Nothing Phone (4a) i (4a) Pro

Recenzja Nothing Phone (4a) i (4a) Pro. Nic więcej nie potrzebujesz

Pokuszę się o bardzo śmiałe stwierdzenie, że Nothing to obecnie jedna z najbardziej odważnych marek technologicznych. Jej każdy kolejny produkt jest – zwłaszcza wizualnie – oryginalny i unikatowy, o co niestety coraz trudniej, zwłaszcza na rynku smartfonów. Nothing Phone (4a) i (4a) Pro to najnowsze, interesujące propozycje firmy, celujące w średnią półkę, będącą tą najbardziej zapełnioną. Co o nich sądzę?

Już na wstępie muszę nadmienić, że choć na pierwszy rzut oka, z zewnątrz, Nothing Phone (4a) i Nothing Phone (4a) Pro to smartfony drastycznie różne, tak wewnątrz łączy je znacznie więcej, aniżeli dzieli. I to właśnie dlatego czytacie teraz tą dość nietypową, bo poświęconą dwóm urządzeniom jednocześnie recenzję.

Jak zawsze – zacznijmy od rzucenia okiem na specyfikację.

Specyfikacja techniczna Nothing Phone (4a) i (4a) Pro:

modelNothing Phone (4a)Nothing Phone (4a) Pro
wyświetlacz6,78″ Flexible AMOLED, 2720×1224 pikseli, 120 Hz, do 4500 nitów (szczytowo), 10-bit, PWM 2160 Hz, Gorilla Glass 7i6,83″ Flexible AMOLED, 2800×1260 pikseli, 144 Hz, do 5000 nitów (szczytowo), 10-bit, PWM 2160 Hz, Gorilla Glass 7i
procesorSnapdragon 7s Gen 4 (4 nm, do 2.7 GHz) z Adreno 810Snapdragon 7 Gen 4 (4 nm, do 2.8 GHz) z Adreno 722
RAM12 GB RAM LPDDR4X12 GB RAM LPDDR5X
pamięć wewnętrzna256 GB UFS 3.1256 GB UFS 3.1
systemAndroid 16 z Nothing OS 4.1Android 16 z Nothing OS 4.1
aparatgłówny 50 Mpix (1/1.57″, f/1.88, OIS) + ultraszerokokątny 8 Mpix (f/2.2, 120°) +
teleobiektyw 50 Mpix (1/2.75″, f/2.88, 3.5x zoom optyczny, OIS)
główny 50 Mpix (1/1.56″, f/1.88, OIS) + ultraszerokokątny 8 Mpix (f/2.2, 120°) +
teleobiektyw 50 Mpix (1/2.75″, f/2.88, 3.5x zoom optyczny, OIS)
przedni aparat32 Mpix (f/2.2, 89°)32 Mpix (f/2.2, 89°)
moduły łączności5G, VoLTE i VoWiFi, dualSIM, WiFi 6, Bluetooth 5.4, GPS, NFC5G, VoLTE i VoWiFi, dualSIM, eSIM, WiFi 6, Bluetooth 5.4, GPS, NFC
głośnikistereostereo
biometriaoptyczny czytnik linii papilarnych w ekranieoptyczny czytnik linii papilarnych w ekranie
interfejs Glyphpasek 63 diod mini-LEDmatryca 137 diod mini-LED
bateria5080 mAh, ładowanie przewodowe 50 W PPS5080 mAh, ładowanie przewodowe 50 W PPS
wymiary163,9×77,5×8,5 mm163,6×76,6×7,9 mm
waga205 g210 g
odpornośćIP64IP65
wersje kolorystycznebiały, czarny, różowy, niebieskisrebrny, czarny, różowy

Cena Nothing Phone (4a) w momencie publikacji recenzji wynosi 1599 złotych za wersję 8/128 GB oraz 1899 złotych za 12/256 GB.

Gdzie kupić?

Nothing Phone (4a)

ok. 1599 zł
(Przybliżona cena z dnia: 14 kwietnia 2026)
Zawiera linki afiliacyjne.

Nothing Phone (4a) Pro został wyceniony na 2099 złotych w wariancie 8/128 GB, z kolei wersja 12/256 GB kosztuje 2399 złotych.

Gdzie kupić?

Nothing Phone (4a) Pro

ok. 2099 zł
(Przybliżona cena z dnia: 14 kwietnia 2026)
Zawiera linki afiliacyjne.
Nothing Phone (4a) i (4a) Pro

Dopisek Pro wiele zmienia w samej konstrukcji i wyglądzie

Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że Nothing Phone (4a) i Nothing Phone (4a) Pro to przedstawiciele dwóch różnych segmentów smartfonów, albo przynajmniej kompletnie innych linii modelowych. Odczucie to jeszcze bardziej umacnia się, gdy weźmiemy do ręki oba te urządzenia.

Bo o ile ubiegłoroczne Nothing Phone (3a) i (3a) Pro były w zasadzie identycznie zbudowane i wyglądały bardzo podobnie, tak nowych modeli (4a) i (4a) Pro naprawdę nie da się pomylić.

