Temida, sprawiedliwość, pozew, sąd, waga, apple
(źródło: smuldur | Pixabay; Rob Janoff | Wikipedia.org Public Domain)

Motorola „oszukała system”. Dosłownie

Stosowanie się do zasad i reguł to podstawa cywilizowanego świata – nawet, jeżeli nie do końca zgadzamy się z tym, czego od nas wymagają lub czego zakazują. Niestety, zdarzają się przypadki, że potencjalny zysk jest ważniejszy niż przywoitość.

Nowe prawo unijne

Unia Europejska nie ustaje w działaniach, jeżeli chodzi o poprawianie życia obywateli w kwestii technologii. Idealny przykład to działające od ponad roku przepisy związane ze standardem ładowania. Nikt od nich nie zbankrutował, a dzięki nim przy zakupie nowego sprzętu wymienionego na liście, czyli m.in. telefonu, aparatu cyfrowego, klawiatury czy konsoli przenośnej możemy być pewni, że do naładowania każdego z nich wystarczy ten sam kabel zakończony USB-C i odpowiednia ładowarka.

Podobnie jest w przypadku przepisów związanych z aktualizacjami oprogramowania. W teorii wymagają one od firm, aby dostarczały one aktualizacje oprogramowania przez pięć lat od momentu wprowadzenia urządzenia na rynek. Znowu jednak możemy przekonać się, że diabeł tkwi w szczegółach.

Co mówią dokumenty UE

Sprawa dotyczy rozporządzenia komisji (UE) 2023/1670, opublikowanego w dniu 16 czerwca 2023 roku. Część „Projektowanie z myślą o wytrzymałości”, znajdująca się w ustępie 1.2. załącznika II od 20 czerwca 2025 roku, nakłada na producentów, importerów i upoważnionych przedstawicieli obowiązek tworzenia sprzętów wytrzymałych nie tylko pod kątem fizycznym, ale również w kwestii oprogramowania.

Nas interesuje ten fragment:

od dnia zakończenia wprowadzania do obrotu do co najmniej pięciu lat po tej dacie producenci, importerzy lub upoważnieni przedstawiciele, jeżeli zapewniają aktualizacje zabezpieczeń, aktualizacje korygujące lub aktualizacje funkcji systemu operacyjnego, udostępniają takie aktualizacje bezpłatnie dla wszystkich jednostek danego modelu produktu z tym samym systemem operacyjnym; ROZPORZĄDZENIE KOMISJI (UE) 2023/1670, Załącznik II, ust. 1.2, pkt 6, lit. a)

Gdzie zatem jest tu kruczek prawny? Chodzi o użycie słowa „jeżeli”. JEŻELI producent zapewnia aktualizacje zabezpieczeń lub aktualizacje funkcji systemu operacyjnego, to musi je udostępniać za darmo przez pięć lat od momentu zakończenia oferowania produktu. A co jeśli ich nie oferuje? Czy wtedy nie ma wymogu wypuszczania aktualizacji?

smartfon motorola moto g17 power smartphone
Motorola Moto G17 Power (źródło: Motorola)

Motorola ograła Unię Europejską?

Do takiego wniosku doszła Motorola, prezentując nowe urządzenia z serii Moto G. Jak zauważył serwis Afterdawn, modele Moto G17 i Moto G17 Power, które zaprezentowano zaledwie kilka dni temu, otrzymały na start Androida 15, czyli iterację systemu opublikowaną w 2024 roku i – według prowadzonej przez społeczność platformy Android Update Tracker – są one w stanie EOL (end of life), ponieważ producent nie przewiduje żadnych aktualizacji systemu – jedynie poprawki zabezpieczeń do lutego 2028 roku (dobrze liczycie, mowa o dwuletnim wsparciu). A skoro nie będzie aktualizacji systemu, to nie musi ich być przez pięć lat. Ani nigdy. Proste.

Dla kontrastu, Motorola Signature, od niedawna sprzedawana także w Polsce, zaczyna od Androida 16, a wsparcie ma zakończyć na Androidzie 23. A zatem wniosek według Motoroli jest prosty: tani sprzęt może nie mieć żadnych dużych aktualizacji, ale już jak wydasz kilka tysięcy złotych, zyskujesz benefity, które powinny być standardem.

Próżno póki co szukać odpowiedzi na oficjalnej, polskiej stronie Motoroli. Nie dość, że serwis nie działa zbyt dobrze, to informacje w nim zawarte są sprzeczne z rozporządzeniem. Przykładem jest Motorola Moto G57, zaprezentowana w listopadzie 2025 roku, z sugerowaną datą wstrzymania poprawek datowaną na czerwiec 2028 roku i zapowiedzią jednej dużej aktualizacji systemu.

Co więcej, na dole strony pojawia się informacja, że „Przekazywane informacje nie stanowią deklaracji ani obowiązku dostarczenia jakiegokolwiek produktu, funkcji produktu, uaktualnienia oprogramowania lub funkcji, a Motorola Mobility zastrzega sobie prawo do wprowadzania zmian w zawartości i terminach wydania dowolnego produktu, funkcji produktu lub wersji oprogramowania.”.

Wspomniany wcześniej serwis Afterdawn potwierdził w fińskiej agencji ds. bezpieczeństwa i chemikaliów, że taka interpretacja rozporządzenia unijnego jest jak najbardziej możliwa. Podejście Motoroli jest jednak trudne do wybronienia. Skoro droższe urządzenia mogą otrzymywać aktualizacje przez siedem lat, to poskąpienie minimalnej, wymaganej przez unijne prawo liczby aktualizacji systemu, wyglądałoby jak traktowanie kupujących budżetowe smartfony niczym klientów drugiej kategorii.

Mam jednak nadzieję, że inni producenci postanowią nie skorzystać z luki, a Motorola wycofa się z tego pomysłu.