Z czym kojarzy Wam się seria Redmi Note? Jeśli na myśl przychodzi Wam świetny stosunek ceny do jakości, to ja się pod tym podpisuję. Zazwyczaj przedstawiciele tej linii produktowej Xiaomi byli wręcz gwarancją fajnych smartfonów dla ludu – za nieprzesadnie duże pieniądze. Czy tak samo jest w przypadku najnowszego Redmi Note 15 Pro?
Redmi Note 15 Pro dostępny jest w dwóch wersjach – z 4G i 5G. Recenzowany model obsługuje sieć najnowszej generacji.
Specyfikacja Redmi Note 15 Pro:
- płaski wyświetlacz AMOLED o przekątnej 6,83”, rozdzielczości 2772×1280 pikseli, częstotliwości odświeżania do 120 Hz, jasności do 3200 nitów (HBM 1800 nitów), kontraście 8000000:1; Gorilla Glass Victus 2; HDR10+, Dolby Vision,
- ośmiordzeniowy procesor MediaTek Dimensity 7400-Ultra o częstotliwości taktowania do 2,6 GHz (4 nm) z Mali-G615,
- 256 GB pamięci wewnętrznej (UFS 2.2),
- 8 GB RAM,
- Android 15 z HyperOS,
- aparat główny 200 Mpix f/1.7 z OIS + ultraszeroki 8 Mpix f/2.2,
- przedni aparat 20 Mpix f/2.2,
- WiFi 6,
- 5G, dual SIM, eSIM,
- Bluetooth 5.4,
- NFC,
- GPS,
- głośniki stereo z Dolby Atmos,
- USB typu C,
- optyczny czytnik linii papilarnych w ekranie,
- akumulator o pojemności 6580 mAh, ładowanie przewodowe 45 W, ładowanie zwrotne 22,5 W,
- wymiary: 163,61 x 78,09 x 7,96 mm,
- waga: 210 g,
- IP66/IP68.
Cena Redmi Note 15 Pro 5G w jedynej opcji pamięciowej dostępnej w Polsce, tj. 8/256 GB, w momencie publikacji recenzji kosztuje 1699 złotych. W ramach oferty premierowej na smartfony z serii Redmi Note 15, w przypadku testowanego modelu producent dorzuca gratis Xiaomi Dual Zone Air Fryer 10L (którego cena to ok. 400 złotych).

Wymagany ogrom cierpliwości
… dokładnie tak miał brzmieć pierwotny tytuł niniejszej recenzji. Musicie bowiem wiedzieć, że Redmi Note 15 Pro trafił w moje ręce jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. Już pierwszego dnia użytkowania sprawiał problemy – wyjątkowo zamulał, nie synchronizował kalendarza, a – na domiar złego – ekran momentami reagował w cały świat. Do tego doszły tragiczne wręcz głośniki i bateria, której czas pracy nijak miał się do ogromnej pojemności. Czy pomyślałam wtedy, że to pierwszy przypadek w ramach średniopółkowej serii smartfonów Xiaomi, który po prostu nie nadaje się, by komukolwiek polecić? Tak.
Znacie mnie jednak trochę i nigdy nie wydaję opinii pochopnie. Skonsultowałam się z moimi serdecznymi kolegami branżowymi czy też mają podobne problemy. Odpowiedź była jednoznaczna: nie.
Skoro tak, rzetelność i bycie fair wobec Was, siebie i producenta, wymusiło wymianę testowego egzemplarza. Te mają bowiem to do siebie, że czasem nie mają finalnego softu lub są przedprodukcyjne. Nie wiem co tutaj zaszło konkretnie – wiem natomiast, po kolejnym tygodniu z innym egzemplarzem, że ten pierwszy był… nie użyję tego słowa, bo jest ono mocno niecenzuralne.
Nie powiem, że wszystko mi w Redmi Note 15 Pro pasuje. Ale drugi egzemplarz – względem pierwszego – to niebo a ziemia.

Wzornictwo, jakość wykonania
Gdy wyjęłam Redmi Note 15 Pro 15 5G z pudełka, od razu na myśl przyszedł mi inny smartfon ze stajni Xiaomi z poprzedniego roku – Xiaomi 15T Pro. Ma podobne wymiary, identyczną grubość i trudno nie odnieść wrażenia, że bardzo podobną wyspę z aparatami – tyle, że umieszczoną przy lewej krawędzi, a nie na środku, i bardziej kwadratową niż obłą. Na tym jednak podobieństwa się kończą.
Testowany model pochodzi z dużo niższej półki cenowej, przez co charakteryzuje się – co oczywiste – innymi parametrami, ale też wykonaniem nie z aluminium, a z tworzywa sztucznego, co czuć od pierwszego kontaktu z telefonem. Choć faktem jest, że wizualnie krawędzie Redmi Note 15 Pro 15 5G naprawdę dobrze imitują aluminium.
Pierwsze wrażenie po wzięciu telefonu do ręki? Strasznie szeroki. 78,09 mm oznacza, że jest szerszy nie tylko od OnePlusa 15 (76,7 mm), ale też np. Pixela 10 Pro XL (76,6 mm), Samsunga Galaxy S25 Ultra (77,6 mm) czy iPhone’a 17 Pro Max, choć tu już różnica jest praktycznie niezauważalna (78 mm). Wspominam o tym, bo dla jednych nie będzie to miało większego znaczenia, ale dla innych już tak. Znam sporo osób, które preferują węższe konstrukcje.




Nie mam zastrzeżeń do jakości wykonania Redmi Note 15 Pro 5G. Podoba mi się też fakt, że krawędzie są matowe, a nie błyszczące. Na plus zaliczam również wyróżniającą się na tle całości błyszczącą obwódkę wokół wyspy aparatów – mały detal, a jednak mający spore znaczenie dla designu całego telefonu.
Nie wiem natomiast czy dla wizualnego aspektu lepiej by nie było, gdyby wyspa była nieco wyższa i tym samym obiektywy mogłyby się schować zamiast wystawać, jak ma to miejsce obecnie. To jednak rozważania czysto teoretyczne – jest jak jest. Z całą pewnością można o tym smartfonie powiedzieć, że jego bryła jest dość prosta, ale jednocześnie schludna. Nie wyróżnia się niczym szczególnym, ot, telefon idealny, by chwilę po wyjęciu z pudełka wylądować w etui. A to, podstawowe, gumowe, znajduje się w zestawie sprzedażowym (w czarnej wersji – niezależnie od koloru samego telefonu).
Nie mam też zastrzeżeń do rozmieszczenia przycisków – są na odpowiedniej wysokości, by wygodnie z nich korzystać. Nie gibią się na boki, ale za to są dość nisko osadzone w obudowie.
Konstrukcja jest pyło- i wodoszczelna, zgodnie z normą IP66/IP68. Niektóre źródła twierdzą nawet, że mamy tu do czynienia z IP69, ale sama strona produktowa Xiaomi nic o tym nie wspomina.

Wyświetlacz zaskakująco dobry. I płaski
Redmi Note 15 Pro 5G wpisuje się w aktualne trendy pod względem przekątnej ekranu. Skoro mamy do czynienia z dużym telefonem z równie dużym akumulatorem, musi być mowa o prawie siedmiu calach i rzeczywiście tak jest. Na pokładzie znajdziemy 6,83-calowy ekran AMOLED (płaski, bez żadnych zakrzywień) o rozdzielczości 2772×1280 pikseli i częstotliwości odświeżania do 120 Hz.
W specyfikacji Xiaomi wspomina o jasności maksymalnej dobijającej nawet do 3200 nitów, ale odnoszę wrażenie, że podczas typowego użytkowania jasność ta jest sporo niższa – do zaakceptowania nawet w słońcu, ale bez szału, na który można by się nastawiać przy wspomnianej wartości. I ma to odzwierciedlenie w specyfikacji – HBM to 1800 nitów.





