Przez moje uszy przeszły już dziesiątki par wszelkiego rodzaju słuchawek, ale takie jak te jeszcze nigdy. Huawei FreeClip 2 to – pod względem konstrukcji – jedne z najbardziej nietypowych słuchawek na rynku, ale to właśnie ta nietypowość stanowi ich kartę przetargową. Co więcej, pod pewnymi względami naprawdę mocno potrafią do siebie przekonać.
Specyfikacja techniczna Huawei FreeClip 2:
- audio: przetwornik dynamiczny ∅10,8 mm z podwójną membraną, pasmo przenoszenia 20 Hz – 20 kHz, adaptacyjna głośność,
- konstrukcja: douszna otwarta typu klips z mostkiem C,
- procesor NPU AI,
- trzy mikrofony z wielokanałowymi algorytmami DNN,
- łączność: Bluetooth 6.0 z kodekami SBC, AAC i L2HC, tryb multipoint,
- bateria: 60 mAh w słuchawce + 537 mAh w etui, do 9 godzin odtwarzania na jednym naładowaniu, do 38 godzin z etui ładującym,
- ładowanie: USB-C oraz indukcyjne Qi,
- sterowanie dotykowe + sensory wykrywające założenie i gesty głową,
- wymiary słuchawek: 25,4×26,7×18,8 mm, waga 5,1 g,
- wymiary etui: 50,0×49,6×25,0 mm, waga 37,8 g,
- wodoodporność: słuchawki IP57, etui IP54,
- obsługa aplikacji AI Life i Huawei Audio Connect.
Na dzień publikacji recenzji, cena Huawei FreeClip 2 nie została jeszcze oficjalnie ujawniona. Ich polska premiera została zaplanowana na 22 stycznia i wtedy właśnie poznamy cenę. Mogę jednak uchylić rąbka tajemnicy, że FreeClip 2 będą tańsze od poprzedniej generacji Huawei FreeClip w dniu premiery.
Mniejsze i lżejsze, czyli konstrukcja i wzornictwo
Choć – siłą rzeczy – Huawei FreeClip 2 cechują się identyczną konstrukcją, co ich pierwowzór, doszło tutaj do pewnych zmian, przy czym część z nich zdecydowanie można uznać za spory lifting.
Najbardziej zmieniło się to, co widzimy przy pierwszym kontakcie, czyli etui ładujące. W poprzedniej generacji było ono większe i krągłe, natomiast w Huawei FreeClip 2 jest już kwadratowe, bardziej płaskie i uległo sporemu zmniejszeniu. Sprawia to, że noszenie ich w kieszeniach jest wygodne, nawet jeśli tyczy się to kieszeni spodni.
Co do jakości wykonania futerału naprawdę trudno mieć zastrzeżenia. W testowanym przeze mnie czarnym wariancie kolorystycznym, etui ma grafitowe, zmatowione wykończenie, które jest przyjemne w dotyku i nie gromadzi widocznych rys.
Całość jest schludna i minimalistyczna – na froncie umieszczono logo Huawei oraz niewielką diodę LED, a z tyłu znalazł się metalowy element zawiasu. Działa on w pełni stabilnie, nie trzeszczy i nie chybocze się na boki, a klapka otwiera i zamyka się bez trudu. Na prawej krawędzi ulokowany został dyskretny przycisk do parowania, zaś u dołu złącze USB-C.
Słuchawki w etui są ułożone na krzyż. Przy tym, te spłaszczone fasolki lądują dołem do etui, a mostki mają być skierowane do siebie na środek tak, by kulki znajdowały się po przeciwnych stronach. Muszę przyznać, że początkowo nie umiałem właściwie ich umieszczać, bo za każdym razem próbowałem robić to odwrotnie niż należy.





