Tesla podpięta pod ładowarkę
Tesla pod ładowarką

Tesla jak Apple – w zestawie zabraknie kabla do ładowania

Tesla podjęła ryzykowną decyzję o pozbawieniu nowych aut kabli do ładowania ze zwykłego gniazdka. Nowa taktyka marki budzi wiele obaw, jednak wydaje się sensownym krokiem, na którym skorzysta z całą pewnością… sama Tesla ;)

Reklama

Marka zdecydowała się na kroki, które mają obniżyć końcowe koszty każdego auta wydawanego klientowi. W pierwszej kolejności samochody pozbawiono klasycznych kabli ładowania z gniazdka, których wartość wynosi kilkaset dolarów (o tym nieco niżej). Pierwszą osobą, która zauważyła ten brak, był użytkownik twittera, Tesla_Adri:

Przedstawiciele koncernu wyjaśnili, że ładowanie samochodu z ich wykorzystaniem jest niezwykle mało wydajne. Z kolei, jak wynika z badań rynku, większość klientów i tak na co dzień korzysta ze zdecydowanie szybszych wallboxów oraz coraz powszechniej dostępnych superchargerów o mocy nie mniejszej niż 75 kW. W obu wspomnianych urządzeniach kable są już zamontowane, a do niektórych urządzeń wymagane są tylko przejściówki.

Pięć Tesli w norweskich górach

Kable ładowania jako akcesoria opcjonalne

Tym samym kable, które do tej pory były standardem, teraz stają się jedną z rzeczy, które można dobrać jako dodatkowe akcesoria podczas konfigurowania samochodu. Ich koszt na rynku amerykańskim aktualnie wynosi 400 dolarów, ale – jak napisał na Twitterze Elon Musk – ich cena ma zostać obniżona do 200 dolarów.

Szacuje się, że tylko co trzeci klient będzie decydował się na dokupienie standardowego kabla ładowania z gniazdka, na co mają wpływ przede wszystkim inwestycje wielu posiadaczy Tesli w wallboxy. To z kolei oznacza, że ten element ładowania często wyłącznie zalega w bagażniku lub garażu. Ze strony marki natomiast ten ruch wiąże się z dużą oszczędnością.

Decyzja Tesli nie jest odosobniona

W ostatnim czasie mamy do czynienia z odejściem od kabli do ładowania w zestawie. Poza Teslą takie kroki podjęła Kia, która w swoim modelu EV6 w Stanach Zjednoczonych również odeszła od takiej praktyki. W samochodach sprzedawanych w Polsce południowokoreański koncern wciąż daje kable w zestawie, jednak jeżeli klient decyduje się nabycie dodatkowego trójfazowego połączenia, musi liczyć się z wydatkiem na poziomie 1900 złotych.

Czy podobne rozwiązania zostaną zastosowane na polskim rynku? Wygląda na to, że w przypadku Tesli zmiana jest globalna, co oznacza, że – jak najbardziej tak. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że taka decyzja na naszym rynku może stworzyć sporo problemów. Polska infrastruktura dla elektromobilności jest w niektórych obszarach wciąż rozwinięta w niedostatecznym stopniu, stąd kabel często stanowi ostatnią deskę ratunku.

Nie wiadomo, czy brak kabla w zestawie sprzedażowym wpłynie na cenę końcową auta opuszczającego salon. Wydaje się, że oszczędność będzie tutaj wyłącznie po stronie sprzedawcy.