Logitech G PRO X – zwykłe słuchawki z profesjonalnym oprogramowaniem (recenzja)

Nie dalej jak na początku lipca informowałem Was o nowym zestawie słuchawkowym, który został zaprezentowany przez znanego producenta peryferiów – mowa tutaj oczywiście o Logitech G PRO X. Ten, zaprojektowany przy współpracy z Blue Microphones, model został wyceniony na 499 złotych, a w tej cenie ma, oprócz dobrej jakości dźwięki odtwarzanego, zapewnić bezkonkurencyjną jakość dźwięku nagrywanego, który można dostosować do swoich potrzeb za pomocą specjalnego oprogramowania. A jak jest w rzeczywistości? Słuchawki trafiły do mnie dosłownie chwilę po premierze, więc czas udzielić odpowiedzi na to pytanie.

Muszę przyznać, że do tematu recenzowanych słuchawek podszedłem z pewnym sceptycyzmem. Po pierwsze, cena zestawu słuchawkowego to 499 złotych – wcale nie tak mało, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że wlicza się w nią bogaty zestaw sprzedażowy (o tym potem), same słuchawki wraz z kartą dźwiękową na USB, a także mikrofon do słuchawek, który dzięki oprogramowaniu ma brzmieć jak mikrofon radiowy, to ta wydaje się być całkiem uzasadniona. Cóż, nie brzmi to specjalnie przekonująco – w końcu flagowy, choć wcale nie taki nowy produkt firmy Blue Microphones, odpowiedzialnej za nagrywanie dźwięku przez Logitech G PRO X, jest sam w sobie droższy. Podobnie zresztą jest z ofertą konkurencji – podczas naszego wielkiego porównania mikrofonów gamingowych wzięliśmy na warsztat produkty kosztujące między 319 a 799 złotych. Logitech stwierdził, że w połowie tej stawki zaoferuje nie tylko świetny mikrofon z rozbudowanym oprogramowaniem, ale także słuchawki. Ale żeby tego było mało…

Jak możecie zobaczyć na zrzucie ekranu, przedsprzedażowa cena słuchawek według strony producenta wynosi 569 złotych, podczas gdy informacje prasowe oraz oferty innych sklepów mówią o 499 złotych. Warto nadmienić, że w tym drugim przypadku, do zestawu dorzucany jest również dedykowany stojak na słuchawki – żeby było zabawnie, inny niż na zdjęciach prasowych. Chyba nie dziwicie się, że podszedłem do tego tematu nieufnie?

Co prawda na zdjęciu widoczne są inne słuchawki, ale jeśli zamówicie słuchawki w przedsprzedaży, to otrzymacie widoczny na zdjęciu stojak

Specyfikacja techniczna

Rzut oka na specyfikację techniczną sprawił, że zrozumiałem sens tak bogatej liczby akcesoriów, o której nieco więcej za chwilę. Tam można się dowiedzieć, że producent założył, że dłuższy – bo dwumetrowy – kabel w oplocie z klipsem na pilocie jest kablem do komputera PC, zaś przewód krótszy – półtorametrowy – jest przeznaczony do użytku ze smartfonami. Jakby nie patrzeć, to całkiem uczciwy układ – mamy zatem możliwość podłączenia słuchawek do komputera przez USB, do komputera przez dwie wtyczki jack, do smartfona, a także konsoli. No, ale przejdźmy do specyfikacji technicznej, bo na dzień tworzenia tej recenzji, Logitech podzielił się z nami interesującymi informacjami.

