Słuchawki gamingowe, które na pierwszy rzut oka przypominają uniwersalne rozwiązania, to bardzo ciekawa kategoria urządzeń, która ma w świecie audio wiele do powiedzenia. Co koniec końców ma do zaoferowania model Beyerdynamic MMX 150 Wireless?
Dla graczy czy dla każdego?
Słuchawki nauszne dla graczy można podzielić z grubsza na dwie kategorie. Pierwsza to sprzęty sprawdzające się głównie przy biurku lub na kanapie. Nietrudno wyobrazić sobie typowego reprezentanta – czarny zestaw o wyrazistych liniach, koniecznie z mikrofonem i wyposażony w garść mniej lub bardziej przydatnych funkcji pokroju szybkiego wyciszania lub oświetlenia RGB.
Druga to zestawy bardziej uniwersalne. W teorii można do tego worka wrzucić wszystkie słuchawki pozbawione gamingowych detali. Byłoby to jednak lekkie uproszczenie – w końcu trudno jest mi uwierzyć, że ktoś szukający sprzętu do grania wybrałby coś pokroju Nothing Headphone (1) czy Sennheiser Accentum Wireless zamiast Turtle Beach Stealth lub SteelSeries Arctis Nova.
Umówmy się, że nawet jeżeli odczepiany lub łatwy do schowania mikrofon to zbyt mało, żeby mówić o zupełnie innej kategorii, to w kwestii stylistyki doświadczony gracz podświadomie wie, który sprzęt powstał z myślą o nim, a który ma spodobać się audiofilom.
Dotychczas Beyerdynamic kojarzył mi się z firmą zajmującą się sprzętem głównie dla entuzjastów muzyki, niepomagającą w zdejmowaniu headshotów po sieci. A jednak – firma od lat rozwija linię MMX, która ostatnio wzbogaciła się o dwa modele – MMX150 oraz MMX230. Tańszym, choć wcale nie tanim reprezentantem, jest „stopięćdziesiątka”, którą miałem okazję testować przez ostatnie tygodnie.
Specyfikacja Beyerdynamic MMX150 Wireless
| Typ | nausze, zamknięte, gamingowe |
| Przetwornik | dynamiczny, 40 mm |
| Pasmo przenoszenia | 20 Hz – 20 kHz |
| Transmisja | przewodowa, bezprzewodowa: Bluetooth 5.3 |
| Siła transmisji | ≤10 dBm |
| Zasięg | 20 m |
| Obsługiwane kodeki | A2DP, HFP, SBC, LC3 |
| Temperatura pracy | od -10 do +50∘C |
| Temperatura ładowania akumulatorów | od 0 do +45∘C |
| Czas pracy | do 50 godzin |
| Typ mikrofonu | pojemnościowy, kardioidalny, zdejmowany |
| Pasmo przenoszenia | 20 Hz – 20 kHz |
| Średnica kapsuły | 10 mm |
| Czułość | -26dBV @ 1 kHz |
| Waga | 336 g |
Opakowanie i pierwsze wrażenia
Gdybym miał założyć, że to, co zobaczę w pudełku, świadczy o poziomie sprzętu, to pomyślałbym, że MMX 150 Wireless chcą być absolutnym wyborem numer jeden dla graczy. Unoszę wieczko grubego, porządnego kartonu, a tam ładnie wyeksponowane słuchawki z odłączonym mikrofonem pośrodku. Jako że mowa tu o rozwiązaniu bezprzewodowym, intuicja podpowiada mi, żeby podnieść karton, w którym umieszczono sprzęt.
Ktoś chyba zapomniał powiedzieć Beyerdynamic, że rozpieszczanie kupujących jest już niemodne. Mogli ograniczyć się do krótkiego kabla do ładowania słuchawek i odbiornika USB. A tu proszę – mamy w zestawie dwa kable, jeden podwójnie zakończony USB-C, drugi wyposażony natomiast w 3-pinowy wtyk minijack 3,5 mm. Dodatkowy odbiornik również zakończono USB typu C – jak więc podpiąć to do sprzętu, gdzie wszystkie porty typu C są już zarezerwowane? W pudełku umieszczono dedykowany adapter na USB-A, który nie został zrobiony na doczepkę i elegancko licuje się zarówno z kablem, jak i z donglem.


