Nothing Headphone (a)

Recenzja Nothing Headphone (a). Takie kompromisy to ja rozumiem

W ubiegłym roku mogliście poznać moją bardzo pozytywną opinię na temat Nothing Headphone (1), będących pierwszymi i od razu wysoko pozycjonowanymi słuchawkami nausznymi w stajni tej marki. Teraz firma chce zawalczyć o klientów znacznie atrakcyjniej wycenionym modelem Nothing Headphone (a). Tylko jakie kompromisy poczyniono, by faktycznie móc obniżyć ich cenę? Ku mojemu zaskoczeniu – naprawdę godne.

Specyfikacja techniczna Nothing Headphone (a):

  • audio: przetworniki dynamiczne ∅40 mm, membrana PEN+PU pokryta tytanem, pasmo przenoszenia 20 Hz – 40 kHz, Hi-Res Audio Wireless, funkcja dźwięku przestrzennego,
  • konstrukcja: nauszna zamknięta,
  • adaptacyjna aktywna redukcja szumów (ANC) i tryb transparentny,
  • 4 mikrofony (3 wykorzystywane do rozmów, 2 do ANC),
  • łączność: Bluetooth 5.4 z kodekami SBC, AAC, LDAC (24-bit/96 kHz), tryb multipoint, Google Fast Pair i Microsoft Swift Pair,
  • bezstratne przewodowe odtwarzanie przez USB-C i Jack 3,5 mm,
  • bateria: akumulator 1060 mAh, do 75 h na jednym naładowaniu przy włączonym ANC, do 135 h z wyłączonym ANC (kodek AAC), 
  • ładowanie USB-C, 5 min ładowania = 5 godzin odtwarzania,
  • sterowanie funkcjami i odtwarzaniem z wykorzystaniem przycisków,
  • wymiary: 177×78×190,4 mm,
  • waga: 310 g,
  • odporność: IP52,
  • obsługa aplikacji Nothing X.

Cena słuchawek Nothing Headphone (a) w momencie publikacji recenzji wynosi około 699 złotych. Dostępne są w czterech wersjach kolorystycznych: białej, biało-żółtej, biało-różowej oraz czarnej.

Gdzie kupić?

Nothing Headphone (a)

ok. 699 zł
(Przybliżona cena z dnia: 19 kwietnia 2026)
Zawiera linki afiliacyjne.
Nothing Headphone (a)

Przykuwające wzrok wzornictwo w bardziej oszczędnej formie

Nie da się ukryć, że design stanowi jeden z kluczowych wyróżników urządzeń z logo Nothing. Tak było również w przypadku testowanych przeze mnie w zeszłym roku flagowych Nothing Headphone (1), które są jednymi z najbardziej dyskusyjnie, ale zarazem oryginalnie wyglądających słuchawek nausznych na rynku. Nowe Nothing Headphone (a) kultywują tą tradycję, ale robią to nieco inaczej i pokuszę się o stwierdzenie, że niektórym przypadną do gustu bardziej niż droższy model.

Przy tym, konstrukcja słuchawek jest tym aspektem, w którym od razu widzimy, że mamy do czynienia z propozycją tańszą od jedynek. Bo, tak jak Headphone (1) mogły poszczycić się obudową muszli wykonaną w dużej mierze z aluminium, tutaj niemal w całości użyto tworzyw sztucznych, a jedyny metalowy element to zawiasy łączące obie muszle z pałąkiem.

Niemniej jednak wcale nie zamierzam się o to czepiać, bo tworzywa te wciąż są bardzo wysokiej jakości i słuchawki ani odrobinę nie sprawiają wrażenia tandetnie wykończonych czy źle spasowanych. Co więcej, takie posunięcie spowodowało nawet lekkie zmniejszenie ich wagi (310 g vs 329 g). W kwestii wszystkich pozostałych wymiarów, kształtów bryły i rozlokowania portów i elementów sterujących są one już dosłownie identyczne.

Stylistyka jest podobna, ale nie taka sama. Muszle znów są dwustopniowe, jednak o ile w Nothing Headphone (1) ten imitujący przezroczystość design zastosowano dla tych odstających, owalnych elementów, a wszystko wokół nich było gładkie i metalowe, tu jest zupełnie na odwrót.

