Chyba powinniśmy zmienić definicję “laptopa do pracy”

Laptop do pracy” – wielu z nas wyrażenie to kojarzy się głównie z dość masywnym, 15- lub nawet 17-calowym urządzeniem, przesadnie ciężkim, żeby go zabierać w podróż, bardziej stacjonarnym niż mobilnym. Patrząc jednak po półkach elektromarketów i na to, jak zmieniają się nasze potrzeby w stosunku do tego typu sprzętu, jestem przekonana, że powinniśmy zredefiniować pojęcie „laptopa do pracy”. Już tłumaczę dlaczego.

„Laptop” to już nie tylko urządzenie składające się z ekranu i klawiatury, ale pojęcie dużo szersze, bardzo często skrywające w sobie mniejsze kategorie urządzeń, jak ultrabooki, sprzęt 2w1 czy hybrydy. Bo tak samo, jak wybierając smartfona, dla każdego z nas „idealny” będzie inny model, identycznie jest w przypadku laptopów. A może raczej, po prostu, „sprzętu do pracy”, który zamykamy w węższym pojęciu „laptopa”, bo tak nam jest wygodniej.

Spójrzmy zatem, co kryje się pod pojęciem „laptopa do pracy” i spróbujmy uporządkować, dla jakich grup odbiorców przeznaczone są konkretnie kategorie sprzętu.

Laptopy

Tu raczej nie ma wątpliwości, że to sprzęt uniwersalny – dosłownie dla każdego. Możemy kupić sprzęt, który spełni nasze oczekiwania podczas pracy w biurze czy w domu, gdzie raczej na ostatnim miejscu stawiamy mobilność urządzenia. W zależności od budżetu, każdy może wybrać mniej lub bardziej zaawansowany produkt, który będzie odpowiedni do pracy biurowej, obróbki zdjęć czy wreszcie obróbki i renderowania wideo, gdzie najbardziej liczy się wydajność, a nie to, jak dany sprzęt wygląda i ile waży.

Wbrew pozorom ma to duże znaczenie. Wszystko za sprawą tego, że miniaturyzacja kosztuje – im mniejszy i lżejszy laptop chcemy kupić (czyli raczej ultrabooka, o których więcej za chwilę), tym więcej przyjdzie nam za niego zapłacić.

Z laptopów, które aktualnie są dostępne w sprzedaży, a zwróciły moją uwagę, wymienię Della Inspiron 7570 i Asusa VivoBook S15, a także przedstawicieli gameingowych serii: Asus ROG Zephyrus i Acer Predator Helios 300 (albo Acer Predator X21 – ten z zakrzywionym ekranem, ale raczej jako ciekawostka… warta 44 tysiące złotych).

Ultrabooki

Ultrabooki to sprzęt dla osób, które cenią sobie mobilność, ale nie potrzebują ani dotykowego ekranu (nie wszystkie ultrabooki go mają), ani możliwości odłączenia klawiatury od ekranu. Grupa urządzeń powstała i została zdefiniowana przez Intela, z założenia którego urządzenia będące ultrabookami mają być smukłe, lekkie, wydajne – zarówno pod względem szybkości działania, jak i długości czasu pracy na baterii. To grupa sprzętu, która zrodziła się niejako z ewolucji netbooków (z których zapożyczyła przede wszystkim niewielkie wymiary, poręczność i mobilność) i notebooków (z których przejęła wydajność i wszechstronność).

W sporej części ultrabooki mogą pochwalić się jeszcze jedną zaletą – wiele z nich to naprawdę piękne urządzenia, od których trudno oderwać wzrok (dla mnie klasą samą w sobie jest granatowy Zenbook 3 ze złotymi wstawkami).

