Vissles – głośnik i słuchawki true-wireless… w jednym

Ostatnimi czasy przez moje ręce przewinęło się trochę słuchawek true wireless (chociażby recenzowane całkiem niedawno Huawei FreeBuds 3), a od czasu do czasu zdarzy się mi też testować jakiś głośnik – na przykład Fresh 'n Rebel Rockbox Bold X. Tym razem w moje ręce wpadło coś niezwykle podobnego i skrajnie różnego jednocześnie, a mianowicie Vissles – bezprzewodowe słuchawki typu true wireless z głośnikiem wbudowanym w etui ładujące.

Zacznę może od tego, że Vissles (a raczej ten swoisty duet) jest raczej rynkową ciekawostką, która najzwyczajniej może Was zainteresować lub też nie, a więc z tego powodu trudno przeprowadzać niezwykle wnikliwą analizę opartą na porównaniu do podobnych sprzętów, bo takich… nie ma. Oczywiście nie zabraknie wrażeń na temat tego czy tamtego oraz wniosków czy konkluzji, ale nie spodziewajcie się jasnej rekomendacji „warto” czy „nie warto”. No, ale zacznijmy od początku.

Vissles – gdzie to kupić?

Urządzenie, któremu poświęcony jest ten artykuł, nie jest tak o dostępne w sklepach. Niemniej, za całość trzeba wydać – w uproszczeniu – 69 dolarów, czyli mniej więcej 270 złotych. Aktualnie Vissless znajdziecie (oprócz recenzji w internecie) wyłącznie na stronie internetowej produktu. Aktywność na facebookowej stronie wskazuje, że twórcy wiążą z Vissles duże nadzieje, więc jeżeli ten projekt Was zainteresuje, to dalszych informacji i aktualizacji na ten temat możecie szukać właśnie tam.

Specyfikacja techniczna

W specyfikacji technicznej nie znajdziemy ani słowa odnośnie obsługiwanych przez Vissles kodeków, ale pudełko pozwala sądzić, że na pewno jest to ACC. Chwila, ACC? Nie wiem jak Wy, ale ja znam kodek AAC, a więc postanowiłem pokusić się o użycie kolegi Google, bo szczerze mówiąc w kontekście słuchawek bezprzewodowych nie przychodzi mi do głowy żadna technologia, którą mógłby oznaczać ten skrót.

Widzicie jakieś podobieństwo? Bo to, moim zdaniem, jest absolutnie porażające. Oczywiście nie w zakresie etui, ale same słuchawki wyglądają naprawdę identycznie, są tak samo sterowane, a nawet opis zdaje się być nieco podobny. Co ciekawe, bliźniaczo podobne słuchawki rzekomo obsługują aptX, ale nie miałem okazji sprawdzić tego osobiście ;). Moim skromnym zdaniem, lista obsługiwanych przez Vissles kodeków kończy się na dwóch: SBC oraz AAC – co, swoją drogą, jest zupełnym standardem w tej półce cenowej. Oczywiście rozwiewając Wasze wątpliwości – jestem wręcz przekonany, że bliźniaczopodobną konstrukcję spotkać można będzie w dziesiątkach wręcz słuchawek na chińskich portalach aukcyjnych, a Vissles wyróżnia się wyłącznie etui – powyżej zamieszczony jest po prostu przykład, odnaleziony ze względu na zastanawiające ACC ;).

O konstrukcji Vissles słów kilka

Całość prezentuje się dosyć skromnie – ot, niewielkie pudełko, a w nim etui-głośnik i same słuchawki, dwie pary zmiennych tipsów (a więc łącznie mamy trzy), kabelek microUSB oraz krótka, nic-nie-mówiąca instrukcja. No dobrze, poświęćmy wreszcie chwilę uwagi samemu etui, bo to ono jest tutaj – w gruncie rzeczy – najważniejsze. Przede wszystkim trzeba mieć na względzie, że jest dosyć spore – zdecydowanie większe niż te z wszystkich testowanych przeze mnie słuchawek typu true wireless. Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu mniej więcej jego połowę zajmuje głośnik. Z tyłu jest jeszcze tylko gniazdo microUSB oraz dioda LED sygnalizująca stan pudełka. W podobną, dwukolorową (tj. czerwoną oraz niebieską) diodę LED wyposażone są obie słuchawki. Krótko i na temat.

