Przez moje ręce w historii zdążyło już przejść naprawdę sporo składanych smartfonów. Choć moje odczucia co do nich były zwykle bardzo pozytywne, tak trudno było nie dostrzec pewnych kompromisów względem nieskładanych flagowców. Debiutujący właśnie Vivo X Fold 6 chce pokazać, że składak też może być flagowcem i znacząco zatrzeć dystans między tymi segmentami w kluczowych kwestiach. Jak mu to wychodzi?
Specyfikacja techniczna Vivo X Fold 6:
- wyświetlacze:
- zewnętrzny: AMOLED 8T LTPO o przekątnej 6,51 cala, rozdzielczość 2528×1120 pikseli, adaptacyjna częstotliwość odświeżania 1-120 Hz, lokalna szczytowa jasność do 5000 nitów, Dolby Vision, HDR10+, Zeiss Master Color,
- wewnętrzny: składany AMOLED 8T LTPO o przekątnej 8,02 cali, rozdzielczość 2504×2312 pikseli, adaptacyjna częstotliwość odświeżania 1-120 Hz, lokalna szczytowa jasność do 5000 nitów, Dolby Vision, HDR10+, Zeiss Master Color,
- ośmiordzeniowy procesor MediaTek Dimensity 9500 Super Edition (3 nm, do 4,21 GHz) z GPU Mali G1-Ultra,
- 12 GB RAM LPDDR5X Ultra,
- 512 GB pamięci wewnętrznej UFS 4.1,
- system Android 17 z OriginOS 7 Fold,
- aparat główny 200 Mpix (HPB 1/1.4″, f/1.68, OIS CIPA 4.5, PDAF) + ultraszerokokątny 50 Mpix (JN1 1/2.76″, f/2.05, 16 mm, AF) + teleobiektyw peryskopowy 50 Mpix (3-krotny zoom optyczny, LYT-602 1/1.95″, f/2.57, OIS CIPA 4.5, makro), optyka ZEISS, powłoka ZEISS T*,
- aparat do selfie frontowy 20 Mpix (f/2.4) + wewnętrzny 20 Mpix (f/2.4),
- WiFi 7 (802.11a/b/g/n/ac/ax/be), 2,4 + 5 + 6 GHz,
- 5G (sub-6 GHz) z VoLTE i Wi-Fi Calling, eSIM,
- dual SIM (2x nanoSIM/nano SIM + eSIM/2x eSIM),
- Bluetooth 6.0 z kodekami audio SBC, AAC, LDAC, aptX HD, LHDC 5.0,
- NFC,
- GPS,
- głośniki stereo,
- czytnik linii papilarnych w przycisku zasilania,
- port USB-C (USB 3.2 Gen 1),
- akumulator krzemowo-węglowy o pojemności 6900 mAh, ładowanie przewodowe 80 W + indukcyjne 40 W + bezprzewodowe zwrotne,
- wymiary:
- rozłożony: 157,16×145,66×4,8 mm,
- złożony: 158,4×74,26×9,9 mm,
- waga: 235 g,
- IPX8, IPX9, IP5X.
Cena Vivo X Fold 6 w momencie publikacji recenzji wynosi 9499 złotych. Smartfon dostępny jest w jednym wariancie pamięciowym 12/512 GB i w dwóch kolorach – Lazurowy Błękit oraz Lśniąca Czerń.
W ramach oferty na start sprzedaży, przy zakupie Vivo X Fold 6 klienci otrzymają gratis lub za złotówkę (zależnie od kanału sprzedaży) nowe prawdziwie bezprzewodowe słuchawki Vivo Buds Ultra. Ich regularna cena wynosi 799 złotych. Promocja trwa od 1 do 26 października.
Vivo X Fold 6 12/512 GB