Ultrabooki najczęściej wybierane są przez osoby wymagające od sprzętu przede wszystkim mobilności – szukających kompromisu pomiędzy wydajną maszyną do pracy, a elegancją zamkniętą w niewielkim opakowaniu. Warto też pamiętać, że ultrabooki to raczej urządzenia do pracy biurowej (pakiet Office nie jest im straszny) i przeznaczony na spotkania biznesowe czy prezentacje, a rzadziej do zaawansowanej pracy z grafiką czy wideo. Bo o ile uruchamiają się w mgnieniu oka i nie zawodzą podczas pracy biurowej, tak nie powstały do tego, by je wykorzystywać do granic możliwości renderując film za filmem.

Gdybym miała wskazać najciekawsze ultrabooki dostępne w sprzedaży, które zwróciły na mnie uwagę, byłyby to: Asus Zenbook 3, Dell XPS 13 i Huawei Matebook X.

Hybrydy i urządzenia 2w1

Jedni oddzielają kategorie hybryd i urządzeń 2w1, inni wrzucają je do jednego worka. Z pewnością, jeśli bierzemy pod uwagę grupę odbiorców obu z nich, można traktować je jako podobne – najczęściej skorzystają z nich osoby sporo pracujące na różnego rodzaju tekstach i tabelach, ale także graficy, projektanci, a także nierzadko osoby zajmujące się zaawansowaną obróbką zdjęć (ale już raczej nie wideo). Czym zatem te urządzenia się od siebie różnią?

Sprzęt 2w1 to nic innego, jak urządzenia o budowie laptopów, których dotykowe ekrany można obrócić o 180 stopni, wśród nich można wymienić np. Lenovo Yoga 720 czy innowacyjny Lenovo Yoga Book. Hybrydy natomiast charakteryzują się rozłączną budową – składają się z części tabletowej, do której można podłączyć klawiaturę; do nich należą chociażby Surface Book 2, HP Pavilion x2 czy Lenovo IdeaPad Miix 700. Te ostatnie są o tyle ciekawe, że można je transformować – gdy potrzebujemy urządzenia do konsumowania treści, chwytamy w dłoń sam tablet, a nie całą konstrukcję; gdy potrzebujemy napisać dłuższy tekst, podłączamy klawiaturę, zamieniając całość w sprzęt idealny do pracy.

Procesory Intela ósmej generacji

Niezależnie od tego, w kierunku jakiego urządzenia spojrzymy, warto zwracać uwagę na zastosowany w nim procesor. Najnowsze jednostki od Intela, ósmej już generacji, charakteryzują się wysoką wydajnością, idącą w parze z jednoczesnym niskim zapotrzebowaniem na energię, w efekcie czego sprzęt działający dzięki nim jest nie tylko szybki, ale też może się pochwalić długą pracą na jednym ładowaniu. A właśnie te dwie cechy: wydajność długość działania z dala od gniazdka, staje się z miesiąca na miesiąc bardziej istotne dla wymagających użytkowników.

Ja wybieram ultrabooka, a Wy?

Przez długie lata, tuż po porzuceniu stacjonarki, byłam wierna laptopom. Zresztą, dalej chętnie wracam do ostatniego z nich, gdy przychodzi mi coś renderować w domu. Niemniej jednak mogę stwierdzić, że porzuciłam je na rzecz ultrabooków. Wszystko przez wzgląd na trzy cechy: niesamowitą mobilność, długi czas pracy i wydajność. Nie ukrywam jednak, że gdybym teraz miała wybierać sprzęt do pracy dla siebie, zastanawiałabym się między dwoma ultrabookami a hybrydą, ale o tym już wiecie z mojego poprzedniego tekstu.

A Wy, z jakiego typu sprzętu korzystacie? Podzielcie się swoimi urządzeniami i napiszcie, dlaczego wybraliście dany model.

W akcji #projektlaptop biorą udział Paweł znany jako MobzillaRobert Nawrowski oraz Spider’sWeb – zajrzyjcie do nich w poszukiwaniu idealnego sprzętu do pracy.

