Zadebiutował Mercedes-Benz Klasy S po faceliftingu. Ponad 50% limuzyny – około 2700 komponentów – zostało opracowanych na nowo lub przeprojektowanych.
Odświeżony Mercedes-Benz Klasy S to prawie nowa generacja
Obecny Mercedes-Benz Klasy S został pokazany w 2020 roku. Dostaliśmy wówczas nowoczesną, komfortową i naszpikowaną elektroniką limuzynę. Jak miałem okazję przekonać się podczas testów Mercedesa s580e, do wymienionych przed chwilą cech dochodzi jeszcze genialny system audio, wzorowe wyciszenie wnętrza, całkiem efektywna praca hybrydowych napędów i wiele więcej.
Przyznam, że jestem zauroczony w S-ce i – mimo mojej wielkiej sympatii do samochodów z Bawarii – wolę ją od nowego BMW serii 7. Nie mogłem więc doczekać się tego, co producent wymyśli w ramach faceliftingu. Szczególnie, że nieoficjalne informacje wskazały na spore odświeżenie i długą listę zmian.
Nowy Mercedes-Benz Klasy S – zgodnie ze wspomnianymi przeciekami – faktycznie okazał się dużą aktualizacją. Firma podkreśla, że samochód prezentuje najbardziej kompleksową modernizację w ramach jednej generacji modelu. Ciekawe, czy decyzja była podyktowana coraz bardziej wymagającym rynkiem chińskim, czy jednak kluczowe okazały się inne czynniki.



Facelifting łatwo jest dostrzec na zewnątrz. Przeprojektowania doczekał się przedni grill, który teraz jest ogromny oraz podświetlany. Na wybranych rynkach podświetlana będzie nawet charakterystyczna gwiazda na masce. Nowy design mają też przednie reflektory oraz tylne, które z kolei zdają się nawiązywać do świateł Mercedesa klasy E.
Wysoki poziom komfortu ma zapewnić zawieszenie Airmatic z opcjonalnym systemem E-Active Body Control z inteligentnym tłumieniem dłuższych progów zwalniających oraz standardową skrętną tylną osią o kącie do 4,5° (opcjonalnie do 10°). Inteligentna regulacja wykorzystuje m.in. informacje Car-to-X od innych pojazdów Mercedes-Benz przekazywane za pośrednictwem chmury. Pozwala to odpowiednio wcześnie przystosować zawieszenie do przeszkód na drogach.



Mercedes-Benz Klasy S to też ulepszone silniki i nowe wnętrze
Pod maskę trafiły zmodernizowane silniki spalinowe. W cywilnych wersjach wciąż na górze oferty znajduje się V8, które teraz ma 537 KM i 750 Nm. Nie zabrakło jednostek 6-cylindrowych, w tym także diesli. Klienci mogą również zdecydować się na hybrydę plug-in, w której silnik R6 współpracuje z elektrycznym, a akumulator zapewnia nawet do 100 km zasięgu w trybie jazdy tylko na prądzie.
Dużo dzieje się też we wnętrzu. Na desce rozdzielczej znalazł się MBUX Superscreen, czyli zestaw trzech sporych ekranów – cyfrowe zegary, centralny wyświetlacz i ekran pasażera. Do tego dochodzi słusznych rozmiarów wyświetlacz Head-Up na przedniej szybie, a także możliwość zastosowania dwóch oddzielnych ekranów dla pasażerów z tyłu. Pasażerowie mają jeszcze do dyspozycji dwa piloty ze sporymi ekranami do sterowania wybranymi funkcjami.
Mocno odświeżony Mercedes-Benz Klasy S działa pod kontrolą nowego systemu operacyjnego MB.OS, w którym postawiono na jeszcze więcej inteligentnych funkcji. We wnętrzu może znaleźć się wydajny, chłodzony cieczą komputer, którego możliwości mają wykorzystać przyszłe funkcje wspomagania jazdy. Do tego wszystkiego można jeszcze dobrać… podgrzewane pasy bezpieczeństwa.



Ile kosztuje Mercedes-Benz Klasy S po faceliftingu?
W polskim konfiguratorze nie widzę jeszcze cennika dla wariantu zwykłego, natomiast wersja Long startuje od 585 tys. złotych za podstawowego, 6-cylindrowego diesla. Osoby preferujące jednostki benzynowe muszą na ten moment przygotować się na wydatek co najmniej 612 tys. złotych. Z kolei model z V8 został wyceniony na 684 tys. złotych. Oczywiście dodatkowe wyposażenie pozwala przekroczyć ponad milion złotych.