Te owalne panele na środku muszli są wykonane z jednolitego plastiku, a przestrzeń dookoła nich jest pokryta przezroczystym tworzywem, pod którym znalazły się elementy udające część komponentów. I, szczerze, wciąż wygląda to nietypowo, ale trochę bardziej ucywilizowanie.

Skoro nauszniki już omówiłem, wspomnę jeszcze, że od ich drugiej strony zamocowano poduszki z pianki pokrytej skórą wegańską, zaś wewnątrz użyto pokrycia z miękkiej siatki. Miękka poduszka została również zastosowana na czubku pałąka, w miejscu styku z głową. Sam pałąk jest płynnie regulowany po obu stronach, a muszle obracają się na nim, dzięki czemu możemy złożyć słuchawki na płasko.

Tu jeszcze wypada powiedzieć, że absolutnie wszystkie elementy sterujące umieszczono na prawym nauszniku. Od wewnątrz, w rogu (tuż nad poduszką), ulokowano dyskretny przycisk parowania, a na bocznej krawędzi rolkę i łopatkę. Na dole znajdziemy przesuwany włącznik zasilania z diodą obok oraz złącza USB-C i Jack 3,5 mm. Na froncie, w prawym górnym rogu muszli, jest natomiast przycisk funkcyjny.

Oszczędności poczyniono też w zestawie sprzedażowym, bowiem zamiast usztywnionego, masywnego etui zamykanego na zamek jak w Headphone (1), tu dołączono materiałowy, dość spory woreczek ze ściągaczem. Trudno się jednak o to obrażać, bo nadal bardzo dobrze spełnia swoją rolę w transporcie słuchawek, a nawet – przy okazji – zajmuje mniej miejsca niż wspomniany futerał.

Wygoda, ergonomia użytkowania

W zasadzie mógłbym napisać, że komfort użytkowania Nothing Headphone (a) jest identyczny z modelem Headphone (1). Wciąż są to zatem – w gruncie rzeczy – zupełnie wygodne i dobrze wyważone słuchawki, nawet z perspektywy osoby, która niekoniecznie przepada za konstrukcją nauszną.

Mimo nieprzesadnie niskiej wagi (310 g), słuchawki nie ciążą na głowie zbyt mocno nawet podczas dłuższego, co najmniej godzinnego użytkowania. Nie odczuwałem też większego dyskomfortu i nadmiernego ucisku ani na czubku głowy, ani w okolicach uszu – pod tym kątem te miękkie poduszki z pokryciem ze skóry ekologicznej spełniały swoją rolę naprawdę bardzo dobrze. Przy tym dają bardzo solidną pasywną izolację.

I, jeśli już miałem jakieś problemy, to objawiały się one przede wszystkim uczuciem lekkiego pocenia okolic małżowin, czyli – jak możecie się domyślić – miejsc, w których pady stykają się z naszą skórą. Jest to jednak coś, co – niestety – ma miejsce w bardzo wielu modelach słuchawek nausznych z poduszkami wykończonymi takim tworzywem.

Nothing Headphone (a)

Łączność bezprzewodowa i przewodowa

Nothing Headphone (a) – podobnie jak ich droższy odpowiednik – oferują możliwość użytkowania nie tylko bezprzewodowo, przez Bluetooth, ale i z wykorzystaniem kabla.

W kwestii łączności bezprzewodowej, słuchawki mogą pochwalić się interfejsem Bluetooth 5.4 z obsługą kodeków SBC, AAC oraz LDAC. I, oczywiście, to właśnie ten ostatni jest najistotniejszy, bo oferuje wysoką rozdzielczość dźwięku na poziomie 24-bit/96 kHz i przepływności do 990 kb/s. Przy tym, obsługuje go w zasadzie każdy smartfon i tablet z Androidem, ale już użytkownicy urządzeń Apple nadal muszą obejść się smakiem i zadowolić się jakością podstawowego kodeku AAC.

Nie zabrakło tu również funkcji multipoint, czyli możliwości połączenia z dwoma urządzeniami jednocześnie, między którymi słuchawki automatycznie się przełączają. Co istotne, działa ona także wtedy, gdy pozostawimy aktywny kodek LDAC.