Zresztą, zostając jeszcze na chwilę przy odbiorniku, nie mogłem się nadziwić, jak małe jest to akcesorium. Akurat mam pod ręką dwa bezprzewodowe modele dla graczy, jeden nowszy, drugi bardziej z okolic 2019 roku. Możecie zatem porównać sobie, jak bardzo można skurczyć taki moduł.

Co do jakości części składowych zestawu na pierwszy rzut oka jest… różnie. Z jednej strony widać przyjemne w dotyku welurowe nauszniki i metalowy pałąk sprawiający wrażenie solidnego. Z drugiej strony – pad z ekoskóry za kilka lat pewnie zacznie się „obierać”, od zwykłej ochrony kabli wolę plecionkę, a niektórzy producenci dorzucają etui. Przy tak rozbudowanym pakiecie skupiającym się na przystępnym audio byłoby to jednak wyjątkowo złośliwe czepialstwo.





Słuchawki w szczegółach
Wiemy już, że Beyerdynamic MMX 150 Wireless celują bliżej półki premium, a na każdy egzemplarz poszło trochę weluru, metalu i wegańskiej skóry. Przyjrzyjmy się pozostałym elementom urządzenia.
Zaczynając od centrum dowodzenia, jakim są nauszniki, aby uprościć obsługę na prawej muszli umieszczono wyłącznie przycisk zasilania, służący również do odbierania połączeń. Podobny kształtem guzik na lewej muszli zajmuje się natomiast parowaniem, przełączaniem źródła i sterowaniem muzyką (a konkretnie – pauzą na jeden klik i przejściem dalej po dwukliku). Pokrętło ma za to trzy zadania do wykonania – ustawienie głośności, wyciszanie mikrofonu oraz sterowanie funkcją sidetone.
Wszystkie przyciski są dobrze wyczuwalne pod palcem i wchodzą z przyjemnym, solidnym klikiem, jednak na szczególną pochwałę zasługuje pokrętło – tak mi się przynajmniej wydaje. W porównaniu do zestawów, których używam, potencjometr w MMX150 Wireless chodzi z większym oporem, a przejściu o kolejny stopień towarzyszy kliknięcie.

Tyle wystarczyło, aby przy zakładaniu czy zdejmowaniu ani razu nie zdarzyło mi się zmienić głośności odsłuchu, więc chwalę sobie podejście Beyerdynamic, choć zdaję sobie sprawę, że dźwięk przeskoku może brzmieć „tanio”, a przy bardzo powolnym obracaniu czuć większy luz przy obniżaniu głośności. Znowu jednak czuję, jakbym pozwalał wybrzmiewać czepialstwu zamiast skupić się na mięsku.
Wspominałem na początku o welurowych padach i osłonie pałąka z ekoskóry – wypadałoby też dodać, że podawana przez producenta waga 336 g plasuje sprzęt gdzieś pośrodku stawki. Bez problemu znajdziecie zestawy z dwójką z przodu, jak i słuchawki bezprzewodowe zbliżające się swoją masą do 400 g. Masa to jedno, a wygoda użytkowania – drugie.
I na tym polu również chcę pochwalić MMX 150 Wireless. Siadasz sobie w takim secie i po 6-7 godzinach noszenia z przerwą na posiłek docisk muszli nie rozsadza ci czaszki, pałąk nie naciska na ciemię, a kark nie wysyła sygnału, że najwyższy czas dzwonić po masażystę. Wiem, że wygoda potrafi być subiektywna, jednak nic nie poradzę – te słuchawki aż chce się nosić.
Jest niestety jeden wyjątek od reguły, który trochę kłóci się z możliwościami sprzętu. Z jednej strony mamy bowiem łączność Bluetooth, opcję odbierania połączeń i dedykowaną aplikację mobilną (o której później), ale konstrukcyjnie słuchawki nie do końca są przystosowane do noszenia poza domem.
Pominę brak etui zabezpieczającego zestaw w trakcie podróży – ważniejszy jest brak możliwości złożenia całości do środka czy obrócenia muszli na zewnątrz, przez co słuchawki z tak dużą muszlą w moim przypadku opierają się na brodzie. Tym razem łatka „czepialstwa” to trochę za mało i faktycznie jest to lekkie potknięcie ze strony Beyerdynamic.