DANE FIZYCZNE
  • długość: 138 mm
  • szerokość: 94 mm
  • wysokość: 195 mm
  • masa (bez kabla): 320 g
  • długość kabla do komputera: 2 m
  • długość kabla do telefonu komórkowego: 1,5 m
  • rozgałęziacz do komputera PC: 120 mm
  • materiały:
    • widełki: aluminium
    • pałąk: stal
    • nakładki słuchawek: sztuczna skóra i pianka zapamiętująca kształt
    • dodatkowe nakładki słuchawek: materiał i pianka zapamiętująca kształt
DANE TECHNICZNE
Słuchawki:
  • Membrana: PRO-G o średnicy 50 mm z hybrydowych materiałów siateczkowych
  • Magnes: neodymowy
  • Pasmo przenoszenia: 20 Hz–20 kHz
  • Impedancja: 35 Ω
  • Czułość: 91,7 dB SPL przy 1 mW i 1 cm
Mikrofon Pro:
  • Zakres odbierania dźwięków mikrofonu: nerkowy (jednokierunkowy)
  • Typ: kondensator elektretowy
  • Wymiary: 6 mm
  • Pasmo przenoszenia: 100 Hz – 10 kHz

Wszystkie sprawy organizacyjne mamy już za sobą – czas przejść do rzeczy. Zacznijmy tak jak zawsze, a więc od zawartości zestawu sprzedażowego.

Zestaw sprzedażowy

Muszę przyznać, że Logitech G PRO X pierwsze wrażenie robią dobre. Słuchawki przychodzą do nas w standardowym dla producenta opakowaniu, w którym wewnątrz dobrze przemyślanej kartonowej konstrukcji znajduje się nie tylko główny bohater, ale także cała zgraja jego akcesoriów. A tych jest naprawdę sporo, bo oprócz słuchawek i mikrofonu, w pudełku znajdą się dwa kable różnej długości (jeden dłuższy, w oplocie, z klipsem na pilocie; drugi krótszy, gumowy), przejściówka z jednego gniazda jack na dwa wtyki, karta dźwiękowa USB, wymienne welurowe pady, a na deser – etui w formie worka, który jest całkiem wysokiej jakości. No, zwieńczeniem całości jest wlepka z charakterystycznym G, ale tę traktuję jako dodatek do niezbędnej papierologii.

Wzornictwo i jakość wykonania

Muszę przyznać, że w tej kwestii Logitech G PRO X zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. Wręcz natychmiast po wzięciu sprzętu do ręki mamy poczucie, że należy od do kategorii premium – choć, w gruncie rzeczy, wcale taki drogi nie jest. Moją pierwszą myślą było przyrównanie ich do Brainwavz HM5, które miałem na sobie przed recenzowanym egzemplarzem i…. Logitech bezkonkurencyjnie miażdży przeciwnika. Sam pomysł na konstrukcję mocno przypomina ten, który większość z Was może znać ze słuchawek ze stajni HyperX, ale w ulepszonej wersji. Całość pałąka, wliczając w to element służący do regulacji oraz widełki, jest zdecydowanie szerszy i należałoby go określić po prostu jako masywny. Nie jest to wada, bo Logitech G PRO X bardzo dobrze leżą na głowie i, choć ważą swoje, to nie są jakieś uciążliwe.

Jeśli chodzi o dalsze elementy, nie mam właściwie żadnych obaw co do połączenia obu stron słuchawek – kabel idący do pałąka jest charakterystycznie zwijany, dzięki czemu nie ma żadnych obaw ani o to, że się gdzieś zaplącze, ani o to, że go urwiemy. Same muszle również zostały wykonane solidnie, a plastik tworzący okrąg z logo producenta całkiem nieźle udaje metal ;). Żaden z elementów słuchawek nie trzeszczy, brak tu jakichkolwiek ostrych krawędzi i wszystko jest miłe w dotyku.

Jeśli chodzi o nauszniki, to te również sprawiają dobre wrażenie, a dodatkowym smaczkiem jest to, że są wymienne. Znikomym wysiłkiem ekoskórę można zamienić na welur i odwrotnie, choć ze względu na charakterystyczny kształt konstrukcji mam wątpliwości, czy możliwe będzie ewentualnie zastosowanie zamienników innych niż oryginalne. A na sam koniec warto byłoby powiedzieć coś o kablach – te również nie budzą moich wątpliwości, a klasyczne 3,5-milimetrowe złącza jack dobrze wróżą potencjalnej reanimacji słuchawek w razie wybitnej destruktywności użytkownika.