Myślę, że to dosyć dobrze widać na zdjęciach, ale na wszelki wypadek dodam – etui ładujące ma kształt sporej pastylki, której połowa pełni rolę głośnika, a połowa… nie i ta część od strony konstrukcyjnej jest po prostu lita. Całość została wykonana z plastiku przyzwoitej jakości, a fragment pokrywy dopełniający element maskownicy głośnika stara się, z miernym skutkiem, imitować skórę. Jakość wykonania jest przeciętna, ale nie uświadczymy tutaj żadnych ostrych krawędzi czy niedokładności, a pojedyncze upadki nie robią na Vissles wrażenia – sprawdziłem ;). Rzućcie jednak okiem na poniższe zdjęcie – myślę, że tu nic nie trzeba dodawać. Warto jeszcze nadmienić, że same słuchawki, choć dosyć duże, są lekkie i na tyle dobrze skonstruowane i wyważone, że dobrze leżą w uchu, nie sprawiają żadnego dyskomfortu, ani – co najważniejsze – nie wypadają. Oczywiście nie są to królowie wygody… ;)

Sterowanie Vissles-owym duetem

Cóż, użytkowanie Vissles jest całkiem proste. Wyjęcie słuchawek z etui skutkuje ich automatycznym włączeniem, wystarczy więc włożyć obie pastylki do uszu, odczekać chwilę na połączenie z telefonem i… cieszyć się muzyką. Warto nadmienić, że możemy używać tylko jednej słuchawki, jeśli czujemy taką potrzebę – domyślnie rolę tej głównej pełni lewa, można też się tego domyślić na podstawie liczby pinów zlokalizowanych wewnątrz pudełka.

Całe sterowanie ogranicza się do odpowiedniej liczby odpowiednio długich tapnięć w jedną ze słuchawek – trzy sekundy, aby włączyć wyłączone słuchawki (gdybyśmy je wyłączyli lub te zrobiły to same po 5 minutach bezczynności), dotknięcie działające jako Play/Pause czy też odbieranie i odrzucanie rozmów, aż wreszcie przewijanie wywołane dzięki dwukrotnemu dotknięciu. Z rzeczy nieco bardziej skomplikowanych – aby podgłośnić lub ściszyć multimedia, należy przez dwie sekundy przytrzymać panel dotykowy jednej ze słuchawek, co nie tylko wymaga odrobiny wyczucia (tak, żeby nie zagalopować się do wyłączenia), ale jest nieco męczące – również dlatego, że poziom głośności jest niezależny względem smartfona i tego musimy się trochę domyślać. Niemniej, najłatwiej jest pozostawić ten regulowany z poziomu słuchawek na maksymalnym poziomie, zwłaszcza, że jego osiągnięcie jest sygnalizowane przenikliwym piskiem.

A co zrobić, aby włączyć głośnik? Wystarczy włożyć włączone słuchawki do pudełka i je zamknąć. A jeśli chcemy wyłączyć całość? Instrukcja o tym nie wspomina, a jedyną intuicyjną opcją wydaje mi się wyłączenie urządzenia przed włożeniem ich do etui poprzez wspomniane już przytrzymanie panelu dotykowego. Myślę, że nie muszę wspominać o tym, że ładowanie samych słuchawek odbywa się automatycznie? Proste i zadziwiająco skuteczne. Warto mieć jeszcze na względzie coś, co w moim odczuciu stanowi sporą wartość dodaną dla Vissles – trzy tapnięcia w słuchawkę wywołują asystenta głosowego (z którego ostatnio, wierzcie lub nie, korzystam naprawdę nagminnie), co dodaje jeszcze odrobinę funkcjonalności do tego dwuczęściowego kombajnu.

Pełen zaskoczenia muszę odnotować fakt, że od strony użytkowej wszystko działa ponadprzeciętnie dobrze – samo tapnięcie musi być zdecydowane i nie wystarczy ledwie musnąć słuchawek, ale to jednocześnie ograniczyło liczę fałszywych akcji do zera. Zabrzmi to zabawnie, ale na tym polu jest lepiej, niż w przypadku Huawei FreeBuds 3, które miałem przyjemność testować niemal równolegle. Może to kwestia moich uprzedzeń, ale niewybitnie wysoka jakość plastików, z których wykonana jest całość, kazała mi myśleć, że będzie dużo gorzej. Warto na sam koniec nadmienić, że jeśli wyładujemy etui do zera, to słuchawki będziemy musieli włączać samodzielnie.

Vissless od strony użytkowej, czyli jakość odtwarzanego dźwięku

Czas przejść do sedna sprawy, czyli jakości odtwarzanego przez Vissles dźwięku. Nie oszukujmy się – nie ma tu nic szalonego. Słuchawki od strony technicznej grają zupełnie poprawnie, tzn. nie udało mi się zaobserwować żadnych opóźnień czy desynchronizacji, co… w gruncie rzeczy zasługuje na pochwałę. Nieco gorzej jest z jakością tego brzmienia, które jest „kartonowe”, a wszystkie dźwięki zagłusza dudniący bas. Klasyczna ekonomiczna V-ka, czyli wycofana średnica, przesadzone basy i mocna, acz niezbyt precyzyjna góra. Scena jest przeciętna – trudno tu dodać cokolwiek więcej. Pod żadnym pozorem nie jest model dla osób lubujących się w dźwięku, ale nie nazwałbym tego zestrojenia niezwykle męczącym czy nieakceptowalnym. Ot, jest tanio, ale jeśli ktoś nie przywiązuje do tego nadmiernie dużej wagi i lubi mocne basy, to powinien się w tych słuchawkach odnaleźć.

