Pogadajmy o grach. Hellblade: Senua’s Sacrifice – uwaga, słyszę głosy!

W świecie gamingu, co jakiś czas pojawiają się gry, niosące ze sobą coś więcej niż samą wartość rozrywkową. Ich celem jest zaszczepienie w odbiorcy pewnej refleksji, dotyczącej poruszanego problemu i uruchomienie emocjonalnych procesów, nadających rozgrywce wartość autoteliczną. Taka gra staje się czymś więcej niż produktem kultury masowej. Staje się ona pewną formą sztuki, nobilitującą gameplay do rangi niezwykłej. Na długiej liście tysięcy tytułów, takie gry zajmują znikomy procent. Umieściłbym tam m.in. Planescape: Torment czy chociażby pierwszą odsłonę Life is Strange. A teraz z czystym sumieniem do zestawienia dorzucam Hellblade: Senua’s Sacrifice – tytuł, który obowiązkowo każdy powinien ograć.

Reklama

Pogadajmy o Hellblade: Senua’s Sacrifice

Ostatnio, dzięki usłudze Xbox Game Pass, nadrobiłem sporo gamingowych zaległości. Udało mi się ukończyć m.in. What Remains of Edith Finch – świetną przygodówkę studia Gigant Sparrow oraz Alice: Madness Returns czy Back 4 Blood – spadkobiercę serii Left 4 Dead. Ostatnio też (już drugi raz) ukończyłem Hellblade: Senua’s Sacrificegrę zachwycającą nie tylko oprawą graficzną i ciekawą fabułą, ale również kapitalną i wręcz niespotykaną oprawą audiowizualną.

Hellblade: Senua’s Sacrifice nie jest typowym akcyjniakiem. Twórcy postawili tutaj w dużej mierze na filmowość produkcji, przez co opowiadana historia stała się znacznie prawdziwsza. Po odpaleniu gry na Xbox Series X momentalnie ogarnie Was zachwyt nad jakością wykonania tego niezwykłego tytułu. Niedawno, Hellblade: Senua’s Sacrifice otrzymało wsparcie w postaci ray-tracingu, a gameplay prezentuje się obłędnie!

Reklama

Twarz Senuy zaprojektowana na silniku Unreal Engine 4 robi niesamowite wrażenie. Liczba szczegółów jest wręcz porażająca, tym bardziej, że mimika głównej bohaterki podkręca realizm prezentowanej opowieści.

Oczywiście, można by wytknąć pewne niedociągnięcia – nieźle zaprojektowane lokacje stają się po pewnym czasie powtarzalne. Zauważalny jest tutaj również recykling niektórych treści oraz dość żmudny i monotonny gameplay. Nie przeszkadza to jednak w poznawaniu historii Senuy – ta gra to po prostu coś więcej.

Oprawa audiowizualna miażdży

W swoim życiu zdążyłem ograć niezliczoną liczbę większych i mniejszych tytułów, ale jeszcze nigdy dotąd nie byłem aż tak zachwycony oprawą audiowizualną. To, co zrobiło studio Ninja Theory z Hellblade: Senua’s Sacrifice, jest nie do opisania! Odpalając grę na słuchawkach (bez słuchawek nawet jej nie włączajcie!) przenosicie się w inny wymiar gamingu, stając się jednością z główną bohaterką. I ten światowej klasy dubbing – tajemnicze szepty-omamy w głowie Senuy, to po prostu trzeba przeżyć!

Gra posiada pewne wady, ale generalnie jest to jedna z najlepszych gier tego typu, jakie kiedykolwiek powstały. I – co więcej – oprócz niesamowitych przeżyć audiowizualnych, oferuje także ciekawą historię i porusza problem choroby, jaką jest schizofrenia.

O czym jest Hellblade: Senua’s Sacrifice?

Główna bohaterka Senua, wywodzi się z celtyckiego tajemniczego plemienia. Jest wojowniczką, która do walki z przeciwnikami wykorzystuje własnoręcznie wykuty miecz. Zakochana do szaleństwa, traci miłość swojego życia. Ból i tęsknota stają się nie do wytrzymania – tym bardziej, że duszy ukochanego zagraża niebezpieczeństwo.

