No, Panie Huawei, jeśli podnosić sobie poprzeczkę, to właśnie tak! Huawei Watch 4 Pro Space Edition przez wiele osób uważany był za piękny kawałek elektroniki, ale jego następca – Huawei Watch 6 Pro Space Edition – może podobać się jeszcze bardziej. Ten zegarek zdecydowanie ma w sobie “to coś”.
Piękny jest to smartwatch. Bez dyskusji!
Huawei Watch 6 Pro Space Edition to smartwatch, o którym powiedzenie, że jest elegancki, to zdecydowanie za mało. Łączy rewelacyjny design (serio, niesamowicie mi się podoba – ta połyskująca czarno-złota ramka bardzo przypadła mi do gustu) z nowoczesnością w postaci sferycznego ekranu, do którego jeszcze wrócę w dalszej części tekstu.
Huawei Watch 6 Pro Space Edition wykonany ze stopu tytanu klasy lotniczej. Czarno-złota, połyskująca koperta, kontrastująca z matowym paskiem tak mi wizualnie siadła, że nie mogę oderwać oczu od tego zegarka. I to nie są puste słowa – naprawdę uważam, że to jeden z najładniejszych smartwatchy, jakie aktualnie można kupić (oczywiście pomijając ofertę samego Huawei, w której dostępny jest złoty Watch Ultimate Design czy purpurowy Watch Ultimate Design Royal Gold Edition, kosztujące grubo ponad 10 tysięcy złotych).

Co ważne, w zestawie sprzedażowym znajdziemy dodatkowy czarny pasek z fluoroelastomeru (z nowym zapięciem, w którym pasek się chowa przy skórze), w którym o wiele wygodniej się ćwiczy. On jednak, co musicie wiedzieć, wprowadza wizualny downgrade całości – Watch 6 Pro Space Edition nie wygląda z nim tak dobrze jak z tą piękną bransoletą.
Ona sama, jak już ustaliliśmy, wygląda genialnie. Jej mocowanie jest uniwersalne, podobnie jak dodatkowego paska, a żonglowanie pomiędzy nimi to dosłownie chwila-moment. Nieco gorzej wypada samo dostosowanie długości bransolety do naszych potrzeb, bo – aby to zrobić – należy wypiąć konkretną liczbę składających się na nią elementów czy też modułów. Mój paznokieć nie przeżył tej operacji i się zapowietrzył. Cóż, piękno wymaga poświęceń (iksde).






Przez okres testów nosiłam zegarek początkowo z paskiem z fluoroelastomeru, a następnie z bransoletą. Muszę przyznać, że czuć różnicę pomiędzy nimi i nie mam tu na myśli różnicy wizualnej. Odnoszę wrażenie, że pierwszy z nich – przez pasek chowany do wewnątrz – sprawia, że zegarek nieco odstaje od nadgarstka. Z kolei bransoletę trudno idealnie dopasować – a przynajmniej w moim przypadku było tak, że albo miałam ją zapiętą z zaledwie minimalnym luzem (prawie na styk), albo ze zbyt dużym luzem.
Z Watcha 6 Pro Space Edition korzystałam przez ostatnie dwa tygodnie, może nawet nieco ponad, nie ograniczając się w tym w żadnym stopniu. Zegarek towarzyszył mi podczas spacerów z psem po lesie (tak, wciąż podkradam psa sąsiadce ;)), spotkań wszelakich, ale też podczas mycia naczyń czy w momentach, w których ewidentnie mózg już nie mózgował ze zmęczenia i obijałam się o futrynę w poszukiwaniu łóżka.





Zmierzam do tego, że ani na bransolecie, ani na ekranie, nie pojawiła się żadna rysa. A w przypadku bransolety miałam obawy zwłaszcza korzystając z laptopa – jej spód notorycznie obijał się o podstawę laptopa. Strasznie tego nie lubię (oczywiście gumowy pasek jest rozwiązaniem tego problemu).
Z danych technicznych dowiadujemy się, że zegarek spełnia normę wodoszczelności IP69, 5 ATM i można z nim nurkować na głębokości do 40 metrów.
Dodam jeszcze, że wymiary Huawei Watch 6 Pro Space Edition to 46,4 × 46,4 × 11,4 mm, a waga – bez paska – 60 g. Co oczywiste, bransoleta jest cięższa od gumowego paska i rzeczywiście mocniej czuć ją na nadgarstku. Czy przesadnie? Osobiście uważam, że nie, ale pewnie po prostu się przyzwyczaiłam do tego ciężaru. Sam pasek ma długość 140-210 mm.