Podobną wizję brzmienia twórcy Vissles uskutecznili w głośniku. Niestety, wysokie poziomy głośności trzeba sobie odpuścić ze względu na trzeszczący bas, niemniej, jak na niezwykle skromne wymiary, głośnik potrafi dać czadu – podkreślam, jak na niezwykle skromne wymiary. Charakterystyka brzmienia jest podobna, ale, niestety, basy nie mają w sobie żadnej głębi i są bardzo płaskie. Powiedziałbym, że sam głośnik nadaje się raczej do grania w tle czy odtwarzania radia – jeśli chodzi o jakość brzmienia, to mimo wszystko lepiej wypada tutaj i tak przeciętny JBL Go.

Stabilność połączenia i bateria

To będzie zabójczo krótki akapit, ale myślę, że nie ma co się nadmiernie rozwodzić w tej kwestii. Stabilność połączenia jest „standardowa”, czyli raz podłączone słuchawki nie rozłączają się ze smartfonem wtedy, kiedy nie powinny, a mi nie udało się odnotować żadnych zacięć, desynchronizacji czy innych uszczerbków. Dodatkowo, czas pracy na baterii pokrywa się z tym, który deklarują twórcy Vissles. Nie sposób nie wspomnieć o tym, że stan naładowania słuchawek możemy sprawdzić z poziomu naszego smartfona – testowany przeze mnie aktualnie Hammer Explorer radzi sobie z tym równie dobrze, jak prywatnie użytkowany LG G7 ThinQ, oba wyposażone w Androida w wersji 9.0.

Podsumowanie

Bądźmy szczery – Vissles to po prostu ciekawostka. Jeśli miałbym polecić Wam duet, który kosztuje mniej więcej tyle samo, a sprawdzi się znacznie lepiej, to zaproponowałbym sięgnięcie po rewelacyjne Audictus Adrenaline 2.0 i nieco starego, ale nadal dającego radę JBL Go – oczywiście zawsze można zainwestować w lepsze słuchawki czy głośnik drugiej generacji (linkuję ten pierwszy ze względu na śmiesznie niskie ceny w różnego rodzaju promocjach). Można też pokusić się o zakup ekonomicznych słuchawek typu true wireless, jeśli ktoś upiera się przy tej technologii – nawet, jeśli postawicie na jakiś model od przyjaciół z Państwa Środka, to jest spora szansa, że wyjdziecie na tym dobrze.

Bo Vissles to nie sprzęt, który stara się ekscytować swoich posiadaczy zestrojonym odsłuchowo brzmieniem audiofilskiej jakości. Założenie tego produktu jest jasne – The World’s Most Compact 2-in-1 Music Pill i funkcja niewielkiego głośnika oraz słuchawek, które można zmieścić nawet do kieszeni marynarki jest zrealizowana w 100%. W formie czystej ciekawostki czy też gadżetu, Vissles to duet bardzo interesujący – działa jak należy, spełnia swoją rolę, a wysupłanie pieniędzy na jego zakup nie powinno zmusić Was do sprzedaży jednej nerki.

Jednak nie bez powodu tego typu urządzenia na rynku nie powstają – jako-taki głośnik większość z nas ma w telefonie, a w tej cenie można dostać słuchawki nie tylko lepsze, ale też bardziej kompaktowe. W ten sposób nosząc ze sobą mniej, mamy niemalże tak naprawdę to samo – głośnik (dzięki smartfonowi) oraz słuchawki, a czasy pracy na jednym ładowaniu będą nieco bardziej ekscytujące. Nie zdziwicie się jednak, że ocena końcowa Vissles jest tak wysoka – swoje założenia sprzęt spełnia rewelacyjnie i na pewno niejedna osoba chętnie weszłaby w posiadanie tego sprzętu w ramach ciekawostki.

Ale nie szukajcie w nim tego, co – w moim odczuciu – jest w klasycznym sprzęcie audio najważniejsze, czyli brzmienia. Vissles to gadżet i w tej recenzji zdecydowałem się traktować go właśnie w tych założeniach.

Vissles – głośnik i słuchawki true-wireless… w jednym
Wnioski
Ocena użytkownika0 głosów
0
Zalety
ciekawy gadżet...
oryginalny pomysł
funkcjonalność
jakby nie patrzeć - to najmniejszy głośnik i słuchawki w jednym! ;)
niezawodne sterowanie
akceptowalny czas pracy na baterii i wskazywanie jej stanu przez smartfona
Wady
... ale czy praktyczny, mimo szerokiej funkcjonalności?
jakość dźwięku jest tylko przeciętna
konstrukcja słuchawek nie jest w żaden sposób autorska, czego można byłoby oczekiwać po sprzęcie z crowdfundingu
prześwitujące plastiki
7
OCENA
Exit mobile version