Poniżej przypominam fajny materiał, który razem stworzyliśmy, w którym to trochę (no dobra: TROCHĘ ;)) porozmawialiśmy o laptopach do pracy:

Tekst powstał przy współpracy z Intelem

Komentarze

  • Misielko

    Pierwszy pod akcją partnerską.

  • whomanista

    Gdyby ktoś nie zauważył to akcja partnerska

  • sirrah777

    Definitywnie się nie zgadzam. Laptop do pracy to 13,3 cala i mocne podzespoły. 15,6? 17 cali? To są sprzęty stacjonarne. Już Prędzej wybrałbym PC-ta.

  • paul123

    Coś złego dzieje się ostatnio z klasyfikacją i nazewnictwem sprzętu. Może nie w kwestii komputer do pracy. Ale kiedyś dla tabletu/laptopa było popularne przeznaczenie “do biznesu”. Czy się charakteryzowało? Ano tym że miało wbudowany modem 3G/LTE. Jakby to inni “niebiznesmani” nie potrzebowali internetu mobilnego np studenci. Z tym, że ostatnio nawet w tej najdroższej klasie sprzętu modem traktowany jest przez producentów jak abstrakcja, unikają tego jak diabeł wody święconej. I nic to, że we wszystkich sieciach WiFi trzeba się dziś albo logować albo znać hasło dostępu, nic to że hotspod z telefonu nie nadaje się do długiej pracy w necie bo zaraz rozładuje baterię i nic to, że w TV są ciągle reklamy przestrzegające do logowania się na konta bankowe korzystając z nieznanych wolnodostępnych sieci. Ciągle tylko to WiFi i WiFi – ładują bez opamiętania. Inny przykłąd – klawiatura. Chciałem rodzicom do prostego komputera i użytku kupić podświetlaną klawiaturę. No i heja… zaczniesz szukać podświetlanej klawiatury i wszystkie są opisywane jako klawiatura dla graczy z pierdylionem przycisków, ekranami i wysoką ceną. Po co? Kto powiedział że podświetlenie to tylko dla graczy? No i teraz zmierzając do komputera do pracy… Nie tylko wygląd czy osiągi gra tu dla niektórych pewną rolę ale także FUNKCJONALNOŚĆ czyli wszelkiego rodzaju porty/złącza. Kiedyś 17″ było dobrym ekranem do pracy, zwłaszcza grafiki. Ale teraz mogę sobie w biurze podpinać małego laptopa do dużego ekranu. I to jest rozwiązanie. Tyle że w dobie miniaturyzacji sprzętu, nagle giną gdzieś producentom ważne porty. Przykładem niech będzie Asus ZenBook Pro UX550. To jeszcze nie jest mały laptop 13 czy 14cali ale powiedzmy ultrabook 15cali z prockiem i7 i grafą GTX1050. I nagle co ja pacze? Slot na karty microSD zamiast pełnego SD. Co jest? Nie zmieścił się w tablecie 15cali? Takie coś już odpada na starcie w pracy fotografa czy grafika albo znów skazuje na jakieś cholerne przejściówki/adaptery. Póki co przyszłośc widzę w patentach typu laptop 14cali w obudowie 13cali czyli z dość cienką ramką wokół ekranu. Sam służbowo mam Dell e7470 i jestem pod mega wrażeniem. Do tego bogata ilość portów w tak małym sprzęcie. Jest nawet slot kart SIM (ale modem trzeba dokupić – zawsze to coś. A jak tego komuś mało – można się zapatrzeć w stację dokującą z większą ilością portów i przyciskiem power – idealne rozwiązanie do pracy typu częściowo biuro, częściowo w terenie/na wyjazdach.