Zdecydowanie najciekawszy (pod względem wyglądu) element zestawu stanowią oczywiście same słuchawki. Ich nietypowa konstrukcja składa się z trzech elementów – spłaszczonej fasolki, w której znajduje się cała elektronika, mniejszej kulki mieszczącej przetwornik, mikrofony i czujniki oraz łączącego je ze sobą mostka C-bridge, czyli elastycznego pałąka.
I, o ile kształt oraz design kulki i fasolki jest niemal identyczny jak w poprzednich FreeClipach, tak zmianie uległ mostek. W nowych FreeClip 2 jest on bardziej elastyczny i pokryty prążkowanym, miękkim silikonem, podczas gdy w jedynkach był on wykończony błyszczącym tworzywem.
Co ważne, Huawei FreeClip 2 nie mają rozróżnienia na lewą i prawą słuchawkę. Obie możemy umieścić w dowolnym miejscu etui oraz – przede wszystkim – założyć je na dowolne ucho. Słuchawki potrafią samodzielnie wykrywać, w którym uchu się znajdują i korygować strony kanałów (w tym celu po ich założeniu wystarczy lekko pochylić głowę).


To zdecydowanie wyższy wymiar wygody użytkowania
Huawei FreeClip 2 to moja pierwsza styczność ze słuchawkami o takiej konstrukcji. I, choć jeszcze przed rozpoczęciem testów podchodziłem do nich z pewną rezerwą, bardzo szybko mnie do siebie przekonały. Miałem też w pamięci jak pozytywnie o komforcie użytkowania wypowiadała się Kasia w recenzji pierwszych Huawei FreeClip.
Co tu dużo mówić – FreeClip 2 to szalenie, wręcz abstrakcyjnie wygodne słuchawki. To ten poziom komfortu, że niekiedy jesteśmy w stanie zapomnieć, że w ogóle mamy je w uszach. Zresztą, będąc szczerym, nawet mi samemu raz zdarzyło się otworzyć puste etui zastanawiając się gdzie są słuchawki?, podczas gdy… cały czas miałem je założone.
Konstrukcja składająca się ze wspomnianych już kulki i fasolki połączonych elastycznym mostkiem sprawia, że słuchawki stabilnie trzymają się ucha (nawet podczas dynamicznego poruszania głową). Jednocześnie, jakikolwiek ucisk na którąkolwiek część małżowiny został zredukowany praktycznie do zera. Nawet 6-7 godzin ciągłego noszenia Huawei FreeClip 2 nie spowodowało u mnie choćby odrobiny dyskomfortu. Coś świetnego, serio. Bardzo pomaga tu też fakt, że są one bardzo lekkie – ważą po 5,1 g każda.

Żeby jednak nie było zbyt cukierkowo, taka konstrukcja niesie też pewne wady. Na początku testów miałem niemałą zagwozdkę, jak prawidłowo je zakładać. Wynika to – między innymi – z faktu, że każda zmiana ułożenia tej kulki w uchu nawet o milimetr potrafi wpłynąć na akustykę oraz odbiór brzmienia. Tu jednak każdy indywidualnie musi znaleźć ten złoty środek i właściwy dla siebie sposób aplikacji słuchawek.
Po drugie, choć podczas typowego użytkowania naprawdę trudno o sytuację, w której słuchawki samoczynnie wypadną z uszu, to zdarzało mi się, że działo się to w momencie zakładania czy zdejmowania kaptura z głowy.
I, wreszcie – po trzecie – ANC tu nie mamy, a sama otwarta konstrukcja powoduje zerową izolację od otoczenia, przy czym niekiedy może to stanowić bardziej zaletę, aniżeli wadę.
Z jednej strony bowiem możemy lepiej kontrolować co dzieje się wokół nas, z drugiej, słuchanie muzyki w transporcie publicznym czy przy ulicy w centrum miasta wymaga już podbicia głośności, by zagłuszyć hałas. To nie są słuchawki dla tych, którzy lubią bezwzględną ciszę.

