Do możliwości testów nowego OnePlusa 15 podszedłem ze sporą dozą entuzjazmu. Moje oczekiwania były spore, bo testowana przeze mnie dwa lata wstecz dwunastka pozostawiła po sobie świetne wrażenie (zresztą, Bartek testując zeszłorocznego OnePlusa 13 miał niemniej pozytywne odczucia). Nowy OnePlus 15 ma być jeszcze wydajniejszy, jeszcze dłużej działać na baterii i – wedle obietnic – robić jeszcze lepsze zdjęcia. Choć – patrząc na specyfikację – w tym ostatnim aspekcie zaliczył pewien regres. Jaki więc jest ten nowy flagowiec marki jeden z plusem?
Specyfikacja techniczna OnePlus 15:
- wyświetlacz AMOLED LTPO o przekątnej 6,78″, rozdzielczość 2772×1272 pikseli, adaptacyjna częstotliwość odświeżania 1-120 Hz, maksymalna 165 Hz, jasność HBM do 1800 nitów, minimalna jasność 1 nit, Gorilla Glass Victus 2,
- ośmiordzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5 z GPU Adreno 840,
- 16 GB RAM LPDDR5X Ultra+,
- 512 GB pamięci wewnętrznej UFS 4.1,
- system Android 16 z interfejsem OxygenOS 16.0,
- aparat główny 50 Mpix (matryca IMX906, f/1.8, OIS) + ultraszerokokątny 50 Mpix (OV50D, f/2.0, 116°, AF) + teleobiektyw peryskopowy 50 Mpix (S5KJN5, 3,5-krotny zoom optyczny, f/2.8, OIS), silnik obrazu OnePlus DetailMax,
- przedni aparat 32 Mpix (IMX709, f/2.4, AF),
- WiFi 7 (802.11be), 2.4 + 5 + 6 GHz, 2×2 MIMO,
- 5G, 4×4 MIMO, VoLTE i WiFi Calling, eSIM,
- dualSIM (2x nanoSIM/nanoSIM + eSIM/2x eSIM),
- Bluetooth 6.0 z kodekami audio SBC, AAC, aptX Adaptive, LDAC, LHDC 5.0,
- NFC,
- GPS, GLONASS, BeiDou, Galileo, QZSS,
- głośniki stereo, wibracyjny silnik liniowy osi X,
- ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych w ekranie,
- USB-C 3.2 Gen 1,
- akumulator krzemowo-węglowy o pojemności 7300 mAh, ładowanie przewodowe 120 W SuperVOOC+ indukcyjne 50 W AirVOOC + zwrotne bezprzewodowe,
- wymiary: 161,4×76,7×8,2 mm,
- waga: 215 g,
- IP68, IP69, IP66 i IP69K.
OnePlus 15 zadebiutował na rynku w cenie 3999 złotych za bazową konfigurację 12/256 GB oraz 4699 złotych za 16/512 GB. Dostępne są trzy wersje kolorystyczne: czarna (Infinite Black), piaskowa (Sand Storm) i fioletowa (Ultra Violet), przy czym podstawowy wariant dostępny jest tylko w kolorze Infinite Black.
Tutaj wypada przypomnieć, że jeszcze do 14 grudnia obowiązuje promocja premierowa na OnePlusa 15, w ramach której klienci mogą otrzymać w prezencie naprawdę zacny zegarek OnePlus Watch 3 (43 mm). Oprócz tego, w okresie promocji cena wariantu 16/512 GB jest obniżona o 300 złotych, a więc wynosi 4399 złotych.
OnePlus 15

Rysują się, ale się… nie rysują – takich plecków jeszcze nie widziałem!
O ile trzy poprzednie generacje flagowców OnePlusa można było uznać za w dużej mierze podobne do siebie, nowy OnePlus 15 doczekał się dość znaczącego przeprojektowania i niesie za tym swego rodzaju powiew świeżości. W tegorocznym modelu postawiono na większą prostotę wzornictwa, co – mi osobiście – przypadło do gustu, choć to już oczywiście kwestia stricte indywidualna.
W aspekcie jakości wykonania obyło się bez zaskoczeń – bryła zbudowana jest z dwóch całkowicie płaskich tafli szkła, które łączy ze sobą również płaska aluminiowa rama. OnePlus 15 dostępny jest w trzech wersjach kolorystycznych (czarna, piaskowa i fioletowa) i każda z nich ma w pełni matowe wykończenie plecków i ramy.
Szkło na wyświetlaczu na dzień dobry pokryte jest folią ochronną, która jest na tyle dobrze dopasowana, że raczej sugeruję zostawienie jej przynajmniej na jakiś czas. Sumarycznie, front prezentuje się fantastycznie – ramki dookoła ekranu są bardzo wąskie (OnePlus chwali się, że mają tylko 1,15 mm grubości) i w pełni symetryczne, przez co mamy wrażenie, że przód wypełnia niemalże wręcz sam wyświetlacz.