Omawianie zaczniemy od tańszego z braci, bo tu nastąpiły w zasadzie najmniejsze zmiany. Bryła Nothing Phone (4a) – podobnie jak jego poprzednika – jest całkowicie spłaszczona. Front pokrywa płaskie szkło Gorilla Glass 7i, na pleckach zastosowano imitującą szkło taflę przezroczystego tworzywa sztucznego, a całość łączy wypłaszczona, matowa rama, wykonana z syntetycznego materiału.

Przy tym trzeba przyznać, że dzierżąc w dłoniach oba modele dość łatwo możemy odczuć, że Nothing Phone (4a) jest odrobinę grubszy. Nie jest to jednak coś, co jakkolwiek utrudniałoby korzystanie z niego albo dawało wrażenie zbyt dużej toporności bryły. Bardziej niż grubość da się odczuć większą szerokość (77,5 vs 76,6 mm), która wpływa nieco na łatwość chwytu i operowania jedną ręką.

Ramki wokół wyświetlacza są grube, choć symetryczne. Plecki wyglądają bardzo charakterystycznie, typowo dla wcześniejszych modeli smartfonów Nothing. Pod taflą przezroczystego tworzywa widać ozdobniki mające wizualizować wnętrze telefonu, a obiektywy aparatów umieszczono na środku w ułożeniu poziomym. Przy prawej krawędzi znalazły się diody tworzące interfejs Glyph.

Powiedziałem na wstępie, że Nothing Phone (4a) Pro jest diametralnie inny. Na czym więc ta inność polega? Przede wszystkim, jako jeden z nielicznych obecnie smartfonów cechuje się konstrukcją niemal w całości zbudowaną z jednego kawałka aluminium. Metalowa jest bowiem nie tylko rama, ale też całe plecki, poza wyspą z aparatami i Glyphem. Lata nie miałem w rękach takiego telefonu i muszę przyznać, że jest to bardzo miła odmiana.

Tył korpusu jest matowy (tak jak ramka) i praktycznie całkowicie płaski. Lekko zaoblone są dopiero krawędzie, dzięki czemu smartfon nie wbija się w dłonie, ale jednocześnie daje pewny chwyt. Mimo matowego wykończenia, na obudowie gromadzi się trochę smug, ale – na szczęście – dość łatwo się je czyści.

Poza metalową konstrukcją, drugi (może nawet większy) wyróżnik Nothing Phone (4a) Pro stanowi wyspa. Pokryto ją przezroczystym tworzywem sztucznym i zajmuje ona niemal całą szerokość oraz mniej więcej 1/3 wysokości tyłu.

Stylistyka całej wyspy, tworząca imitację wnętrza urządzenia, mocno nawiązuje do innych smartfonów Nothing. Obiektywy umieszczono po lewej stronie – u góry odseparowany został teleobiektyw, a na dole, pod wspólnym szkłem, ulokowano aparat główny i ultraszerokokątny. Z prawej strony znalazła się matryca diodowa tworząca ekran Glyph, a pod nią smaczek w postaci czerwonej diody, która miga podczas nagrywania wideo.

Wyświetlacz jest pokryty takim samym, płaskim szkłem, ale otaczają go zauważalnie cieńsze, bardziej estetycznie wyglądające ramki. To też przy okazji sprawiło, że zdołano upakować tu ekran o nieco większej przekątnej (6,83″ vs 6,78″).

Sposób rozmieszczenia portów i przycisków w obu modelach jest identyczny, zatem przejdziemy przez ten aspekt zbiorczo. Górna krawędź to wolna przestrzeń, a na dolnej znajdziemy slot na dwie karty SIM, jeden z głośników oraz gniazdo USB-C pomiędzy nimi. Po lewej stronie ulokowano przycisk Essential Key, zaś po prawej odseparowane od siebie klawisze głośności i klawisz zasilania tuż pod nimi.

I, tu – niestety – muszę kapkę ponarzekać, bo ten nadprogramowy przycisk Essential Key kompletnie mnie do siebie nie przekonał. Wpływa na to fakt, że nie mamy możliwości przypisania do niego absolutnie żadnej wybranej czynności poza tą domyślną, czyli wykonywaniem zrzutu ekranu do przestrzeni Essential Space (będziemy to zaraz omawiać).

Po drugie, na fabrycznych ustawieniach wyzwala się go już krótkim naciśnięciem, nawet na zablokowanym ekranie, co wielokrotnie sprawiało, że aktywowałem tę funkcję omyłkowo po prostu trzymając telefon w dłoni. Na szczęście, obie te kwestie da się skorygować w ustawieniach włączając, by Essential Key wybudzał się dopiero po dłuższym naciśnięciu i nie reagował na ekranie blokady.

Na koniec dodam, że oba smartfony – niestety – nie oferują pełnej wodoodporności. W przypadku Nothing Phone (4a) jest to IP64, a w Phone (4a) Pro – IP65, zatem obu niestraszne będą raczej tylko zachlapania. Trochę szkoda, bo w tej półce cenowej bez trudu da się już znaleźć modele z pełnym IP68, a nawet IP69. Myślę tu chociażby o Samsungach Galaxy A37 i Galaxy A57, Vivo V70 FE czy Honorze Magic 8 Lite.

