Asus Zenbook 14 (UM425I) – laptop w sam raz na home office (recenzja)

O najnowszych Zenbookach tuż po premierze Tomek napisał, że są “niemal kompletne”. Cóż, nie pozostało mi nic innego niż sprawdzić na własnej skórze czy faktycznie można tak powiedzieć o jednym z przedstawicieli najnowszej serii Asusa. Ostatnie dwa tygodnie korzystałam z Asusa Zenbook 14 o oznaczeniu UM425I, na którego wyposażeniu zabrakło… 3.5 mm jacka audio. Co o nim sądzę? I czy ten brak faktycznie przeszkadza?

Musicie wiedzieć, a jeśli czytacie Tabletowo od dłuższego czasu, to z pewnością wiecie, że mam wielki sentyment do laptopów Asusa. Przez wiele lat jako mój prywatny sprzęt wybierałam urządzenia tej właśnie marki i nigdy się nie zawiodłam. Swego czasu przesiadłam się na jednego z przedstawicieli serii ZenBook, konkretnie ZenBooka 3 (UX390UA), którego w tamtym czasie uważałam za idealnego kompana wszelkich podróży. 

Później moje drogi z Asusem nieco się rozeszły. Otworzyłam się na mój ulubiony w pewnym momencie laptop Huawei Matebook X Pro, a później kupiłam Acera Swift 7, z którym mam dość trudną relację do dziś. Tymczasem do testów dostałam nowego ZenBooka i, cóż, przypomniał mi, dlaczego od zawsze ta seria była mi bliska.

Jestem typem osoby, która bardzo często podróżuje – a to służbowo, a to prywatnie. Do tego często pracuję w kawiarniach czy też chodzę na spotkania biznesowe z laptopem. Potrzebuję więc urządzenia eleganckiego, zapewniającego wysoką wydajność i długi czas pracy. 

Matowa matryca jest dodatkowym atutem, niezależnie od tego czy jest dotykowa czy też nie (i tak rzadko korzystam z dotyku w laptopach). Warunek konieczny to oczywiście wygodna, podświetlana klawiatura i dobrze działający touchpad. Fajnie, jeśli głośniki będą dobrze grały (khem), a na wyposażeniu nie zabraknie choć jednego pełnowymiarowego portu USB i… czytnika slot kart microSD.

To też po części koresponduje z moimi dotychczasowymi wyborami urządzeń, które wymieniłam powyżej. A czy testowany dziś Asus Zenbook 14 (UM425I) wpisuje się w moją wizję małego wymiatacza wymagającego podróżnika? Postaram się to sprawdzić w niniejszym teście i nie omieszkam się podzielić z Wami swoimi wnioskami.

Standardowo jednak zaczniemy od parametrów technicznych testowanego egzemplarza.

Specyfikacja Asusa Zenbook 14 UM425I:

  • wyświetlacz matowy, 14 cali 1920×1080 pikseli,
  • procesor AMD Ryzen 5 4500U z AMD Radeon Graphics,
  • 8 GB RAM (LPDDR4x 3733 MHz),
  • 512 GB SSD,
  • kamera 3D IR HD ze wsparciem dla Windows Hello,
  • Windows 10 Home,
  • WiFi 6 802.11ax,
  • Bluetooth 5.0,
  • slot kart microSD,
  • wyjście HDMI,
  • dwa porty USB typu C 3.2 Gen 2,
  • pełnowymiarowy port USB 3.2 Gen 1,
  • głośniki Harman Kardon,
  • akumulator 67 Wh,
  • wymiary: 143 x 319 x 21 mm,
  • waga: ok. 1,2 kg.

W tej konkretnej konfiguracji Zenbook UM425I kosztuje 3599 złotych.

W zestawie z laptopem otrzymujemy ładowarkę 65-Watową, przejściówkę z USB typu C na 3.5 mm jacka audio, przejściówkę z pełnego USB na Ethernet oraz etui ochronne (bardzo przyjemny dodatek).