  • TheTrojan116

    Wszystko zależy kto czego potrzebuje jeśli chodzi o pisanie czegoś czy obróbka zdjęć taki sprzęt może i wystarczy ale do renderowania filmu już się nie nadaje. Może i ich wydajność wzrosła ostatnimi czasy ale dalej brak im tej mocy którą tracą przez temperatury które wzrosną a zmusza do zbicia taktować = zwiększenie czasu pracy. Jasne ktoś mówi ze do takiej pracy można mieć stacjonarny ale nie każdy pracuje tylko w domu a czasem sprzęt przyda się na wyjazdach. Dla mnie dalej laptop 15.6/17 jest lepszy ale wynika to z tego co potrzebuje

    • Kiedyś Clevo robiło 13 calowe laptopy, które miały super chłodzenie. Ale chyba już ich nie ma. Został mi jeden w studiu muzycznym, zadziwiająco wydajny jak na takiego malca.

  • Ziemniaczek

    “Tekst powstał przy współpracy z Intelem” – Po ostatniej aferze z Intelem w tle nie jestem w stanie kupić laptopa z Windowsem na pokładzie i Intelem. :)
    Wszyscy wiedzą dlaczego.

    • Tortilla

      W macach problem również występuje. Zostają lapki na Win/linux z AMD.
      Oh wait..

      • Illutorium

        Może lepiej kupić Kompa pod Windows 98 SE – Monolityczny kernel,Kompatybilność ze starszymi sprzętami,dopasowuje się z MicroATX (S775) oraz pod FX jest ostatecznie sposobem na Nostalgię.

        • Tortilla

          Zresztą, ktokolwiek zauważył jakiś problem? Gdyby o tym żaden portal nie wspomniał, to bym nawet nie zanotował różnicy.

      • Ziemniaczek

        Oh wait, został jeszcze Snapdragon 835. xD

      • VMortens

        Cała ta sytuacja dotyka proców AMD w bardzo znikomym stopniu. Gdybym miał takiego, to bym raczej spał spokojnie.
        Sęk w tym, że ich dostępność i obecność na rynku jest raczej znikoma…

    • VMortens

      Intel będzie rozpoczynał zmasowaną kampanię reklamową, żeby ta sytuacja za bardzo go nie dotknęła. IMHO, i tak, na razie jeszcze po tyłku nie dostali na tyle, ile powinni. Poczekajmy jeszcze, ponieważ najbardziej nabruździli na rynku korporacyjnym (datacenter/virtual/cloud) i tutaj już mogą dostać solidnie. Tam sprawy rozkręcają się dłużej, ale przedsiębiorcy ponieśli realne straty i za kilka, kilkanaście miesięcy będą pozwy i ugody.
      Tak, czy siak, kupowanie sprzętu z prockiem z obecnych i poprzednich generacji nie ma sensu. Gdyby wszyscy doszli do tego wniosku, to intel zostanie z tonami niesprzedanych procków. Co im zostało innego niż rozpoczynać kampanie marketingowe?

      • Ziemniaczek

        Trzeba to jakoś sprzedać, ogólnie sam się zastanawiam nad Ryzenem w laptopach, bo jakoś niedługo mają wyjść oficjalnie na rynek. AMD musi to dobrze wykorzystać, a pewnie tak zrobi, bo w kwietniu pokaże odświeżone procesory w procesie technologicznym 12 nm, a Intel ma tak dostępne procesory, że w UK ceny ostro podskoczyły. :)

  • Viva La Fistaszki

    Ciekawe czemu teraz takich wysyp akcji partnerskich związanych z ultrabookami i pokrewnymi. Imho teraz najgorszy moment na zmianę tego typu sprzętu, ani nie ma całej palety produktów z intelami 8 gen., vide typowe “podatki od nowości”, zawirowania cenowe związane z pamięcią RAM, kartami grafiki i w zasadzie ze wszystkim, 7 gen. zalega pewnie mocno w magaznych. Mamy teraz smutną sytuacje, że nieświadomy konsument ma możliwość wtopić 4, 5, 6 tysięcy złotych za sprzęt po prostu bardzo słaby – co jeszcze niedawno było w sumie nie do pomyślenia.