Sferyczny ekran jednak może się podobać
Nie jestem fanką wypukłego ekranu – napisałam w recenzji Huawei Watch 5. Model ten miał sferyczny ekran, który się kocha albo nienawidzi – wygląda pięknie, ale funkcjonalnie może irytować przez masę odbić światła. Zdecydowanie się z nim nie polubiłam.
Podobny manewr producent zastosował w Huawei Watch 6 Pro Space Edition, przy czym to zakrzywienie jest dużo mniejsze, dzięki czemu – w mojej opinii – o wiele sensowniejsze. Wciąż wygląda dobrze, ale, co najważniejsze, nie wpływa na komfort korzystania z zegarka w takim stopniu jak w poprzedniku. Ekran pozostaje widoczny pod różnymi kątami, z czym w piątce był problem, bo odbijał w swoje dosłownie wszystko i wszędzie.
Pod względem specyfikacji ulepszona została jasność ekranu, przy czym na tym etapie nie robi to aż tak oszałamiającego wrażenia – 3000 nitów z poprzednika to była wartość zdecydowanie wystarczająca (no, może przez te odbicia światła nie zawsze :P), a tu mamy już 3500 nitów. I, przyznaję, nie miałam najmniejszych problemów z widocznością ekranu nawet w pełnym słońcu, którego ostatnio – niestety – coraz mniej.
Sam ekran to AMOLED LTPO 2.0, pokryty szkłem szafirowym – jego średnica wynosi 1,5 cala, a rozdzielczość 466 x 466 pikseli. Pod względem czytelności nie mam kompletnie żadnych uwag, reakcja na dotyk też każdorazowo była wzorowa. A fakt, że zakrzywienie powierzchni ekranu jest mniejsze niż w poprzedniku, spotęgowało moje dobre wrażenia z użytkowania tego modelu.
Aha, to dobry moment, by wspomnieć, że oczywiście dostępne jest tu Always on Display, dzięki któremu zegarek może być zegarkiem i stale wyświetlać godzinę w postaci przygaszonej tarczy.
A sam smartwatch można obsługiwać zarówno dotykowo, jak i z pomocą przycisków oraz koronki, która pozwala na sprawniejsze poruszanie się po wszelkiego rodzaju listach czy ustawieniach.

Działanie, oprogramowanie, cuda wianki
W materiałach, które Huawei pokazywał nam przed premierą serii Watch 6, pojawiła się jedna intrygująca funkcja – możliwość podłączenia jednego zegarka z dwoma telefonami. I wszystko fajnie, tylko do dnia publikacji niniejszej recenzji – niestety – opcja ta nie została udostępniona. Mam wielką nadzieję, że wkrótce się to zmieni i będę mogła powiedzieć Wam, jak to rzeczywiście działa.
W teorii bowiem zegarek ma utrzymywać połączenie z dwoma smartfonami jednocześnie i powiadamiać o połączeniach przychodzących, jak również przeprowadzać rozmowy, przez oba telefony. Haczyk jest taki, że tylko z jednego telefonu (ustawionego jako główny) będą spływały pozostałe powiadomienia. A to, który smartfon jest główny, będzie można – podobno – zmieniać jednym kliknięciem. Brzmi zatem świetnie, ale jak będzie – zobaczymy.
Oczywiście wciąż Huawei Watch 6 Pro Space Edition (jak i pozostałe warianty Watch 6) można podłączyć zarówno do smartfonów z Androidem, jak i iOS z użyciem aplikacji Huawei Health czy też Huawei Zdrowie (na Androida trzeba ją pobrać ze strony Huawei, na iOS – z App Store). Co najważniejsze, różnice funkcjonalne pomiędzy tymi systemami są niewielkie i sprowadzają się do takich rzeczy, jak np. brak możliwości odpowiadania na wiadomości z poziomu zegarka na iOS.
Po połączeniu z iOS zauważyłam też, że – otrzymując wiadomości w konwersacji grupowej – zegarek wyświetla powiadomienie tak, jakby to była wiadomość od konkretnej osoby (tej, która wysłała tą wiadomość – na Androidzie jest z kolei nazwa grupy).