Konstrukcja i wzornictwo
W pierwszych wrażeniach, zapowiadających premierę Vivo X Fold 6, użyłem stwierdzenia, że w moim odczuciu jest to jeden z najładniejszych składaków na rynku. Trzy tygodnie później nadal tak uważam i – sądząc po opiniach osób z moich kręgów – nie jestem w tym zdaniu osamotniony.
Zostawiając jednak na chwilę kwestię designu, Vivo X Fold 6 trudno odmówić solidności konstrukcji. Jego zewnętrzna bryła została zbudowana z połączenia szkła i aluminium, nie licząc oczywiście warstwy tworzywa na składanym ekranie. Całość jest spasowana absolutnie nienagannie i od początku do końca daje poczucie obcowania z porządnym składakiem. Przy tym, jego grubość po złożeniu wynosi 9,9 mm (rozłożony ma 4,8 mm), a waga to 235 g, przez co nie jest on ani za gruby, ani zbyt ciężki.
Kryjący ekran okładkowy front został pokryty płaskim szkłem z zaokrąglonymi rogami, przy czym po lewej stronie znajdują się metalowe narożniki. Ramki wokół tego wyświetlacza są relatywnie smukłe i symetryczne, a na środku górnej krawędzi znalazł się jeden z aparatów do selfie. Na ekran zewnętrzny fabrycznie naklejono całkiem dobrą, świetnie dopasowaną folię ochronną.
Tylny panel wykonano ze szkła o zmatowionej teksturze. W przypadku mojego wariantu ma on świetnie prezentujący się niebieski kolor z delikatnym ciemniejszym gradientem wokół wyspy aparatów. Całościowo, plecki są przyjemne w dotyku, choć – mimo matowości – trochę widać na nich smugi i ślady palców.




W ślad za innymi flagowymi smartfonami Vivo, wyspa aparatów jest okrągła i zajmuje dość sporą część powierzchni plecków i oczywiście mocno odstaje od korpusu. Jest dwustopniowa, obiektywy umieszczono pod wspólną taflą szkła, jednak – zamiast prążkowanego pierścienia – wykończenie krawędzi wyspy jest nieco bardziej proste i widać tu więcej szkła.
Wewnątrz znalazł się oczywiście składany wyświetlacz pokryty specjalną folią, której – standardowo – pod żadnym pozorem nie możemy sami zdejmować, bowiem stanowi ona kluczową ochronę panelu. Ponarzekać mogę natomiast na dość słabą warstwę oleofobową na tymże ekranie, przez co bardzo szybko zbiera dużą ilość odcisków palców.
A co z bruzdą w ekranie? Oczywiście, wciąż jest ona obecna, ale nie należy do głębokich i tylko odrobinę czujemy ją pod palcem. Przy tym, niemal nie widać jej podczas użytkowania telefonu – rzuca się w oczy jedynie patrząc na wyświetlacz mocno pod kątem.
Skoro już mówię o składanym wyświetlaczu, wypada mi też pomówić o zawiasie. I, cóż, złego słowa powiedzieć o nim nie mogę. Działa wprost świetnie i jest bardzo, bardzo precyzyjny, bowiem nie dociąga połówek do siebie niemalże do samego końca – zamykają się one dopiero z odległości około centymetra. Tyczy się to również otwierania – zawias wypłaszcza się dopiero po 170-175 stopniach rozwarcia.

Wiecie już, że rama jest aluminiowa. Musicie też wiedzieć, że wykończono ją na matowo, natomiast rozlokowanie wszelkich slotów i przycisków jest zbliżone do tego, co widzimy w innych składakach, choć z jednym małym wyjątkiem.
Patrząc na rozłożony smartfon, u góry lewej połówki umieszczono nadprogramowy, mały klawisz, będący przyciskiem skrótu. Podobnie jak w Vivo X300 Pro, pozwala on na wykonanie dwóch interakcji – dwukrotnym kliknięciem oraz dłuższym przytrzymaniem. Wywołać możemy w ten sposób – na przykład – włączenie latarki czy aparatu, zmianę trybu z dzwonka na wibrację, rozpoczęcie nagrywania dyktafonem lub otwarcie dowolnej wybranej przez nas aplikacji.
Z prawej strony znalazły się już – klasycznie – przycisk regulacji głośności oraz klawisz zasilania ze zintegrowanym czytnikiem linii papilarnych. U góry (na lewej połowie) ulokowano jedynie pierwszy z głośników, zaś drugi znalazł się na dole, wraz ze slotem kart SIM i złączem USB-C.
Trudno też nie wspomnieć, że Vivo X Fold 6 może pochwalić się klasami odporności IP5X, IPX8 oraz IPX9. Oznacza to, że w dużym zakresie pyły nie powinny robić na nim wrażenia, podobnie jak kontakt z wodą pod ciśnieniem i zanurzenia w niej.



