Ponad dwa lata temu miałem niewątpliwą przyjemność testować model Sonos Ace, stanowiący wówczas debiut Sonosa w segmencie słuchawek. Przyjemność, bo były one absolutnie świetne i finalnie bez trudu trafiły na moją prywatną listę ulubionych modeli. Najnowsze Sonos Ace Ultra to już drugie podejście marki do tej kategorii produktowej. Znów są drogie, ale w zamian obiecują wiele i – co istotne – wcale nie kończy się tylko na obietnicach.
Specyfikacja techniczna Sonos Ace Ultra:
- audio: przetworniki dynamiczne ∅40 mm, dźwięk przestrzenny Dolby Atmos z dynamicznym śledzeniem ruchów głowy, dźwięk bezstratny (poprzez aptX Lossless i USB-C),
- konstrukcja: wokółuszna zamknięta,
- adaptacyjna aktywna redukcja szumów (ANC) i tryb kontaktu,
- 10 mikrofonów do ANC, rozmów i TrueCinema,
- łączność: Bluetooth 6.0 z kodekami SBC, AAC, aptX HD, aptX Adaptive, aptX Lossless (bezstratny), tryb multipoint, WiFi (2.4 i 5 GHz),
- przewodowe odtwarzanie przez USB-C i Jack 3,5 mm,
- bateria: akumulator litowo-jonowy o pojemności 1060 mAh, do 35 h na jednym naładowaniu przy włączonym ANC, możliwość samodzielnej wymiany akumulatora,
- ładowanie USB-C, 3 min ładowania = 3 h odtwarzania,
- sterowanie funkcjami i odtwarzaniem: suwak i fizyczne przyciski, czujnik założenia,
- wymiary: 193×163×45 mm, szerokość nausznika 90,8 mm,
- waga: 322 g,
- obsługa aplikacji Sonos, łączenie z ekosystemem sprzętu audio Sonos.
Cena Sonos Ace Ultra w momencie publikacji recenzji wynosi 2079 złotych. Słuchawki dostępne są w czterech wariantach kolorystycznych: białym, czarnym, piaskowym (Sand) i niebiesko-zielonym (Agave).
Co ciekawe i warte wspomnienia, wypuszczone ponad dwa lata temu Sonos Ace kosztowały wówczas na start nieco więcej, bo 2149 złotych.
Sonos Ace Ultra

Sonos Ace Ultra zdecydowanie mogą się podobać
Dość proste, ale bardzo schludne i ładne – takimi słowami mógłbym pokrótce opisać to, jak wyglądają Sonos Ace Ultra. Jednocześnie, są one niemal bliźniacze z poprzedniczkami, czyli Sonos Ace. Bynajmniej nie ma w tym nic złego, bo już tamten model doceniałem w tym aspekcie i tak samo trudno mi zarzucić coś nowej generacji.
Do testów otrzymałem wersję białą i – bez cienia kokieterii – osobiście uważam ją za najładniejszą ze wszystkich czterech dostępnych. Zwłaszcza, że nie mamy do czynienia ze śnieżną bielą, a delikatnie kremową. Przy tym, wariant ten dobrze spisuje się na co dzień, bo ani muszle, ani żaden inny element nie gromadzą zabrudzeń użytkowych czy kurzu.
Jakość użytych materiałów i całokształtu wykonania jest wprost nienaganna. W większości są to tworzywa sztuczne, ale odpowiednio solidne i świetnie spasowane. Metalowe są w zasadzie jedynie teleskopowe odcinki od muszli do pałąka nagłownego, którymi regulujemy rozmiar słuchawek.
Gabaryty – zarówno całych słuchawek, jak i muszli – określiłbym jako dość standardowe jak na flagowe modele. Nie mogę natomiast odmówić, że nauszniki mają dość smukły profil (względem chociażby Sony WH-1000XM6), przez co nie odstają drastycznie od głowy.

Front lewej muszli jest zupełnie gładki, natomiast od jej dołu znalazło się złącze USB-C, przycisk zasilania (i wzbudzania parowania) oraz niewielka dioda stanu pracy. Jest tu też srebrna, podłużna maskownica mikrofonów. Na przodzie prawego nausznika umieszczono metalowe, mieniące się logo Sonos, a jego krawędź obsadzają suwak do sterowania odtwarzaniem i klawisz ANC. Tutaj również nie zabrakło maskownic z mikrofonami.
Poduszki nauszne – bez zaskoczenia – wykonano z pianki pamięciowej i pokryto sztuczną skórą. Są one odpowiednio sprężyste, acz jednocześnie miękkie i dobrze przylegające do skóry. Doceniam natomiast łatwość ich demontażu, bowiem pady wraz z dodatkową siateczką wewnątrz mocowane są magnetycznie, dzięki czemu – chcąc je wymienić – nie musimy się mocować.
Pałąk od góry pokryto plastikiem takim samym jak muszle, a od dołu, czyli w miejscu kontaktu z głową, zastosowano piankę i ekoskórę. Klasyka gatunku. Nauszniki z pałąkiem spajają wspomniane już metalowe teleskopy z płynną regulacją długości oraz możliwością obracania.





Jeśli już mam na coś narzekać, to na możliwość składania konstrukcji, a w zasadzie to jej brak. Jedyne, co możemy zrobić, to obrócić muszle tak, by leżały na płasko, zresztą tak też układamy je w etui. Z jednej strony szkoda, że nie da się ich złożyć nieco bardziej (np. do wewnątrz), z drugiej – wówczas konstrukcja nie byłaby już aż tak solidna. Coś za coś.
A skoro już o etui mowa – jest ono duże, usztywnione, zapinane na suwak i pokryte materiałem przypominającym filc. Wewnątrz użyto innego, miękkiego wykończenia, a poza miejscem na słuchawki, u góry ulokowano magnetycznie mocowaną sakiewkę na przewody USB-C i Jack 3,5 mm. Fajny patent.



Wygoda noszenia bez zarzutów
Moja miłość do nausznych słuchawek jest dość specyficzna. Z jednej strony, na co dzień praktycznie nie sięgam po nie, z drugiej, gdy już wpadnie mi na testy jakiś fajny model, potrafię spędzać z nimi po 3-4 godziny ciągiem bez specjalnego utyskiwania.
Dokładnie tak samo jest z Sonos Ace Ultra, bo używałem ich naprawdę różnie. Jednym razem przez godzinkę-dwie przy wieczornym, domowym słuchaniu lub na spacerze, a innym, grubo ponad trzy godziny podczas jazdy pociągiem. I, czy to krótkie czy długie użytkowanie, za każdym razem czułem ten sam, bardzo dobry poziom wygody.
Mimo niespecjalnie niskiej wagi (wynosi ona 322 g), słuchawki nie dają odczucia zbyt ciężkich, są bardzo dobrze wyważone i nie uciskają w żadnym miejscu styku z naszym ciałem.
Zwykle, jednym z moich zarzutów do słuchawek nausznych, jest uczucie ciepła i wręcz zawilgocenia miejsca styku skóry z poduszkami. W Sonos Ace Ultra – mimo że poduszki też pokryte są czymś w rodzaju skóry ekologicznej – tendencja ta jest znacznie mniej odczuwalna.
Jasne, po parogodzinnym słuchaniu będziemy czuć, że jest nam wokół małżowin ciepło, jednak nie powoduje to dyskomfortu i nadmiernego pocenia. Przy tym poduszki wciąż oferują miękkie przyleganie oraz nienaganną izolację akustyczną.

Łączność bezprzewodowa i przewodowa
Sonos Ace Ultra pozwalają na korzystanie z nich zarówno w tej pierwotnej formie, do jakiej je stworzono, czyli bezprzewodowo, ale również z wykorzystaniem kabla. Do bezprzewodowego łączenia wykorzystują Bluetooth 6.0 z obsługą podstawowych kodeków AAC i SBC oraz rodziny kodeków aptX, w tym tego najbardziej zaawansowanego, bezstratnego aptX Lossless.
Doceniam możliwości techniczne tego kodeku, czyli bezstratną kompresję (bit-perfect), pozwalającą uzyskać jakość dźwięku na poziomie płyt CD, do 16-bit/44.1 kHz. Niezmiennie ubolewam jednak, że jest on obsługiwany przez zdecydowanie zbyt wąskie grono smartfonów, o co należy winić oczywiście samych producentów smartfonów, a nie słuchawek. Niemniej, szkoda, że nie zaimplementowano tu jeszcze LDAC-a jako alternatywy.
Wracając do meritum. Podczas całego okresu testowego nie miałem absolutnie najmniejszych perturbacji związanych z łącznością słuchawek z żadnym z urządzeń. Połączenie następuje szybko, jest ono przez cały czas w pełni stabilne, odtwarzanie pozostaje niezakłócone, a zasięg pozwalał mi na swobodne poruszanie się po całym domu.

