Podsumowanie E3 2021

Podsumowanie E3 2021. „Kiedyś to było – nie to, co teraz…”

Tegoroczne targi E3 dobiegły końca, tak więc czas na podsumowania i pytania. Kto wygrał? Kto przegrał? Która gra najbardziej pobudziła emocje graczy? A także… co się do licha ciężkiego stało z E3 2021?!

Na tegoroczne E3 nie czekałem w ogóle i nie była to kwestia mojej ignorancji. Coroczne targi Electronic Entertainment Expo, odbywające się w Los Angeles, to dla mnie – jako ogromnego fana gier wideo – praktycznie święto. A w czasie świąt (a także chwilę przed nimi) czuć klimat, który już na starcie buduje nam pewne oczekiwania i tworzy cały nastrój nadchodzącego wydarzenia. I, jak dla mnie, tegoroczne E3 kompletnie było tych dwóch rzeczy pozbawione.

Reklama

I nie byłby to jakiś wielki problem, gdyby nie fakt, że targi te pozbawione były też tego, co w nich najważniejsze – czyli dużych zapowiedzi nowych gier. Tych było jak na lekarstwo i… nie ubiegajmy jeszcze faktów. Bo nie jest to zwykłe, standardowe podsumowanie, bo takowe byłoby dokładnie takie samo, jak E3 2021 – czyli nudne jak flaki z olejem. A tego chciałem uniknąć.

Postanowiłem więc obok zwykłego podsumowania, spojrzeć z nieco innej strony na tegoroczną imprezę, jak i też na jej poprzednie edycje i dokonać pewnego rodzaju porównania. A towarzyszyć mi w tym będzie Szymon – bo co dwie głowy (i perspektywy) to nie jedna!

E3 kiedyś

Zacznijmy więc od podstaw i samego początku. Targi E3 to coroczna impreza przemysłu gier wideo, dziejąca się w Los Angeles w okolicach maja lub czerwca. Wydarzenie to odbywa się od 1995 roku, mamy więc tu do czynienia z imprezą, która ma już wyrobioną renomę. Przez to też, to właśnie na E3 producenci i wydawcy gier (a także sprzętu) najczęściej zapowiadają swoje duże tytuły.

E3 PlayStation
Pierwsze E3 PlayStation – Źródło: venturebeat.com

A tak było przynajmniej do niedawna, bo od paru lat trend ten lekko się zmienia, przez co wielu twórców obiera nieco inny rodzaj zapowiadania i promowania swoich gier, między innymi na swoich własnych niezależnych konferencjach, które jednak często odbywają się chwilę przed lub w trakcie E3 (patrz: EA).

Nie zmienia to jednak faktu, że w branży growej, targi E3 to zawsze gorący okres, pełen zapowiedzi i obietnic. Jest to też czas rywalizacji dużych marek, takich jak, chociażby Xbox i PlayStation (a przynajmniej kiedyś…) czy pomniejszych wydawców gier. Każdy chce więc dobrze tu wypaść, bo wydarzenie to obserwuje mnóstwo graczy, czyli potencjalnych klientów.

Oczywistym więc jest, że twórcom powinno zależeć na jak najlepszej prezentacji swoich produktów. I niektóre z tych dobrze przygotowanych prezentacji zapadają w pamięć na lata, jak chociażby:

Każda z tych powyżej wymienionych prezentacji miała „to coś”, dzięki czemu nawet i dziś, tyle lat od ich pokazania, wzbudzają one u mnie jakieś emocje. Czy jakakolwiek z tegorocznych prezentacji E3 miała chociaż jedną taką grę?

Obawiam się, że niestety nie.

Ja zaś wymieniłbym trzy inne tytuły:

Powyższe zapowiedzi łączy fakt, iż w swoim czasie były one nierealne dla graczy. E3 od lat polegało nie tylko na prezentacji gier, które za chwilę się ukażą. To było miejsce, w którym corocznie sprzedawano nam marzenia, ambitne wizje studiów na temat tego, czym gry jako medium mogły być w przyszłości. Dziś tylko najstarsze dinozaury pamiętają, jak Sony przy prezentacji PlayStation 3 w 2005 roku pokazywało trailery, które – delikatnie mówiąc – nie miały zbyt wiele wspólnego z rzeczywistym stanem produkowanych wówczas gier.