Wyświetlacze? Mucha nie siada
Niezależnie od tego, czy rozpatrujemy ekran zewnętrzy czy wewnętrzny, oba pochwalić możemy za wysoką jakość obrazu w każdym aspekcie. Ale po kolei.
Oba wyświetlacze to panele AMOLED 8T LTPO z adaptacyjną częstotliwością odświeżania 1-120 Hz, lokalną jasnością szczytową do 5000 nitów, minimalną 1 nit oraz wsparciem Dolby Vision. Ten okładkowy ma przekątną 6,51″ i rozdzielczość na poziomie 2528×1120 pikseli, z kolei składany mierzy 8,02″, a jego rozdzielczość wynosi 2504×2312 pikseli.
I, tak, jeden i drugi ekran stoją na bardzo wysokim poziomie. Rozdzielczość i szczegółowość obrazu są nienaganne, wyświetlana kolorystyka nasycona, ale z rozsądkiem, a kąty widzenia wypadają świetnie. Jasność minimalna faktycznie schodzi bardzo nisko, zaś szczytowa sprawia, że nawet w mocnym słońcu oba wyświetlacze pozostają czytelne.
W efekcie, z obu korzystało mi się równie kapitalnie, niezależnie od warunków otoczenia i scenariusza użycia. Plusem jest również fakt, że proporcje ekranu okładkowego są maksymalnie upodobnione do klasycznego smartfona, przez co ergonomia użytkowania w formie złożonej jest naprawdę bardzo dobra.


Podobnie jak w innych smartfonach Vivo, sekcja ustawień wyświetlacza jest rozbudowana i pozwala – przede wszystkim – wybrać tryb wyświetlania kolorów, dostosować temperaturę barwową oraz aktywować dodatkowe ulepszacze obrazu.
Na pokładzie znalazło się również Always on Display, czyli Ekran zawsze aktywny, choć jest mały haczyk. O ile ekran okładkowy może pokazywać AoD także na stałe i z harmonogramem godzinowym, tak wewnętrzny będzie prezentować go tylko przez chwilę po dotknięciu wyświetlacza.
Do wyboru mamy dwa tryby AoD – w formie przygaszonego ekranu blokady wraz z tapetą w tle lub na czarno, a więc z samym zegarem.














Wydajność, kultura pracy
Sercem Vivo X Fold 6 jest procesor MediaTek Dimensity 9500 Super Edition wykonany w procesie litograficznym 3 nm, taktujący do 4,21 GHz z układem graficznym Mali G1-Ultra. Do pomocy ma 12 GB RAM LPDDR5X Ultra oraz 512 GB pamięci masowej UFS 4.1.
I, jasne, można by tutaj zarzucić, że Vivo X Fold 6 napędzany jest przez oczko starszą jednostkę, bo przecież dosłownie chwilę temu zaprezentowano układy Dimensity 9600. Po pierwsze jednak, model ten debiutował w Chinach nieco wcześniej (w czerwcu), a po drugie – co ważniejsze – obecny tu procesor i tak zapewnia zupełnie nienaganną, doskonałą wydajność.

Nieważne, czy korzystałem z jednej, dwóch czy czterech aplikacji jednocześnie, Vivo X Fold 6 ani na moment nie łapał zadyszki, także gdy przełączałem się pomiędzy poszczególnymi apkami czy robiłem duże serie zdjęć. Uruchamianie programów, responsywność interfejsu systemowego, długość przechowania aplikacji w pamięci RAM – wszystko przez cały czas działa absolutnie topowo.
Większych problemów nie przysparza też kultura pracy. Telefon co prawda nie jest idealnie chłodny przez cały czas, jednakże wzrost temperatury następuje w uzasadnionych przypadkach, no i nie jest on nadmiernie duży.
Zazwyczaj, nawet przy korzystaniu z czterech aplikacji jednocześnie, obudowa urządzenia robi się tylko trochę cieplejsza, przez co raczej pozostaje letnia. Bardziej ciepło wydziela się przy dłuższym, intensywnym użytkowaniu telefonu na komórkowej transmisji danych 5G czy LTE i sporadycznie korzystając z aparatu. Nigdy jednak nie miałem sytuacji, by Vivo X Fold 6 stał się zbyt ciepły.










