Przy okazji recenzji Vivo X300 FE pisałem o kompaktach, które bez problemu obsługuje się jedną ręką. Poco F9 Ultra reprezentuje zupełnie przeciwny biegun. Na pokładzie mamy ekran o przekątnej 6,9 cala, wagę aż 235 g i akumulator o pojemności 8050 mAh. Jest bydle ;)
Poco od lat gra jedną kartą. Flagowa specyfikacja za pieniądze, za które inni sprzedają średniaki. Tyle że testowana przeze mnie wersja kosztuje 3199 złotych, a to kwota, przy której o okazji trzeba mówić nieco ostrożniej. Czy hasło „zabójca flagowców” ma tu jeszcze pokrycie? Przekonajmy się.
Specyfikacja Poco F9 Ultra. Co oferuje ten smartfon?
| Ekran | 6,9″ AMOLED (POCO HyperRGB), 2608 x 1200 px, odświeżanie do 185 Hz, jasność szczytowa do 10000 nitów, HBM 2200 nitów, Gorilla Glass 7i |
| CPU | Snapdragon 8 Elite Gen 5 (3 nm) + układ VisionBoost D8 |
| RAM | 12 lub 16 GB LPDDR5X |
| Pamięć wewnętrzna | 256 GB, 512 GB lub 1 TB (UFS 4.1) |
| System operacyjny | Android 16 (Xiaomi HyperOS 3) |
| Aparat z tyłu #1 | główny 200 Mpix, f/1,68, OIS |
| Aparat z tyłu #2 | teleobiektyw peryskopowy 50 Mpix, f/3,0, ekwiwalent 120 mm (zoom optyczny 5x), OIS |
| Aparat z tyłu #3 | ultraszerokokątny 50 Mpix, f/2,4 |
| Aparat z przodu | 32 Mpix |
| Akumulator | 8050 mAh, 100 W przewodowo, 50 W bezprzewodowo, ładowanie zwrotne 27 W (przewodowo) i 22,5 W (bezprzewodowo) |
| Łączność i komunikacja | 5G, Wi-Fi 7, Bluetooth 6.0, NFC, eSIM, podczerwień, USB-C 3.2 Gen 1, GPS L1+L5, Galileo, GLONASS, BeiDou, QZSS, NavIC |
| Głośniki | głośniki stereo + głośnik niskotonowy, Sound by Bose, Dolby Atmos |
| Wymiary | 163,49 × 77,94 × 8,74 mm |
| Waga | 235 g |
| Odporność | IP68 |
Mój testowy egzemplarz to wersja z 16 GB RAM i 512 GB pamięci wewnętrznej w kolorze Red, chociaż tak naprawdę to bardziej burgundowy niż czerwony.
Skoro jesteśmy przy liczbach, warto odnotować, co zmieniło się względem zeszłorocznego Poco F8 Ultra, bo zmian jest mniej, niż sugeruje nowa cyfra w nazwie. Procesor został ten sam, podobnie jak teleobiektyw i ultraszeroki kąt.
Nowością jest z kolei akumulator, który urósł z 6500 do 8050 mAh, ekran 185 Hz w miejsce 120 Hz oraz główny aparat 200 Mpix zamiast matrycy 50 Mpix. Ceną za większą baterię jest masa, bo telefon waży więcej o 15 g (z 220 do 235 g), i grubość, która wynosi teraz 8,74 mm (vs 7,9 mm).
Poco F9 Ultra (16/512GB)

Design. Kopia iPhone’a czy po prostu smartfon jak każdy inny?
Kolor telefonu, który dostałem do testów, producent nazywa czerwonym. Dla mnie to po prostu dokładnie ten sam odcień, który znamy z nowego iPhone’a. I od tego zaczyna się dyskusja, która przewija się przez niemal każdą recenzję tego smartfona.
Wiele osób powie, że Poco skopiowało iPhone’a i to być może nieudolnie (oceńcie sami – dołączam zdjęcie poniżej). Ja bym to ujął inaczej. Ten smartfon wygląda po prostu tak jak większość telefonów na rynku. Wyróżnia go w zasadzie jeden element, czyli okrągły głośnik Bose na pleckach, który rzeczywiście przyciąga wzrok. Reszta to bardzo poprawny, dobrze znany projekt.