    • Dodaj do tego problemy ze Spectre i Meltdown. Najlepiej wstrzymać się ze zmianą sprzętu aż wyjdą nowe, załatane procesory (pewnie z naklejką “teraz 30% szybsze”).

      • Marian

        Tylko, że zrobienie nowego procka to nie jest takie pstryknięcie palcem. Nie zdziwię się, jeśli wydanie procesora bez tych luk zajmie Intelowi ze 2 lata. A nie każdy chce/może tyle czekać.

        • adekXS

          Nie przesadzajmy, wydanie 8 generacji stacjonarnych procesorów zajęło Intelowi kilka miesięcy po tym jak wyszedł Ryzen. I w ten sposób platforma Z270 w ekspresowym tempie stała się przestarzała :(

      • jendrush

        Ja czekam na jakieś mniejsze laptopy (12-13 cali) z Ryzem Mobile.

  • ed3master

    tpiapiac proponuje jakiś poleasing z Think Pada serii X240 lub wyższej,
    12,5 cala w full HD, bardzo przyzwoita klawiatura, lekki poręczny
    z super systemem dwóch baterii, jedna z nich wymienna, nawet podczas pracy,
    a model 72Wh potrafi wyjść poza 10 h użytkowania.

    • Czy mój komentarz został usunięty, czy tylko ja go nie widzę?

      Powyżej x240 ceny niespecjalnie mnie zachęcają. Chciałbym też uniknąć urządzeń z outletu lub używanych, jak również sprowadzanych (z niepewną historią). Przez chwilę interesował mnie też ultrabook od Chuwi, ale dałem sobie spokój, bo nie znalazlem na jego temat żadnej istotnej recenzji (chodzi o model LapBook 14.1). Ale wracając do TPx240, na moje oko straszny klocek :D Na żywo może prezentuje się lepiej, ale na zdjęciach wygoda dość ociężale, a tego (dużej wagi) chciałem uniknąć.

  • Gonzo

    Ja planuję nowego Samsunga notebooka super lekkiego ale 15 cali bo nie jestem kobietą i nie potrzebuje wsadzać malego laptopa do torebki.

  • andrzej kapusta
  • whomanista

    Większość opisanych sprzętów nie ma slotu na sim. Trzeba się łączyć z publicznymi wifi. Gdzie bezpieczeństwo? Kolejna sprawa, co z gwarancją? Wysyłamy na miesiąc do serwisu?
    Takie rzeczy są kluczowe dla sprzętu do mobilnej pracy.
    No chyba, że ta praca to pisanie bloga.

  • Pracuję jako programista i wystarcza mi stosunkowo mały MBP 13. Akurat w mojej branży nie muszę niczego kompilować, więc to odpada, a choć komputer ma ponad 2 lata (rynkowo już 3) to mocy do zastosowań zarobkowych nigdy mu nie brakowało. Nie wróciłbym do stacjonarki, nie widzę zalet.

    Oczywiście do tego co mam wpinam 2 monitory, klawiaturę i mysz :)

    • CyberanT

      jak wpinasz w lapka 2 monitory klawiature i mysz to niczym się nie różni od słabej stacjonarki. więc zaletą stacjonarki jest większa wydajność niż lapka. Ale jeśli mocy w programowaniu nie potrzebujesz (żadnych kompulatorów, debugerów) to można się męczyć z ciągłym podpinaniem kabelków… i czas tracić. Ja używam lapka w terenie, a w domu i pracy stacjonarki (są zdublowane pod względem konfiguracji, takie same procki i po 2 monitory) dane na których pracuję trzymam w GITcie albo w chmurze, więc gdzie nie pójdę, mam wszystko potrzebne do pracy. Lapek w zasadzie służy tylko do testowania lub pokazania klientowi w terenie jak coś działa.. i tak, ultrabook tu się przydaje. Bo nie ma większej wtopy niż pokazać klientowi apkę która wolno działa u programisty na kompie ;)

      • Może i śmiesznie to zabrzmi ale… u mnie większość czasu i tak komputer jest wpięty. A nawet jak trzeba wpiąć/wypiąć to raptem 4 kable i to po jednej stronie (zasilanie, 2x thunderbolt, 1x usb) i wszystko, bo monitory mają huby usb i do nich można podpinać resztę jeśli potrzeba.

