Od 19 lat Apple jest na szczycie najbardziej podziwianych firm na świecie, ale równocześnie ma opinię „łasej na pieniądze”, a nawet „chciwej”. Polityka cenowa Amerykanów może jednak zapewnić korzyść również ich klientom. Jak to możliwe?
„Chciwość” Apple może przynieść korzyść klientom w 2026 roku
Choć coraz częściej pojawiają się stwierdzenia, że sprzęt Apple jest opłacalny, ponieważ stosunek jego ceny do wyposażenia jest atrakcyjny (za przykład mogą posłużyć choćby iPhone 17 i Mac Mini z Apple M4), to firma wciąż ma w swojej ofercie absurdalnie wycenione produkty (jak zestaw kółek do Maca Pro za 4199 złotych czy ściereczka do czyszczenia – tzw. iSzmata – za 119 złotych).
Polityka cenowa Apple sprawiła, że produkty tej marki stały się obiektem pożądania dla milionów osób, a to z kolei przełożyło się na jej wysokie przychody i bardzo silną pozycję na rynku. Dla Amerykanów jest to także argumentem w negocjacjach z dostawcami części do ich urządzeń.
Analityk Ming-Chi Kuo twierdzi, że obecnie ceny pamięci do iPhone’ów negocjowane są co kwartał, a nie co pół roku jak wcześniej, dlatego należy się spodziewać kolejnej podwyżki w drugim kwartale 2026 roku z uwagi na szybko rosnące ceny pamięci. Kości RAM zdają się jednak drożeć bardziej (szybciej) niż NAND.
Ming-Chi Kuo zauważa też, że pozycja Apple pomaga firmie zapewnić sobie dostawy pamięci. To nie takie oczywiste, ponieważ obecnie nie każdy producent (niezwiązany z branżą AI), który jest w stanie zapłacić (nawet więcej), może zagwarantować sobie dostawy niezbędnych pamięci.
Tak, Apple zapłaci więcej, ale klienci już nie
Apple podobno zamierza wziąć na siebie dodatkowe koszty, wynikające z podwyżek cen pamięci. Firma jest w stanie to zrobić, ponieważ jej marża jest bardzo wysoka – po prostu zarobi mniej na sprzedaży iPhone’ów. Zamierza to sobie jednak „odbić” na sprzedaży usług, które są już drugą najbardziej dochodową kategorią w ofercie giganta z Cupertino.
Zdaniem Ming-Chi Kuo Apple chce przekuć chaos w swoją przewagę, aby zwiększyć udziały na rynku. Ma to być możliwe dzięki temu, że iPhone 18 będzie kosztował tyle samo, ile iPhone 17, przynajmniej w podstawowej wersji pamięciowej. To właśnie te są bowiem najczęściej kupowane przez klientów, a ponadto to bazowe ceny znajdują się w materiałach promocyjnych.
W związku z tym większość osób zapewne nawet nie będzie świadoma, że wersje z większą ilością pamięci są droższe (jeśli tak się stanie) – to zdecydowanie pozytywnie wpłynie na wizerunek firmy. Klienci mogą docenić, że w tak trudnych czasach nie podniosła cen, podczas gdy ciągle powtarza się, że smartfony podrożeją w 2026 roku.