Do testów przypadła mi wersja kolorystyczna Infinite Black. I o ile z reguły trochę utyskuję na czarne telefony, że są trochę nudne, tak OnePlus 15 oferuje na tyle intrygujące wykończenie, że wręcz cieszę się z otrzymania właśnie tego wariantu.
Po pierwsze, z racji wspomnianego matowego finiszu, czerń jest głęboka, a dodatkowo, odcień plecków oraz ramki jest do siebie wysoce zbliżony. Dodaje to jeszcze większej elegancji i sprawia trochę wrażenie, jakbyśmy trzymali w dłoni jednolitą, czarną sztabkę.
Po drugie, tylny panel ma bardzo charakterystyczną w dotyku teksturę, przypominającą ceramikę. Nie dość, że daje ona świetne odczucie podczas trzymania, jest niesamowicie gładka i powoduje, że telefon wręcz nie wyślizguje się z dłoni, to jeszcze w zasadzie nie rysuje się. Znaczy, w sumie to się rysuje, ale jednak się nie rysuje.
Powłoka plecków jest bowiem na tyle sprytna (to chyba trafne określenie), że choć – w teorii – zbiera rysy już od przejechania paznokciem, tak w praktyce wystarczy tylko przetrzeć je palcem, by całkowicie zniknęły. Co ciekawe, niestraszne jest tu nawet rysowanie np. monetami czy kluczami – każda ze zrobionych rys ściera się z powierzchni już po przetarciu. Przyznaję, że jest to coś nietypowego, z czym chyba nigdy się nie spotkałem w żadnym ze smartfonów.

Nowa jest też wyspa aparatów. Zamiast okrągłej, tu jest ona kwadratowa z zaokrąglonymi rogami. Wykonano ją z matowego metalu, przy czym dwa obiektywy ulokowane są pionowo, pod jednym szkiełkiem, trzeci odseparowano obok, a w kolejnym oczku umieszczono diodę doświetlającą. Przyznaję, stanowi to wyjątkowo ciekawy zabieg stylistyczny. Cała wysepka jest przy tym relatywnie niewielka, płaska i nie odstaje przesadnie od tafli plecków.
Rozmieszczenie portów i przycisków jest niemal identyczne jak w wielu innych smartfonach. Niemal, bo mamy tu jeden dodatkowy przycisk na lewej krawędzi, który zastąpił lubiany przez użytkowników suwak do wyciszania telefonu. Plus Key (bo tak się nazywa) jest programowalny i możemy przypisać do niego jedną z ośmiu różnych funkcji – np. zmianę trybów dzwonka, włączanie trybu nie przeszkadzać, aparatu, latarki lub robienie zrzutu ekranu.
Aby wywołać daną, wybraną przez nas funkcję, musimy przytrzymać Plus Key przez chwilę. Krótkie naciśnięcie go nie wykonuje żadnej czynności, dzięki czemu zapobiegamy przypadkowym interakcjom.








Pozostałe krawędzie to już absolutna klasyka gatunku. Na prawym boku ulokowano podwójny klawisz regulacji głośności, a tuż pod nim znalazł się przycisk do wybudzania. Umieszczone są one na odpowiedniej wysokości, świetnie spasowane i dobrze klikalne. Górna ramka mieści tylko maskownicę głośnika i mikrofonu, natomiast na dolnej widzimy drugi głośnik, złącze USB-C oraz slot na dwie karty nanoSIM.
Na koniec wypada wspomnieć, że OnePlus 15 może pochwalić się kompletem klas pyło- i wodoszczelności. Konkretniej – są to IP68, IP69, IP69K oraz IP66.