Wzornictwo, jakość wykonania

Pierwszą rzeczą, którą można zauważyć po wyjęciu laptopa z pudełka, jest przesunięcie logo Asusa ze środka w prawą stronę pokrywy (w prawą – jeśli patrzymy bezpośrednio na nią). Niby mała zmiana, a wniosła powiew świeżości – dla mnie zdecydowanie na plus. Logo jest błyszczące i w razie potrzeby może zastąpić lusterko – spokojnie można się w nim przejrzeć. Wokół niego z kolei nie zabrakło standardowych dla Asusa koncentrycznych kręgów.

Obudowa wykonana jest z aluminium (które uwielbia zbierać odciski palców, a te z kolei są trudne do usunięcia), a jej krawędzie zostały elegancko zeszlifowane. Mały detal, ale jednak cieszy oko. Podobnie jak sam napis przedstawiający nazwę serii (Asus Zenbook), znajdujący się na grzbiecie urządzenia.

Tegoroczny Zenbook 14 jest chyba najtańszym przedstawicielem tej serii laptopów, z których przyszło mi dotychczas korzystać. Czy jakkolwiek wpłynęło to na jego jakość wykonania? Być może, ale albo tego nie dostrzegłam, albo były to pomijalne rzeczy.

W mojej konkretnej sztuce testowej jedyną rzeczą, do której mogę się przyczepić jest fakt, że spód urządzenia po jego prawej stronie można delikatnie dociskać, co wskazywałoby na lekkie luzy w montażu. Nie jest to jednak jakaś strasznie znacząca wada i wątpię, swoją drogą, czy jest powtarzalna w każdym egzemplarzu.

Do testów trafił do mnie Zenbook 14 w wersji kolorystycznej, powiedzmy, bardziej stonowanej – Pine Grey, tymczasem na rynku można znaleźć jeszcze w kolorze Lilac Mist. Obie mogą się podobać, choć odnoszę wrażenie, że skierowane są do zupełnie różnych grup odbiorców – każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Na lewym boku do dyspozycji mamy wyjście HDMI, dwa porty USB C i diodę sygnalizującą ładowanie urządzenia, na prawym z kolei pełnowymiarowy port USB, slot kart microSD oraz diodę informującą o działaniu laptopa (gdy jest uruchomiony świeci jednostajnie na biało).

I gdy już wydawać by się mogło, że trafiliśmy na laptopa, który ma wszystkie niezbędne do życia porty, okazuje się, że nie ma w nim… czegoś tak oczywistego, jak 3.5 mm jack audio. Podczas tych tygodni sprawdziłam czy faktycznie będzie mi to tak bardzo przeszkadzało, jak myślę, że będzie. Ale o tym dalej.

Wyświetlacz

Zenbook 14 UM425 został wyposażony w ekran o przekątnej 14 cali i rozdzielczości 1920×1080 pikseli. W porównaniu choćby do zeszłorocznego Zenbooka 14 UX434F, mamy tu nieco szersze ramki wokół matrycy, w szczególności dolną, ale nie uważam, by była to jakakolwiek ujma na honorze tego modelu. Zwłaszcza, że jest on tańszy o ponad dwa tysiące złotych od wspomnianego laptopa.

Wartym zauważenia jest zawias ErgoLift, który po odchyleniu ekranu o ponad 90 stopni podnosi całą konstrukcję laptopa i chowa się za nią tak, by pozwolić na odchylenie ekranu pod bardziej komfortowym do użytkowania kątem – 140 stopni. Takie zachowanie urządzenia pozwala też podnieść nieco klawiaturę w celu wygodniejszego pisania. To też jest możliwe dzięki antypoślizgowym nóżkom na spodzie laptopa.

Sam ekran jest matowy, co dla mnie jest wielką zaletą w sprzęcie, którego używam dosłownie wszędzie – w tym również w ogródkach restauracyjnych czy po prostu na balkonie. Doceniam brak odbijającej się mnie w ekranie i brak błyszczącej powierzchni za każdym razem, gdy przyjdzie mi pracować w słonecznych okolicznościach.