Oprogramowanie
Za pracę całości odpowiada system operacyjny Android 17 z nakładką OriginOS 7 Fold, a więc w wersji dostosowanej dla składanych smartfonów. Choć generalnie OriginOS znam jak własną kieszeń po dłuższym obcowaniu z Vivo X300 Pro, tak (z oczywistych względów) jest to moja pierwsza styczność z tym interfejsem na składaku. Niemniej jednak, moje odczucia od początku do końca testów pozostały bardzo pozytywne.
Względem poprzedniej wersji, bazującej na Androidzie 16, nie doszło tu do ogromnych zmian warstwy wizualnej oraz funkcjonalnej. W gruncie rzeczy jest to zatem naprawdę bardzo udana, dobrze zoptymalizowana nakładka, wypakowana licznymi funkcjami dodatkowymi, mnogością opcji personalizacji wyglądu i ustawień oraz – a jakże – oferująca rozwiązania oparte o sztuczną inteligencję.








Funkcje AI obejmują tutaj przede wszystkim Retuszowanie AI w galerii, czyli pakiet rozwiązań do edycji zdjęć na czele z gumką do usuwania elementów. W aplikacji Notatki możemy skorzystać z Projekt AI, czyli szeregu narzędzi m.in. do poprawiania pisowni, skracania oraz generowania tekstu na podstawie komendy. Dyktafon z kolei może automatycznie nazywać nagrania na podstawie zawartości, a także transkrybować je na tekst. Wszystko to w pełni działa w języku polskim.
Jeśli chodzi o kwestię wsparcia, Vivo X Fold 6 ma obiecane 5 lat dostarczania aktualizacji do nowych wersji systemu oraz poprawek bezpieczeństwa.







Rozwiązania dla składanych smartfonów
Pod tym względem, Vivo X Fold 6 nie tylko oferuje wszystko to, co znamy ze składaków konkurencji, na czele z testowanymi przeze mnie Samsungiem Galaxy Z Fold 8 Ultra oraz Honorem Magic V6, ale ma coś więcej, czego tamci nie mają.
Zaczynając od początku, Vivo X Fold 6 pozwala nam korzystać z aplikacji w trybie podzielonego ekranu, a także przenosić je do małych okienek, które możemy dowolnie przesuwać na ekranie i zmieniać ich rozmiar.
Jednym z podstawowych sposobów przechodzenia do wielozadaniowego dzielenia ekranu jest korzystanie z paska zadań umieszczonego na dole ekranu. Prezentuje nam on skrót do szuflady wszystkich aplikacji i plików na urządzeniu, cztery stałe apki (możemy je oczywiście wybrać), trzy ostatnio uruchamiane oraz menu wszystkich programów odpalonych w pamięci.
Dzielenia ekranu dokonujemy – dość standardowo – przytrzymując i przesuwając ikonę interesującej nas aplikacji na ekran. Jeśli upuścimy ją na środku, zostanie ona uruchomiona jako małe okienko, natomiast gdy dociągniemy ją do krawędzi, odpali się na określonej części ekranu.














Jeśli chodzi o sam podział ekranu, Vivo X Fold 6 pozwala na używanie aż czterech aplikacji jednocześnie, na czterech częściach wyświetlacza. Rozmiar tych okien możemy dowolnie zmieniać w zależności od potrzeb, a także swobodnie zamieniać je miejscami. Działa to naprawdę świetnie.
Poza paskiem zadań, dla ułatwienia korzystania z wielozadaniowości i szybszego przeskakiwania między aplikacjami, OriginOS 7 Fold nad aplikacją wyświetla trzy kropki po kliknięciu których pokazuje się menu pozwalające np. przerzucić apkę na pełny ekran lub zamknąć ją. Jest tu także obsługa szeregu gestów przeciągania, by zamieniać aplikacje miejscami.
Świetny jest też gest lekkiego zgięcia otwartego ekranu do środka, który aktywuje tryb podzielonego ekranu. Po wykonaniu go możemy od razu wybrać do czterech aplikacji, które uruchomią się na ekranie. Działa on także, gdy jakieś apki mamy już otwarte.