Nie piszę tego z przekąsem, bo design Poco F9 Ultra po prostu mi się podoba. Wyspa aparatów rozciąga się na całą szerokość obudowy, ale nie odstaje jakoś wyraźnie, więc dla mnie jest jak najbardziej do zaakceptowania. Podoba mi się też samo ułożenie aparatów, z lampą błyskową wpisaną w układ jako czwarty „obiektyw”. Ramki wokół ekranu są niewielkie i symetryczne.
Spasowanie poszczególnych elementów stoi na wysokim poziomie. Nic tu “nie lata”, żaden przycisk nie chodzi luźniej, wszystko jest na swoim miejscu. Ramka jest aluminiowa, z przodu mamy Gorilla Glass 7i, a plecki to tworzywo z domieszką włókna szklanego. Całość ma certyfikat IP68.
235 g to sporo i w innych recenzjach pojawiają się głosy, że przy dłuższym korzystaniu jedną ręką masa zaczyna męczyć. Mnie jednak w codziennym użytkowaniu nie przeszkadza, a sprzęt leży w dłoni naprawdę dobrze.






Jedno „ale” jest jednak konkretne i dotyczy właśnie tego tworzywa na pleckach. Jest matowe i przyjemne w dotyku, ale po prostu śliskie. W połączeniu z zaokrąglonymi krawędziami sprawia to, że chwyt nie jest tak pewny, jak bym tego chciał. Jeśli planujecie nosić Poco bez etui, musicie się z tym liczyć.
Wokół głośnika Bose biegnie podświetlany pierścień LED. Zapala się przy powiadomieniach, pokazuje postęp ładowania, a podczas słuchania muzyki czy grania w niektóre gry potrafi mrugać w rytm tego, co dzieje się na ekranie. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że dla wielu osób może to wyglądać po prostu tandetnie, szczególnie podczas słuchania muzyki. Zobaczcie i oceńcie sami:
Ekran, do którego trudno się przyczepić
W codziennym użytkowaniu nic mi w tym wyświetlaczu nie przeszkadzało. Mam jednak wrażenie, że przeciętny użytkownik będzie miał problem, żeby przyczepić się do AMOLED-a o przekątnej 6,9 cala, który do tego oferuje odświeżanie aż do 185 Hz.
Rozdzielczość 2608 × 1200 pikseli daje zagęszczenie w okolicach 419 ppi. Na tle flagowców z panelami QHD to wartość skromniejsza, ale na co dzień niczego mi nie brakowało.
Odświeżanie ustawimy sztywno na 60 Hz, maksymalne 185 Hz albo zostawimy domyślne, dynamiczne przełączanie między niższą a wyższą częstotliwością. Do tego tryb ciemny, ustawienia jasności i opcja „zaawansowane tekstury”, która dodaje w całym systemie efekty renderowania, takie jak rozmycie. Domyślny schemat kolorów to Oryginalny kolor PRO i dla większości osób będzie w zupełności wystarczający. Kto lubi żywsze, bardziej nasycone barwy, znajdzie odpowiedni tryb dla siebie.
Jest też regulacja temperatury barw i opcja, którą włączam zawsze i od razu, czyli adaptacyjna temperatura kolorów. Ekran dopasowuje wtedy barwy do oświetlenia otoczenia, żeby wyglądały możliwie naturalnie, i przy dłuższym korzystaniu naprawdę dobrze mi się z tym pracuje. Jest wreszcie tryb Xiaomi Vision Care do czytania, a sam panel ma komplet certyfikatów TÜV Rheinland dotyczących ochrony wzroku.
Ciekawą opcją jest „obrazowanie dwurdzeniowe”, czyli poprawianie jakości filmów za pomocą dodatkowego układu VisionBoost D8. Zwiększa liczbę klatek na sekundę i optymalizuje HDR. Według producenta działa wyłącznie na YouTube i Netfliksie, i to nie w każdym scenariuszu, ale na niektórych filmach efekt naprawdę widać.
No dobrze, a co z tymi 185 Hz? Tu trzeba oddzielić specyfikację od praktyki. Nie jest to panel LTPO, więc odświeżanie nie schodzi poniżej 60 Hz, nawet przy wideo w 24 klatkach. Do tego większość aplikacji kończy na 120 Hz, a pełne 185 Hz pojawia się w obsługiwanych grach, częściowo dzięki interpolacji klatek. W niektórych recenzjach pada zarzut, że od modelu z dopiskiem Ultra można by już oczekiwać LTPO. Ja w codziennym użytkowaniu tego braku po prostu nie odczułem, a przy tej pojemności akumulatora wyższe zużycie energii i tak trudno dostrzec.
Podobnie jest z jasnością – deklarowane w materiałach producenta 10000 nitów dotyczy jednego procenta powierzchni ekranu w trybie HDR. W pomiarach, które można znaleźć w sieci, pojawia się około 1280 nitów na dużej białej planszy i ponad 4300 nitów na małym fragmencie. To dalej bardzo jasny panel, tylko z mniej spektakularnymi liczbami.
Automatyczna regulacja jasności? W sieci trafiłem na opinię, że po wyjściu na zewnątrz telefon potrafi potrzebować dłuższej chwili, żeby się rozjaśnić. Ja do automatycznego działania czujnika oświetlenia nie mam żadnych zastrzeżeń. Warto też dodać, że w nocy ekran mnie nie raził, z kolei w dzień był czytelny i wszystko działało tak, jak powinno. Najkrócej mówiąc, w codziennym użytkowaniu trudno jest się tu do czegoś przyczepić.






