Recenzja Asus Zenfone 10. Wyjątkowy maluch

Powiedzmy to wprost: małych flagowych smartfonów jest jak na lekarstwo. Apple już po dwóch generacjach postanowiło wycofać się z tworzenia iPhone’ów w wersji mini. Na placu boju pozostał w zasadzie tylko Samsung ze swoim Galaxy S23, Xiaomi z modelem Xiaomi 13 i właśnie Asus, za sprawą bohatera tego testu. Zenfone 10, bo o nim mowa, to najnowszy przedstawiciel tego coraz bardziej wąskiego segmentu kompaktowych flagowców i zarazem następca równie małego poprzednika.

Zenfone 9 nie był smartfonem idealnym, ale bez wątpienia bardzo udanym, dzięki czemu zaskarbił sobie sympatię sporego grona użytkowników szukających jak najlepszych możliwości zamkniętych w kompaktowych wymiarach. No dobrze, zatem jak jest z najnowszą iteracją i czy Zenka 10 naprawdę warto kupić?

Specyfikacja techniczna Asus Zenfone 10:

Cena w momencie publikacji recenzji wynosi 4499 złotych za testowany wariant 16/512. Tańsze konfiguracje kosztują, kolejno: 3799 złotych za 8/128 oraz 3999 złotych za 8/256.

Asus Zenfone 10 dostępny jest w pięciu wersjach kolorystycznych: czarnej, białej, czerwonej, zielonej i testowanej przeze mnie niebieskiej. W tym miejscu muszę jednak dodać, że najtańsza konfiguracja (8/128) występuje wyłącznie w czarnej odmianie, pośrednia (8/256) we wszystkich pięciu, z kolei testowanego przeze mnie 16/512 w Polsce kupicie w kolorach czarnym i zielonym.

Zawartość zestawu, czyli jest wszystko czego potrzeba

Smartfon dotarł do mnie w bardzo minimalistycznym, ale przy tym równie estetycznym jasnoszarym pudełku. Wnętrze opakowania, a bardziej jego zawartość, zaskakuje pozytywnie.

Do dyspozycji użytkowników, poza samym Zenkiem 10, producent oddaje ładowarkę o mocy 30 W, przewód obustronnie zakończony złączem USB typu C, szpilkę do tacki SIM oraz wykonane z tworzywa, sztywne czarne etui. Wygląda ono na tyle dobrze, że z powodzeniem wystarczy do zabezpieczenia smartfona bez konieczności dokupowania innego. Zabrakło jedynie folii na ekranie.

Konstrukcja i wygląd: gdzieś to już widziałem…

Gdy wysłałem Kasi, naszej szefowej, zdjęcie Zenfone’a 10 po wyjęciu go z pudełka, zapytała mnie: „Czy oni w ogóle w nim coś zmienili?”. Istotnie, jest to w pełni zasadne pytanie, bowiem porównując Zenka 10 z poprzednikiem, zmiany wizualne są marginalne. Cała bryła to połączenie szkła na froncie, aluminiowej ramki oraz tworzywa sztucznego na pleckach, ale po kolei.

Asus Zenfone 10 to mały smartfon, jeśli bierzemy pod uwagę jego szerokość, wysokość oraz wagę. Zaznaczam, że jest jednak odrobinę grubszy od konkurentów, mierzy bowiem dokładnie 9,4 milimetra, co da się nieco odczuć biorąc go w dłoń. Mimo wszystko, reszta wymiarów bierze tu górę, przez co w codziennym użytkowaniu konstrukcja Zenka 10 sprawdza się absolutnie kapitalnie.

Tył urządzenia został wykonany z matowego, chropowatego tworzywa o strukturze, która przypomina nieco delikatny papier ścierny. Plusem tego wykończenia jest fakt, że przez to telefon praktycznie nie wyślizguje się z dłoni. Całość zdobiona jest subtelną, kropkowaną fakturą, przypominającą granit. Niestety, muszę odnotować, że podczas tych dwóch tygodni testów tworzywo zdążyło się dość widocznie przybrudzić na krawędziach.

W górnej części plecków umieszczono dwa masywne, odseparowane od siebie aparaty – prezentuje się to w moim odczuciu interesująco i oryginalnie na tle konkurencji. Obok ulokowano diodę doświetlającą, a pod spodem logo ASUS Zenfone.

Ramka smartfona to matowe, czarne aluminium. I tutaj mała dygresja – prawie każda wersja kolorystyczna ma czarną ramkę poza białą – w tej jest ona srebrna. Uznaję to za kolejny aspekt nadający urządzeniu ciekawego wyglądu.