        Przerabiałem już wariant typu stacjonarka + lap, a potem lap na windowsie + stacja dokująca i wiem, że u mnie się dwa komputery nie sprawdzają. Zawsze jest jakaś rozbieżność w konfiguracji (np. IDE) i repo nie wszystko załatwiało.

        Gdybym potrzebował więcej mocy, to może bym się zastanawiał.. a gdyby tylko sporadycznie to pewnie wolałbym zapłacić i przerzucić to co wymaga mocy na jakąś chmurkę obliczeniową.

      • Może i śmiesznie to zabrzmi ale… u mnie większość czasu i tak komputer jest wpięty. A nawet jak trzeba wpiąć/wypiąć to raptem 4 kable i to po jednej stronie (zasilanie, 2x thunderbolt, 1x usb) i wszystko, bo monitory mają huby usb i do nich można podpinać resztę jeśli potrzeba.

        Przerabiałem już wariant typu stacjonarka + lap, a potem lap na windowsie + stacja dokująca i wiem, że u mnie się dwa komputery nie sprawdzają. Zawsze jest jakaś rozbieżność w konfiguracji (np. IDE) i repo nie wszystko załatwiało.

        Gdybym potrzebował więcej mocy, to może bym się zastanawiał.. a gdyby tylko sporadycznie to pewnie wolałbym zapłacić i przerzucić to co wymaga mocy na jakąś chmurkę obliczeniową.

        To, co z chęcią bym zobaczył to stacje dokujące do macbooków takie, jak do kompów z windowsem (typu starcze elitebooki, serie biznesowe lenovo i della). No ale wiadomo, apple robi po swojemu i jest z tym słabo.

  • Michał P

    Młodsze pokolenie będzie używało smartfona do wszystkiego. W domu podłączy go do telewizora , klawiaturę wyświetli na stoliku.
    I to tak naprawdę zmieni definicję laptopa do pracy.
    Może się tylko zdarzyć, że Intel w tej wizji się nie zmieści

  • Pamiętam jak ciężko było kiedyś sprzęt poskładać do studia muzycznego, by wszystko chodziło sprawnie. Teraz dałaby radę nawet hybryda (cokolwiek z i7 i 16GB RAM + zewnętrzny SSD na usb3).

    • CyberanT

      to studia muzycznego to wystarczy atom… z dwoma rdzeniami i 4GB Ramu. Sprzęt który proponujesz starczy do obróbki video w 4k. 32 ścieżki audio odpalałem na 486DX2 – 66 jak się bawiłem w tworzenie modów… 20 lat temu.

  • Amras91

    Wydaje mi się, że lekkim bezsensem jest kupowanie laptopa/ultrabooka/hybrydy za 4-5 tysięcy zł tylko na potrzeby “pracy”. Oczywiście należy zdefiniować pojęcie pracy – ktoś zajmujący się obróbką zdjęć czy muzyki na pewno potrzebuje bardzo dobry podzespołów (i7, 12 GB RAM, itp.). Niemniej jednak takie osoby są raczej w mniejszości.
    Jeżeli praca polega na pisaniu tekstów, administrowaniu stron internetowych czy nawet sprzedaży to laptop za 2 tysiące zł spełni swoje zadanie. Powiem więcej, ja obecnie posiadam Asusa Vivobook z procesorem AMD A9 i 4 GB RAM – nie jest to demon szybkości, ale nawet takie parametry pozwalają na pracę w środowisku CAD (dokładniej Draftsight). Jak widać, nie trzeba wydawać majątku na komputer “do pracy” ;)