Wyświetlacz
Pod tym względem OnePlus 15 to zdecydowanie wysoka liga. Zaimplementowano tu bowiem panel AMOLED LTPO o przekątnej 6,78″, rozdzielczości 2772×1272 pikseli i z maksymalnym odświeżaniem na poziomie 165 Hz. Przy czym, te 165 Hz dostępne jest w grach lub po wymuszeniu dla konkretnych aplikacji, natomiast domyślna częstotliwość odświeżania to już standardowe, adaptacyjne 1-120 Hz. Maksymalna jasność HBM wynosi 1800 nitów, a minimalna schodzi do 1 nita.
I można tu przyczepić się, że poprzednik oferował ekran o wyższej rozdzielczości QHD+ (3168×1440 pikseli) oraz wyższej jasności szczytowej (do 4500 nitów). Po pierwsze jednak, taka rozdzielczość i tak w pełni zadowala, a po drugie, te podawane tak imponująco wyglądające, wysokie wartości jasności, są z reguły nieosiągalne podczas użytkowania.
Zostawmy więc porównania i czepialstwo z boku, bo w boju, wyświetlacz OnePlusa 15 jest – po prostu – świetny. I na tym mógłbym w zasadzie zakończyć jego omawianie. Wyświetlana kolorystyka jest przyjemnie nasycona, choć na domyślnym ustawieniu delikatnie skręca w cieplejsze tony. Kąty widzenia wypadają świetnie, a jasność maksymalna – choć na papierze może nie powala – w zupełności satysfakcjonuje, podobnie jak minimalna.

Ustawienia ekranu są rozbudowane, bo pozwalają nam zmienić tryb kolorów (do wyboru są Standardowe, Naturalne i Jaskrawe, a domyślnie ustawiony jest ten pierwszy), dostosować go dodatkowo pod kątem temperatury barwowej, wybrać rozdzielczość ekranu (polecam ustawić tą wyższą) oraz częstotliwość odświeżania.
Nie brakuje również Always On Display, które może być wyświetlane pełnoekranowo, czyli z przygaszoną tapetą albo na czarnym tle – wówczas do wyboru jest spora ilość różnych stylów zegara. Możemy zdecydować, czy AOD ma pokazywać się po dotknięciu ekranu lub poruszeniu telefonem, z zaplanowanym harmonogramem godzinowym albo przez cały dzień.











Wydajność rewelacja, ale czasem bywa trochę gorąco
Mamy tu w zasadzie najmocniejsze możliwe obecnie podzespoły. OnePlus 15 został bowiem wyposażony w najnowszy topowy procesor Snapdragon 8 Elite Gen 5. Do współpracy otrzymał on – w przypadku mojego wariantu – 16 GB RAM typu LPDDR5X Ultra+ oraz 512 GB szybkiej pamięci wewnętrznej UFS 4.1. Dostępna jest jeszcze wersja 12/256 GB.
I – co tu dużo mówić – topowy, przemocny procesor, szybki RAM i równie szybka pamięć sprawiają, że wydajność stoi na iście fantastycznym poziomie. Niezależnie od tego, co chciałem zrobić, OnePlus 15 wykonywał moje polecenia błyskawicznie. Aplikacje odpalały się w mgnieniu oka, interfejs przez cały czas był płynny i uruchamiał wszystkie funkcje momentalnie.
Doskonale wypada też optymalizacja pamięci RAM. Sprawia to, że raz uruchomiona apka potrafi bardzo długo siedzieć w tle i wracając do niej niekiedy nawet po paru godzinach, może otworzyć się w dokładnie tym samym miejscu, w którym ją zostawiliśmy.
A jak OnePlus 15 wypada w aspekcie kultury pracy? Bardzo dobrze, choć z jednym zastrzeżeniem. Na stronie producent chwali się zaawansowanym układem chłodzenia, którego najważniejszym elementem jest stalowa komora parowa. Wygląda jednak na to, że w praktyce nie jest on stuprocentowo skuteczny. Ale po kolei.

W codziennym użytkowaniu jest bez zarzutów i telefon pozostaje chłodny, ewentualnie lekko letni. Nawet podczas robienia serii zdjęć, szybkiego przerzucania między apkami czy nagrywania wideo nie robi się nadmiernie gorący, a tylko trochę cieplejszy. Tyczy się to również korzystania z telefonu na transmisji danych 5G – wzrost temperatury czuć, ale ani trochę nie powoduje utraty komfortu trzymania w dłoni.
Schody zaczynają się pod większym obciążeniem. Nie od dziś wiemy, że testy syntetyczne stanowią duże wyzwanie dla smartfonów i powodują ich mocne nagrzewanie. Rzadko jednak jest tak, by jakiś telefon przerywał benchmark z powodu przegrzania – a w przypadku OnePlusa 15, niestety, tak jest.
Większość benchmarków została ukończona pomyślnie z – notabene – fantastycznymi wynikami. Co prawda AnTuTu zaliczył duży wzrost temperatury (o 14,2°C), ale nie jest to absolutnie żaden odchył od innych flagowców. Testem nie do przejścia okazał się 20-minutowy Wild Life Extreme Stress Test w 3DMark. Powodował on tak mocne przegrzewanie, że po 14-15 minutach test był przerywany, a telefon wyrzucał komunikat o przegrzaniu, ograniczając też chwilowo części funkcji. I, istotnie, był on wtedy tak gorący, że przez chwilę niemal nie dało się go chwycić. Test próbowałem ponowić trzykrotnie – z identycznym skutkiem.
Trudno jednoznacznie stwierdzić, na ile jest to kwestia zbyt długiego podtrzymywania pełnej wydajności, a na ile mało efektywnego systemu chłodzenia. Najważniejsze jest jednak to, że problem ten miał miejsce wyłącznie w tym konkretnym scenariuszu, przy tym jednym benchmarku i – co wyraźnie podkreślam – nie miał żadnego wpływu na codzienne użytkowanie.