Głośnik Bose. Głośno? Bardzo. Rewolucja? Nie za bardzo
Z tym elementem mam pewien problem. Na pierwszy rzut oka (i ucha) to on najbardziej odróżnia Poco F9 Ultra od reszty rynku i to on zbiera w recenzjach najmocniejsze określenia. W sieci przeczytacie, że to najlepiej grający smartfon na rynku albo że deklasuje konkurencję.
Zacznijmy od tego, co trzeba oddać temu sprzętowi. Poco gra naprawdę głośno. Powiedziałbym nawet, że zaskakująco głośno. Przeszedł u mnie zresztą całkiem bojowy test, bo podczas pracy na działce wokół domu służył po prostu jako radio przenośne i sprawdził się w tej roli świetnie. Było go dobrze słychać, a dźwięk pozostawał wyraźny. Do podcastów albo muzyki w tle podczas gotowania obiadu wystarczy z nawiązką i wiele osób w zupełności zadowoli.
Układ jest typu 2.1. Na pokładzie mamy dwa symetryczne głośniki u góry i u dołu obudowy oraz niezależny głośnik niskotonowy w wyspie aparatów. Mamy też Dolby Atmos, certyfikaty Hi-Res i Hi-Res Wireless oraz korektor, który jest dość dokładny i pozwala jeszcze trochę z tego brzmienia wyciągnąć.
Tyle że jeśli spodziewacie się zupełnie innej jakości dźwięku niż ta, którą znacie z innych smartfonów, to się zawiedziecie. Na co dzień pracuję też w radiu i tutaj po prostu nie słyszę przeskoku. Wysokie tony są może odwzorowane odrobinę lepiej niż w standardowych smartfonach, ale przy wyższej głośności dźwięk się zniekształca i wciąż brakuje niskich tonów. Nie jest to wina Poco ani żadnego innego producenta, tylko fizyki. W obudowie smartfona dobre, basowe brzmienie, naprawdę trudno uzyskać.
Skąd więc tak różne opinie? Myślę, że wynika to z punktu odniesienia. Na tle innych telefonów Poco F9 Ultra rzeczywiście gra pełniej i głośniej. Wystarczy jednak postawić obok pierwszy lepszy głośnik Bluetooth, żeby zobaczyć, gdzie leży granica. Dla mnie dodatkowy głośnik umieszczony na wyspie aparatów to miły dodatek i fajna ciekawostka. Efekt „wow” jest, ale dotyczy głośności, a nie jakości.
Haptykę oceniłbym jako poprawną. Tu opinie użytkowników, które widzę w sieci, też się nieco rozjeżdzają, ponieważ jedni stawiają ją wyżej niż w iPhonie, inni uważają ją za półkę niżej od topowych flagowców. Ja jestem w tym “sporze” gdzieś pośrodku.
Siłę wibracji można płynnie regulować i warto to zrobić od razu, bo na ustawieniach fabrycznych przychodzące powiadomienie z Instagrama czy Discorda potrafiło mnie niemal przestraszyć. Kiedy smartfon leżał na stole, wydawało się, że stół zaraz zacznie ruszać się po mieszkaniu.