Aplikacja i łączność bezprzewodowa
Kolejnym potwierdzeniem nieco dziwnej polityki firmy jest również fakt, że „nie za bardzo mobilne” MMX 150 Wireless otrzymały wyłącznie aplikację na smartfony. Jeżeli więc chcecie zmienić cokolwiek w ustawieniach słuchawek, musicie zainstalować oprogramowanie na telefonie i tam dokonać stosownych zmian.
Sama apka „beyerdynamic” nie przytłoczy Was listą funkcji. Oprócz equalizera i personalizacji kliknięć możliwa jest również zmiana ustawień asystenta głosowego (podającego informacje m.in. o stanie baterii), opóźnienie auto-wyłączania czy zmiana głośności dzwonka. Jest jeszcze podgląd stanu baterii, ale z moich obserwacji wynika, że podziałka pracuje z dokładnością do 1/10 stanu akumulatora, co utrudnia precyzyjne sprawdzenie, ile jeszcze godzin pracy zostało.
Transmisja danych odbywa się poprzez standard Bluetooth. Jeżeli marzy Wam się uzyskanie niskich opóźnień, wtedy pozostaje skorzystać z dołączonego do zestawu nadajnika. Dongle działa bezproblemowo ze smartfonami i faktycznie zmniejsza lag wysyłanego sygnału audio.
Na liście obsługiwanych kodeków Beyerdynamic wymienia natomaist A2DP, HFP, SBC i LC3. Tutaj ujawnia się jedna z większych wad słuchawek – brak kodeków pokroju aptxHD czy LDAC sprawia, że nie posłuchamy sobie muzyki w wysokiej jakości. Warto odnotować, że typowe słuchawki bezprzewodowe w podobnej cenie oferują wsparcie tego typu kodeków.







Jakość dźwięku – zerwanie z gamingową klasyką
Każdy ma prawo odsłuchiwać muzykę po swojemu. Nie zmienia to faktu, że domyślnie wysterowane słuchawki dla graczy często są dotknięte „klątwą przejmującego basu”. Upodobanie do niskich tonów czuję w leciwych słuchawkach pamiętających poprzednią dekadę, jak i w nowszych konstrukcjach. Nie jest to oczywiście wada dyskwalifikująca tego typu urządzenia – po prostu bez kombinowania trzeba pogodzić się, że takie zestawy grają z odczuwalnym ciepłem, które sprawia wrażenie dominującego nad wokalami czy surowymi instrumentami z wyższych tonów.
To, że w trakcie użytkowania Beyerdynamic MMX 150 Wireless szło przyzwyczaić się do charakterystyki, traktuję w swoim przypadku jako normę. Kiedy jednak zacząłem porównywać je ze sprzętem plasującym się o półkę niżej i takim ze dwie klasy ponad, byłem zaskoczony jak podoba mi się ich brzmienie. Nadal jest to ciepełko, jakie lubią osoby grające na słuchawkach, jednak dopasowane tak, aby mocniejsze brzmienia, czy to elektroniczne czy basowo-perkusyjne, nie zasłaniały pozostałych części składowych.
Gry to w tym przypadku wisienka na torcie – wkręcający się na obroty Aston Martin Valkyrie w Gran Turismo 7, ryczący Rey Dau w Monster Hunter Wilds czy przelatujące odrzutowce w Battlefield 6 – wszystko brzmi tu realistycznie i z należytą mocą. Jeżeli potrzebujecie jednak określić pozycję rywala co do centymetra, może Was zawieść brak wsparcia technologii dźwięku przestrzennego pokroju DTS Headphone:X Spatial Audio czy THX Spatial Audio, dostępnego w konkurencyjnych konstrukcjach.
Gracze inni niż e-sportowcy, oczekujący po gamingowych słuchawkach solidnych doznań muzycznych, nie powinni być zawiedzeni tym, jak brzmią MMX 150 Wireless.

