Recenzja Tronsmart Apollo Air+. No nie dogadaliśmy się…

Niespełna rok temu Andrzej w bardzo ciepłych słowach wypowiadał się na temat recenzowanych wówczas słuchawek Tronsmart Apollo Bold. Czy ich nieco bardziej „inspirowani” bracia zrobili na mnie równie dobre wrażenie? Tronsmart Apollo Air+ spędziły w moich rękach (i uszach) wystarczająco długo, żebym postarał się odpowiedzieć na to pytanie w recenzji.

Zacznijmy może od zasadniczych cech, które niejako wyróżniają słuchawki Tronsmart Apollo Air+. Uwagę zwraca tutaj nie tylko (zresztą, bardzo popularna ostatnimi czasy) konstrukcja TWS, bowiem słuchawki zostały wyposażone w tryb ANC.

Reklama

Poza aktywną redukcją szumów, Tronsmart Apollo Air+ już z poziomu pudełka starają się skusić obsługą kodeku aptX Adaptive, który miałem okazję pokrętnie poznać przy okazji recenzji vivo TWS Neo.

Czy to wystarczy?

Tronsmart Apollo Air+

Tronsmart Apollo Air vs. Tronsmart Apollo Air+ – o różnicach między bliźniakami słów kilka

Mam wrażenie, że tego typu sekcję muszę tworzyć w swoich recenzjach nad wyraz często. Nie inaczej jest tym razem – producent ma w swojej ofercie dwa bliźniacze modele – Tronsmart Apollo Air oraz Tronsmart Apollo Air+. Miałem okazję podczas testów przyjrzeć się również tańszemu wariantowi, dzięki czemu jestem w stanie wypunktować tutaj dzielące je różnice.

Zacznijmy może od ceny. Recenzowany model Tronsmart Apollo Air+ kosztuje mniej-więcej 360 złotych, podczas gdy model „bez plusa” aż o sto złotych mniej. Za co musimy wyłożyć dodatkowy banknot z Jagiełłą?

Tronsmart Apollo Air+

Słuchawki wyglądają niemal identycznie i mają niemal identyczną funkcjonalność – bardzo zbliżone są do siebie również „bebechy”, ponieważ serce słuchawek stanowi chip Qualcomm QCC3046. Różnica tkwi w obsłudze kodeków – podczas gdy bazowy model wspiera tylko aptX, ten z plusem obsługuje również aptX Adaptive. W wielkim uproszczeniu wpływa to na synchronizację brzmienia obu słuchawek przy minimalnych opóźnieniach, a choć sam kodek jest w stanie przekazać więcej informacji niż „bazowy” aptX, to w praktyce nie jest w stanie zaoferować jakości niesionej przez aptX HD.

Pamiętajcie jednak, że nie każdy smartfon wspiera kodek aptX Adaptive – pełną listę urządzeń obsługujących ten standard znajdziecie tutaj. Są tu zarówno słuchawki, jak i smartfony – do wyboru, do koloru.

Dodatkową różnicą jest również etui ładujące – to z Tronsmart Apollo Air+ możemy ładować bezprzewodowo, zaś w przypadku Tronsmart Apollo Air musimy zadowolić się kablowym uzupełnianiem ubytków w energii. Co również interesujące, same „pudełka” też są wykonane nieco inaczej – to pierwsze jest nieco bardziej błyszczące i sprawia lepsze wrażenie.

Tronsmart Apollo Air+

Wisienkę na torcie ma tu stanowić wykrywanie tego, czy słuchawki są włożone do uszu czy też wyjęte i idące za tym automatyczne pauzowanie multimediów.

Teoretycznie różnice powinny się na tym skończyć, ale gabaryty pudełka sugerują również, że różnica tkwi w zestawie sprzedażowym. I rzeczywiście tak jest – w przypadku Tronsmart Apollo Air, w znacznie mniejszym opakowaniu znalazło się miejsce tylko dla przewodu ładującego oraz dwóch par zapasowych tipsów.