Wydajność. Jak Poco F9 Ultra radzi sobie na co dzień?
Na pokładzie nowego Poco znajdziemy Snapdragona 8 Elite Gen 5, czyli ten sam układ, co w Poco F8 Ultra. Towarzyszy mu 16 GB RAM LPDDR5X i pamięć UFS 4.1. Skoku generacyjnego więc nie ma, ale nie ma też czego się wstydzić, bo to nadal jeden z najmocniejszych procesorów w smartfonach z Androidem.
System przez cały okres testów, czyli 3 tygodnie, działał płynnie. Do sprawdzenia, co ten telefon potrafi w grach, użyłem moich dwóch ulubionych tytułów testowych. Call of Duty Mobile z wymaksowanymi ustawieniami graficznymi działało płynnie i bez przycięć. Po mniej więcej 30 minutach rozgrywki smartfon był ciepły, ale nie gorący. Ciepło zbiera się w środkowej części plecków, tuż pod wyspą aparatów, a że w tym miejscu telefonu raczej nie trzymamy, nie przeszkadzało mi to. Diablo Immortal na maksymalnych ustawieniach również nie sprawiło żadnych problemów.
Największym zaskoczeniem był dla mnie jednak montaż wideo. Składałem na Poco F9 Ultra krótkie filmy i nawet materiał w 4K renderował się całkiem sprawnie.
Dla graczy jest jeszcze jedna rzecz. Wspomniany układ VisionBoost D8 w obsługiwanych grach podbija rozdzielczość, generuje dodatkowe klatki i wzmacnia HDR, a w trybie Game Turbo próbkowanie dotyku sięga 480 Hz, a chwilowo nawet 4800 Hz. Lista gier, które to wykorzystują, nie jest jednak długa.






Benchmarki
Czas na liczby – i to od razu z pewnym zastrzeżeniem. Testowy egzemplarz blokował AnTuTu i 3DMarka, które co prawda dało się zainstalować, ale testów nie dało się uruchomić. Nie jest to przypadłość tylko mojej sztuki, bo o identycznym problemie piszą też inni recenzenci. Udało mi się za to przeprowadzić testy w Geekbenchu 7 i PCMarku Work 3.1.
Geekbench 7 pokazał 2030 punktów dla jednego rdzenia i 8600 punktów dla wszystkich rdzeni. Test GPU zakończył się wynikami 16747 i 22316 punktów. PCMark Work 3.1 dał 19000 punktów. Na wykresie temperatura przez cały test trzymała się równo, w okolicach 30 stopni.
Tym razem mogę pozwolić sobie na porównanie, bo Vivo X300 FE mierzyłem dokładnie tymi samymi wersjami testów. X300 FE uzyskał w Geekbenchu 7 wynik 1546/6459 punktów, w teście GPU 9330 i 10755 punktów, a w PCMarku 14930 punktów. Przewaga Poco wynosi więc około jedną trzecią w testach procesora i jest jeszcze wyraźniejsza w grafice. To nie zaskakuje, bo Vivo korzysta ze Snapdragona 8 Gen 5, a nie z wersji Elite, ale dobrze pokazuje, ile mocy dostajemy za mniejsze pieniądze.