Podczas przeszło półtora miesiąca testów słuchawki zdążyłem połączyć z wieloma różnego typu urządzeniami. Literalnie ani razu – z żadnym sprzętem – nie miałem problemów z łącznością. Była ona stabilna i nie dostrzegałem niepożądanych zakłóceń podczas odtwarzania, a zasięg pozwalał mi na swobodne poruszanie po całym mieszkaniu. Opóźnienia dźwięku także nie należały do nadmiernie dużych, przez co nie utrudniały oglądania wideo z użyciem słuchawek.

Oprócz transmisji Bluetooth, Nothing Headphone (a) możemy podłączyć do naszego urządzenia używając do tego przewodu. Jak wspomniałem omawiając konstrukcję, obecne są tutaj dwa złącza audio – analogowy Jack 3,5 mm oraz USB-C wykorzystujące sygnał cyfrowy. Co ważne, oba przewody znajdują się w zestawie. Obie formy połączenia działają absolutnie nienaganne i – oczywiście – wymagają, by słuchawki miały włączone zasilanie.

Nothing Headphone (a)

Aplikacja Nothing X oraz funkcje dodatkowe

Choć ze słuchawek – w teorii – da się korzystać z marszu, bez dodatkowego oprogramowania, zdecydowanie warto poświęcić chwilę na zainstalowanie aplikacji Nothing X, która umożliwia zmianę szeregu ustawień i aktualizację słuchawek. Apka ta dostępna jest na Androida w Google Play oraz na iOS w App Store.

I jest to kolejne (i wciąż nie ostatnie) miejsce, w którym mógłbym dosłownie przepisać jeden do jednego to, co pisałem o aplikacji w recenzji droższych Nothing Headphone (1). Mamy tu bowiem zarówno ten sam, dobrze znany, bardzo przejrzysty i ciekawy wizualnie interfejs, jak też – w zasadzie – identyczne funkcje. Pozwólcie więc, że tutaj przejdziemy przez te kwestie ciut bardziej skrótowo, a szerszy opis znajdziecie we wspomnianym teście jedynek.

Prostota aplikacji Nothing X polega przede wszystkim na tym, że w całości opiera się ona o jeden ekran, na którym rozlokowano szczegółowo kafelki, będące odnośnikami do danych funkcji. Wszelkie podpisy i objaśnienia są przetłumaczone na język polski, a sama jakość translacji stoi na wysokim poziomie.

Od góry – logicznie – umieszczono te najważniejsze ustawienia, do których będziemy sięgać najczęściej. Tuż pod zdjęciem słuchawek i ich poziomem baterii znalazły się przełączniki kontroli hałasów (ANC z czterema trybami, transparentość i wyłączony) oraz dźwięk przestrzenny z dwoma ustawieniami (tryb koncertowy lub teatralny). Niżej możemy włączyć jeden z dwóch poziomów wspomaganego AI wzmocnienia basów, a także przejść do equalizera.

Tutaj zdecydowanie świetną wiadomością jest fakt, że Nothing przeniosło w całości korektor dźwięku znany z jedynek. Poza uproszczonym equalizerem z czterema gotowymi presetami i możliwością edycji poprzez rozciąganie okręgu w trzech kierunkach (czyli basów, środka i sopranów), do dyspozycji mamy także zaawansowany korektor parametryczny.

Equalizer parametryczny pozwala dostosować brzmienie bazując na ośmiu suwakach. I, choć suwaki mają swoje domyślnie przypisane pasma, możemy każdy z nich skorygować wykorzystując suwak lub wpisując konkretną liczbę i w ten sposób np. przesunąć pierwszą edytowaną częstotliwość z 55 Hz na 40 Hz.

Oprócz tego, dla każdego z tych ośmiu pasm można zmienić współczynnik Q, którego zadaniem jest kontrola krzywej oraz określenie szerokości korygowanego pasma. Im niższa wartość, tym bardziej wprowadzona zmiana rozlewa się na resztę pasm, z kolei im wyższe Q, tym ta górka lub dołek w korektorze stają się węższe, a sama korekcja bardziej precyzyjna.

W tym miejscu jeszcze muszę wspomnieć, że z racji, iż testy słuchawek szczęśliwie zbiegły mi się z testami smartfonów Nothing Phone (4a) i (4a) Pro, w aplikacji miałem jeszcze jedną funkcję, obecną właśnie tylko na telefonach Nothing.