Brak obsługi ekranu dotykiem nie jest dla mnie wadą, zwłaszcza, gdy jest on matowy. Jeśli oba rozwiązania mają się wykluczać, zdecydowanie bardziej preferuję matowość matrycy niż implementację warstwy dotykowej.

Do ekranu nie mam zastrzeżeń. Same kąty widzenia są bardzo dobre, nie zauważyłam też nierównomiernego podświetlenia czy wycieków światła przy krawędziach.

W zeszłorocznym modelu (UX434F) trochę narzekałam, że jasność minimalna jest nieco zbyt wysoka, tymczasem tutaj nie mogę tego powiedzieć – jest OK. Jasność maksymalna mogłaby być wyższa, by spokojnie móc pracować podczas #loggiaoffice, ale w ogólnym ujęciu jest nieźle.

W ustawieniach aplikacji MyASUS (do której można przejść klikając przycisk F12 – tak, ma swój skrót) znajdziemy trzy tryby pracy ekranu – normalny (tj. domyślny), Vivid (żywe kolory) oraz tryb ręczny, w którym ustawiamy dowolną temperaturę barwową, która nam odpowiada. Do tego dostępny jest tryb ochrony wzroku (filtr światła niebieskiego), który redukuje emisję światła niebieskiego o maksymalnie 30%.

Klawiatura i touchpad

Pierwsza rzecz, na którą warto zwrócić uwagę, to rozciągnięcie klawiatury na całą dolną część urządzenia – we wcześniejszych Zenbookach po obu stronach klawiatury zostawało jeszcze mniej lub więcej niezagospodarowanej przestrzeni (tutaj jest jej naprawdę niewiele).

Kolejna kwestia – klawiatura jest bardzo, ale to bardzo wygodna, a do tego dość cicha. Za jej pomocą napisałam sporo tekstów, w tym niniejszą recenzję, i nie miałam okazji, by na nią narzekać – nie zdarzało mi się nie trafić w jakiś klawisz, nacisnąć dwa jednocześnie czy nie odnotować wciśnięcia. Pod względem komfortu tutaj wszystko gra – jest świetnie. Osobom dużo piszącym na klawiaturze ten laptop z całą pewnością przypadnie do gustu. Co ważne, klawiatura jest podświetlana i to nie byle jak – podświetlenie jest trzystopniowe.

Ale oczywiście nie wszystko jest idealne. Co zatem mi przeszkadza? Właściwie dwie rzeczy. Pierwszą jest umieszczenie włącznika w tej samej płaszczyźnie, co Delete – dosłownie tuż obok, przez co czasem może się zdarzyć, że zamiast coś usunąć w edytorze tekstu, wyłączymy laptopa. Druga rzecz to malutkie przyciski strzałek (góra, dół, lewo, prawo). 

Touchpad podczas testów nie sprawiał żadnych problemów. Gesty multidotykowe również działały bez zastrzeżeń. Aha, ważna rzecz: nie znajdziemy tu ScreenPada.

Kultura pracy

W mojej jednostce komputerowej, której używam na co dzień do pracy, mam procesor AMD (dokładnie Ryzen 7 2700X), co oznacza, że procesory czerwonych nie są mi obce i nie mam do nich awersji, jak sporo osób (“jeśli komputer, to tylko z Intelem” – znacie to skądś?). W ubiegłym roku testowałam Zenbooka 14 z procesorem Intela (Core i7-10510U), z tym większym zainteresowaniem spojrzałam teraz na nowość z AMD.

Asus Zenbook 14 działa dzięki mobilnemu procesorowi Ryzen 5 4500U, przy współpracy z 8 GB RAM i oczywiście systemu Windows 10. Do pracy biurowej i multimediów – w sam raz. Musimy bowiem powiedzieć to sobie jasno: laptop ten został stworzony właśnie do działania na przeglądarkach internetowych, programach wchodzących w skład pakietów biurowych, jak i do konsumowania multimediów.

Podczas testów Zenbook 14 spisywał się bardzo dobrze – notorycznie miałam otwartych kilka-kilkanaście zakładek w Chrome, spośród których jedna odtwarzała muzykę w tle z YouTube (zamiennie z aplikacją Spotify), do tego dochodził Word / Excel / PowerPoint i czasem proste programy graficzne.

W takim scenariuszu laptop radził sobie bardzo sprawnie i bezgłośnie – czasem tylko wentylatory dawały o sobie znać. Co też ważne, nie nagrzewał się.

Zmieniło się to, gdy do gry wkraczały programy graficzne i Sony Vegas (montować się da, ale uzbrójcie się w cierpliwość). I oczywiście wtedy, gdy laptopa pod swoje oko wziął Kuba. A to oznacza tylko jedno: granko!

Oto kilka słów od Kuby.

Laptop Asus Zenbook 14 nie jest stworzony z myślą o graczach… nie zmienia to faktu, że producent zastosował w środku całkiem niezłe podzespoły, co skłoniło mnie do tego, by jednak sprawdzić w dwóch tytułach, jak poradzi sobie ten mobilny sprzęcik. 

CS 

Każdy gracz CS powie, że to wynik tragiczny, ja powiem, że niekoniecznie – średnio na ekranie mogliśmy zobaczyć od 45 do 55 klatek obrazowych na sekundę, ale spowodowane było to tym, że były to ustawienia maksymalne przy rozdzielczości FullHD. Trochę kombinowania z zejściem z ustawień graficznych i spokojnie możemy cieszyć się na mobilnym sprzęcie wydajnością powyżej 60 FPS.  

Destiny 2  

Dawno nie grałem w ten tytuł, a byłem ciekaw, co tam słychać na serwerach i… dobrze słychać, bo jest całkiem tłoczno. 

Co do rozgrywki, to poziom około 30 FPS będzie nam towarzyszyć przez większość czasu na ustawieniach najniższych w rozdzielczości 1920×1080 – nie jest to wynik ani dobry, ani zły (martwiłem się czy gra w ogóle pójdzie szybciej). 

Zapewne zauważyliście brak widocznego programu MSI Afterburner do śledzenia parametrów sprzętu – program za żadne skarby nie chciał współpracować z tym tytułem. W tym przypadku musiałem posłużyć się wbudowaną nakładką FPS na platformie Steam, której na screenach nie widać. 

Ogólnie grać na testowanym laptopie się da – o ile ktoś nie ma jakichś większych wymagań co do tego sprzętu. Pamiętajcie, że im mniej wymagające tytuły, to tym lepiej będą się na nim sprawować. 

Biometryka

Zenbook 14 jest jednym z tych laptopów, w których zabrakło czytnika linii papilarnych (trochę szkoda).

Zabezpieczeniem biometrycznym jest tu za to rozpoznawanie twarzy zgodne z Windows Hello, które działa zaskakująco dobrze i skutecznie. Właściwie tylko kilka razy w ciągu tych kilku tygodni zdarzyło się, by funkcja ta nie rozpoznała mnie w ciągu kilku sekund od uruchomienia laptopa – wystarczyło, bym się zbliżyła lub oddaliła w zależności od sytuacji.

Akumulator

Producent utrzymuje, że Zenbook 14 UM425 jest w stanie pracować przez nawet ponad dwadzieścia godzin. Niestety, w żadnym ze scenariuszy nie udało mi się powtórzyć tego wyniku, choć i tak jestem zadowolona z tego, jak długo udało mi się pracować na jednym ładowaniu tego urządzenia.