Z kolei najbardziej upierdliwy był brak możliwości uruchamiania poszczególnych funkcji na telefonie przechodząc z poziomu zegarka – aby to zrobić trzeba sczytać kod QR, który nie prowadzi tam, gdzie powinien (na Androidzie wystarczy kliknąć, by otworzyć coś na telefonie i to się po prostu dzieje).









W przypadku sparowania z oboma systemami oczywiście mamy możliwość rozmawiania bezpośrednio przez zegarek, który ma zarówno mikrofon, jak i głośnik – jakość tych rozmów jest zupełnie poprawna. A i jeszcze ma eSIM, więc jeśli zainstalujemy go w zegarku, staje się on całkowicie niezależny od telefonu, z którym jest połączony.
I tu muszę powiedzieć, że strasznie brakuje mi Spotify z opcją pobierania muzyki offline – wyjście na spacer przewietrzyć głowę bez telefonu, ale ze słuchawkami podłączonymi bezpośrednio do zegarka, to super sprawa.
Na temat oprogramowania samego smartwatcha wiele dobrego zdążyłam napisać przy okazji recenzji zeszłorocznego Watcha 5 i od tamtej pory nic się nie zmieniło. Wciąż uważam, że nowy system – w postaci HarmonyOS (tutaj w wersji 7.0.0) – był potrzebnym odświeżeniem. Dzięki niemu Watch 6 Pro wygląda dobrze nie tylko na zewnątrz, ale wnętrze mu dorównuje. I fajnie – dokładnie tak powinno być.








Wszystkie funkcje podane są w formie bardzo czytelnych i po prostu ładnych dla oka kafelków porozrzucanych na poszczególnych ekranach domowych. Odnalezienie się w nich jest bezproblemowe. Tak samo bezproblemowo działają powiadomienia z telefonu – przychodzą na czas i bez zbędnego opóźnienia.
Niezmiennie Huawei pozwala na korzystanie z gestów podczas używania zegarka, ale – tak samo niezmiennie – uważam, że działają jako-tako (wymagają wręcz przerysowanego wykonywania tych gestów). Z ich użyciem możemy np. odebrać lub odrzucić połączenie czy odrzucić budzik.


Podkreślę to jeszcze wyraźnie, by odpowiednio wybrzmiało: Huawei Watch 6 Pro Space Edition działa bezproblemowo, szybko i wydajnie. Podczas użytkowania nie zdarzyły się żadne sytuacje, w których by zwolnił czy jakkolwiek mnie zawiódł.
Aha, zapomniałabym o jednej nowej funkcji, która dla wielu osób może mieć spore znaczenie – Kontrola bezpieczeństwa. To właśnie ona umożliwia udostępnianie wybranym osobom, korzystającym z Huawei Zdrowie i mającym zarejestrowane konto z numerem telefonu (to jest kluczowe) udostępnianie danych na temat lokalizacji, stanu baterii zegarka, etc. Oczywiście możemy udostępniać te dane tylko wtedy, kiedy chcemy – np. podczas wieczornego wyjścia na miasto czy pobiegać po lesie.
Opcja ta działa niezależnie od wykrywania upadku.




Dodam jeszcze, że osobiście korzystam z Huawei Health+, a subskrypcja na rok dodawana jest gratis do recenzowanego zegarka. Mimo to potrafi irytować to, jak dużo wszelkiego rodzaju banerów pojawia się wewnątrz apki. Oczywiście – wszystkie nawiązują w jakiś sposób do funkcji zegarka lub ogólnie do smartwatchy Huawei, ale jest tego naprawdę sporo.





Monitorowanie zdrowia, aktywności i snu
Największa nowość: udoskonalony czujnik X-TAP – teraz ma 12-kanałowy czujnik PPG (wcześniejszy miał 4 kanały) z bardziej czułym czujnikiem nacisku o dwukrotnie szybszej reakcji. To wszystko jednak dzieje się wewnątrz – dla użytkownika jedyna zmiana to taka, że rzeczywiście nie trzeba aż tak precyzyjnie, jak w poprzedniej generacji, przykładać palec do skanera odcisku palca.