HyperOS 3 – sprawny, ale nie do końca dla mnie
Poco F9 Ultra działa pod kontrolą Androida 16 z nakładką Xiaomi HyperOS 3. Producent obiecuje cztery duże aktualizacje systemu i sześć lat łatek bezpieczeństwa. Wstydu nie ma, ale Samsung i Google oferują dziś więcej. Warto dodać, że smartfon startuje z Androidem 16 w momencie, gdy na rynku jest już Android 17.
Powiem szczerze, że HyperOS nie jest dla mnie najfajniejszym systemem do codziennego korzystania i jakoś nie mogę się do niego przekonać. Lepsze wrażenia z samego systemu miałem przy Vivo czy OnePlusie, choć być może to kwestia przyzwyczajenia.
Co konkretnie mi przeszkadza? Preinstalowane aplikacje, a zwłaszcza ich nachalność. Dobrym przykładem są aplikacje do obsługi aktualizacji, które co chwilę przypominają o sobie powiadomieniem, że na przykład 20 aplikacji czeka na aktualizację. To po prostu denerwuje. Udało mi naliczyć się 12 dodatkowych aplikacji, nie licząc dublujących się kontaktów, alarmów czy kalendarza.
Żeby była jasność, poza tym to całkiem niezły system. Przez cały test działał płynnie, nic się nie zacinało i nie trafiłem na żadne błędy wynikające z problemów z oprogramowaniem. Opcji personalizacji jest mnóstwo, od zegarów na ekranie blokady po ikony i animacje.
Powiadomienia i szybkie ustawienia to tradycyjnie dwa osobne panele, rozwijane z różnych stron ekranu. Jest też Hyper Island, czyli wykorzystanie obszaru wokół przedniej kamery na timery, sterowanie multimediami czy status nagrywania, oraz HyperConnect, który ułatwia współpracę z komputerami z Windowsem i macOS oraz z innymi smartfonami.




HyperAI, czyli sztuczna inteligencja w pakiecie. Co potrafi?
Xiaomi zebrało swoje narzędzia AI pod szyldem HyperAI, a ich lista jest naprawdę długa. W galerii znajdziemy asystenta narzędzi twórczych Ultra HD SI, który ma wyostrzać rozmyte zdjęcia, automatyczne upiększanie, rozszerzanie kadru w różnych proporcjach, usuwanie niechcianych obiektów, wycinanie obiektów z tła i automatyczne generowanie filmów ze zdjęć i klipów. Są dynamiczne tapety, które ożywiają statyczne zdjęcia ludzi, zwierząt i kreskówek. W Notatkach mamy pisanie z pomocą AI, czyli streszczanie, rozbudowywanie i wygładzanie tekstu oraz sprawdzanie pisowni.
Do tego dochodzą narzędzia głosowe, czyli m.in. transkrypcja nagrań w czasie rzeczywistym z rozróżnianiem mówców, tłumacz symultaniczny dostępny z paska bocznego podczas rozmów telefonicznych i spotkań oraz napisy na żywo. Tu jednak uwaga, bo dwujęzyczne napisy obsługują tylko chiński, angielski, japoński i koreański. Polskiego na liście nie ma.
Z HyperAI korzystałem raczej testowo. W prostych zadaniach sprawdza się całkiem nieźle, a najlepiej wypada w edycji zdjęć. Coś usuniemy, coś rozszerzymy i po kilku próbach da się uzyskać naprawdę fajne efekty. Mam jednak wrażenie, że w moim OnePlusie podobne narzędzia działają odrobinę lepiej. Pisanie w Notatkach też działa, tylko że to samo uzyskamy otwierając darmowego ChatGPT albo Gemini, które i tak mamy pod przyciskiem zasilania.
Rozumiem, że każdy producent chce się pochwalić własnymi rozwiązaniami. Dla mnie wbudowywanie AI we wszystko, co się da, zaczyna być jednak zbędnym bajerem.