Kłopotów nie sprawiały również opóźnienia. Niezależnie od aktualnie wykorzystywanego kodeku nie dochodziło do nazbyt rzucającej się w oczy desynchronizacji obrazu z dźwiękiem podczas oglądania wszelkiej maści wideo.
Wspomniałem, że ze słuchawek można korzystać też przewodowo. A i owszem, zaś w zestawie – jak już wiecie – dostajemy dwa kable: jeden obustronnie zakończony USB-C, drugi z USB-C do analogowego Jacka 3,5 mm. Oba podłączamy oczywiście bezpośrednio gniazda USB-C słuchawek.
Co istotne z technicznego punktu widzenia, tylko korzystając z połączenia USB-C uzyskujemy w pełni bezstratną jakość dźwięku. Dzieje się tak dlatego, że – siłą rzeczy – omijamy wówczas dodatkową, zbędną konwersję sygnału z analogowego do cyfrowego.

Funkcje aplikacji Sonos
Choć – jak zaznacza producent – ze słuchawek śmiało można korzystać nie parując ich z żadną aplikacją, to sięgnięcie po takową znacząco zwiększa ich funkcjonalność. Apka do zarządzania słuchawkami to dokładnie to samo oprogramowanie, które wykorzystujemy do obsługi innych urządzeń audio marki Sonos. Znajdziemy ją w App Store na iOS oraz w Google Play na Androida.
Do samego działania aplikacji w parze z Sonos Ace Ultra nie mam większych zastrzeżeń, choć zdarza jej się czasem nieco wolno wykrywać, że słuchawki są połączone z telefonem. Generalnie jednak nie odnotowuję większych błędów, a sam interfejs jest czytelny, prosty w obsłudze i w pełni spolszczony.
Na ekranie głównym wyświetla się szybki podgląd, na którym znajduje się zdjęcie słuchawek i ich nazwa, stan naładowania wraz z szacowanym czasem pracy oraz aktualny tryb kontroli hałasu z przełącznikiem do jego zmiany tuż obok. U dołu z kolei widoczne jest sterowanie odtwarzaniem z tytułem odtwarzanej treści, nazwą połączonego urządzenia i suwak głośności.








Do pełnych ustawień wchodzimy – po prostu – klikając zdjęcie słuchawek. Wszystkie opcje wyświetlają się w postaci prostej, ciągłej listy, a część z nich ma dodatkowe opisy wyjaśniające za co odpowiadają.
Przede wszystkim możemy zmienić tryby ANC i ich dodatkowe ustawienia (w tym adaptacyjną redukcję oraz słyszenie naszego głosu podczas połączeń), a także zarządzać equalizerem. Do dyspozycji mamy dwie jego formy – uproszczoną, z trzema suwakami od basów, środka i góry, a także zaawansowaną, z pełnoprawnym korektorem graficznym z ośmioma częstotliwościami od 46 Hz do 10 kHz. Można również włączyć adaptacyjną korekcję brzmienia oraz wzmacnianie basów i sopranów przy niskich głośnościach.
Idąc dalej, sekcja Bluetooth umożliwia włączenie lub wyłączenie trybu multipoint (łączenia z dwoma urządzeniami jednocześnie) i zarządzanie listą sparowanych ze słuchawkami sprzętów. Nie zabrakło również opcji aktualizacji oprogramowania słuchawek czy funkcji automatycznego wyłączania w bezczynności.
Nie można zapomnieć również o tym, że Sonos Ace Ultra oferują pełną integrację z ekosystemem sprzętu audio Sonos. W tym celu wykorzystują dodatkową łączność WiFi, dzięki której mogą – na przykład – przejmować odtwarzanie dźwięku z dowolnego głośnika czy soundbara (nawet telewizji) jednym kliknięciem. Wówczas, potrafią one odtwarzać także dźwięk przestrzenny Dolby Atmos. Jest też możliwość słuchania na dwóch parach słuchawek jednocześnie.










