Swój pierwszy telefon komórkowy dostałem ponad 20 lat temu. Przez ten czas urządzenia mobilne ogromnie się zmieniły, zdecydowanie na lepsze, jednak część mnie coraz bardziej tęskni za tamtymi czasami.
Dorastałem w czasach, gdy Nokia była marzeniem niejednego Polaka
Choć to Nokia 3310 stała się legendą za sprawą swojej „niezniszalności”, to prywatnie nie mam do niej szczególnego sentymentu, ponieważ moim pierwszym telefonem komórkowym była Nokia 3410, którą dostałem w podstawówce i to właśnie ją wspominam z rozrzewnieniem.
W tamtym okresie Nokia była liderem na rynku, a jej urządzenia obiektem westchnień niejednego Polaka. Wtedy nie każdy jednak mógł pozwolić sobie na zakup „komórki”, ponieważ ich ceny, a także ceny usług telekomunikacyjnych – przy ówczesnych zarobkach – były bardzo wysokie. Ja również długo czekałem na swój pierwszy telefon – zanim go w końcu dostałem, rozmarzony wpatrywałem się w reklamy komórek w telewizorze.
Nie tylko w moim przypadku Nokia była pierwszym telefonem komórkowym. Z badania, przeprowadzonego przez operatora sieci Plus, wynika, że tak samo było u 44% przedstawicieli pokolenia Baby Boomers, 34% osób z pokolenia X i 27% Millenialsów (do którego prywatnie się zaliczam). Mniejszą, ale wciąż dużą popularnością, cieszyły się też telefony marki Motorola, szczególnie u przedstawicieli starszych pokoleń.

Tutaj mogę znów wpleść swoją prywatną historię, bo chociaż Nokia 3410 była moją pierwszą „komórką”, to bardzo szybko zacząłem wzdychać do Motoroli, ponieważ zachwyciła mnie konstrukcja z klapką. Po latach w końcu udało mi się wejść w jej posiadanie – była to Motorola V235. Niespełnionym (bo za drogim) marzeniem pozostała Motorola V3 (także w złotej wersji Dolce&Gabbana, którą zobaczyłem na wystawie podczas pobytu we Włoszech; ceny nie pamiętam, ale na pewno była bardzo wysoka).
W końcu moja miłość do Motoroli nieco przygasła (choć sentyment pozostał do dziś) i nowym obiektem westchnień stały się telefony marki Sony Ericsson – także przeważnie piekielnie drogie. Ostatecznie także jednak udało mi się wejść w posiadanie jednego z nich – kultowego K750i, który był genialny.
Dziś smartfony w niczym nie przypominają dawnych „komórek”, ale można powiedzieć, że „odcisnęły piętno” na klientach, ponieważ – jak wynika z badania operatora sieci Plus – dziś nadal najważniejszy jest długi czas pracy na baterii, choć osiągnięcie takich wyników jak 20 lat temu jest niemożliwe z oczywistych powodów.

Wiele osób, konkretniej około jedna trzecia Polaków, wciąż pamięta też swój pierwszy numer telefonu. Ja również i lata temu postanowiłem na niego zadzwonić. Ku mojemu zaskoczeniu ktoś odebrał, więc szybko rozłączyłem się. Wtedy nie znałem praktyki, którą potocznie zwie się „recyklingiem numerów” – nieużywane numery wracają do bazy i po jakimś czasie przyznawane są nowym klientom.
We wspomnieniach Polaków żywe nadal są też legendarne produkty, jak konkretne modele telefonów (w tym przywoływana na początku Nokia 3310), a także kultowa gra Snake. Polacy pamiętają również tzw. „strzałki”, zwane również „sygnałami”. Polegało to na zadzwonieniu do kogoś, przeczekaniu jednego sygnału i rozłączeniu się, zanim odebrał.
Wykorzystywano to w różnych celach – na przykład po to, aby dać znać, że jest się już w umówionym miejscu albo pokazać, że myśli się o kimś. Wtedy bowiem połączenia kosztowały dużo, podobnie jak SMS-y, choć w końcu zaczęły pojawiać się usługi i pakiety, które pozwalały rozmawiać i SMS-ować taniej.
Dla mnie wybawieniem okazał się pakiet 500 SMS-ów do numerów w mojej sieci za 5 złotych. Cała moja paczka miała numery wówczas akurat w Plusie, więc mogliśmy pisać do siebie w miarę swobodnie, choć oczywiście często PISALISMYtakZEBYzaoszczedzicCENNEznaki.