Konkretniej mowa o Channel Hop, pozwalającym przełączać odtwarzanie na słuchawkach między różnymi źródłami z telefonu. W tym celu musimy jedynie nacisnąć przycisk zlokalizowany na górze prawej muszli, a słuchawki same przeskoczą np. ze Spotify do Apple Music. Dodatkowo jest tu też możliwość dodawania utworów jako ulubionych, co wówczas pozwala na szybkie wywoływanie ich właśnie tym przyciskiem.

Sterowanie odtwarzaniem z poziomu słuchawek

Tutaj znów wszystko jest niemal takie samo jak w droższym modelu. Nothing Headphone (a) zostały więc wyposażone w rolkę i łopatkę na bocznej krawędzi prawej muszli oraz przycisk funkcyjny w prawym górnym rogu frontu tego samego, czyli również prawego nausznika.

Działanie wszystkich tych elementów sterujących także wypada identycznie. I, choć może się wydawać, że jest tu tych wszystkich guzików oraz rolek za dużo i wprowadza to chaos, w rzeczywistości korzysta się z nich zaskakująco intuicyjnie.

Rolka zachowuje się trochę niczym scroll w myszce komputerowej, bowiem możemy ją zarówno przewijać w poziomie, jak i naciskać. Przy przewijaniu słuchawki odpowiadają nam delikatnym dźwiękiem symulującym przeskakiwanie stopni. Sama rolka wywołuje następujące akcje:

  • jedno kliknięcie: wstrzymanie/wznowienie odtwarzania,
  • dłuższe przytrzymanie: zmiana trybów ANC,
  • przewijanie w lewo/w prawo (tył/przód): regulacja głośności.

Znajdująca się niżej łopatka nie ma funkcji przyciskania – wykonujemy nią ruch przesunięcia do przodu/do tyłu z perspektywy słuchawek na głowie (czy też w prawo/w lewo). To z kolei powoduje przeskakiwanie między utworami do następnego lub do poprzedniego.

Nothing Headphone (a)

Przycisk funkcyjny, czyli ten znajdujący się na górze muszli, może reagować na pojedyncze naciśnięcie oraz długie przytrzymanie. Domyślnie, jedno naciśnięcie wywołuje funkcję Channel Hop (na smartfonach Nothing), zaś przytrzymanie – asystenta głosowego. Edycji tych interakcji możemy dokonać, wybierając jedną z kilku opcji na liście.

Jest jednak jedna rzecz, której względem jedynek zabrakło – czujnika założenia. Oznacza to, że słuchawki nie potrafią automatycznie wstrzymywać odtwarzania po ich zdjęciu i wznawiać po ich ponownym założeniu. Trochę szkoda, choć jednocześnie przypuszczam, że spore grono użytkowników nie zapłacze przesadnie mocno nad tym brakiem.

Słuchawki, które trudno rozładować – czas pracy Nothing Headphone (a)

Choć w przypadku słuchawek suche dane o pojemności akumulatora zbyt wiele nam nie powiedzą, to gwoli formalności wspomnę, że ten w Nothing Headphone (a) ma dokładnie 1060 mAh. Zapewnienia producenta odnośnie czasu pracy wyglądają – co tu dużo mówić – imponująco.

Przy korzystaniu z kodeku AAC i z włączonym ANC, słuchawki mają być w stanie działać nawet przez 75 godzin, a po wyłączeniu redukcji hałasów aż do 135 godzin. Brzmi abstrakcyjnie. Gdy zdecydujemy się na wybór kodeku LDAC, deklarowane czasy są niższe, ale wciąż świetne – do 62 godzin z aktywnym ANC oraz do 90 godzin bez niego.

Słuchawki testowałem przez niespełna półtora miesiąca, korzystając z nich niemal codziennie, niekiedy nawet po 3-4 godziny każdego dnia, przy włączonym ANC oraz kodeku LDAC. W takim scenariuszu, poziom baterii spadł do 10% dopiero po upływie 19 dni użytkowania. Absolutna rewelacja. Możemy wręcz zapomnieć o tym, że w ogóle trzeba je ładować.

Niech dobrym dowodem na to, z jak świetną baterią mamy do czynienia, będzie też fakt, że od początku testów ładowałem je zaledwie drugi raz. Z kolei po tym drugim, ostatnim ładowaniu, które miało miejsce 9 dni temu, słuchawki nadal wskazują jeszcze 45% naładowania baterii.