Senua decyduje się wyruszyć w pełną niebezpieczeństw podróż do samego serca nordyckiego piekła, aby zmierzyć się z własnymi słabościami i złem, które na nią czeka. Warstwa realistyczna, przeplatana z mitologią nordycką i elementami fantasy, wyszła ekipie Ninja Theory rewelacyjnie. Moim zdaniem to zdecydowane magnum opus tego zespołu.

Nasza protagonistka dzielnie idzie do przodu, napotykając na swojej drodze potężne demony i innych wrogów, starających się ją zatrzymać. Oprócz klasycznej akcji, czekają na nas również sporadyczne łamigłówki i elementy typowo zręcznościowe.

Upiorne i opustoszałe piekło oddziałuje na naszą bohaterkę. Część tego przerażającego świata kreuje jej chory umysł. Dręczą ją głosy, tajemnicze szepty, nad którymi nie ma kontroli. Komentują one podejmowane przez nią decyzje, stają się jedynymi towarzyszami podróży. Tę część twórcy zaprojektowali po arcymistrzowsku. Aby jak najlepiej oddać schizofreniczną naturę Senuy, zdecydowano się na współpracę z osobami cierpiącymi na schizofrenię.

Dzięki temu, twórcy mogli zwizualizować przed graczem tę chorobę najwierniej jak to tylko możliwe. I udało się! Te głosy odbijają się echem w naszej głowie, jeszcze przez wiele godzin po ukończeniu gry. Ogrywając ten tytuł czułem się, jakbym oglądał film, czytał książkę i grał jednocześnie – coś wspaniałego!

Gameplay prosty, ale nie to się liczy!

Z pewnością pojawią się gracze, którzy będą oceniać Senuę wyłącznie pod kątem mechaniki i gameplay’u. Pod względem technicznym gra jest wykonana poprawnie – ekstazy nie ma, ale wielkiej nudy również. Rozgrywka toczy się momentami ospale, eksploracja nieco nuży, ale to warstwa narracyjna gra w Hellblade: Senua’s Sacrifice pierwsze skrzypce.

W mojej ocenie żadne inne medium – książka, film czy serial, nie byłoby w stanie opowiedzieć tej historii w taki sposób, w jaki mogła to uczynić gra. Jesteśmy wręcz bombardowani bodźcami, które napędzają do dalszej rozgrywki.

Emocje, które towarzyszą graczowi podczas wcielania się w postać Senuy, przechodzą chyba wszystkie możliwe formy. Ból, rozpacz, smutek, wściekłość, spokój, radość – paleta praktycznie każdej emocji podana w niesamowicie realistycznej postaci głównej bohaterki.

Całość śledzimy z perspektywy trzeciej osoby, a rozgrywka serwuje nam dość łatwe starcia z przeciwnikami o jednej ciekawej zależności. Jeśli nasza postać zginie określoną liczbę razy – musimy rozpocząć całą grę od początku. W przerwach od walki eksplorujemy lokacje, rozwiązujemy zagadki i obserwujemy rozwój fabuły, a to wszystko w muzycznej otoczce klimatycznego soundtracku.

Akcja jest zaledwie dodatkiem do całości, dlatego nie oczekujcie tutaj epickich walk rodem z Dark Souls. Co prawda nie jest ona tak toporna, jak chociażby w pierwszym Wiedźminie, ale Hellblade: Senua’s Sacrifice to przede wszystkim bardzo wartościowa, trzymająca do końca w napięciu opowieść o miłości i szaleństwie oraz strachu i rozpaczy. Zdecydowanie wrzucam ten tytuł do TOP 5 najlepszych gier, w jakie kiedykolwiek grałem. Po drugim podejściu robię to już bez cienia wątpliwości.

Swoją drogą, niezmiernie się cieszę, że za jakiś czas pojawi się kolejna odsłona tej świetnej gry. Już nie mogę się doczekać, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi zwiastują kolejną wciągającą opowieść.

Hellblade: Senua’s Sacrifice trafiło na konsole XSX, XONE, PS4, Nintendo Switch oraz PC.

Łapcie zwiastuny obu części i do poczytania wkrótce!

Reklama