Im droższy sprzęt tym większa szansa, że niszowy producent nie znajdzie zbyt wielu klientów. W końcu decydując się na zakup chcemy mieć pewność, że urządzenie będzie wspierane i dopracowane – a taka obietnica najczęściej wychodzi z ust gigantów. Niestety, takim sposobem można ominąć naprawdę ciekawe rozwiązania – jak smartfon TCL Nxtpaper 70 Pro.
Ci od telewizorów (i nie tylko)
Xiaomi w naszym kraju kojarzy się głównie ze smartfonami, tabletami czy smartopaskami, choć jak część z Was wie, firma rozwija się również na innych polach – pokroju smart home i AGD. Amazfit specjalizuje się w inteligentnych sportowych zegarkach, a Sony – we flagowych słuchawkach nausznych, konsolach i telewizorach, choć wciąż utrzymuje przy życiu oddział odpowiedzialny za smartfony.
Portfolio TCL w teorii najbardziej przypomina Samsunga. Znajdziecie w nim zarówno telewizory, jak i urządzenia AGD, klimatyzatory, a nawet bezprzewodowe słuchawki dokanałowe. Praktykę jednak znacie – Koreańczycy dzielą i rządzą na rynku smartfonów, a chiński producent musi ustąpić popularnością miejsca innym, bardziej rozpoznawalnym graczom. TCL Nxtpaper 70 Pro pokazuje, że jego telefony zasługują na uwagę.
Specyfikacja TCL Nxtpaper 70 Pro
| Ekran | LCD IPS, przekątna 6,9 cala, rozdzizleczość Full HD+ (2340 x 1080 pikseli) częstotliwość odświeżania 120 Hz, jasność do 900 nitów, technologia NxtPaper |
| CPU | MediaTek Dimensity 7300 |
| GPU | Mali-G615 MC2 |
| RAM | 8 GB |
| Pamięć wewnętrzna | 512 GB |
| System | Android 17 |
| Aparat #1 | główny, 50 Mpix, przysłona f/1.9, rozmiar matrycy 1/1.56″, PDAF, OIS, długość ogniskowej 24 mm |
| Aparat #2 | ultraszerokokątny, 8 Mpix, matryca 1/4.0″, AF, kąt widzenia 120∘ |
| Aparat przedni | 32 Mpix, f/2.0, ogniskowa 28 mm, matryca 1/3.0″ |
| Akumulator | 5200 mAh, moc ładowania do 33 W |
| Łączność | Wi-Fi 6E, Bluetooth 5.4, GPS, NFC |
| eSIM | tak |
| microSD | tak, do 2 TB |
| Audio | głośniki stereo |
| Wymiary | 169,4 x 80,1 x 8 mm |
| Waga | 208 g |
| Odporność | wodoszczelność IP68, szkło ochronne Asahi z przodu |
Pierwsze wrażenie
Pierwsze, co może rzucić się w oczy każdemu po otwarciu pudełka z urządzeniem, to fakt, że Nxtpaper 70 Pro nie należy do grupy smartfonowych maluchów. Wręcz przeciwnie – jego wymiary sprawiają, że osoby, dla których iPhone 18 Pro Max czy Samsung Galaxy S26 Ultra okazały się zbyt duże musiałaby sobie odpuścić ten sprzęt. Z moimi dłońmi obsługiwanie smartfona jedną dłonią należało do wyzwań – najzwyczajniej w świecie nie byłem w stanie np. sięgnąć do ostatniej kolumny z zainstalowanymi aplikacjami.
Pomimo „klocowatej” natury, TCL może się podobać. Idealnie płaski ekran wraz z delikatnie zaobloną na krawędziach ramką wpadającą w złoty kolor nadaje konstrukcji w formacie „XXL” potrzebnej smukłości. Tył w nieidalnej, bo lekko kremowej bieli, w połączeniu z idealnie owalną wyspą na dwa aparaty bez dodatkowych detali, w skali „zwyczajności” od 1 do 10 znajduje się gdzieś w okolicach „9”. Na szczęście Nxtpaper ma jednego, drobnego asa w rękawie.


