wolność słowa freedom of speech maszyna do pisania
fot. Markus Winkler / Pexels

Trump chce namieszać w Europie. Wykorzysta nowy portal internetowy

Wolność wypowiedzi to świetny pomysł i stanowi podwaliny współczesnej demokracji. Nie zawsze jednak możliwość głoszenia wszystkiego, co się chce, jest dobra dla społeczeństwa. Rząd Donalda Trumpa może wykorzystać ten paradoks oraz zaszkodzić Europie i nie tylko.

Wolność słowa a cenzura

Czy w Polsce można mówić wszystko, co się chce? Rozsądek podpowiada nam, że jak najbardziej – w końcu jesteśmy krajem demokratycznym, a wolność wyrażania swoich poglądów zapewnia nam konstytucja. Prawda jest jednak nieco bardziej skomplikowana – istnieją tematy oraz zachowania, które ograniczają wolność wypowiedzi w słusznej sprawie.

Przykładów nie trzeba szukać zbyt daleko. Szerząc nieprawdziwe informacje na temat danej osoby można zostać oskarżonym o naruszenie dóbr osobistych. Nie można też nawoływać do popełnienia przestępstwa czy obrażać głowy państwa. Można by rzec, że wolność wypowiedzi nie oznacza zwolnienia z odpowiedzialności za to, co się mówi.

Trump chce walczyć o wolność słowa. Ta… jasne

Departament Stanu Stanów Zjednoczonych planuje stworzenie miejsca w internecie, gdzie Europejczycy i inne kraje będą mogły przeglądać treści zablokowane przez rządy konkretnych krajów. Projekt miał zostać uruchomiony w trakcie minionej Monachijskiej Konferencji ds. Bezpieczeństwa, jednak część urzędników wyraziła obawy co do pomysłu.

Dla wspomnianego portalu została obecnie wykupione domena freedom.gov, na której znajdziemy jedynie tekst o treści:

Nadchodzi wolność Informacja to potęga. Odzyskaje swoje ludzkie prawo do swobody wypowiedzi. Przygotuj się. Serwis Freedom.gov, tłumaczenie własne
donald trump strona freedom gov
źródło: Bartosz Kaja | Tabletowo

Według Reutersa, urzędnicy dyskutowali m.in. o utworzeniu VPN na portalu tak, aby odwiedzający byli identyfikowani jako obywatele Stanów Zjednoczonych. Choć pomysł przypisuje się Departamentowi Stanu, domena należy do Agencji ds. Cyberbezpieczeństwa i Bezpieczeństwa Infrastruktury (Cybersecurity and Infrastructure Security Agency – CISA), będącej częścią Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych (Department of Homeland Security – DHS), któremu podlega również Urząd Celno-Imigracyjny (Immigration and Customs Enforcement – ICE).

Na papierze wszystko brzmi cudownie, prawda? Wieki Brat o gigantycznych zasobach pomaga walczyć z autorytaryzmem i cenzurą, w tym tą w wersji europejskiej. Prawda jest jednak taka, że gdyby przyjąć za wyznacznik wolności słowa indeks wolności prasy (World Press Freedom Index – WPFI), to państwa znajdujące się w Europie zajmują wysokie lokaty.

Przykładowo, Polska zajmuje w rankingu 31. miejsce, Wielka Brytania 20. miejsce a Czechy – 10. miejsce. Trafiają się oczywiście kraje poniżej średniej jak Bułgaria czy Grecja, jednak intuicja podpowiada mi, że ingerencja państwa, znajdującego się po drugiej stronie oceanu, raczej nie sprawi cudownie, że zmieni się wolność wypowiedzi.

Tymczasem według WPFI Stany Zjednoczone od 2022 mają tendencję spadkową w kwestii wolności prasy i obecnie plasują się na 57. miejscu – między Sierra Leone a Gambią. Być może Departament Stanu powinien najpierw skupić się na problemach z wolnością słowa we własnym kraju, zanim zacznie pomagać innym.

Tym bardziej, że kwestię tego, czego nie można mówić w internecie w Unii Europejskiej, reguluje Akt o Usługach Cyfrowych, a w przypadku Wielkiej Brytannii – Online Safety Act. Na mocy tych ustaw zazwyczaj blokuje się wpisy zawierające mowę nienawiści, terrorystyczną propagandę, dezinformację i nielegalne treści. Jeżeli to właśnie ma znajdować się na freedom.gov to domyślam się, jaki jest ukryty cel tej strony – wbijanie kija w mrowisko i destabilizowanie rywali Stanów Zjednoczonych.

Jestem zatem przekonany, że Europa poradzi sobie świetnie bez „pomocnej dłoni” klakierów Donalda Trumpa.