Na plus natomiast mogę zaliczyć działanie czujnika światła, który nie powodował irytacji przesadnym rozjaśnianiem ekranu, gdy nie było to potrzebne. Kąty widzenia też są w porządku, choć przy większym odchyleniu ekran lekko się przyciemnia. Właściwie jedyna rzecz, do której mogłabym się bardziej przyczepić, to to, że Always on Display nie może działać w trybie ciągłym (a tylko przez 10 sekund).





Wspomniałam wyżej o problemie z ekranem w pierwszym egzemplarzu, który przeszedł przez moje ręce. Konkretnie dotyczył błędnego odczytywania przed ekran moich intencji. Gest cofnięcia często był interpretowany jako kliknięcie na coś, co w danej chwili się wyświetlało, podobnie jak przewinięcie w dół czy w górę – często kończyło się nieintencjonalnym otwarciem reklamy na Facebooku czy postu na X czy usuwaniem mejli w apce Gmaila. Na szczęście drugi egzemplarz był całkowicie pozbawiony podobnego problemu.

Działanie, oprogramowanie
Pod maską Redmi Note 15 Pro znajdziemy takie podzespoły, jak: ośmiordzeniowy procesor MediaTek Dimensity 7400-Ultra o częstotliwości taktowania do 2,6 GHz (4 nm) z Mali-G615, 8 GB RAM i 256 GB pamięci wewnętrznej (UFS 2.2), z czego użytkownik ma do dyspozycji 225 GB. Wolna pamięć wewnętrzna sama z siebie nie zapowiada zbyt wiele dobrego, ale nie uprzedzajmy faktów – może nie będzie tak źle?
Szybkość pamięci przetestowana z użyciem CPDT (środkowy z trzech wykonanych testów):
- szybkość sekwencyjnego zapisu danych: 339,74 MB/s,
- szybkość sekwencyjnego odczytu danych: 636,45 MB/s,
- szybkość losowego zapisu danych: 21,74 MB/s,
- szybkość losowego odczytu danych: 10,45 MB/s,
- kopiowanie pamięci: 4,46 GB/s.
Oczywistym jest, że nie wymagam od telefonu, kosztującego poniżej dwóch tysięcy złotych, wydajności wprost z flagowca. Ale to, co pokazał mi pierwszy egzemplarz Redmi Note 15 Pro, było totalnym przegięciem – nie zapewniał jej nawet zadowalającej w swojej półce cenowej – był bardzo nierówny pod względem kultury pracy na co dzień, zamulał, a raz nawet doszło do tego, że interfejs po odblokowaniu telefonu zaczął wręcz “tańczyć”. Na szczęście gros tych problemów – po testach drugiego egzemplarza – mogę puścić w niepamięć. Ale nie wszystkie, bo jeden został ze mną na dłużej.







Mowa o problemie synchronizacji kalendarza, który uparcie twierdzi, że konto Google nie jest dodane. Żeby było śmieszniej, chcąc dodać do niego konto Google twierdzi, że… już jest używane. Strasznie irytujące.
Wydajność Redmi Note 15 Pro też dalej pozostawia nieco do życzenia, ale telefon działa o wiele bardziej stabilnie. Wciąż nie jest demonem prędkości, ale nie pojawiają się sytuacje, w których smartfon reagowałby na kliknięcie włącznika w celu podejrzenia godziny kilka sekund później. Działa solidnie – ot, tyle.
Dla zainteresowanych – Redmi Note 15 Pro 5G vs popularne benchmarki:
- AnTuTu: telefon nie chce ukończyć testu, przerywa tuż za połową
- Geekbench 6
- single core: 1052
- multi core: 2934
- OpenCL: 3038
- Vulkan: 3055
- 3DMark: nie można pobrać poszczególnych testów przez błąd w połączeniu z serwerem
Najnowszy średniak Xiaomi wypuszczony jest na rynek z Androidem 15, podczas gdy szesnastka jest obecna od wielu długich miesięcy. Oznacza to z miejsca o jedną aktualizację systemu mniej. Żeby tego było mało, mamy styczeń, a poprawki zabezpieczeń dla modelu, który świeżo debiutuje w Polsce, są datowane na 1.10.2025.
Będąc przy samym systemie nie sposób nie zatrzymać się przy rzeczach, które dodatkowo irytują. Należą do nich preinstalowane aplikacje w ilości niesamowicie wielkiej (na szczęście można je usunąć) i, co jeszcze bardziej wkurza, przeogromna ilość powiadomień z aplikacji, których w ogóle nie używamy (polecam powyłączać je raz, a dobrze, gdy tylko przytrafi się taka okazja – pomaga).