A co z mikrofonem?
Niech o jakości zastosowanego mikrofonu przemówi najpierw anegdotka. Jak tylko przyszły do mnie słuchawki i następnego dnia dołączyłem do rozmowy ze znajomymi na kanale głosowym, pierwsze, co usłyszałem po przywitaniu się, to „O, Bartek, a co ty taki dzisiaj w HD?”.
Możecie też oczywiście odsłuchać próbki dźwiękowe udostępnione poniżej. Jedna z nich została wykonana przy bezprzewodowym połączeniu z komputerem. Druga wykorzystuje już przewodowe możliwości sprzętu.
Choć na nagraniu w wariancie Wireless słychać przester, jego obecność jest bardziej loterią niż zasadą – czasami można mówić czysto przez kilkanaście sekund, innym razem błędy w komunikacji pojawiają się niemal od razu. Kilka próbek udowodniło mi również, że mikrofon dobrze izoluje odgłosy otoczenia pokroju głośno klikającej myszki. Całość jest zatem kolejnym kamyczkiem na kupce rzeczy, które MMX 150 Wireless robi dobrze.

Czas pracy
Beyerdynamic deklaruje, że MMX150 Wireless są w stanie na jednym ładowaniu wytrzymać do 50 godzin. Ze względu na brak ANC, czyli numeru jeden, jeżeli chodzi o drenowanie baterii, jest to jedyna wartość, jakiej trzeba się trzymać, a odchyły od niej nie powinny być drastyczne.
Słuchawek używałem po 5-6 godzin dziennie z krótkimi przerwami w trakcie i dopiero po dziesięciu dniach zdarzyło się, że trzeba było je podładować. Matematyka podpowiada mi więc, że 50 godzin pracy to wynik jak najbardziej osiągalny.



Podsumowanie
Kiedy zaczynałem przygodę z Beyerdynamic MMX 150 Wireless, byłem najzwyczajniej w świecie ciekawy. Specjaliści od sprzętu audio nie od wczoraj próbują swoich sił w starciu z markami stricte skierowanymi do graczy, jednak ostatecznie nie grzeszą popularnością, co widać po głowach wielu osób nagrywających materiały wideo czy streamerów.
Ta dysproporcja jest mocno niesprawiedliwa, o czym przekonałem się w ciągu tych dwóch tygodni. MMX 150 w wersji bezprzewodowej to produkt kompletny, oferujący wszystko, czego gracz może oczekiwać od zestawu słuchawkowego. Wygodna konstrukcja sprzyja długim sesjom, a intuicyjne sterowanie nie wymaga załączania dodatkowych szarych komórek w trakcie gry.
No i nie zapominajmy o dźwięku – dobrze zbalansowane tony, gdzie bas stara się nie skraść show i pozwala wybrzmieć każdemu pasmu sprawia, że każda gra zyskuje bonusowe punkty do immersji, a mi trudno było znaleźć gatunek muzyczny, którego nie słuchałbym z przyjemnością.
Beyerdynamic MMX 150 Wireless to niestety nie tylko zachwyty nad dźwiękiem i dopracowaną budową. Sprzęt zasłużył sobie na kilka minusików i jeden minus. Drobne przewinienia to m.in. niespójność niemobilnej konstrukcji połączonej z aplikacją wyłącznie na smartfony, obawa co do materiału zastosowanego na górnej opasce czy słyszalna loteria w jakości mikrofonu przy połączeniu bezprzewodowym. Najbardziej jednak uwiera mnie brak kodeków, które podkręciłyby możliwości audio sprzętu.
Kiedy jednak napiszę ostatni akapit i przyjdzie czas pożegnać się ze słuchawkami, chyba będę za nimi tęsknił. Tak wygodny i przyjemnie grający zestaw audio wcale nie jest branżowym standardem w gamingu, a na jego wady da się przymknąć ucho.