Łączność
Do połączenia z urządzeniami Huawei FreeClip 2 wykorzystują interfejs Bluetooth 6.0 ze wsparciem dla kodeków SBC, AAC oraz autorskiego L2HC. Zabrakło zatem obecnego w większości modeli słuchawek Huawei kodeku LDAC, ale – będąc szczerym – w słuchawkach o tak specyficznej konstrukcji akustycznej i tak nie grałby on zbyt istotnej roli.
Najważniejsze jest to, że sama łączność jest w pełni niezakłócona. Słuchawki były przeze mnie użytkowane z wieloma urządzeniami i przy żadnym z nich nie wykazywały problemów.
Zasięg był na tyle duży, że pozwalał na bezproblemowe korzystanie ze słuchawek w obrębie całego mieszkania bez noszenia ze sobą telefonu, łączność stabilna, a – co za tym idzie – odtwarzanie odbywało się bez zakłóceń. Dobrze wypada też latencja, bowiem opóźnienia są na tyle relatywnie niskie, że nie powodują kłopotów z synchronizacją obrazu i dźwięku przy oglądaniu wideo.
Huawei FreeClip 2 oferują też funkcję multipoint, czyli możliwość połączenia z dwoma urządzeniami w tym samym momencie. Wówczas, słuchawki przełączają się między aktywnym źródłem dźwięku, nadając priorytet temu urządzeniu, które rozpoczęło odtwarzanie jako pierwsze. To również działa nienagannie.

Aplikacje AI Life i Huawei Audio Connect
Trudno mi zliczyć, ile modeli słuchawek Huawei przeszło przez moje ręce na przestrzeni lat. Przez cały ten czas, by zarządzać ich ustawieniami, trzeba było zainstalować aplikację AI Life, która – poza słuchawkami – obsługiwała też inne urządzenia marki. Firma postanowiła jednak w tym przypadku dokonać pewnej zmiany.
Teraz do obsługi słuchawek oddelegowano odrębną aplikację Huawei Audio Connect. Można ją pobrać zarówno na system iOS z App Store, a także na Androida w postaci pliku instalacyjnego apk z dedykowanej strony. Jest ona też dostępna – między innymi – w Galaxy Store na smartfonach Samsunga i w sklepie z aplikacjami Honora.
Interfejs aplikacji jest spolszczony i w dużej mierze prezentuje się bardzo podobnie do tego znanego z apki AI Life, choć widać lekkie odświeżenie poszczególnych elementów. Całościowo jest bardzo schludnie, a wszystkie niezbędne funkcje znalazły się na pokładzie.
Nowością są natomiast animowane grafiki słuchawek oraz wyskakujące w obrębie apki okienka pop-up. Pokazują się one podczas parowania i później przy każdym połączeniu, prezentując stan naładowania baterii.







Reszta elementów wygląda już bardzo podobnie. Z oczywistych względów, zabrakło tu przełączników od ANC i trybu kontaktu, inaczej wygląda też sam korektor dźwięku. Zawiera on bowiem tylko cztery gotowe presety brzmienia, ale pozwala również stworzyć własne, przy wykorzystaniu 10-zakresowego equalizera.
Pozostałe funkcje to opcja wyłączenia dźwięków etui (domyślnie wydaje ono dźwięki przy parowaniu i podłączeniu do ładowania), wykrywanie wypadnięcia słuchawek, a także głośność adaptacyjna, czyli automatyczna regulacja na podstawie poziomu hałasu w otoczeniu.
Słuchawki umożliwiają też korzystanie z systemowego asystenta głosowego i – tu ciekawostka – teoretycznie apka wyświetla możliwość wybrania autorskiego, wbudowanego asystenta Duobao, ale w praktyce już nie da się go aktywować. Jest też oczywiście możliwość aktualizacji oprogramowania słuchawek.







Sterowanie gestami z poziomu słuchawek
Słuchawki oferują nam sterowanie przy pomocy gestów dotykowych. Część z nich (konkretniej dwukrotne i trzykrotne tapnięcie) wykrywana jest w trzech różnych miejscach – na kulce, mostku oraz fasolce, co zwiększa łatwość ich wykorzystywania.
Poprawiono też to, na co narzekała Kasia w przypadku pierwszych FreeClipów, a mianowicie dodano obsługę gestu przesunięcia palcem w górę i w dół po fasolce za uchem pozwalającego na sterowanie głośnością odtwarzania.
Wszystkie dostępne gesty prezentują się tak:
- dwukrotne dotknięcie (kulka, fasolka i mostek): wstrzymanie/wznowienie odtwarzania, odebranie/zakończenie połączenia,
- trzykrotne dotknięcie (kulka, fasolka i mostek): następny utwór,
- przeciągnięcie palcem w górę/w dół (tylko fasolka): regulacja głośności,
- dłuższe przytrzymanie: asystent głosowy.
Wykonywane interakcje możemy w pewnym stopniu edytować, np. ustawić, by lewa słuchawka wywoływała poprzedni utwór, a prawa następny lub całkowicie wyłączyć wykrywanie konkretnego gestu. Całościowo nie mam zastrzeżeń co do działania gestów – słuchawki rozpoznają je w pełni poprawnie i ani razu nie przydarzyło mi się omyłkowe wykonanie interakcji.
Dostępne są również gesty kiwnięcia głową celem odebrania lub zakończenia połączenia oraz wykrywanie obecności w uszach, które automatycznie wstrzymuje odtwarzanie po wyjęciu jednej z nich.