Interfejs Glyph

Przechodzimy do różnicy, która – siłą rzeczy – poniekąd wiąże się z designem. Interfejs Glyph, stanowiący dodatkowy sposób interakcji z użytkownikiem, to w zasadzie unikat na skalę rynku, stanowiący znak rozpoznawczy smartfonów marki Nothing. Na przestrzeni czasu przeszedł on sporą przemianę, co widać już porównując te dwa modele.

Nothing Phone (4a) został wyposażony w podstawową wersję Glyph, której bliżej do tego, co znamy z wcześniejszych telefonów marki. O ile jednak poprzednicy mieli paski świetlne Glyph, rozrzucone w różnych miejscach plecków, tak w modelu (4a) postawiono – poniekąd – na większy minimalizm i diody ułożone w jeden pionowy pasek, ulokowany w prawym górnym rogu plecków.

Co jednak istotne, choć na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że pasek ten składa się z sześciu białych diód i jednej czerwonej, tak w rzeczywistości pod nimi znalazły się łącznie 63 diody mini-LED. W efekcie, ten jeden, fizycznie widoczny punkt, świeci wykorzystując kilka mniejszych. Z kolei ta czerwona dioda miga podczas nagrywania wideo i taka sama znalazła się też w modelu (4a) Pro.

Oczywiście podstawową funkcją Glyph jest informowanie nas o przychodzących powiadomieniach oraz połączeniach. W ustawieniach możemy – przede wszystkim – dostosować jasność, z jaką świecą się diody, a także wybrać dźwięki dla połączeń i powiadomień, które są skorelowane z konkretnymi animacjami świetlnymi na pasku Glyph. Wybór jest naprawdę pokaźny.

Jest również funkcja Powiadomienia Essential, której zadaniem jest filtrowanie powiadomień. Po dodaniu do niej stosownych reguł, oświetlenie Glyph będzie zapalać się tylko w określonych sytuacjach, po nadejściu wiadomości z konkretnej aplikacji, od danej osoby czy nawet zawierającej jakieś słowa kluczowe.

Z kolei Nothing Phone (4a) Pro oferuje bardziej rozbudowany Glyph Matrix. Ściślej ujmując, zastosowano w nim matrycę składającą się ze 137 diod mini-LED, które ukryto pod siatką nieco większych punktów tworzących kształt mieszczący się w okręgu. Co ciekawe, jest ona o 57% większa i dwukrotnie jaśniejsza nawet od tej z flagowego Nothing Phone (3).

Tutaj potencjał wykorzystania jest znacznie większy, w zasadzie już od startu. Na matrycy tej mogą bowiem wyświetlać się nie tylko proste błyski świetlne, ale i duże animowane kształty oraz dwurzędowy zegar cyfrowy. I to właśnie ta ostatnia opcja stała się najbardziej lubianym przeze mnie rozwiązaniem, pozwalającym mi szybko podejrzeć czytelną godzinę na telefonie odwróconym ekranem do dołu.

Naturalnie, smartfon wykrywa swoje położenie i w momencie, gdy leży normalnie, czyli pleckami do podłoża lub w kieszeni, wyłącza matrycę Glyph. Jasność diod można zmienić w dedykowanej sekcji ustawień, która pozwala też na zarządzanie wszystkimi pozostałymi funkcjami matrycy.

Alternatywnie, zamiast wspomnianego zegara, Glyph może wyświetlać jeszcze stan naładowania baterii, ruch słońca (wedle aktualnej lokalizacji) oraz fazy księżyca. Fajną opcją jest też pokazywanie poziomu głośności w momencie, gdy zaczynamy ją zmieniać – wówczas, im bardziej rozświetlone diody, tym głośność wyższa i na odwrót.

Tu również znalazła się funkcja Powiadomienia Essential, ale w znacznie bardziej rozbudowanej formie. W przypadku Nothing Phone (4a) Pro pozwala ona bowiem na przypisanie wyświetlania konkretnych, wybranych przez nas grafik dla danych rodzajów i grup powiadomień. Świetna sprawa.

Co jeszcze potrafi Glyph? Ano może – między innymi – animować upływ czasu po włączeniu minutnika, a także wyświetlać pasek postępu z powiadomień z konkretnych aplikacji, np. czas do przyjazdu kierowcy pokazywany przez apkę Ubera. Z kolei w momencie, gdy telefon leży ekranem do dołu podczas ładowania, lekkie potrząśnięcie nim spowoduje zaprezentowanie przez chwilę aktualnego poziomu baterii.

Wyświetlacze

Zdążyłem już wspomnieć, że za sprawą grubości ramek, smartfony mają nieco różne przekątne ekranów. To z kolei spowodowało delikatne różnice w rozdzielczości, choć nie są to jedyne rozbieżności.

Nothing Phone (4a) został wyposażony w wyświetlacz AMOLED o przekątnej 6,78″ i rozdzielczości 2720×1224 pikseli. Częstotliwość odświeżania wynosi 120 Hz, szczytowa jasność to do 4500 nitów, zaś ta przy użytkowaniu na zewnątrz – 1600 nitów.

W Nothing Phone (4a) Pro mamy do czynienia z 6,83-calowym ekranem AMOLED, którego rozdzielczość to 2800×1260 pikseli. Ma on też wyższą częstotliwość odświeżania wynoszącą 144 Hz i wyższą jasność szczytową – do 5000 nitów. Punktami wspólnymi są natomiast jasność na zewnątrz (również 1600 nitów), przyciemnianie PWM 2160 Hz oraz 10-bitowa paleta kolorów.