Oczywiście nie zabrakło też rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję, przy czym nie ma tu nic zaskakującego – a raczej zaskoczyć może fakt, że jest ich dość skromna ilość. Poza Gemini i Circle to Search, jest oczywiście szereg opcji edycji zdjęć, z gumką AI na czele (do tego jest też usuwanie refleksów z okien, rozszerzanie kadru, zmiana nieba, podniesienie jakości czy zmiana efektu bokeh). Nie ma natomiast podsumowywania notatek czy przetwarzania nagrań na tekst cyfrowy (transkrypcji mowy na tekst).
Na koniec tej sekcji jeszcze słowo o długości wsparcia. Xiaomi deklaruje cztery lata takiego wsparcia, gdy mówimy o dużych aktualizacjach systemu, a także sześć lat aktualizacji latek bezpieczeństwa.
Zaplecze komunikacyjne
Do naszej dyspozycji Xiaomi oddaje WiFi 6 (jeśli zatem oczekujecie nowszego standardu, WiFi 7, musicie zapukać pod inny adres), GPS, NFC, Bluetooth 5.4 i 5G z eSIM i obsługą dual SIM.
Podczas testów nie miałam problemów z lokalizowaniem mnie, podłączeniem słuchawek bezprzewodowych, płatnościami czy transmisją danych – zarówno, jeśli mowa o danych komórkowych, jak i sieci bezprzewodowej.
Jakość rozmów też jest bez zastrzeżeń.

Zabezpieczenia biometryczne
Smartfon poniżej dwóch tysięcy oznacza dwie rzeczy – optyczny czytnik linii papilarnych (a nie ultradźwiękowy, który zarezerwowany jest dla droższych telefonów) i tylko podstawowe (oparte na skanie 2D, a nie przestrzennym) rozpoznawanie twarzy. I to jest OK, jeśli oczywiście dobrze sprawdza się w swojej roli. Jak jest w tym przypadku?
Na szczęście nie jest to rzecz, na którą mogłabym narzekać. Rozpoznawanie twarzy działa szybko i najczęściej bez zbędnej zwłoki. Gorzej jest, gdy korzystamy z tego rozwiązania po zmroku.






Czytnik linii papilarnych umieszczony jest dość nisko – nieopodal dolnej krawędzi telefonu. Działa jednak bardzo sprawnie i nie kojarzę sytuacji, w której by mnie rozczarował.

Głośniki
Jakież rozczarowanie malowało się na twarzy Kuby, gdy do testów dałam mu Redmi Note 15 Pro i odpalił pierwszy utwór… nie sposób nawet tego opisać. Stwierdził wtedy, że głośniki są tragiczne – nie przystają nawet do telefonu poniżej tysiąca złotych. A ten przecież kosztuje trochę więcej.
Na szczęście ten aspekt też uległ znacznej poprawie w drugim egzemplarzu, który do mnie trafił. Wciąż nie grają rewelacyjnie, ale głośniki są stereofoniczne, w miarę równo zbalansowane pomiędzy górnym a dolnym (co ciekawe, w pierwszym wyraźnie było słychać podział 70:30), dość płaskie, ale da się gdzieniegdzie usłyszeć odrobinę basu. Do okazjonalnego posłuchania czegokolwiek – OK, ale nic więcej.

