Nissan PENNZOIL Nismo GT-R '99 - Gran Turismo 7
Nissan PENNZOIL Nismo GT-R '99 - Gran Turismo 7

Recenzja Gran Turismo 7 – od zera do kolekcjonera

Gran Turismo 7 - splash screen
DATA PREMIERY
4 marca 2022
PRODUCENT
Polyphony Digital
WYDAWCA
PlayStation Polska
CENA
299 zł (PlayStation 4) / 339 zł (PlayStation 5)

PlayStation kontynuuje fantastyczny początek roku, wypuszczając siódmą już odsłonę swojego legendarnego cyklu wyścigowego. Gran Turismo 7 za chwilę wyląduje na sklepowych półkach, więc pozostaje odpowiedzieć na zasadnicze pytanie. Czy Polyphony Digital pamięta jeszcze, jak zrobić prawdziwy hit?

Toyota Yaris to wszystko, co mam

W porównaniu do pięcioletniego już Gran Turismo Sport, siódma odsłona sagi Polyphony Digital uderza zdecydowanie bardziej w nostalgiczne tony. Łatwo jednak zapomnieć czym się trudni oryginalnie seria, jeśli poprzedni numerowany tytuł jest produktem czasów PlayStation 3. Dla wielu fanów Sony było to niewyobrażalne, że Kazunori Yamauchi nie wyrobił się z Gran Turismo 7 na poprzednią generację sprzętu. Cóż, jednak mu się udało – najnowszy tytuł to kolejna produkcja, która trafia zarówno na nową, jak i starą generację sprzętu.

Reklama

Gran Turismo 7 jest oczywiście pełną symulacją wyścigową. Możliwości ustawienia asyst są jednak tak szerokie, że nawet osoby mniej doświadczone w gatunku będą się świetnie bawić. A zabawa jest tu równie ważna, co szlifowanie własnych umiejętności oraz kolekcjonowanie coraz to bardziej wykwintnych samochodów. Polyphony Digital pragnie, aby gracz zanurzył się w odkrywaniu świata motoryzacji. Trzeba przyznać, studio wpadło teraz na kilka świetnych pomysłów.

Początek jednak pozostaje taki sam. Lądujemy na klasycznej mapie świata, składającej się z siatki nieodblokowanych funkcji, z zaledwie 20 tysiącami kredytów. To nie pozwoli na zakup demona szybkości, ale zapewni dość kompetentny pojazd, który umożliwi nam zarobienie pierwszych pieniędzy. Te można zdobywać poprzez udział w misjach wyścigowych, testach licencyjnych, trybie sieciowym, ale również klasycznych zawodach dla pojedynczego gracza. Zanim jednak człowiek na dobre wpadnie w rytm sportowej rywalizacji, warto udać się do… kawiarenki.

Choć Gran Turismo 7 powraca do konceptu mapy jako menu, nie jest już ona tak zagmatwana jak w przypadku czwartej odsłony
Choć Gran Turismo 7 powraca do konceptu mapy jako menu, nie jest już ona tak zagmatwana, jak w przypadku czwartej odsłony

Najpierw kawa, potem wyścigi

Sercem Gran Turismo 7 jest GT Café. Można śmiało powiedzieć, że jest to główna kampania, jaka czeka na graczy w produkcji Polyphony Digital. Zadanie jest zaskakująco proste. Dostajemy listę trzech powiązanych ze sobą samochodów, które trzeba zdobyć w korespondujących im zawodach. Zdobyte legendy wykorzystujemy następnie w seriach zawodów, odblokowujących następne trasy i elementy mapy.

Tytuł skupia się na historii konkretnych marek, opowiadając ją po zaliczeniu wyzwania. Gdy tylko skupimy się na GT Café, jesteśmy w stanie dość szybko zbudować kolekcję kompetentnych pojazdów, nie wydając zbyt wiele grosza. Ten można za to wydać na ulepszenia pojazdów, ponieważ często maszyny będą zbyt słabe, by radzić sobie na najwyższych poziomach trudności.