Właściwie na temat X-TAP nie muszę się rozpisywać ponownie – wystarczy, że zacytuję sama siebie:
Czujnik X-TAP jest o tyle ciekawy, że pozwala wyzwolić pomiar zdrowotny po mocniejszym przytrzymaniu go przez trzy sekundy. Wtedy rozpoczyna się test układu krążenia. Pierwsza faza trwa 30 sekund i wymaga przytrzymania palca (tym razem już lekko) na czujniku X-TAP. Następnie, przez 15 sekund, trwa kolejna faza z wykorzystaniem już czujnika optycznego, znajdującego się pod spodem zegarka. Test kończy się testem układu oddechowego (kasłaniem do zegarka), który można pominąć.
Co jesteśmy w stanie zbadać w ciągu niecałej minuty? Takie wskaźniki zdrowotne, jak: tętno, HRV (zmienność tętna), saturacja krwi tlenem, temperatura skóry, stres, EKG, sztywność tętnic, kontrola układu oddechowego. Dzięki temu można mieć zdrowie na oku.
Po przeprowadzeniu takiego testu mamy dostęp do raportu zdrowotnego, który możemy poddać analizie. Co też ważne, po dłuższym czasie będą dostępne automatyczne analizy, wskazujące to, jak poszczególne parametry zmieniają się w danym czasie użytkowania smartwatcha.





W ogóle Huawei stawia nie tylko na udostępnianie narzędzi pomiarowych, ale także – a może właśnie przede wszystkim – na ich analizę. Dzięki temu otrzymujemy to, co dla nas najbardziej istotne, czyli nie suche dane, które trudno zrozumieć, a raporty, które rzeczywiście coś mówią o naszym zdrowiu, samopoczuciu czy aktywności.




Tym sposobem możemy płynnie przejść do kolejnej funkcji, którą poznaliśmy przy okazji premiery Huawei Watch GT 7 Pro. Gotowość fizyczna, bo o niej mowa, jak twierdzi Huawei, pozwala zobaczyć zależności między snem, tętnem, nastrojem a aktywnością fizyczną i odnaleźć równowagę. Coś w tym niewątpliwie jest, choć nie powiem, bym patrzyła na ten wskaźnik jak w wyrocznię – ot, fajna ciekawostka. I może rzeczywiście przydatna, jak ktoś dużo się rusza.








Jeśli chodzi o samo monitorowanie aktywności, w moim przypadku Watch 6 Pro nie miał za dużo okazji, żeby się wykazać. W sensie miał okazje, ale nieszczególnie wymagające – ot, spacery wokół komina, takie po 3-6 km.
Co ważne, GPS za każdym razem łapał fixa bardzo szybko, bo w ciągu 2-3 sekund i nie gubił go nawet w gęstym lesie. Tętno zdaje się, że rejestrowane jest poprawnie, ale z opóźnieniem potrafi reagować na jego skoki – gdy z marszu przejdę w trucht czy odwrotnie.



To, co mnie zaskoczyło, to brak autopauzy podczas ćwiczeń – w Watchu GT 7 Pro taka opcja jest (on działa na innym oprogramowaniu), w Watchu 5 też, a w Watchu 6 Pro… brak. Jest natomiast automatyczne rozpoznanie treningu, jeśli sami takowego nie włączymy – po ok. 9 minutach spaceru zegarek pyta czy rozpocząć trening.

Na temat monitorowania snu właściwie nie mam nic mądrego do napisania. Poprawnie rejestruje mój moment zaśnięcia (u mnie to praktycznie ta sama chwila, co położenie się do łóżka – tak, zasypiam w mig), jak i pobudki. Wydaje mi się jednak, że wybudzam się w nocy dużo częściej niż wskazują na to wykresy snu, rejestrowane przez Watcha 6 Pro – w nocy koty potrafią mnie budzić, ale może nie na tyle wybudzają, by zegarek to zarejestrował.




A co z drzemkami? Wygląda na to, że również radzi sobie poprawnie. Raz wstałam wcześnie rano (o 5:18), żeby zawieźć męża na poranny lot. Wróciłam do mieszkania dospać jeszcze trochę – ten fragment snu, trwający 2h41’, skategoryzowany został jako drzemka właśnie.