Nowością jest również tryb warsztatu. W jego ramach jesteśmy w stanie odpalić do pięciu aplikacji jednocześnie, przy czym jedna z nich stanowi główną, pokazującą się na prawie całym ekranie. Pozostałe są natomiast prezentowane jako miniatury umieszczone pionowo po lewej stronie wyświetlacza. Kliknięcie na daną miniaturę powoduje, że apka z marszu wskakuje na środek ekranu, będąc wtedy tą główną.
Co ciekawe i fajne zarazem, wszystkie aplikacje uruchomione w trybie warsztatu pozostają aktywne. W efekcie, jeśli w miniaturze mamy włączony – na przykład – film na YouTubie czy w innej aplikacji albo wideo na Instagramie, wówczas będą one się odtwarzać w tym zmniejszonym okienku.



Zaplecze komunikacyjne
Vivo X Fold 6 został wyposażony w modem sieci 5G, a także moduły łączności WiFi 7 z obsługą trzech zakresów pasm (2.4, 5 i 6 GHz), Bluetooth 6.0 ze wsparciem kodeków SBC, AAC, aptX HD, LDAC i LHDC 5.0 oraz NFC i pozycjonowanie GPS.
Smartfon oferuje podwójny slot SIM, zatem możemy tu użyć dwóch fizycznych kart nanoSIM, ale oczywiście jest również wsparcie dla wirtualnych eSIM. Jest też naturalnie obsługa połączeń głosowych za pośrednictwem WiFi Calling oraz VoLTE.
I, co tu dużo mówić, przez cały okres testów nie miałem najmniejszych problemów z działaniem – dosłownie – żadnego z wymienionych modułów. WiFi było szybkie, zasięg sieci komórkowych, prędkość 5G i jakość połączeń bez zarzutów, a Bluetooth poprawnie łączył się ze słuchawkami. Bezproblemowy był również GPS i NFC przy dokonywaniu wykonywaniu płatności zbliżeniowych.

Zabezpieczenia biometryczne
Nie widzę powodu zbyt rozwlekłego rozpisywania się na ten temat, bo mamy tu do czynienia z rozwiązaniami znanymi z innych składaków. Główną formę zabezpieczenia biometrycznego stanowi zatem skaner odcisków palców umiejscowiony na prawej krawędzi i jest on zintegrowany z przyciskiem zasilania.
Czytnik może reagować już na samo dotknięcie lub aktywować się dopiero po przytrzymaniu – decydujemy o tym w ustawieniach. Jego działanie jest niemal nienaganne. Odblokowanie następuje w ułamku sekundy po kontakcie z opuszkiem i w większości przypadków pozostaje bezbłędny.
Przez przeszło trzy tygodnie testów zaledwie kilka razy miał on pomniejsze problemy z rozpoznaniem palca, zwykle gdy telefon był niewybudzony. Po wybudzeniu znów reagował w pełni poprawnie i szybko.
Opcja alternatywna to rozpoznawanie twarzy, które do swojego działania wykorzystuje skan 2D wykonywany z użyciem kamerki. Działa zarówno z poziomu ekranu okładkowego, jak i składanego. I, sprawność jego funkcjonowania – jak to zwykle bywa – w sporej mierze zależy od ilości światła. Gdy nasza twarz jest przyzwoicie doświetlona, odblokowanie następuje bardzo szybko i bezproblemowo.




Głośniki, audio i wibracje
Vivo X Fold 6 został wyposażony w głośniki stereo, które – jak mogliście zauważyć w segmencie poświęconym konstrukcji – zostały ulokowane na tej samej połówce bryły. Jeden zajmuje górną krawędź, drugi dolną.
Pokłosiem tego jest fakt, że jeśli po rozłożeniu chcemy trzymać smartfon poziomo, wówczas musimy chwycić go za tylną część, czyli tą z wyspą aparatów. W przeciwnym razie będziemy zasłaniać przynajmniej jeden z głośników dłonią. Nie czepiam się tego jednak jakoś szczególnie, bo sama jakość dźwięku i brzmienie wypadają naprawdę bardzo dobrze, a nawet zahaczają o świetnie.
Głośniki grają symetrycznie i donośnie (około połowa głośności jest zwykłe wystarczająca), a przy tym nawet, jeśli już rozkręcimy je na maksymalną, dźwięk pozostaje czysty i nie zmienia przesadnie barwy. Brzmieniu nie brakuje basu, który przyjemnie rezonuje na obudowie, bliskiego środka i odpowiednio słyszalnej góry. Całość brzmi przestrzennie, szczególnie w pozycji chwytu poziomego, gdy głośniki są po lewo i prawo.

