Mate’y zawsze były oryginalne. Jak zmieniały się na przestrzeni lat?

Akcja partnerska

Cofnijmy się o cztery lata. Mamy rok 2018, Huawei pierwszy raz w historii trafia na pierwsze miejsce w fotograficznym rankingu DxOMark z modelem Huawei P20 Pro. Minęło trochę czasu i historia się powtarza – królem fotografii mobilnej został Huawei Mate 50 Pro. Korzystając z okazji, przejrzyjmy, jak ewoluowały modele z serii Mate – to będzie ciekawa podróż sentymentalna :)

Ależ się pozmieniało! Przygotowując się do publikacji recenzji modelu Huawei Mate 50 Pro przejrzałam dotychczasowe smartfony, które wychodziły w tej serii, i aż się prosi, by zebrać to w jeden tekst opisujący ewolucję linii Mate. Kilka ciekawostek może Was zaskoczyć.

Ze smartfonami, które pojawiają się na rynku na przestrzeni miesięcy czy też lat jest tak, że sporo z nich to po prostu kolejne modele, które zbytnio się od siebie nie różnią. Nieco inaczej sytuacja wygląda w przypadku flagowców, gdzie producenci pchają swoje najlepsze technologie, by pokazać, na co ich stać. Lub też, po prostu, eksperymentują. W serii Mate tych eksperymentów trochę było. Kojarzycie jakieś? 

To jest ten moment, gdzie przechodzicie do sekcji komentarzy i piszecie, co najbardziej kojarzy Wam się z serią Mate, tymczasem ja przechodzę do właściwej części tekstu ;) 

Moja przygoda z Mate’ami zaczęła się w 2014 roku

Pierwszym flagowym smartfonem Huawei, z którym miałam do czynienia, był Ascend Mate 7 pod koniec 2014 roku. Jak pewnie zauważyliście, wtedy jeszcze producent stosował w nazwie przedrostek Ascend, z którego zrezygnował jakiś czas później. Patrząc z perspektywy czasu była to dobra decyzja – im krótsze nazwy, tym łatwiej zapamiętać. 

Mate 7 był smartfonem, którego cena wynosiła 1999 złotych – aż chciałoby się wrócić do tych czasów. Tym, co mnie w jego przypadku zaskoczyło, była prawie w całości wykonana z aluminium obudowa i czytnik linii papilarnych (znajdujący się pod głównym aparatem), który już wtedy pozwalał na wykorzystanie jako spust migawki (dość przydatne zwłaszcza podczas robienia selfie).

Huawei P20 Pro, Mate 20, P30 Pro i Mate 50 Pro

Jego następca, Huawei Mate 8, był udaną ewolucją – ulepszono w nim wszystkie parametry, których ulepszenia się spodziewaliśmy – nowszy procesor, więcej pamięci i RAM-u, lepszy aparat i kamerka. Tym, czym jednak zasłynął, była obudowa – Mate 8 na moment swojego debiutu prezentował się tak dobrze, nowocześnie i elegancko, że pod tym względem wybijał się na tle swojej bezpośredniej konkurencji. I, co ważne, miał bardzo wąskie ramki po obu stronach ekranu – to naprawdę dobrze wyglądało, jak na 2016 rok.

Na wprowadzenie kolejnych smartfonów Huawei do Polski musieliśmy czekać kilka tygodni. Mate 9 zasłynął tym, że już po dwóch tygodniach od światowego debiutu trafił do sprzedaży w Polsce. Zainteresowanie tym produktem było wręcz ogromne – tak dobrą sławą cieszył się w naszym kraju.

A co nietypowego oferował? Dość nietypową rozwiązaną kwestię audio. Bo choć smartfon nie miał głośników stereo, to jednak próbował nadganiać to oprogramowaniem Stereo+. Dzięki niemu, trzymając Mate’a 9 poziomo, górny głośnik (domyślnie przeznaczony do rozmów telefonicznych) odtwarzał dźwięk z jednego kanału audio, natomiast drugi – z drugiego. Gdy jednak korzystaliśmy z telefonu w pionie, górny głośnik odpowiadał za wysokie tony, z kolei dolny – za niskie. 

Biorąc pod uwagę, że już nigdy później Huawei nie wrócił do tego rozwiązania, można uznać, że nie był to najbardziej trafiony pomysł ;)

Huawei Mate 10 Pro

“Dziesiątka” i jej krotności

Mate 10 Pro był ostatnim modelem Pro w serii Mate, na pokładzie którego można było znaleźć płaski ekran. Ważniejszy jest jednak fakt, że był też pierwszym, w którym przerzucono się na proporcje ekranu 18:9 (nazwane to zostało FullView) z 16:9, co automatycznie oznaczało węższą konstrukcję, a co za tym idzie – większy komfort użytkowania smartfona na co dzień.