Chodzi o akcesoryjne etui. Przypomina ono to fabrycznie dodawane do niektórych smartfonów Motoroli, tj. osłania głównie rogi i plecki urządzenia, odsłaniając wyłącznie dłuższe boki ramki. Dzięki temu ochrona nie dodaje już i tak nadmiarowych milimetrów szerokości. Nie to jednak świadczy o wyjątkowości etui, a żebrowanie znajdujące się wewnętrz części „pleckowej”. Dzięki niemu biel przełamana jest fajną teksturą, która prezentuje sie inaczej w zależności od kąta i intensywności padającego światła.
Oprócz smartfona i etui, w pudełku znajduje się jeszcze szpilka do wyciągania tacki na kartę SIM i microSD oraz kabel ładujący.

Wyświetlacz
Gdyby ktoś mnie zapytał, z czym kojarzy mi się TCL na rynku urządzeń mobilnych, bez wahania odpowiedziałbym, że z technologią Nxtpaper. Kiedy mam okazję testować tablety firmy – ostatni raz w przypadku TCL Nxtpaper 11 Plus w 2025 roku – zawsze jestem pod wrażeniem, jaką różnicę w codziennym użytkowaniu robi matowa powłoka. Niestety – taką technologię znałem w smartfonach dotychczas pod postacią akcesoryjnych folii i szkieł hartowanych, a nie wbudowanej w panel. Do czasu.
Zastosowany w Nxtpaper 70 Pro ekran opiera się na czwartej generacji technologii – skupiono się w niej na poprawieniu przejrzystości i ostrości obrazu, ograniczeniu emisji światła niebieskiego i zaprzęgnięto AI do tego, aby dobierała najlepsze parametry dla użytkownika w danym momencie.








Dodatkowym elementem systemu, obecnym również w ww. tablecie Nxtpaper 11 Plus, jest dedykowany suwak pozwalający na przełączenie się między standardową paletą kolorów a specjalnymi trybami – o których za chwilę.
Trudno tu mówić o miłości od pierwszego wejrzenia, skoro już wcześniej miałem okazję korzystać z urządzeń oferujących technologię Nxtpaper, ale to naprawdę jest wizualny gamechanger dla kogoś, kto sporo czasu spędza przed matowymi matrycami i jest w stanie zgodzić się na ich wady, aby uniknąć lustrzanej, odbijającej każdy promień światła powierzchni.

Pięknie łączy się to również z dodatkowymi opcjami, między którymi przełącza się fizycznym suwakiem. W zależności od preferencji możemy każdorazowo wybierać pomiędzy trzema trybami – Colour Paper (przypominającym kontrastem i paletą barw kolorowe czytniki e-booków), Ink Paper, czyli monochromatycznym, oraz Max Ink, zamykającym i ograniczającym funkcje aplikacji, przypominającym nieco tryb maksymalnego oszczędzania energii w smartfonach.





Czy da się tego typu elementy porównać z typowym smartfonem? Jak najbardziej – od jakiegoś czasu eksperymentuję ze stosowaniem czarno-białej palety w prywatnym urządzeniu, więc nie mogłem przegapić okazji do porównania.
Zgodnie z przewidywaniami, w TCL Nxtpaper 70 Pro nie znajdziemy mocnego podkreślania krawędzi – matowe, rozpraszające światło szkło prowadzi do miększego obrazu i można albo to lubić, albo preferować ostrość, jaką dają błyszczące powłoki. Tryb Ink Color – w zależności od komiksu – może mniej lub bardziej odbiegać o oryginału. Wyobrażam sobie, że istnieje grupa osób, której w takiej „wypranej palecie” lepiej się czyta.
Bawiąc się ustawieniami temperatury barwowej widać, że spektrum, w jakim operuje TCL, nie pozwala osiągnąć ani śnieżnej bieli, ani „soku pomarańczowego” na ekranie.