Nothing Phone (4a) i (4a) Pro

Pod kątem jakości wyświetlanego obrazu oba te ekrany wypadają bardzo podobnie i – generalnie – trudno mi na nie bezwzględnie narzekać. Są one więc po prostu dobre, może nawet bardzo dobre.

Pokuszę się jednak o stwierdzenie, że zastosowano tu nieco inną kalibrację, bowiem mimo – teoretycznie – takich samych ustawień, Nothing Phone (4a) wyświetla nieco bardziej jaskrawe kolory. Czy to bardziej wada czy zaleta to już kwestia raczej mocno subiektywna. Poza tym, kąty widzenia są dobre (widać tylko lekkie przygaszanie), jasność minimalna schodzi bardzo nisko, a maksymalna zupełnie dobrze spisuje się w słońcu.

Muszę natomiast odnotować, że w Nothing Phone (4a) Pro sporadycznie miałem małe problemy z automatyczną regulacją jasności. Objawiały się one dość agresywnym obniżaniem jasności ekranu wtedy, gdy nie było to konieczne, bo znajdowałem się w oświetlonym pomieszczeniu. Z reguły, po chwili wracała ona do właściwego poziomu, ale bywało też i tak, że musiałem dokonać podbicia ręcznie.

W ustawieniach mamy możliwość dostosowania wyświetlanej kolorystyki między żywą a standardową (fabrycznie ustawiona jest żywa), regulacji temperatury barwowej oraz wyboru częstotliwości odświeżania między dynamiczną (nie jest to jednak LTPO) i stałym 144 Hz lub 60 Hz.

Ciekawostką jest natomiast ciemny motyw, który oferuje dwa ustawienia. W standardowym trybie ciemnym kolory interfejsu są ciemnoszare, natomiast w bardzo ciemnym tła zmieniają się na zupełnie czarne. Fajnie, że dostajemy takie pole wyboru.

Oba smartfony oferują identycznie działające Always On Display. Wyświetla się ono tylko na czarnym tle i bazuje na motywie zegara zastosowanego na ekranie blokady. Pokazuje się tu wówczas godzina, data, informacje o pogodzie i powiadomienia. Możemy zdecydować o czasie wyświetlania: tylko chwilę po dotknięciu ekranu, zawsze albo w ustalonych przez nas godzinach.

Nothing Phone (4a) i (4a) Pro

Wydajność, kultura pracy

O ile ubiegłoroczne modele (3a) i (3a) Pro bazowały na tym samym procesorze, tak w tym roku postawiono na małe rozróżnienie. Sercem Nothing Phone (4a) jest bowiem Snapdragon 7s Gen 4 (do 2.7 GHz), natomiast w wariancie z dopiskiem Pro zastosowano układ Snapdragon 7 Gen 4 (do 2.8 GHz).

Obie testowane przeze mnie konfiguracje oferują 12 GB RAM, ale różnica pojawia się w jego rodzaju w (4a) jest to LPDDR4X, a w (4a) Pro – LPDDR5X. Na dane użytkownika w obu przypadkach przeznaczono 256 GB pamięci masowej UFS 3.1.

Spoglądając na wyniki testów syntetycznych, raczej bez zaskoczenia możemy dostrzec, że to Nothing Phone (4a) Pro jest nieco wydajniejszy, zwłaszcza w aspekcie układu graficznego. Niemniej jednak, podczas codziennego użytkowania naprawdę trudno dostrzec różnice i – w efekcie – oba modele spisują się tak samo dobrze.

Otwieranie aplikacji następuje w bardzo dobrym tempie, a interfejs systemu z reguły pozostaje jak najbardziej płynny. Oczywiście, od czasu do czasu zdarzy się, że jakaś animacja (np. przy wychodzeniu z aplikacji) się przytnie, ale po tym telefon w zasadzie od razu wraca do pełnej responsywności. Naprawdę trudno na tą kwestię jakoś przesadnie narzekać.

Większych problemów nie sprawia też aspekt przechowywania apek w pamięci RAM. Zazwyczaj, raz otwarta aplikacja pozostaje odpalona w tle relatywnie długo, choć czasem użycie aparatu (zwłaszcza robienie zdjęć z zoomem AI) potrafi ubić część ze znajdujących się w tle programów.

Na domknięcie, równie dobrze wypadają także temperatury pracy. Oba modele nie mają w zasadzie żadnych kłopotów ze zbyt dużym nagrzewaniem, pozostają chłodne, ewentualnie maksymalnie nieco letnie i nie przegrzewają się podczas codziennego użytkowania. W zasadzie tylko przy ładowaniu akumulatora oraz podczas testów syntetycznych byłem w stanie odczuć znacznie wyższe temperatury niż standardowo.

Nothing Phone (4a) i (4a) Pro

Oprogramowanie

Nad pracą bohaterów tego materiału czuwa system Android 16 z interfejsem Nothing OS 4.1. I, trzeba otwarcie przyznać, że pod względem designu, nakładka ta jest jedną z najbardziej wyróżniających się na rynku, głównie za sprawą nietypowych, punktowych czcionek w niektórych elementach systemu oraz bardzo minimalistycznych, monochromatycznych ikon aplikacji oraz widżetów na ekranie głównym.