I tutaj kolejna niespodzianka. Nagrodami nie będą samochody, a przeważnie nowe trasy bądź kupony loterii. Tak jest, Gran Turismo 7 zapatrzyło się na koło fortuny znane z serii Forza Horizon. Im więcej gwiazdek ma taki los, tym szansa na większą wygraną. Gdy tylko aktywujemy kupon w garażu, uruchamia się animacja losowania. Możemy wygrać darmowe kredyty, nowy samochód czy też specjalne części do wybranych aut. Na ponad 30 losowań, rzadko udawało mi się zdobyć coś specjalnego. Zazwyczaj to było marne 5000 kredytów. To właśnie dlatego też niesamowicie się ucieszyłem, gdy jednego razu zdobyłem 500 tysięcy kredytów!

Zdobytą forsę możemy oczywiście przeznaczyć na zakup następnych aut do kolekcji. To zwiększa poziom kolekcjonera, który odblokowuje następne misje wyścigowe. Jest to zestaw wymagających wyzwań, polegających na umiejętnym wyprzedzaniu przeciwników oraz perfekcyjnym opanowaniu torów w grze. A jeżeli to okaże się zbyt trudne, to najlepiej udać się na testy licencyjne. Jest to następny klasyczny element serii. Możemy zdobyć aż 5 licencji wyścigowych, z czego dwie pierwsze są wymagane na pewnym etapie postępów w GT Café.

Muszę przyznać, że prawo jazdy nie jest aż tak wymagające, jak w poprzednich odsłonach. Nawet w przypadku złotych pucharków, Gran Turismo 7 zostawia graczowi pewien margines błędu. Tutaj dodatkową zaletą jest dysk SSD na PlayStation 5. Wyzwania są naprawdę krótkie, dlatego brak jakichkolwiek ekranów ładowania nie zniechęca do boju. Wręcz przeciwnie – jeśli gra widzi, że na jednym z testów zatrzymaliśmy się dłużej, zasugeruje obejrzenie przejazdu demonstracyjnego. Warto je oglądać, bo wszystkie złote pucharki przyniosą aż dwa dodatkowe pojazdy do kolekcji.

Co piszczy w salonie?

Nieco ponad 400 samochodów – o taką kolekcję zawalczycie grając w Gran Turismo 7. Modele te rozsiane są aż po trzech sklepach. W Brand Central znajdziecie wszystkie pojazdy wypuszczone na rynek po 2001 roku. Salon samochodów używanych pokryje resztę staroci, choć warto również pamiętać o salonie aut legendarnych. To miejsce powinno interesować graczy najbardziej – tam znajdziemy najbardziej kultowe wehikuły z historii całej serii, w tym moją ukochaną Castrol TOM’S Supra JGTC ’99.

W ciągu tygodnia możemy zdobyć 5 samochodów legendarnych, a ich rotacja odbywa się w czasie rzeczywistym. Co jeśli koniecznie zapragniemy zdobyć konkretny pojazd, nie mając gotówki na koncie? Zapraszamy do PlayStation Store, gdzie doładujecie swój portfel za prawdziwe pieniądze. Tak jest – mikropłatności. Jest to oczywiście w pełni opcjonalne rozwiązanie, choć sama obecność tej mechaniki przyprawia mnie o zgrzytanie zębów. Żeby było śmieszniej – na ten moment nie znamy cen poszczególnych paczek kredytów, gdyż w momencie publikacji recenzji, nie są one jeszcze dostępne. System ten pojawił się również w Gran Turismo 6 na PlayStation 3, choć liczyłem, że tutaj się bez niego obędziemy.

Gdy już znajdziemy auto marzeń, pora je ulepszyć. Zarówno pod kątem wyglądu, jak i osiągów. Główna statystyka, jaka nas interesuje, to Punkty Osiągów. Wiele wyścigów w kampanii ma konkretne wymagania, dlatego wizyty u mechanika będą konieczne. Punkty kolekcjonera odblokowują też bardziej zaawansowane części, dlatego nic tylko zbierać pojazdy. W ulepszaniu aut warto jednak zachować rozsądek. Sam tak przesadziłem z wydatkami, że zapędziłem się w kozi róg, nie mając pieniędzy na auto Grupy 3, wymagane do ukończenia kampanii. To właśnie jednak zawsze kochałem w Gran Turismo. Tytuł nie traktuje gracza jak małe dziecko, nie rozdaje samochodów na potęgę i cierpliwie czeka aż sami wpadniemy na rozwiązanie problemu.