Z czasem oczywiście nauczyliśmy się, by obietnice pewnych marek brać z odpowiednią dozą dystansu. Najbardziej magiczne momenty na E3 dotyczyły zawsze jednak gier, które na końcu rzeczywiście prezentowały obiecaną jakość. Do dziś nie zapomnę, jak w 2018 roku, krytycy twierdzili, że The Last of Us: Part II nie może na wyglądać na PlayStation 4 tak, jak na prezentacji rozgrywki na targach. Dwa lata później gra Naughty Dog okazała się technologicznym arcydziełem, choć bez burzy wokół wątków fabularnych się nie obyło.

The Last of Us Part II
The Last of Us Part II

W tym roku zabrakło takich marzeń, zarówno na temat gier, jak i sprzętu. Gdzieś tam w kuluarach mówiło się o potencjalnym Nintendo Switch Pro, lecz gigant z Kioto nie zdecydował się na pokazanie nowej konsoli. Nie pomaga też fakt, że ogrom pokazanych w tym roku produkcji blednie, chociażby przy takim Ratchet & Clank: Rift Apart. Dzieło Insomniac Games jest jednym z pierwszych pokazów mocy PlayStation 5, a studia zewnętrzne nie mają takich sił przerobowych oraz ambicji, by pokazywać na targach dorównujące jakością gier Insomniac tytuły.

Podsumowanie E3 2021

W mojej opinii największym wygranym tegorocznego E3 jest Microsoft, który zafundował nam długą, ale za to wypełnioną zawartością konferencję. Na tyle ciekawą, że doczekała się ona na Tabletowo nawet osobnego podsumowania. Nie będę więc się powtarzał i przejdę do mojego drugiego faworyta – czyli Nintendo.

I to już samo w sobie dużo mówi o E3 2021 – Nintendo raczej nie słynie z „wybuchowych” konferencji, a i tak w tym roku dostarczyło znacznie więcej emocji, niż chociażby takie Square Enix czy Ubisoft. To wszystko – jak się pewnie spodziewacie – zasługa nie samej formy prezentacji a pokazanych tam gier. Tych było sporo, w większości były to mniejsze tytuły, ale duża część z nich wpasowała się w moje gusta.

Jednak najważniejsze było zakończenie – długo wyczekiwane i efektowne! No bo czy Nintendo mogło pokazać coś mocniejszego od następcy The Legend of Zelda: Breath of the Wild? Nie wydaje mi się. I właśnie takiego zamykania konferencji oczekuję od każdej firmy. Zabrakło co prawda następcy Nintendo Switch, ale co się odwlecze to nie uciecze…

O reszcie prezentacji też bym coś napisał, ale na dobrą sprawę mało która firma pokazała coś naprawdę dużego i nowego. Sporo tu było zwiastunów dawno zapowiedzianych już gier, takich jak Back4Blood czy Far Cry 6, a stosunkowo mało prawdziwych nowości. A jak już coś było, to bez żadnego polotu, tak jak, chociażby pokaz Avatar: Frontiers of Pandora, który nieszczególnie rozbudził emocje swoim zwiastunem. Szkoda, bo potencjał był tu spory!

O ile niemal w każdej prezentacji pojawiło się zbyt wiele gadających głów, tak na liczbę pokazywanych pozycji nie mogliśmy też narzekać. Przede wszystkim – Forza Horizon 5! Mam wrażenie, że była to jedyna pokazywana na targach gra, którą śmiało można nazwać kolejnym doświadczeniem nowej generacji.

Choć sama rozgrywka w dużej mierze będzie oparta o to, co znamy z Forza Horizon 4, jest to solidny fundament, który gwarantuje udany produkt w listopadzie. Meksyk prezentuje się zjawiskowo, a wierzę, że wszystkie bajery graficzne będą wyciskać siódme poty z najnowszych konsol Microsoftu. Zwłaszcza, iż od lat jeżdżenie w serii Forza Horizon to prawdziwa, uzależniająca wręcz przyjemność.

Na konferencji Microsoftu pokazano też małą, niepozorną grę o nazwie Party Animals, wobec której nie warto przechodzić obojętnie. Kooperacyjna zabawa w wielu konkurencjach przypomina kultowe Crash Bash z PS1, a sam design zwierzaków ma potencjał na marketingowy hit. Kto wie, może będziemy mieli kolejny przebój na miarę Ultimate Chicken Horse?