To zdecydowanie może się podobać i mi osobiście przypada do gustu, bo – z jednej strony – mamy ogromną unikatowość, a z drugiej czysty minimalizm i prostotę formy. Zresztą, w części miejsc interfejs wygląda w zasadzie jak czysty Android.

Przy tym, pod kątem optymalizacji wszystko stoi na wysokim poziomie, nie ma tu żadnych problemów z docieraniem powiadomień, reklam czy przesadnie dużej ilości preinstalowanych, niechcianych aplikacji.

Dopowiem jeszcze, że oba modele mogą liczyć na trzy duże aktualizacje do nowych wersji systemu oraz sześć lat otrzymywania poprawek zabezpieczeń. Szału zatem nie ma i przynajmniej w tej pierwszej kwestii mogłoby być zdecydowanie lepiej.

Ale poza wyglądem, Nothing OS oferuje również dość pokaźną ilość funkcji dodatkowych, częściowo napędzanych przez – a jakże – sztuczną inteligencję. Znajdziemy je chociażby w ustawieniach urządzenia, przechodząc do sekcji Zestaw narzędzi wywiadowczych.

Chyba najważniejszą z nich stanowi Essential Space, czyli specjalna przestrzeń do zapisywania notatek z użyciem zrzutów ekranu oraz nagrań głosowych. Wywołujemy ją wspomnianym już przyciskiem Essential Key. System robi wówczas zrzut ekranu, a pod nim pozwala nam dodać pisemną lub głosową notatkę. Wszystkie zapisane w ten sposób rzeczy trafiają właśnie do aplikacji Essential Space. Dodatkowo, jeśli na zrzucie widoczna jest data – na przykład – jakiegoś wydarzenia, telefon wykrywa ją, wyróżnia tą notatkę i sugeruje dodanie go do kalendarza.

Nothing Phone (4a) Pro oferuje też dodatkową funkcję Rejestrator Essential, która umożliwia nagrywanie głosu z poziomu odłożonego ekranem do dołu smartfona. Wystarczy przytrzymać przez chwilę przycisk Essential Key, wówczas na matrycy Glyph pokaże się animacja rozpoczęcia nagrywania i zacznie migać czerwona dioda. Dodatkowo, możemy oznaczać kluczowe kwestie klikając klawisz Essential w tych momentach. Takie nagrania mogą zostać potem przeanalizowane przez AI, które tworzy ich transkrypcję i podsumowanie. Oczywiście, działa to bez trudu także w języku polskim.

Będąc jednak szczerym, nie mogę powiedzieć, by było to wybitnie przydatne, przełomowe rozwiązanie, do którego sięgałbym chętnie w konkretnych celach. Chyba najbardziej przekonuje mnie tylko opcja rozpoznawania wydarzeń na zrzutach ekranu.

Z pozostałych funkcji, jest tu także Studio tapet, umożliwiające wygenerowanie z użyciem AI dowolnej tapety wybierając co się na niej znajdzie i w jakim stylu ma zostać zrobiona. Z kolei funkcja Essential Wiadomości generuje podsumowanie informacji ze świata i czyta je głosem sztucznej inteligencji – fajna opcja, ale niestety nie działa po polsku.

W galerii nie zabrakło natomiast edytora AI, który pozwala wymazywać wybrane elementy ze zdjęć, wykrywać i usuwać ludzi z kadru oraz niwelować odbicia światła. Jest też oczywiście pełna integracja z Gemini oraz funkcja wyszukiwania poprzez zakreślenie, czyli Circle to Search.

Zaplecze komunikacyjne

Nothing Phone (4a) i (4a) Pro zostały wyposażone w niemal identyczny zestaw modułów łączności, choć z jedną małą różnicą. Na pokładzie obu smartfonów znalazło się 5G z obsługą połączeń VoLTE i VoWiFi, dwuzakresowe WiFi 6, Bluetooth 5.4, GPS i NFC.

W obu przypadkach nie brakuje dualSIM ze slotem na dwie fizyczne karty nanoSIM, jednakże w Nothing Phone (4a) Pro znajdziemy dodatkowo wsparcie dla wirtualnych kart eSIM. Jeśli więc zależy Wam na tym aspekcie, to tu wybór będzie w zasadzie oczywisty.

Poza tym, tu i tu nie mogę narzekać na działanie któregokolwiek z modułów. Oba bardzo dobrze radzą sobie z zasięgiem sieci komórkowych, oferują dobrą jakość rozmów oraz wysokie prędkości internetu (i po WiFi, i po 5G). Bluetooth bez zarzutów łączy się z różnymi urządzeniami, a GPS dość szybko znajduje lokalizację i nie gubi jej.

Nothing Phone (4a) i (4a) Pro

Zabezpieczenia biometryczne

Tu obyło się już bez żadnych różnic, zarówno w dostępnych opcjach, jak i ich funkcjonowaniu. Główną formę blokady dostępu do obu smartfonów stanowi optyczny czytnik linii papilarnych, ulokowany w dolnej części ekranu, a alternatywnie możemy użyć rozpoznawania twarzy 2D.

