Recenzja Samsunga Galaxy S26 Ultra. Bezpieczna ewolucja

Jak mogliście przeczytać we wpisie na premierę smartfonów z serii Galaxy S26, bardzo nie podoba mi się podejście Samsunga do swoich flagowców. Zmian jak na lekarstwo, cena mocno w górę, a mimo to podobno klienci rzucili się na najnowsze telefony Samsunga w przedsprzedaży. Sprawdźmy – na przykładzie Galaxy S26 Ultra – czy słusznie.

Przy czym nie będzie to standardowa recenzja. Po dwóch tygodniach użytkowania skupię się tylko na tych aspektach, na których – moim zdaniem – warto. A wśród nich na takich, które rzeczywiście zmieniły się względem Samsunga Galaxy S25 Ultra czy Samsunga Galaxy S24 Ultra.

Złośliwi powiedzą, że ten tekst będzie zatem strasznie krótki. Postaram się jednak rozwiać wszelkie wątpliwości na tyle, by osoby potencjalnie zainteresowane zakupem wiedziały czy rzeczywiście warto.

Samsung Galaxy S26 Ultra vs Samsung Galaxy S25 Ultra – co się zmieniło?

Największa nowość to oczywiście ekran prywatny, ale do niej – pozwólcie – jeszcze wrócimy, by rozwinąć ten temat tak, jak na to zasługuje. Kolejna rzecz to nowszy procesor – Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5 i przeprojektowana komora parowa. Szybsze jest też ładowanie – to już nie 45 W, a wreszcie 60 W (przy czym chińska konkurencja na tym polu odjechała już dawno).

Następne rzeczy to jaśniejszy obiektyw główny 200 Mpix i tele 50 Mpix, odpowiednio: f/1.4 (vs f/1.7) i f/2.9 (vs f/3.4), powrót do aluminiowej ramki telefonu (nie jest już pokryta tytanem) oraz przeprojektowana główka rysika S Pen, która sprawia, że tylko w jednej, konkretnej pozycji, chowa się całkowicie w slot (bo ogólnie można go włożyć w obie strony, tylko w tej złej orientacji będzie wystawał). I jeszcze nieco cieńsza obudowa – 7,9 mm vs 8,2 mm w poprzedniku.

Z rzeczy typowo technicznych – to wszystko. Pozostałe nowości to kwestie związane z oprogramowaniem, które (jak mniemam) powinny zostać udostępnione w ramach aktualizacji do OneUI 8.5 również na starsze flagowce Samsunga. Ah, i oczywiście Galaxy S26 Ultra ma jeszcze nagrywanie wideo w LOG-u z wykorzystaniem kodeku APV i świetnie wyglądający tryb super stabilizacji obrazu z utrzymywaniem horyzontu. 

@tabletowo.pl

[zaproszenie x Samsung] Jedną z nowości w Samsungu Galaxy S26 Ultra jest tryb super stabilizacji z blokadą horyzontu – jest wow czy niekoniecznie?

♬ oryginalny dźwięk – Tabletowo

Tak, to już było w Motoroli Edge 40 Pro w 2023 roku, ale mało kto o tym pamięta. I – tak – jest też w kamerkach sportowych, ale spróbujcie z nich zadzwonić ;)

Specyfikacja Samsunga Galaxy S26 Ultra:

  • płaski wyświetlacz 6,9″ Dynamic AMOLED 2X, 3120 x 1440 pikseli, 1-120 Hz, Gorilla Glass
    Armor 2, HDR10+, ekran prywatny, 
  • Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5,
  • 12 GB LPDDR5X,
  • 256 GB pamięci,
  • Android 16 z nakładką One UI 8.5,
  • aparat 200 Mpix (główny, 85°, f/1.4, OIS, dual pixel) + 50 Mpix (ultraszerokokątny, 120°, f/1.9), 10 Mpix (teleobiektyw, 36°, f/2.4, 3x zoom optyczny, OIS) + 50 Mpix (teleobiektyw, 22°, f/2.9, 5x zoom optyczny, OIS),
  • aparat przedni 12 Mpix (80°, f/2,2),
  • WiFi 7, 
  • UWB, 
  • dual SIM (2x nano + e-SIM),
  • 5G, 
  • GPS, GLONASS, Beidou, Galileo,
  • Bluetooth 6.0, 
  • NFC,
  • USB typu C,
  • dwa głośniki Dolby Atmos,
  • ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych w ekranie,
  • akumulator o pojemności 5000 mAh, ładowanie 60 W, bezprzewodowe ładowanie 25 W, ładowanie zwrotne,
  • wymiary: 163,6 x 78,1 x 7,9 mm,
  • waga: 214 g,
  • IP68.

Ekran prywatny jest super. Folie prywatyzujące mu nie dorównują

Na ekran każdego telefonu można nakleić folię prywatyzującą i uzyskać ten sam efekt co w Galaxy S26 Ultra – takie głosy pojawiły się po premierze tego modelu. Większej bzdury nie słyszałam.

Folia prywatyzująca wpływa na jakość wyświetlanego obrazu nie tylko pod kątem, ale też na wprost – i jest taka przez cały czas, dopóki jej nie zerwiemy. Privacy display w najnowszym flagowcu Samsunga z kolei może działać na trzech różnych poziomach – łącznie z tym, że można go całkowicie wyłączyć, gdy tylko tego chcemy. A następnie włączyć, gdy poczujemy taką potrzebę. W dodatku zrobimy to z poziomu górnej belki systemowej. Łatwiej być nie mogło. 

Ekran prywatny to rozwiązanie hardware’owe, oparte na dwóch rodzajach pikseli – wąskich i szerokich. Te pierwsze emitują światło na wprost, natomiast drugie – na boki. Po włączeniu Privacy Display drugie z nich są dezaktywowane.

@tabletowo.pl

Standardowo wyświetlacz Samsunga Galaxy S26 Ultra wygląda tak, jak w przypadku dwóch poprzednich generacji – jest zmatowiony i nic nie wskazuje na to, że coś się zmieniło. Wystarczy jednak wejść w ustawienia w sekcję “ekran zapewniający prywatność”, by zmieniło się wszystko. Ekran prywatyzujący w Samsungu Galaxy S26 Ultra to naprawdę fajna nowość.

♬ oryginalny dźwięk – Tabletowo

Z funkcji tej możemy korzystać na trzy sposoby. Pierwszy to z włączonym filtrem prywatności dla powiadomień, jak również podczas wpisywania wszelkiego rodzaju haseł czy korzystania z wybranych aplikacji – tak, to oznacza, że ekran może być normalnie widoczny pod kątem dla innych podczas przeglądania stron internetowych, ale np. po włączeniu Messengera staje się niewidoczny, bo automatycznie włącza się tryb prywatności w podstawowym zakresie.

No bo właśnie, zakresy są dwa: podstawowy i maksymalny (Maksymalna ochrona prywatności). W pierwszym z nich widoczność pod kątem jest ograniczona, ale nie do zera. Spada też nieco sama jakość obrazu, ale nieprzesadnie, podobnie jak jasność wyświetlacza, choć ta już zauważalnie. W drugim z nich natomiast ekran staje się wręcz mleczny (znacznie odbija się to na odwzorowaniu kolorów), ale zapewnia dużo wyższą prywatność – patrząc z boku rzeczywiście nie widać nic.

Osobiście preferuję korzystanie z telefonu z włączoną prywatyzacją dla powiadomień i konkretnych aplikacjach. Tylko w wybranych sytuacjach (np. w komunikacji miejskiej) przełączam się na maksymalny tryb. Takie żonglowanie ustawieniami jest dla mnie najbardziej optymalne.

Czy oczy bolą podczas korzystania z ekranu Galaxy S26 Ultra?

