Jednym z moich pierwszych telefonów w życiu był legendarny Razr V3 – urządzenie, które bardzo mocno zapisało się w mojej pamięci, między innymi przez świetny design i wysoką jakość wykonania. Dziś, prawie 20 lat później, trzymam w rękach jego praprapraprawnuka (pewnie o kilku „pra” tutaj zapomniałem…) – Motorolę Razr 70 Ultra. I, cóż, ten smartfon najprawdopodobniej również utrwali się w moich wspomnieniach – i, jak sugerują pierwsze dni testów, równie pozytywnie.
Od zaledwie pięciu dni korzystam z Motoroli Razr 70 Ultra. Na pełną recenzję po dłuższym użytkowaniu przyjdzie jeszcze czas, ale już teraz mam ochotę podzielić się z Wami pierwszymi przemyśleniami. O to zresztą nietrudno, bo opisywana tu Motka z pewnością nie należy do nudnych urządzeń. I wcale nie chodzi mi o to, że jest to sprzęt składany – to raczej na nikim nie robi już większego wrażenia. W końcu tyle lat i generacji „składaków” przewinęło się przez rynek, że zdążyliśmy się do tej formy przyzwyczaić.
Oryginalność Razr 70 Ultra polega na czymś innym – na podejściu Motoroli do projektowania swoich smartfonów i odważnego eksperymentowania z ich wyglądem. A są to cechy, które bardzo szanuję w ostatnich, nierzadko dość monotonnych latach w mobilnym świecie.
Czy mamy fanów zamszu na sali?
Dwie rzeczy od razu rzucają się w oczy po wyjęciu z pudełka opisywanej tu Motki – jakość wykonania i design. Mamy do czynienia z dwoma wersjami kolorystycznymi Motoroli Razr 70 Ultra, które różnią się między sobą nie tylko samą barwą obudowy, ale również materiałami, z których wykonano plecki.
W wersji brązowej (nazwanej przez Moto Pantone Cocoa) tył został pokryty drewnem – a precyzując: fornirem – zaś w przypadku wersji fioletowej (Pantone Orient Blue) zastosowano wykończenie z alcantary. Do testów wypożyczono mi tę drugą, moim zdaniem ciekawszą wersję.

Zdarza mi się narzekać, gdy producenci eksperymentują z materiałami, z których wykonują swoje smartfony. Żeby nie szukać daleko – wypunktowałem to ostatnio chociażby Honorowi 600 Pro w jego recenzji. To jednak nie tak, że jestem jakimś psychofanem szkła na obudowie.
Dostrzegam zalety i wady tego surowca, ale nie potrafię zignorować faktu, że we flagowcach stanowi on pewien rynkowy standard. Jeśli ktoś od niego odchodzi, to powinien mieć na to sensowny pomysł, za którym pójdzie wysoka jakość zastosowanego zamiennika.
Motoroli na pewno nie można zarzucić braku pomysłowości. Firma ta już od wielu lat odważnie bawi się materiałami i kolorami swoich urządzeń, co poniekąd stało się jednym z jej znaków rozpoznawczych. Nie będę się z tym krył – bardzo lubię to w Moto. Smartfony tej marki są oryginalne, przykuwają wzrok i zdecydowanie wyróżniają się z tłumu innych, często bliźniaczo podobnych do siebie brył. Razr 70 Ultra jak najbardziej wpisuje się w ten schemat.