Co do skanera odcisków palców, trochę mogę przyczepić się do jego umiejscowienia, bowiem został ulokowany praktycznie na samym dole ekranu. Znacznie lepiej byłoby, gdyby znalazł się nieco wyżej, ale i do tej pozycji można się z czasem przyzwyczaić.

Samo działanie czytnika stoi już na zupełnie dobrym poziomie. Nie jest on oczywiście tak błyskawiczny jak we flagowcach (raczej nikt tu się tego nie spodziewa), ale – koniec końców – proces odblokowania jest szybki oraz w większości przypadków niemal bezbłędny. Niemal, bo zdarza się, że skaner bywa kapryśny i nie rozpoznaje odcisku palca po pierwszym położeniu albo wymaga nieco dłuższego przytrzymania, ale poza tym, w obu smartfonach spisuje się on bardzo sprawnie.

Opcja numer dwa to wspomniane już rozpoznawanie twarzy, ale – bez zaskoczenia – działa ono bazując tylko na skanie z przedniego aparatu, bez pomiaru głębi. I, jak to zwykle bywa, sprawność odblokowania zależy od doświetlenia naszej twarzy. W dzień oraz w dobrze oświetlonym pomieszczeniu następuje ono szybko, ale gdy jest zupełnie ciemno, weryfikacja rys twarzy może nie dojść do skutku.

Nothing Phone (4a) i (4a) Pro

Głośniki

Tutaj znowu mógłbym napisać, że oba smartfony wypadają identycznie, ale im dłużej ich słucham, tym bardziej trudno mi oprzeć się wrażeniu, że różnice są. Zbieżna jest sama konfiguracja – są to głośniki stereo, z czego jeden znajduje się nad ekranem, a drugi na dolnej ramce.

W obu przypadkach nie ma mowy o symetrii i – jak możecie się domyślić – to dolny głośnik jest tym dominującym, czyli grającym głośniej. Śmiem jednak twierdzić, że w Nothing Phone (4a) Pro górny wybrzmiewa odrobinę głośniej niż w modelu (4a), ale nie jest to w żadnym wypadku drastyczna różnica. Całkowita głośność obu smartfonów stoi na bardzo dobrym poziomie i wybrzmiewają one czysto niemal w całym zakresie, choć przy maksymalnej głośności dźwięk staje się wyraźnie płytszy.

A jeśli już mowa o brzmieniu, muszę przyznać, że jest lepiej niż się spodziewałem. Głośniki generują całkiem niezłą głębię, grają przede wszystkim bliskim środkiem i górą, ale basu też tu nie brakuje. Jest go mniej niż pozostałych składowych, ale wciąż pozostaje w miarę dobrze słyszalny.

Niestety, muszę przy tym odnotować, że Nothing OS nie oferuje żadnych szerszych ustawień dotyczących brzmienia, ani tym bardziej dźwięku Dolby Atmos. Jest tu jedynie autorska opcja dźwięku przestrzennego, ale działająca tylko po podłączeniu słuchawek (przewodowych i bezprzewodowych).

Czas pracy

Zarówno Nothing Phone (4a), jak i Nothing Phone (4a) Pro, oferują akumulator o pojemności 5080 mAh, co – z jednej strony – stanowi zupełnie przyzwoitą wielkość, ale z drugiej, chińska konkurencja w modelach z tej półki potrafi pakować już krzemowo-węglowe ogniwa po 6000-7000 mAh.

I, tak jak się spodziewałem, oba te smartfony wypadają bardzo podobnie w kwestii czasu pracy, ale jeśli już pojawiają się jakieś różnice, to z reguły są one na korzyść modelu z dopiskiem Pro.

Koniec końców, ani jednego, ani drugiego nie byłem w stanie używać przez więcej niż przez jeden dzień, bo zapas baterii, jaki pozostawał mi późnym wieczorem, był zazwyczaj zbyt mały, by móc bezpiecznie pociągnąć użytkowanie do wczesnego wieczora dnia kolejnego, a co najwyżej do 15:00.

Przy umiarkowanie intensywnym użytkowaniu (z czasem na ekranie na poziomie 3-4 godzin), po północy oba telefony potrafiły mieć jeszcze solidne 30% naładowania, ale w przypadku Nothing Phone (4a) Pro często potrafiło to być więcej, bo nawet 40%. W bardziej intensywne dni, telefony późnym wieczorem wymagały już ładowania, ale za to osiągały wówczas zupełnie solidne wyniki czasu na włączonym ekranie.

No właśnie, to dobry moment, by wspomnieć o tych SoT-ach, czyli wynikach odzwierciedlających czas aktywnego korzystania z ekranu. Przy przeważającym wykorzystaniu łączności WiFi, uzyskiwane przeze mnie wyniki SoT wynosiły około 7-7,5 h, co stanowiło maksimum, jakie mogłem osiągnąć.

W cyklu mieszanym mogłem liczyć na przynajmniej 6-7 h czasu na włączonym ekranie, natomiast w przypadku wykorzystania transmisji danych po 5G przy użytkowaniu poza domem, SoT osiągał około 5-5,5 h.

Oba smartfony oferują wsparcie dla ładowania przewodowego o mocy 50 W i – co istotne – tą pełną moc osiągniemy wykorzystując dowolną ładowarkę zgodną z Power Delivery, mającą co najmniej 50 W.