Na reddicie i X spotkałam się z wieloma opiniami na temat bolących oczu i głowy podczas korzystania z Samsunga Galaxy S26 Ultra. Jednocześnie dostrzegłam też sporo opinii osób, które z podobnymi problemami się nie spotkały. 

Ja jestem w drugiej z tych grup – nie mam najmniejszych objawów bólu głowy czy oczu, przy czym zdecydowałam się używać tego telefonu z domyślnie ustawioną rozdzielczością Full HD+ i odświeżaniem 120 Hz, podczas gdy problemy pojawiają się podobno przy QHD. Po przełączeniu się na tą rozdziałkę na pół dnia też nie zauważyłam problemu.

Faktem jest jednak, że Galaxy S26 Ultra wciąż korzysta z niskiej wartości PWM. Podczas gdy konkurencja odjechała do poziomu nawet 4320 Hz (na ciebie patrzę, Honor Magic 8 Pro), tak Samsung został przy dużo niższej wartości (480 Hz, jeśli się nie mylę). To może wpływać na szybsze męczenie się oczu. Miejmy jednak nadzieję, że przy okazji przygotowywania serii Galaxy S27 producent rozważy wzięcie również tego aspektu pod uwagę.

Czas pracy Samsunga Galaxy S26 Ultra

Pisałam już o tym przy okazji premiery, ale powtórzę się też teraz, bo to jest coś, co trzeba podkreślać: Samsung od 2020 roku nie zwiększył pojemności ogniwa montowanego w swoim najważniejszym flagowym produkcie. Galaxy S20 Ultra, Galaxy S21 Ultra, Galaxy S22 Ultra, Galaxy S23 Ultra, Galaxy S24 Ultra, Galaxy S25 Ultra i teraz Galaxy S26 Ultra – ich wspólnym mianownikiem jest bateria 5000 mAh. Żeby tego było mało – nie jest to akumulator krzemowo-węglowy, choć Samsung nie wyklucza przejścia na takie rozwiązanie w przyszłości.

No dobrze, a jaki czas pracy jesteśmy w stanie wycisnąć z Samsunga Galaxy S26 Ultra? Przeróżny – zależny od intensywności użytkowania, jasności ekranu i wykorzystywanych modułów. Zresztą, zaraz się przekonacie, co konkretnie mam na myśli. Wszystkie cykle baterii testowane były z wyłączonym Always on Display.

Pierwszy pełen dzień, który ten sprzęt spędził w moich rękach, był niesamowicie intensywny – zaczął się o szóstej rano, obejmował kilkugodzinne warsztaty foto z fotospacerem i użytkowanie telefonu przez większość czasu z maksymalną jasnością ekranu i non stop na 5G. Jak się możecie spodziewać, szybko skapitulował – o 15:59 pokazał 6%, z SoT na poziomie 4h42’.

W warunkach typowych, też na 5G, odłączając telefon rano (8-9), używając go z automatyczną jasnością ekranu (najczęściej w okolicach połowy skali), Galaxy S26 Ultra potrafił w moich rękach dociągnąć do wczesnego wieczoru (ok. 20), z SoT między 4 a 5 godzin. Przy czym przekroczenie 5 godzin było niemożliwe.

Dla przypomnienia, w przypadku poprzednika SoT na 5G w moim przypadku najczęściej wahał się w granicach 3,5-4 godziny. A zatem muszę stwierdzić, że aspekt ten uległ lekkiej poprawie. 

A jak jest na WiFi? W mniej intensywne dni potrafiłam kończyć je z zapasem 30-50% baterii z SoT na poziomie od 4 do nawet nieco ponad 4 i pół godziny. Raz, mocniej eksploatując telefon, osiągnął 6,5 h SoT i wciąż miał zapas w postaci 25%. W trybie mieszanym przebicie 6h nie stanowiło problemu. Nie ukrywam – spodziewałam się lepszych wyników na WiFi.

biały Galaxy S26 Ultra – moim zdaniem – jest najładniejszy

Czas ładowania

Pierwszy cykl ładowania jakąś wolniejszą ładowarką rozpoczęłam z 28% baterii – na ekranie widniała wtedy informacja, że do pełnego naładowania zostały 43 minuty. Po 22 minutach stan naładowania wzrósł do 77%, po kolejnych 6 minutach – do 87%. 