W oprogramowaniu znalazło się kilka ustawień odpowiadających za głośniki i efekty dźwiękowe. Są tutaj chociażby dwa tryby brzmienia Super Audio – Inteligentna, czyli automatyczne optymalizowanie do treści oraz Maestro, mający wzmacniać efekty dźwiękowe i podnosić jakość. Jest również Superrozdzielczość dźwięku, będąca funkcją poprawiania brzmienia treści o niższej jakości. Nie zabrakło też pełnoprawnego korektora z suwakami i gotowymi presetami oraz funkcji dźwięku przestrzennego, ale działa on tylko na słuchawkach.
Co ciekawe, o ile oficjalnie nie pada nigdzie wprost informacja o wsparciu dla Dolby Atmos, tak – na przykład – aplikacja Apple Music pozwala nam włączyć odtwarzanie treści w dźwięku przestrzennym. Zwykle, jeśli smartfon nie obsługuje Dolby Atmos, to takiej opcji po prostu nie ma.
Na domknięcie, dwa słowa o wibracjach – są one bardzo dobrej jakości. Mam wrażenie, że są nieco gorsze niż w Vivo X300 Pro czy X300 Ultra, ale wciąż są odpowiednio intensywne, zróżnicowane, a odpowiedzi haptyczne pojawiają się w wielu miejscach systemu.








Czas pracy Vivo X Fold 6
Za zasilanie telefonu odpowiada akumulator krzemowo-węglowy o pojemności 6900 mAh. W efekcie, Vivo X Fold 6 oferuje największą baterię wśród składaków dostępnych na rynku, bo – dla porównania – Honor Magic V6 ma 6660 mAh, a Samsung Galaxy Z Fold 8 Ultra – 5000 mAh. Co jednak ważniejsze, obecność tak dużego ogniwa przekłada się na realnie świetny czas pracy.
Jeden pełny, bardzo intensywny dzień użytkowania do późnego wieczora, to wręcz minimum, jakie osiągałem na Vivo X Fold 6. Ba, często i tak potrafiłem kończyć dzień o północy, mając jeszcze 35-40% zapasu energii. I, jeśli tak było, wówczas telefon był w stanie posłużyć mi nawet do 17:00 dnia następnego, czyli łącznie przeszło półtorej doby z dala od ładowarki.
Nawet w bardzo wymagający dzień, gdy odłączyłem go od ładowarki już o 5:00 rano i niemałą część tego dnia korzystałem z internetu 5G, Vivo X Fold 6 rozładował się dopiero po 21:00. Czas na ekranie osiągnął wówczas solidne prawie 7,5 godziny.
Na domknięcie tematu wspomnę jeszcze tylko o średnich czasach na włączonym ekranie. W przypadku cykli z przeważającym użyciem WiFi, SoT był w stanie przebić ponad 8 godzin, a w cyklach mieszanych było to około 7-7,5 godziny. Co ciekawe, nawet na 5G czas włączonego ekranu oscylował w okolicach 6,5-7 godzin, zatem był tylko niewiele mniejszy.













Poza naprawdę solidną baterią, na pokładzie mamy też obsługę szybkiego, 80-watowego ładowania z wykorzystaniem autorskiego standardu FlashCharge. Niemniej jednak, nawet korzystając z uniwersalnej ładowarki czas uzupełniania energii wypada naprawdę nieźle.
Startując z pułapu 1%, po upływie 30 minut telefon osiągał 65%, natomiast naładowanie do pełna zajmowało nieco ponad godzinę, a dokładniej 63 minuty.
Fani ładowania indukcyjnego mogą odetchnąć z ulgą – Vivo X Fold 6 może ładować się również bezprzewodowo z mocą 40 W, jak również oferuje wsparcie dla zwrotnego indukcyjnego udostępniania energii.