Oprogramowanie i rozwiązania AI
Całość działa pod kontrolą systemu Android 16 z nakładką OxygenOS 16. Nowa wersja interfejsu nie niesie drastycznych zmian wizualnych, zresztą, pod kątem dostępnych funkcji również przesadnie dużo się tu nie zmieniło.
Mimo że na przestrzeni ostatnich wersji OxygenOS mocno upodobnił i zunifikował się z nakładkami Oppo ColorOS i Realme UI (co dla niektórych stanowi przedmiot krytyki), nadal jest naprawdę udanym, intuicyjnym w obsłudze, a jednocześnie bardzo funkcjonalnym interfejsem.
Nie brak tu szeregu funkcji dodatkowych, dość rozbudowanych opcji personalizacji, sporej ilości ustawień dodatkowych w zakresie wyświetlacza, dźwięku, haptyki itd. oraz oczywiście – a jakże – sztucznej inteligencji.








No właśnie, tu płynnie możemy przejść do rozwiązań OnePlus AI, bowiem jest ich naprawdę sporo i – co najważniejsze – w dużej mierze obsługują język polski. Poza dostępem do Gemini oraz doskonale znanym Circle to search (czyli zaznacz, by wyszukać), sztuczna inteligencja została zaszyta jeszcze w kilku miejscach w systemie.
Mamy tu – między innymi – funkcję Pisanie AI, pozwalającą na generowanie tekstu (np. postów na social media i nie tylko) na podstawie wpisanego promptu, zaś AI w apce Notatnik może dopracować, skorygować tekst lub sformatować go, dzieląc automatycznie na punkty i akapity.
Kolejną funkcją jest tworzenie transkrypcji nagrań głosowych w aplikacji Dyktafon oraz podsumowywanie ich. To również działa po polsku i pokuszę się o stwierdzenie, że OnePlus AI rozumie mowę w naszym języku lepiej niż inne rozwiązania tego typu. Jeśli słychać więcej niż jedną osobę, tekst jest dzielony na głosy.
Ciekawą, choć (w moim odczuciu) nieco zbędną nowością, jest Mind Space. Funkcja ta ma pełnić rolę przestrzeni na wspomnienia i ważne do zapamiętania rzeczy. Aby uruchomić zapis, możemy wykonać gest przesunięcia trzema palcami w górę po ekranie lub nacisnąć przycisk Plus Key (o ile przypiszemy do niego Mind Space). Wówczas, zapisywane jest to, co widzimy na ekranie. Z kolei przytrzymując Plus Key, nagramy krótkie wspomnienie głosowe.
Mamy również znany z ostatnich telefonów OnePlusa, Oppo i Realme, zaszyty w galerii zdjęć Edytor AI. Pozwala on przede wszystkim na usuwanie elementów ze zdjęć, poprawianie ich wyrazistości oraz zmianę kompozycji filtrami dostosowanymi przez AI.
















Zaplecze komunikacyjne
Za łączność OnePlusa 15 ze światem odpowiada szereg najświeższych obecnie modułów łączności. Możemy tu zatem liczyć na trzyzakresowe WiFi 7, 5G, Bluetooth 6.0 (kodeki SBC, AAC, aptX Adaptive, LDAC i LHDC 5.0), GPS oraz NFC.
Nie brak też połączeń VoLTE i WiFi Calling, obsługi eSIM oraz trybu dual SIM, która działa może działać przy wykorzystaniu dwóch kart fizycznych, dwóch wirtualnych lub po jednej nanoSIM i eSIM.
Przez cały okres testów nie miałem choćby najdrobniejszych problemów z działaniem zastosowanych modułów. Prędkości internetu po WiFi i 5G były wysokie, stabilność i zasięgi sieci nienaganne, Bluetooth łączył się ze słuchawkami bez zarzutów, GPS nie gubił lokalizacji, a NFC pozwalał na bezproblemowe płatności z Google Pay.
OnePlus 15 został również wyposażony w diodę podczerwieni zlokalizowaną na wyspie aparatów, co pozwala nam na sterowanie niektórymi z domowych sprzętów jak dedykowanym pilotem.