Łączność i biometria. Komplet z jednym dziwnym cięciem
Tu krótko, bo w tej kwestii nic mnie nie zawiodło. Ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych działa sprawnie, jest też rozpoznawanie twarzy.
Zaplecze łącznościowe jest bogate. Na pokładzie jest 5G, eSIM (również w konfiguracji dwóch eSIM-ów), NFC, Bluetooth 6.0, dwuczęstotliwościowy GPS i nadajnik podczerwieni, dzięki któremu telefon posłuży jako pilot do telewizora czy klimatyzacji. Port USB-C działa w standardzie 3.2 Gen 1.
To dziwne cięcie to Wi-Fi 7, które działa wyłącznie w pasmach 2,4 i 5 GHz. Brakuje obsługi 6 GHz. Dla większości użytkowników nie będzie to miało znaczenia, ale przy tak wyposażonym smartfonie warto o tym wiedzieć. Nie znajdziemy też UWB ani gniazda słuchawkowego.
Bateria. 8050 mAh robi swoje
Akumulator to jedna z głównych zmian w tej generacji i jednocześnie jeden z najmocniejszych argumentów, by zainteresować się tym sprzętem. Ogniwo jest krzemowo-węglowe, dzięki czemu tak duża pojemność zmieściła się w obudowie o grubości poniżej 9 mm.
U mnie typowy wynik to około 8 godzin na ekranie, a zdarzyło się też 12 godzin. Muszę od razu przyznać, że tym razem nie mam na to zrzutów ekranu. Ustawienia baterii domyślnie nie pokazują czasu aktywności ekranu, tylko czas od ostatniego podłączenia do ładowania, co trochę zbija z tropu. Musicie mi więc uwierzyć na słowo.
Smartfona używam dużo, przede wszystkim w pracy. Jeśli korzystacie z telefonu mniej intensywnie niż ja, to spokojnie mówimy o dwóch pełnych dniach na jednym ładowaniu.
Telefon ładowałem ładowarką 65 W i pełne naładowanie zajmowało około godzinę. Smartfon przyjmuje jednak do 100 W, więc z mocniejszym zasilaczem będzie jeszcze szybciej.
Z innych testów, które widziałem w sieci wynika, że z użyciem ładowarki Xiaomi 120 W, pełne ładowanie trwa 55 minut, z czego połowę baterii telefon uzupełnia w pierwsze 30 minut. Można też natknąć się na wyniki na poziomie 32% po 15 minutach i 61% po pół godzinie.
Jest też ładowanie bezprzewodowe 50 W oraz ładowanie zwrotne dla akcesoriów, zarówno kablem, jak i bezprzewodowo. Szkoda tylko, że ładowarkę trzeba dokupić osobno.

Aparaty. To solidny zestaw, ale bez uniesień
Wszystkie trzy tylne aparaty mają tu wysoką rozdzielczość. Główny ma 200 Mpix, przysłonę f/1,68 i optyczną stabilizację. Domyślnie smartfon łączy szesnaście pikseli w jeden i zapisuje zdjęcia w rozdzielczości 12,5 Mpix. Obok mamy 50 Mpix peryskop z 5-krotnym zbliżeniem optycznym (ekwiwalent 120 mm) i OIS oraz ultraszeroki kąt 50 Mpix z ekwiwalentem 17 mm. Z przodu pracuje aparat 32 Mpix.
Jak to wszystko wypada w praktyce? Powiedziałbym, że poprawnie. Zdjęcia z głównego aparatu mają dużo szczegółów, ale same 200 Mpix nie są przeskokiem, który poczujecie, jeśli macie w swoim sprzęcie dobrą pięćdziesiątkę. Zestawiając go z niedawno testowanym Vivo X300 FE, muszę przyznać, że według mnie to Vivo robiło lepsze zdjęcia.
Osobny tryb 200 Mpix daje więcej swobody przy kadrowaniu, ale tu warto oddać głos fotografom. Część z nich zwraca uwagę, że zdjęcia w tym trybie wyglądają na mocno przetworzone, a sam zapis trochę trwa, co sugeruje, że telefon w dużej mierze dopowiada szczegóły algorytmami. Do tego warto dorzucić fakt, że pliki potrafią przy tym ważyć nawet po 50 MB. Wniosek jest prosty – domyślne 12,5 Mpix to rozsądny wybór na co dzień.
Kolorystykę możemy oceniać dwojako, ponieważ z jednej strony mamy tu całkiem solidną szczegółowość, naturalne kolory w dzień i dobrą rozpiętość tonalną. Z drugiej strony trafiają się jednak zdjęcia momentami wyblakłe, ze słabym HDR-em i wpadkami w balansie bieli albo prześwietlenia i przesadne nasycenie.
Trzeba przyznać jednak, że w sprzęcie do 3500 złotych Poco wypada dobrze, ale gdy porównujemy go z fotograficznymi flagowcami (co jest raczej bez sensu ;)), łatwiej o wytykanie mu niedociągnięć. Zasada jest jednak prosta i dotyczy każdego aparatu w smartfonie, że im więcej światła, tym lepiej.
