Udało mi się również zanurzyć w edytorze graficznym, który pozwala nakładać kalkomanie i malowania na samochody. Jest on zaskakująco prosty w obsłudze, a nasze kreacje możemy potem udostępniać w sieci. Moja ogłada artystyczna nie jest na wysokim poziomie, dlatego byłem zdziwiony, jak łatwo przychodziło mi tworzenie w tym edytorze. Miłym dodatkiem okazała się funkcja, pozwalająca na przypisanie lakieru konkretnego pojazdu na inny. Teraz już każdy wehikuł może mienić się Sonic Blue Mica, czyli legendarnym odcieniem niebieskich Subaru Impreza 22B STI ’98. W ograniczonym stopniu, gracze mogą również modyfikować karoserię oraz strój i kask wirtualnego awatara.

Mając już gotowe auto, można oczywiście ruszyć na tor, albo udać się do trybu Scapes. Gran Turismo romansuje z fotografią już od czwartej części na PlayStation 2, a obecny tutaj edytor zdjęć przyprawia mnie o zawrót głowy. Stworzone zdjęcia są jednak na tyle piękne, że miejscami łatwo je pomylić z rzeczywistością. Wybrany pojazd można śmiało przesuwać po dziesiątkach dostępnych lokacji, a ustawienia ostrości spowodują migrenę u niejednej osoby. Jest również szansa, że fani fotografii spędzą tam zdecydowanie więcej czasu niż przy rzeczywistych wyścigach.

No proszę, a co tutaj wyrosło z podziemia?

No dobrze, a co słychać na torze?

Ponad 90 tras, umieszczonych w 34 lokacjach – to nie były żarty. Mamy kilka nostalgicznych powrotów, na których czele stoją Trial Mountain, High Speed Ring oraz Deep Forest Raceway. Łezka mi się zakręciła w oku, kiedy pierwszy raz pędziłem przez te fenomenalne, autorskie tory. Gran Turismo ma w swojej historii świetne projekty tras, dlatego szkoda, że nowa gra korzysta z nich zdecydowanie mniej. Brakuje mi kultowego toru w Seattle, Rzymie czy też klasyków pokroju Midfield Raceway, Special Stage Route 5 oraz Grand Valley Speedway.

Gran Turismo 7 bardzo skupia się na autentycznych torach. Laguna Seca, Tsukuba Circuit czy wreszcie Nürburgring Nordschleife, które za każdym razem przyprawia mnie o zawał. Gram w wyścigi od prawie 20 lat i muszę przyznać, że dawno już nie skupiałem się na jeździe tak, jak w nowej grze Polyphony Digital. Nawet przy włączonych asystach, każdy zakręt to walka o przetrwanie. Jazda z linią wyścigową oraz znacznikiem momentu hamowania to podstawa, jeśli chcemy się czegokolwiek nauczyć.

Gdy jesteśmy w trybie zawodów, Gran Turismo 7 nie wybacza błędów. Przy czym poziom trudności spada tutaj na samą konstrukcję torów oraz warunki pogodowe. Sztuczna inteligencja nie zachowuje się niestety tak dobrze, jak byśmy tego chcieli. AI często jeździ po sznurku, rzadko wymieniając się między sobą lokatami. Tutaj niestety trzeba poczekać na rozwój projektu Gran Turismo SOPHY oraz stosowną aktualizację. Ogromną rolę gra również zużycie opon, co widać po wydłużonej drodze hamowania z okrążenia na okrążenie.

Co jednak robi największe wrażenie, to przede wszystkim rzeczywista zmiana warunków pogodowych. Tutaj ponownie posłużę się przykładem Nürburgring Nordschleife. Te najdłuższe wyścigi potrafią się rozpocząć w nocy, by płynnie – wraz z postępami na torze – przechodzić w świtanie. Najgorzej jak rozpada się w trakcie wyścigu. Kałuże stają się widoczne na torze, jadące przed nami auta pryskają wodą, a wycieraczki nie nadążają ze czyszczeniem szyb. Podczas deszczu trzeba zachować najwyższą uwagę. Tak jak wcześniej wspomniałem – w ekstremalnych sytuacjach jeden błąd potrafi przesądzić o losach wyścigu.