Zabezpieczenia biometryczne
Niezwykle cieszy mnie, gdy kolejne testowane przeze mnie smartfony wyposażone są w ultradźwiękowy skaner odcisków palców. Wówczas, już na starcie jestem wręcz pewien, że będzie on działać szybko i niezawodnie.
OnePlus 15 to kolejny smartfon z takim czytnikiem linii papilarnych i – bez zaskoczenia – spisuje się on absolutnie rewelacyjnie. Weryfikacja odcisku następuje błyskawicznie, już po króciutkim, lekkim muśnięciu opuszkiem pola skanera. Jego działanie jest niemal stuprocentowo bezbłędne i na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, w których musiałbym ponownie przyłożyć palec.
Równie ważnym, stanowiącym jedną z dużych zalet czytników ultradźwiękowych aspektem, jest zadziwiająco dobra skuteczność rozpoznawania odcisków także wtedy, gdy mamy wilgotne czy nawet mokre dłonie. Innymi słowy, naprawdę nie da się tutaj do czegokolwiek przyczepić.

Raczej nie zaskoczy Was również, że drugą, alternatywną opcją blokady dostępu do smartfona, jest – a jakże – rozpoznawanie twarzy. Do jego działania wykorzystywana jest wyłącznie przednia kamerka, zatem mamy tu do czynienia ze skanem 2D. Niemniej jednak, o ile nasze otoczenie jest wystarczająco jasne, to odblokowanie odbywa się bardzo szybko, zwłaszcza, gdy aktywujemy opcję pomijania ekranu blokady.





Głośniki, haptyka
Na pokładzie OnePlusa 15 znalazły się głośniki stereo – jeden nad górną krawędzią ekranu (z dodatkową maskownicą na ramce), drugi – jak zawsze – na dolnej ramie. Oba grają idealnie równo, w proporcjach 50 na 50, są wystarczająco donośne i nic tutaj nie charczy nawet na maksymalnej głośności.
Samo brzmienie głośników jest dobre, może nawet bardzo dobre, choć jednocześnie nie wybija się niczym szczególnym i – po prostu – da się spotkać lepiej grające smartfony. Wysokie i średnie tony są odpowiednio bliskie, lecz bas ma już nieco mało energii. Nie jest zupełnie płasko, ale przydało by się trochę więcej głębi.
Oprogramowanie nie oferuje wsparcia dla dźwięku Dolby Atmos, ale w zamian producent zastosował własne rozwiązanie OReality. To, podobnie jak Atmos, ma cztery tryby brzmienia (inteligentne, kino, gry i muzyka) z opcją dostosowania graficznym equlizerem. Jest też osobna funkcja dźwięku przestrzennego (stałego lub ze śledzeniem głowy), ale działa ona tylko na słuchawkach.
Ponownie OnePlus zastosował kapitalny silnik wibracyjny. Odpowiedzi haptyczne (nazwane O-Haptics) stoją na rewelacyjnym poziomie i bez wahania mogę powiedzieć, że – pod tym względem – OnePlus 15 plasuje się w ścisłej czołówce.
Wibracje są doskonale zróżnicowane, odpowiednio intensywne i zaszyte w wielu różnych miejscach systemu (np. gest cofania, odblokowanie odciskiem palca, zablokowanie, przewinięcie do końca listy), co naprawdę fajnie wpływa na ogólne odczucia użytkowe.