Zanim jednak przejdę do pochwał, muszę powiedzieć, z jakimi negatywami wiąże się wybór Nxtpaper 70 Pro. Po pierwsze, jeżeli ktoś pominął tabelkę na wstępie, zaznaczam tutaj – technologia matowego ekranu u TCL opiera się na matrycy LCD IPS. Dopóki nie zwróci się na to uwagi, wszystko jest cacy – jest kolorowo i jasno.
Kładąc obok smartfon z OLED-em widać tutaj później nieidealne czernie czy niewielką jasność szczytową, przez co nie trzeba wcale dużego nasłonecznienia, aby ekran mocno ucierpiał na czytelności. No i zapomnijcie o sensownym Always on Display – jedyna opcja to wyświetlanie kolorów, zdjęć lub godziny w trakcie ładowania urządzenia.
Druga rzecz to responsywność. Zauważyłem, że ekran przy specyficznym, delikatnym używaniu palców, może czasami źle odczytać nasze intencje. W ten sposób – zamiast przewijać media społecznościowe – będziemy otwierać lub lajkować posty. Trudno mi jednak uznać to za wadę – wystarczy kilka dni, żeby pamiętać o nieco mocniejszym docisku i „problem” znika.

Oprogramowanie, działanie urządzenia
TCL Nxtpaper 70 Pro działa pod kontrolą Androida 17 z zastosowaną autorską nakładką TCL UI 9.0. Po kilku tygodniach spędzonych ze smartfonem naszła mnie pewna refleksja – czasami zbyt duże znaczenie przypisujemy UI przygotowanym przez producenta. Nie ukrywam, że w prywatnej Motoroli regularnie stosuję takie ficzery, jak uruchamianie latarki za pomocą potrząśnięcia, zaszyte bezpośrednio w Hello UI. Jestem także przekonany, że są w Polsce osoby, które nie wyobrażają sobie pracy bez narzędzi Galaxy AI i używania przy tym flagowym smartfonów Samsunga.
TCL UI natomiast… po prostu jest. W Nxtpaper 70 Pro znalazło się miejsce na narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, prostą i sympatyczną personalizację oraz – jak to w urządzeniach z Chin bywa – tuzin mobilnych gier i aplikacji, które powinny iść do kosza w ciągu 15 minut od zakończenia wstępnej konfiguracji urządzenia.
Firma nie odmieni Waszego życia za pomocą nakładki na androidowy system – i nie musi. Wystarczy, że będzie zrobiona solidnie, a codzienne użytkowanie nie będzie przeplatane nieprzetłumaczonymi liniami i awariami. TCL udało się to osiągnąć.










Osiągi i mobilny gaming
TCL Nxtpaper 70 Pro napędzany jest przez układ mobilny MediaTek Dimensity 7300. Okazał się on bardzo popularnym rozwiązaniem dla urządzeń z 2025 roku – znajdziemy go m.in. w Motoroli Edge 50 Neo czy CMF Phone 2 Pro (w wariancie Dimensity 7300 Pro). Mimo wszystko warto dodać, że telefon miał swoją oficjalną premierę na początku 2026 roku, a następca powyższego SoC, czyli Dimensity 7400, zdążył już nadejść.
Na szczęście nie oznacza to, że Nxtpaper 70 Pro oferuje wigor 80-latka. Testy syntetyczne, pokroju Geekbench 7 i 3DMark pokazują, że nie jest to demon wykręcający gigantyczne liczby w próbach wielordzeniowych czy maksujący bazowego Wild Life’a, ale w codziennych zadanich – przełączaniu się między kartami, w korzystaniu z nawigacji, grach mobilnych – nie grozi mu szybka zadyszka.










Nie można w tym miejscu pominąć również jednej kwestii, czyli ilości dostępnego miejsca. Nxtpaper 70 Pro jest u nas sprzedawany w wersji z pamięcią wewnętrzną o pojemności 512 GB. Nie jest to odosobniony przypadek w tej półce cenowej, jednak cieszy mnie, że w czasach, w których cena zakupu pamięci przez producentów mocno skoczyła do góry, da się znaleźć smartfony oferujące tyle miejsca na dane.
Jakby tego było mało, wysuwana tacka jest również przystosowana do przyjęcia jednej karty microSD o pojemności 2 TB. Kupujący, którzy zdecydowaliby się na zakup tego modelu, nie powinni zatem narzekać na brak dostępnego miejsca.
W trakcie kilku sesji z wybranymi tytułami (Zenless Zone Zero, Titan Quest czy Grid Autosport) polubiłem granie z TCL Nxtpaper 70 Pro. Średniopółkowy SoC nie zostawia aż tyle zapasu mocy, żeby wyciskać z gier wszystko – w zależności od ustawionego poziomu detali, płynność Titan Questa oscyluje pomiędzy 60-120 klatek na sekundę, bez wybrania trybu wydajności Grid działa w ok. 30 FPS-ach, a ZZZ trzyma się 60 klatek na średnich ustawieniach. Pozytywne wrażenia potęguje oczywiście duży i wyjątkowy ekran.