W standardowym dla mnie scenariuszu podczas pracy w pomieszczeniu, tj. jasność ekranu w połowie skali, połączenie z internetem przez WiFi, wyłączone podświetlenie klawiatury, praca typowo biurowa (Google Docs / Word, Excel i sporo kart otwartych w przeglądarce Chrome), Zenbook 14 wytrzymywał ok. 10 godzin. To oznacza, że – jeśli macie pracę biurową – możecie spokojnie przepracować dzień bez podłączania urządzenia do gniazdka.

W trybie “najwyższa wydajność”, testując laptopa w testach syntetycznych i grach, czyli żyłując go do granic możliwości, udało mi się uzyskać cztery godziny pracy. Nie sądzę jednak, by Wam się udało powtórzyć ten wynik – chyba, że ciągle grając.

W ustawieniach możemy wybrać jeden z trzech dostępnych trybów ładowania. Tryb pełnej pojemności zawsze ładuje akumulator do pełna. Tryb zrównoważony (zalecany przez producenta) ładuje go tylko do 80%. Tryb maksymalnej żywotności z kolei przeznaczony jest dla osób mających laptopa stale podłączonego do prądu w celu wydłużenia okresu żywotności baterii.

Pełny proces ładowania trwa zaledwie 1,5 godziny, przy czym pierwsze 50% ładuje się w ok. 40 minut.

Audio

Jak już wspominałam, Zenbook UM425 nie został wyposażony w 3.5 mm jack audio. Jest to dla mnie całkowicie niewytłumaczalny brak, zwłaszcza, że miejsca w obudowie jest dość, by go spokojnie zmieścić (skoro było miejsce dla HDMI czy USB A…). I choć pisząc te słowa mam w uszach słuchawki bezprzewodowe, co poniekąd tłumaczyłoby, dlaczego miniJack w dzisiejszych czasach niekoniecznie jest potrzebny, uważam, że to jedynie bezsensowny wymysł Asusa, a nie faktyczna odpowiedź na potrzeby rynku.

Oczywiście to też nie jest tak, że Asus nie zaimplementował miniJacka i pozostawił nas samym sobie. W zestawie z laptopem dostajemy adapter z USB typu C na 3.5 mm jacka, ale to mnie nie przekonuje z dwóch powodów.

Pierwszy to konieczność pamiętania o nim, gdy przenosimy komputer z miejsca w miejsce. Drugi – przejściówka niepotrzebnie zajmuje jeden z portów USB C (na szczęście są dwa, więc można jednocześnie ładować laptopa i korzystać z przewodowych słuchawek).

Zdaję sobie sprawę, że miniJack dla wielu osób może być niewiele znaczącą “pierdołą” (dla mnie w dużej mierze też, bo zawsze mam pod ręką słuchawki Bluetooth), ale nie lubię, gdy producenci robią coś, czego nie da się logicznie wytłumaczyć i nie jest zasadne. A dokładnie z taką sytuacją mamy tu miejsce.

Asus tłumaczy to w następujący sposób:

Priorytetem przy projektowaniu była smukłość urządzenia, a najgrubsza część obudowy pozwala tylko na dwa większe (takie jak pełnowymiarowe HDMI, USB typu A i gniazdo audio 3,5 mm) porty I / O. Zrobiliśmy badania konsumenckie i wyszło, że większy priorytet mają pełne USB-A (76% badanych) i HDMI (69%). Także jeśli trzeba było iść na jakiś kompromis, to właśnie na taki.

Ciekawa jestem czy się ze mną zgodzicie – dajcie znać w komentarzach.

Na osłodę w testowanym laptopie nie zabrakło natomiast głośników ;) Znajdują się pod spodem klawiatury. A jak grają? O ich sprawdzenie standardowo poprosiłam Kubę. Oto jego opinia:

Mam mieszane uczucia… z jednej strony dźwięk jest czysty i głęboki (jak na głośniki wbudowane w laptopie), a jednocześnie po pierwszych kilku nutach zdążyłem znienawidzić audio w tym sprzęcie do szpiku kości… 

Zacznijmy od tego, że tutaj producent zamontował głośniki po obu stronach laptopa (od spodu), co jest typową praktyką jak na taki sprzęt, ale… nie grają na tym samym poziomie. 