Drugi cykl realizowałam już z wykorzystaniem szybkiej ładowarki. Telefon startował z poziomu 6% i pokazywał wtedy, że do pełnego naładowania potrzebnych będzie 48 minut. Po 22 minutach telefon wskazywał 64%, by po kolejnych 29 minutach – 100%. Można zatem stwierdzić, że estymacja prawie pokryła się z rzeczywistością (ładowanie zajęło dokładnie 51 minut).

Ogólnie super jest to, że wreszcie flagowiec Samsunga potrafi szybko naładować się do sensownego poziomu – np. od 7% do 35% w zaledwie 11 minut. Jasne, to nie jest nic nadzwyczajnego i konkurencja robi to szybciej, ale dobrze widzieć, że Samsung zrobił choć mały kroczek w dobrą stronę.

Aha, i warto pamiętać, że wciąż Galaxy S26 Ultra można ładować indukcyjnie – 25 W. Obsługuje też bezprzewodowe ładowanie zwrotne (oddawanie energii przydaje się np. do ładowania słuchawek, takich jak testowane przeze mnie Galaxy Buds 4 Pro).

Jakie zdjęcia robi Samsung Galaxy S26 Ultra?

W rankingu DxOMark Samsung Galaxy S26 Ultra zajął dopiero 18 miejsce, a mnie – po zrobieniu prawie tysiąca zdjęć przez ostatnie dwa tygodnie – w ogóle to nie dziwi.

Nie można powiedzieć, że Galaxy S26 Ultra robi brzydkie czy złe zdjęcia – co to to nie. Ale od flagowca za co najmniej 6,5 tysiąca złotych nie oczekujemy tylko tego, by zdjęcia nam się podobały. Chcemy, by wyróżniały się w tłumie innych fotek zrobionych przeróżnymi, również tańszymi, smartfonami.

W galerii testowego Galaxy S26 Ultra mam sporo zdjęć, które uznaję, że mogą robić wrażenie. Przy czym sporo z nich zawdzięcza to po prostu dobrym kadrom, a nie wyjątkowej jakości – zwłaszcza te z zoomem, do czego jeszcze wrócimy.

Na plus niewątpliwie zasługuje ostrość obiektów na pierwszym planie i ładne rozmycie tła za fotografowanym obiektem, zachowanie naturalnej kolorystyki i balansu bieli, jak i dobra rozpiętość tonalna. 

Z dobrej strony pokazuje się też tryb portretowy, w przypadku którego polubiłam opcję zachowania na zdjęciu tylko części kolorowego kadru, podczas gdy cała reszta jest w odcieniach szarości (nazywa się to: kolorowy punkt i nie jest niczym nowym).

Zacznijmy od tego, że teleobiektyw, zapewniający 5-krotny zoom optyczny w Galaxy S26 Ultra, został pozbawiony konstrukcji peryskopowej. W efekcie nie ostrzy już z tak bliskiej odległości jak poprzednik, przez co w zdjęciach makro sprawdza się już, niestety, dużo gorzej.

Znacie mnie już trochę i doskonale wiecie, że uwielbiam robić zdjęcia z zoomem. I to nie tylko 10-krotnym (gdzie Galaxy S26 Ultra pozwala jeszcze uzyskać niezłe rezultaty, choć teleobiektyw z 10-krotnym zoomem optycznym jako ostatni w serii miał Galaxy S23 Ultra), ale też większym – 20-, a czasem i 30-krotnym. I tu już, niestety, Samsung poddaje się względem chińskiej konkurencji. 