Audio oraz haptyka
Na temat głośników nie da się powiedzieć czegoś dobrego – oprócz tego, że są. Nxtpaper 70 Pro jak na swoją półkę cenową gra słabo – basowi brakuje porządnego łupnięcia, średnie tony przejmują całą scenę, jednocześnie tłumiąc jakiekolwiek zapędy wyższych częstotliwości.
Nie pomaga też dodatkowy tryb podbijający głośność kosztem jeszcze gorszych właściwości dźwiękowych. Szkoda, bo wyobrażałbym sobie ten smartfon jako tytana do multimediów, jednak do tego potrzeba mieć ze sobą głośnik Bluetooth albo słuchawki.
Podobnie jest z haptyką w tym smartfonie. Miękki silniczek wibracyjny zachwyci co najwyżej te osoby, które lubią łagodne i jednolite łaskotanie, zamiast krótkich, solidnych sygnałów.

Łączność, komunikacja
Opuścmy na chwilę nieprzyjemne tematy i przejdźmy do rzeczy obiektywnie dobrych. Dzięki SoC ze średniej półki TCL Nxtpaper 70 Pro nie musi się wstydzić żadnego ze swoich modułów – użytkownik otrzymuje dostęp do Wi-Fi 6E, Bluetooth 5.4, GPS, NFC i, jak na 2026 rok i cenę urządzenia, jest jak najbardziej akceptowalny zestaw.
Żaden z elementów nie sprawiał również widocznych problemów na co dzień – słuchawki i akcesoria parowały się po Bluetooth bez problemu, telefon podłączył się do domowej sieci, a nawigacja precyzyjnie kierowała tam, gdzie można płacić zbliżeniowo 😉
Dobra praktyka wymaga, aby sprawdzić także jakość połączeń. Tu również obyło się bez jakichkolwiek zaskoczeń – zarówno w wersji przy uchu, jak i w trybie głośnomówiącym, nie pojawiły się jakiekolwiek problemy ze stabilnością w trakcie rozmów. Mowa zarówno o trybie VoWi-Fi, jak i o korzystaniu z tradycyjnej sieci komórkowej.

Zabezpieczenia
Myślenie o bezpieczeństwie i metodach ochrony urządzenia Nxtpaper 70 Pro to dla mnie emocjonalna sinusoida. Większość użytkowników uzna, że niczego mu nie brakuje – jest odblokowywanie za pomocą PIN-u, odcisku palca i skanu twarzy, czyli do kompletu zabrakło możliwości wykorzystania akcesoriów Bluetooth. Potem jednak okazuje się, że czytnik linii papilarnych jest umieszczony nie w ekranie, a w fizycznym przycisku zasilania, czyli jest to archaizm, który znajdziemy głównie w najtańszych telefonach i w rodzinie Sony.
ALE – skaner działa w tej konfiguracji błyskawicznie, a dla leworęcznego użytkownika (czyli m.in. dla mnie) przycisk został umieszczony w takim miejscu, że palec niemalże sam ląduje prosto na nim, co byłoby już o wiele trudniejsze w przypadku przycelowania kciukiem w panel na tej ogromnej obudowie. Nie widzę zatem powodu, aby narzekać na jego działanie.
Z odblokowywaniem rozpoznawaniem twarzy sami domyślacie się, jak jest – brak dodatkowych czujników oznacza, że jest to również w miarę szybko metoda odblokowywania, ale nie tak bezpieczna jak alternatywy.