Prawy głośnik jest zdecydowanie dominujący – określiłbym to przekładem mocy 70 do 30 – z czego 70% to głośnik prawy… Tony wysokie co prawda rozkładają się równomiernie, ale tony średnie, jak i niskie chcą wydobywać się tylko z prawej strony urządzenia. Jest to nie do zniesienia, zwłaszcza na maksymalnej głośności.

Po kilku minutach słuchania wyłączyłem muzykę z efektem “wody w uchu”. Oznacza to tyle, że podczas słuchania muzyki starałem się za wszelką cenę usłyszeć coś po lewej stronie i doprowadziło to tylko do bólu małżowiny… aż przez chwilę myślałem, że pora udać się na SOR – do momentu aż Kasia sama nie posłuchała i nie przyznała mi racji.

W skrócie: głośniki grają donośnie jak na laptopa, mają nawet fajny bas. Szkoda tylko, że tak kiepsko rozwiązano podział dźwięku. Mam nadzieję, że to przypadłość wyłącznie testowego egzemplarza, bo jeśli nie, to polecałbym na wstępie dokupić słuchawki (bezprzewodowe :P).

Podsumowanie

14-calowych laptopów z Ryzenem 5 4500U na rynku nie ma wcale dużo, a spośród nich wszystkich Zenbook 14 pod względem ceny plasuje się mniej więcej w połowie stawki. Wyróżnia się jednak wzornictwem, które – według mnie – jest najbardziej eleganckie i sprawia, że laptop ten wygląda na droższego niż jest w rzeczywistości.

Oczywiście wyróżnia się także rezygnacją z 3.5 mm jacka audio (tak, tak, jakoś trudno jest mi się przestać o to “czepiać”), ale dzięki temu jestem w stanie sobie zażartować, że to świetny laptop na czasy smart home. Nie wychodzisz z domu – nie potrzebujesz pamiętać o przejściówce ;)

A tak już na poważnie: Asus Zenbook 14 jest fajnym laptopem do pracy biurowej – zapewnia długi czas pracy i odpowiednio wysoką wydajność, a także ekran odchylany pod wygodnym kątem do pracy choćby trzymając laptop na kolanach. Uruchamia się bardzo szybko, ma sprawne rozpoznawanie twarzy i bardzo, ale to bardzo wygodną klawiaturę. Do tego nie zabrakło w nim pełnowymiarowego portu USB i slotu kart microSD, czyli dwóch rzeczy, bez których często trudno jest pracować. 

Zenbook 14 sprawdzi się też do konsumowania multimediów, choć tutaj musicie pamiętać, że głośniki dają się we znaki – na szczęście podłączenie słuchawek (przewodowych przez adapter czy też bezprzewodowych) niweluje ten problem.

Na minus? Niezrozumiałe odejście od 3.5 mm jacka audio, jakość głośników, brak dotykowego ekranu (choć trudno traktować to jako wadę) oraz obudowa, która zbiera odciski palców jak oszalała, a które trudno jest z niej usunąć.

Nie mam do najnowszego Zenbooka 14 takiej słabości, jak do zeszłorocznego UX434F, ale i tak będę go całkiem dobrze wspominać.

A co Wy sądzicie na temat Asusa Zenbook 14?

Asus Zenbook 14 (UM425I) – laptop w sam raz na home office (recenzja)
Wnioski
Ocena użytkownika1 głos
4.9
Zalety
matowy ekran
bardzo wygodna klawiatura
wydajność w pracy biurowej
eleganckie wzornictwo
pełnowymiarowy port USB i slot microSD
Wady
jakość głośników - zwłaszcza na maksymalnej głośności
brak czytnika linii papilarnych
brak 3.5 mm jacka audio
brak dotykowego ekranu
8.4
Ocena