Sam czas ładowania jest w zasadzie identyczny i wypada zupełnie nieźle. Startując z poziomu 1%, po upływie pierwszych 30 minut udawało mi się osiągnąć około 64-66%, a na uzyskanie pełnego naładowania potrzebowałem maksymalnie 71 minut.

Nie ma tu natomiast ładowania indukcyjnego, ale chyba nikogo to nie zdziwi.

Nothing Phone (4a) i (4a) Pro

Aparat – jakie zdjęcia robią Nothing Phone (4a) i (4a) Pro?

Patrząc na specyfikację techniczną szybko dostrzeżemy, że zestawy aparatów obu smartfonów są w zasadzie identyczne. Dosłownie jedyną różnicę stanowi odrobinę większa matryca przy sensorze głównym w modelu (4a) Pro, ale jest to naprawdę marginalne – 1/1.56″ vs 1/1.57″. Wszystkie pozostałe parametry są już takie same.

Zatem, główny obiektyw ma rozdzielczość 50 Mpix (f/1.88) i optyczną stabilizację, ultraszeroki kąt to jednostka 8 Mpix (f/2.2) o polu widzenia 120°, natomiast trzecie oczko to teleobiektyw 50 Mpix (1/2.75″, f/2.88) z 3,5-krotnym zbliżeniem optycznym i optyczną stabilizacją obrazu.

Jak więc wyglądają zdjęcia z obu tych modeli? Powiedziałbym, że po prostu dobrze, niekiedy nawet zahaczają o bardzo dobre, ale już z pewnością są one w pełni adekwatnie do segmentu cenowego. Różnice między fotkami z Nothing Phone (4a) i (4a) Pro są widoczne, ale – co ciekawe – nie zawsze wypadają na korzyść modelu z dopiskiem Pro.

Często zdarza się, że zdjęcia zrobione Nothing Phone (4a) są sporo jaśniejsze i nieco bardziej jaskrawe od tych z Nothing Phone (4a) Pro, zwłaszcza wtedy, gdy fotografujemy jakiś obiekt bardziej z bliska. To z kolei sprawia, że niektóre kadry w takim ujęciu wyglądają nieco lepiej. Całościowo jednak, oba modele prezentują fajną rozpiętość tonalną i plastykę oraz nasyconą – ale w sposób przyjemny dla oka -kolorystykę.

W obu smartfonach główny obiektyw oferuje bardzo satysfakcjonującą ilość detali, całkiem celnie działający autofocus i nieźle wyglądające rozmycie tła za pierwszym planem zwane efektem bokeh.

Już patrząc na technikalia widzimy, że najsłabszym z tej trójcy obiektywów jest ultraszeroki kąt, przede wszystkim za sprawą niższej rozdzielczości. I, bez zaskoczenia, widać od razu, że zrobione nim fotki są znacznie mniej szczegółowe, niekiedy trochę już balansują na granicy akceptowalnej szczegółowości i widocznego zaszumienia. Szumy najczęściej potrafią ujawniać się w okolicach brzegów kadru. Na ogół jest nieźle, ale mogłoby być lepiej.

Ciekawie wygląda sprawa teleobiektywu. Z jednej strony, technicznie są to identyczne oczka i matryce. W praktyce, za sprawą innego oprogramowania, Nothing Phone (4a) oferuje maksymalny zoom cyfrowy do 70x, natomiast Nothing Phone (4a) Pro już dwa razy większy, czyli 140-krotny, wspomagany przez AI.

Jednak już na starcie mogę powiedzieć, że te maksymalne wartości zbliżenia zazwyczaj nie mają żadnej racji bytu. Po pierwsze, zdjęcia potrafią niekiedy wychodzić rozmazane, gdy choć odrobinę drgnie nam ręka przy spuście migawki, a – po drugie – widać, że algorytmy dokonują zbyt agresywnego odzyskiwania detali i odszumiania. Sprawia to, że jeśli fotografujemy coś z napisami, potrafią one zmienić się w całkowicie nieczytelne szlaczki, ale za to niezaszumione.

Na początek zobaczcie, jak to wygląda w przypadku podstawowego Nothing Phone (4a):

To teraz pełen zakres zbliżeń z droższego Nothing Phone (4a) Pro. Celowo są to kadry ustrzelone dokładnie w tych samych miejscach i sytuacjach, byście lepiej mogli dostrzec różnice. Tutaj szczególnie zwróćcie uwagę na to, jak wiele zmienia ingerencja AI przy większych zbliżeniach. Bo, o ile np. napis na żółtej tabliczce na zdjęciu z modelu (4a) jest w pełni czytelny, tak w (4a) Pro został on w dużej mierze przemielony przez algorytmy do postaci szlaczków.

Koniec końców, ten 140-krotny zoom można traktować raczej wyłącznie jako imponująca na papierze ciekawostka, choć jeśli jakiś kadr nie jest przesadnie skomplikowany, to efekty potrafią wyglądać przyzwoicie.

A co ze zdjęciami nocnymi? Oczywiście, na pokładzie nie zabrakło trybu nocnego, który – jak to zwykle bywa – załącza się automatycznie, gdy to konieczne (pojawia się wówczas stosowna ikonka). Możemy go również wymusić ręcznie, ale – z moich obserwacji – zupełnie nie jest to konieczne.

