych przyciskach i pokrętłach. Za ich pomocą zmienimy ustawienia klimatyzacji czy wybierzemy tryb jazdy.

Za kierownicą znalazł się ekran z cyfrowymi i konfigurowalnymi zegarami, który pozwala wyświetlić m.in. nawigację. Dodatkowo pasażerowie z tyłu, w ramach opcjonalnego wyposażenia, mogą otrzymać dwa ekrany mające po 11,4 cala.

Range Rover Sport
(fot. Mateusz Budzeń, Tabletowo.pl)

Nowy Range Rover Sport ma funkcję znaną m.in. ze słuchawek Apple

Podobnie jak w przypadku AirPods Pro czy Max, Range Rover Sport został wyposażony w technologię aktywnej redukcji szumów (ANC). Z wykorzystaniem wbudowanych mikrofonów, znajdujących się m.in. w każdym nadkolu, system stara się wychwycić niepożądane dźwięki i je zniwelować. Dzięki czemu, podróż ma odbywać się w przyjemnej ciszy.

Producent podaje, że czujniki monitorują dźwięk i modulują aktywną redukcję hałasu w celu ciągłego i natychmiastowego generowania sygnału tłumiącego, odtwarzanego przez 29 głośników w kabinie. Pozwala to efektywnie usuwać dodatkowe częstotliwości hałasu drogowego do 1 kHz, zanim dotrą one do pasażerów kabiny.

Range Rover Sport
(fot. Mateusz Budzeń, Tabletowo.pl)

Skoro już poruszyliśmy temat głośników, to należy wspomnieć o systemie audio. W topowej wersji użytkownik otrzymuje aż 29 głośników, w tym głośnik niskotonowy, a całość charakteryzuje się mocą 1430 W.

Dźwięk jest odtwarzany przez głośniki umieszczone z przodu, z boku, nad i za każdym pasażerem oraz wzmacniacz cyfrowy o mocy 20 W w każdym zewnętrznym zagłówku. Przyznam, że nie mogę się doczekać, gdy będę miał okazję sprawdzić, jaki faktycznie dźwięk dostarcza system audio Meridian Signature.

Czystsze powietrza w kabinie

Range Rover Sport nie tylko ma dbać o wysoką jakość dźwięku w środku, ale również o czyste powietrze. Na pokładzie znalazł się systemem oczyszczania powietrza z filtrem PM2.5 oraz technologią nanoeTM X, co – według założeń – ma zapewnić zdrowsze i czystsze powietrze wewnątrz.

Brytyjczycy podają, że w ciągu 30 minut użytkowania zastosowany system wykazuje 97% efektywność w eliminowaniu wirusów, bakterii i zanieczyszczeń, co zostało niezależnie przetestowane w warunkach laboratoryjnych.

Podsumowanie po pierwszym spotkaniu

Z pewnością Range Rover Sport zapowiada się na godnego następcę udanej 2. generacji. Następcę, który mimo widocznie zbliżonego designu, wprowadza szereg zmian skupionych na nowoczesnych technologiach, mających podnieść komfort i bezpieczeństwo podróżowania.

Cieszy fakt, że możemy zdecydować się na wersję z silnikiem V8, który jest coraz rzadszym widokiem w dobie elektryfikacji motoryzacji i elektromobilności. Oczywiście nie zabrakło miejsca dla hybryd plug-in, a ponadto pojawić ma się wersja napędzana wyłącznie silnikami elektrycznymi.

Range Rover Sport powinien więc spodobać się zarówno petrolheadom, mającym benzynę we krwi, jak i ekologom, którzy niekoniecznie darzą sympatią duże jednostki spalinowe.

Range Rover Sport
(fot. Range Rover)

Jeśli moje pierwsze wrażenia nie zmienią się podczas jazd testowych, to nowy Range powinien okazać się jednym z najciekawszych SUV-ów na rynku. Niestety, jak chyba łatwo się domyślić, mamy do czynienia z drogim samochodem – ceny startują od ponad 482 tysięcy złotych.