Sterowanie z poziomu słuchawek jest wybitnie intuicyjne
Absolutnie nie wyolbrzymiam. Sonos Ace Ultra wyposażono w zaledwie trzy fizyczne elementy sterujące – przycisk zasilania i parowania na lewej muszli, klawisz redukcji hałasów na prawej oraz suwak będący jednocześnie przyciskiem – również na prawej. Korzystanie z nich przychodzi łatwo, wręcz – rzekłbym – sięgamy do nich na logikę. Producent nie zdecydował się na zastosowanie żadnego panelu dotykowego.
Klawisz z lewej pomińmy, bo w zasadzie powiedziałem już czym on się zajmuje, a te istotniejsze – z perspektywy sterowania – i tak znajdziemy właśnie po prawej stronie. Pojedynczy, okrągły guzik, odpowiada za przełączanie trybów kontroli hałasu. Domyślnie, każde kliknięcie przełącza nas między ANC a trybem kontaktu, jednak w ustawieniach możemy to zmodyfikować i – chociażby – przypisać jeszcze tryb zerowy.
Podłużny, srebrny suwak, pełni wielorakie funkcje. Po pierwsze, przesuwa się w górę i w dół, co pozwala regulować głośność. I, co istotne, słuchawki mają – w pewnym sensie – swoje bardziej precyzyjne sterowanie. Dopiero dwa przesunięcia suwaka powodują przeskoczenie o jeden stopień głośności w urządzeniu odtwarzającym, zaś każde pojedyncze to takie pół stopnia.
Poza tym, że da się go przesuwać, można go również klikać, a w ten sposób uzyskujemy:
- jednokrotne naciśnięcie: wstrzymanie/wznowienie odtwarzania, odebranie połączenia,
- dwukrotne naciśnięcie: następny utwór,
- trzykrotne naciśnięcie: poprzedni utwór,
- naciśnięcie i przytrzymanie: odrzucenie połączenia.








Ponadto, wewnątrz obu muszli znalazły się czujniki wykrywające obecność słuchawek na uszach. Reagują one dopiero w momencie całkowitego zdjęcia ich z głowy – chwilowe zsunięcie którejś z muszli z ucha nie powoduje wstrzymania odtwarzania.
Nie mam zarzutów co do działania automatycznej pauzy i wznawiania, podobnie jak do sterowania przyciskami. Oczywiście, funkcję wykrywania noszenia (czyli właśnie czujniki) możemy całkowicie dezaktywować, ale też włączyć, by po wykryciu założenia, połączenia przychodzące były automatycznie odbierane.

Czas pracy Sonos Ace Ultra
Sonos Ace Ultra oferują duży – jak na słuchawki – akumulator o pojemności 1060 mAh. Patrząc na obietnice Sonosa, ma się on przekładać na nawet 35 godzin odtwarzania z włączoną aktywną redukcją hałasów. Jeśli ją wyłączymy, czas pracy – siłą rzeczy – będzie lepszy.
A jak wypada to na tle bezpośredniej, flagowej konkurencji? AirPods Max 2 mają oferować do 20 godzin słuchania, w przypadku Sony WH-1000XM6 ma to być do 30 godzin, a Sennheiser Momentum 5 Wireless mają działać do 57 godzin. Śmiało można zatem powiedzieć, że Sonos Ace Ultra raczej nie mają się czego wstydzić.
Słuchawki testowałem naprawdę długo, bo przeszło trzy tygodnie. Pierwszy raz musiałem je naładować dopiero po jedenastu dniach dość intensywnego użytkowania. W drugim cyklu, dwanaście dni później, nadal mają jeszcze 27% baterii. Realnie, nawet korzystając z nich bardzo dużo i długo, śmiało będą działać minimum 7-10 dni na jednym naładowaniu.
Zliczając przybliżone czasy użytkowania podczas tego jedenastodniowego cyklu, Sonos Ace Ultra działały przez około 31-32 godzin. To nieco mniej niż obiecuje producent, ale wciąż bardzo solidny wynik. Musicie przy tym wiedzieć, że ze słuchawek korzystałem zwykle z włączonym ANC lub trybem kontaktu, a odtwarzanie odbywało się z reguły z kodekiem aptX HD.
Jeśli chodzi o ładowanie, zaczynając od plus-minus 10%, na uzupełnienie baterii do pełna potrzebujemy nie więcej niż półtorej godziny. Przy tym, trzy minuty ładowania pozwalają na korzystanie ze słuchawek przez nawet trzy godziny.