W czasach, gdy nie było smartfonów, ogromną popularnością cieszyły się też tapety, wygaszacze i dzwonki (początkowo monofoniczne, potem polifoniczne i w końcu w formacie .mp3), które często pobierało się na telefon „z gazety” – na czasopismach kierowanych do młodych pokoleń, zwykle na ostatniej stronie, znajdowały się całe kolekcje tapet i listy dzwonków (zwykle krótkie części popularnych w danej chwili piosenek). Aby je kupić, należało wysłać SMS.

Byłem pokoleniem komórek i Gadu-Gadu
Moja młodość przypadła na okres, w którym nie tylko telefony komórkowe zyskiwały na popularności i prawie każdy model miał inną formę (co mi się ogromnie podobało), ale też coraz powszechniejszy (i tańszy) dostęp do internetu.
Z tym również wiąże się ciekawa historia, ponieważ pierwszy dostęp do internetu – oprócz tego, że powodował brak możliwości korzystania z telefonu stacjonarnego – był limitowany. Miesięcznie bodajże do 32 godzin. Dopiero później jedynym ograniczeniem stała się prędkość.
Moim głównym kanałem komunikacji był wtedy – oprócz SMS-ów (bo raczej rzadko dzwoniłem i tak zostało mi do dziś) – legendarny komunikator Gadu-Gadu. Ostatnio na poczcie udało mi się odnaleźć swój numer GG i plik tekstowy z listą kontaktów, ale nie zdołałem go reaktywować, mimo że GG umożliwia odzyskanie dostępu do swojego starego numeru.
Moi rodzice znacznie później kupili swoje „komórki”, więc jeszcze bardzo długo w moim domu pozostawał telefon stacjonarny, z którego też zdarzało mi się korzystać, szczególnie gdy na moim koncie zabrakło pieniędzy (najpierw miałem numer na kartę, a potem w ofercie MIX). W końcu udało mi się namówić moją mamę do zrezygnowania z niego i myślę, że nie ma go w domu już od blisko 10 lat.

Dziś zdecydowana większość mieszkańców Polski ma smartfon, nawet przedstawiciele starszych pokoleń, które w przeszłości preferowały kontakt twarzą w twarz lub przez telefon stacjonarny. Potrzeba korzystania z niego jest tak duża, że to rzecz, z której najtrudniej byłoby zrezygnować większości osób. Znacznie łatwiej Polacy nie korzystaliby przez tydzień z serwisów streamingowych i mediów społecznościowych oraz nie oglądali telewizji.

Skoro ja podzieliłem się z Wami swoimi historiami i wspomnieniami, teraz czas na Was. Napiszcie w komentarzach, jaki telefon był Waszym pierwszym, czy wciąż pamiętacie swój pierwszy numer telefonu (i w jakiej sieci go mieliście) i czy też puszczaliście „sygnały” oraz przesiadywaliście godzinami (i nocami) na Gadu-Gadu.
Gwoli ścisłości wyjaśnię, że w tytule pokusiłem się o stwierdzenie, iż „tęsknię za tamtymi czasami”, jednak nie dlatego, że „kiedyś to było”, bo dziś – dzięki rozwojowi technologii – komfort życia jest większy. Po prostu im człowiek starszy, tym coraz bardziej tęskni za czasami, gdy był młodszy, a do tego wiążą się one z fajnymi dla mnie wspomnieniami dotyczącymi technologii i telekomunikacji.