Jeśli miałabym wskazać smartfon z serii Mate, który wspominam najmilej, był nim Mate 20 Pro. Czasem serce przegrywa z rozumem i to był jeden z tych momentów – wszystko przez wzgląd na… głośnik umieszczony w USB C. Kojarzycie taki motyw? Jeśli nie, koniecznie cofnijcie się do 2018 roku, by sobie o tym poczytać. Ah, i ważna rzecz – Mate 20 Pro był pierwszym przedstawicielem tej serii z aparatem ultraszerokokątnym – to też warto odnotować!

I, jak dobrze podpowiadacie w komentarzach, był to też pierwszy członek linii Mate z obsługą kart pamięci NanoMemory zamiast microSD.

Huawei Mate 40 Pro
Huawei Mate 30 Pro (fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

Przechodzimy dalej, a im dalej w las, tym ciekawiej. Mamy rok 2019 – na rynku debiutuje Huawei Mate 30 Pro, który początkowo miał w ogóle nie pojawić się w Polsce (co było pokłosiem decyzji administracji USA o banie na korzystanie z GMS), po czym producent nas zaskoczył i jednak smartfon ten trafił na nasze półki sklepowe. Nie z tego jednak powinniście go kojarzyć.

Mate 30 Pro miał dwie cechy charakterystyczne, którymi się wybijał na tle konkurencji. Pierwsza rzecz to brak fizycznych przycisków regulacji głośności, druga natomiast – obsługa gestami rąk przed ekranem. Zainteresowanych odsyłam do poniższego wideo:

Był to też pierwszy członek linii Mate oferujący teleobiektyw.

Czasy nowożytne, czyli rynkowy debiut Huawei Mate 40 Pro, powinniście już spokojnie pamiętać. Mieliśmy tu do czynienia z pierwszym smartfonem tej serii, wyposażonym w ekran o częstotliwości odświeżania 90 Hz, bezprzewodowe ładowanie 50 W (jako jeden z niewielu na rynku!) oraz możliwość korzystania z dwóch kart wirtualnych (eSIM) jednocześnie.

Został nam jeszcze tylko Huawei Mate 50 Pro

Na temat Huawei Mate 50 Pro odnoszę wrażenie, że powiedziano już praktycznie wszystko (no dobra, nie wszystko – wszystko będzie w momencie, gdy opublikuję moją recenzję, dajcie mi jeszcze moment). Na tle konkurencji wyróżnia się przede wszystkim dostępnością w przekozackiej wersji pomarańczowej (wegańska skóra), która charakteryzuje się odpornością na zanurzenia do 6 metrów i wytrzymałym ekranem Kunlun Glass. Mnie ten design zdecydowanie przekonuje.

Oprócz tego, a może przede wszystkim, jest to smartfon dotrzymujący kroku dzięki procesorowi Qualcomm Snapdragon 8+ Gen 1 i wyposażony w aparat ze zmienną przysłoną. Przy czym do dyspozycji mamy cały zakres od f/1.4 do f/4.0, a nie wyłącznie te dwie skrajne wartości, jak to bywało już wcześniej w przypadku konkurencji.

Na początku tekstu wspomniałam, że Huawei Mate 50 Pro wrócił na pozycję litera fotograficznego rankingu DxOMark z wynikiem 152 punkty za możliwości fotograficzne i 141 punktów za wideo. To wszystko za sprawą zaawansowanego zestawu, na który składają się: aparat główny 50 Mpix ze zmienną przysłoną (f/1.4 – f/4.0) i z OIS (optyczną stabilizacją obrazu), ultraszerokokątny 13 Mpix f/2.2 oraz teleobiektyw 64 Mpix f/3.5, co ważne, również z OIS.

Wspominając smartfony Huawei z serii Mate automatycznie wzięło mnie na wspominki serii P… Ale to już temat na zupełnie inny tekst, żeby zbytnio nie przedłużać. To co, może przy okazji premiery kolejnego przedstawiciela tej linii będzie ku temu przestrzeń? Czytalibyście? ;)

Tymczasem zapraszam Was jeszcze na vloga nagranego z użyciem Huawei Mate 50 Pro:

_
Materiał powstał przy współpracy z Huawei Polska