Aparat – jakie zdjęcia robi Vivo X Fold 6?
Vivo chwali się, że Vivo X Fold 6 oferuje zestaw aparatów i jego możliwości fotograficzne na poziomie flagowych smartfonów. Gdyby ktoś przeoczył segment poświęcony specyfikacji, przypomnę, że mamy tu trzy aparaty.
Oczko główne wykorzystuje sensor Samsung HPB o rozmiarze 1/1.4″ i rozdzielczości 200 Mpix (to ten sam, który w Vivo X300 Pro robił za teleobiektyw) z obiektywem o przysłonie f/1.68 z optyczną stabilizacją obrazu. Ultraszeroki kąt ma 50 Mpix (matryca JN1 1/2.76″), przysłonę f/2.05 i autofocus, a teleobiektyw to peryskop z 3-krotnym zbliżeniem optycznym, bazujący na czujniku LYT-602 1/1.95″ o rozdzielczości 50 Mpix z f/2.57 i OIS.
Tyle teorii. A jak w boju radzi sobie Vivo X Fold 6? Naprawdę bardzo dobrze, choć jednocześnie do poziomu modelu X300 Pro jeszcze mu brakuje. W moim odczuciu najbliżej mu do Vivo X300, zatem wciąż mamy do czynienia z naprawdę bardzo dorodnym aparatem.





















Na domyślnych ustawieniach kolorystyka jest miła dla oka, nasycona, ale zdecydowanie w granicach rozsądku i absolutnie nie daje wrażenia przejaskrawionej. Rozpiętość tonalna i skuteczność HDR również nie pozwalają przesadnie narzekać.
Obiektyw główny oferuje wprost fantastyczną szczegółowość i zdecydowanie najbardziej efektywny ze wszystkich HDR. Nie ma problemów z łapaniem ostrości, także gdy fotografowany obiekt znajduje się nieco bliżej. Przy tym generuje bardzo ładny efekt rozmycia tła za pierwszym planem.












Jeśli już wskazywać słabe ogniwo zestawu foto w Vivo X Fold 6, zdecydowanie jest nim obiektyw ultraszerokokątny, choć bynajmniej wcale nie jest jakiś bezwzględnie zły, a po prostu słabszy. Widzimy, że oferuje nieco mniej detali (mimo teoretycznie wysokiej rozdzielczości 50 Mpix) względem głównego i teleobiektywu, a sporadyczne pojawiają się delikatne szumy w okolicach brzegów kadrów. Brak jednak nieostrości, więc za to akurat plus.
Peryskopowy teleobiektyw daje dostęp do 3-krotnego zbliżenia optycznego. Zdjęcia wykonane właśnie na tej wartości zoomu prezentują się bardzo dobrze, bowiem mają one dużą szczegółowość i pozostają spójne kolorystycznie z obiektywem głównym i ultraszerokokątnym.
Jeśli natomiast chodzi o jakość pozostałych przybliżeń, oczywiście wiele zależy od warunków i fotografowanego ujęcia. Realnie te 10-krotne, sugerowane mam zresztą przybliżenie, prezentuje się całkiem dobrze, choć oczywiście nie jest już aż tak szczegółowe jak 3x.
Maksymalny dostępny zoom ma wartość 100x i mniej więcej od około 20x jest wspierany przez algorytmy sztucznej inteligencji. Poziom tej ingerencji – jeśli chcemy – możemy zmienić w ustawieniach. Jak to zwykle bywa, fotki wykonane na ekstremalnie dużych wartościach zbliżenia (jak 50x czy 100x) zaczynają wyglądać często zbyt nienaturalnie, ale jeśli znajdują się na nich napisy, to często potrafią być zaskakująco czytelne. W okolicach 20x efekty są jeszcze relatywnie bliskie naturalnemu wyglądowi.




























Vivo chwali się, że teleobiektyw oferuje możliwość robienia zdjęć makro. I, rzeczywiście, nie ma on problemów z właściwym złapaniem ostrości, generuje przy tym dobrą szczegółowość i ładny efekt bokeh. Nie wygląda to jeszcze aż tak zjawiskowo jak na smartfonach z teleobiektywami uzbrojonymi w większe matryce, ale i tak jest naprawdę dobrze.






W nocy Vivo X Fold 6 też nie ma się czego wstydzić. Tryb nocny załącza się z automatu, gdy algorytmy uznają to za potrzebne, ale oczywiście możemy też włączyć go ręcznie, z poziomu trybów foto – jest opisany jako Krajobraz i noc.
Zdjęcia prezentują się naprawdę bardzo dobrze. Kolorystyka między wszystkimi trzema oczkami jest dość spójna, choć nie da się ukryć, że fotki wykonane obiektywem ultraszerokokątnym potrafią mieć nieco szumów w ciemnych miejscach kadrów, a źródła światła powodować pojawianie się rozbłysköw większych niż na pozostałych oczkach.
Poza tym jednak zdjęcia nocne cechują się naprawdę dużą, fajną naturalnością. Nie mamy poczucia, że wyglądają sztucznie i są zbyt jasne. Ciemne niebo pozostaje ciemne, a wszelkie oświetlone budynki, uliczki czy szyldy i napisy są eksponowane, ale jednocześnie tak, że nie są przepalone.




