Czas pracy Huawei FreeClip 2
Huawei FreeClip 2 zostały wyposażone w akumulatory o pojemności po 60 mAh w każdej słuchawce i 537 mAh w etui. Według deklaracji producenta, ma to zapewniać do 9 godzin odtwarzania na jednym naładowaniu oraz do 38 godzin razem z etui ładującym. To kolejny aspekt, w którym doszło do ulepszenia – pierwsze FreeClipy oferowały do 8 godzin samodzielnie i do 36 godzin łącznie.
W scenariuszu standardowego, codziennego użytkowania, gdzie ze słuchawek korzystałem z reguły przez około 2-3 godziny dziennie, wymagały one ładowania dopiero po upływie 12 dni. Ani razu nie udało mi się rozładować ich do zera podczas jednej sesji słuchania i nawet po ponad sześciu godzinach ciągiem, same słuchawki wciąż miały jeszcze 26% zapasu baterii.
Zliczając wszystkie godziny użytkowania od pełnego naładowania do rozładowania, Huawei FreeClip 2 w moich rękach wytrzymywały 36-37 godzin, licząc łącznie z uzupełnieniami w etui. To bliski deklaracjom producenta i – po prostu – bardzo solidny, a wręcz kapitalny wynik.
Ładowania słuchawek możemy dokonać nie tylko przewodowo przez USB-C, ale również indukcyjnie. W tym pierwszym wypadku, pełne naładowanie całego kompletu (słuchawek i etui) następuje relatywnie szybko, bo w około godzinę z minutami. Przy ładowaniu przewodowym, czas ten może być nawet dwukrotnie dłuższy.

Jakość rozmów
Za przechwytywanie naszego głosu podczas rozmów telefonicznych odpowiadają po trzy mikrofony w każdej słuchawce. Kooperują one z algorytmami DNN, mającymi za zadanie izolować głos od dźwięków zewnętrznych.
I to kolejna kwestia, która uległa poprawie względem poprzedniej generacji. O ile w recenzji tamtego modelu Kasia narzekała nieco na jakość rozmów, tutaj już trudno mi mieć większe zastrzeżenia.
Wygląda na to, że producent czerpał z rozwiązań zastosowanych we flagowych Huawei FreeBuds Pro 4, bo jakość połączeń w większości warunków jest naprawdę bardzo dobra. Bez zaskoczenia, w cichym otoczeniu jest wręcz wzorowo, bo rozmówca jest w stanie dobrze słyszeć nasz głos nawet wtedy, gdy mówimy dość cicho.
Gdy otoczenie jest hałaśliwe, algorytmy – zazwyczaj – bardzo celnie wycinają niepożądane dźwięki i izolują nasz głos, przy czym w bardziej ekstremalnych warunkach potrafi odbywać się to kosztem lekkiego zniekształcenia tonu głosu. Co jednak ważniejsze, wciąż pozostaje on słyszalny i wyraźny. W efekcie, nawet w gwarze komunikacji miejskiej nie miałem problemu z porozumieniem się z rozmówcą bez kilkukrotnego powtarzania tego, co mówię.
W zasadzie jedynym scenariuszem, w którym napotykałem zauważalne problemy, był spacer w mocno wietrzny dzień. Wówczas, wiatr potrafił przebijać się czasem do mikrofonów i powodować lekkie trzeszczenie.