Jak spisuje się ANC i tryb kontaktu?
Do działania aktywnej redukcji hałasów oraz trybu kontaktu oddelegowano łącznie dziesięć mikrofonów – po pięć na stronę. Nad wszystkim czuwają algorytmy adaptacyjnego dostosowywania natężenia izolacji do poziomu hałasów zewnętrznych.
Jeśli chodzi o skuteczność ANC w Sonos Ace Ultra, określiłbym ją mianem bardzo dobrej, wprost świetnej – zbliżonej do Sennheiser Momentum 5 Wireless i dosłownie o stopień gorszej od Sony WH-1000XM6. Całościowo, redukcja jest skuteczna w wielu warunkach i zdecydowanie więcej jest scenariuszy, w których sobie bardzo radzi, niż takich, w których wypada słabo.
Niskie dźwięki, zwłaszcza te jednostajne (szum klimatyzacji, pociąg, autobus), wycinane są doskonale. Realnie, słychać je spokojnie o jakieś 70% ciszej, co – w połączeniu z włączoną muzyką czy filmem – potrafi w zasadzie w pełni odciąć nas od hałasu. Miło zaskakuje też skuteczność w izolowaniu nieco wyższych, mieszanych i bardziej nierównomiernych dźwięków. Nawet – na przykład – głośno włączony telewizor, stukanie w klawiaturę czy gwar rozmów w pobliżu stają się o co najmniej o połowę cichsze.

Ponarzekać mogę trochę na radzenie sobie z wiatrem, bowiem podczas spacerów mocniejsze potrafiły powodować lekkie trzeszczenie mikrofonów. Może i nie było ono jakoś wybitnie uciążliwe czy długotrwałe, ale słyszalne.
Bardzo pozytywnie wypada również tryb kontaktu. Na ogół w słuchawkach nausznych nie możemy liczyć na przesadnie dobre jego działanie. Tymczasem, Sonos Ace Ultra naprawdę dają radę na tym polu.
Co prawda mogę ponarzekać, że mogłoby być nieco głośniej, a i słychać odrobinę szumów, ale poza tym, dźwięki w trybie kontaktu są bardzo wyraźne i naturalne, przez co – faktycznie – dobrze sprawdza się do kontrolowania otoczenia bez zdejmowania słuchawek.

Jakość rozmów
Wiecie już, że Sonos Ace Ultra zostały wyposażone w dziesięć mikrofonów. Te, poza zastosowaniem w ANC i trybie kontaktu, swoją rolę odgrywają – rzecz jasna – także podczas prowadzenia połączeń telefonicznych. Co jednak najważniejsze, spełniają się w tym zadaniu co najmniej bardzo dobrze.
Choć wiele zależy od warunków otoczenia, to – koniec końców – w zasadzie w żadnym scenariuszu nie miałem sytuacji, w której rozmówca skrajnie nie rozumiałby tego, co mówię. W domowym zaciszu jakość rozmów jest absolutnie bezbłędna, co tyczy się zarówno mówienia normalnym, jak i nieco ściszonym głosem.
Zdarzyło mi się również prowadzić rozmowy z użyciem Sonos Ace Ultra podczas podróży pociągiem, gdzie – delikatnie mówiąc – współpasażerowie nie byli przesadnie cicho. Mimo tego, osoba, z którą rozmawiałem, nie narzekała na to, jak mnie było słychać, a poza mój głos nie przebijały się ani hałasy samego pociągu, ani gwar innych osób.