Efekty wyglądają całkiem nieźle, choć wszystko zależy od tego, którym obiektywem wykonamy zdjęcie. Tak, jak na papierze i za dnia ultraszeroki kąt jest najsłabszym ogniwem, tak samo jest też po zmroku – na fotkach nim zrobionych widać więcej szumów (zwłaszcza na krawędziach) oraz flar przy robieniu zdjęć np. w pobliżu latarni.

Poza tym, zdjęcia z obu modeli wyglądają bardzo podobnie, z reguły różnią się pojedynczymi detalami, ale jeśli już któryś w jakiś sposób wygrywa, to raczej jest nim Nothing Phone (4a) Pro.

Selfie w obu modelach wykonamy z wykorzystaniem identycznego aparatu o rozdzielczości 32 Mpix (f/2.2, 89°). I raczej nikogo nie zaskoczy, że jakość zdjęć jest dokładnie taka sama, a więc po prostu dobra.

Szczegółowość stoi na zadowalającym poziomie, kolorystyka jest zbliżona do naturalnej, a tło nieprzepalone, nawet przy robieniu fotki na zewnątrz, na tle bezchmurnego nieba.

Jeżeli chodzi o kwestię wideo, tu obyło się bez rozbieżności. Zarówno Nothing Phone (4a), jak i Nothing Phone (4a) Pro, umożliwiają nagrywanie filmów w maksymalnej rozdzielczości 4K przy 30 klatkach na sekundę.

Przy tym, decydując się na wybór 4K, podobnie jak 1080p w 60 klatkach, tracimy możliwość wykorzystania ultraszerokiego kąta, bo ma on zbyt niską rozdzielczość. Dostęp do pełnego zakresu obiektywów zyskujemy dopiero przy 1080p 30 kl./s. Jednak, co równie ważne, w każdym przypadku możemy swobodnie przełączać się podczas kręcenia między dostępnymi wówczas oczkami.

Jakościowo – w zasadzie podobnie jak w przypadku zdjęć – jest zupełnie w porządku. Szczegółowość obrazka stoi na niezłym poziomie, a stabilizacja przy umiarkowanych ruchach jest dość skuteczna, choć im szybciej, tym obrazek staje się bardziej roztrzęsiony.

Nothing Phone (4a) i (4a) Pro

Podsumowanie

Testy smartfonów Nothing Phone (4a) i (4a) Pro upłynęły mi bardzo przyjemnie. Tak bardzo, że przedłużyły mi się bardziej, niż się spodziewałem. Niezależnie od tego, który z tych dwóch modeli rozpatrujemy, każdy ma w sobie garść naprawdę fajnych rzeczy, którymi umie do siebie przekonać.

Bardzo dobre ekrany, dobre głośniki, praktycznie nienaganna wydajność, fajna nakładka systemowa, solidna bateria, niezła szybkość ładowania czy bardzo przyzwoity aparat – to tylko część zalet łączących oba te smartfony. Trudno odmówić im również solidnego wykonania i nietuzinkowego desingu, który naprawdę może się podobać, a fajny smaczek stanowi też obecność interfejsu Glyph, będącego w zasadzie unikatowym rozwiązaniem.

Ponarzekać mogę natomiast na wyraźnie gorszy od reszty aparat ultraszerokokątny, brak pełnej odporności na wodę IP68, zarezerwowanie obsługi eSIM tylko dla droższego modelu oraz relatywnie krótkie wsparcie, obiecujące tylko trzy aktualizacje do nowych wersji systemu.

Wybór między nimi rozstrzyga się w zasadzie głównie o wygląd i funkcje dodatkowe. Nothing Phone (4a) Pro może skusić chociażby nieco smuklejszą, aluminiową konstrukcją oraz bardziej funkcjonalną matrycą Glyph Matrix, podczas gdy Nothing Phone (4a) ma nieco bardziej – nazwijmy to – fikuśne wzornictwo całych plecków. We wszystkich innych, kluczowych kwestiach, wypadają one już bardzo podobnie.

Niemniej jednak, oba te smartfony realnie stanowią świetną opcję dla tych, którzy poszukują powiewu świeżości i czegoś nowego, innego od dotychczas używanych – zapewne bardziej nudnych – urządzeń.

Nothing Phone (4a) i (4a) Pro
Recenzja Nothing Phone (4a) i (4a) Pro. Nic więcej nie potrzebujesz
Zalety
bardzo dobre wyświetlacze
bardzo dobra wydajność i kultura pracy
ogólnie zupełnie niezłe, zadowalające możliwości fotograficzne
solidny czas pracy
całkiem szybkie ładowanie 50 W
dobre głośniki
nietuzinkowy design i wysoka jakość wykonania (zwłaszcza modelu Pro)
Glyph potrafi być przydatny
Wady
wyraźnie gorszy aparat ultraszerokokątny
brak pełnego IP68
dość krótkie wsparcie aktualizacjami do nowych wersji systemu (tylko 3 lata)
brak eSIM w tańszym modelu
przycisk Essential Key powinien być dodatkowo konfigurowalny
8.5
Ocena
Redaktor, recenzent