Czas pracy OnePlusa 15 – zapomnisz o codziennym ładowaniu
Miło patrzeć, że spora część prezentowanych w tym roku flagowców korzysta z technologii akumulatorów krzemowo-węglowych i dzięki temu może pochwalić się naprawdę sporymi bateriami. OnePlus 15 zdecydowanie do nich należy – jego ogniwo ma pojemność 7300 mAh.
I, już patrząc tylko na to można stwierdzić, że mamy do czynienia ze smartfonem, którego czas pracy powinien być więcej niż dobry. No i jest – wprost fantastyczny. Niezależnie od tego, jak bardzo intensywnie go katujemy, OnePlusa 15 wręcz nie da się całkowicie rozładować w ciągu jednego dnia.
Podczas dwóch tygodni testów nie miałem – dosłownie – ani jednego cyklu, w którym telefon wymagałby ładowania tego samego dnia. Praktycznie za każdym razem, odłączony o 8:00-9:00, po północy wciąż miał jeszcze około 45-50%, a często nawet ponad 60% zapasu baterii. Umożliwiało mi to zazwyczaj użytkowanie go do późnego wieczora (często aż do północy) kolejnego dnia. Najwcześniej rozładował się przed 17:00, ale wtedy dużo było użycia 5G.
W efekcie, OnePlus 15 wytrzymywał w moich rękach co najmniej półtora dnia, a częściej praktycznie dwa pełne dni użytkowania. To świetne wyniki, pozwalające wręcz zapomnieć o tym, że smartfon trzeba ładować codziennie. Przyznam, że dawno nie doświadczyłem czegoś takiego w testowym telefonie.
Wyniki czasu na włączonym ekranie prezentują się równie imponująco. Zliczając SoT z całych cykli, najniższy wyniósł 9,5 godziny przy większościowym użyciu mobilnej transmisji danych. Dobrze czytacie, najniższy. I, w takim najgorszym scenariuszu, pierwszego dnia cyklu zrobiłem 6 godzin SoT, zaś kolejnego było to już tylko 3,5 godziny.











W pozostałych scenariuszach, gdy w grę wchodziło mieszane użycie WiFi i danych komórkowych, ten łączny czas włączonego ekranu oscylował w okolicach 10-11 h. Najwyższy SoT, jaki udało mi się uzyskać wyniósł bagatela… 12,5 h. Po prostu rewelacja.
Poza świetną baterią, OnePlus 15 może pochwalić się też obsługą szybkiego ładowania 120 W, mającego pozwalać na pełne naładowanie w około 39 minut. Niestety, z racji tego, że jest to autorska technologia SuperVOOC, osiągnięcie takiego wyniku możliwe jest tylko z dedykowanym zasilaczem, którego w zestawie oczywiście nie ma.
Wykorzystując uniwersalną, wspierającą standard PD 3.1 ładowarkę 140 W, OnePlus 15 – wedle moich pomiarów – przyjmował maksymalnie 54 W. Po upływie 30 minut bateria była uzupełniona w 75%, a po 51 minutach – w 100%. Stanowi to zatem i tak bardzo dobry, choć może już nie aż tak spektakularny wynik.
Na pokładzie znalazło się również ładowanie indukcyjne 50 W (w autorskim standardzie AirVOOC) oraz zwrotne bezprzewodowe oddawanie energii. Pełen komplet.



Jakie zdjęcia robi OnePlus 15?
I tak dotarliśmy do kwestii, w której – jak wspomniałem na wstępie – doszło do nieco niezrozumiałego, technicznego regresu względem poprzednika. Niezmiennie zestaw aparatów OnePlusa 15 składa się z trzech ogniskowych.
Aparat główny bazuje na sensorze IMX906 o rozdzielczości 50 Mpix, wielkości 1/1.56″, a wartość przysłony to f/1.8. Nie brakuje mu też optycznej stabilizacji obrazu. Ultraszeroki kąt ma 50 Mpix (matryca OV50D), f/2.0, autofocus i pole widzenia 116°. Z kolei trzeci, peryskopowy teleobiektyw, to ponownie oczko 50 Mpix (sensor S5KJN5) z 3,5-krotnym zoomem optycznym, OIS i przysłoną f/2.8.
Tu jednak pojawia się zgrzyt, bowiem ten regres zaliczyło główne oczko. OnePlus 13 wykorzystywał w nim matrycę LYT-808, która jest fizycznie większa, bo ma 1/1.4″ (tu 1/1.56″), bardziej zaawansowana technologicznie i – po prostu – uplasowana wyżej w hierarchii matryc Sony. Przy okazji też, obiektyw w trzynastce był jaśniejszy – miał f/1.6 (vs f/1.8 w piętnastce).
Wypada też przypomnieć, że OnePlus zrezygnował ze współpracy z marką Hasselblad, a OnePlus 15 to pierwszy flagowiec firmy, który chwali się nowym, autorskim silnikiem przetwarzania obrazu DetailMax Engine. Jak więc to wszystko przekłada się na finalne efekty, czyli na jakość zdjęć?
Całościowo, zdjęcia wykonywane OnePlusem 15 naprawdę mogą się podobać i nie mam wątpliwości, że sporej części użytkowników, dla których fotografia nie stanowi bezwzględnego priorytetu, naprawdę się spodobają. Fotkom nie brakuje żywej, nasyconej (ale jeszcze nie przejaskrawionej) kolorystyki, która przykuwa wzrok, fajnej ogólnej plastyki obrazu, niezłej rozpiętości tonalnej i skutecznego HDR.
To zdecydowanie nie jest poziom najlepszych fotosmartfonów pokroju Vivo X300 Pro czy Huawei Pura 80 Ultra, ale raczej nikt się go tutaj nie spodziewał, bo przecież mówimy o niebagatelnie droższych urządzeniach.
