Czas pracy
Gdyby ktoś zasugerował, że w smartfonach absolutnie nic się nie dzieje i nie zmienia, podpowiedziałbym mu, że nie patrzy w odpowiednim kierunku. Wystarczy nie skupiać się na powolnym progresie – a wręcz regresie w ostatnim roku – RAM-u, a zamiast tego porównać, co było przeciętną pojemnością akumulatora w 2022 roku, a co jest teraz.
W przypadku TCL Nxtpaper 70 Pro powiedziałbym, że jest on poniżej obecnej średniej. Wielu producentów zaczyna bowiem „odliczanie pojemności” od ok. 6000 mAh, a tutaj mamy zaledwie skromne 5200 mAh. Może chociaż oprogramowanie sprawi, że czas pracy okaże się dobry?
Dużo oczywiście zależy od osobistych scenariuszy, ale nie nazwałbym tego telefonu wybitnym w kwestii życia na jednym ładowaniu. Przy SoT wynoszącym ok. 3-4 godziny i przebywaniu stale w zasięgu Wi-Fi da się ładować urządzenie w odstępie 4 dni. Rekord w kwestii czasu spędzonego na ekranie to ok. 6 godzin i dwa dni funkcjonowania bez ładowania.







Po drugiej stronie jest natomiast korzystanie wyłącznie z łączności mobilnej, gdzie przy SoT wynoszącym prawie 3 godziny, w który wliczało się trochę korzystania z nawigacji, trochę gier mobilnych i nagrywania wideo, smartfon rozładował się do zera po ponad 24 godzinach działania.
Deklarowana przez producenta moc ładowania 33 W oznacza, że na podładowanie smartfona ze stanu bliskiego zeru do „setki” potrzeba około godziny z kwadransem, a kabel jest jedyną możliwą opcją uzupełniania energii.

Fotografia
Pułap powyżej 1500 złotych oznacza, że od telefonu można zacząć oczekiwać znośnych zdjęć – przynajmniej z jednego z obiektywów. W przypadku TCL Nxtpaper 70 Pro aparaty są trzy: główny z matrycą 50 Mpix, ultraszerokokątny 8 Mpix oraz przedni 32 Mpix.
Najprościej zacząć od tego, z czego użytkownik będzie korzystał najczęściej, czyli od podstawowego oczka. Kadry przy odpowiedniej odległości prezentują się szczegółowo, z żywą paletą kolorów, a HDR potrafi podciągnąć jakość kadrów.
Dłuższy staż pokazuje jednak, że nie każde zdjęcie musi się udać. Czasami winowajcą są algorytmy pracujące nad ekspozycją, które potrafią dać dziwne światło przepuszczane przez gęste liście na drzewach. Innym razem widać, że aparat – dopowiadając sobie informacje na dalszym planie – nieco rozmazuje detale.























Jako że w Nxtpaper 70 Pro nie znajdziemy dedykowanego aparatu o długiej ogniskowej, jedyne, na co można liczyć, to cyfrowy zoom głównej matrycy. Przy dwukrotnych przybliżeniach nie zauważycie większych różnic, jednak trzykrotny zoom ujawnia więcej artefaktów.
Kolejne, występujące na podziałce wartości, tj. 6x i 10x, można sobie z grubsza odpuścić – choć oprogramowanie nie wygładza zdjęć do poziomu karykaturalnego, to matryca nie wyczaruje szczegółów z niczego.















Ultraszeroki kąt to spodziewany dodatek do podstawowej optyki. Osiem megapikseli oznacza, że mniej szczegółów na fotografia jest wręcz formalnością. Przez brak HDR-u smartfon z łatwością przepala kadry o szerokiej rozpiętości tonalnej. Nie zaskoczył mnie również fakt, że przy porównywaniu z głównym aparatem widać nieścisłości, jeżeli chodzi o dobór barw.












Częściowym ratunkiem dla ultraszerokokątnego obiektywu jest możliwość robienia zdjęć makro. Używam słowa częściowym dlatego, że w trakcie kilku tygodni testów przekonałem się nieraz, że smartfon ma problem ze złapaniem i utrzymaniem ostrości, co w przypadku makro tylko uwypukla tę cechę.