Na sam koniec tej sekcji zostawiłem… mikrofon. Ten element słuchawek zainteresował mnie najbardziej – w końcu nie na co dzień ma się do czynienia z cudem techniki i inżynierii zestrojonym przy współpracy z Blue Microphones. I wiecie co? Zawiodłem się. Mikrofon to ten najzwyklejszy, niewielki, doczepiany i elastyczny element, jaki możemy znaleźć w dziesiątkach słuchawek. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że w niejednych słuchawkach element ten budzi większe zaufanie. Cóż, nawet, jeśli od strony technicznej ten mikrofon jest rewelacyjny, to znacznie lepsze wrażenie zrobiłoby rozwiązanie, jakie zostało zastosowane w niemal trzy razy tańszym modelu G322, czyli zintegrowana, składana konstrukcja. Ja wiem, że dzięki temu łatwiejsza będzie jego potencjalna wymiana, ale tego typu rozwiązanie od strony technicznej nie wydaje mi się być atrakcyjne bardziej niż dowolny mikrofon krawatowy, chociażby kosztujący grosze Zalman ZM-MIC1, czy drogi, ale też znacznie bardziej profesjonalny, Antlion Audio ModMic V5. Pomijam już, że dobitnie podkreśla to fakt, że ta wyjątkowość słuchawek ani trochę nie tkwi w sprzęcie, a znacznie bardziej w oprogramowaniu. A skoro już przy nim jesteśmy…

Oprogramowanie

Przyznać trzeba, że jeżeli chodzi o dołączone do słuchawek oprogramowanie, to producent zadbał, żeby liczba funkcji przyprawiała użytkowników o zawrót głowy. O tyle, o ile o efektach możliwych do osiągnięcia dzięki G HUB porozmawiamy później, tak warto teraz zwrócić uwagę na wszystkie dostępne opcje. Na ten moment oprogramowanie dostępne jest po angielsku, ale wersję obsługującą recenzowane słuchawki możemy pobrać wyłącznie przez wybranie specjalnego kanału aktualizacji, możemy więc spodziewać się, że w tej kwestii jeszcze trochę zdąży się zmienić. Kiedy już zainstalujemy odpowiednią wersję aplikacji i podepniemy do komputera słuchawki przy użyciu karty dźwiękowej, naszym oczom ukaże się następujący widok.

Warto powiedzieć, że aplikacja przez procedurę podstawowej konfiguracji przeprowadzi nas sama, ale liczba dostępnych opcji… powala. Zacznijmy od tego, że w dolnej części dostępne są trzy presety przygotowane przez „profesjonalistów i broadcasterów”, a pod nimi znajduje się jeszcze osiem, które przygotowała firma Blue Microphones. Gdyby tych 11 możliwych ustawień było dla nas czymś niewystarczającym – możemy nie tylko pobrać ich więcej (na ten moment dostępnych jest dosłownie kilka), ale przede wszystkim sami dostosować mikrofon pod siebie i zapisać dane ustawienie jako preset – na zrzucie ekranu widoczne są przykładowe ustawienia trybu Broadcaster 1. Warto nadmienić, że po wstępnym ustawieniu Input Gain możemy nagrać próbkę swojego głosu i odtwarzać ją w pętli słysząc wszystkie nakładane w czasie rzeczywistym zmiany tak, aby dostosować nas głos możliwe bardzo do naszych wymagań.

Myślicie, że to dużo? Cóż, jeszcze nie odchodząc od samego mikrofonu – pozwólcie, że nie będę szczegółowo omawiał działania funkcji High-pass filter, Noise reduction, Expander/Gate, De-esset, Compressor i Limiter, ale warto by było, żebyście znali dodatkowe opcje dostępne dla… wszystkich z nich, oprócz filtra górnoprzepustowego.

Gdyby było Wam za mało ustawień dźwięku nagrywanego, to dostępny jest również korektor dźwięku odtwarzanego. Sprawy mają się podobnie jak wcześniej, z tym, że w tym przypadku opcji do wyboru jest znacznie mniej, zaś presety – oprócz tych przygotowanych przez pięciu profesjonalistów – podzielono na trzy podstawowe kategorie gier. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby i tutaj zrobić coś po swojemu, a miłym dodatkiem jest to, że ustawienia korektora dźwięku można nanieść na pamięć dołączonej karty dźwiękowej.

Mało? Cóż, została nam jeszcze zakładka Akustyka. Tutaj możemy dopasować pod siebie suwaki głośności, włączyć usuwanie szumów, a także włączyć dźwięk przestrzenny – możemy wybrać tutaj, czy emulowane pomieszczenie ma służyć grom, rozrywce czy sportowi, wybrać jeden z trzech trybów DTS Super Stereo, a na dodatek regulować osobno każdy z elementów wirtualnego systemu 7.1. Taak, opcji konfiguracji w przypadku tych słuchawek jest naprawdę dużo – gdyby tego było mało, można wyłączyć trwały profil o domyślnej nazwie „Pulpit i pozwolić aplikacji automatycznie przełączyć ustawienia w zależności od gry, w którą gramy. Logitech G HUB automatycznie wykrył na moim komputerze CS:GO, ale… ja jednak zostałem przy trwałym, pulpitowym profilu. Nie ukrywam, że w obliczu krótkiego czasu trwania testów, taka liczba opcji i tak była porażająca.

Spis treści:

  1. Specyfikacja techniczna. Wzornictwo i jakość wykonania.
  2. Codzienne użytkowanie.  Jakość dźwięku i mikrofon. Podsumowanie

Codzienne użytkowanie

Czas, żeby powiedzieć coś, co kompletnie zbiło mnie z tropu, kiedy zacząłem dłużej zastanawiać się na temat tych słuchawek. Producent niejako wymusza na nas, żebyśmy podczas użytkowania słuchawek korzystali z dołączonej karty dźwiękowej na USB, prawda? W końcu wyłącznie wtedy możemy dobrze zagłębić się w tajniki oprogramowania i dobrze dostosować możliwości słuchawek pod siebie. Cóż, i tu leży pies pogrzebany. Mam wrażenie, że największa zaleta słuchawek w trochę zakręcony sposób przekształca się w ich największą wadę. Oczywiście rozumiem ograniczenia sprzętowe, niemniej, jeżeli zastosowany mikrofon i słuchawki mają taki potencjał, jak zapewnia nas o tym producent, to szkoda, że nie można połączyć tego z możliwościami oferowanymi przez sprzęt zewnętrzny. Z drugiej strony, wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że… tak po prostu musi być – w gruncie rzeczy, gdybyśmy podłączali ten mikrofon przez standardowego jacka, to wszyscy zaczęliby używać tego oprogramowania z mikrofonami typu Zalman ZM-MIC1.

Cóż, i tak postanowiłem pokusić się o małe oszustwo. Oprogramowanie G HUB z powodzeniem łyknęło zwykłe pchełki dołączane do smartfona, które podpiąłem do dongle’a zamiast właściwych Logitechów i również nanosiły efekty Blue VO!CE na nagrywany dźwięk. Co więcej, mam wrażenie, że absolutnie nie poradziły sobie z tym gorzej, niż preferowany przez producenta zestaw. I właśnie to mi nie gra – bo skoro realne serce mikrofonu tkwi w niewielkim dongle’u na USB, to jaki jest sens kupować w tym celu całe słuchawki? Czy nie lepiej byłoby stworzyć niewielką, sprzedawaną osobno kartę dźwiękową – taką, która daje trochę fizycznego wzmocnienia dla brzmienia, a przy okazji udostępnia możliwości oferowane przez oprogramowanie Blue VO!CE wszystkim mikrofonom na jacka? A jeśli nie, to może trzeba było nie próbować łapać wszystkich srok za ogon i uczynić Logitech G PRO X słuchawkami ze zintegrowanym mikrofonem oraz kablem USB tak, aby całość chociaż sprawiała wrażenie jednego, doskonale zestrojonego sprzętu?

Przyznam szczerze, że przez cały – niezbyt długi – okres testów nie mogłem tego przetrawić. Z jednej strony stoi przede mną zestaw słuchawkowy reklamowany jako idealny sprzęt dla gracza z mikrofonem klasy nieomal radiowej, a z drugiej – widzę najzwyklejsze słuchawki z dopinanym mikrofonem przeciętnej jakości, który otrzymuje sporo wsparcia ze strony oprogramowania po podpięciu za pośrednictwem niewielkiej karty dźwiękowej. To gdzie tkwi ten killer feature Logitech G PRO X – w samym mikrofonie, karcie dźwiękowej (która raczej nie dorównuje jakością modelom, które kosztują tyle samo lub więcej co cały zestaw słuchawkowy), czy może oprogramowaniu, które – teoretycznie rzecz ujmując – można by było zastosować do wszystkich wybranych przez siebie mikrofonów?

Przejdźmy jednak do tego, o czym zawsze piszę w kontekście codziennego użytkowania. Myślę, że jakiekolwiek odniesienia do oprogramowania możemy sobie już odpuścić – zwłaszcza, że to ustawiamy w gruncie rzeczy raz. A co z komfortem użytkowania? Z Logitech G PRO X udało mi się spędzić wyłącznie tydzień, ale w tym czasie nie znalazłem zbyt wielu rzeczy, do których mógłbym się przyczepić. Swoją rolę doskonale spełnia pałąk, który dobrze rozkłada względnie wysoką masę słuchawek tak, że te absolutnie nie przeszkadzają, a na dodatek dobrze dociska obie muszle do głowy. Jeżeli chodzi o same muszle, to te wykazują wyłącznie niewielką ruchomość w płaszczyźnie poziomej, ale połączenie wystarczająco dostosowujących się do głowy nauszników i sporego zakresu regulacji góra-dół sprawia, że słuchawki dobrze przylegają do głowy. Jeżeli chodzi o miejsce na uszy, to tego jest zdecydowanie wystarczająco i ani razu nie czułem dyskomfortu spowodowanego zbyt małą ilością miejsca na małżowiny uszne.

Jakość dźwięku i mikrofon

Przyznam szczerze, że dawno nie miałem tak ambiwalentnego podejścia podczas pisania tej sekcji. Postanowiłem jednak potraktować te słuchawki tak, jakby były sprzętem podłączanym wyłącznie za pośrednictwem dołączonej „przelotki” na USB – w końcu to wtedy są pełnoprawnie sobą. Ze względu na bogate możliwości modyfikacji dźwięku, postanowiłem same odczucia brzmieniowe oprzeć na wersji zupełnie standardowej – pamiętajcie więc, że jeśli ich charakterystyka nie będzie Wam do końca odpowiadać, to możecie z łatwością dostosować ją pod siebie przy użyciu korektora. Nadmienię tutaj, że działa on wręcz idiotoodpornie – można z łatwością dopasować brzmienie pod siebie, ale zakres konfiguracji nie jest na tyle szeroki, żeby coś bardzo mocno zepsuć ;). Jedyną wadą tego rozwiązania jest to, że działa ono z pewnym opóźnieniem, a więc dostrajanie brzmienia może trwać trochę dłużej, niż moglibyście sobie tego życzyć.

Czas przejść do tego, co bardzo ważne – a może nawet i najważniejsze? Logitech G PRO X to słuchawki, które bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie swoim domyślnym brzmieniem. Scena jest wyważona tak, że jest satysfakcjonująco przestrzenna i umożliwia bezproblemowe odróżnianie od siebie pochodzenie poszczególnych ścieżek czy dźwięków, ale jednocześnie względnie wąska – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Dlaczego? Ano dlatego, że Logitech G PRO X dają użytkownikowi wrażenie przebywania w centrum akcji, a nie na sali koncertowej, gdzie odgłosy przeciwników są wyłącznie odtwarzane. O tyle, o ile pod aspektem muzycznym wolałbym, żeby scena ta dawała słuchaczowi odrobinę więcej swobody, tak na płaszczyźnie gier sprawdza się to rewelacyjnie.

A jak gra recenzowany zestaw słuchawkowy? Najprościej ująłbym to w słowach – tak, jak wygląda. Jest więc ciemno, dominująco ciemno, ale z jasnymi przebłyskami. Bas jest naprawdę przyjemny i odczuwalny, ale błonę bębenkową wręcz miękko muska, nie atakuje nagłym uderzeniem niskich tonów, nie zalewa innych pasm, a przy tym jest na tyle wyrazisty, żeby dodać dźwiękowi odrobinę „mięsistości”. Średnica jest nieco wycofana, ale to absolutnie nie jest poziom, który przeszkadza – raczej pozwala się nieco skupić na tym, co ważne, czyli niskich tonach. Wśród wszystkich tych cech swoją obecność zaznaczają również wysokie tony, ale mimo wszystko nie na tyle, żebym pokusił się o określenie brzmienia tych słuchawek jako „typowe V-ki” – dominantą wciąż jest bas. Oczywiście brzmienie można zmodyfikować poprzez założenie welurowych padów, ale postanowiłem odpuścić szerokie opisywanie tego aspektu – przygotowałem kiedyś osobny wpis na ten temat.

Słowem należałoby też odnieść się do tego, co znajduje się w zakładce Akustyka, a więc dźwięku przestrzennego. Słuchawki rzeczywiście dosyć nieźle pozycjonują wtedy dźwięki, ale przyznam szczerze, że zdecydowanie wolę je w wersji klasycznej – zdaje się, że podobnie postrzega to producent, bowiem domyślnie tryb Dźwięk przestrzenny jest wyłączony. Niemniej, na ogromny plus zasługuje fakt, że Logitech daje użytkownikowi pole do popisu również w zakresie konfiguracji tego aspektu i jeśli z jakiegoś powodu wolelibyście wyciszyć dane kanały tak, aby lepiej skupić się na innych – śmiało. Oprogramowanie G HUB jest reklamowane hasłem pełna kontrola nad sprzętem i muszę przyznać, że… właśnie tak jest.

Brzmienie naszych przeciwników mamy już za sobą, czas na brzmienie… nas samych. Choć znalazłem swojego faworyta wśród gotowych presetów, a same one nie są wszystkim, co technologia Blue VO!CE może zaoferować, postanowiłem rozwiązać tę sprawę możliwe transparentnie. Odpuściłem sobie samodzielne grzebanie w ustawieniach i nagrałem próbkę swojego głosu bez włączonego trybu Blue Voice, a także po włączeniu każdego z nich. Są one na tyle różne, że osoby zainteresowane słuchawkami powinny wyłapać obecność poszczególnych funkcji, a przy tym nie sprawia to, że czas nagrania próbnego przekroczy sensowną wartość. Oczywistym jest jednak, że mój głos lepiej będzie brzmiał na jednym ustawieniu, a słowa wypowiadane przez kogoś innego – na innym. W końcu trudno, żeby mój, stosunkowo niski, głos równie dobrze zgrywał się z ustawieniami przeznaczonymi dla basów, jak i sopranów. Na wszelki wypadek, podrzucam Wam jeszcze listę wszystkich dostępnych ustawień wstępnych; są to: G2 shox, London Spitfire Profit oraz TSM Myth w sekcji presetów poszczególnych osób, a także AM Radio, Broadcaster 1, Broadcaster 2, FM Station, High Voice – Loud, High Voice – Soft, Low Voice – Loud oraz Low Voice – Soft w przypadku usprawnień przygotowanych przez Blue Micropohones. Sprawdźcie sami:

https://www.tabletowo.pl/wp-content/uploads/2019/07/logitech-g-pro-x.mp3?_=1

Psst! Próbkę dźwięku nagrałem w programie Audacity, na domyślnych ustawieniach i bez żadnej postprodukcji – wyciąłem tylko kilka zbyt długich przerw. Jestem świadomy, że w tle pojawiło się kilka artefaktów, jak skrzypnięcie krzesła, ale to dobrze obrazuje to, jak „zbiera” mikrofon Logitech G PRO X ;)

Jakieś wnioski? Odczucia mam mieszane – oprogramowanie w istocie daje potężne możliwości konfiguracji i umożliwia dostosowanie brzmienia naszego głosu w naprawdę zaawansowanym stopniu, jednak mam wrażenie, że same możliwości techniczne oferowane przez kartę dźwiękową oraz mikrofon są… po prostu przeciętne. Wiecie, oprogramowanie oprogramowaniem, ale sam sprzęt nie daje tutaj chyba zbyt wiele do popisu. Z jednej strony, nastawiło mnie to bardzo krytycznie – no hej, przecież te słuchawki miały wspaniale nagrywać nasz głos. Z drugiej strony, podchodząc do produktu całościowego, oferowane przez niego możliwości komunikacyjne są ogromne. Niemniej, mówienie tutaj o niesamowitym radiowym brzmieniu zapewnianym przez gamingowy zestaw słuchawkowy wydaje mi się być… marketingową wydmuszką. Ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć – włączenie technologii Blue VO!CE w wyraźny sposób poprawia to, jak słyszą nas inni.

Podsumowanie

Przyznam szczerze, że testy Logitech G PRO X były dla mnie bardzo trudne. Po pierwsze, sprzęt jest bardzo świeży, więc nie mogłem przez długie tygodnie analizować możliwości zaoferowanych przez Blue Micropohnes, bo w kolejce stoją już inne redakcje (tym samym dziękuję Logitech za to, że mogliśmy sprawdzić je jako jedni z pierwszych :)). Po drugie, moje oczekiwania wobec tego sprzętu były… ogromne, a pól do rozczarowań co najmniej kilka. Ostatecznie jednak postanowiłem kierować się tym, co moim zdaniem jest najważniejsze – stosunkiem cena/jakość oferowanym przez dany produkt.

Logitech G PRO X to kawał solidnego sprzętu – to po prostu bardzo dobry zestaw słuchawkowy, który pod kątem ceny nie ustawia się w górnej stawce rynku. Biorąc pod uwagę, że oferowane przez słuchawki brzmienie stoi na bardzo wysokim poziomie, a możliwości konfiguracyjne są wręcz nieskończone, oceniam je bardzo dobrze. Niemniej, trudno byłoby mi przemilczeć tutaj rozminięcie się moich oczekiwań z rzeczywistością – Logitech G PRO X nie są wyposażone w niesamowity mikrofon o niespotykanej technologii, a oferowane przez słuchawki możliwości w głównej mierze zależą od oprogramowania. Ale przecież… to radzi sobie wyśmienicie, prawda?

Myślę zatem, że ocena 8/10 będzie tutaj jak najbardziej adekwatna – pod warunkiem, że oderwiecie się trochę od roztaczanych przez producenta wizji i spojrzycie na ten produkt raczej przyziemnie. Z tego punktu widzenia jest naprawdę, naprawdę dobrze.

Na samym końcu warto byłoby zostawić słowo dla tych, którzy zakupem Logitech G PRO X mogą być zainteresowani. Słuchawki zostały wycenione na 499 złotych, a realizacja zamówień ma rozpocząć się od 9 sierpnia 2019 roku.

Spis treści:

  1. Specyfikacja techniczna. Wzornictwo i jakość wykonania.
  2. Codzienne użytkowanie.  Jakość dźwięku i mikrofon. Podsumowanie
Logitech G PRO X – zwykłe słuchawki z profesjonalnym oprogramowaniem (recenzja)
Wnioski
Zaskoczenie roku? Tak, ale w zupełnie niespodziewany sposób. Logitech G PRO X to dobry, gamingowy zestaw słuchawkowy, który w istocie oferuje sporo - jednak w głowie nadal pozostaje wrażenie, że to robota dobrego oprogramowania, a nie rzemieślniczej, brzmieniowej roboty.
Zalety
design
jakość wykonania
komfort użytkowania
bogaty zestaw sprzedażowy
mnogość opcji podłączenia
dowolność konfiguracji oferowana przez oprogramowanie
brzmienie
Wady
z techniczno-konstrukcyjnego punktu widzenia, słuchawki nie są tak rewolucyjne, jak mogłoby się wydawać
oprogramowanie jest świetne, ale w gruncie rzeczy całkiem uniwersalne
8
OCENA
Exit mobile version