A co producent dorzucił w przypadku modelu Tronsmart Apollo Air+?

Tronsmart Apollo Air+ – zestaw sprzedażowy i specyfikacja techniczna

Jak na swoją relatywnie niewielką cenę, Tronsmart Apollo Air+ oferują całkiem przyzwoity zestaw sprzedażowy. W jego skład, poza kartą gwarancyjną i instrukcją obsługi, wchodzą cztery pary zapasowych tipsów (a więc łącznie mamy pięć) oraz krótki przewód USB typu C, służący, co oczywiste, do zasilania naszego etui.

Tronsmart Apollo Air+

Mile zaskakuje jednak to, że producent dorzucił także niewielki woreczek na nasze słuchawki, wykonany z charakterystycznego, jak na ten typ akcesoriów, materiału. To, czy będziemy z niego korzystać, jest kwestią względną, niemniej na etapie rozpakowywania naszych słuchawek w zasadzie nie ma się do czego doczepić. No, może ewentualnie do tego, że kolorystyka samego opakowania niespecjalnie pokrywa się z moimi gustami barwnymi. Tak czy siak, rozpakowanie mamy już za sobą – póki co wszystko zapowiada się nieźle.

Tronsmart Apollo Air+

Jeżeli chodzi o parametry techniczne, to zgodnie z tradycją odsyłam Was na stronę producenta – tam znajdziecie wszystko, czym dzieli się z konsumentami Tronsmart. Ja pozwolę sobie na umieszczenie poniżej tego, co najważniejsze i… znajduje się dopiero w instrukcji obsługi wewnątrz pudełka.

  • model: Tronsmart Apollo Air+,
  • chip: Qualcomm QCC3046 z obsługą aptX, aptX Adaptive, SBC i AAC (nie obsługuje aptX HD),
  • Bluetooth: 5.2,
  • zasięg transmisji: do 15 metrów,
  • kompatybilność: HFP/HSP/AVRCP/A2DP,
  • uszczelnienia: IP45,
  • pojemność akumulatorów: 35 mAh (słuchawka), 300 mAh (etui),
  • czas pracy: do 5 godzin (na jednym ładowaniu), ok. 20 godzin (wraz z etui ładującym),
  • czas ładowania: około 2,5 godziny (słuchawki przy pomocy etui, etui przy pomocy USB typu C lub bezprzewodowo),
  • przetwornik: grafenowy, 10 mm,
  • impedancja: 32 Ω.

Na tym etapie warto jeszcze wspomnieć, że Tronsmart Apollo Air+ są dostępne w dwóch wersjach kolorystycznych – czarnej i białej. Jak nietrudno domyślić się po zdjęciach, do mnie trafiła ta druga.

Tronsmart Apollo Air+

Wzornictwo i jakość wykonania

W wideorecenzji vivo TWS Neo powołałem się na ustanowioną przez siebie samego zasadę:

Jeśli kopiować AirPods, to robić to dobrze…

.. a Tronsmart Apollo Air+ robią to dobrze. Choć sama konstrukcja niekoniecznie budzi zachwyt, bo ma w sobie trochę niechlujnego sznytu prosto z Państwa Środka, to zdecydowanie nie możemy tutaj mówić o kserokopii. Zwracam na to szczególną uwagę po testach Huawei Freebuds 3, które mimo garści zalet, pozostawiły po sobie wrażenie, jakbym korzystał z podróbki.

Tronsmart Apollo Air+

W tym przypadku jest zupełnie inaczej. Producent ma jakiś swój pomysł na słuchawki, a jedynie od nas zależy to, czy ten pomysł odpowiada naszym preferencjom ;). Tym samym w białym (i raczej nudnym, opatrzonym wygrawerowanym napisem Tronsmart) etui znajdziemy dwie dokanałowe słuchawki, które są ozdobione szarym logo na wierzchu. Czy coś tu nadmiernie przykuwa uwagę? Może tylko fakt, że często wystający z ucha element jest dłuższy niż tutaj – plus dla Apollo Air+. Wzornictwo może nie pozostawia po sobie opadniętych z wrażenia szczęk, ale niespecjalnie jest do czego się przyczepić. Powiedziałbym, że jest… tak, jak spodziewałbym się w tej cenie?