Skoro to składak, selfie możemy wykonać z wykorzystaniem trzech aparatów – nad ekranem okładkowym, nad składanym (oba mają po 20 Mpix) albo obracając smartfon, by użyć jednego z oczek na głównej wyspie. I, bez zaskoczenia, to właśnie ta ostatnia opcja zapewnia najlepszą, wprost świetną jakość i szczegółowość zdjęć.
Same przednie aparaty są po prostu dobre i oba wypadają na podobnym poziomie. Selfiaki nimi wykonane mają niezłą szczegółowość, są dobrze wyostrzone, skóra ma naturalny kolor, a jasne punkty, w tym słoneczne niebo, nie stają się przepalone.








Vivo X Fold 6 umożliwia nagrywanie wideo w jakości 8K przy 30 klatkach na sekundę lub 4K do 120 kl./s. W obu przypadkach jednak kręcenie ograniczone jest tylko do głównego aparatu. Zejście do 4K 60 kl./s odblokowuje już możliwość użycia wszystkich trzech oczek. Możemy również nagrywać w 12-bitowym szerokim zakresie dynamicznym, czyli w Dolby Vision.
Jakość wideo jest – ku mojemu zaskoczeniu – naprawdę bardzo dobra. Kolorystyka rejestrowanego obrazu jest zbliżona do naturalnej, autofokus celnie i szybko łapie ostrość, reakcja na zmiany ekspozycji jest zwykłe dość szybka, a stabilizacja obrazu z reguły działa płynnie. Zdarza się jednak, że pojawiają się widoczne szarpnięcia przy bardziej dynamicznych ruchach, ale obraz nie staje się jeszcze galaretowaty. Nieco płynniejsze mogłoby być natomiast przełączanie między obiektywami.
Ah, zapomniałbym. Wyjątkową cechę Vivo X Fold 6 stanowi fakt, że jest on kompatybilny z zestawem fotograficznym i telekonwerterem 200 mm – dokładnie takim samym, jakiego można używać z Vivo X300 Pro. To pierwszy składak na rynku z taką możliwością.

Podsumowanie – jaki jest Vivo X Fold 6?
Nie mam wątpliwości, że korzystając przez trzy tygodnie z Vivo X Fold 6 trzymałem w dłoniach bezwzględnie jeden z najlepszych składanych smartfonów na rynku. W zdecydowanej większości aspektów wypada co najmniej bardzo dobrze, a i nie brak mu takich, które są wręcz świetne.
Docenić muszę przede wszystkim bardzo, bardzo dobry, realnie bliski flagowcom aparat (ba, od niektórych będzie nawet lepszy) z możliwością użycia telekonwertera, świetne ekrany i głośniki, bardzo solidną baterię z obsługą szybkiego ładowania, solidną konstrukcję czy wreszcie fajne funkcje dedykowane składakom.
Co mogłoby być lepsze? Chyba najbardziej podczas użytkowania w oczy raziło mnie to, jak dużo smug zbiera folia na składanym ekranie. Wyspa aparatów – mimo że uzasadniona – zajmuje dużą część pleców i mocno odstaje od korpusu, a pełna moc szybkiego ładowania dostępna jest tylko z dedykowaną ładowarką. I, choć to bardziej moje czepialstwo, nie obraziłbym się za jeszcze nieco lepszy aparat ultraszerokokątny.
Z jednej strony 9499 złotych to wciąż ogromna suma, z drugiej jednak, Samsung Galaxy Z Fold 8 Ultra kosztuje od 9599 złotych (i to w wersji z 256 GB), iPhone Duo zaczyna swój cennik od 9999 złotych, a Honor Magic V6 w dniu premiery w regularnej cenie kosztował 9899 złotych. Oznacza to, że Vivo X Fold 6 i tak jest tańszy od konkurencji, a w pewnych kwestiach oferuje więcej niż ona.










