Pewien 20-latek sądzi się w Los Angeles z gigantami mediów społecznościowych. Oskaraża Metę, TikToka i YouTube’a o wdrażanie funkcji uzależniających, które doprowadziły go – jak twierdzi – do rozwoju depresji, stanów lękowych, a nawet myśli samobójczych. Przyznał, że potrafił spędzać 16 godzin dziennie na scrollowaniu Instagrama. Na salę sądową wezwano dyrektora generalnego tego właśnie portalu. To, co powiedział Adam Mosseri, powinno wybrzmieć jak najgłośniej.
CEO Instagrama: spędzanie 16 godzin dziennie w mediach społecznościowych to nie uzależnienie
Otóż stojący na czele portalu, z którego każdego miesiąca korzystają ponad 3 miliardy użytkowników, Adam Mosseri stwierdził, że trudno mówić w tym przypadku o uzależnieniu. Może o problematycznym korzystaniu, ale nie o nałogu. Powiedział, że nietrafne jest porównywanie przesiadywania na portalach społecznościowych z poważniejszymi schorzeniami, a postrzeganie czasu jest względne.
W jednym niewątpliwie Adam Mosseri ma rację. To, co dla jednej osoby będzie uzależnieniem, dla innej może być po prostu intensywnym korzystaniem. Ostatecznie to nie sucha liczba świadczy o chorobowej klasyfikacji. Równie dobrze można mieć problem przy znacznie mniejszych ilościach.
Przede wszystkim jednak to nie dyrektor generalny portalu społecznościowego jest od wydawania opinii na temat tego, czy chłopak jest uzależniony, czy nie. Jeśli twierdzi, że jest, a lekarze są w stanie to potwierdzić, to pytanie nie brzmi czy, lecz dlaczego.
Prawda jest taka, że social media robią wiele, by Cię od siebie uzależnić
Instagram – podobnie zresztą jak inne popularne serwisy społecznościowe – robi wiele, by do siebie przyciągać, dawać złudne poczucie przynależności i podkręcać emocje. Nie jest tajemnicą, że w rozwoju tego typu platform do akcji wchodzą zaawansowane metody socjotechniczne, a skutki, jakie niesie ze sobą nadmierne korzystanie z social mediów – szczególnie w młodym wieku – są znane i dobrze opisane.
Psychologowie podczas badań niejednokrotnie dostrzegli silną korelację pomiędzy intensywnym używaniem mediów społecznościowych a występowaniem stanów depresyjnych, pogarszaniem samooceny, zniekształconym mechanizmem porównywania się, lękiem przed wykluczeniem, zanikiem relacji w realnym świecie, zgodą na cyberprzemoc i jej stosowaniem, rezygnacją z pasji i rozwoju, zaburzeniami snu, rozdrażnieniem… i można by tak jeszcze długo wymieniać.
Każdy nałóg jest inny, ale nie należy ich wartościować
Argument, że mediów społecznościowych nie można bezpośrednio porównywać do nadużywania substancji psychoaktywnych, również ma pewne podstawy. Tyle że chwiejne. Bo idąc tym tropem nie można też porównywać uzależnienia od alkoholu i od pornografii – oddziaływanie i skutki mogą być inne, ale to wcale nie znaczy, że jedno nie jest uzależnieniem albo że należy je traktować mniej poważnie.
A propos poważnego traktowania, to właśnie to lekceważące podejście chyba najbardziej mnie uderza w wypowiedziach CEO Instagrama. Skoro 16 godzin to za mało, by móc w ogóle mówić o uzależnieniu, to nietrudno dojść do wniosku, że od korzystania z tego portalu uzależnić się nie da. Takie stwierdzenia są nie tylko niedorzeczne, ale i skrajnie niebezpieczne.
Ktoś w sieci napisał, że mamy tu do czynienia z dilerem narkotyków, który zapewnia, że narkotyki nie są uzależniające. Nie powiem, że jest to doskonałe podsumowanie. Nie powiem też, że nie jest.
Pozostając przy tym porównaniu, trudno oczekiwać, by sprzedawca krytykował swój produkt. Dlatego tak ważne jest, by samemu wziąć sprawy w swoje ręce – jeśli czujesz, że korzystanie z mediów społecznościowych jest dla Ciebie problematyczne, nie wahaj się przed skorzystaniem z pomocy specjalistów – wbrew temu, co mówi Adam Mosseri, to takie samo uzależnienie jak każde inne.
Warto też obserwować swoje otoczenie i racjonalnie podchodzić do tematu w kontekście własnych dzieci.