Podobnie sprawy mają się, jeśli chodzi o jakość wykonania. To nie jest tak, że coś woła o pomstę do nieba, ale po Tronsmart Apollo Air+ zwyczajnie widać, że… to nie są słuchawki z najwyższej półki. Sam plastik jest przeciętnej jakości, a spasowania – choć raczej dokładne – wręcz rzucające się w oczy. W tej cenie możemy to jak najbardziej zaakceptować, warto jednak mieć na względzie, że zastosowane materiały i dbałość o szczegóły stoi na niższym poziomie niż w przypadku droższych propozycji konkurencji.

Jeżeli chodzi o konstrukcję, to w przypadku słuchawek nie ma specjalnie o czym mówić – większość oddają wrażenia wizualne. Całości dopełniają czujniki zbliżeniowe (odpowiadające za wykrycie tego, czy mamy słuchawki w uszach) oraz styki ładujące. Jest jednak na co zwrócić uwagę, jeżeli chodzi o etui.

Po pierwsze, na jego tylnej części znajdziemy przycisk, z pomocą którego możemy wywołać parowanie naszych słuchawek oraz sprawdzić ich stan (co zasygnalizuje dioda, znajdująca się na przodzie pudełka). Po drugie, port ładowania USB typu C znajduje się właśnie tam, na tyle, a nie pod spodem. Dzięki temu podczas ładowania słuchawek możemy wygodnie (i „w naturalnej pozycji”) trzymać je gdzieś pod ręką. Zdaje się, że część producentów ten drobny fakt zwyczajnie przegapia.

Ostatnią rzeczą, na którą chcę zwrócić uwagę, jest możliwość bezprzewodowego ładowania etui ze słuchawkami. Nie sposób się tego samodzielnie domyślić spoglądając tylko na urządzenie – nie ma tu żadnego symbolu czy grawerunku, choć oczywiście stosowną informację znajdziemy na pudełku z naszymi słuchawkami.

Tronsmart Apollo Air+

Warto mieć to na względzie, nawet, jeśli docelowo nie chcemy korzystać z tego sposobu ładowania – sam zacząłem zwracać na to uwagę, odkąd mam smartfon z obsługą bezprzewodowego ładowania zwrotnego. W razie kryzysowej sytuacji z jego pomocą można naładować nie tylko inteligentną szczoteczkę do zębów, ale również słuchawki… choć scenariusz braku kabla USB typu C pod ręką w korelacji z nadmiarem energii zgromadzonej w smartfonowym akumulatorze wydaje się być znacznie mniej prawdopodobny ;).

Codzienna eksploatacja i komfort użytkowania

Przyznam szczerze, że moje pierwsze starcie ze słuchawkami nie było ani trochę intuicyjne – tu z pomocą przyszła instrukcja obsługi, która niezgrabnie i przy pomocy obrazków tłumaczy wszystko to, co musimy wiedzieć. Myślę, że nie muszę nadmiernie rozwodzić się na ten temat, bo z parowaniem każdy sobie poradzi.

Tronsmart Apollo Air+

Inna rzecz, że łączenie się Tronsmart Apollo Air+ ze smartfonem nie zawsze wypada tak, jak powinno. Nierzadko podczas okresu użytkowania zdarzyło mi się tak, że z telefonem połączyła się tylko jedna słuchawka – drugą musiałem ręcznie włączyć długim przytrzymaniem dotykowego panelu. Fakt faktem, po takiej interwencji łączyła się z drugą natychmiast i bez żadnych opóźnień, ale dlaczego wszystko od początku nie parowało się tak, jak powinno?