Zaskakująco dobrze wypada teleobiektyw. Na pięciokrotnym zbliżeniu zdjęcia wychodzą naprawdę nieźle. Przy dziesięciokrotnym dalej są ostre i mają sporo szczegółów, ale widać już, że do pracy wchodzi algorytm (całe szczęście w tym wypadku delikatnie).
Jeśli trafiliście na którąś z moich wcześniejszych recenzji, wiecie, że mam z tym duży problem. Robicie zdjęcie na starym mieście, a fasady kamienic wychodzą dziwnie wygładzone, bo algorytm postanowił „pomóc”. Największy kłopot polega na tym, że tego poprawiania nie da się wyłączyć, bo w ustawieniach aparatu takiej opcji po prostu nie ma. Jesteśmy na nie skazani. To zjawisko przy zbliżeniach od 10x w górę jest tylko coraz bardziej widoczne wraz ze wzrostem wartości zoomu.
Teraz mała ciekawostka dla miłośników detali. W aparacie znajdziemy tryb Super Makro. Przydaje się szczególnie jesienią, jeśli lubicie fotografować np. liście z bliska.
















































Ultraszeroki kąt jest na pewno lepszy niż można by się spodziewać. W tym zestawie to jednak nadal najsłabsze ogniwo. Brakuje autofokusa, brzegi kadru są miękkie, a kolory nie zawsze pokrywają się z tymi z głównego aparatu (szczególnie widać to w trybie nocnym). Do tego 17 mm ekwiwalentu to dość wąsko jak na ultraszeroki kąt.









Tryb nocny wypada naprawdę dobrze. Warto dodać, że nie mamy tutaj dedykowanego trybu nocnego, tylko włącza się on automatycznie. Jak zawsze najsłabszym ogniwem zdjęć nocnych pozostaje ultraszeroki kąt. Kolory w głównym obiektywie są naprawdę mocno nasycone, a zdjęcie dobrze oświetlone i ostre. Nie ma też na nim najczęściej widocznych artefaktów. Całkiem przyzwoicie wypada w tym zestawieniu teleobiektyw. Najlepiej zobaczcie to sami poniżej:
























Przednia kamera jest bardzo dobrej jakości i tu również obowiązuje zasada, że im więcej światła, tym lepiej. Dla fanów upiększania jest tu bardzo rozbudowany zestaw suwaków.