Jakość dźwięku i brzmienie Sonos Ace Ultra
Jednostkami reprodukującymi dźwięk w Sonos Ace Ultra są pojedyncze przetworniki dynamiczne o średnicy 40 mm, które – jak szczyci się marka – w całości zostały zaprojektowane przez Sonosa, a ich dostrojenie odbyło się we współpracy z nagradzanymi inżynierami dźwięku. Jaki to dało efekt?
Sonos Ace Ultra brzmią – po prostu – bardzo, ale to bardzo przyjemnie. Ich strojenie jest bardzo muzykalne, dynamiczne, soczyste w basie, a jednocześnie bliskie w średnicy, bogate w szczegóły i łagodne u góry pasma. Zachowują bardzo dobry balans między szczyptą rozrywkowości i spójnością przekazu, co sprawia, że świetnie sprawdzają się w większości gatunków.
Niskie tony prezentują dużą energiczność, co tyczy się nie tylko mięsistości samego środkowego basu, ale i dobrze podkreślonych pomruków w najniższych, subbasowych partiach. Bas atakuje szybko, potrafi uderzyć z dużą siłą, ale jednocześnie zachowuje bardzo dobrą zwartość i kontrolę, przez co inżynierom Sonosa udało się uniknąć dudnienia i efektu zamulenia całości brzmienia.

Średnica jest osadzona blisko, ma lekko ciepłą barwę, a wokale – zarówno żeńskie, jak i męskie – brzmią relatywnie naturalnie, z lekką gładkością. Detali i wszelkiej maści niuansów w muzyce zdecydowanie tu nie brakuje, jest ich naprawdę dużo. Rozdzielczość dźwięku stoi na bardzo wysokim poziomie, co uwidacznia się szczególnie słuchając utworów w bezstratnej jakości po kablu lub przez aptX Lossless.
Wysokie tony są – z jednej strony – łagodne w odbiorze, ale jednocześnie absolutnie nie wycofane. Góra wykazuje się odpowiednią bliskością przy zachowaniu bardzo dużej klarowności, zatem nie słychać tu żadnego nadmiernego wyostrzenia.
Generowana przez Sonos Ace Ultra scena dźwiękowa ma dość spore rozmiary, jest rozciągnięta głównie w panoramie, ale nie brakuje jej całkiem fajnej głębi oraz niezłej separacji i napowietrzenia.
Dla formalności i domknięcia tematu brzmienia dopowiem jeszcze, że Sonos Ace Ultra obsługują dźwięk przestrzenny Dolby Atmos, włącznie z dynamicznym śledzeniem ruchów głowy. Słuchawki mogą odtwarzać treści w formacie Dolby Atmos zarówno ze smartfona (np. filmy, seriale czy muzyka w Apple Music), jak i przechwytywać je z innych sprzętów audio Sonos.

Podsumowanie
Jakie są zatem Sonos Ace Ultra biorąc pod uwagę wszystkie omawiane wyżej aspekty? Mógłbym użyć tylko jednego słowa – rewelacyjne. To kawał kapitalnych, bardzo kompletnych słuchawek, które w zasadzie w każdej rozpatrywanej kwestii są albo bardzo dobre, albo wprost świetne.
Brzmienie jest bardzo dobre, angażujące i rozdzielcze, ANC wysoce skuteczne, tryb kontaktu jeden z najlepszych w słuchawkach nausznych, a jakość rozmów bez zarzutów. Czas pracy wypada solidnie, aptX Lossless pozwala bezprzewodowo uzyskać bezstratny dźwięk, a obsługa Dolby Atmos sprzyja odtwarzaniu treści w dźwięku przestrzennym. No i łączność z ekosystemem audio Sonos – to też duży atut.
Gdzie wady i braki? Niezmiennie, za pewną, choć nieprzesadnie dużą wadę, uznaję brak szerzej kompatybilnego kodeku LDAC, który śmiało mógłby stanowić alternatywne rozwiązanie obok aptX Lossless. Bryła słuchawek nie oferuje możliwości składania (poza obróceniem muszli), a mikrofony i ANC potrafią zatrzeszczeć na wietrze.
Za Sonos Ace Ultra trzeba zapłacić na chwilę obecną dokładnie 2079 złotych. Nie ma co ukrywać – to bardzo duża kwota. Porównując to z przywoływaną już konkurencją, droższe od nich są tylko AirPods Max 2, kosztujące około 2200 złotych, no, ewentualnie jeszcze Bowers & Wilkins Px8 S2 za ponad 2300 złotych. Cena Sennheiser Momentum 5 Wireless to 1699 złotych, a za Sony WH-1000XM6 zapłacimy około 1600 złotych.
Bezwzględnie mamy zatem do czynienia z jednymi z najdroższych słuchawek na rynku, ale – jednocześnie – mają one naprawdę dużo asów w rękawie, stanowiących solidne argumenty na ich korzyść.