Od razu zaznaczam – w klasycznym stylu serii Gran Turismo, rajdy można wyrzucić do kosza. Ich automatowa mechanika udająca symulację to coś, co nieustannie zadziwia mnie od czasów Gran Turismo 3: A-Spec. Nawet posiadając opony szutrowe oraz pozornie rajdowy pojazd, utrzymanie się na torze jest najbardziej z karkołomnych wyzwań, jakie ta gra oferuje. Tylko dlatego, że AI nie wykazuje się zbytnim pomyślunkiem, udawało mi się te wyzwania zaliczać.

Co jednak liczy się na prawdziwych torach, to Dual Sense. Podobnie, jak w przypadku DIRT 5, wykorzystanie nowego kontrolera Sony wprawiło mnie w zachwyt. Zaciekawił mnie fakt, iż opór stawia tutaj jedynie lewy trigger, odpowiedzialny za hamulec. Haptyczne wibracje opowiadają natomiast za nierówności na torze, a także pracę skrzyni biegów. Efekt, który towarzyszy wejściu na wyższy bieg, jest tak subtelny i wyrazisty jednocześnie, że nie można przejść obok tego obojętnie. Świetnie wygląda też przejazd po Tokyo Expressway, gdzie dosłownie co sekundę odczuwamy pojedyncze wibracje, wynikające z nierównej nawierzchni. Tak jak w przypadku Horizon Forbidden West, jest to efekt za którym dopiero tęsknimy, gdy go zabraknie.

Muszę jednak powiedzieć o jednej specyficznej sytuacji, która mnie zaskoczyła. Wyścig na owalnym torze Special Stage Route 10 był dość zaskakujący. Jadąc ponad 350 km/h moim Chevroletem Camaro szóstej generacji, w połowie toru wpadłem w otchłań. W niej spędziłem kilka sekund, poruszając się z prędkością setek tysięcy kilometrów na godzinę. W tym momencie usłyszałem serię wpadających trofeów, jakie gra zaliczyła za przejechanie tysięcy kilometrów – osiągnięcie, które normalnie zajęłoby mi następne pół roku. Myślę sobie – zwykły błąd, ponowię wyścig. Ku mojemu zdziwieniu, sytuacja się powtórzyła. Dopiero ponowne uruchomienie Gran Turismo 7 zlikwidowało błąd. Nie powinien się on u Was jednak powtórzyć, gdyż w dniu publikacji recenzji gra otrzymała aktualizację.

Przekroczywszy barierę dźwięku i światła, byłem gotowy na prawdziwą odyseję kosmiczną

Zostając jednak przy sprawach technicznych, na PlayStation 5 mamy do dyspozycji dwa tryby graficzne. Śledzenie promieni będzie funkcjonowało tylko na powtórkach oraz w garażu. Te odtwarzają się wówczas w 30 kl./s., lecz dla takich widoków naprawdę warto poświęcić prędkość animacji. Nieraz włączałem zapis wyścigu tylko po to, by uchwycić kilka zdjęć z produkcji.

Tryb wydajności skupia się na zachowaniu natywnej rozdzielczości 4K oraz 60 kl./s.. Gran Turismo 7 dalej prezentuje się dość sterylnie – tak, jak poprzedniczki. Jest to jednak styl, do którego łatwo się przyzwyczaić. Największe wrażenie robią jednak efekty pogodowe oraz wnętrza pojazdów. To jedna z niewielu produkcji, w których woda oraz kurz potrafiły skutecznie mnie oślepić, przyczyniając się do wyścigowych błędów. Przy czym warto tutaj również zaznaczyć – odgłosy silników to jest absolutny majstersztyk. Polyphony Digital przyłożyło mnóstwo uwagi, by każde auto brzmiało naprawdę autentycznie. Ogromne brawa, bo to zawsze jest bolączka wielu gier wyścigowych.