Dla bardziej zaawansowanych użytkowników jest jeszcze jedna dobra wiadomość. Wszystkie tylne aparaty potrafią zapisywać zdjęcia w formacie RAW DNG. Do tego do dyspozycji mamy tryb Pro z ręczną kontrolą ekspozycji i ostrości.
Z wideo jestem na tak. Odwzorowanie kolorów jest dobre, stabilizacja trzyma obraz sensownie i spokojnie można tym telefonem nagrywać materiały na social media. Główny aparat nagrywa w maksymalnie 8K przy 30 klatkach i w 4K przy 60 klatkach, a w trybie Pro dostępne jest nagrywanie w formacie LOG, przydatne, jeśli planujecie bardziej rozbudowaną korekcję kolorów w montażu. Zabrakło 4K przy 120 klatkach.
Całościowo zestaw fotograficzny oceniam na plus. To nie jest fotograficzny flagowiec, ale w tej cenie trudno mieć do niego poważniejsze pretensje.
Poco F9 Ultra a konkurencja
Xiaomi 17T Pro to propozycja przede wszystkim dla tych, którzy oczekują bardziej rozbudowanych możliwości fotograficznych. MediaTek Dimensity 9500, ekran AMOLED o przekątnej 6,83 cala i odświeżaniu 144 Hz, akumulator 7000 mAh oraz ładowanie przewodowe 100 W i bezprzewodowe 50 W to solidny zestaw. Największym wyróżnikiem pozostają jednak aparaty Leica, w tym główna matryca 1/1,31 cala i peryskopowy teleobiektyw z pięciokrotnym zoomem optycznym. Smartfon nagrywa również filmy w 4K przy 120 klatkach na sekundę. Wersję 12/512 GB można obecnie kupić za około 3000 złotych, a więc wyraźnie taniej niż wcześniej.
OnePlus 15R próbuje przekonać do siebie przede wszystkim wydajnością i czasem pracy. Za około 2899 złotych, zależnie od koloru i sklepu, otrzymujemy wersję 12/256 GB ze Snapdragonem 8 Gen 5, ekranem AMOLED 6,83 cala o odświeżaniu 165 Hz, akumulatorem 7400 mAh i ładowaniem 80 W. Oszczędności widać w aparatach. Nie ma tutaj osobnego teleobiektywu, a aparat ultraszerokokątny ma zaledwie 8 Mpix. Jeśli jednak fotografia nie jest dla was priorytetem, OnePlus pozostaje ciekawą alternatywą, szczególnie dla graczy.
Samsung Galaxy S26 FE stawia na nieco inne zalety. W oficjalnej ofercie producenta wariant 8/128 GB można znaleźć za 2999 złotych, zamiast wcześniejszych 3489 złotych. Na papierze specyfikacja wygląda skromniej: Exynos 2500, 8 GB RAM, ekran AMOLED 120 Hz, akumulator 4900 mAh, ładowanie 45 W i teleobiektyw 8 Mpix z trzykrotnym zoomem optycznym.
Samsung nadrabia jednak oprogramowaniem, rozbudowanym ekosystemem i deklaracją siedmiu generacji aktualizacji Androida oraz siedmiu lat poprawek bezpieczeństwa. Dla osób, które kupują telefon na dłużej, może to być ważniejszy argument niż sama wydajność.
Wniosek? Różnice cenowe między tymi smartfonami mocno się zmniejszyły. Poco nie musi już wygrywać wyłącznie ceną, bo konkurencja również potaniała. Xiaomi oferuje bardziej wszechstronny zestaw aparatów, OnePlus kusi wydajnością i ogromnym akumulatorem, a Samsung długim wsparciem. Ostatecznie wybór zależy więc nie tylko od parametrów, ale przede wszystkim od tego, z których możliwości smartfona rzeczywiście będziemy korzystać.
Czy warto kupić POCO F9 Ultra?
Kilka tygodni z Poco F9 Ultra zamykam z dobrym wrażeniem. To smartfon bez większych wpadek, z kilkoma elementami, które naprawdę wyróżniają go na rynku.
Największy atut? Moim zdaniem cena. Obecnie 3199 złotych za wersję z 16 GB RAM i 512 GB pamięci, z topowym procesorem, sensownym zestawem aparatów i baterią 8050 mAh to wynik, który naprawdę trudno przebić. Największym pozytywnym zaskoczeniem było z kolei to, jak dobrze ten telefon radzi sobie nie tylko w codziennym użytkowaniu, ale i w bardziej wymagających zadaniach, takich jak montaż wideo.
Największa wada? Paradoksalnie wygląd. Nie dlatego, że jest brzydki, bo mi się podoba, ale dlatego, że Poco F9 Ultra wygląda jak większość smartfonów na rynku i mocno kojarzy się z iPhonem. Jeśli zależy wam na telefonie z własnym charakterem, to po prostu może przeszkadzać. Do tego dochodzi śliski tył i nachalność preinstalowanych aplikacji w HyperOS.
Komu go polecam? Wszystkim, którzy nie czują parcia na topowego flagowca pokroju Samsunga Galaxy S26 Ultra, ale chcą sprzętu z zapasem mocy na lata, dobrym aparatem i czymś, co go wyróżni na tle konkurencji.
Komu odradzam? Jeśli fotografia jest dla was absolutnym priorytetem, znajdziecie smartfony z lepiej dopracowanymi aparatami. Podobnie jeśli szukacie czegoś lekkiego i poręcznego.
Czy przesiadłbym się na niego z mojego OnePlusa 15? Raczej nie. Ale szczerze przyznam, że może to kwestia przyzwyczajenia, a może po prostu racjonalizuję sobie fakt, że za swój telefon zapłaciłem dużo więcej.