Główny obiektyw – mimo że gorszy od OnePlusa 13 – robi generalnie po prostu bardzo dobre zdjęcia. Mają one adekwatnie dużą ilość detali, szeroką rozpiętość tonalną i zazwyczaj są dobrze wyostrzone. Zazwyczaj, bo zdarza się, że chcąc sfotografować coś z bliska, ostrość potrafi się nieco zgubić. Jeśli już faktycznie uda nam się zrobić zdjęcie jakiegoś bliższego obiektu, to aparat odwdzięcza się ładnie wyglądającym rozmyciem tła. Śmiem jednak twierdzić, że poprzednie dwunastka i trzynastka z matrycami LYT-808 spisywały się w tym aspekcie lepiej.
Spójność kolorystyczna między wszystkimi trzema obiektywami zazwyczaj wypada dobrze, choć zdarzają się pewne, najczęściej relatywnie małe, niekłujące w oczy rozbieżności. I, jeśli już je widać, częściej mają miejsce na teleobiektywie niż na ultraszerokim kącie.
Odnoszę wrażenie, że ultraszeroki kąt stanowi tu nieco słabsze, choć wciąż solidne ogniwo. Wykonywane nim fotki – w gruncie rzeczy – cechują się nieco gorszą, ale nadal wysoką szczegółowością i dobrym poziomem ostrości. Pojawiają się niekiedy szumy i nieostrości na krawędziach zdjęć, ale – przeglądając zdjęcia na ekranie telefonu – nie jest to aż tak dostrzegalne.
Peryskopowy teleobiektyw pozwala na wykonywanie zdjęć z 3,5-krotnym zbliżeniem optycznym. Finalne zdjęcia z tego oczka prezentują się bardzo dobrze, przy czym czasem fotki wychodzą ciemniejsze od tych zrobionych pozostałymi dwoma obiektywami. W dalszym ciągu jednak nie tracą wtedy na detalach – tych nadal pozostaje naprawdę dużo.
Jeśli chodzi o możliwości przybliżeń, te są w dużej mierze wysoce zadowalające. Tak na dobrą sprawę fotki z zoomem 7x i 10x wciąż utrzymują szczegółowość niepozwalającą narzekać. Dopiero przy wyższych wartościach zaczynamy dostrzegać utratę detali i ingerencję sztucznej inteligencji. No bo właśnie, OnePlus 15 oferuje zoom wspomagany AI, przy czym to wspomaganie załącza się powyżej 10-krotnego zbliżenia.








































Maksymalne przybliżenie, jakie możemy wykonać, to 120x, co – oczywiście – jest bardzo imponującą liczbą, ale finalny efekt zależy od tego, co dokładnie fotografujemy. Są bowiem obiekty, z którymi AI radzi sobie całkiem dobrze i wówczas nawet na fotce zrobionej z zoomem 120x możemy np. przeczytać napisy. Często jednak, trudno nie zauważyć tej wspomnianej, agresywnej ingerencji AI, która sprawia, że obrazek staje się aż zbyt gładki i płaski.
Teleobiektyw całkiem nieźle radzi sobie też z robieniem zdjęć mniejszych obiektów z pewnej odległości. Dużo zależy tu jednak od kaprysu aparatu – raz nie ma problemów z wyostrzeniem, raz kompletnie nie radzi sobie ze złapaniem ostrości, a oprogramowanie usilnie próbuje przełączyć się na tryb makro z ultraszerokiego kąta.
Jednak gdy już w części prób się uda, fotki wyglądają naprawdę dobrze – uzyskujemy wtedy fajną plastykę, odpowiednią ostrość i ilość detali na pierwszym planie oraz ładnie prezentujący się bokeh.