Może coś źle robię? Może powinienem poczekać aż smartfon połączy się ze słuchawkami, kiedy te jeszcze są w etui, a dopiero później je wyjąć? Odpowiedzi na nurtujące pytania poszukałbym w instrukcji, ale ta ogranicza się do kilku obrazków wraz z koślawo przetłumaczonymi angielskimi podpisami. No cóż, z irytującym i występującym od czasu do czasu problemem musiałem radzić sobie sam.

Godny odnotowania jest fakt, że skoro Tronsmart Apollo Air+ mogą komunikować się ze smartfonem niezależnie, to my również możemy korzystać z nich niezależnie. Jeśli mamy ochotę na tylko jedną słuchawkę, to wystarczy, że wybierzemy dowolną z nich i połączymy z urządzeniem docelowym. Ta drobna rzecz jest w moim odczuciu bardzo istotna. Dodam jeszcze, że z powodzeniem parowałem słuchawki zarówno ze smartfonem, jak i komputerem i nie uświadczyłem żadnych problemów ze stabilnością połączenia.

Tronsmart Apollo Air+

A skoro już zaczęliśmy temat sterowania, to warto o nim wspomnieć. Każda ze słuchawek wyposażona jest w dotykowy panel (zlokalizowany tam, gdzie szare logo producenta) – odpowiednią kombinacją stukania i przytrzymywania możemy regulować głośność, przewijać multimedia i je pauzować/wznawiać, odbierać i odrzucać połączenia, wywoływać asystenta głosowego oraz przełączać tryby pracy ANC (ANC, Ambient, wyłączone). Co istotne, możemy regulować akcje na poszczególne dotknięcia przy pomocy aplikacji – ale o tym nieco później.

Teoretycznie wszystko działa tak, jak należy, rzecz w tym, że dotykowy panel jest nieco zbyt czuły. Niejednokrotnie zdarzyło mi się, że zwyczajnym przypadkiem przy poprawianiu lewej słuchawki przyciszyłem sobie muzykę, czasami do zera, co skutkowało nieodłączną irytacją. W całości nie pomagał fakt, że słuchawki średnio trzymają się w moim uchu, ale do tego jeszcze wrócimy.

Tronsmart Apollo Air+

Przyznam szczerze, że nie pamiętam przy okazji jakiego modelu… ale zwracałem kiedyś uwagę na odpowiednie zaplanowanie gestów tak, że nie da się ich wywołać przypadkowo. Tronsmart Apollo Air+ tego wymogu zdecydowanie nie spełniają i, co moim zdaniem ciekawe, są jedynymi słuchawkami, z jakimi kiedykolwiek miałem styczność, w których zdarzało mi się to nagminnie. Minimum kilka razy dziennie przypadkowo wywołuję jakąś akcję – a to przyciszę, a to pogłośnię, a to zapauzuję. Pomyślałbym, że to ze mną jest coś „nie tak”, ale ten model jest jedynym, który dostarczył mi tego typu problemów.

Jeżeli chodzi o tryby pracy ANC, to te są bliźniacze do tego, co oferuje większość modeli obecnych na rynku. Mamy więc tryb ANC, czyli aktywnej redukcji szumów, tryb Ambient – wzmacnianie odgłosów otoczenia i przekazywanie ich wprost do naszych uszu oraz zupełnie wyłączone ingerowanie w hałasy. Jestem zdecydowanym zwolennikiem obecności tej drugiej opcji i zupełnie nie brakuje mi tego, że nie możemy sterować nasileniem redukcji hałasów.

Tronsmart Apollo Air+

Co ciekawe, podobnie jak Andrzej przy okazji modelu Apollo Bold, mam delikatny problem z dokładną oceną czasu pracy na jednym ładowaniu. Producent podaje, że słuchawki powinny grać bez doładowywania przez mniej więcej 5 godzin. Miejcie na względzie, że spore różnice w wyładowywaniu akumulatora robi tutaj głośność, ale również tryb redukcji hałasów, z którego korzystamy. W moim przypadku, słuchawki do pudełka musiałem odkładać średnio co 4 godziny, zdarzyły się jednak takie okoliczności, kiedy słuchawki miałem w uszach ciągiem dłużej niż pięć godzin, a te nadal były w stanie odtwarzać muzykę bez upominania się o ładowanie.