Czas pracy Redmi Note 15 Pro
Xiaomi wpakowało do Redmi Note 15 Pro akumulator o bardzo dużej pojemności jak na europejskie warunki – 6580 mAh. Spodziewałam się po nim naprawdę dużo, a tymczasem… jest dobrze, ale bez rewelacji. I podmianka egzemplarza testowego – w tej kwestii – nie zmieniła nic a nic.
Zacznijmy jednak od tego, że – niezależnie od tego, co robiłam na telefonie – ten najmniejszego problemu wytrzymywał do końca dnia. I było dla mnie oczywistością, że tak będzie. Przy czym osiągane wyniki czasu na włączonym ekranie (liczone Cyfrową równowagą, bo wbudowane statystyki baterii Xiaomi nie pokazują szczegółów) nie imponują.
Czas na szczegóły. Na 5G smartfon osiągał ok. 4-4,5 h SoT. Nie mam innego komentarza: słabiutko. W przypadku WiFi jest odczuwalnie lepiej. Po całym dniu wieczorem jestem w stanie zobaczyć 4,5-5 h SoT i jeszcze 40-50% zapasu energii na kolejny dzień.




























Chciałabym móc powiedzieć, że Redmi Note 15 Pro 5G jest nowym królem długości czasu pracy wśród smartfonów do 2000 złotych, ale – niestety – wyniki osiągane przez niego w rzeczywistości tego nie potwierdzają. Dla mnie te czasy pracy są wręcz rozczarowujące, patrząc na wielkość akumulatora.
Telefon obsługuje przewodowe ładowanie z mocą 45 W, natomiast indukcyjnego nie wspiera. Oferuje za to możliwość przewodowego ładowania zwrotnego – z mocą 22,5 W.
Nie mam oryginalnej ładowarki Xiaomi i, niestety, nie udało mi się też upolować pełnego cyklu ładowania, ale – z przyspieszonym trybem ładowania (do włączenia w ustawieniach) i ładowarką Motoroli 125 W – od 1% do 72% ładował się 83 minuty.

Aparat, czyli jakie zdjęcia robi Redmi Note 15 Pro?
Jeśli wciąż ze mną jesteś, chcąc poznać Redmi Note 15 Pro od podszewki, i masz nadzieję, że to będzie TEN MOMENT, w którym stwierdzę, że ten sprzęt błyszczy, to… no nie. I wiedziałam to już o pierwszego zdjęcia, które nim zrobiłam. Kolory były zaskakująco mdłe i wyblakłe. Co ważne, winowajcą nie był brak wystarczającej ilości światła – zdjęcia powstało w ciągu dnia. Zresztą, zobaczcie sami, co mam na myśli (zdjęcie nie zawiera lokowania draży ani firmy Skawa, choć mogłoby ;)).


Ale, spokojnie, ja się tak łatwo nie zrażam. Porobiłam trochę zdjęć i, choć dalej uważam, że telefon ten ma momentami mniejsze lub większe problemy z kolorami, tak w ogólnym rozrachunku, główny aparat w dobrych warunkach radzi sobie nieźle. Nie jest mistrzem szczegółowości czy rozpiętości tonalnej, ale – dopóki nie szukamy detali zoomując te zdjęcia – jest w miarę.


























Teleobiektywu tutaj nie uświadczymy, a maksymalnie możemy skorzystać z 30-krotnego z zoomu, z którego jednak, jak się zaraz przekonacie, korzystać raczej po prostu nie ma sensu. 4-krotne zbliżenie wygląda nieźle (dzięki głównej matrycy 200 Mpix), ale już 10-krotne rzadko kiedy się do czegoś nadaje – a wszystko, co powyżej tego – jest sztuką dla sztuki.






