Skoro powiedzieliśmy już sobie o fotkach wykonywanych w ciągu dnia, teraz pora na kadry po zmroku. Do ich uchwycenia dedykowany jest oczywiście tryb nocny Ultra Night. Aktywuje się on automatycznie, gdy zachodzi taka potrzeba i – co istotne – dzieje się to z reguły celnie. W razie potrzeby, możemy go wyłączyć, klikając ikonkę pojawiającą się w rogu podglądu, albo – odwrotnie – gdyby jednak nie aktywował się sam, da się wymusić go ręcznie, z poziomu wszystkich trybów foto.
Jakość zdjęć nocnych możecie ocenić sami na poniższych przykładach. W moim odczuciu wyglądają one dobrze, przy czym najlepiej prezentują się kadry ustrzelone obiektywem głównym i telefoto. Te z ultraszerokokątnego potrafią mieć bowiem nieco więcej widocznego zaszumienia w ciemniejszych miejscach, np. na niebie albo na brzegach kadrów.
Istotne jest jednak to, że zdjęcia nie wyglądają na nienaturalnie i zbyt sztucznie prześwietlone, a wszelkie jaśniejsze punkty (jak chociażby neony i szyldy) nie stają się białymi plamami, tylko pozostają czytelne.








































Do selfie wykorzystamy przedni aparat o rozdzielczości 32 Mpix. Nad samymi fotkami nie będę się jednak przesadnie rozwodzić, bo nie ma nad czym. Ich jakość jest po prostu bardzo dobra – szczegółowość stoi na wysokim poziomie, ostrość w punkt, a kolorystyka (w tym odcień skóry) jest zbliżona do naturalnej.





W zakresie nagrywania wideo mamy tutaj naprawdę spory wachlarz możliwości. Maksymalna dostępna rozdzielczość to 8K w 30 klatkach na sekundę, choć zdecydowanie bardziej ciekawa jest opcja filmowania 4K nawet przy 120 kl./s, również z HDR w standardzie Dolby Vision.
Tu od razu warto wspomnieć, że decydując się na nagrywanie w 8K możemy używać tylko głównego obiektywu, przy 4K 120 kl./s dostępne są aparat główny i teleobiektyw, natomiast po zejściu do 60 kl./s wykorzystywane są już wszystkie trzy oczka. Wówczas nie ma też żadnych ograniczeń przełączania się między ogniskowymi podczas nagrywania.
Pod kątem jakościowym, wideo z OnePlusa 15 prezentuje się naprawdę bardzo, bardzo dobrze. Kolorystyka jest żywa, stabilizacja działa świetnie i pozwala na uzyskanie płynnego obrazka, autofocus jest zazwyczaj szybki i niemal bezbłędnie celny, a reakcja na zmiany ekspozycji następuje bez większej zwłoki. Mogę się natomiast przyczepić do przełączania między obiektywami podczas nagrywania – moment przeskoku jest trochę za bardzo widoczny i nie daje odczucia tak płynnego, jak w części innych smartfonów.

Podsumowanie
OnePlus 15 to znów bardzo udany flagowiec marki, który w zdecydowanej większości aspektów wypada co najmniej bardzo dobrze, a w części wprost świetnie. W efekcie – pozytywów jest tu znacznie więcej niż wad i braków.
Świetnie wypada czas pracy na baterii, bo wręcz pozwala zapomnieć o codziennym ładowaniu, doskonała jest wydajność, ekran, wibracje i jakość wykonania wraz z tymi kapitalnymi, nierysującymi się pleckami. Bardzo dobry jest z kolei ogólna jakość zdjęć, która spokojnie zadowoli większość użytkowników, choć nie ma tu widocznego progresu względem poprzednika i nie jest to poziom przybliżający się do topowych modeli.
Gdzie wady? Główny aparat OnePlusa 15 zaliczył techniczny regres względem trzynastki i to stanowi chyba jeden z największych stawianych mu zarzutów. Pełną prędkość ładowania uzyskamy tylko z dedykowaną ładowarką, której w zestawie nie ma.
OnePlus 15 pozytywnie zaskakuje w aspekcie ceny. Za poprzednika w bazowej wersji 12/256 GB trzeba było zapłacić na start 4799 złotych, zaś droższy wariant 16/512 GB kosztował aż 5299 złotych. Tymczasem piętnastka jest aż o 800 złotych tańsza, bo startuje od 3999 złotych. Do zakupu przekonać może też trwająca wciąż, wspomniana wcześniej premierowa promocja.
Najważniejsze jest jednak to, że OnePlus 15 to smartfon, z którego korzysta się po prostu z przyjemnością. O ile nie oczekujemy bezkonkurencyjnego aparatu, a chcemy przy tym wydać sporo mniej od topowych flagowców, nowa piętnastka zdecydowanie nie zawiedzie.