Jeśli chodzi o codzienne użytkowanie, to… niestety mam pewne zastrzeżenia. Słuchawki nie są najbardziej wygodnym modelem, z jakim miałem do czynienia, a to i tak eufemizm. Tronsmart Apollo Air+ po prostu nagminnie wypadały mi z uszu i bez względu na rozmiar założonych gumek nie mogłem znaleźć tego odpowiedniego dla mnie.

Przy najbardziej dogodnym rozmiarze tipsów udało się uniknąć wypadania słuchawek wręcz w losowych momentach, ale nadal nie mogę liczyć na zupełnie pewny chwyt w uchu. Zdecydowanie nie są to słuchawki, które polecałbym do uprawiania sportu – wtedy możemy się liczyć z ich dosyć szybkim zagubieniem. Zwłaszcza, że poprawianie słuchawek „na szybko”, kiedy mamy brudne lub mokre ręce, nierzadko może skończyć się przypadkową pauzą lub zmianą poziomu głośności.

Tronsmart Apollo Air+

Na zakończenie muszę jeszcze, gwoli formalności, dodać, że funkcja automatycznego pauzowania multimediów po wyciągnięciu z ucha działa, jak należy. Co prawda mamy do czynienia z niewielkim opóźnieniem, ale niemal zawsze funkcja działała tak, jak tego od niej oczekiwałem. Trzeba tylko pamiętać, żeby łapać słuchawki za ten wystający element, a nie samą kopułkę – wtedy możemy zasłonić palcem czujnik zbliżeniowy.

O tyle, o ile sama konstrukcja pozostawia po sobie całkiem pozytywne wrażenie, tak zdecydowanie zabrakło dopieszczenia ergonomii. Przez cały okres testów każdą z zalet przykrywał gorzki fakt konieczności poprawiania słuchawek i towarzyszące przypadkowe interakcje z panelem dotykowym. Sam nie wiem, co poszło nie tak.

Aplikacja Tronsmart – niezła funkcjonalność w kiepskim opakowaniu

Swego rodzaju nowością w przypadku słuchawek Tronsmart Apollo Air+ jest aplikacja, która dzieli nazwę z producentem i dumnie pręży się w Sklepie Play z oceną 2,3 gwiazdki na 5. Choć po samą aplikację sięgałem niemal wyłącznie na potrzeby testowe, to nie sposób byłoby ją ominąć. A jeszcze korzystając z okazji dodam, że aplikacja wspiera także wspomniany już model Apollo Bold, który testował dla Was Andrzej.

W obrębie aplikacji możemy sprawdzić stan naładowania słuchawek (niezależnie dla każdej z nich wraz ze wskazaniem głównej słuchawki, jeśli nie łączymy się w trybie True Wireless Stereo). Stan jest wyrażony przy pomocy ikony, a nie – nawet przybliżonego – wskazania procentowego, więc przydatność tej funkcji nie jest specjalnie wysoka. Nie możemy również sprawdzić statusu naładowania etui. Z pomocą odpowiedniego przycisku możemy przełączać się jeszcze między trybami ANC.

Ale to nie koniec funkcjonalności, bo z pomocą przychodzą następne zakładki – w pierwszej z nich możemy przełączać się między ośmioma predefiniowanymi trybami equalizera. A w drugiej z nich, prawdziwa wisienka na torcie, czyli możliwość zmiany akcji przypisanych poszczególnym interakcjom z panelem dotykowym, niezależnie dla każdej słuchawki (choć regulację głośności musimy ustawiać „parami”). Jakby nie patrzeć, właśnie za to chwaliłem aplikację obsługującą znacznie droższe Jabra Elite 85t, nie mogłem więc przegapić okazji do pochwalenia tej drobnostki.