Pełne naładowanie słuchawek – jak na tak świetny czas pracy – nie trwa przesadnie długo. Zaczynając z poziomu poniżej 20%, ładowanie do pełna zajmuje od półtorej do maksymalnie dwóch godzin.

Nothing Headphone (a)

Skuteczność ANC, tryb transparentny

W recenzji flagowych Nothing Headphone (1), efektywność działania aktywnej redukcji szumów oceniłem jako bardzo dobrą, a w niektórych warunkach świetną. W przypadku bohaterów tego materiału dość szybko wychwyciłem, że ANC spisuje się gorzej, ale wciąż bardzo solidnie i w sporej ilości sytuacji poradzi sobie bez większych problemów.

Na wstępie trzeba zaznaczyć, że do dyspozycji mamy cztery poziomy redukcji hałasów – niski, średni, wysoki oraz adaptacyjny.

Tym, z czym Nothing Headphone (a) radzą sobie bezwzględnie najlepiej, są oczywiście niskie, jednostajne dźwięki. I mam tu na myśli hałas pokroju silnika autobusu komunikacji miejskiej, odgłosu jadącego pociągu, ewentualnie szum włączonej klimatyzacji. W takich sytuacjach redukcja jest wysoce skuteczna, a wspomniane hałasy wyciszane co najmniej o połowę – do bardzo komfortowego poziomu.

Gorzej jest, gdy w otoczeniu pojawiają się niejednostajne zakłócenia, bo – na przykład – głośne rozmowy osób obok albo przerywane dźwięki przejeżdżających na pobliskiej ulicy samochodów potrafią przebijać się przez barierę ANC wyraźnie bardziej, czasem nawet przy włączonej muzyce. To ten element, w którym flagowy model radził sobie sporo lepiej. Co jednak ciekawe (i zarazem istotne dla wielu), stukot klawiatury jest już całkiem nieźle izolowany.

A co z wiatrem? To zależy. Jeśli mamy do czynienia z – nazwijmy to – umiarkowaną siłą podmuchów, słuchawki nie przepuszczają ich do naszych uszu niemal wcale, ale już im mocniej wieje, tym częściej zaczynamy słyszeć delikatne trzeszczenie mikrofonów. Nie jest ono wybitnie uciążliwe, ale jednak słyszalne.

Na pokładzie nie mogło zabraknąć również odwrotności ANC, czyli trybu transparentnego, którego zadaniem jest wpuszczanie do uszu dźwięków otoczenia wychwytywanych przez mikrofony. Działa całkiem nieźle, chociaż jego brzmienie jest trochę przytłumione i słychać też nieco szumów. Do sporadycznego użycia, by szybko skontrolować otoczenie lub wymienić dwa zdania bez zdejmowania słuchawek, jest wystarczający.

Nothing Headphone (a)

Jakość rozmów

Łączna liczba mikrofonów zastosowanych w Nothing Headphone (a) to cztery, z czego trzy, we wsparciu algorytmów redukcji szumów, wykorzystywane są do prowadzenia rozmów telefonicznych.

I, generalnie, jakość rozmów – zarówno przez telefon, jak i komunikatory – wypada zupełnie dobrze. W relatywnie cichym otoczeniu rozmówca nie ma w zasadzie najmniejszych problemów ze słyszeniem nas – również gdy mówimy trochę ciszej. Problemów nie sprawia również umiarkowany hałas, jak – na przykład – gwar kawiarni czy sklepu.

W sytuacji, gdzie znajdujemy się w bardziej hałaśliwym otoczeniu (pokroju jadącego pociągu, komunikacji miejskiej czy w pobliżu ruchliwej ulicy), słuchawki starają się filtrować niepożądane dźwięki, ale z różnym skutkiem. Zdarza się bowiem, że hałas i tak lekko przebija się do rozmówcy, a czasami też izolacja próbuje być na tyle agresywna, że ucina niekiedy końcówki słów. Na plus – głos nie staje się zbyt mocno zniekształcony.