Lewa krawędź jest zupełnie pusta, na prawej znalazł się podwójny klawisz do regulacji głośności oraz przycisk wybudzania z czytnikiem linii papilarnych i dodatkowymi funkcjami, o których później.

Od spodu umieszczono slot na dwie karty nanoSIM, złącze USB-C oraz jeden z dwóch głośników. Na górze z kolei widzimy złącze słuchawkowe, o którym zdecydowana większość producentów chyba już dawno zapomniała.

Wyświetlacz pokryty został szkłem Gorilla Glass Victus i, jak już zdążyłem wspomnieć, jest ono całkowicie płaskie. Niestety, przyglądając się ekranowi nie sposób nie zwrócić uwagi na grube ramki wokół niego, a w szczególności na dolną bródkę. No nie tak to powinno wyglądać, jeśli mówimy o flagowcu z 2023 roku. W lewym górnym rogu znalazł się aparat do selfie w dość niewielkim otworze.

Obudowa urządzenia może się pochwalić certyfikatem wodoodporności IP68, co oznacza, że telefon powinien wytrzymać zanurzenie go na głębokości do 1,5 metra do 30 minut.

Wyświetlacz

Zostawmy już kwestię ramek i przejdźmy do samego ekranu. Asus, podobnie jak w poprzedniku, zastosował tu wyświetlacz AMOLED o przekątnej 5,9 cala, cechujący się rozdzielczością Full HD+ (a dokładniej 2400 x 1080 pikseli), częstotliwością odświeżania na poziomie 120 Hz i obsługą treści HDR10+. W tym miejscu zatem nie ma zaskoczeń.

W codziennym użytkowaniu panel ten spisuje się naprawdę bardzo dobrze i nie mam co do niego żadnych zarzutów. Kąty widzenia wypadają świetnie, jasność minimalna nie przyprawia o ból głowy w nocy, a maksymalna jest zupełnie zadowalająca nawet w bardziej słoneczne dni i ekran jest w pełni czytelny.

Kolorystyka jest świetna, a gdyby nam nie odpowiadała, to bez problemu możemy ją dostosować przy pomocy sekcji Splendid ulokowanej w ustawieniach wyświetlacza. Znalazło się tu pięć trybów wyświetlania kolorów oraz suwak regulacji temperatury barwowej.

Częstotliwość odświeżania ekranu możemy ustawić między stałym 60, 90 lub 120 Hz, a także przełączyć w tryb automatyczny. Tu polecam sztywne 120 Hz dla jak najlepszych efektów.

W tym miejscu pewnie się nieco zdziwicie, bowiem w specyfikacji pisałem o 144 Hz. Owszem, zastosowany panel ma takie możliwości, ale z nie do końca zrozumiałych przyczyn, odświeżania 144 Hz nie możemy wybrać na stałe – włączymy je jedynie podczas grania.

Asus nie zapomniał także o implementacji Always on Display wyświetlającego datę, godzinę, poziom baterii i ostatnie powiadomienia. Podobnie, jak w ROG Phone 7, mamy do wyboru dość sporą ilość różnych stylów zegarów, możliwość stworzenia własnego z dowolną grafiką. AoD może wyświetlać się zarówno przez cały czas, z harmonogramem lub tylko po dotknięciu ekranu.

Wydajność i kultura pracy: duża zmiana względem poprzednika

Za to, jak Asus Zenfone 10 działa, odpowiada doskonale znany procesor Snapdragon 8 Gen 2. Oprócz tego, na pokładzie mojego egzemplarza znalazło się 16 GB RAM LPDDR5X oraz 512 GB pamięci UFS 4.0. Do wyboru są też konfiguracje 8/128 i 8/256.

W recenzji ROG Phone’a 7 Ultimate wspominałem, że pod względem wydajności każdy smartfon, wyposażony w ten procesor, jaki przeszedł przez moje ręce, działał świetnie, bo to po prostu udany układ, zarówno pod względem wydajności, jak i kultury pracy. Nie inaczej jest w tym przypadku.

Na wydajność Asusa Zenfone 10 złego słowa powiedzieć nie mogę. Przez cały okres testów nie odnotowałem z jego strony jakiejkolwiek zadyszki, spadków płynności, ani nawet najmniejszego przycięcia animacji. Urządzenie przez cały czas pozostaje szybkie i responsywne, a aplikacje uruchamiają się błyskawicznie.

Co równie istotne, optymalizacja i zarządzanie pamięcią RAM również wypadają świetnie, przez co nawet bardziej obciążające apki potrafią na długo pozostać w tle, bez potrzeby ich ponownego przeładowywania.

Kolejnym ważnym aspektem jest kultura pracy. W recenzji Zenfone’a 9, Kasia odnotowała dość wyraźne problemy z przegrzewaniem w wielu sytuacjach. Nie mnie oceniać, na ile odpowiedzialna była za to optymalizacja, a na ile układ 8 Gen 1, o którym przez pewien czas mówiono, że lubi się przegrzewać.

Zenfone 10 jest na tym polu bezapelacyjnie poprawiony. Smartfon przez zdecydowaną większość czasu podczas codziennego użytkowania pozostaje całkowicie chłodny. Potrafi zrobić się ciepły, ale tylko wtedy, gdy działa pod obciążeniem przez dłuższy czas (granie, benchmarki) oraz przy ładowaniu. Są to zatem dość oczywiste scenariusze.

System, oprogramowanie

Urządzenie działa pod kontrolą systemu Android 13 z nakładką ZenUI. Poprawki zabezpieczeń w chwili publikacji recenzji datowane są na 5 kwietnia 2023. Nakładka Asusa jest jednak na tyle lekka, że interfejs nie wygląda na mocno zmodyfikowany względem czystego Androida, a mimo to zyskuje kilka dodatkowych funkcjonalności.

W smartfonach Asusa zawsze bardzo doceniam możliwość wyboru podczas konfiguracji urządzenia, czy chcemy korzystać z systemu o wyglądzie czystego Androida, czy w pełni zastosować interfejs ZenUI.

Potem w ustawieniach mamy możliwość skorygowania naszego wyboru w odniesieniu do całego interfejsu, jak i poszczególnych elementów, np. wyglądu panelu powiadomień, paska regulacji głośności itd. Nie zabrakło tzw. dżina gier, znanego z ROG Phone’ów, czyli specjalnego menu ustawień dotyczących grania. Jest również opcja wyboru trybów wydajności urządzenia.

I, generalnie, nakładka Asusa jest naprawdę bardzo dobrze zoptymalizowana i nie znalazłem w niej niemal żadnych błędów. Niemal, bowiem z nieznanych przyczyn telefon błędnie zapisywał wykresy zużycia baterii i czas ostatniego ładowania, co zobaczycie później w sekcji poświęconej baterii.

Na koniec kwestia wsparcia – w przypadku Zenfone’a 10, Asus zapewnia dwie duże aktualizacje systemu oraz cztery lata aktualizowania poprawek zabezpieczeń. Będąc szczerym, nie są to nad wyraz okazałe deklaracje, bowiem konkurencji zwykle oferują dłuższe wsparcie.

Audio i haptyka

Od strony multimedialnej Asus wyraźnie się przyłożył. Ponownie, jak w przypadku ROG Phone’a, Asus chwali się strojeniem audio wspólnie z firmą Dirac, co możemy dostrzec także w ustawieniach dźwięku.

Przechodząc jednak do samego brzmienia głośników – jest ono naprawdę bardzo dobre. Przede wszystkim dźwięk jest bardzo donośny i czysty w całym zakresie tonalnym. Brak tu charczenia nawet przy maksymalnych poziomach głośności. Oczywiście, przede wszystkim wybijają się tutaj tony średnie oraz wysokie, ale nie brakuje też basu. Dodatkowo da się odczuć wyraźne rezonowanie plecków telefonu, co najpewniej ma polepszyć wrażenia basowe.

W ogólnym rozrachunku, głośniki Zenfone’a 10 spisują się bardzo zadowalająco i mogą realnie konkurować z innymi modelami na rynku. To nie poziom ROG Phone’a 7, ale z takim Samsungiem Galaxy S23, Zenek – w moim odczuciu – już może wygrać.

Producent nie zapomniał również o złączu słuchawkowym, a reprodukowany przez nie dźwięk stoi na wysokim poziomie. Telefon z powodzeniem napędzi również wyższej klasy słuchawki. Asus zadbał także o użytkowników słuchawek bezprzewodowych. Zenfone 10 wspiera Snapdragon Sound, dzięki czemu obsługuje wszystkie kodeki aptX, w tym aptX Lossless. Nie zabrakło też popularnego kodeku LDAC.

W ustawieniach, sekcja poświęcona audio wygląda identycznie, jak w przywoływanym już ROG-u. Do wyboru mamy cztery scenariusze brzmienia: dynamiczny, muzyka, kino i gra. Poniżej znalazł się equalizer oraz dwa suwaki do szybkiej regulacji ilości niskich i wysokich tonów. Korzystając ze słuchawek, możemy włączyć także dźwięk przestrzenny Dirac Virtuo.

Wisienką na torcie jest haptyka. Do niej także nie mogę się przyczepić – wibracje stoją na wysokim poziomie, nie irytują i zostały umieszczone w różnych miejscach interfejsu. Mają też różne poziomy mocy w zależności od tego, co nam komunikują.

Biometria, przycisk wielofunkcyjny

Na przekór panującym obecnie trendom, Asus Zenfone 10 został wyposażony w czytnik linii papilarnych umieszczony w przycisku zasilania, a nie w ekranie, jak ma to miejsce u konkurencji. Bądź co bądź, jest to intuicyjne rozwiązanie, bowiem nasz palec i tak zwykle domyślnie ląduje na klawiszu wybudzania – przy okazji odblokowując telefon.

W tym miejscu warto wspomnieć, że skaner może rozpocząć rozpoznawanie palca dopiero podczas przyciskania klawisza lub już przy samym jego dotknięciu – możemy dostosować to w ustawieniach.

Co do samego działania czytnika nie mam żadnych zastrzeżeń. Sporadycznie zdarzało się, że wolniej rozpoznawał opuszek, gdy położyłem go pod innym kątem, ale w ogromnej większości przypadków działał bezbłędnie i piekielnie szybko. Na tyle szybko, że zwykle nawet nie widzimy ekranu blokady, tylko od razu główny.

Nie zabrakło również rozpoznawania twarzy, ale – co nie będzie zaskoczeniem – jest ono realizowane tylko przy użyciu kamerki do selfie, bez dodatkowych detektorów głębi. Nie można więc uznać tego rozwiązania za w pełni bezpieczne, ani też nie użyjemy go do logowania w apkach bankowych i tym podobnych. Sam proces rozpoznawania jest szybki, ale – zupełnie szczerze – wolę używać odcisków palców.

Wspomniałem już wcześniej, że przycisk z czytnikiem linii papilarnych, oprócz tego, że służy po prostu do wybudzania, pełni funkcję przycisku wielofunkcyjnego. Możemy przypisać do niego różne interakcje z dowolnych aplikacji. W ustawieniach znajdziemy tego całe mnóstwo.

Możemy przypisać tutaj akcje dla dwukrotnego kliknięcia, przytrzymania klawisza oraz przesunięcia po nim palcem. Przykładowo – ja ustawiłem podwójne kliknięcie, aby szybko włączyć aplikację aparatu, a przeciągnięcie w dół i w górę zsuwa/chowa pasek powiadomień. Przyznaję, że to całkiem przydatne rozwiązanie.

Zaplecze komunikacyjne

Patrząc na dostępne moduły łączności, Asus Zenfone 10 jest w tej materii urządzeniem w pełni kompletnym. Do dyspozycji mamy oczywiście sieć komórkową 5G, łączność WiFi 6 (telefon jest gotowy na WiFi 7), GPS, Bluetooth 5.3 oraz NFC z obsługą Google Pay.

Przez cały okres testów nie miałem większych problemów z działaniem modułów łączności. Zasięg był stabilny, VoLTE u mojego operatora (tj. w Plusie) działało poprawnie, jakość połączeń była dobra, a WiFi oferowało bardzo dobre prędkości sieci. Wszystko było dobrze – poza jednym aspektem.

Mimo że wedle specyfikacji Zenfone 10 obsługuje wszystkie pasma 5G używane w Polsce, w przypadku sieci Plus, w której mam prywatną kartę SIM, sieć 5G nie chciała działać na podstawowej częstotliwości 2,6 GHz, a tylko w nielicznych miejscach, które obejmuje zasięg tzw. 5G Ultra, czyli z agregacją częstotliwości 2,1 GHz.

Jest to pierwszy telefon, z którym miałem taki problem. Do tej pory, każdy inny obsługiwał 5G w pełni poprawnie, w każdym miejscu. Co istotne, nie jestem jedyny – testujący Zenfone’a 10 Robert Nawrowski potwierdził mi, że ma taki sam problem w tej samej sieci.

Zaznaczam jednak, iż może być to kwestia faktu, że testowane urządzenie było przedpremierowe, na najpewniej wczesnej wersji oprogramowania.

Bateria

Asus Zenfone 10 zasilany jest przez ogniwo o pojemności 4300 mAh, co de facto jest identyczną wartością, co w poprzedniku. W tym wypadku jednak dość wyraźnie widać, że sporą różnicę robi procesor zarządzanie energią i sama optymalizacja procesora Snapdragon 8 Gen 2.

W moich rękach trudno było rozładować telefon jednego dnia, zwykle wytrzymywał ponad pełną dobę użytkowania. W scenariuszu odłączenia telefonu od ładowarki rano, około 9:00, pod koniec dnia w okolicach 22:00 miał jeszcze zapas energii oscylujący w okolicach 50%, co zwykle spokojnie pozwalało na użytkowanie go kolejnego dnia co najmniej do popołudnia.

Jeśli chodzi zaś o wyniki czasów na włączonym ekranie, czyli SoT – rekordowo Asus Zenfone 10 wytrzymał blisko 8,5 h, choć zaznaczam, że w tym cyklu zdecydowanie więcej korzystałem z łączności WiFi.

W sytuacjach, gdy korzystanie z WiFi i sieci komórkowej było bardziej mieszane, SoT mieścił się w przedziale 5,5-7,5 h, natomiast na niemal samym LTE, było to bliżej 5 h. Uznaję to zatem za wciąż bardzo dobry wynik.

Maksymalna moc ładowania, jaką obsługuje telefon przy pomocy dołączonej do zestawu ładowarki, wynosi 30 W. Naładowanie telefonu od 1 do 100% zajmuje około półtorej godziny, co – trzeba przyznać – nie jest wybitnie dobrym czasem.

Na pocieszenie, na pokładzie znalazło się ładowanie indukcyjne o mocy 15 W, którego w Zenfonie 9 brakowało, na co narzekała część użytkowników.

Zenfone 10 ma kilka przydatnych funkcji zaszytych w ustawieniach, które pomagają w dbaniu o jak najdłuższą żywotność ogniwa. Stabilne ładowanie to powolne, równomierne doładowywanie akumulatora, Planowe ładowanie pozwala ustawić nam, o jakiej godzinie ma rozpocząć się, a o jakiej zakończyć ładowanie urządzenia. Możemy też ustawić limit na 80 lub 90%, aby po jego osiągnięciu telefon odcinał dalsze zasilanie akumulatora.

Aparat

Krótkie przypomnienie. Asus Zenfone 10 został wyposażony w dwa obiektywy: główny z matrycą Sony IMX766 o rozdzielczości 50 Mpix oraz ultraszerokokątny 13 Mpix z polem widzenia 120°. Główny sensor to dokładnie ten sam, który zastosowano w zeszłym roku i podobnie, jak w zeszłorocznej dziewiątce, zabrakło tu także teleobiektywu.

Gdybym chciał ująć możliwości fotograficzne Zenfone’a 10 w jednym zdaniu, brzmiałoby ono mniej więcej tak: jest to dobry aparat i wykonywane nim fotki mogą się podobać, ale jednocześnie trudno kryć, że względem konkurencji jest tutaj trudna do przeskoczenia przepaść. Zwłaszcza w pewnych aspektach.

Bez wątpienia najlepiej wypadają tu zdjęcia w ciągu dnia wykonane głównym obiektywem. Wychodzą one bardzo nasycone (czasem może nawet nieco za bardzo), z dobrą rozpiętością tonalną i dynamiką. Na pochwałę zasługuje również bokeh i dobra ogólna szczegółowość zdjęć.

Gorzej jest natomiast z ultraszerokim kątem. Zdjęcia z niego wychodzą bardzo nierówno, wręcz losowo – czasem spójność kolorystyczna z głównym obiektywem wypada bardzo w porządku, innym razem ultraszeroki wykonuje dużo bardziej blade zdjęcie. Widać też niestety gorszą szczegółowość.

Jak już zdążyliście przeczytać wcześniej, na pokładzie zabrakło teleobiektywu. Oznacza to oczywiście, że wszystkie zbliżenia wykonywane są przy pomocy przybliżania obrazka z głównego aparatu.

Maksymalny zoom, jaki możemy tu wykonać, to 8x, ale – będąc szczerym – wygląda on absolutnie fatalnie. Akceptowalne jest co najwyżej 2x zbliżenie.

W nocy telefon również jest w stanie zrobić dobre zdjęcia. Tutaj w szczególności przydaje się tryb nocny, który często warto wymusić ręcznie. Na ogół celnie dostosowuje on ustawienia, nie powoduje, że zdjęcie staje się zbyt sztuczne i przyzwoicie wyciąga detale.

No dobrze, teraz nieco o najmniej lubianym przeze mnie aspekcie aparatów smartfonów – selfiaki. Te wykonujemy przy pomocy matrycy o rozdzielczości 32 Mpix. A jak z samą jakością? Po prostu dobrze. Zdjęcia mają sporą szczegółowość oraz dobrze odwzorowaną kolorystykę. Co równie istotne, przy fotkach na zewnątrz telefon nie przepala nieba.

Na koniec zostało nam oczywiście wideo. I tutaj musimy się na chwilę zatrzymać. Asus Zenfone 10 oferuje 6-osiową, gimbalową stabilizację obrazu z adaptacyjną elektroniczną stabilizacją. Dostępne są dwa tryby – adaptacyjnej stabilizacji oraz HyperSteady, przy czym ten drugi działa tylko przy Full HD.

Musimy zatem zdecydować się na kompromis – albo standardowa stabilizacja i lepsza rozdzielczość 4K, bądź nawet 8K (jeśli takowa komuś w ogóle potrzebna), albo Full HD i tryb HyperSteady. Co jednak istotne, z moich obserwacji już tryb Adaptive jest wystarczająco skuteczny.

W ogólnym rozrachunku, jakość wideo z Asusa Zenfone 10 oceniam pozytywnie. Nagrywany obrazek jest szczegółowy, autofocus w ogromnej większości przypadków działa celnie i rewelacyjnie szybko. Sama kolorystyka jest nasycona, a stabilizacja obrazu – zarówno HyperSteady, jak i Adaptive, działa naprawdę dobrze, a miejscami wręcz imponująco.

Podsumowanie

Asus Zenfone 10 to naprawdę bardzo dobry, kompaktowy smartfon, który pod wieloma względami wypada flagowo i w paru aspektach trudno się do niego przyczepić. W czasach, gdy małych flagowców jest tak mało, cieszy obecność dodatkowej alternatywy.

Wydajność i kultura pracy stoją na kapitalnym poziomie. Czas pracy na baterii, ekran, głośniki oraz wibracje wypadają bardzo dobrze, podobnie jak sama jakość wykonania. Ergonomia użytkowania jest wprost świetna – zarówno pod kątem wymiarów, wagi telefonu, jak i ogólnego kształtu bryły.

Na plus również ładowanie indukcyjne, wodoodporność, złącze słuchawkowe, a także kompletne zaplecze komunikacyjne. Sama nakładka jest dobrze zoptymalizowana, wygląda estetycznie i jest stabilna (no, może poza tym małym błędem wyświetlania zużycia energii).

Jeśli zaś chodzi o aparat – trudno go jednoznacznie ocenić źle. Zabrakło teleobiektywu, a zdjęcia z ultraszerokiego wychodzą nierówne kolorystycznie. Fotki z głównego aparatu, jak i wideo, wypadają dobrze, choć całokształtem i tak nie jest to poziom, który można dorównać głównemu konkurentowi w tych gabarytach, czyli Samsungowi Galaxy S23.

Co jeszcze mi się nie spodobało? Z pewnością oczekiwałbym mniejszych ramek wokół ekranu, obsługi kart eSIM i szybszego ładowania. Wsparcie aktualizacyjne powinno być dłuższe. Odnotowuję też wspominane problemy z siecią 5G, ale jednocześnie można to usprawiedliwić przedpremierowym egzemplarzem telefonu.

Tak naprawdę, jedynym aspektem, który stoi na drodze do pełnej, nieskrępowanej rywalizacji Asusa Zenfone 10 z Samsungiem Galaxy S23, jest aparat. W każdym innym aspekcie bezproblemowo daje sobie radę i jest świetnym urządzeniem, z którego bardzo przyjemnie się korzysta.

Recenzja Asus Zenfone 10. Wyjątkowy maluch
Zalety
kompaktowe wymiary!
kapitalna szybkość działania i optymalizacja
bardzo dobry ekran
dobre głośniki i wibracje
bardzo dobra bateria
IP68 i ładowanie bezprzewodowe
dobry aparat, ale...
Wady
...nie aż tak dobry jak konkurentów
krótkie wsparcie aktualizacyjne
nieco wolne ładowanie
grube ramki ekranu
8.6
Ocena
Exit mobile version