Ostatecznie więc samą aplikację muszę ocenić pozytywnie i niejako nie zgadzam się z niską opinią w Sklepie Play – choć być może podyktowana jest ona problemami, których sam nie doświadczyłem. Choć strefę „codziennego” zarządzania słuchawkami możemy przykryć zasłoną milczenia, to możliwość regulacji sterowania oceniam jak najbardziej na plus. Dobrze, że ta aplikacja jest – dzięki temu możemy nieco dopasować pod siebie słuchawki. Możliwość zaktualizowania naszego urządzenia i podejrzenia miernej instrukcji obsługi możemy pominąć, bo to nic interesującego.

Jakość dźwięku

Jeszcze zanim przejdziemy do jakości odtwarzanego dźwięku, króciutkie słowo o tym, jak Tronsmart Apollo Air+ sprawdzają się podczas rozmów telefonicznych. Ostateczny werdykt plasuje się gdzieś między przeciętnie, a dobrze – rozmówcy nie uskarżali się na to, że mnie nie słychać, a i ja słyszałem ich przyzwoicie, ale na pewno słuchawki nie są w tym zakresie jakieś wybitne.

Tronsmart Apollo Air+

Charakterystyka brzmieniowa słuchawek nieco różni się w zależności od tego, czy korzystamy z trybu ANC, czy też nie. Włączenie redukcji szumów zdecyduje „zaciemnia” to, co Apollo Air+ chcą nam zaoferować. Brzmienie rozrywkowe z nieco muzykalnym charakterem zmienia się we wręcz klubową, energetyczną V-kę.

Nie mam szczególnych zarzutów co do szczegółowości brzmienia, a i przestrzenność – jak na tę półkę cenową – jest zadowalająca. Bez względu na to, z którego trybu aktualnie korzystamy, możemy spodziewać się dosyć dużej ilości basu, który pozostaje jednak opanowany na tyle, aby miękko i przyjemnie wybijać rytm odsłuchiwanych utworów, nie zaś zalewać je nieokiełznaną ciężkością. Słuchawki w zakresie brzmienia są jak najbardziej przyzwoite – nie oferują może tego, co potrafią droższe propozycje konkurencji, ale w swojej półce cenowej stoją całkiem twardo.

Tronsmart Apollo Air+

Ze względu na specyfikę słuchawek, bardziej odpowiada mi to, jak grają w połączeniu z ANC. Tak czy siak nie da się tu otrzymać brzmienia zestrojonego na neutralne i możliwie oddające każdy szczegół, więc zdecydowanie wolę oddać się fali rozrywki i ponieść tonom niskim wspartym przez trochę podkręcone soprany. Oczywiście, jeśli chcemy nieco bardziej dopasować brzmienie do swoich preferencji, można skorzystać z oferowanego przez aplikację equalizera, myślę jednak, że nie jest to potrzebne, bo Tronsmart Apollo Air+ „słucha się” całkiem przyjemnie.

Skuteczność ANC

Przyznam szczerze, że skuteczność hybrydowego układu redukcji hałasu pozytywnie mnie zaskoczyła. Zdecydowanie nie możemy tu liczyć na ciszę absolutną, do której przyzwyczajają chociażby pełnowymiarowe Sony WH-1000XM3 czy WH-1000XM4, ale… przecież mówimy o propozycjach dokanałowych. Te zwykle radzą sobie z redukcją hałasów gorzej – pamiętam jednak to i owo z okresu testów Jabra Elite 85t i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że Tronsmart Apollo Air+ nie mają się czego wstydzić. Ku mojemu ubolewaniu, nie mam w tym zakresie odniesienia do Sony WF-1000XM3.

Tronsmart Apollo Air+

Redukcja hałasów skutecznie radzi sobie z odizolowaniem nas od hałasów ulicy, wentylatora, czajnika czy jeżdżącego gdzieś w tle odkurzacza. Zauważalnie wyciszy również rozmowy osób w pobliżu, choć nie można mówić o tym, że „kompletnie ich nie usłyszymy” – chyba, że za system komplementarny uznamy zwiększenie poziomu głośności. Słuchawki nie mają żadnego powodu do wstydu i w tej cenie (Apollo Air, które powinny w tym zakresie radzić sobie równie dobrze, kosztują mniej więcej 250 złotych!) stanowią naprawdę godną uwagi propozycji.