Jaki jest czas pracy Huawei Watch 6 Pro Space Edition?
Podobnie jak we wcześniejszych smartwatchach Huawei z serii numerycznej, także i tutaj zastosowano tryb standardowy, w którym dostępne są wszystkie funkcje zegarka, oraz tryb oszczędzania energii, który jest nieco bardziej ograniczony, ale zdecydowanie nie upośledzony.
Tryb oszczędzania energii dezaktywuje działanie przycisku X-TAP w ciągłej gotowości – o ile w standardowym trybie, aby rozpocząć pomiar, wystarczy przyłożyć do niego palec, tak tutaj wymagane jest sięgnięcie po odpowiednią opcję w zegarku, a dopiero później przyłożenie palca. eSIM pozostaje wciąż aktywny (aczkolwiek osobiście z niego nie korzystałam), podobnie jak płatności zbliżeniowe z użyciem Curve. Nie będzie przesadą, jeśli stwierdzę, że wiele osób przez cały czas mogłaby korzystać z trybu oszczędnego, i nie miałoby na co narzekać – może poza przejściem na bazowy wygląd interfejsu zamiast tego nowoczesnego chwalonego przeze mnie wyżej.
A teraz już do rzeczy – jaki jest czas pracy Huawei Watch 6 Pro Space Edition? Producent wspomina o 4,5 dnia typowego użytkowania lub do 3 dni z włączonym AoD – to oczywiście w trybie baterii standardowym. Z włączonym trybem oszczędnym czas pracy ma się wydłużać do 7 dni typowego użytkowania i do 4,5 dnia z AoD. Co na to rzeczywistość?


Pierwszy cykl baterii przeprowadziłam w trybie standardowym z włączonym AoD – zegarek rozładował się czwartego dnia z samego rana. Drugi cykl wprowadził jedną zmienną – tym razem oszczędzanie energii. Zegarek rozładował się szóstego dnia rano.
Bez Always on Display w standardowym trybie musiałam podłączyć ładowarkę czwartego dnia wieczorem (czyli zysk z braku używania AoD jest znikomy). Cyklu z oszczędzaniem baterii i z wyłączonym AoD jeszcze nie udało mi się ukończyć, ale średnio zużywa ok. 13% na dzień.
Co musicie wiedzieć to to, że praktycznie każdego dnia każdego cyklu przez ok. godzinę korzystałam z modułu GPS (spacer po dworze). Bez niego czas pracy powinien być dłuższy. Nie korzystałam natomiast z eSIM, więc nie jestem w stanie stwierdzić czy i, jeśli tak, to jak mocno wpływa na drenaż baterii.
Dobra wiadomość nadchodzi z pudełka sprzedażowego, bo wreszcie mamy do czynienia z ładowarką zakończoną USB C (a nie USB A). Z tej okazji ładowarka bezprzewodowa zyskała nawet nową nazwę: Huawei Watch Wireless SuperCharger (USB-C 2. generacji). Samo ładowanie trwa ok. 1,5 godziny.

Podsumowanie
Huawei nieco moim zdaniem pomieszał nazewnictwo swoich zegarków i w serii Watch 6 pojawiły się dwa modele Watch 6 Pro, przy czym żaden z nich nie jest po prostu nazwany Huawei Watch 6 Pro. Jest recenzowany Huawei Watch 6 Pro Space Edition i nieco mniejszy, Huawei Watch 6 Pro Ceramic Edition 43 mm z koronką pokrytą 18-karatowym złotem. Warto, byście mieli tego świadomość.

Tak samo, jak to, że Huawei Watch 6 Pro Space Edition w momencie publikacji recenzji kosztuje 2499 złotych, bo do 8 listopada można skorzystać z oferty premierowej. Po tym terminie cena wzrośnie do standardowej, tj. 2799 złotych. To dużo, nie ma co ukrywać. Biorąc jednak pod uwagę, że mamy do czynienia niewątpliwie ze smartwatchem premium, i że Watch 5 Elite kosztował tyle samo w dniu premiery, nie pozostaje nam nic innego, niż to przełknąć.
To naprawdę świetny zegarek. Piękny, funkcjonalny, może z nieco krótkim czasem pracy, ale – hej – Apple Watcha trzeba ładować codziennie ;)