Jakość dźwięku, brzmienie Huawei FreeClip 2
Za to, jak grają Huawei FreeClip 2, odpowiadają przetworniki dynamiczne o średnicy 10,8 mm. Ich konstrukcja jest dość niestandardowa, bo wyposażono je w dwie membrany ulokowane po przeciwnych stronach. Huawei wspomina też o mechanizmie kierunkowania dźwięku z odwróconymi falami, co ma sprawiać, że dźwięk wydobywający się ze słuchawek nie będzie wyciekać poza nasze uszy.
To teraz najważniejsze – jak grają Huawei FreeClip 2? Zaskakująco dobrze. Rozpoczynając testy raczej nie spodziewałem się przesadnie wybitnych wrażeń dźwiękowych, a jednak naprawdę całkiem miło się zaskoczyłem.
Oczywiście, to nie jest dźwięk, który można porównywać ze słuchawkami dokanałowymi, bo z racji innej konstrukcji, inna jest cała akustyka. Niemniej jednak, brzmienie FreeClip 2 jest bardzo zrównoważone i – za sprawą konstrukcji – nie brakuje mu przestrzenności oraz dobrego napowietrzenia.
Bas zdecydowanie nie próbuje grać pierwszych skrzypiec. Jest on podawany w relatywnie subtelny sposób, ale nie jest jeszcze całkowicie chudy i amemiczny. Nie ma tu jednak takiego mocnego uderzenia w dole jak w słuchawkach dokanałowych. Niskie tony są dobrze słyszalne i potrafią mocno wybrzmiewać (zwłaszcza w energicznych utworach), ale robią tu za dopełnienie brzmienia, a nie jego masywną podstawę.
Muszę od razu wspomnieć, że przy najwyższych głośnościach bas traci dodatkowo na energii. Słuchawki mają jednak na tyle dużą moc, że z reguły wystarczała mi około połowa głośności.
Średnica jest bliska, ma relatywnie neutralną barwę i jest – po prostu – przyjemna w odbiorze. Szczegółowość stoi na całkiem dobrym poziomie, ilość detali jest niezła, choć tu – znów – trudno o porównywanie z dokanałówkami. Wokale są bardzo dobrze wyeksponowane, bliskie i brzmią dość naturalnie.
Wysokich tonów słychać tutaj sporo. Pokuszę się o stwierdzenie, że potrafią być one niekiedy zaakcentowane nieco mocniej aniżeli dolne partie. Wcale nie powiedziałbym jednak, że jest ich za dużo i, przy tym też, są one łagodne w odbiorze. Nie słychać uciążliwego syczenia czy upartego wyciągania sybilantów.

Podsumowanie
Huawei FreeClip 2 nie są słuchawkami dla absolutnie każdego. Ich nietypowa forma sprawia, że jedni się nimi zachwycą, podczas gdy inni uznają za niekompletne. Nie sposób jednak odmówić im licznych zalet, częściowo wynikających właśnie z tej nietuzinkowej konstrukcji.
Przede wszystkim, Huawei FreeClip 2 są niesamowicie wygodne. Nie dość, że nie sprawiają żadnych problemów ergonomicznych nawet podczas wielogodzinnego korzystania, to jeszcze stabilnie trzymają się uszu i nie wypadają z nich. Przy tym są świetnie zbudowane i wyglądają naprawdę designersko. Jakość dźwięku jest dobra, czas pracy świetny, a rozmowy telefoniczne bez większych zastrzeżeń.
Pomijając oczywistą kwestię nieobecności redukcji hałasów, przyczepić mogę się jedynie do braku kodeku LDAC (choć absolutnie nie jest to rażący problem) i do faktu, że sposób ułożenia ich w uszach może zmieniać odbiór dźwięku przez nas.
Jeśli szukacie słuchawek wyposażonych w ANC, oferujących izolację i bezwzględnie najwyższą jakość reprodukowanego dźwięku, nie będą one dobrym wyborem. To słuchawki dla tych, którzy nader wszystko cenią sobie wygodę, a otwarta konstrukcja i możliwość pełnego kontrolowania otoczenia to zaleta, a nie przeszkoda.