    • Andrzej Libiszewski

      Oj, żebyś się nie zdziwił – sprzęt służący do pisania musi mieć wygodną klawiaturę, a to co często znajdziesz w tanich maszynach ledwo zdaje się trzymać w jednym kawałku – kiwające się klawisze, uginanie się pod naciskiem. Miałem służbowego Vostro z najniższej serii, teoretycznie sprzęt idealny do pisania – a gdzie tam, przy dłuższym tekście pisanym bezwzrokowo ilość pomyłek bardzo rosła. A przecież ten Vostro miał klawiaturę zupełnie jeszcze niezłą, w porównaniu z tanimi Ideapadami.
      A żony Yoga – zupełnie inna historia. Kosztowała dwa razy tyle co tani biurowiec, ale klawiatura podczas pisania sprawdza się doskonale, niezależnie czy piszesz jedną, czy dwadzieścia stron tekstu.

      • Amras91

        Ok, tutaj mogę się zgodzić, tyle że kwestia klawiatury to na prawdę indywidualna kwestia, która w największej mierze zależy od producenta. Nie zawsze sprawdza się reguła, że im droższy sprzęt, tym lepsza klawiatura. Zazwyczaj po prostu trzeba samemu zobaczyć dany komputer i wypróbować ;)

        • Andrzej Libiszewski

          Oczywiście. Dlatego wybierając sprzęt poszliśmy z żoną do zaprzyjaźnionego salonu, gdzie mogliśmy sprzęt obejrzeć, sprawdzić klawiaturę (i jej podświetlenie – nie wyobrażam sobie pracy bez tego drobiazgu) i tak dalej.
          Zresztą niedawno napisałem tu test wybranego przez nas modelu.

  • jamirq!

    Zapomina sie tylko, że pakiet office to nie tylko word i powerpoint, ale też potrzebujace mocy excel i access.

    Zatem cześto ultrabook to pracy z office sie nie nadaje

    • VMortens

      Mimo wszystko – tutaj laptopy też raczej dają radę.

      • jamirq!

        Oczywiście, ale nie ultrabook o procku niskonapięciowym

  • CyberanT

    jeśli ktoś pod pojęciem “praca na komputerze” uważa pisanie tekstów to faktycznie.. laptop się nadaje, ale w przypadku mnóstwa innych zawodów, projektantów programistów, grafików.. tylko stacjonarka. Oczywiście na laptopie można wiele zrobić, ale czas potrzebny do realizacji zadania i komfort pracy, w porównaniu do mocnej stacjonarki z 2 monitorami jest nieporównywalny…

    Jeśli ktoś montuje video na laptopie, programuje, czy tworzy projekty 3D i bierze za to kasę, to albo jest bardzo kiepski w tym co robi, albo w ogóle swego czasu nie szanuje…

    • VMortens

      Są jeszcze laptopy desktop replacement – to są mocne i potężne sprzęty, ale wracamy wtedy do punktu wyjścia – jak Kasia pisała – 15/17 cali i masa kilogramów. Wciąż pozostaje to bardziej mobilne od desktopa, a mocy znaaacznie więcej niż w ultrabookach.
      Zawsze jest coś za coś – tego nie przeskoczymy. Jak zaczniemy redukować rozmiary tych wielkich, pozostawiając mocne komponenty, to ucierpi kultura pracy i ogólna trwałość sprzętu.
      Jednak, ja się zgadzam – za wcześnie na redefiniowania pojęcia ‘laptop do pracy’, bo to głównie od rodzaju ‘pracy’ zależy.

  • Katarzyna Miemczokq

    Dwa tygodnie temu przywiozlem z Anglii łapka 17 cali Full Gameing na nasze 4600pln. Do podkręcania igła bebechy super. Nadaje się do wszystkiego. Prawie jedynie obróbka filmów ciężkich odpada. Jestem programistą i przesiadka że starego Lenovo wzbudziła we mnie życie 😅

Komputronik Dell
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona