smartfon Vivo X300 Ultra z kitem fotograficznym
Vivo X300 Ultra (źródło: Vivo)

Koniec smartfonowej fotografii, jaką znamy. Rewolucja czy krok wstecz?

Fotografia w smartfonach przez lata rozwijała się po równo w kwestii osprzętu, jak i algorytmów. Niewykluczone, że w niedalekiej przyszłości ta korelacja zostanie przełamana.

Jak powstaje cyfrowe zdjęcie?

Fotografia cyfrowa rządzi się nieco innymi prawami niż tradycyjna. Zamiast konstrukcji z przysłoną, obiektywem i filmem główną rolę przyjmującego światło odgrywa matryca CMOS – układ wielu elementów światłoczułych, których zadaniem jest zamienić informacje o wpadającym przez obiektyw świetle na zdjęcie. W dzisiejszych czasach dochodzi do tego jeszcze obróbka przez algorytmy i w końcu otrzymujemy plik z fotografią, którą możemy przesłać na media społecznościowe lub spróbować dokonać jeszcze ręcznej korekty parametrów.

Zarówno od strony sprzętu jak i oprogramowania całość rozwijała się w miarę równolegle – otrzymywaliśmy większe matryce, ale też coraz lepsze oprogramowanie, dzięki czemu od lat nawet smartfon ze średniej półki oferuje niezłą jakość zdjęć świeżo po „wywołaniu”. Sytuacja może się wkrótce zmienić.

Producenci nie chcą sensorów z wyższej półki. Wolą zmienić podejście

Jeden z popularnych informatorów, działający na chińskiej platformie społecznościowej Weibo, przyjrzał się wewnętrznym ruchom wśród dużych producentów smartfonów. Okazuje się, że maleje popyt na matryce CMOS z wyższej półki. Przyczyną decyzji gigantów mają być wyniki rynkowe pokazujące, że różnica pomiędzy flagowymi sensorami a średnią półką zwęziła się na tyle, że inwestycje w drogi osprzęt nie do końca mają sens.

Zamiast tego producenci rozważają zatrudnienie większej liczby inżynierów, który za pomocą algorytmów usprawniliby rejony, w których smartfony wciąż potrafią znacząco się różnić, jeżeli chodzi o wyniki, czyli ujęcia nocne i fotografowanie za pomocą teleobiektywów.

Czy faktycznie czeka nas zatrzymanie rozwoju fotografii w smartfonach od strony sprzętowej, bo bardziej opłaca się rozwijać oprogramowanie? Jest kilka przesłanek sprzyjających takiemu scenariuszowi.

Po pierwsze, możliwe, że docieramy do granicy technologicznego rozwoju smartfonowych matryc. W przypadku aparatów pełnoklatkowych osiągnięto dolny limit rozmiaru piksela – oznacza to, że odległość pikseli od siebie odpowiada długości fali świetlnej i zwiększanie rozdzielczości może tylko pogorszyć jakość obrazu. Rozwiązaniem może być zwiększenie rozmiaru matrycy, jednak jest spora szansa, że zrobienie telefonu z matrycą 4/3 czy APS-C, czyli w formacie podobnym do tego stosowanego w aparatach typu half-frame, po prostu nie ma najmniejszego sensu.

Po drugie, już w lutym 2024 roku Samsung, a dokładniej Patrick Chomet, kierownik ds. doświadczeń klienta sugerował, że nie ma dziś czegoś takiego jak prawdziwa fotografia – wszyscy stosujemy algorytmy i AI, aby wyciągnąć inną kolorystykę ze zdjęcia, poprawić zoom lub zoptymalizować autofokus. Skoro współczesny flagowiec i telefon za 2-3 tysiące złotych robią zdjęcia, które po potraktowaniu algorytmami i kompresją są do siebie podobne na social mediach, to inwestycja w drogie matryce zaczyna wyglądać jak sposób na marnowanie pieniędzy.

Czy w takim razie czeka nas przyszłość, w której flagowe smartfony zaoferują nie tyle lepszą matrycę, co umożliwią wykorzystanie lepszych algorytmów? Nie takie pomysły branża widziała, więc pozostaje tylko obserwować ruchy producentów.