Ultraszeroki kąt to jednostka o dużo niższej rozdzielczości 8 Mpix (f/2.2). Patrząc na zdjęcia i porównując je do głównego oczka od razu widać rozbieżność kolorystyczną i jeszcze mniej detali. Wolę jednak taki stan rzeczy niż brak tego dodatkowego oczka – marne, ale dobrze, że jest.




























Zdjęcia nocne w dużej mierze zależą od samych warunków. Gdy jest maksymalnie ciemno i poruszamy się samochodem, nic dobrego z tego nie wyniknie (patrz: zdjęcie mostu wrocławskiego). Ale już gdy wyjdziemy na spacer po ośnieżonej okolicy, wygląda to sporo lepiej. Nie powiem, że świetnie, ale do publikacji w social media jak najbardziej tak.

















Co ciekawe, producent nie zdecydował się na zastosowanie trybu nocnego – nie da się takowego wymusić ręcznie. Jeszcze ciekawszy jest fakt, że dodał… tryb profesjonalny.
Przedni aparat (20 Mpix f/2.2) pozwala zrobić takie zdjęcia:









Na podobną bolączkę, co w zdjęciach, Redmi Note 15 Pro cierpi również przy nagrywaniu wideo. Mam na myśli oczywiście zarówno mdłe kolory, jak i niską szczegółowość. Jeśli ktoś będzie chciał przymknąć na to oko, będzie miał do dyspozycji możliwość nagrywania w pełnej jakości, 4K 30 FPS, ale bez opcji przełączania się pomiędzy głównym aparatem a ultraszerokokątnym. Przedni aparat z kolei pozwala nagrywać w Full HD 60 FPS.
Podsumowanie
Bądźmy szczerzy: po pierwszych dwóch tygodniach z Redmi Note 15 Pro 5G miałam ochotę wyrzucić ten sprzęt za okno. To było straszne doświadczenie. Nie pamiętam, bym w ostatnim czasie testowała jakiekolwiek urządzenie, które tak bardzo by mnie rozczarowało i irytowało pod praktycznie każdym względem. I – gdyby drugi egzemplarz testowy potwierdził wszystkie te problemy – mielibyśmy do czynienia prawdopodobnie z najniższą oceną sprzętu na Tabletowo w naszej ponad 15-letniej historii. Na szczęście to się nie wydarzy.
Mimo wszystko jednak Redmi Note 15 Pro 5G to sprzęt, w przypadku którego muszę silić się na szukanie zalet. Zwłaszcza mając w pamięci, że w podobnej cenie (a przypomnę, że kosztuje 1699 złotych) lub nawet taniej można kupić między innymi Motorolę Moto G86 Power z akumulatorem 6720 mAh czy Poco X7 Pro z 6000 mAh. A wśród ciekawych alternatyw trudno nie wymienić też takich modeli, jak OnePlus Nord 5 czy Nothing Phone (3a).
Przeciętna wydajność, często wyprane z kolorów zdjęcia, masa niepotrzebnych powiadomień z aplikacji, które w ogóle mnie nie interesują, starsza wersja systemu na start czy wreszcie czas pracy nieprzystający do akumulatora o pojemności aż 6580 mAh… To najważniejsze rzeczy, które mi przeszkadzają. Ah, i dodam jeszcze, że jest to dość szeroki telefon (78 cm), co nie każdemu przypadnie do gustu.
Dla kogo zatem jest Redmi Note 15 Pro 5G? Gdyby bardziej adekwatnie dowoził pod kątem czasu pracy względem pojemności akumulatora powiedziałabym, że dla osób szukających absolutnie najlepszej baterii. Ale… jest jak jest. Nieźle, ale bez spodziewanego szału. Jest za to solidnie skonstruowanym telefonem, który powinien przetrwać wiele. I z dobrym ekranem z całkiem wąskimi ramkami.
Moim zdaniem trochę to mało jak na 1699 złotych. Ale rynek to szybko zweryfikuje i coś czuję, że cena szybko spadnie.