To już drugi raz, kiedy producent ten sięga po alcantarę. Debiut tego materiału odbył się rok temu w modelu Razr 60 Ultra, przy okazji zielonej wersji kolorystycznej, i wzbudził on słuszne zainteresowanie. Nie miałem okazji testować tamtego urządzenia, dlatego w przypadku „siedemdziesiątki” jest to mój pierwszy kontakt z tym materiałem w kontekście smartfona. W świecie elektroniki użytkowej nie jest to jednak dla mnie nowość – na podobne wykończenie zdecydował się wcześniej Microsoft w niektórych laptopach z serii Surface.
Czy jestem fanem alcantary? Tego jeszcze nie wiem, ale wstępne wrażenia są zdecydowanie na plus. Najbliższe skojarzenie z tym materiałem to zamsz – jest on bardzo przyjemny w dotyku i, co zaskakujące, dość łatwo utrzymać go w czystości. Jego faktura nie tylko przyciąga wzrok, ale gwarantuje też pewny chwyt. Z pewnością budzi u mnie – całkiem zresztą słuszne – skojarzenia z produktami klasy premium.
Jedyna większa obawa, jaką mam, dotyczy tego, jak alcantara zniesie dłuższą próbę czasu. Wątpię niestety, by mój około trzytygodniowy okres testowy zdążył odpowiedzieć mi na to pytanie. Z wytrzymałością tego materiału we wspomnianych urządzeniach Surface bywało różnie – wszystko zależało nie tylko od modelu, ale przede wszystkim od konkretnego użytkownika i sposobu, w jaki dany sprzęt eksploatował. Niektórzy chwalili alcantarę za jakość premium, inni natomiast narzekali, że lubi się brudzić, a niekiedy nawet przecierać. Zobaczymy, jak wypadnie to w przypadku Motoroli Razr 70 Ultra.

Pod maską? Skromna ewolucja, a nie rewolucja
Niestety, opisywana tu przeze mnie składana „siedemdziesiątka ultra” jest kolejnym przykładem – moim zdaniem – kompletnie niepotrzebnej generacji smartfona. Gdy spojrzymy na jej bezpośredniego poprzednika, Motorolę Razr 60 Ultra, trudno wymienić jakieś naprawdę znaczące różnice w specyfikacji. Tutaj pomysłowość Motoroli nie zdołała niestety poczynić żadnych cudów.
Zmian jest jak na lekarstwo. Sercem urządzenia pozostał procesor Qualcomm Snapdragon 8 Elite, choć producentowi udało się delikatnie zwiększyć częstotliwość jego zegarów. W ubiegłorocznym modelu taktowanie ustawione było na 4,32 GHz, zaś w tegorocznym podkręcono je do 4,47 GHz. Różnica ta nie brzmi zniewalająco na papierze i śmiem twierdzić, że w codziennym użytkowaniu jest praktycznie niezauważalna.
Z bardziej imponujących rzeczy: Motoroli udało się zwiększyć maksymalną jasność ekranu z 4500 do 5000 nitów, co prawdopodobnie w bezpośrednim zestawieniu obu modeli byłoby już dostrzegalne. Ja niestety takiego porównania nie jestem w stanie przeprowadzić, ale sam ekran muszę szczerze pochwalić – pierwsze dni testów były bardzo słoneczne i Razr 70 Ultra radził sobie więcej niż dobrze.



Czytelność pozostaje wzorowa nawet w pełnym słońcu, a i same „ogólne” parametry nie dają mi najmniejszych powodów do narzekań – 6,96-calowy panel pOLED o odświeżaniu 165 Hz robi świetne wrażenie. Delikatnego upgrade’u doczekał się również wyświetlacz zewnętrzny, który otrzymał nowsze i twardsze szkło ochronne – Gorilla Glass Ceramic 3, co w przypadku składanej konstrukcji ma wręcz kluczowe znaczenie.
Nie można pominąć również kwestii powiększenia akumulatora z 4700 do 5000 mAh – i to przy zachowaniu dokładnie tych samych wymiarów obudowy. Wzrost ten nie jest może jakoś szczególnie gigantyczny, ale wychodzę z prostego założenia, że na pojemniejszą baterię nigdy nie powinno się narzekać, jakkolwiek symboliczna by to nie była wartość. Ogniwo to w pierwszych dniach testów bez problemu wystarczało mi na jeden pełny dzień pracy z dala od gniazdka, i to bez wspomagania się żadnym trybem oszczędzania energii.



I to tak naprawdę tyle, jeśli chodzi o jakiekolwiek większe, odczuwalne zmiany w specyfikacji. Trudno nie odnieść wrażenia, że mamy tu do czynienia z niezwykle delikatną ewolucją, a wręcz lekkim liftingiem, a nie rewolucją względem poprzednika.
Owszem, w każdym aspekcie zmiany są na plus, ale zaszły na tak niewielu frontach, że na miejscu Motoroli bardzo trudno byłoby mi usprawiedliwić rynkową obecność tego modelu. Tym bardziej, że zeszłoroczny wariant zdążył przez ostatnie 12 miesięcy naprawdę mocno stanieć i stać się potężną, wewnętrzną konkurencją dla Razr 70 Ultra.
Solidne aparaty, choć jednego oczka mi brakuje…
W zewnętrzny ekran na pleckach smartfona wtopiono dwa obiektywy o rozdzielczości 50 megapikseli – jeden klasyczny, a drugi ultraszerokokątny. Spoglądając na poprzednika i jego specyfikację, można by pomyśleć, że w kwestii fotografii również nic się nie zmieniło. To jednak nieprawda.
Główny aparat wykorzystuje teraz bardziej zaawansowany sensor z technologią LOFIC HDR, który ma gwarantować jeszcze lepszy zakres dynamiczny.