Weźmy na tapet takiego Vivo X300 Pro. O ile Samsung może rywalizować z nim przy ogólnym planie (1x), tak nie ma szans przy zdjęciach z większym zoomem. Zresztą, co ja się tu będę rozpisywać – podrzucam trochę zdjęć porównawczych, byście mogli sami zobaczyć, co mam na myśli. 

A tu jeszcze pozwoliłam sobie dodać Xiaomi 17:

Oczywiście – Vivo X300 Pro pełnymi garściami czerpie z algorytmów AI, przez co momentami te zdjęcia są aż przeejajowane. Ale to właśnie zdjęcia z tego telefonu mają więcej detali, są ostrzejsze, mają wyższy kontrast i ładniejsze kolory. W efekcie są przyjemniejsze dla oka i trudno nie uznać ich za jednoznacznie lepsze. 

A jak wypada Samsunga Galaxy S26 Ultra na tle Samsunga Galaxy S25 Ultra pod względem zdjęć? Trudno nie odnieść wrażenia, że… bardzo podobnie, o ile nie identycznie. Odnoszę wrażenie, że nowy model lepiej zarządza światłem i wyciąganiem detali z cieni, ale to różnice wrecz marginalne.

Dodam jeszcze, że z nieznanego mi powodu Samsung usunął z dostępnych pod ręką trybów tryb nocy, przez co wszyscy uważają, że… nie ma go tu wcale. Tymczasem pojawienie się dedykowanego trybu nocnego można wymusić – wystarczy pogrzebać w ustawieniach aparatu. Inna rzecz, że zdjęcia z automatu w nocy i z dedykowanego trybu nocnego są praktycznie takie same.

A, i jeszcze kilka selfie:

Nowe funkcje w oprogramowaniu, czyli jeszcze więcej Galaxy AI

Samsung Galaxy S26 Ultra działa w oparciu o Androida 16 z nakładką One UI 8.5, który będzie aktualizowany przez kolejnych siedem lat (do 2033 roku). W oprogramowaniu znajdziemy szereg nowości, które – o ile aktualnie są ekskluzywne dla właśnie tego modelu – spodziewam się, że wkrótce trafią też na poprzednie flagowce marki.

Najciekawszą, z mojego punktu widzenia, nowością, jest możliwość edycji zdjęć na podstawie wpisywanych promptów. Dotychczas można było dorysowywać różne obiekty do fotografii czy też usuwać z nich elementy – teraz edycja weszła na zupełnie nowy poziom. Dla osób, które lubią się bawić w edytorze zdjęć, to naprawdę fajna rzecz. 

Zwłaszcza, że – co warto zaznaczyć – zachowane są odpowiednie proporcje dodawanych rzeczy do zdjęć, ich fizyka i wielkość. Możecie zauważyć, że po dodaniu palmy, ta pojawiła się też w odbiciu. Samochody dodane na moim selfie jadą jeden za drugim i są takiej samej wielkości. AI robi tu imponująco dobrą robotę.

Druga opcja, którą doceniam, to gumka audio. Mieliśmy z nią do czynienia w zeszłym roku, ale tylko w aplikacjach Samsunga – można było usunąć szum czy niechciane dźwięki z własnych nagrań wideo czy audio. Teraz funkcja ta została rozszerzona na aplikacje firm trzecich, w tym na YouTube, Instagramie czy Netfliksie. 

Do Now Brief i Now Bar dołączył Now Nudge. Przy czym dla mnie to kolejny dodatek, który dla jednych będzie użyteczny, dla innych – zbędny. Jest to pewnego rodzaju asystent w aplikacjach obsługujących wiadomości tekstowe (Whatsapp, Signal, Wiadomości Samsung, Wiadomości Google, Instagram DM i kilka mniej znanych).

Opiera się na analizowaniu kontekstu rozmów i proponowaniu kolejnego kroku – np. gdy ktoś wyśle nam wiadomość zawierającą propozycję spotkania w konkretnym miejscu i czasie, od razu dostaniemy opcję dodania go do kalendarza z użyciem jednego kliknięcia.