Za klamrę tej sekcji niech posłużą jeszcze dwa zdjęcia pokazujące cały zakres pracy kamer z tyłu:












Po mało przyjemnych analizach pora na coś przyjemniejszego, czyli przedni aparat i częściowo związany z nim tryb portretowy. Co do jakości fotek nie mam większych zastrzeżeń – dalszy plan nie jest tu aż tak ważny, a to, co dzieje się na pierwszym w kwestii kolorów, jasności czy szczegółów wystarcza do tego, żeby nie wstydzić się efektu końcowego.
Jak (prawie) wszystko w tym telefonie, „portretówki” mają swoje plusy i minusy. Plusami jest dobra separacja pierwszego i drugiego planu, możliwość pracy nie tylko na twarzy, ale też na obiektach oraz opcja dostosowywania siły efektu bokeh.
Z minusów muszę wymienić ręczne ustawianie autofocusu (który i tak potrafi płatać figle) oraz niezrozumiały dla mnie brak możliwości ustawienia siły rozmycia dla przedniego aparatu.

























Zbliżając się do końca zostały jeszcze dwie kwestie do omówienia. Pierwsza: zdjęcia nocne i dedykowany tryb. Szczęśliwie dla zdjęć nocnych, rozmiar obu matryc z tyłu wystarcza do fotografowania po ciemku – nie zauważyłem bowiem, aby przełączanie się w oficjalnym oprogramowaniu wydłużało czas naświetlania czy próbowało podciągnąć ilość szczegółów algorytmami:






















Druga i zamykająca całość kwestia to materiały wideo. Maksimum, jakie wyciska Nxtpaper 70 Pro w ruchu, to 4K 30 klatek na sekundę z możliwością włączenia stabilizacji obrazu. Biorąc pod uwagę fakt, że nie każdy oferuje tak wysoką jakość w tej półce cenowej, TCL ma u mnie plusa. Sześćdziesiąt klatek pojawia się już przy rozdzielczości 1080p – o dziwo bez możliwości wyłączenia stabilizacji. Same nagrania wychodzą przejrzyście, a drobne ruchy urządzeniem nie doprowadzają do znacznych spadków jakości.


Podsumowanie
TCL Nxtpaper 70 Pro okazał się urządzeniem, w którym zakocha się niejedna osoba, głównie ze względu na ekran wykonany w nietypowej technologii, na który aż chce się patrzeć.
To nie jest jednak smartfon maksymalnie wszechstronny, czego trzeba mieć świadomość. Nierówna praca aparatów, takie sobie głośniki czy drobne archaizmy pokroju ekranu LCD o niskiej jasności szczytowej lub czytnika linii papilarnych w przycisku zasilania – to te aspekty, które zdecydowanie się wybijają.
Czynnikiem łagodzącym może okazać się poniekąd cena. Obecnie Nxtpaper 70 Pro w wersji z 8 GB RAM i 256 GB pamięci wewnętrznej da się znaleźć z pominięciem promocji w cenie 1499 złotych – z rabatami jest to ok. 1349 złotych. Wariant 512 GB wymaga już wydatku 1549 złotych – sugerowana cena wynosi natomiast 1649 złotych.
Jeszcze ciekawiej się zrobi, jeżeli spojrzymy na konkurencję. W tej chwili Samsung Galaxy A37 w wariancie 6/128 GB wymaga wydatku ok. 1499 złotych, Redmi Note 17 Pro 5G z konfiguracją 6/256 GB to zakup w okolicach 1799 złotych (amortyzowany częściowo wciąż działającą ofertą promocyjną), Realme 16 5G 8/256 GB kupicie natomiast za 1299 złotych. Patrząc na ich wady i bolączki, testowany smartfon nie prezentuje się źle.
Czy polecam zatem TCL Nxtpaper 70 Pro? Tak, ale musi to być specyficzny gatunek użytkownika. Ktoś, kto chciałby używać smartfona w słuchawkach i oglądać na nim filmy czy stosować jako alternatywna opcja do czytania e-booków, kiedy ilość miejsca w bagażu nie za bardzo umożliwia zabranie ze sobą sprzętu z ekranem e-ink. Wtedy telefon może okazać się strzałem w dziesiątkę.
Pozostaje mieć nadzieję, że TCL nie odpuści i kolejne generacje smartfonów w technologii Nxtpaper będą jeszcze lepsze.