To, co jednak wybija się w Gran Turismo 7, to wrażenie posiadania produktu z segmentu premium. Samochody są tutaj największymi gwiazdami, a kultura ich kolekcjonowania, połączona ze spokojną, jazzowo-symfoniczną ścieżką dźwiękową, dostarcza grze niecodziennej elegancji. Dużą rolę odgrywa tu również stonowana kolorystyka menu głównego, skupiająca się na różnych odcieniach szarości. Wystarczy tylko wejść do garażu, by móc poczytać o historii aut posiadanych w kolekcji. GT Café przedstawia również mnóstwo ciekawostek o producentach, często angażując do tego znane postacie ze świata motoryzacji. Ponownie okazuje się, jak bardzo Kazunori Yamauchi kocha samochody. Nie ma drugiego studia, które byłoby w stanie powtórzyć ten sukces Polyphony Digital.

Gran Turismo 7 zaczyna swoją drogę

Po nieco ponad tygodniu, jaki spędziłem z Gran Turismo 7, nie mam wątpliwości, że jest to produkcja wybitna. Choć mocno gra na technologii wprowadzonej w Gran Turismo Sport, siódemka dostarcza niesamowitą kampanię dla pojedynczego gracza, o którą tak błagali wszyscy fani serii, ze mną włącznie. Jednocześnie, Polyphony Digital przestało utrudniać rozgrywkę na siłę, oferując wiele możliwości zdobywania aut bez niepotrzebnego, żmudnego powtarzania wyścigów, jakie towarzyszyło wcześniejszym grom z serii.

O ile możliwości Gran Turismo 7 są imponujące już teraz, widać, że gra dopiero rozwinie skrzydła w nadchodzących aktualizacjach. Ciągle czekamy na porządną sztuczną inteligencję w postaci SOPHY, jeszcze więcej autorskich torów, zakopanych w odmętach ery PlayStation 3, a także kolejne pojazdy i zawody, które przykują graczy do produkcji Kazunoriego Yamauchi na długie lata. Czy Polyphony Digital będzie w stanie poprowadzić rozwój Gran Turismo 7 jako gry-usługi tak, jak zrobiło to Playground Games w przypadku serii Forza Horizon? O tym przekonamy się w ciągu najbliższego roku.

Niemniej jednak, Gran Turismo 7 już teraz jest produktem wybitnym. Choć pewne naleciałości z poprzednich gier psują nieco odbiór rozgrywki, to nigdzie indziej nie można celebrować kultury motoryzacji w tak elegancki sposób. Dzięki fenomenalnej oprawie audio-wizualnej, wymagającemu modelowi jazdy, ale też zróżnicowanej kampanii podzielonej na misje, licencje oraz zawody w kawiarence, Gran Turismo 7 przykuwa do ekranu na długie godziny. Nie potrafię sobie wyobrazić innej produkcji w segmencie symulacji, która ma szansę zbliżyć się do dzieła Polyphony Digital. Mocno odgrzewane, lecz dalej arcydzieło.

PS: O trybie sieciowym porozmawiamy więcej, gdy Gran Turismo 7 ukaże się już na rynku. Z powodu ograniczonej liczby osób na serwerach, znalezienie porządnej rozgrywki graniczyło w tym okresie z cudem.

Nissan PENNZOIL Nismo GT-R '99 - Gran Turismo 7
Recenzja Gran Turismo 7 – od zera do kolekcjonera
Zalety
niesamowita oprawa wizualno-dźwiękowa
jak zwykle - model jazdy, który wymaga skupienia i cierpliwości
przyjemna kampania dla pojedynczego gracza
mnogość kutlowych, pieczołowicie odtworzonych tras i pojazdów
intuicyjny edytor zdjęć oraz kalkomanii
jedyna w rodzaju celebracja historii oraz kultury motoryzacji
Dual Sense wzmacnia wrażenia z toru
Wady
sztuczna inteligencja to żart nawet na najwyższym poziomie trudności, czekamy na Gran Turismo SOPHY
mikropłatności - opcjonalne, choć mogą obniżać znaczenie włożonego wysiłku w rozgrywkę
mimo wszystko - przydałoby się więcej klasycznych torów z gier na PS1 i PS2
rajdy ssą niezmiennie od czasów Gran Turismo 4
9
Ocena