Nothing Headphone (a)

Jakość dźwięku i brzmienie Nothing Headphone (a)

To kolejne – tuż po ANC – miejsce, w którym widać (a bardziej słychać) różnicę względem flagowych Headphone (1). W teorii, za brzmienie słuchawek Nothing Headphone (a) odpowiadają podobne, bo również 40-milimetrowe przetworniki dynamiczne, ale ich membrany pokryte są tytanem, podczas gdy w jedynkach użyto niklu. Poza tym nie ma tu też wzmianki o strojeniu przez renomowaną firmę audio KEF – zajęli się nim inżynierowie Nothing.

Samo brzmienie również jest inne. O ile domyślne strojenie Headphone (1) było równe, wręcz studyjne i mocno rozdzielcze, tak w nowych, tańszych Headphone (a) postanowiono skręcić w bardziej przystępny dla typowego użytkownika, nieco rozrywkowy dźwięk z trochę mocniej zaakcentowanymi skrajami pasma.

Niskie tony są dość mocno dociążone, energiczne, ale jednocześnie wciąż nie zamulają całości dźwięku. Kontrola dołu nadal stoi na bardzo dobrym poziomie – gdy jest on zbędny, potrafi przycichnąć. Bas potrafi zarówno solidnie uderzać i całkiem nieźle schodzić do subbasu, jak też delikatnie pomrukiwać za środkiem i górą.

Nothing Headphone (a)

Środek pasma nie jest już aż tak imponująco wysunięty, rozdzielczy i neutralny barwowo jak w jedynkach. Wybrzmiewa on bardziej zachowawczo i jest przy tym wyraźnie cieplejszy w barwie, zaś jego szczegółowość jest trochę mniejsza, ale – na szczęście – jeszcze nie na tyle, by można było powiedzieć, że brakuje detali. Absolutnie nie, wciąż jest ich dużo, zwłaszcza z aktywnym kodekiem LDAC.

Wysokie tony są bardzo bliskie, ale jednocześnie brzmią łagodnie i nie skręcają w stronę sykliwości. Sama scena też jest trochę bardziej kameralna. Jeszcze nie nadmiernie ciasna, ale nieco mniej napowietrzona i rozciągnięta przede wszystkim w panoramie stereo.

Całościowo, brzmienie Nothing Headphone (a) wypada inaczej niż we flagowym modelu, ale nadal jest bardzo dobre i przypadnie ono do gustu innej, być może nawet większej grupie użytkowników.

Nothing Headphone (a)

Podsumowanie – jakie są Nothing Headphone (a)?

Pokuszę się o stwierdzenie, że wielu producentów mogłoby uczyć się od Nothing jak iść na kompromisy w tańszych modelach swoich urządzeń. Nothing Headphone (a) są bowiem bardzo dobrymi słuchawkami, które w realnie niższej cenie wciąż oferują wiele i w sporej ilości miejsc czerpią rozwiązania z droższego modelu.

Bryła słuchawek jest solidnie wykonana i wygodna w użytkowaniu, brzmienie i jakość dźwięku wypadają naprawdę bardzo dobrze, ANC jest – w gruncie rzeczy – skuteczne, czas pracy na baterii wprost wybitnie świetny, a aplikacja bardzo czytelna i wyposażona w rozbudowany equalizer parametryczny, stanowiący wręcz jej wyróżnik.

Wady oczywiście również się znalazły, ale zdecydowanie nie przyćmiewają one wymienionych wyżej zalet. Konstrukcja słuchawek mogłaby się bardziej składać dla większej wygody podczas transportu, a poza tym, zabrakło tu – względem droższych Headphone (1) – czujnika wykrywającego założenie. Mógłbym się jeszcze przyczepić, że dźwięk w trybie kontaktu jest delikatnie przytłumiony i zaszumiony, choć nie jest to też rażący problem.

Szukając słuchawek, które wyróżniają się w tłumie, a przy tym wciąż mają wiele innych atutów i są – po prostu – bardzo kompletnym produktem.

Nothing Headphone (a)
Recenzja Nothing Headphone (a). Takie kompromisy to ja rozumiem
Zalety
bardzo dobra jakość dźwięku, angażujące brzmienie
skuteczne ANC
doskonały czas pracy na baterii
kodek LDAC i funkcja multipoint
funkcjonalna apka z rozbudowanym korektorem dźwięku
wciąż wysoka jakość wykonania
Wady
brak czujnika założenia
szkoda, że nie da się ich złożyć
8.6
Ocena
Redaktor, recenzent