Nie można też nie wspomnieć o funkcji Przeglądanie połączeń, w ramach której asystent odbiera za nas połączenia automatycznie i pyta rozmówcę kim jest i dlaczego dzwoni. Może mieć to zastosowanie wyłącznie dla numerów podejrzanych o spam i oszustwa, ale też po prostu nieznanych dzwoniących.

Podczas rozmowy na ekranie widzimy jej tekstowy przebieg, a po jej zakończeniu mamy dostęp do jej nagrania i transkrypcji. Oczywiście – za takie połączenie płacimy standardową stawkę, więc jeśli ktoś dzwoni z zagranicy, może być to kosztowna rozmowa.

Co jeszcze warto wiedzieć o Samsungu Galaxy S26 Ultra?

Za działanie Galaxy S26 Ultra odpowiada procesor Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5 przy współpracy 12 GB RAM (16 GB RAM jest tylko w wersji z 1 TB). Jest szybko, wydajnie i bezproblemowo – dokładnie tak, jak można się było tego spodziewać.

A czy Galaxy S26 Ultra się grzeje? Samsung przeprojektował komorę parową i, rzeczywiście, wpłynęło to pozytywnie na rzadsze nagrzewanie się obudowy. To nie jest jednak tak, że nie nagrzewa się w ogóle. Odczułam to właściwie tylko dwukrotnie, ale muszę to odnotować. Pierwszy raz, gdy w pełnym słońcu przez długi czas robiłam sporo zdjęć po sobie. Drugi – gdy przez ok. godzinę na 5G korzystałam intensywnie z telefonu, przełączając się pomiędzy różnymi apkami. W pozostałych scenariuszach (pomijając oczywiście gry i benchmarki) telefon podczas testów pozostawał chłodny.

Dla wielbicieli benchmarków ciekawostka – wynik Galaxy S26 Ultra może być imponujący lub ledwo taki sobie. I uzyska je dokładnie ten sam egzemplarz telefonu. Wszystko zależy od wstępnej temperatury. Standardowo w pomieszczeniu rozpoczynając test, udało mi się uzyskać niecałe 3,5 mln punktów.

Zdziwiłam się, bo Janek z GSMOnline przebił barierę 4 mln punktów. Skontaktowałam się z nim. Na moją prośbę powtórzył test i… wynik zbliżył się do mojego. Zwróćcie uwagę na temperaturę początkową w każdym z przypadków.

3DMark Wild Life Extreme Stress Test: 7239 / 3356 / 46,4%

Wypadałoby jeszcze wspomnieć o rysiku S Pen, który – podobnie jak rok temu – nie ma Bluetooth. Jest też zauważalnie i odczuwalnie mniejszy od wszystkich poprzednich. I, tak, dalej czuć od niego zapach palonego plastiku ;)

Wypadkową zastosowania rysika jest brak magnesów bezpośrednio w obudowie – chcąc korzystać z akcesoriów magnetycznych, trzeba sięgnąć po specjalnie etui. Swoją drogą, jestem ciekawa, poświęcilibyście obecność S Pena (zwłaszcza teraz, gdy stracił sporo funkcji przez wykastrowanie z Bluetooth) dla androidowego MagSafe?

Na koniec zostawiłam jeszcze kwestię głośników. Spotkałam się z opiniami, że są lepsze niż w Galaxy S25 Ultra. Mając możliwość porównania ich ze sobą bezpośrednio zauważalna jest właściwie tylko jedna rzecz – głośniki w Galaxy S26 Ultra grają delikatnie czyściej. A to oznacza, że – niezmiennie – grają doskonale. Zastanawiające jest jednak to, że zeszłoroczny flagowiec ma opcję Zwiększ głośność dialogów, której w tegorocznym modelu brakuje, a która jest niesamowicie przydatna np. na YouTube.

A, i oczywiście do naszej dyspozycji jest rozpoznawanie twarzy (2D, nie 3D) oraz ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych. Oba rozwiązania działają bezproblemowo.

Podsumowanie

Samsung Galaxy S26 Ultra stanowi udaną ewolucję serii – udaną, ale jednocześnie bardzo bezpieczną. Co prawda zmian jest mało, to jednak trudno odmówić mu świetnej opcji, którą wyróżnia się na rynku, w postaci ekranu prywatnego. Doceniam też szybsze ładowanie (przy czym konkurencja ładuje się szybciej) i funkcję blokady horyzontu (choć Samsung nie wprowadził jej jako pierwszy).

Jednocześnie nie mogę powiedzieć, by wymienione wyżej nowości były warte przesiadki z Galaxy S25 Ultra czy nawet Galaxy S24 Ultra. Mając Galaxy S23 Ultra lub Galaxy S22 Ultra – rozważyłabym zmianę, przy czym najbardziej opłacalny moment, by to zrobić, właśnie minął – w przedsprzedaży można było bowiem skorzystać z odkupu i mieć dwukrotnie więcej pamięci (wtedy opcja 512 GB była opłacalna).

No bo właśnie – cena. Jak już wiecie, Samsung mocno odleciał, ustalając premierowe ceny swojego najnowszego flagowca. W stosunku do zeszłej generacji cena w momencie premiery wzrosła o 500 złotych w przypadku wersji 12/512 i aż o 700 złotych w wersji 1 TB. Tylko 12/256 zdrożała o – zaledwie – 100 złotych.

Przedsprzedaż skończyła się wczoraj i chyba Samsung doszedł do podobnego wniosku, co ja, i… obniżył ceny smartfonów z serii Galaxy S26. Zdecydowanie bardziej wolę taką ofertę niż słuchawki gratis. I – dzięki temu zagraniu – cena Galaxy S26 Ultra zbliżyła się do Galaxy S25 Ultra w dniu premiery, przez co model ten stał się dużo ciekawszą propozycją.

Jak wygląda cena Galaxy S26 Ultra na tle poprzednich generacji w dniu premiery?

Galaxy S26 Ultra – oferta od 11.03Galaxy S26 Ultra – oferta przedsprzedażowa (do 10.03)Galaxy S25 UltraGalaxy S24 Ultra
12/2566499 złotych6499 złotych6399 złotych6599 złotych
12/5126949 złotych7399 złotych6899 złotych7199 złotych
1 TB8049 złotych8699 złotych (16 GB)7999 złotych (12 GB)8249 złotych (12 GB)
Gdzie kupić?

Samsung Galaxy S26 Ultra 256 GB

ok. 6499 zł
(Przybliżona cena z dnia: 11 marca 2026)
Zawiera linki afiliacyjne.

_

PS. Byłam w San Francisco na zaproszenie Samsunga na premierze serii Galaxy S26 na konferencji Galaxy Unpacked. Nie ma to jednak najmniejszego wpływu na moją opinię na temat testowanego produktu. Dodaję ten disclaimer, żeby wszystko było jasne.

Recenzja Samsunga Galaxy S26 Ultra. Bezpieczna ewolucja
Zalety
ekran prywatny to świetna rzecz
wreszcie ładowanie 60 W
wydajność, działanie, kultura pracy
One UI z masą przydatnych (i tych mniej) opcji Galaxy AI
7 lat wsparcia aktualizacjami
skuteczny skaner linii papilarnych
doskonałe głośniki
blokada horyzontu podczas nagrywania wideo
ładowanie indukcyjne i zwrotne
dual SIM + eSIM
wzornictwo, jakość wykonania
IP68
Wady / braki / czepialstwo
stagnacja - pod wieloma aspektami
jakość zdjęć z większym zoomem niż 10x
niska częstotliwość PWM względem konkurencji
ponownie - S Pen bez Bluetooth
brak pełnoprawnego rozpoznawania twarzy (tylko 2D)
brak magnesów w obudowie, Qi 2
cena (nic dziwnego, że Samsung zdecydował się ją obniżyć)
8
Ocena