Podsumowanie

Wydawać by się mogło, że Tronsmart Apollo Air+ to bardzo dobre słuchawki, prawda? Są bardzo rozsądnie wycenione, oferują przyjemne brzmienie i przyzwoite ANC, nie można specjalnie doczepić się do wzornictwa czy jakości wykonania. W zestawie sprzedażowym znalazło się miejsce na etui ze wsparciem ładowania bezprzewodowego, a i sam czas pracy na baterii jest zupełnie wystarczający.

Rzecz w tym, że wszystkie te zalety zostały doprawione wypadaniem słuchawek z uszu, co boleśnie uzupełnia się z wręcz nazbyt czułymi panelami dotykowymi i kłopotliwym momentami parowaniem. Jasne, to w pewnym stopniu kwestia preferencji, jednak dawno nie miałem okazji testować słuchawek typu TWS, po które sięgałem wręcz z niechęcia i z poczuciem przymusu.

Tronsmart Apollo Air+

Mimo wszystko, nie mogę się pokusić o wystawienie bardzo niskiej oceny końcowej, bo byłoby to krzywdzące wobec innych zalet urządzenia – zwłaszcza, że tę ergonomię inni mogą subiektywnie odbierać jako bardzo dobrą. Przejrzałem ostatnio recenzowane przez siebie modele tego typu, aby znaleźć możliwie dobry punkt odniesienia…

Skoro Jabra Elite 85t i vivo TWS Neo zasłużyły na 7.5/10, a Mi True Wireless Earphones 2 otrzymał ocenę 7/10, to w tym przypadku uczciwym wydaje się być zakończenie na „siódemce” – tak, jak miało to miejsce w przypadku propozycji Xiaomi. Tronsmarty bronią się tutaj przede wszystkim niezależną pracą i bogatym wsparciem dla kodeków.

Miałem styczność z recenzowanym przez Andrzeja modelem Apollo Bold i muszę z zaskoczeniem przyznać, że Apollo Air+ wypadły w tej materii znacznie gorzej – nawet ten radykalny przeskok z 9/10 na 7/10 nie wydaje mi się tu być przesadzony. Całkiem niezłe brzmieniowo wnętrze wsparte przez niezłe ANC niestety nie wystarcza, żeby nadgonić wady w postaci zdarzających się kłopotów z parowaniem czy wątpliwym komfortem użytkowania (choć ten ostatni, zdaje sobie sprawą, może być kwestią subiektywną).

Tronsmart Apollo Air+

Tak czy siak, Tronsmart Apollo Air+ nie są słuchawkami, których za wszelką ceną trzeba unikać. Jeśli nie chcecie wydać na słuchawki zbyt dużo, to rozsądniejszym wydaje mi się zrezygnowanie z ładowania bezprzewodowego, dodatkowych akcesoriów i aptX Adaptive (pamiętajcie, że nie każde urządzenie wspiera ten kodek) i sięgnięcie po „bazowy” model Tronsmart Apollo Air lub… po prostu po coś innego.

Recenzja Tronsmart Apollo Air+. No nie dogadaliśmy się…
Zalety
dobra jakość dźwięku
skuteczny układ ANC z trybem Ambient
bogaty zestaw kodeków
stosunek ceny do możliwości (patrz: aplikacja Tronsmart, tj. dostosowanie akcji panelu dotykowego)
bogaty zestaw sprzedażowy, w tym przemyślane etui z możliwością ładowania bezprzewodowego
Wady
jakość wykonania zdecydowanie nie powala
problemy z automatycznym włączaniem/parowaniem słuchawek po wyjęciu ich z pudełka
(subiektywnie?) ergonomia pozostawia wiele do życzenia
7
Ocena