Zdjęcia z głównego „oczka” w większości scenariuszy naprawdę mi się podobają, choć niezaprzeczalnie widać tu dość specyficzny styl – i to nawet w standardowych trybach bez nałożonych filtrów. Kadry wyglądają na „natywnie podkręcone”: kolory są bardzo nasycone, kontrast mocno podbity, a sam HDR określiłbym jako wręcz agresywny.
Podkreślę jednak jeszcze raz: mnie taki obrazek bardzo odpowiada, ale potrafię sobie wyobrazić, że wiele osób wolałoby nieco bardziej naturalne, surowe ujęcia, tym bardziej że mowa tu o najbardziej podstawowym trybie zdjęć.












Zaskakująco dobrze wypada również obiektyw ultraszerokokątny, który „odpuszcza rywalizację” z główną matrycą dopiero w gorszych warunkach oświetleniowych. Tradycyjnie ubolewam za to nad brakiem mojego ulubionego teleobiektywu, najlepiej peryskopowego.
Tutaj niestety takiego rarytasu nie uświadczymy, co zbytnio mnie nie dziwi, biorąc pod uwagę fizyczne ograniczenia składanej konstrukcji. Podstawowy obiektyw próbuje co prawda maskować te braki cyfrowym zbliżeniem, ale umówmy się – prawdziwej optyki to nie zastąpi.

Cena Motorola Razr 70 Ultra
To zaledwie kilka dni z Motorolą Razr 70 Ultra, ale nie będę ukrywał – coś między mną a tym składakiem wyraźnie „zaiskrzyło”. Sprzęt ten robi bardzo dobre pierwsze wrażenie, a przecież właśnie tego oczekujemy po wyjęciu nowego urządzenia z pudełka.
Jak dotąd nic nie zdążyło mnie w tym modelu podirytować. No, może oprócz odtwórczości względem poprzednika. Z drugiej strony, nie miałem styczności z „sześćdziesiątką”, przez co brakuje mi bezpośredniego punktu odniesienia. Dodatkowo, ten sam zarzut odtwórczości mogę dziś wysunąć wobec praktycznie każdego producenta i jego flagowca. Takie oto mamy nudne czasy w smartfonach.
Wstępnie na największą niekorzyść Motoroli Razr 70 Ultra gra jej cena – aż 5999 złotych na start. To kwota o 300 złotych wyższa względem premierowej wyceny Razr 60 Ultra, od którego „siedemdziesiątka” jakoś diametralnie się nie różni. Jasne, mamy tu nieco lepszy ekran, delikatnie podkręcone taktowanie procesora, trochę większą baterię czy lepszy sensor w głównym aparacie. W codziennym użytkowaniu będą to jednak zmiany praktycznie niezauważalne. Co gorsza, zeszłoroczny model zdążył już od swojej premiery mocno potanieć, przez co w sklepach nie mówimy wcale o różnicy rzędu 300 złotych, a aż… 2500 złotych!
Nawet biorąc pod uwagę promocyjny cashback na Motorolę Razr 70 Ultra w wysokości 1000 złotych (oferta miała trwać do 2 czerwca 2026 roku, ale w regulaminie jak byk stoi 30 czerwca, więc jestem skonfundowany – potwierdzę to z Motorolą i zaktualizuję wpis, gdy otrzymam odpowiedź), wciąż zostajemy z cenową przepaścią na poziomie 1500 złotych. Czy warto aż tyle dopłacać do najnowszego wariantu? Tego jeszcze nie wiem.
Jeśli macie własne wątpliwości lub kwestie, które chcielibyście, abym sprawdził – zapraszam do zadawania pytań w komentarzach.