Czego jednak się nie spodziewałem, to fakt iż Ubisoft pokazał aż dwie ciekawe rzeczy. Rocksmith+, abonamentowa ewolucja usługi do nauki gry na gitarze, prezentuje się nad wymiar interesująco. Integracja z telefonem sprawia, że gracz nie potrzebuje już podłączać gitary do komputera, a smartfon będzie po prostu nasłuchiwać tego, jak grasz. W połączeniu z elementami znanymi z gier rytmicznych, jak Guitar Hero lub Rock Band, może to się okazać bardzo przydatnym narzędziem do nauki gry na gitarze.

Z drugiej strony mamy jednak Riders Republic, czyli rowerowo-skejtową wariację na temat serii Forza Horizon. Otwarta mapa, mnóstwo kropek do odhaczenia – to będzie kolejna gra w stylu Ubisoftu i trailer nie pozostawia żadnych złudzeń. Jeżeli tylko rozgrywka i czesanie kolejnych ewolucji w powietrzu będzie satysfakcjonujące, a poruszanie się po interfejsie nie będzie tak przekombinowane jak w The Crew 2, szykuje się dla mnie świetny zapychacz czasu.

Gorzkie wnioski

Mój wniosek jest jeden – targów E3 w tym roku mogłoby w ogóle nie być. Praktycznie żadna zapowiedziana tu gra nie wywołała u mnie opadu szczęki. Żaden zwiastun nie grał też na mojej nostalgii do marki (tak jak, chociażby, pamiętna zapowiedź Uncharted 4 czy Gears 5) a nowe duże IP, to masowo produkowane kooperacyjne gry typu Left4Dead, bo najwyraźniej to jest teraz na topie, po cieszącym się coraz mniejszą popularnością gatunku battle royale.

I wcale nie zarzucam tu takiemu Redfall, że będzie słabą czy „generyczną” grą, ale… zapowiedź na to właśnie wskazuje. I tu jest problem, twórcy nawet mając w rękach mocne tytuły, nie potrafią ich zaprezentować z odpowiednią werwą i przytupem! I ja wiem, że nie raz tego typu efektowne prezentacje były w przeszłości w jakiś sposób przekłamane i podkoloryzowane względem finalnego produktu – ale tym właśnie jest E3.

To wydarzenie, nie zawsze szczere, ale często efektowne, które ma na celu zachęcić nas do zainteresowania się jakimś tytułem. A jak mam się zainteresować takim Far Cry 6, jeśli po raz trzeci, dostałem podobnie zmontowany zwiastun co tydzień i miesiąc temu? Zero pomysłowości i same oklepane już schematy,

Możliwe, że to wszystko kwestia braku żywej publiczności na miejscu, przez co liczę, że kolejne E3 odbędą się już w standardowej formule. Ale jeśli w przyszłym roku E3 będzie miało wyglądać podobnie, to ja już teraz wiem, że nie mam na co czekać.

Patrząc na to, jak wiele studiów miało utrudnione prace przez sytuację na świecie, sądzę, że i tak otrzymaliśmy ogrom zapowiedzi, których data premiery jest dość bliska. Z drugiej strony jednak, zabrakło na imprezie takiej jednej, konkretnej bomby, którą zainteresowani byliby gracze z każdego spektrum branży.

Prawda jest taka, że do 2019 roku to konferencje Sony budziły najwięcej emocji. PlayStation dalej pozostaje platformą, która rok za rokiem dostarcza kolejne hity, a każda zapowiedź ich studia first-party wstrzymywała oddech u niemal wszystkich dziennikarzy.

E3 2019
E3 2019 – Źródło: gamerspotion.de

Do dziś nie zapomnę, jak w starych czasopismach czytałem relacje redaktorów, którzy mogli wybrać się na wyprawy do Los Angeles i relacjonować ten wielki event dla czytelników. Choć prezentacje online są z pewnością o wiele bardziej praktyczne dla wydawców oraz twórców gier, zabija to pewną atmosferę święta, jaka zwykle skupiała się wokół Convention Center.

Możliwość przejścia się po wielkiej hali, złapanie deweloperów ulubionej gry na zdjęcie, ogrywanie zapowiadanych tytułów za zamkniętymi drzwiami. To wszystko dzisiaj brzmi jak magia, która może nigdy nie powrócić. Nawet, jeśli sytuacja na świecie już się normuje, wszystko, co zdalne, staje się niesamowicie wygodne. Zwłaszcza, że wielcy wydawcy już nie potrzebują E3, by zorganizować swoją konferencję. Jest wręcz odwrotnie – bez nich, E3 nie będzie mieć żadnego znaczenia.

A co Wy sądzicie o tegorocznym E3? Na którą z zapowiedzianych gier czekanie najbardziej?